Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Klątwa Przeznaczenia (tytuł roboczy)
#1
Okej, znalazłam to wczoraj wśród staroci i pomyślałam, że może jest lepsze od poprzedniego opowiadania, które tu udostępniłam – jakoś nie mam weny, żeby kontynuować „Onyksowego Smoka", więc zostawię wam to do oceny :P


Rozdział 1

Dzisiejszy dzień miał być inny od wszystkich. Kiedy o tym pomyślała żołądek skręcał się jej ze strachu. Leżała w łóżku, w ciemnościach wpatrując się w popękany sufit. Zastanawiała się, czy do tej sytuacji doprowadziła ją głupota, czy od dawna było to zaplanowane. Przypomniała sobie jeszcze raz wydarzenia, które miały miejsce zaledwie kilka godzin temu: wybrała się z Jamesem do Tarmice, by zobaczyć treningi Łowców. Nie było to łatwe, ponieważ ich siedziba znajdowała się po drugiej stronie pasu górskiego. Żeby tam dojść trzeba przeprawić się ukrytym przejściem, wykutym w kamieniu. Ze szczytu można było zobaczyć spore miasto ukryte w dolinie. Była to jedna z wielu kryjówek Łowców rozrzuconych po całym Navaras, największa zaś znajdowała się w pobliżu głównego miasta – Cardeas.
Zejście zajęło im dobre kilka godzin, ale w końcu znaleźli swoje ulubione miejsce: duży występ skalny kilka metrów nad ziemią. Usiedli i obserwowali, jak miasto budzi się do życia. Łowcy szkolili się w wielkim budynku wyrastającym z góry, na wschód od miasteczka. Wyglądał jak starożytna świątynia, misternie wyrzeźbiona w brązowym kamieniu. Miał trzy poziomy, z których na najwyższym znajdowały się przepiękne ogrody. Drugi zajmowały kwatery mistrzów – nauczycieli, którzy trzymali pieczę nad adeptami. Najniższy poziom składał się z ogromnego dziedzińca treningowego, sal przeznaczonych do nauki, łaźni i pokoi uczniów. Najstarsi adepci i w pełni wyszkoleni Łowcy mieszkali w małych domkach porozrzucanych po dolinie. Druga budowla górująca nad miasteczkiem była dwupiętrową gospodą, zbudowaną z drewna i cegieł. Jasne ściany wybielono wapniem, a drzwi i ramy okien wykonano z mocnego mahoniu. Adepci mieli surowy zakaz odwiedzania tawerny, do momentu, kiedy skończą szkolenie. Większość nawet nie próbowała, bo bardzo często widziano tam mistrzów, więc nie chcieli ryzykować wyrzuceniem z miasta.
Łowcy ćwiczyli walkę wszelkiego rodzaju: na miecze, sztylety, walkę wręcz, a przede wszystkim strzelanie z łuku. To była podstawowa umiejętność, którą mieli opanować już jak byli młodzi. W wiosce wszystkie dzieci chodziły na specjalne szkolenie, żeby przyspieszyć edukację wybranych w przyszłości Łowców. Właśnie zaczęły się ćwiczenia. Na dziedziniec wybiegło ponad stu adeptów i ustawili się każdy, według swojego stopnia. Zaraz za nimi podążali mistrzowie wyróżniający się niebieskimi szatami oznaczającymi specjalizację w sztukach walki. Przystanęli przed grupą czekając, aż się ułożą w równe szeregi. W końcu każdy podszedł do przydzielonego mu zespołu i wykrzykując polecenia zmuszał do wszelkiego rodzaju ćwiczeń.
Sarah i James obserwowali trening z wypiekami na twarzach. Starsi adepci zajmowali się właśnie różnymi stylami walki. Jeden rzucał sztyletem w drugiego, a ten go łapał w locie i ciskał w tarczę. Inny wypuszczał strzały z łuku z taką prędkością, że w ciągu kilku minut opróżnił kołczan z dwudziestu czterech pocisków. Kilku innych walczyło na miecze, ścinając głowy kukłom służącym do ćwiczeń. Spora grupka zebrała się w kręgu, gdzie w środku dwóch mężczyzn bez koszul walczyło, obijając się pięściami. Rodzeństwo pochłaniało to wszystko wzrokiem. Wiedzieli, że przebywanie w obozie Łowców jest zabronione, ale wrodzona ciekawość i zdolność do pakowania się w kłopoty zmusiły ich do złamania zasad i przekroczenia granicy. Strzegł jej gruby strażnik, który bardziej spał, niż pilnował czy ktoś idzie. Nagle James odezwał się cicho:
– Chciałbym tam być, uczyć się razem z nimi.
Popatrzyła na niego zdziwiona. Nigdy nie mówił, że chciałby zostać Łowcą.
– Jakby usłyszał cię ktoś z wioski, uznałby cię za wariata – odpowiedziała ze śmiechem.
James popatrzył na nią z powagą.
– Nie, gdyby przypomniał sobie, co stało się z naszymi rodzicami. – Sarah zamilkła.
Wszyscy dobrze wiedzieli, co się stało z rodziną Narive'ów. Ojciec i matka zostali zamordowani przez Tarenów, którzy siebie nazywali „wybawcami''. Porywali ludzi i zmuszali ich do zasilania nielicznych wojsk. Twierdzili, że uleczą ten świat, że są naszymi wybawcami i naprawią wszystkie błędy popełnione przez naszego króla. Narivowie byli jednymi z wielu ludzi sprzeciwiających się temu, dlatego podczas jednego z napadów na wioskę zostali brutalnie zamordowani na oczach ich dzieci. Łowcy szybko odparli Tarenów, ale nie zdążyli ich ocalić. Po ataku odnaleźli Sarah i Jamesa w ruinach chaty. Mieli ogromne szczęście, że ich nie znaleźli. Zajęła się nimi Rosie, starsza pani, której wnuki zostały porwane, a rodzice byli zbyt zrozpaczeni, żeby nadal tu mieszkać i przeprowadzili się do innej wioski. Była bardzo miła, choć sprawiali jej niemało kłopotów. Miała nieskończoną cierpliwość, ale zdarzały się sytuacje, w których wpadała w taką furię, że nawet rośli mężczyźni mieli ochotę gdzieś się schować. Kiedyś Sarah wypuściła ogromnego psa z klatki, który rzucił się na Robbiego, syna Opiekuna. Puszył się tym, że będzie taki jak swój ojciec. Chyba nie bardzo rozumiał tego, że go nie chciał i zesłał na wieś. Cały czas znęcał się nad nią do dnia, kiedy przyczepił się do niej i zaczął opowiadać, jak dobrze się mają Opiekunowie i śmiał się, że nie ma przyszłości. Sarah zauważyła ogromną klatkę i otworzyła ją ze złośliwym uśmiechem. Wiedziała, że Stary John trzyma tam swojego ogara o imieniu Lucky. Pies rzucił się na Robbiego i porządnie pogryzł. Już nigdy więcej z nią nie rozmawiał po tym zdarzeniu. Kiedy Rosie się o tym dowiedziała była tak wściekła, że chciała zamknąć Sarah w pokoju na tydzień. Dziewczynka próbowała się wytłumaczyć powstrzymując starszą panią przed wepchnięciem ją do ciemnej izby:
– Ale Rosie przecież i tak nikt go nie lubi! Ten głupek cały czas się tylko przechwala, nawet Stary John się ze mną zgodził, jak odciągał od niego Lucky'ego! Żałuję tylko, że nie pogryzł go za bardzo...
W tym momencie Rosie wepchnęła ją do pokoju i zamknęła drzwi na klucz.
Sarah zerknęła na Jamesa. Siedział cicho i wpatrywał się w najmłodszych adeptów męczących się na najprostszych ćwiczeniach. Wyglądał, jakby się do nich porównywał. Początkujący zawsze musieli najpierw przejść przez serię sprawdzianów umiejętności, jak wspinanie się na drzewa, chodzenie po linie, wspinanie się po skalistych zboczach, czołganie się w błocie pod siatką, i wiele podobnych ćwiczeń. Chodziło o sprawdzenie ich zręczności i zwinności. Od tego mogło zależeć ich życie. Celem Łowców było powstrzymywanie ataków Wybawców i służenie pomocą królowi w przypadku wojny. Wioska, w której mieszkali Sarah i James znajdowała się najbliżej Tarmice. Żeby stać się Łowcą, trzeba było zostać wybranym. Dlatego co roku organizowane są zawody nazywane Polowaniem. Aby młodzi ludzie powiększali szeregi Łowców i zapewnili bezpieczeństwo Navaras. W Polowaniu uczestniczyli wszyscy, którzy ukończyli piętnaście lat. Polegało to na tym, że każdy uczestnik dostawał instrukcje: jaką trasę ma przebyć, jakiej broni ma użyć i co ma za zadanie zrobić. Każda trasa była inna, ale wszystkie prowadziły do jednego miejsca, gdzie spotykali się wszyscy.
Taki dzień właśnie ich czekał. Kiedy byli wpatrzeni w trening, podszedł do nich Aren, potężny tygrys o śnieżnobiałej sierści. Strażnik Wiedzy – tak go nazywali. Był dla wszystkich zagadką, nikt nie wiedział skąd pochodzi, ile ma lat, ani kiedy posiadł tak rozległą wiedzę. Odwiedzał każde miejsce, gdzie odbywało się Polowanie i wybierał kandydatów na przyszłych Łowców. Oznajmił im, że nie zostaną ukarani za przekroczenie granicy oraz, że zostali wybrani do Polowania. Sarah przerażona popatrzyła na brata, który odpowiedział jej spokojnym spojrzeniem, dodając jej otuchy. Uniósł dumnie głowę, spojrzał na tygrysa i oznajmił mu, że z przyjemnością zacznie szkolenie. Sarah przekręciła się na bok. Nie mogła zasnąć. Podczas Polowania często zdarzało się, że ludzie ginęli, spadając z góry, lub rozszarpani przez dzikie zwierzęta. Nie mogła znieść myśli, że ona i James mieliby walczyć, ryzykując życie. To były egoistyczne myśli, ale po prostu nie mogła ich powstrzymać. Była śmiertelnie przerażona. Mogła sprawiać wrażenie odważnej, kiedy łamała wszelkie zakazy, ale tak naprawdę to James zawsze dodawał jej odwagi. Gdyby nie on to siedziałaby ciągle w wiosce i nie postawiła nogi na jej granicy.
Usłyszała sygnał rogu. A więc zaczęło się. Początek jej nieznanej wędrówki. Westchnęła ciężko, ubrała się i wyszła na zewnątrz. Wybrańcy ustawiali się przed głównym budynkiem wsi. Aren siedział spokojnie przed rekrutami i obserwował ich uważnie. Jego białe futro lśniło delikatnie w pierwszych promieniach słońca. Wreszcie przyszedł pan Collins. To on zarządzał Polowaniem, wymyślał wszystkie zadania z pomocą kilku tajemniczych ludzi, którzy podobnie jak on przyjeżdżali raz w roku. Pan Collins uśmiechnął się do nich i zawołał:
– Każdy z was otrzyma inne zadanie. Czas w Polowaniu nie gra roli, ale wasze misje są tak przygotowane, aby nie zajęły dłużej niż miesiąc, żeby rozpocząć poszukiwania, gdyby ktoś zaginął. Będziemy na was czekać na zaznaczonym miejscu. Tam dowiecie się, co dalej. A teraz ustawcie się w szeregu, aby odebrać instrukcje.
Zrobili tak, jak im kazał. Oprócz Sarah i Jamesa było jeszcze dziesięć osób. W tym Robbie. Nie wyglądał na zachwyconego. Był blady jak ściana i przestępował z nogi na nogę. Sarah uśmiechnęła się pod nosem. Dobrze mu tak. Przynajmniej uwolni biednych ludzi od swoich przechwałek. – pomyślała złośliwie. Kilku pomocników pana Collinsa podawało Wybrańcom grube koperty wypełnione arkusikami. Odebrała swoją. Była wyjątkowo ciężka. Zerknęła do środka, zauważając na jej dnie coś ciemnego. Ale nie zdążyła sprawdzić, co to jest, bo pan Collins zawołał głośno:
– Powodzenia! Będziemy na was czekać w umówionym miejscu!
Zirytowana prychnęła. Czemu nie mogą nam normalnie powiedzieć, gdzie mamy się kierować? Wybrańcy rozeszli się. Sarah otworzyła kopertę i przeczytała pierwsze instrukcje.
Zabierz Rose ze stajni. Będzie ci potrzebna. Następnie kieruj się w stronę Lodowych Wodospadów. Tam znajdziesz to, czego szukasz.
Westchnęła zrezygnowana. Bardziej tajemniczo się nie dało tego napisać! Ale posłusznie skierowała się do stajni i osiodłała gniadą klacz. Wyprowadziła ją ze stajni i przystanęła. Nie mogła poprosić nikogo o pomoc podczas Polowania, to miał być test ich sprytu i radzenia sobie w trudnych warunkach. Wzruszyła ramionami i zręcznie wskoczyła na siodło kierując się w stronę bramy. Tylko kilku z wybranych jechało konno. Reszta rozeszła się w różnych kierunkach. Jedni mieli przerażone miny, a inni się uśmiechali. Rozejrzała się za Jamesem. Rozmawiał z jasnowłosą dziewczyną. Sarah zmarszczyła czoło. Nigdy jej tu wcześniej nie widziała. Jej brat wyraźnie poirytowany tłumaczył jej coś. Sarah podjechała do nich.
– Nie rozumiem, dlaczego mi to mówisz… – mówił oburzony. – Muszę już iść. Przykro mi.
– Czy wszystko w porządku? – spytała Sarah.
– Tak. Teraz tak – warknął James i odwrócił wzrok od dziewczyny, która westchnęła i odeszła ze zwieszoną głową.
– Powodzenia. – Chyba w ogóle nie powinna się wtrącać. James coś burknął i poszedł do kuźni.
Wyjechała galopem z wioski. Według instrukcji miała się kierować na północ i jechać aż do Lodowych Wodospadów. Zawdzięczały swoją nazwę nieustannie marznącej wodzie o magicznych właściwościach. Nawet, kiedy było bardzo ciepło, lód nie topniał. Poprawiła się w siodle. Podróż zajmie jej kilka godzin, więc powinna oszczędzać siły wierzchowca. Zwolniła do kłusa zastanawiając się nad zachowaniem Jamesa tuż przed jej wyjazdem. Jechała zagłębiona w myślach przez zielone łąki i pola nie dostrzegając pięknych kwiatów porastających boki dziedzińca, ani widoku gór majaczących przed nią. Przejeżdżała po drodze przez kilka wiosek. Ludzie najpierw patrzyli na nią ze zdziwieniem, ale kiedy dostrzegli symbol Polowania na siodle, w ich oczach pojawiało się współczucie.
Kilka godzin później dotarła na skraj ogromnego lasu. Spojrzała w górę. Drzewa były bardzo wysokie, a w ich cieniu panował przyjemny chłód. Nikt nie zapuszczał się do tego lasu bez broni, dlatego czuła się nieswojo, jadąc nieuzbrojona choćby w sztylet. Wokół panowała cisza, przerywana tylko stłumionymi przez ściółkę odgłosami końskich kopyt i krzykami ptaków przelatujących pomiędzy drzewami. Od czasu do czasu widziała uciekające wiewiórki lub zające, które wypłoszyła z krzaków. Ten las był przesiąknięty magią, którą dało się wyczuć na każdym kroku. Większość roślin tutaj posiadało specjalne właściwości. Na przykład kanonis. Był to maleńki kwiatek z ognistoczerwonymi płatkami na końcówkach przechodzącymi w pomarańcz. Nie miał listków, tylko jego łodyga rozdzielała się w kilku miejscach. Zbierała się tam dziwna niebieska substancja, która odpowiednio podgrzana i wymieszana z wodą potrafiła wyleczyć zakażenie. Dostrzegłszy zioła Sarah zeskoczyła z siodła i musnęła palcem delikatne płatki. Te kwiaty rosły tylko w jednym miejscu. To znaczyło, że zbliżała się do Wodospadów.

***
Dotarła na brzeg małego zagłębienia wypełnionego na wpół zamarzniętą wodą. Biła od niej mroźna poświata, a nad powierzchnią unosiła się błękitna mgiełka. Sama woda miała kolor kobaltowy, spadając kaskadami z kilku kamiennych półek. Był to początek długiego labiryntu. Od tego miejsca trzeba było iść wzdłuż strumienia, pod prąd, żeby dotrzeć do prawdziwych Wodospadów. Zerknęła na sadzawkę. Zobaczyła w niej wysoką dziewczynę o długich kasztanowych włosach i oczach o zielonych oczach zmieniających barwę na szare w innym świetle. Po chwili odwróciła wzrok od wody, powstrzymała klacz od napicia się z sadzawki i ruszyła dalej.
Ziemia była twarda, zamarznięta od ciągłego kontaktu z małymi zagłębieniami, których było tutaj pełno. Im dalej szła, tym zimniej się robiło, jej oddech zamieniał się w niewielkie obłoczki pary. W pewnym momencie zauważyła, że ścieżka robi się co raz bardziej stroma, jakby wspinała się na dosyć spore wzgórze. Rozejrzała się. Wokół sadzawek rosło mnóstwo roślin, które sięgały do kolan, a nad nią głęboko w koronach drzew słyszała krzyki ptaków. Była tak skupiona na wypatrywaniu strumyka, że nie poczuła, kiedy traci grunt pod nogami. Z krzykiem zjechała po wilgotnej ziemi w ostatniej chwili chwytając lejce. Znalazła się na krawędzi ogromnego klifu uczepiona końskiej uprzęży.

Domyślam się, że czai się tam cała armia błędów xD.
Uff, poprawione :P Mam nadzieje, że teraz wypadnie lepiej :)
Fear is not "evil". It tells you what your weakness is. And once you know your weakness you can become strong as well as kind – Gildarts of Fairy Tail
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(16-11-2014, 16:09)Quritto napisał(a): (...) wybrała się z Jamesem do Tarmice (przecinek) żeby zobaczyć treningi Łowców. Nie było to łatwe, bo żeby cokolwiek zobaczyć (przecinek)trzeba było przeprawić się ukrytym przejściem przez pas górski. Ze szczytu można było zobaczyć szeroką dolinę rozpościerającą się u stóp gór.

Budowla górująca nad miasteczkiem była zrobiona z drewna i cegieł. Ściany były wybielone wapniem, a drzwi i ramy okien z mocnego mahoniu(Do tego przydałby się czasownik, np. "wykonano", bo w tym zdaniu mowa najpierw o wybieleniu, co nie odnosi się do drzwi i ram okiennych.).

W wiosce wszyscy chodzili na specjalne szkolenie (przecinek)żeby przyspieszyć edukację wybranych w przyszłości Łowców.

Obserwowali (Kto obserwowali? Nie wiadomo do końca, o kim mowa) z wypiekami na twarzach (przecinek) jak jeden Łowca rzuca sztyletem w drugiego, a ten go łapie w locie i ciska w tarcze(ę).

Inny wypuszczał strzały z łuku z taka(ą) prędkością, ze(że) w ciągu kilku minut opróżnił kołczan z dwudziestu czterech pocisków.

Kilku innych walczyło na miecze (przecinek)ścinając głowy kukłom służącym do ćwiczeń.

Strzegł jej gruby strażnik, który bardziej spał niż pilnował (przecinek)czy ktoś idzie. Bez problemu zawsze go omijali.

– Jakby usłyszał cię ktoś z wioski (przecinek)uznałby cię za wariata. (bez kropki) – O(o)dpowiedziała ze śmiechem.

Mówili (przecinek)z(ż)e naprawią ten świat.

James był w szoku, a Sarah cicho siedziała w kąciku (przecinek) bawiąc się strzępkami starego materiału.

Zajęła się nimi Rosie, starsza pani, której wnuki zostały porwane, a rodzice zbyt zrozpaczeni (przecinek) żeby nadal tu mieszkać przeprowadzili się do innej wioski.

Pewnego dnia przyczepił się do niej i zaczął opowiadać (przecinek)jak dobrze się mają Opiekunowie i śmiał się, że nie ma przyszłości.

Wyglądał (przecinek)jakby się do nich porównywał.

Od tego mogło zależeć ich życie, bo życiowym celem Łowców było powstrzymywanie ataków Wybawców i służenie pomocą królowi w przypadku wojny.

Polegało to na tym, że każdy uczestnik dostawał instrukcje:,(bez przecinka) jaką trasę ma przebyć, jakiej broni ma użyć i co ma za zadanie zrobić. Każda trasa była inna, ale wszystkie prowadziły do jednego miejsca (przecinek) gdzie spotykali się wszyscy.

Kiedy byli wpatrzeni w trening (przecinek) podszedł do nich Aren.

Podczas Polowania często zdarzało się, że ludzie ginęli (przecinek)spadając z góry, lub zabici przez dzikie zwierzęta. Nie mogła znieść myśli, że ona lub James mieliby walczyć (przecinek)ryzykując życie.

– Każdy z was otrzyma inne zadanie. Czas w Polowaniu nie gra roli, ale wasze misje są tak przygotowane (przecinek) żeby nie zajęły dłużej niż miesiąc, żeby, gdyby ktoś zaginął (przecinek)rozpocząć poszukiwania.

Zrobili tak (przecinek) jak im kazał.

(akapit)– Powodzenia! Będziemy na was czekać na umówionym miejscu!

Czemu nie mogą nam normalnie powiedzieć (przecinek) gdzie mamy się kierować? Wybrańcy rozeszli się.

– Czy wszystko w porządku? –(spacja) S(s)pytała Sarah.

– Tak. Teraz tak.(bez kropki) – W(w)arknął James i odwrócił wzrok od dziewczyny.

– Powodzenia. – Chyba w ogóle nie powinna się wtrącać. James cos(ś) burknął i poszedł do kuźni.

Nawet jak(kiedy) było bardzo ciepło (przecinek)lód nie topniał.

Zwolniła do kłusu(kłusa) (przecinek) żeby nie przemęczyć klaczy. Jechała przez zielone łąki i pola. Przejeżdżała po drodze przez kilka wiosek. Ludzie najpierw patrzyli na nią ze zdziwieniem, ale kiedy dostrzegli symbol Polowania na siodle (przecinek) w ich oczach pojawiało się współczucie.

Drzewa były bardzo wysokie. W ich cieniu było przyjemnie chłodno, ale czuła też niepokój. Nikt nie zapuszczał się do tego lasu bez broni. Dlatego czuła się nieswojo (przecinek)jadąc nieuzbrojona choćby w sztylet.

Na przykład Kanonis(Skoro to nazwa rośliny, to z małej litery). Był to maleńki kwiatek.

Nie miał listków (przecinek)tylko jego łodyga rozdzielała się w kilku miejscach.

Od tego miejsca trzeba było iść wzdłuż strumienia, pod prąd (przecinek)żeby dotrzeć do prawdziwych Wodospadów.

Im dalej szła (przecinek) tym zimniej się robiło. Miała wrażenie (przecinek)jakby wspinała się na dosyć spore wzgórze.

Nagle z pośród (spośród)drzew wyleciał mały kanarek.

Błędów istotnie czaiło się sporo. Wydaje mi się również, że tekst powinien zawierać znacznie więcej akapitów – podczas czytania kilkukrotnie odniosłam wrażenie, że któraś myśl zbyt odstaje od pozostałych.

Ogólnie tekst niezbyt mi się spodobał. Pogubiłam się w nim. Odniosłam wrażenie, że w zdaniach panuje chaos, a sąsiadujące ze sobą zdania nie zawsze do siebie pasują. Bohaterowie w tym kawałku również nieszczególnie dobrze zarysowani moim zdaniem, pojawiło się dość sporo w moim odczuciu nazw, które niewiele mi mówiły, przez co odbiór był jeszcze bardziej utrudniony.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Używasz co nieco krótkich, nie przechodzących płynnie jedno w drugie zdań, co mocno popsuło mi wrażenie z czytania niektórych fragmentów tekstu. Można to jednak łatwo naprawić, chociażby łącząc niektóre z nich (moje subiektywne przykłady niżej) lub po prostu walnąć akapit.

Cytat:Zejście zajęło im dobre kilka godzin, ale w końcu znaleźli swoje ulubione miejsce: duży występ skalny kilka metrów nad ziemią.

Zerknęła do środka, zauważając coś ciemnego na jej dnie.

Sama woda miała kolor kobaltowy, spadając kaskadami z kilku kamiennych półek.

Oprócz tego to czytało mi się miło, chociaż pachnie mi tu troszeczkę "Zwiadowcami" :P (co nie jest żadnym minusem).
Odpowiedz
#4
Uch, tak myślałam, że tak wyjdzie :P dzięki za poprawki Vet. Bananawarlord dzięki za rade na pewno z niej skorzystam ;) Fakt mogłam nieświadomie wziąć coś z "Zwiadowców" w końcu to jedna z moich ulubionych książek ;)
Fear is not "evil". It tells you what your weakness is. And once you know your weakness you can become strong as well as kind – Gildarts of Fairy Tail
Odpowiedz
#5
"Tak jak wspinanie się na drzewa, chodzenie po linie, wspinanie się po skalistych zboczach, czołganie się w błocie pod siatką i tak dalej." – Szlag mnie trafia, za przeproszeniem, kiedy ktoś pisze " i tak dalej" w opowiadaniu. Zrób coś z tym. Raz, że nie jest potrzebne, dwa, że niczego nie wnosi. Czepiam się, ale według mnie okropnie to brzmi.

"Polegało to na tym, że każdy uczestnik dostawał instrukcje:, jaką trasę ma przebyć, jakiej broni ma użyć i co ma za zadanie zrobić." – usuń ten przecinek.

"Kiedy byli wpatrzeni w trening podszedł do nich Aren. Potężny tygrys o śnieżnobiałej sierści. " – Kropkę równie dobrze możesz zastąpić przecinkiem i połączyć zdania.

"– Powodzenia! Będziemy na was czekać na umówionym miejscu!" – sugeruję: "w" umówionym miejscu.

Opowiadanie nie trafia do mnie. Napisane jest nieładnie, podczas czytania wystąpiło wiele zgrzytów. Tak jak pisała Vet, zdania są chaotyczne, ciężko zrozumieć o co chodzi. W wielu miejscach, gdzie powinien być przecinek znajduję się kropka. Popracuj jeszcze nad tym, bo jak na tę chwilę całość przedstawia się niespójnie, czyta się nieprzyjemnie, nie wzbudzasz ciekawości w czytelniku. Nie odczułam żadnych emocji w trakcie czytania. Momentami używasz języka o zabarwieniu poetyckim, a chwilami piszesz potocznie. Zdecyduj się na jeden styl pisania i cały tekst utrzymuj w tym tonie, ponieważ wprowadzasz jeszcze większy chaos.
Wprowadź poprawki. Tyle ode mnie.
(16-11-2014, 16:09)Quritto napisał(a): Rozdział 1

Przystanęli przed grupą czekając, aż się ułożą (może: ustawią się?) w równe szeregi. W końcu każdy podszedł do przydzielonego mu zespołu i wykrzykując polecenia zmuszał do wszelkiego rodzaju ćwiczeń.

Aren siedział spokojnie przed rekrutami i obserwował ich uważnie. Jego białe futro lśniło delikatnie w pierwszych promieniach słońca. (bez akapitu, a jeśli musisz, wstaw go od nowej linijki. Enter i dopiero akapit.) Wreszcie przyszedł pan Collins.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#6
Cytat:że w ciągu kilku minut opróżnił kołczan z dwudziestu czterech pocisków.
W ciągu ilu kilku? Bo to może oznaczać zarówno dwie jak i dziesięć, a ani w jednym, ani w drugim przypadku nie będzie to szczególnie imponujący wynik.

to dziewczę 24 pociski wystrzeli w 36 sekund:
http://www.youtube.com/watch?v=1o9RGnujlkI

Cytat:Twierdzili, że uleczą ten świat, że są naszymi wybawcami
"naszymi" ? Narrator jest mieszkańcem tego świata?

Cytat:Kiedyś Sarah wypuściła ogromnego psa z klatki, który rzucił się na Robbiego, syna Opiekuna.
Szyk zdania.
Kiedyś Sarah wypuściła z klatki ogromnego pas, który rzucił się na Robbiego, syna Opiekuna.

Cytat:Żeby stać się Łowcą, trzeba było zostać wybranym. Dlatego co roku organizowane są zawody nazywane Polowaniem. Aby młodzi ludzie powiększali szeregi Łowców i zapewnili bezpieczeństwo Navaras.
Mieszanie czasów i podział na zdania nie tam gdzie trzeba. Drugie zdanie w takiej formie jest niekompletne.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Mi w oczy rzucił się jeszcze takie coś o oczach:

(16-11-2014, 16:09)Quritto napisał(a):
Cytat:Zobaczyła w niej wysoką dziewczynę o długich kasztanowych włosach i oczach o zielonych oczach zmieniających barwę na szare w innym świetle.
"w niej" ?? Tzn. w wodzie? Jakoś tego fragmentu nie ogarnąłem
Cytat:Zobaczyła w niej wysoką dziewczynę o długich kasztanowych włosach i zielonych oczach zmieniających barwę na szare w innym świetle.
Czegoś mi brakuje jeszcze... Nie wiem. Może przecinka?

Czytało mi się dość dobrze. Ciekawy motyw, ale jakoś to tak za spokojnie się wszystko stało jak dla mnie.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy [North Region] Kraina Nocy (tytuł roboczy) Samotny wilk ze wschodu 10 2,713 28-05-2016, 02:29
Ostatni post: Samotny wilk ze wschodu
  Psychologiczne Rozum (tyt. roboczy) Haroshi 10 2,693 24-10-2015, 20:34
Ostatni post: Maro
  Fantasy Mistrz Złodziei (Tytuł roboczy) Yohan 10 2,101 07-09-2014, 15:21
Ostatni post: Naglfalgar
  Fantasy Nadzieja i Klątwa Świerszcz bez skrzypiec 2 2,156 23-02-2012, 16:54
Ostatni post: Świerszcz bez skrzypiec
  Fantasy Miasto wygnanych [ Tytuł roboczy ] van Tesse 23 6,890 06-03-2011, 20:30
Ostatni post: Sem

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości