Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Klucz
#1
Spoiler: 'Gin's speach'

Klucz


Zmrużyłam oczy i zasłoniłam je ręką. Promienie słoneczne, przedzierające się przez gałęzie drzew, oślepiały mnie. Próbowałam przywyknąć do światła, choć nie było to najłatwiejsze zadanie. Stałam w sercu lasu, ale nie wiedziałam, jak się tu znalazłam, ani co to za las.
Po kilku dłuższych chwilach dostrzegłam ruch i bez namysłu pobiegłam w tamtym kierunku. Gdzie ja, do cholery, jestem? – pomyślałam. Jak się tu znalazłam? Co się dzieje?
W końcu moim oczom ukazał się młody chłopak. Znałam go, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Spojrzał na mnie smutno.
– Co tu robisz? – spytał łagodnie.
– Szukam wyjścia. Gdzie ja jestem?
– Tu jest tylko jedno wyjście. Musisz znaleźć klucz.
– Jaki klucz?
Moje ręce zaczęły drżeć. Tajemniczy i nieco smutny uśmiech spotkanego chłopaka nie pomagał ukoić nerwów. Czułam okropny ból głowy, coś drapało mnie w gardle. Z każdą chwilą coraz trudniej było złapać oddech.
– Musisz znaleźć klucz – powtórzył spokojnie. – Tylko ona wie, gdzie on jest.
Wskazał ręką na około ośmioletnią dziewczynkę. Z zaskoczeniem patrzyłam na twarz rumianej, młodszej wersji mnie samej. Utkwiłam spojrzenie w niebieskich oczach o kształcie migdałów, delikatnych rysach twarzy i zadziornie zadartym nosku. Dziewczynka odwróciła się na pięcie i zniknęła pośród drzew, ale zdążyłam dostrzec jej brązowe, kręcone włosy i kwiecistą, tak nierealną w tej scenerii sukienkę. Moje tętno przyspieszyło.
– Pamiętaj tylko, że musisz się wystrzegać marionetki. Znajdź klucz, nie zostało ci wiele czasu.
Strach opanował całe moje ciało. Chłopak zniknął, a ja zostałam sama. Nie miałam pojęcia, co zrobić, gdy w oddali rozbrzmiał wesoły śmiech. Pobiegłam co sił w nogach, chociaż z każdym następnym krokiem było mi coraz trudniej. W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli... Gdzie jestem? Co się dzieje? Jak się tu znalazłam? Dlaczego najzwyklejsze czynności sprawiają mi tyle trudu?
Odnalazłam w końcu dziewczynkę. Śmiała się z czegoś, obracając w miejscu. Podeszłam do niej i złapałam ją za ramię.
– Chodź tu, gówniaro. Gdzie jest klucz? Jak stąd wyjść? – Nerwy brały nade mną górę.
Chciałam się stąd wydostać, zaczerpnąć świeżego powietrza. W tym lesie z każdym oddechem czułam, jak moje płuca płoną żywym ogniem, jakbym wdychała gorącą sadzę. Miałam ochotę się rozpłakać. Opadłam na kolana.
Ośmiolatka wyrwała ramię z mojego uścisku i uciekła bez słowa. Poczułam ogarniającą bezsilność, jednak zdołałam jakoś zmusić ciało do poruszenia się. Podążyłam za moją młodszą wersją, walcząc z narastającym bólem.
Po dłuższej chwili błądzenia po lesie straciłam orientację. Słońce zaszło, było coraz ciemniej. Pojawiła się gęsta mgła. Reagowałam dreszczem przerażenia przy każdym trzasku suchej gałązki. W końcu dostrzegłam kogoś. Czepiając się resztek nadziei, dotarłam do tej osoby. Widząc, że to moja przyjaciółka, prawie wybuchnęłam płaczem.
– Wiktoria?! Co ty tutaj robisz? – zapytała zaskoczona.
– Zgubiłam się – przyznałam.
Mój głos był zachrypnięty, w gardle nadal odczuwałam nieprzyjemne drapanie.
– Masz wodę...? Cokolwiek...? – wyjęczałam żałośnie.
Roześmiała się głośno, a mnie przeszły nieprzyjemne dreszcze. Wiedziałam, że coś jest nie tak... Ale co? Ania sięgnęła do swojej torby wyjmując z niej butelkę wody.
– Pij. Na zdrowie. I chodź ze mną, zabiorę cię do domu.
Drżącymi rękami odkręciłam zakrętkę. Już miałam się napić, gdy moją uwagę przykuły zawieszki przy torbie przyjaciółki. Wąż i laleczka. Upuściłam butelkę i spojrzałam na nią ze strachem. Jej twarz wykrzywił dziwny, nieludzki grymas. Uciekłam ile sił w nogach, chociaż biegła za mną i nieraz czułam jej oddech na karku. W tym szaleńczym pościgu dostrzegłam nagle dziewczynkę. Chciałam ją ostrzec, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego odgłosu. Stała na progu dużego, drewnianego domu i patrzyła na mnie z niewinnym, łagodnym wyrazem twarzy.
Wbiegłam do środka i zatrzasnęłam drzwi, mała wersja mnie zniknęła. Spojrzałam przez okno. Po Annie nie było nawet śladu.
Wspięłam się drewnianymi schodami i weszłam do małego pokoju… Mojego pokoju. Kątem oka dostrzegłam zamykające się drzwi od szafy, ale skupiłam całą uwagę na postaci potwora, który miał legowisko pod łóżkiem. Jego jaskrawoczerwone oczy patrzyły na mnie bez choćby jednego mrugnięcia, ostre kły były obnażone. Powarkiwał cicho. Serce zamarło mi na chwilę, nie byłam w stanie logicznie myśleć. Przełknęłam ślinę, czując potworny ból, jakby miliony igieł wbiły się w gardło w jednej sekundzie. Nie spuszczając spojrzenia z bestii, podeszłam ostrożnie do szafy i otworzyłam ją w nadziei, że znajdę ukrytą w niej dziewczynkę. W środku było jednak tylko pudełko po butach. Zdjęłam wieczko, choć moje ręce były jak z ołowiu, ciężkie i zesztywniałe. Znalazłam kilka zdjęć, fioletowy kamień, papierowe żurawie i swój pamiętnik. Kiedy go przeglądałam, na parapecie pojawiła się ośmiolatka. Spojrzałam na nią.
– Gdzie jest klucz? – spytałam, ignorując ból i suchość w gardle. – Muszę się stąd wydostać.
Dziecko jednak popatrzyło z rozbawieniem na potwora i pomachało mi ręką. Ona się go nie boi, zrozumiałam. Otworzyła okno i wyskoczyła, a moje serce podeszło do gardła. Ile jeszcze wytrzymam?
Po przeciwnej stronie pokoju ujrzałam chłopaka, którego spotkałam na samym początku. Teraz go rozpoznałam, to był jeden z moich znajomych. Od zawsze biła od niego aura autorytetu. Adam obserwował mnie z przyganą w oczach.
– Znajdź klucz – powtórzył.
– Jak? Nie wiem, co robić – wymamrotałam żałośnie, próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy.
– Idź za nią.
– Nie mogę, musiałabym przejść obok tego potwora…
Nie odezwał się już, nie pomógł mi. Mogłam zrobić tylko jedno. Zebrałam w sobie wszystkie siły i pobiegłam w kierunku wciąż otwartego okna. Już, już byłam na parapecie, gdy potwór złapał mnie za nogę. Krzyknęłam z przerażenia, z oczu popłynęły łzy. Drżałam, przy każdrym ruchu czułam rozdzierający ból.
– Znajdź klucz.
Pokręciłam głową w niemym błaganiu. Co ja miałam zrobić? Jak się stąd wydostać?
– Co mam zrobić…? – spytałam.
Potwór wbił w mój bok swoje długie, ostre szpony. Ból otępił zmysły i umysł, zrobiło się przeraźliwie zimno.
– Dobrze wiesz, co masz zrobić – powiedział Adam. – Ty tylko chcesz, żeby ktoś cię zapewnił, że masz rację. Zaufaj sobie. Wiesz, kto to jest.
Przełknęłam ślinę, kiedy w zasięgu wzroku pojawiła się twarz potwora. Jaskrawoczerwone oczy bestii zaglądały w najgłębsze zakamarki mojego umysłu, byłam bezradna i całkowicie obnażona. Ze zranionego boku ciekła krew, czułam też jej metaliczny posmak w ustach. Zmusiłam się, by spojrzeć potworowi w oczy i kiedy to zrobiłam, zrozumiałam.
– Jesteś mną – wyszeptałam. – Nie wygrasz.
Jaskrawoczerwony kolor zaczął przybierać barwę jasnego niebieskiego, kły jakby zapadły się w dziąsłach. Po chwili patrzyłam we własne, lustrzane odbicie. Serce biło mi jak szalone, strach przejął pełną kontrolę. Ale bestia była nie mniej przerażona, niż ja. Mimo to zmusiłam obolałe, poranione ciało do jeszcze odrobiny wysiłku. Wyszarpnęłam się, podciągnęłam na parapet i wyskoczyłam z okna.
Zamiast spaść, jak przypuszczałam, wylądowałam w wielkim, pustym pomieszczeniu o białych ścianach. Podniosłam się z kolan, na które upadłam, i ruszyłam powoli w kierunku dziewczynki stojącej bez ruchu pośrodku pokoju. Moje kroki odbijały się echem od gładkich, surowych ścian. Upadłam na kolana przed ośmiolatką, nie powstrzymując już ani łez, ani strachu. Dygotałam od stóp do głów, łapałam spazmatyczny, niemalże histeryczny oddech. Każdy mięsień płonął żywym ogniem.
– Daj mi klucz – błagałam. – Chcę znów być tobą.
Położyła dłoń na moim policzku i zmusiła, bym na nią spojrzała. Otarłam łzy z twarzy i utkwiłam w dziewczynce wzrok. Kiedy upewniła się, że skupiam na niej swoją uwagę, uśmiechnęła się i pokręciła głową. Następnie złapała mnie za rękę i zaprowadziła do wielkiego lustra. Na jego drewnianej, białej ramie z prawej strony wydrapany został przez kogoś pentagram.
– Klucz – powiedziała tak cicho, że nie miałam pojęcia, czy to nie była przypadkiem tylko moja myśl.
Jak oniemiała wpatrywałam się w gładką taflę. Lustrzane odbicie patrzyło na mnie przestraszonym wzrokiem. Miałam podkrążone oczy, pobladłą twarz i dawno już rozmyty makijaż. Na ustach widniała krew. Czarna sukienka i sweter, które miałam na sobie, były podarte i brudne. W rozczochranych włosach znajdowało się kilka zeschniętych liści. Po chwili jednak dziewczyna po drugiej stronie lustra uśmiechnęła się delikatnie i położyła swą dłoń na wysokości serca. Nieświadomie uczyniłam ten sam gest. Zamknęłam oczy, nie potrafiąc powstrzymać łez. Odpowiedź była cały czas tutaj. Klucz był we mnie.
Otworzyłam oczy i pierwsze, co zrobiłam, to zwymiotowałam do postawionej obok łóżka miski. Wciąż miałam obolałe ciało, lecz ból ten był po stokroć lżejszy. Światło padające przez okno oślepiało mnie.
– O, śpiąca królewna. – Usłyszałam rozbawiony głos. – Pięknie zezgonowałaś. Myślałyśmy, że już po tobie.
Odkaszlnęłam, nieufna swemu własnemu głosowi. Wróciła mi ostrość widzenia i dostrzegłam siedzące na dywanie Annę oraz Elę. Otoczone były przez kilka pustych butelek po piwie i wódce.
– Chodź, królewno. Mamy niezłego skręta – powiedziała Anna. – Wróciłaś do żywych w samą porę.
Pokręciłam głową i zwlekłam się z łóżka. Zmyłam makijaż, który miałam na sobie. Ból głowy trochę mącił moje myśli.
– Królewno, wszystko gra? Jaśnie pani jest za dobra dla plebsu? – dopytywała się Anka z lekkim wyrzutem, gdy wróciłam do pokoju. – Niewdzięczna. Wiesz dobrze, że i tak ci się nic nie uda. Zajaraj z nami, potem znajdziemy coś mocniejszego. Tylko na tyle cię stać.
Westchnęłam cicho z rezygnacją i znalazłam swój plecak. Bez słowa opuściłam mieszkanie dziewczyny, którą jeszcze kilka godzin wcześniej uważałam za przyjaciółkę. Miałam niejasne przeczucie, że dopóki się staram, nic nie będzie stracone. Może to był sen, może majaki, może cokolwiek innego… Ale jeśli potrafiłam pokonać samą siebie, to mogłam osiągnąć wszystko.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(05-11-2014, 12:55)Ginger napisał(a): Próbowałam przywyknąć do światła, choć nie było to zadanie najłatwiejsze. (Szyk "najłatwiejsze zadanie" wg mnie lepiej by brzmiał)

Widząc, że to moja przyjaciółka, prawie wybuchłam(wybuchnęłam) płaczem.

Moje serce zamarło przez(na) chwilę, nie byłam w stanie logicznie myśleć.

Nie spuszczając spojrzenia z bestii, podeszłam ostrożnie do szafy i otworzyłam ją,(zbędny przecinek) w nadziei, że znajdę ukrytą w niej dziewczynkę.

Mimo to, (zbędny przecinek) zmusiłam obolałe, poranione ciało do jeszcze odrobiny wysiłku.

Podniosłam się z kolan, na które upadłam, i ruszyłam powoli w kierunku dziewczynki, (zbędny przecinek) stojącej bez ruchu pośrodku pokoju.

Otarłam łzy z twarzy i utkwiłam w niej wzrok. Kiedy upewniła się, że skupiam na niej swoją uwagę, uśmiechnęła się i pokręciła głową.

Wciąż miałam obolałe ciało, lecz ból ten był po(o) stokroć lżejszy.

– Pięknie zezgnowałaś(To jakiś neologizm czy neologizm, w którym jest literówka? :D). Myślałyśmy, że już po tobie.

Bardzo interesujący tekst. Podczas czytania przez cały czas byłam ciekawa, jak też go zakończysz – w pewnym momencie bałam się, że ta walka z wewnętrznymi "demonami" zakończy się porażką (czyli że bohaterka zgodzi się, że tylko na tyle ją stać), a tutaj miła niespodzianka. :) Jakoś mnie to pokrzepiło, chociaż nie wiem dokładnie, dlaczego.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Wybuchnęła – to widzisz, Microsoft w pracy mi to poprawił :D
Jeśli chodzi o zezgonowanie – to najwidoczniej gwara u mnie jest. Od "zaliczania zgona" :D Więc, jako że to jest jednak wypowiedź jednego z bohaterów, pozwolę sobie zostawić :D

Cieszę się niezmiernie, że Ci się podobał tekst. To od początku miał być... Em... Optymistyczny akcent w mojej twórczości :D Tak choćby delikatnie :)

Dziękuję za poprawki, i za opinię <3

@EDIT: A jednak była literówka w "neologiźmie". Po trzecim piwie ją zauważyłam xDDD <ahhhh ta ironia>
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#4
(05-11-2014, 12:55)Ginger napisał(a): Stałam w sercu lasu, ale nie wiedziałam, jak się tu znalazłam. Ani co to za las. (ja bym połączył te dwa zdania)

Znałam go, ale nie mogłam sobie przypomnieć, (zbędny przecinek – wyjaśnienie w przypisie*) skąd.

Pojawiła się gęsta, nieprzejrzysta mgła. (a może być przejrzysta mgła?)

Jaskrawoczerwone oczy bestii zaglądały w głąb mojej duszy (czyli gdzie? – czym dla Ciebie jest dusza?), byłam bezradna i całkowicie obnażona.

Mimo to, (zbędny przecinek) zmusiłam obolałe, poranione ciało do jeszcze odrobiny wysiłku.

Podniosłam się z kolan, na które upadłam, i ruszyłam powoli w kierunku dziewczynki, (zbędny przecinek) stojącej bez ruchu pośrodku pokoju.

Pięknie zezgnowałaś. (ale tu nie jest napisane 'zezgonowałaś' – )

Nawet ciekawy ten tekst. Co prawda tempo akcji jest zawrotne, ale dobrze się czytało.


* Gdy zakończenie jest pojedynczym pytaniem, nie stawiamy przecinka:
Chciał to zrobić, ale nie wiedział jak.
Miał iść do kolegi, ale zapomniał po co.
Położył książkę, ale nie wiedział gdzie.
Gdy zaś mamy do czynienia z kompletnym wypowiedzeniem (zawierającym czasownik), stawiamy przecinek:
Nie wiedział, jak to zrobić.
Zapomniał, po co miał iść do kolegi.
Nie wiedział, gdzie położył książkę.
Zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku, oddzielamy części zdań zawierające czasowniki.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#5
Stu, dziękuję za przeczytanie!
Po kolei!
1) Mgła może być przejrzysta, wg mnie. Póki jest łagodna, delikatna. Kraków ostatnio co rano jest zamglony w różnym stopniu – raz widzę drogę na przystanek, raz nie widzę czubku własnego nosa.

2) Dusza... Wg mnie to jest coś ukrytego bardzo głęboko. Znaczy, ukrytego. Na co dzień ludzie pokazują swoją "wybraną twarz, osobowość". Jeśli człowiek chce, to dzień po śmierci ukochanej/go będzie miał szeroki uśmiech na twarzy przy współpracownikach, bo nie wiedzieli, że jest w związku. Wtedy "w głąb duszy" wg mnie to poznanie tych sekretów, tych odruchów, tego spojrzenia, do których nikt inny nie ma dostępu... Do których nikt inny nie jest w stanie dotrzeć. Czy to wystarczająco logiczne?

3) Za lekcję gramatyki dziękuję. Oj, przyda się!

4) "zezgonowałaś" napisałam w "edicie" do Vet. Mój ślepy, bezrozumny błąd ;)

Niemniej, dziękuję za opinię <3

@EDIT: tempo akcji z zamierzenia jest zawrotne... Miało odwzorowywać coś na kształt koszmaru ;)
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#6
(05-11-2014, 12:55)Ginger napisał(a):
Klucz


Moje ręce zaczęły drżeć. Tajemniczy i nieco smutny uśmiech spotkanego chłopaka nie pomagał ukoić moich(zbędne) nerwów. Czułam okropny ból głowy, coś drapało mnie w gardle. Z każdą chwilą coraz trudniej mi się oddychało.(było złapać oddech)

Dziewczynka odwróciła się na pięcie i zniknęła pośród drzew, a ostatnie, co widziałam(Piszesz: 'ostatnie, co...', a potem wymieniasz włosy, zauważając, że brązowe i kręcone oraz kwiecistą sukienkę, czyli wiele szczegółów. Lepiej byłoby: ale zdążyłam dostrzec jej brązowe...), to jej brązowe, kręcone włosy i kwiecistą, tak nierealną w tej scenerii sukienkę.

Ośmiolatka wyrwała ramię z mojego uścisku i uciekła bez słowa. Poczułam ogarniającą mnie(zbędne) bezsilność, jednak zmusiłam swoje ciało(jednak zdołałam jakoś zmusić ciało) do poruszenia się. Podążyłam za moją młodszą wersją, walcząc z opanowującym mnie (z narastającym bólem) bólem.

Zgubiłam się po dłuższej chwili błądzenia po lesie. (Po dłuższej chwili błądzenia po lesie straciłam orientację.)

– Wiktoria?! Co ty tutaj robisz? – zapytała, kiedy mnie dostrzegła.(zaskoczona?)
Mój głos był zachrypnięty, w gardle dalej drapało mnie nieprzyjemnie.(nadal czułam nieprzyjemne drapanie)
– Masz wodę...? Cokolwiek...? – wyjęczałam żałośnie.
Roześmiała się głośno, a mnie przeszły nieprzyjemne dreszcze. Wiedziałam, że coś jest nie tak... Ale co? Ania sięgnęła do swojej torby i wyjęła z niej butelkę wody, po czym podała mi.(wyjmując z niej butelkę wody.)

Mojego pokoju. Kątem oka dostrzegłam zamykające się drzwi od szafy, ale moją uwagę pochłonęła postać potwora, który miał legowisko pod łóżkiem. Jego jaskrawoczerwone oczy patrzyły na mnie bez choćby jednego mrugnięcia, ostre kły były obnażone. Powarkiwał cicho. Moje serce zamarło na chwilę, nie byłam w stanie logicznie myśleć. Przełknęłam ślinę, czując potworny ból, jakby miliony igieł wbiły się w moje gardło w jednej sekundzie.

Już, już byłam na parapecie, gdy potwór złapał mnie za nogę. Krzyknęłam z przerażenia, z moich oczu popłynęły łzy. Drżałam, wszystko mnie bolało.

Potwór wbił w mój bok swoje długie, ostre szpony. Ból mnie otumanił, zrobiło się przeraźliwie zimno.

Przełknęłam ślinę, kiedy na wysokości mojego wzroku pojawiła się twarz potwora. Jaskrawoczerwone oczy bestii zaglądały w głąb mojej duszy, byłam bezradna i całkowicie obnażona. Z boku ciekła mi krew, czułam też jej metaliczny posmak w ustach.

Po chwili patrzyłam w swoje lustrzane odbicie. Moje serce biło jak szalone, strach nade mną panował.

Moje kroki odbijały się echem od gładkich, surowych ścian. Upadłam na kolana przed ośmiolatką, nie powstrzymując już ani łez, ani strachu. Moje ciało dygotało, łapałam spazmatyczny, niemalże histeryczny oddech. Każdy mięsień palił mnie żywym ogniem.

– Klucz – powiedziała tak cicho, że nie miałam pojęcia, czy to nie była przypadkiem tylko moja myśl.
Jak oniemiała wpatrywałam się w gładką taflę. Moje odbicie patrzyło na mnie przestraszonym wzrokiem.

Wciąż miałam obolałe ciało, lecz ból ten był o (po) stokroć lżejszy.

Gin, przepraszam za tę masakrę piłą łańcuchową po twoim tekście. Nie dlatego to zrobiłam, żeby wykazać błędy, gdyż jest ich niewiele, ale raczej po to, by pokazać ci, jakie niebezpieczeństwo czyha na piszącego tekst w pierwszej osobie. Bardzo trudno uchronić się przed rzeczownikiem 'ja' lub go czymś zastąpić. W początkowych zdaniach wrzuciłam kilka propozycji, ale w kolejnych poradzisz sobie sama:).
Parę zdań o treści: Po pierwsze jest tu dużo, bardzo dużo samotności i lęku przed sobą, życiem, bólem i właściwie wszystkim, z czym przychodzi nam się zetknąć. Próbujemy szukać pomocy, przyjaciół, ucieczki. Problem w tym, by ta pomoc nie szkodziła, przyjaciele ratowali przed upadkiem, zamiast popychać, a ucieczka została w porę zakończona szczęśliwym powrotem. Zdaje się, że bohaterka odkryła w końcu wszystkie sposoby i to sama, co dobrze wróży na przyszłość. Jeśli choć raz przełamie się własne bariery, to każdą nową przeszkodę będzie łatwiej. Może to zagmatwane, co napisałam, ale myślę, że zrozumiesz.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
:)
Vet napisała "lecz ból ten był po (o) stokroć lżejszy", a Nawka "lecz ból ten był o (po) stokroć lżejszy".
I bądź tu mądry :D

Ad. 1. Mgła to zawsze jest nieprzejrzysta – powietrze przejrzyste, to powietrze bez mgły. Poza tym pisząc, że jest gęsta mgła, już określony jest stopień ograniczenia widoczności.

Ad. 2. Logiczne dla autora, ale nie dla czytelnika. Dla mnie duszą jest człowiek, a nie żadna metafizyczna cząstka. Stąd, gdy bestia spojrzałą w głąb duszy, dla mnie jest to spojrzenie wewnątrz człowieka – a tu mamy wątrobę, trzustkę, serce... i inne "podroby".

I niech mocą będzie z Tobą...
:)
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#8
(06-11-2014, 07:07)StuGraMP napisał(a): :)
Vet napisała "lecz ból ten był po (o) stokroć lżejszy", a Nawka "lecz ból ten był o (po) stokroć lżejszy".
I bądź tu mądry :D
Nie mam wątpliwości, Stu ;)
O wiele lepiej.
Po stokroć lepiej.
http://sjp.pwn.pl/slowniki/po-stokro%C4%87.html
http://sjp.pwn.pl/szukaj/o-stokro%C4%87.html
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#9
Stu!
– mgła – okay. poprawione.
– dusza – okay. poprawione.
Teraz jest już lepiej?
Ano, bądź człowieku mądry xD W kwestiach spornych będziemy urządzać debaty gdzie będą przedstawiać argumenty, a my wcinać popcorn.

Nawciu!
Meh, myślałam, że będzie gorzej :D Jeśli mam być szczera :D Tak mnie przestraszyłaś, a tu zostało sporo jednak tekstu, którego nie tknęłaś ^.^
Niemniej, pisanie w pierwszoosobowej narracji to dla mnie wciąż nowa kwestia, choć pisze mi się dość przyjemnie w ten sposób. Dlatego będę się powoli uczyć :D Tak że ten, no. Cierpliwości troszkę ;)

Jeśli chodzi o treść: jak wspominałam, chciałam stworzyć coś na kształt koszmaru. Wiem, nie jestem zbyt dobra w elementach fantastycznych, więc zapewne elementy nierealne nieszczególnie wyraźne mi wyszły. Ale od tego tu piszę, żeby to poprawiać, prawda? :) I chciałam właśnie, żeby cały ten koszmar opierał się na walce z samym sobą. Nie jest to zadanie łatwe, akurat o tym coś wiem. W tej chwili na przykład jestem z siebie okrutnie dumna, bo uporałam się z czymś, czego nie potrafiłam zamknąć przez ponad trzy lata. Tak że rozumiem, co napisałaś. To nigdy nie jest proste, ba, to chyba najtrudniejsza kwestia... Więc wszystko potem jest prostsze. Nie, że łatwe. Po prostu prostsze. I, przede wszystkim, osiągalne :P
<Wyszło mi przedstawienie tego w tekście czy nie bardzo...?>
No i widzę, że nikt chyba nie zwrócił uwagi na symbolikę... Cóż, przykre xD No ale okay :P Wiem, że była mierna xD
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#10
(06-11-2014, 11:52)Ginger napisał(a): <Wyszło mi przedstawienie tego w tekście czy nie bardzo...?>
Oczywiście, dlatego tak zrozumiałam twój tekst. Jeśli chodzi o symbolikę, to nie wiem, co masz na myśli. Może chodzi o breloczki przy torebce przyjaciółki. Wąż symbolizujący kuszenie do złego oraz laleczka – marionetka z ostrzeżenia – czy tak?

Jeszcze coś zauważyłam: prostrze – nie, prostsze – tak:)
Także = też
Tak że = a więc
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości