Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Ciosy
#1
Em, no to tak. Wyjątkowo wrzucam na świeżo, dopiero co napisane. Zazwyczaj czekam kilka dni od napisania do wrzucenia, żeby wyłapać błędy, poprawić i pomyśleć, czy opowiadanie nadaję się do publikowania. Jednak jestem bardzo ciekawa, jak zostanie odebrana poniższa miniaturka. Jest to dla mnie pewien eksperyment, wyzwanie postawione sobie. :) Proszę o krytykę, najwyżej popłaczę sobie w kącie i poużalam się trochę nad swoją beznadziejnością. ;) Długo wyszło, ale chyba nie podchodzi pod opowiadanie, więc wstawiam mimo wszystko tutaj. Miłego czytania. :)

Pojedyncza łza powoli spłynęła po policzku, brodzie, szyi i zakończyła swoją wędrówkę na krawędzi koszulki tak jak poprzednie. Odetchnęłam głęboko, próbując się uspokoić. Po raz kolejny otarłam wilgotne oczy i policzki. Weź się w garść, kretynko. Czego ryczysz? Czego się, kurwa, spodziewałaś, po tym skunksie? Parsknęłam, rozbryzgując łzy i krew. Po tym jebanym, tępym skurwysynie? Spryskałam nadgarstki i szyję perfumami, które wczoraj od niego dostałam. Jako zadośćuczynienie. Uspokojenie sumienia.

– Zasłużyłaś na to, głupia dziwko – wydyszał w moje ucho Paweł, przygniatając mnie do ściany. Odsunął się trochę, tylko na tyle, żeby zadać kolejny cios. Miękkie plaśnięcie. Kilka łez, niekontrolowany szloch, drżenie ciała. Palce lewej ręki zacisnął na moim gardle, prawą systematycznie, raz po razie, okładał mnie po głowie, ramionach, brzuchu. Wreszcie puścił. Osunęłam się bezwładnie po ścianie, kuląc się jeszcze bardziej i przymykając oczy. Cofnął się o krok, sapiąc z wysiłku, żeby podziwiać swoje dzieło. Czekałam. Znowu uderzy, czy da spokój? Przysunął się, przyklęknął obok. Otworzyłam oczy i zerknęłam na niego ze strachem. Patrzył na mnie z troską i współczuciem wymalowanym na twarzy. Delikatnie, opuszkami palców, dotknął rozciętej wargi puchnącej w błyskawicznym tempie. Odgarnął opadającą mi na oczy grzywkę, zakładając za ucho. Nadal przyglądał mi się z mieszanką smutku i empatii.
– Przykro mi, kochanie, że znowu musiałem to zrobić. Bo musiałem. Wiesz o tym. – Ciągle gładził moją zmasakrowaną twarz. – Nie dałaś mi wyboru. To wszystko twoja wina. Twojej głupoty i uporu. Czasem zachowujesz się jak wyjątkowo nierozumny osiołek. – W jego głosie na nowo zabrzmiały szorstkie tony, jednak zaraz złagodniał.
– Tak, kochanie. To wszystko moja wina. Jestem taka głupia i niezdarna. Zachowuję się, jak nierozumny osiołek. – Przytuliłam się do jego dłoni. Wszystko, żeby już nie bił. Pomógł mi wstać, ostrożnie podtrzymując. Poszedł za mną do kuchni, opowiadając o jakimś koledze z pracy na wyższym stanowisku, który, według niego, jest wyjątkowo niechlujnym i w dodatku głupawym człowiekiem. On jest o wiele od tamtego lepszy, ale kierownictwo wciąż nie zauważyło jego możliwości. Ale to się zmieni. On jeszcze pokaże, na co go stać, a wtedy wszyscy będą żałować, że tak późno przejrzeli na oczy. Uważnie, żeby nie pokaleczyć dłoni, zbierałam skorupy stłuczonej miseczki, która stała się przyczyną kary. Gdybym się skaleczyła, mogłam być pewna, że znowu zostanę stosowanie „nagrodzona” za swoją niezręczność. Słuchałam, kiedy mówił, śmiałam się, gdy on się śmiał, w stosownych momentach wydawałam oburzone okrzyki. Po uporaniu się z odłamkami i starannym zamieceniu podłogi podeszłam, przywołana ruchem dłoni. Wtulił głowę w mój brzuch i objął mnie w pasie. Przyciągnął mnie do siebie, chciał, żebym usiadła mu na kolanach. Zdusiłam pragnienie odepchnięcia go. Nie chciałam zostać skarcona. Wykonałam polecenie, pozwoliłam mu się dotykać. W odpowiednich momentach, przewidując jego pragnienia, jęczałam, stękałam i mruczałam, kiedy pieścił mnie nieudolnie. W końcu dał sobie spokój, uniósł mnie na blat, usłużnie podkasałam spódnicę i nie protestowałam, gdy ściągał mi majtki. Opuścił spodnie i od razu we mnie wszedł. Splotłam ręce na jego karku i szeptałam puste słówka w rytm ruchów bioder. Zatrzymał się na chwilę, pierdnął cicho, i kontynuował. Wreszcie sapnął głośno, z wysiłkiem, pchnął ostatni raz i wyszedł, żeby dokończyć, onanizując się. Skończył, założył spodnie i odszedł bez słowa, nawet na mnie nie patrząc. Czekałam bez ruchu, dopóki nie usłyszałam trzaśnięcia zamykanych drzwi frontowych. Dopiero wtedy odważyłam się poruszyć. Zsunęłam się ze stołu i poprawiłam ubranie, dziękując w myślach za to, że nie był brutalny, nie ciągnął za włosy, nie pluł w twarz, nie krzyczał i okładał pięściami dla zwiększenia swojej przyjemności. Starłam spermę z podłogi i zamknęłam się w łazience. Kilka chwil wyczekiwanej samotności.

Trzaśnięcie drzwi frontowych. Wrócił. Szybko doprowadziłam się do porządku, przypudrowałam twarz, podmalowałam lekko oczy.
– Kochanie? – zawołał mój mąż i oprawca. Pospiesznie opuściłam łazienkę, żeby wyjść mu naprzeciw. Z uśmiechem. Radością w ruchach i spojrzeniu. Gotowością na przyjmowanie kolejnych upokorzeń, ciosów. Poniżanie, znęcanie, bicie, wykorzystywanie. Brutalność.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(16-11-2014, 22:33)Arabella napisał(a): Pojedyncza łza powoli spłynęła po policzku, brodzie, szyi i zakończyła swoją wędrówkę na krawędzi koszulki,(bez przecinka) tak jak poprzednie.

Czego się, kurwa, spodziewałaś?(te dwa zdania połączyłabym w jedno, mimo że rozumiem zamysł podkreślenia tego 'skunksa') Po tym skunksie?

Kilka łez. Niekontrolowany szloch. Drżenie ciała.(te również bym połączyła i tak są dostatecznie mocne)

Puścił wreszcie.
(szyk – W końcu puścił. Wreszcie puścił.)

Znowu uderzy(przecinek) czy da spokój?

Patrzył na mnie z troską i współczuciem wymalowanymi(użyłabym jednak liczby pojedynczej) na twarzy.

Delikatnie, opuszkami palców(tu przecinek albo usuń poprzedni) dotknął rozciętej wargi,(bez przecinka) puchnącej w błyskawicznym tempie.

Czasem zachowujesz się,(bez przecinka) jak wyjątkowo nierozumny osiołek.

Zachowuję się, jak nierozumny(zbędna spacja) osiołek.

Wszystko, żeby (coś bym dodała – tylko, już) nie bił.

Pomógł mi wstać, ostrożnie mnie(zbędne) podtrzymując. Poszedł za mną do kuchni, opowiadając o jakimś koledze z pracy na wyższym stanowisku, który, według niego, jest wyjątkowo niechlujnym i w dodatku głupawym człowiekiem.

On jest o wiele od niego(tamtego) lepszy, ale kierownictwo wciąż nie zauważyło jego możliwości.

On(zbędne) jeszcze pokaże(przecinek) na co go stać, a wtedy wszyscy będą żałować, że tak późno przejrzeli na oczy.

Po uporaniu się z odłamkami i starannym zamieceniu podłogi, podeszłam,(to nie może być wtrąceniem, gdyż po wyjęciu go ze zdania straci ono sens, a wtrącenie ma to do siebie, że nie zmienia sensu zdania tylko dopowiada, objaśnia coś bardziej dokładnie) przywołana ruchem dłoni.

Skończył, założył spodnie i odszedł bez słowa, nie patrząc nawet na mnie.(szyk – nawet na mnie nie patrząc)

Dobry tekst, mądry i prawdziwy:). W bardzo dojrzały sposób pokazałaś uzależnienie maltretowanej osoby wobec oprawcy. Nikt normalny tego nie zrozumie, ale to ma miejsce w wielu domach, często wśród bardzo dystyngowanych osób. Oczywiście zarówno fizyczne, jak i psychiczne (moim zdaniem gorsze) niszczenie drugiej osoby dotyczy obu płci. Zdarza się wcale nierzadko, że to kobieta niszczy partnera psychicznie, poniżając, robiąc z niego nieudacznika i byle co, ponieważ nie przyniósł odpowiednio wysokiej pensji. Dokładnie tak, jak napisałaś, zachowuje się uzależniony człowiek, próbując nadskakiwać, kajać się, przyjmować na siebie wszelkie winy, byle zadowolić oprawcę. Moim zdaniem takie rzeczy robią innym słabi, zakompleksieni ludzie, którzy, znajdując sobie ofiarę, w ten sposób podnoszą samoocenę, poprawiają własną wartość w swoich oczach. Bijąc, staje się siłaczem, biorąc w sposób brutalny i poniżający staje się macho.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
Naw, bardzo dziękuję za komentarz i poprawki. :) "Serduszko puka w rytmie cza-cza", kiedy ktoś skomentuję mój tekst. ;)
Cieszę się, że Ci się podoba. Obawiałam się, jaki będzie efekt końcowy. Do tej pory, nie brałam na warsztat tematu przemocy.
Powtórzenie "on" i "jego" było celowe, ponieważ chciałam wyraźnie zaznaczyć, że w przedstawionej sytuacji mężczyzna jest dominatorem, uważa się za kogoś och i ach, najmądrzejszego, najlepszego, a wszyscy inni to tępaki niedoceniający jego, prawdziwego mężczyzny, dominatora, najlepszego, najmądrzejszego, pracy i umiejętności. Zastanowię się nad tym, ale niczego nie obiecuję.
Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś. Cóż, słyszałam o przemocy psychicznej kobiet, ale czy z powodu pensji? Myślę, że częstszą przyczyną jest "bycie nieudacznikiem" w oczach takich kobiet, które otwarcie manifestują swoją pogardę dla partnera, jego niezgrabności, nieporadności, tego, że nie potrafi zachować się jak należy w towarzystwie, czy przy stole. Nierzadko są to damy, które "coś osiągnęły", są na szczycie, zarabiają duże pieniądze, znajdują się w elicie, kobiety wyzwolone. Ale nie tylko. Główną cechą takiej pani jest ambicja, pożądanie pieniędzy, wygórowane oczekiwanie względem mężczyzny i wiele innych. Nad tą kwestią można się rozwodzić w nieskończoność, ponieważ jest wyjątkowo ciekawa i właściwie niewyczerpana, tak jak wszystko, co dotyczy ludzkiej psychiki. Dość powiedzieć, że panie dorównują pod względem przemocy psychicznej i fizycznej panom.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#4
Hej, hej, Gin też stara się w miarę komentować. Tylko nie zawsze ma coś sensownego do powiedzenia ;)

Tak więc ten, no.

Mi się jednak wydaje, że trochę za mało dosadnie przedstawiłaś pracę psychiki kobiety zgadzającej się na przemoc. Mam na myśli, nie do końca odczułam to, ażeby była przywiązana do swojego męża i nie widziała innej opcji, niż w tym trwać.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#5
Doceniam wysiłki, Gin. :D Dziękuję za komentarz. :*

Na początku miała to być miniatura i, być może, rozpisałabym to bardziej, gdybym nie zaparła się, żeby tekst był krótki. Cóż, może wyjaśnię to tak, chyba, podkreślam, chyba, umiałabym to rozpisać, żeby pokazać jak trzeba, ale, nie wiem sama czemu uparłam się na miniaturkę.
Może jeszcze kiedyś napiszę jakiś tekst w tym stylu, ale zastosuję się do Twojej sugestii i rozpiszę bardziej, żeby czytelnik mógł "zagłębić się" w psychozie, jaką jest przemoc, szczególnie psychiczna. Oczywiście, o ile nie zawalę na wstępie i nie wyjdzie beznadzieja. xD
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#6
Ciężki tekst, ale nie z powodu tematyki. Ciężki, bo i dobry i kiepski. Bardzo dobre są dialogi, przeskoki nastrojów, kłamanie dla zadowolenie i pokrewne. Dobrze oddana jest psychika napastnika, choć jest widziana "z drugiej strony". Ale potem jest duże ale w wielu formach:
– Czym jest pierwszy akapit? Wydaje się, że dzieje się w innym czasie, ale nie wiadomo kiedy.
– Jak Gin napisała, brakuje elementów psychiki kobiety. owszem jest, strach, obojętność, próba zadowalania, mówienie to co chce usłyszeć. Ale to są podstawy. Brakuje chorobliwego przywiązania, strachu przed opinia społeczeństwa, gloryfikowania napastnika by zagłuszyć własne ego.
– Najważniejsze, miniatura nie ma celu. Uparłaś się, by była miniaturą, a nie krótki tekstem – ok. Tyle, ze miniatura ma przesłanie, cel, szokujące zakończenie zazwyczaj. Natomiast treść tej miniaturki to wycinek z czegoś większego. scena z jakiejś dłuższej książki. Nie czuję budowy postaci, więc są one aktorami dla metafory, ale jakiej? Jaką myśl chcesz pokazać za pomocą tych białych kukiełek?
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Nax, dzięki za komentarz. :)
Cóż, zdaję sobie sprawę z ułomności miniaturki. Ogólnie powinnam była napisać ten tekst, jako coś większego, żeby w pełni wykorzystać potencjał tematu. Zamysł mam, pewną wiedzę też i być może spróbuję coś z tym zrobić, chociaż obawiam się, że nie wyjdzie z tego nic dobrego. Jednak, gdybym miała pisać opowiadanie, skupiłabym się właśnie głównie na kobiecie, a jedynie pobocznie ukazując postać mężczyzny, jako dopełnienie obrazu.

Co do pierwszego i ostatniego akapitu, pierwszy to wyrwa 'po' zdarzeniu, a ostatni jest kontynuacją pierwszego.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#8
Bello, zdecydowanie powinnaś rozwinąć ten tekst, bo faktycznie ma w sobie potencjał. Uparłaś się na miniaturę zupełnie niepotrzebnie, bo jak widzisz, masz w tym temacie jednak więcej do powiedzenia. Jestem zdania, by nie stawać się więźniem gatunku czy formy, nawet, jeśli siadając do pisania mamy jakieś tam założenia. Jeśli wena Cię prowadzi i czujesz, że wcale nie masz ochoty płynąć tym nurtem, którym powinnaś, to po co robić coś wbrew sobie. Wydaje mi się, że właśnie wtedy powstają najlepsze kawałki – kiedy wena i pomysł na to, jak napisać tekst prowadzi sama Twoje palce po klawiaturze i to już zupełnie odbiegło od planu początkowego.

Nie znam się co prawda na psychice kobiet i szczerze? Nie rozumiem dlaczego uzależniają się od beznadziejnych kolesi, którzy je tłuką i nie szanują ich za grosz. I po przeczytaniu tego tekstu nadal tego nie wiem. Chociaż to nie jest zarzut do Ciebie, tylko raczej po prostu brak zrozumienia dla całej sytuacji.
Odpowiedz
#9
bloszek, to bardzo miło z Twojej strony, że się pofatygowałeś i skomentowałeś, w dodatku konstruktywnie i wartościowo dla mnie. Dziękuję. :)

Teraz wiem, że niepotrzebnie. W pewnym momencie pisania, kiedy zauważyłam, że wyjdzie z tego dużo tekstu, błysnęło "stop" i tak właśnie zostało.

Jestem kobietą i interesuję się psychiką, może nie rozumiem tego jak powinnam i mam nie wiele do powiedzenia, bo w końcu dzieckiem jestem ;), ale mi również ciężko jest zrozumieć kobiety, które bronią maltretujących je mężczyzn przed innymi albo kłamią dla zamaskowania. Wstyd, upokorzenie – to częste, ale dlaczego usprawiedliwiają? Z miłości? Łatwo tak powiedzieć i mieć temat z głowy. Z przywiązania? Być może. Akurat ta kwestia może stać się tematem wielogodzinnej dyskusji. Coraz bardziej nakręcam się na napisanie czegoś dłuższego, ale póki co pozostanę przy gdybaniu. :D
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#10
"Ujdzie"

Tekst ciekawy, dlatego uważam że powinnaś go kontynuować. W dobry sposób oddaję tą więź między atakującym a atakowanym. Osoby poniżone, wykorzystywane często nie widzą dla siebie żadnej szansy ratunku, i akceptują swoją sytuacje. Dla tego pomaganie ludziom w tego typu problemach jest szczególnie trudne.
Crax, do poprawek marsz! ~ Nawka
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości