Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Peryferia
#1
Słowem wstępu, podjąłem się maratonu pisarskiego i tu będą efekty tej pisaniny. Podzielone jednak nie tyle dniami, co fragmentami. Raz, że już teraz skończyłem niemalże w połowie wątku, by lepiej sobie przemyśleć resztę, dwa, tak będzie mi po prostu wygodniej wrzucać i wam czytać. Trzy, nie można i tak wrzucać uaktualnień codziennie, więc xD
No nic, zapraszam do czytania.


– Panie?
Mężczyzna, do którego skierowane były te słowa, wyrwał się z zadumy.
– Musimy wracać, panie. – Upierał się głos, w którym dało się usłyszeć mieszankę rozpaczy i prośby. Jednak, co straszniejsze, także rezygnacji, jakby nie mógł nic zmienić. Było w tym sporo prawdy. Nawet, jeśli mógłby ugasić wioskę i otaczające je pola, to w tym momencie i tak wiele by nie zmieniło. Ogień zdążył zebrać swoje żniwo, podobnie jak nieco wcześniej stal. Nawet z tej odległości mężczyzna dostrzegał leżące tu i ówdzie ciała. Naiwni sądzili, że będą w stanie pieszo uciec przed konnymi. Głupcy. Sami zbuntowali się przeciwko Lordowi Protektorowi, to tylko i wyłącznie ich wina. Mężczyzna niedbałym ruchem strzepnął popiół z naramiennika swojej lekkiej zbroi i dopiero wtedy spojrzał na osobę, która go ponaglała.
O ile orka można nazwać osobą. Brązowe, umięśnione cielsko z końskiego grzbietu wydawało bardziej żałosne niż zwykle. Szczególnie, kiedy próbowało się skulić jak najbardziej w sobie, by gniew pana był jak najmniejszy.
– Panie, czekają na nas.
– Zamilcz – odparł krótko mężczyzna. Żeby wzmocnić siłę swego przekazu, niby przypadkiem zahaczył dłonią o rapier wiszący u jego boku. Kątem oka dostrzegł, jak ork skulił się jeszcze bardziej. Wzrok jednak ponownie skupił na płonącej wiosce. Nie pierwsza i nie ostatnia, powiedział sobie w myślach. Coś jednak przykuwało jego uwagę, a on nie wiedział co. W końcu nie różniła się od innych, które spacyfikowali za bunt przeciwko Lordowi Protektorowi. Harold zachowywał na tyle daleko idącą ostrożność, że nawet w myślach używał właśnie tego słowa. Sytuacja od dłuższego czasu była napięta i dużo ryzykowało się używając innego słowa. Nawet głowę.
– Za mną – rzucił jeździec, zmuszając w tym samym momencie konia do obrotu. Ruszył powoli w nowo obranym kierunku prowadzącym wprost na rozbity u zboczu wzgórza obóz. Kilkadziesiąt namiotów i tyle samo ognisk. Krzyki, śmiechy, wyzwiska i piosenki. Nawet przez smród spalonych ciał przebijał się zapach alkoholu i pieczonego mięsa. Cóż za piękny kontrast. Harold jednak musiał przyznać, że sam zgłodniał. Wizja zjedzenia świeżej baraniny szybko zwyciężała resztkę moralności, która w nim siedziała. W końcu był rajtarem, członkiem słynnego Pułku Królewskiego. Już krótko po sformowaniu ich motto zaczęło brzmieć "gdzie chujowo, tam królewscy!" i zostało nim do dzisiaj, wciąż aktualne zresztą. Kiedy Harold wjechał do obozu, zerknął za siebie. Jego orczy niewolnik znowu nie był w stanie nadążyć.
– Dwadzieścia batów dla niego. Potem niech przyniesie mi kolacje... i coś do picia – rzucił do jednego rajtara z rangą niższą od jego. Prawdę mówiąc, łatwiej byłoby wymienić tych, którzy mieli w obozie wyższą. Tutaj była zgrupowana jedynie lekka chorągiew, czyli pięćdziesięciu ludzi oraz drugie tyle koni, osłów i niewolników. Tym samym naprawdę wyżej rangą stał tylko porucznik, dowodzący całym tym oddziałem, de facto jednak dwóch dziesiętników, chociaż byli równi z nim rangą, miało większe doświadczenie, a więc i większe prawa.
– Tak jest, wasza mość!
Natomiast pierwszemu spotkanemu w obozie orkowi powierzył swojego wierzchowca. W Królewskm, jak często nazywano pułk, większość czynności, które nie wiązały się z walką, wykonywali niewolnicy. Wszyscy, bez wyjątku, należeli do tej samej rasy. Zresztą w całym królestwie niewolnictwo było dozwolone tylko wobec orków, których powszechnie traktowano jako rasę niższą, winną służyć swoim panom. Natomiast w momencie, gdy niewolnik podniósł rękę na swojego dobroczyńcę, wtedy skazywał się na los gorszy od psiego.
– Twój pupilek znowu zbiera baty, co? – zapytał Harolda jeden z jego bezpośrednich podwładnych, kiedy ten ledwo co zbliżył się do ogniska. Rechotał przy tym głupkowato, do tego jednak jego dziesiętnik zdążył przywyknąć.
– Powinien się cieszyć, że jeszcze żyje. Jeśli tylko przestanie być przydatny, czeka go śmierć – odparł dosyć gorzko, rozpinając przy tym pas. Przywieszone do niego trzy pistolety i rapier dawno mu tak nie ciążyły. Czuł, że coś było nie tak... lecz co? Czy coś złego miało nastąpić?
– Ręka uniesiona na władzę królewską ucięta zostanie przy samej dupie! – wykrzyknął inny z żołnierzy, na wpół pijany. Dziesiętnik nie był w stanie powstrzymać śmiechu przez akcent położony na ostatnie ze słów. Cała dziesiątka śmiała się przez dłuższą chwilę. Chociaż oficjalny postulat używał nieco innych słów, to wśród żołnierzy szybko rozpowszechniła się właśnie ta wersja.
– Tylko gdzie u orka dupa? W końcu cały ork wygląda jak dupa!
Harold nie dołączył do kolejnej salwy śmiechu, jaka wybuchła. Alkohol robił swoje. Jednakże jak mógłby ich winić? Z dala od domu i swoich rodzin, na terenie, gdzie wszyscy tubylcy najchętniej widzieliby ich głowy nabite na pal. Nawet odwieczne "prawo" żołnierza, gwałt, tutaj zdarzał się rzadko. W końcu mało było istot bardziej obrzydliwych niż samica orka. Zostawała jedynie grabież, brutalność oraz popijawy, czemu wszyscy królewscy oddawali się z niemałą ochotą. Brutalność sięgała absurdalnych wymiarów, lecz kto miałby pilnować psów spuszczonych z uwięzi? Dostali swoje zadanie i póki co okazali się skuteczniejsi, niż ktokolwiek się spoziewał, więc Lord Protektor przymykał oczy na pewne... niedogodności z tym związane.
Zanim jego niewolnik przyniósł mu jedzenie oraz alkohol, minęło trochę czasu. Harold zdążył zdjąć napierśnik oraz naramienniki będące tak naprawdę całym pancerzem. Temu pierwszemu poświęcił nieco więcej czasu. Chociaż czyszczony był rano, to wciąż mógł dostrzec w nim swoje odbicie. Krótkie, kruczoczarne włosy. Zarost spowodowany brakiem czasu w ostatnich kilku dniach. Młoda twarz o szlachetnych rysach, chociaż znacznie wyraźniej widoczne było na niej zmęczenie. Ostatecznym dowodem jego szlachectwa były błękitne oczy. Przez głowę nawet przeszła mu głupia myśl, że mógłby pochwalić orka za dobrą robotę, jednak już pół sekundy później śmiał się cicho z takiej możliwości. Dziesiętnik chwalący niewolnika, to wywróciłoby cały obóz do góry nogami! Do końca życia nie odzyskałby szacunku.
Kiedy jednak dostał już to, na co oczekiwał, kazał swojemu orkowi wyczyścić jeszcze raz pancerz. Jak to mawiali w Królestwie, pracy dla niewolników nigdy za wiele. Szczególnie tej bezsensownej. Chociaż w Królestwie niewolnictwo panowało stosunkowo krótko, to ludzie szybko nauczyli się tego, jak traktować darmową siłę roboczą. Im bardziej bezsensowna, męcząca i monotonna była praca, tym lepiej. Żeby stworzyć niewolnika, trzeba złamać charakter. Orkowie byli narodem dumnym i wyniosłym, skorym do walki i groźnym, jednak wystarczyło pokonać ich i wystarczająco mocno przycisnąć, żeby stali się rasą przegranych. Złamać dumę, pozbawić nadziei, zmusić do bezsensownej pracy, pozbawić wszelkich alternatyw. Naprawdę niewiele wystarczyło, żeby ich wszystkich zniewolić.
Harold jednak nie chciał o tym myśleć. Pociągnął spory łyk wina i zaczął jeść baraninę. Alkohol był najlepszym sposobem żeby zapomnieć o wszystkich problemach. To on pozwalał błyskawicznie włączyć się w tok rozmów, śpiewania wulgarnych piosenek, głośnego śmiania się czy okazjonalnego dręczenia orków, którzy akurat napatoczyli się obok. Potem, kiedy w głowie już szumiało za bardzo, wystarczyło udać się do namiotu i paść na ziemię. Alkohol, w połączeniu ze zmęczeniem wystarczał, żeby zasnąć bez żadnych natrętnych myśli.
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(13-11-2014, 01:19)Elas napisał(a): – Musimy wracać, panie. – Upierał się głos, w którym dało się usłyszeć mieszankę rozpaczy i prośby. Jednak, co straszniejsze, także rezygnacji, jakby nie mógł nic zmienić. Było w tym sporo prawdy. Nawet, jeśli mógłby ugasić wioskę i otaczające je pola, to w tym momencie i tak wiele by to nie zmieniło. Ogień zdążył zebrać swoje żniwo, podobnie jak nieco wcześniej stal. Nawet z tej odległości mężczyzna dostrzegał ciała leżące tu i ówdzie. [osobiście zmieniłbym szyk: "leżące tu i ówdzie ciała"]Naiwni sądzili, że będą w stanie pieszo uciec przed konnymi.

jak dla mnie, to ten akapit sugeruje, że to mężczyzna, a nie ork, ma w głosie rezygnację

O ile orka można nazwać osobą. Brązowe, umięśnione cielsko z końskiego grzbietu wydawało się jeszcze bardziej żałosne niż zwykle. Szczególnie, kiedy próbowało się skulić jak najbardziej w sobie, by gniew pana był jak najmniejszy.

– Zamilcz. [znowu zaczynasz z tymi kropkami w nieodpowiednich miejscach? Masz to w praktycznie każdym dialogu] – odparł krótko mężczyzna.

Coś jednak przykuwało jego uwagę, a on nie był w stanie powiedzieć co. W końcu nie różniła się od innych, które spacyfikowali za bunt przeciwko Lordowi Protektorowi. Harold był na tyle ostrożny, że nawet w myślach używał właśnie tego słowa. Sytuacja od dłuższego czasu była napięta i za użycie innego słowa można było dużo stracić. [sporo tego był~, są zamienniki;p]

– Za mną. [!!!] – rzucił jeździec, zmuszając w tym samym momencie konia do obrotu.

– Dwadzieścia batów dla niego. Potem niech przyniesie mi kolacje... i coś do picia. [!!!]– rzucił do jednego rajtara z rangą niższą od jego.

Prawdę mówiąc, łatwiej byłoby znaleźć tych, którzy mieli w obozie wyższą. Tutaj była zgrupowana jedynie lekka chorągiew, czyli pięćdziesięciu ludzi oraz drugie tyle koni, osłów i niewolników. Tym samym naprawdę wyżej rangą stał powyżej niego tylko porucznik, dowodzący całym tym oddziałem, de facto<–-– [przeniósłbym do części zdania o doświadczeniu, większa płynność i sens] jednak dwóch dziesiętników, chociaż byli równi z nim rangą, miało większe doświadczenie, tym samym więc i większe prawa.

[ok, ok, nie rozumiem za bardzo tego akapitu. Łatwiej było znaleźć wyższych rangą od niego, mimo że tylko jedna osoba była wyższa rangą, a dwie osoby miały nieco więcej praw? W jaki sposób to działa? Pozostały lud nagle gdzieś wsiąknął? O_o

Natomiast pierwszemu spotkanemu w obozie orkowi powierzył swojego wierzchowca. W Królewskiej większość czynności, które nie były związane z walką, wykonywali niewolnicy. Wszyscy, bez wyjątku, byli tej samej rasy. Zresztą, w całym królestwie niewolnictwo było dozwolone tylko wobec orków, których powszechnie traktowano jako rasę niższą, która powinna służyć swoim panom. Natomiast w momencie, gdy niewolnik podniósł rękę na swojego dobroczyńcę, wtedy był traktowany gorzej niż pies. [y'know the drill, right?]

– Twój pupilek znowu zbiera baty, co? – zapytał Harolda jeden z jego bezpośrednich podwładnych, kiedy ten ledwo co zbliżył się do ogniska. Śmiał się przy tym głupkowato, do tego jednak jego dziesiętnik zdążył się przyzwyczaić. [zbliżył się = podszedł, śmiał się = rechocząc (co w sumie bardziej mi pasuje:P), zdążył się przyzwyczaić = zdążył przywyknąć. Jest trochę możliwości zamiany]

– Powinien się cieszyć, że jeszcze żyje. Jeśli tylko przestanie być przydatny [przecinek] czeka go śmierć.[!!!] – odparł dosyć gorzko, rozpinając przy tym pas.

Harold nie dołączył do kolejnej salwy śmiechu jaka wybuchła. Alkohol robił swoje. Jednakże, [tutaj chyba bez przecinka?] jak mógłby ich winić?

Z dala od domu i swoich rodzin, na terenie [przecinek] gdzie wszyscy tubylcy najchętniej widzieliby ich głowy nabite na pal.

Nawet odwieczne "prawo" żołnierza, gwałt, tutaj był czymś rzadkim. W końcu mało było istot bardziej obrzydliwych niż samica orka. Zostawała jedynie grabież, brutalność oraz popijawy, czemu wszyscy Królewscy oddawali się z niemałą ochotą. Brutalność często była wręcz absurdalna, lecz kto miałby pilnować psy spuszczone z uwięzi? Dostali swoje zadanie i póki co byli aż nadto skuteczni, więc Lord Protektor przymykał oczy na pewne... niedogodności z tym związane.

Kiedy jednak dostał już to [przecinek] na co oczekiwał, kazał swojemu orkowi wyczyścic [literówka, "wyczyścić"] jeszcze raz pancerz.

Alkohol [przecinek, jeżeli to wtrącenie] w połączeniu ze zmęczeniem [przecinek] wystarczał, żeby zasnąć bez żadnych, [bez przecinka] natrętnych myśli.

Nie wiem, ile razy ci już wytykałem te feralne kropki w dialogach, ale ty wciąż swoje ;p Trochę drażni mnie sztuczne rozrywanie zdań na krótsze przy opisach (szczególnie przy opisie dziesiętnika, gdzie powstają sztuczne pauzy). Powtórzenia są i będą, ich ciężko się pozbyć, ale nic na to nie poradzisz, samemu ciężko wyłapać.
A teraz to, na co pewnie liczyłeś: początkowa ocena samego pomysłu.
Całkiem klimatycznie utrzymane opowiadanie w czasach mniej więcej średniowiecznych, przynajmniej z tego, co widzę. Uczynienie z bitnych i morderczych orków służalczej rasy jest ciekawym zabiegiem: zazwyczaj orkowie przedstawiani są jako niezwykle dumna (i głupia) rasa, to tego dysponująca nieprzeciętną siłą. Tutaj sprawiają wrażenie... miękkich, trochę elfiastych. Nie wyglądają na wysokich, więc są pewnie mniejsi od ludzi. Mógłbyś dać trochę więcej detali o nich, ale podejrzewam, że to pojawi się później. Nie wszystko na raz :P
Dalej.
Mamy oddział, który zwalcza bunty przeciwko Koronie, czyli od razu walisz po twarzy koszmarem rzeczywistości tych czasów. Prawdopodobnie nie zobaczymy za wiele degradacji charakteru głównego bohatera, bo jak już jest w tekście: "Wizja zjedzenia świeżej baraniny szybko zwyciężała resztkę moralności", tak więc pewnie pociągniesz dalej bez większych problemów.

Jak zobaczyłem tekst gdzieś po północy, to domyśliłem się, że to jest z maratonu. Gratuluję zacięcia i życzę sukcesu;)
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#3
Cytat:– Tak jest, wasza mość!
Zgrzyta mi ten "wasz mość", może "jaśnie panie"?
Oprócz tego, co wyszczególnił epoN, nie mam do czego się przyczepić.
Zazwyczaj nie czytam fantasty, moja wiedza jest mocno niewystarczająca, więc nie będę wypowiadała się na temat orków, elfów oraz innych postaci, pozostawię to lepszym ode mnie. Natomiast mogę powiedzieć, że czytanie jest przyjemne, bez większych problemów. Dobrze napisane, lekko, tworzysz dość ciekawy świat i bohaterów, jednak z powiedzeniem czegoś więcej wstrzymam się do czasu przeczytania kolejnego fragmentu, bo mam nadzieję, że takowy będzie. :)
Życzę powodzenia i wytrwałości. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#4
(13-11-2014, 01:19)Elas napisał(a): Mężczyzna, do którego zwrócone były(skierowano lub skierowane były) te słowa, wyrwał się z zamyślenia(lepiej z zadumy).

– Za mną.(bez kropki) – rzucił jeździec, zmuszając w tym samym momencie konia do obrotu.

Ruszył powoli w nowo obranym kierunku,(bez przecinka) prowadzącym wprost na rozbity u zboczu wzgórza obóz.

Potem niech przyniesie mi kolacje... i coś do picia.(bez kropki) – rzucił do jednego rajtara z rangą niższą od jego.

Tym samym naprawdę wyżej rangą stał powyżej niego(moim zdaniem zbędne) tylko porucznik, dowodzący całym tym oddziałem, de facto jednak dwóch dziesiętników, chociaż byli równi z nim rangą, miało większe doświadczenie, tym samym więc(a więc) i większe prawa.

W Królewskiej (czym?) większość czynności, które nie były związane z walką, wykonywali niewolnicy.

Zresztą,(bez przecinka) w całym królestwie niewolnictwo było dozwolone tylko wobec orków, których powszechnie traktowano jako rasę niższą, która powinna służyć(winną) swoim panom.

Jeśli tylko przestanie być przydatny(przecinek) czeka go śmierć. – odparł dosyć gorzko, rozpinając przy tym pas.

Dowieszone(w zasadzie nie ma takiego słowa, dlatego słownik je podkreślił – przywieszone lub zawieszone) do niego trzy pistolety i rapier dawno mu tak nie ciążyły.

Dziesiętnik nie był w stanie powstrzymać śmiechu przez akcent położony na ostatnie z(e) słów.

Harold nie dołączył do kolejnej salwy śmiechu(przecinek) jaka wybuchła.

Z dala od domu i swoich rodzin, na terenie(przecinek) gdzie wszyscy tubylcy najchętniej widzieliby ich głowy nabite na pal.

Zostawała jedynie grabież, brutalność oraz popijawy, czemu wszyscy Królewscy(raczej z małej) oddawali się z niemałą ochotą.

Brutalność często była wręcz absurdalna, lecz kto miałby pilnować psy spuszczone(raczej dopełniacz – psów spuszczonych) z uwięzi?

Harold zdążył zdjąć napierśnik oraz naramienniki,(bez przecinka) będące tak naprawdę całym pancerzem.

Młoda twarz o szlacheckich(szlacheckie pochodzenie, szlachetne rysy) rysach, chociaż znacznie wyraźniej widoczne było na niej zmęczenie.

Oraz(nie powinno się zaczynać zdania od spójnika) błękitne oczy, ostateczny dowód jego szlachectwa.

Kiedy jednak dostał już to(przecinek) na co oczekiwał, kazał swojemu orkowi wyczyścic(ć) jeszcze raz pancerz.

Dość ciekawie się zapowiada, choć za mało tekstu, by określić charakter głównego bohatera. Nawet nie znamy imienia, myślę, że nie przeoczyłam. Nic nie wiadomo też o głównym powodzie pacyfikacji, o królestwie i lordzie Protektorze, a także o ludziach, których właśnie zgładzono, więc poczekam na ciąg dalszy.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#5
Dzięki za komentarze i korektę :)

Poranek zaczął się z delikatnym, aczkolwiek szczególnie irytującym bólem głowy. Harold wymamrotał pod nosem kilka przekleństw skierowanych w kierunku tej kampanii, alkoholu, życia oraz praw regulujących działanie tego świata. Wstawanie było jednym z tych mniej lubianych przez niego rytuału. W końcu jednak podniósł się do półsiadu. Tak, jak się spodziewał, nie obudził się przypadkowo. Niewolnik musiał wejść przed chwilą, teraz jednak klęczał i oczekiwał, głowę mając wręcz przy ziemi. Wszakże nie miał prawa patrzeć z góry na swego pana. Wtedy zdecydowanie nie skończyłoby się na dwudziestu batach.
– Zebranie? – zapytał, wciąż zaspany. W ustach suszyło go niemiłosiernie, jakby był na pustyni. Ziemie orków nie różniły się zresztą zbyt wiele od niej. Nieurodzajne wzgórza, gdzie hodowano głównie owcy i osły. Spotkanie tutaj konia było czymś rzadkim, a kiedy już następowało, był on przeważnie karłowaty. Geolodzy twierdzili, że ziemie te są bogate w rozmaite metale, jednak prawdziwym bogactwem byli sami orkowie. Gigantyczne źródło silnych niewolników, które, jak na złość, zbuntowało się. Ten brak posłuszeństwa trzeba było ukrócić jak najszybciej, ponieważ mogła doprowadzić ona do niepokoi... a może i nawet powstania niewolników w samym centrum Królestwa? Sama ta myśl była dosyć przerażająca, więc kampania była najwyższej wagi.
– Tak, panie. Za godzinę. – odparł niewolnik, jeszcze bardziej się przy tym płaszcząc. Harold uśmiechnął się na myśl jak dobrze wytresował swoje zwierzątko. Czasem mu było trochę żal, że w pewnym momencie będzie musiał się go pozbyć.
– Przynieś mi wody... albo nie, przynieś mi bukłak wina. I coś do jedzenia. Szybciej, śmierdzielu! – Zanim ork zdążył opuścić namiot, dziesiętnik miał na tyle czasu, żeby go kopnąć. Harold wygrzebał się spod skóry, która zapewniała mu ciepło przez całą noc. Namiot był na tyle wysoki, że mógł spokojnie się wyprostować, z czego skorzystał. Przeciągnął się nieco, chwycił pas z bronią i ubrał go na siebie. Z rapierem u boku od razu poczuł się lepiej. Dopiero wtedy założył na nogi buty i opuścił namiot. Słońce wzeszło niedawno, lecz jego promienie i tak raziły w oczy.
– Jak tam noc, panie dziesiętniku? – zapytał radośnie jeden z jego podkomendnych. Harold uśmiechnął się lekko, choć z powodu porannej irytacji przyszło mu to z pewnym wysiłkiem.
– Dziękuje, dobrze. Żadnych ekscesów?
– Rhobar zbyt dosłownie wziął do siebie słowa "udowodnij, że masz jaja", panie dziesiętniku. Ale żadnych orków, jeśli o to chodzi.
Harold nie powstrzymał cichego prychnięcia ze śmiechu. Jego ludzie byli niczym dzieci, zdecydowanie. Mimo wszystko, traktował ich jak synów, braci czy przyjaciół. Zależnie od sytuacji. Jego ojciec nie raz powtarzał mu, że prawdziwy dowódca musi nie tylko zdobyć szacunek swoich podkomendnych, ale także ich serca. "Traktuj ich surowo, lecz sprawiedliwie, tak, jakby to byli twoi synowie. Tylko wtedy pójdą za tobą nawet w ogień. Traktuj ich niesprawiedliwie i z wyższością, a pewnej nocy już się nie obudzisz". Te słowa szczególnie zapadły mu w pamięć.
– To musiało być straszne. – stwierdził, podchodząc do bani z wodą.
– Straszniejsze, niż konfrontacja z setką orków, panie dziesiętniku! – odparł rozbawiony żołnierz. Harold natomiast zdjął z siebie przepoconą koszulę i obmył się. O ile przeważnie brakło czasu na to, żeby się ogolić, to dbanie o podstawową higienę było obowiązkiem każdego z Królewskich. W końcu nie byli byle bandą barbarzyńców, a elitarnym oddziałem, służącym z rozkazu Lorda Protektora. Nie mówiąc o tym, że znacznie zmniejszało to straty związane z chorobami zakaźnymi. Po obmyciu się, pożartował jeszcze chwile z żołnierzem, po czym udał się z powrotem do namiotu. Przebrał się w czyste rzeczy i usiadł przy małym, rozstawianym stoliku. Chwilę później do środka wszedł ork z bukłakiem wina, sporym kawałkiem chleba oraz mięsem. Dzięki udanemu wyczuciu czasu uniknął kolejnej chłosty.
– A teraz wyjdź, odbierasz mi apetyt. Możesz przygotować mojego konia. – rzucił niedbale i chwilę później wręcz przyssał się do bukłaka. Słodkie wino błyskawicznie zabiło pragnienie oraz wzmożyło apetyt. Już chwilę później rzucił się na pożywienie. Złe przeczucie nie rozstawało się z nim, więc wolał być najedzony przed wyjazdem. Nie wiadomo co spotka ich w trakcie podróży. Tym bardziej, że teraz to jego dziesiątce przypadała kolej na zwiad. Przy sporym rozproszeniu sił w jakim działali, było to niebezpieczne. W wypadku walki, byliby skazani tylko na siebie. Harold pociągnął kolejny łyk z bukłaka. Trzeba być dobrej myśli, przeszło mu przez głowę, jednak, mimo wszelkich prób, po prostu nie potrafił.
Po zjedzeniu wciąż miał chwilę przed zebraniem. Harold spacerował po obozie, który powoli był zwijany. Jak łatwo było się domyślić, zadanie to przypadło orkom. Brązowoskórzy pokryci byli czarną, lecz stosunkowo rzadką szczeciną. Bardziej umięśnieni niż ludzie idealnie nadawali się do ciężkich robót. Byli także nieznacznie wyżsi... przynajmniej na wolności. Niewola szybko sprawiała, że zaczynali się garbić i płaszczyć, żeby przypadkiem nie sprowadzić na siebie gniewu swojego pana. Tym bardziej, że nie mieli żadnych praw. Często traktowani byli gorzej niż zwierzęcia – w końcu gdy ginie koń czy pies, znajdzie się ktoś, kto się tym przyjmie. W wypadku orka? Cóż, co najwyżej jego rodzina. Zakładając, że wciąż żyje. Ich los jednak wydawał się dziesiętnikowi całkowicie naturalny. W końcu od dziecka przekonywany był, że taka jest naturalna kolej rzeczy. Jak mógłby nie uwierzyć swoim rodzicom?
Na zebraniu pojawił się jako przedostatni. Minęły jeszcze jakieś dwie minuty zanim cała kadra dowódcza chorągwi znalazła się w jednym namiocie. Czwórka dziesiętników oraz chorąży skupili się wokół drewnianego stołu z rozwiniętą na nim mapą. Przedstawiała ona obszar Peryferiów, czyli wyżynnych terenów pomiędzy państwami ludzi a elfim imperium. Cóż, to pierwsze można było nazwać już przeszłością. Jego rasa była kiedyś podzielona na małe monarchie walczące pomiędzy sobą. Agresja, która wydawała się wręcz naturalna u ludzi, sprawiała, że pokój był czymś wręcz nieznanym na terenach z których pochodził Harold. Sytuacja jednak zmieniła się z pojawieniem się Kreola, zwanego później Wielkim. Podporządkował on sobie Peryferia oraz część ludzkich monarchii. To na jego część nowo powstała monarchia nazwana została Królestwem, a jego władcę zaczynano nazywać królem.
– Podążymy w kierunku północnym. – oznajmił chorąży. Był on trzydziestoletnim mężczyzną, chociaż wyglądał na znacznie starszego. Być może była to kwestia jego naturalnie rzadkich i siwych włosów, lecz Harold twierdził inaczej. Tu chodziło o jego oczy. Sprawiały wrażenie jakby widział on już wszystkie okrucieństwa, jakie do zaoferowania ma ten świat. Chociaż to było niemożliwe, to z pewnością nie było to aż dalekie od prawdy. Chorąży uczestniczył już w niejednej kampanii, gdzie każdą kończył z sporą ilością odznaczeń. Często określany był mianem jednego z najzdolniejszych żołnierzy Królewskich – z tym Harold śmiałoby się zgodził.
– Harold z swoją dziesiątką wyruszy pierwszy. Dotrze do tej wioski – palec chorążego spoczął na mapie – i... spacyfikuje ją. Im więcej dymu tym lepiej, chcemy zwrócić na siebie uwagę.
Mężczyzna nawet nie zdążył otworzyć ust, żeby zadać pytanie, a już dostał odpowiedź.
– Tak, to jest bezpieczne. Macie spacyfikować wioskę oraz wycofać się na najbliższą, dogodną pozycję obserwacyjną. Orkowie są pieszo, więc nie będę w stanie szybko przeprowadzić ataku. Po poprzednim zwycięstwie Królewskich, nie zaryzykują za szybko otwartej konfrontacji. Panowie, ta kampania powoli się kończy. Co więcej, zapewniam was, że to my ją zakończymy. – Specjalny akcent chorąży położył na słowo "my", po czym uśmiechnął się lekko.
– Dwie kolejne dziesiątki będą poruszać się z pół godzinnym opóźnieniem względem pierwszej. Jedna na lewej flance, druga na drugiej. Kiedy wioska będzie spacyfikowana, zajmą one pozycje asekurujące pierwszą. Trzon sił ukryć, wystarczy jeden zwiadowca z każdej, który będzie obserwował sytuacje. To zadanie będzie należało do... ciebie Kreon, pójdziesz po lewej flance. Prawą weźmie Florian. Jeżeli orkowie złapią podpuchę, wywabić ich na względnie otwarty teren. Nie atakować, jedynie odciąć drogę powrotu. Opóźniać, męczyć, jednak nie atakować otwarcie. Nie wystarczy ich zabić, musimy zrobić coś bardziej dobitnego. Tą część planu jednak doskonale znacie.
Czwórka dziesiętników skinęła głowami, potwierdzając. Na twarzy jednego z nich Harold dostrzegł lekki uśmiech. Mógł on mieć powody do radości. Jeżeli plan się powiedzie, niemalże na pewno zakończy on bunt na Peryferiach. Być może nawet sprawiłby, że orkowie już nigdy nie ośmielą się podnieść głowy.
– Reszta podąży pod moim dowództwem. Wpierw zwiniemy resztę obozu, zapakujemy wszystko na osły i ruszymy. Tempo marszowe, więc będziemy potrzebować sporo czasu. Kiedy dotrzemy, ostatnia z dziesiątek pomoże otoczyć orków i wymusić na nich to, czego chcemy. Moi ludzie będą pilnować taborów. Jeżeli wróg nie chwyci przynęty, to przeorganizujemy się i rozbijemy obóz, podobnie jak dzisiaj. Ale mam wrażenie, że tym razem się to uda. – Chorąży uśmiechnął się. Ten gest wydawał się dodawać mu jeszcze więcej lat. Fakt, że powtarzał to już trzeci raz z kolei wcale nie zwiększał wiary w jego słowa. Z drugiej strony, mawiają, że do trzech razy sztuka, nie mówiąc o tym, że złe przeczucia od dłuższego czasu prześladowały Harolda.
– Pytania?
– Brak, panie chorąży! – Wręcz tradycyjnie wyrwał się Florian. Był to najmłodszy z dziesiętników, co widać było głównie po jego energii. Jeżeli by tylko mu na to zezwolono, zapewne sam wyruszyłby na hordy orków. Nawet, jeżeli miałby być pieszo, w samej bieliźnie i bez broni. Harold w myślach często nazywał go dzieciakiem, mimo, że sam nie był wiele starszy. Blondyn sprawiał wrażenie, jakby ruszył na wojnę tylko po to, żeby jeszcze więcej dziewczyn – bo ciężko było nazwać je już kobietami – rozłożyło przed nim nogi. Cóż, póki co trafił w złe miejsce, lecz dziesiętnik był pewny, że po powrocie do stolicy opinia weterana i bohatera na pewno mu w tym nie zaszkodzi.
– Co jeśli skończy nam się zapas amunicji? – zapytał Harold. To było spore ryzyko, gdyż broń palna była jedyną rzeczą, jaka była w stanie utrzymać orków na odległość.
– Improwizować. Symulować szarże. Zrobić wszystko, by grali jak im zagramy. Pokaż, że pozycję dostałeś z innego powodu niż ojciec.
Dziesiętnik ledwo powstrzymał się przed zaciśnięciem pięści. Taki gest zostałby zauważony, a mężczyzna nie chciał dać tej satysfakcji chorążemu. O ile większość chorągwi już uznała go za pełnoprawnego członka, to z jakiegoś powodu jego przełożony nie przepadał za nim. Była szansa, że między chorążym a jego ojcem była jakaś zła krew, lecz Harold nie miał pewności. Równie dobrze mogła to być zwykła zawiść.
– Skończyły się pytania? No to wykonać rozkazy. Ruchy!
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#6
(24-11-2014, 00:28)Elas napisał(a): Wstawanie było jednym z tych mniej lubianych przez niego rytuału. (rytuałów)

W końcu jednak podniósł się do półsiadu. (Wpisz sobie w wyszukiwarkę "półsiad" i sprawdź, czy na pewno o to Ci chodziło. ;) Zmień, np. uniósł się trochę i podparł łokciem albo coś.)

Nieurodzajne wzgórza, gdzie hodowano głównie owcy i osły. (serio? hodowano owcy?)


Słodkie wino błyskawicznie zabiło pragnienie oraz wzmożyło (sugestia: wzmogło) apetyt.

Często traktowani byli gorzej niż zwierzęcia (zwierzęta) – w końcu gdy ginie koń czy pies, znajdzie się ktoś, kto się tym przyjmie (przejmie).

W końcu od dziecka przekonywany był (sugeruję: był przekonywany),że taka jest naturalna kolej rzeczy. Jak mógłby nie uwierzyć swoim rodzicom?
Na zebraniu pojawił się jako przedostatni. Minęły jeszcze jakieś dwie minuty zanim cała kadra dowódcza chorągwi znalazła się w jednym namiocie. Czwórka dziesiętników oraz chorąży skupili się wokół drewnianego stołu z rozwiniętą (sugestia: rozłożoną. Nawet nie wiem czemu, ale lepiej pasuję mi rozłożoną. ;))na nim mapą.

– Podążymy w kierunku północnym. – oznajmił chorąży. Był on trzydziestoletnim mężczyzną, chociaż wyglądał na znacznie starszego. Być może była to kwestia jego naturalnie rzadkich i siwych włosów, lecz Harold twierdził inaczej. Tu chodziło o jego oczy. Sprawiały wrażenie jakby widział on już wszystkie okrucieństwa, jakie do zaoferowania ma ten świat. Chociaż to było (było to) niemożliwe, to z pewnością nie było to(tak)dalekie od
prawdy.

– Dwie kolejne dziesiątki będą poruszać się z pół godzinnym opóźnieniem względem pierwszej. Jedna na lewej flance, druga na drugiej (na prawej lub zastosuj w obu przypadkach "po" flance)


Czwórka dziesiętników skinęła głowami, potwierdzając. Na twarzy jednego z nich Harold dostrzegł lekki uśmiech. Mógł on mieć powody do radości. Jeżeli plan się powiedzie, niemalże na pewno zakończy on bunt na Peryferiach. Być może nawet sprawiłby, że orkowie już nigdy nie ośmielą się podnieść głowy.

No to tyle. Tak, tak wiem. Jestem niesłowna i tak dalej.
Przejdźmy do ochrzanu. O czym epoN mówił Ci przy okazji poprzedniego fragmentu? O KROPKACH. NIE PISZEMY KROPKI NA KOŃCU ZDANIA, GDY PO MYŚLNIKU DAJESZ CZASOWNIK TAKI JAK: ODPARŁ, POWIEDZIAŁ, WRZASNĄŁ. WTEDY ZDANIE PO MYŚLNIKU ZACZYNASZ Z MAŁEJ LITERY. Koniec ochrzanu.
Napisane jest ładnie, zgrabnie. Czasem zgrzyta szyk zdania i powtarzające się "to", "on", "ona", "był". Czyta się przyjemnie, chociaż nie zaciekawiłeś mnie szczególnie. Plusem są drobne wyjaśnienia, które wplotłeś w tekst. Fragment przedstawia się lepiej niż poprzedni. Powoli, ale akcja zaczyna się rozwijać. Tak jak pisał wcześniej epoN, niektóre dialogi wydają się nieco wymuszone. Popracuj troszkę nad nimi. Na tę chwilę, nie trafia do mnie Twoje opowiadanie. Czekam na ciąg dalszy, powodzenia i weny życzę. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Przeczytałem ten tekst więc go skomentuję ^^

1. "Nieurodzajne wzgórza, gdzie hodowano głównie owcy i osły" OWCY?!

2. "Dwie kolejne dziesiątki będą poruszać się z pół godzinnym opóźnieniem względem pierwszej. Jedna na lewej flance, druga na drugiej." na prawej brzmi lepiej,chyba

Tyle dziwactw językowych.

Fabuła:

No tu jest nieźle, czyta się to bardzo przyjemnie, jest sporo zabawnych zwrotów i tzw "smaczków" typu "Ręka uniesiona na władzę królewską ucięta zostanie przy samej dupie!". Są jednak rzeczy których nie rozumiem, na przykład czemu niewolnicy korzystając z tego, że są "u siebie" nie wyrżną swoich panów korzystając z okazji, że ci ostatni śpią pijani? Ja bym tak zrobił, no i dziwne traktowanie samych niewolników, wszak każdy wie że pracownik chwalony jest wydajniejszy niż ganiony, ale taki może ma być ten świat. Ogólnie jest naprawdę nieźle.
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
#8
Co by tu powiedzieć... Spodobało mi się! Treść mnie wciągnęła, nie mogłem oderwać oczu. Wplecenie strategii przypadło mi do gustu. Liczę na to, że orkowie w końcu uwolnią się spod ludzkiego bata. Traktowanie tych stworzeń jest bardzo okrutne, chciałbym przeczytać, że Harold zmieni swoje postępowanie. Podsumowując – dla mnie bomba.
Odpowiedz
#9
Zacznijmy od pomysłu zrobienia z orków niewolników. Mi się bardzo podoba, przełamuje stereotyp, że to orki są te "złe". Daje Ci to też wiele opcji wyboru. Sam jestem ciekawy, jak potoczy się ich bunt. Mam też nadzieję na poznanie w przyszłości jakiejś interesującej orczej postaci.

Niestety ciężko polubić Harolda. Budzi bardzo negatywne skojarzenia. Nie wiem jakie są Twoje plany wobec niego, ale jeśli będzie głównym bohaterem i nie zmieni się, to ciężko będzie mi o nim czytać.

Podobało mi się zebranie oficerów, ciekawie wprowadziłeś elementy taktyki. Co jeszcze ważniejsze, rozkazy dowódcy wydają się sensowne, przynajmniej dla takiego wojskowego nieuka jak ja.

Jestem bardzo ciekaw świata, w którym dzieje się fabuła. W swoich tekstach dopiero zahaczyłeś o historię orków i ludzi. Chciałbym się dowiedzieć więcej o przyczynach buntu, o wojnie, w wyniku której orki stały się niewolnikami, o powstaniu królestwa. Może też coś o elfach, o których nie wiemy póki co nic.

Podsumowując, jest dobrze, a może być jeszcze lepiej. Na pewno będę czekał na kolejne fragmenty i mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz :).
Odpowiedz
#10
(24-11-2014, 00:28)Elas napisał(a): Ten brak posłuszeństwa trzeba było ukrócić jak najszybciej, ponieważ mogła (mogło) doprowadzić ona (ono) do niepokoi... a może i nawet powstania niewolników w samym centrum Królestwa?

– Tak, panie. Za godzinę. (zbędna kropka) – odparł niewolnik, jeszcze bardziej się przy tym płaszcząc. Harold uśmiechnął się na myśl (przecinek) jak dobrze wytresował swoje zwierzątko.

Przeciągnął się nieco, chwycił pas z bronią i ubrał (założył – ubrać można siebie) go na siebie.

Dopiero wtedy założył (wzuł – żeby uniknąć powtórzenia) na nogi buty i opuścił namiot.

Mimo wszystko, (zbędny przecinek) traktował ich jak synów, braci czy przyjaciół.

– To musiało być straszne. (zbędna kropka) – stwierdził, podchodząc do bani z wodą.
– Straszniejsze, (zbędny przecinek) niż konfrontacja z setką orków, panie dziesiętniku! – odparł rozbawiony żołnierz.

Po obmyciu się, (zbędny przecinek) pożartował jeszcze chwile z żołnierzem, po czym udał się z powrotem do namiotu.

Możesz przygotować mojego konia. (zbędna kropka) – rzucił niedbale i chwilę później wręcz przyssał się do bukłaka. Słodkie wino błyskawicznie zabiło pragnienie oraz wzmożyło (wzmogło) apetyt.

Nie wiadomo (przecinek) co spotka ich w trakcie podróży. Tym bardziej, (zbędny przecinek) że teraz to jego dziesiątce przypadała kolej na zwiad. Przy sporym rozproszeniu sił (przecinek) w jakim działali, było to niebezpieczne. W wypadku walki, (zbędny przecinek) byliby skazani tylko na siebie.

Często traktowani byli gorzej niż zwierzęcia – w końcu gdy ginie koń czy pies, znajdzie się ktoś, kto się tym przyjmie (przejmie).

Minęły jeszcze jakieś dwie minuty (przecinek) zanim cała kadra dowódcza chorągwi znalazła się w jednym namiocie.

Agresja, która wydawała się wręcz naturalna u ludzi, sprawiała, że pokój był czymś wręcz nieznanym na terenach (przecinek) z których pochodził Harold.

To na jego część (cześć) nowo powstała monarchia nazwana została Królestwem, a jego władcę zaczynano nazywać królem.

– Podążymy w kierunku północnym. (zbędna kropka) – oznajmił chorąży.

Sprawiały wrażenie (przecinek) jakby widział on już wszystkie okrucieństwa, jakie do zaoferowania ma ten świat.

Chorąży uczestniczył już w niejednej kampanii, gdzie każdą kończył z (ze) sporą ilością odznaczeń.

– Harold z (ze) swoją dziesiątką wyruszy pierwszy.

Po poprzednim zwycięstwie Królewskich, (zbędny przecinek) nie zaryzykują za szybko otwartej konfrontacji.

– Dwie kolejne dziesiątki będą poruszać się z pół godzinnym (półgodzinnym) opóźnieniem względem pierwszej.

(Tę) część planu jednak doskonale znacie.

Fakt, że powtarzał to już trzeci raz z kolei (przecinek) wcale nie zwiększał wiary w jego słowa.

Nawet, (zbędny przecinek) jeżeli miałby być pieszo, w samej bieliźnie i bez broni. Harold w myślach często nazywał go dzieciakiem, mimo, (zbędny przecinek) że sam nie był wiele starszy.

– Co (przecinek) jeśli skończy nam się zapas amunicji? – zapytał Harold.

– Improwizować. Symulować szarże. Zrobić wszystko, by grali (tańczyli) jak im zagramy.

Za dużo tych błędów jak na użytkownika, który już tyle czasu jest na tym forum :(
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości