Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Ulga
#1
Z góry dziękuję za ocenę i poprawki. Miłego czytania. :)

Wzdycham. Opieram łokcie na kolanach. Spoglądam w górę, na mamę.
– Boisz się? – pytam. Wyciąga bladą, poprzecinaną liniami niebieskich żyłek dłoń. Dotyka mojej twarzy, odgarnia z niej pojedynczy zielony kosmyk. Uśmiecha się lekko, rozbawiona.
– Nie mam czego, kochanie. – Odwzajemniam uśmiech. Pieprzona ateistka. W duchu wyję. Z bólu, rozpaczy, bezsilności. Dlaczego, dlaczego, dlaczego?!
– No, już, zmykaj. Daj mi odpocząć. – Nadal się uśmiecha, ale w oczach czai się zmęczenie. Wstaję. Muskam ustami nadstawiony policzek. Na odchodnym rzucam kiepskim żartem, który sobie przypomniałam. Śmieje się chrapliwie. Z przymusem. Jeszcze niedawno płakałaby ze śmiechu, uwielbiała wszelkie kawały. Unosi trochę rękę, macha. Salutuję żartobliwie. Odwracam się, zaciskam usta i wychodzę.
Przechodzę przez ciasny, biały korytarz. Odnajduję drzwi, pukam. Słyszę zaproszenie, wchodzę. Siwowłosy mężczyzna na mój widok wstaje. Nie odpowiada na powitanie. Podaje mi cienką, papierową teczkę. Czytam szybko, zachłannie suche zdania, napisane czarno na białym drobnym drukiem. Z każdym przeczytanym słowem ulatuje ze mnie nadzieja i wiara, które do tej pory kazały mi trzymać się jakoś, wspierać, udawać, śmiać się, kłamać, grać. Teraz już nie ma po co. Opadam na podsunięte krzesło. Chciałabym krzyczeć, płakać, tłuc, rozpaczać, kląć, bluźnić Bogu, złorzeczyć, ale nie mogę. Nie czuję nic. Smutku, nienawiści, złości, przygnębienia ani desperacji. Nic. Odkładam papiery na biurko. Wstaję. Lekarz mówi do mnie coś. Chyba tłumaczy, usprawiedliwia, siebie i innych. Nie obchodzi mnie to.
Boli mnie całe ciało, a mimo to mam wrażenie, że nie należy ono do mnie. Wciąż mam przed oczyma uśmiech mamy, jeszcze zanim poszła do szpitala. Potrafiła się cieszyć. Z drobiazgów. Śmiała się często, chętnie i głośno. Do łez. Nigdy nie martwiła się, co powiedzą inni, co pomyślą. Nie bała się niczego. Ciągle igrała z niebezpieczeństwem, chciała dobrze się bawić. Eksperymentowała. Mówiła, że adrenalina i my to rzeczy, z których nigdy nie zrezygnuje. Wszystko robiła z sercem, rzadko kiedy myślała chłodno. Nie widziała szarości, dla niej istniała tylko biel i czerń. Mimo to nie można jej było nie kochać. Zjednywała sobie ludzi uśmiechem, ciepłym spojrzeniem, zrozumieniem, żarliwością w słowach i ruchach. Teraz gasła. Z dnia na dzień. Nieubłaganie. Wciąż nie przejmując się konsekwencjami. Pewnie dalej miała nadzieję, że i tym razem uda jej się wygrać, kolejny raz wykiwać śmierć.

***

– Nie tym razem – szepnęłam, patrząc, jak grabarze opuszczają trumnę do grobu. Już nie czuję pustki. Czuję ulgę.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(10-11-2014, 21:30)Arabella napisał(a): Śmieję (Śmieje – bo pewnie chodzi jednak o tę drugą osobę) się chrapliwie.

Siwowłosy mężczyzna na mój widok wstaję (wstaje). Nie odpowiada na powitanie. Podaję (Podaje) mi cienką, papierową teczkę.

Z każdym przeczytanym słowem ulatuję (ulatuje) ze mnie nadzieja i wiara, które do tej pory kazały mi trzymać się jakoś, wspierać, udawać, śmiać się, kłamać, grać.

Mówiła, że adrenalina i my to rzeczy, z których nigdy nie zrezygnuję (zrezygnuje).

Mimo to, (zbędny przecinek) nie można jej było nie kochać.

– Nie tym razem. (zbędna kropka) – szepnęłam, patrząc (przecinek) jak grabarze opuszczają trumnę do grobu.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Stu, dziękuję za poprawki. :) Ach, te moje "ę" i "e". :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#4
Dobre. Nawet bardzo dobre. Szczerze mówiąc, jestem bardzo zaskoczony. Pozytywnie :)
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#5
Elas, cieszę się, że Ci się podoba (a w środku: *Jej, jej, jej! Podoba się komuś, podoba, podobaaaa!*). :)

Dziękuję za komentarz. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#6
Mnie również miniatura się spodobała. :) Odpowiada mi sposób, w jaki podeszłaś do trudnego tematu śmierci – że złożenie ciała w grobie pozwala przyjąć prawdę i żyć dalej.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Vet, dziękuję za opinię. Miło mi, że Tobie również się podoba. :) (ten moment, w którym dotarło do mnie, że tym razem nie wyszła tak okrutna beznadzieja jak ostatnio. :D )
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#8
Ciekawe. Niczego mi tu nie brakuje i niczego nie jest za dużo i przekaz całkiem do mnie trafiający :)
Jestem na tak. :)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#9
Hm... Praktycznie całe mi się podoba. Ciekawie, dość dynamicznie przedstawiona sytuacja osoby "przywiązanej" do kogoś umierającego. Czyta się płynnie, bez zgrzytów.

W przeciwieństwie do przedmówców jednak nie podoba mi się puenta. Ja rozumiem, pewnie jest ona uzasadniona i w ogóle, bo wszystko zależy od charakteru, ale akurat w tej chwili, że tak powiem, mam styczność z taką sytuacją dość bezpośrednio. I szczerze mówiąc, nie widzę tutaj ulgi. Po tygodniu wciąż jest etap zaprzeczenia. Pogrzeb, że się tak wyrażę, nie przyniósł żadnej ulgi. A nawet pogorszył w pewnym sensie sprawę, ale to z innych powodów – głównie "życzliwości ludzi, którzy wiedzą lepiej".
Ale, tak jak mówię, kwestia indywidualnego charakteru. Pewnie jeszcze tydzień temu zakończenie by mi się podobało :)
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#10
Maroo, dziękuję za komentarz, miło mi, że Ci się podoba. :)

Gin, cała rzecz opiera się na początku tekstu. Nie chodziło mi o nagłą śmierć lub taką, w której przypadku istniała jeszcze jakaś szansa. Tutaj chodzi o rozciągnięte w długim czasie cierpienie, gdy obserwujesz jak ta osoba zmienia się z dnia na dzień, jak traci siły, jak łamie się jej wola, jak bardzo cierpi oraz kiedy wiesz już, że nie ma ratunku. Wtedy śmierć staję się wybawieniem, daję ulgę zarówno Tobie, jak i osobie, która się męczyła. Nie wiem, jak dokładnie wygląda sytuacja, z którą miałaś styczność, więc nie mogę faktycznie powiedzieć, że tak, rozumiem dobrze, co masz na myśli. Zdaję sobie sprawę z tego, jak wygląda śmierć bardzo bliskiej osoby, którą naprawdę kochasz, ale w ostatnim czasie i teraz obserwuję zmiany, jakie zachodzą w jednym z najbliższych mi ludzi za sprawą choroby. I, jakkolwiek to nie zabrzmi, życzę mu śmierci, ponieważ będzie ona ulgą i końcem bólu, dlatego że wiem, iż sytuacja tylko będzie się pogarszała.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości