Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Helion
#1
Zapraszam do przeczytania :), Jest to trochę długi tekst, a jeszcze nie został skończony :)

Rozdział Pierwszy

Nadchodziła noc. Esamoth ściągnął wodze konia i zaprowadził go do najbliższego drzewa. Wiedział, że noce w lasach należących do Vaal Reusen są na tyle niebezpieczne, że podróżowanie po zmroku zakończyłoby się śmiercią. Tereny orków nigdy nie były sprzyjające dla wędrowników, jednakże po upadku orkowej stolicy – Yer Valion, stały się siedliskiem zła. Chłodne powiewy wiatru lekko zarzucały kruczo-stalowymi włosami, czasami przykrywając częściowo twarz doświadczonego mężczyzny, która już lekko pomarszczona oraz posiadająca szramę, biegnącą od lewego ucha do ust, widziała nie jedno zagrożenie.
Ruiny świątyni, obok której postanowił przenocować, były najbezpieczniejszym miejscem jakie spotkał po całodziennej wędrówce. Przygotował więc posłanie i używając magicznego zwoju rozpalił nieme ognisko, którego ogień mógł być dostrzeżony tylko przez tego, kto użył zaklęcia.
– Ehh.. Kolejna cicha noc nie wróży dobrze – pomyślał Esamoth przygotowując się do snu. Nagle rozległ się skowyt. Koń stanął dęba, zerwał wiązanie i ruszył w zachodnim kierunku.
– To zapewne magia – powiedział sam do siebie zrywając się na równe nogi. Wtem strumień energii przeleciał obok głowy mężczyzny. Nie zastanawiał się – musiał stanąć do walki z wrogiem, którego nie widział. Bełty i strzały magiczne nadlatywały z różnych stron, co zmniejszało szansę na chybienie. Jednakże mężczyzna kilka chwil temu odgadł taktykę nieprzyjaciela. Było ich pięciu, może sześciu. Wiedział, że pozostawało mu tylko unikanie pocisków. Wystarczyło, że uda mu się wytrzymać na tyle długo, aż na miejsce potyczki dotrą Narghule – czarne stworzenia mające staw łokciowy w odwrotnym kierunku do ludzkiego, o podłużnych obślizgłych twarzach, na których poza czarnymi wyłupiastymi ślepiami oraz ostrymi kłami widoczne są dwa nosy o ogromnych rozmiarach. Ów stworzenia, mogące przeżyć tylko i wyłącznie na terenach leśnych, stanowiły jedną z kilku zagrożeń borów Vaal Reusen, pomijając Utopce – wielkie wilki o zielonoszarej maści, które polują tylko na zwierzęta, oraz Hyreny, zwane też Ostrodziobami, czyli drapieżne ptaki posiadające bardzo silną truciznę w dziobie.
– Nadchodzą – rzekł Esamoth. Słychać ich było już wyraźnie, tak więc nawet wycieńczony łowca, którego zmysły nie mogły się skupiać na niczym innym tylko na atakach wrogów, mógł je usłyszeć. Rozległ się krzyk. Padł jeden z ich ludzi. Dla łowcy był to znak, aby oddalić się z miejsca, które przeradzało się w rzeź. Wyciągnął z sakwy przymocowanej do pasa kolejny zwój, odmówił krótką formułkę i po chwili stał się dwa razy szybszy niżeli był. W pewnym odstępie za nim znajdowały się trzy Narghule, które starały się na wszelką cenę dopaść swoją ofiarę.
Wtem mężczyzna źle postawił lewą nogę i upadł z bólu na ziemię. Ledwo zdążył wyciągnąć ostrze a został zaatakowany. Pierwszy, który go dopadł, został ugodzony w klatkę piersiową, jednakże drugi zaszedł Esamotha od tyłu i ten poczuł ostry ból na swoich plecach. Zdołał odrzucić drugiego Narghula, kiedy to rzucił się na niego trzeci, jednakże bez skutku, ponieważ mężczyzna rozciął mu brzuch, a potem dobił mocnym ciosem w głowę. Mógł stanąć do walki z ostatnim z żywych. Okropny ból w nodze, który o sobie przypomniał, spowodował jego chwilową dezorientację i przyjęcie ataku na lewe udo. Mężczyzna wrzasnął z bólu i w przypływie adrenaliny złapał bestię za pysk i zmiażdżył go. Chwilę potem szybkim ruchem podciął tętnicę Narghulowi i upadł na ziemię z bólu. Jego lewa noga była w bardzo złym stanie. Dosyć głębokie ugryzienie w udzie oraz skręcona kość w stopie.
– Na kurwy los! – wycedził przez zęby Esamoth – ażeby zostać tak poszarpanym przez zwykłe bestie. Cholera, starzeję się! Trzeba by poszukać jakiś ziół i zrobić opatrunek oraz usztywnienie. Jak powiedział, tak też zrobił. Poszukał wzrokiem jakieś drewnianej kłody i znalazł lagę, która znajdowała się dwanaście stóp od niego. Wziął głęboki oddech i przetoczył się w jej kierunku. Podpierając się na ladze, wstał i chwiejąc się , ruszył na poszukiwania ziół. Ból rozprzestrzeniał się. Mężczyzna jednakże nigdy nie wątpił w swoją szczęśliwą gwiazdę, tak więc i teraz nie zawiódł się. Jest. Bursztynowy krzak o liściach przypominających siekacze, z których wydobywał się gęsty śluz, zwany był Leśnym darem morza, jednak jego nazwa brzmiała Płomiennik. Esamoth nie zwalniał tempa, stracił już zbyt dużo krwi. Zerwał roślinę, roztarł ją w dłoniach, a po niespełna minucie znajdowała się w zagłębieniach na udzie. Szorstka tkanina, oderwana od aksamitnej koszuli, drażniła ranę, przez co mężczyzna czuł narastający ból, jednakże nie zagrażał on już życiu. – Ehh.. – westchnął – teraz moja noga przypomina leśną drogę po deszczu. Cóż to się musiało wydarzyć, iż strażnik dzikich ostępów – dobroduszny Jaktyde – udzielił mi swej pomocy? Dlaczego akurat ja miewam takie szczęście? Nawet teraz, kiedym krew mocno czerwona strumieniem płynie, zdarza mi się radość i uciecha. Nigdy dotąd nie widziałem tak pięknej gęstwiny.. Czyżbym majaczył? Nie, to chyba nie to. Sił nie mam już od chwil kilku, mimo to zdaje mi się, że umysł pozostał mi spraaawnyy...
Upadł. Upadł prosto na otwartą ranę, przez co podrażnił ją jeszcze bardziej i otworzył zakrzepnięte fragmenty. Długo nie trzeba było czekać, aby przygnieciona trawa nabrała bordowej barwy. Umierał.

* * *

– Heeej! Falantie! Zwolnij, bo nie nadążam! – wołał zmachany chłopak.
– Żadnego z ciebie pożytku.. karle.. – wycedziła Falantie – ruszaj się bo inaczej nie zdążymy znaleźć schronienia przed nocą. No już! Jazda!
– Mój wzrost wcale nie mówi, że jestem karłem! To ty jesteś olbrzymem! – zaśmiał się ledwo, próbując złapać oddech.
– Spójrz tam! – rzekła dziewczyna – ruiny! A więc udało nam się, mamy się gdzie schronić.
Ruszyli w stronę upatrzonego miejsca. Choć była to niewielka odległość, to ze względu na tygiel szli dosyć długo. Promienie słoneczne opuściły niebo i zapadała nieprzenikniona noc. Narastała ciemność, tak więc Falantie utworzyła barierę, która zapewniała im niewidzialność i ochraniała jednocześnie.
– Tygiel. Cholerny tygiel – powtarzała – gdyby nie ta twoja przypadłość to bylibyśmy już na miejscu! – Wybacz mi – powiedział – ale to nie moja wina! Ciągle zapominasz, że ta choroba jest wypadkiem przy Twoich eksperymentach! Oby do ciebie dotarło! Nie znasz się na czymś, to nie próbuj na siłę coś stworzyć! Przecież wiesz i wtedy też wiedziałaś, że alchemia nie jest twoją mocną stroną! – Skąd miałam wiedzieć, że to przyniesie tak skutek? – tłumaczyła się dziewczyna – nie podejrzewałam, że eliksir, który miał pomóc pobudzić twoje hormony wzrostu spowoduje zmniejszenie pojemności płuc i ilości dostarczanego tlenu! To nie moja wina, tylko tych głupich zapisków, które mi dostarczyłeś! – Mam dość. Wracam. – poinformował ze złością – nie będę słuchał twoich wywodów. Nie dość, że sama mi to ofiarowałaś, to teraz jeszcze masz do mnie zażalenia.
– Czekaj.. Rufusie! Tam jest zbyt niebezpiecznie! – krzyknęła półgłosem, podczas gdy łzy zaczynały spływać jej po policzkach. – Tak to moja wina. Chcąc ci pomóc, pogorszyłam sprawę jeszcze bardziej. Przepraszam. – Przesłyszałem się? Nazwałaś mnie po imieniu? W dodatku przeprosiłaś? – zdziwił się bardzo Rufus – nie podejrzewałem, że masz na to odwagę..
Nagle usłyszeli odgłos rżącego konia. Niedaleko od nich toczyła się walka. Popatrzyli się na siebie i zabrali część swojego pakunku z pożywieniem, którego i tak nie mieli zbyt wiele, oraz krótki, pordzewiały na ostrzu i z uszkodzoną klingą miecz będący ich jedyną bronią, wyłączając zdolności magiczne Falantie. Nie zdążyli jeszcze przekroczyć bariery, gdy Rufus zatrzymał ją i kazał jej ucichnąć. Coś znajdowało się około dziesięciu stóp od nich.
– Narghul! – pomyślała dziewczyna – Zdaje się, że jestem dobrze wykończona skoro zmysły mnie zawodzą. – Pozwólmy mu przejść – szepnął chłopak – nie mamy z nim szans. Znaczy się.. z jednym mamy szansę, ale pewnie dobrze wiesz, że one żyją w grupach.
Falantie posłuchała się towarzysza, co było kolejnym dziwem dla niego, gdyż już gotował się by rzucić się na stwora przypuszczając, że go nie posłucha. A ona usłuchała. Kiedy tylko Narghul ruszył w stronę miejsca, z którego dobiegały odgłosy walki, wyszli z ukrycia i udali się w ślad za nim. Zachowywali bezpieczną odległość, aby wróg nie wyczuł ich obecności. Wnet ujrzeli walkę. Jeden ranny mężczyzna przeciwko tym stworom. -Trzeba mu jakoś pomóc! – prawie krzyknęła, jednakże Rufus w czas zablokował jej usta swoją dłonią. -Nie wychylaj się, bo nie jesteśmy w stanie nic zrobić. – rzekł – Bądź spokojna. Patrząc na niego, wiem, że jest to doświadczony wojownik, który walczył z niejednym silniejszym przeciwnikiem. Przeczekamy tutaj i ujrzymy na własne ślepia, jak potoczy się batalia. Nie możemy mu pomóc, bo pogorszymy tylko jego sytuację, zrozum. Proszę.
Były to może dwa czy trzy mrugnięcia, gdy padł ostatni przeciwnik. Nie zwlekali z czasem, jednakże mężczyzna znajdował się w takim stanie, że mógłby spowodować nieszczęście, gdyby nagle ktoś pojawił się w pobliżu. Zatem zbliżali się do niego powoli i po cichu. Wtem upadł. Wówczas pobiegli w jego stronę.
– Sprawdzę jego stan – mówiąc to, odchyliła się i wyszeptała słowa w języku driad – Ghuteeya reu deand hueste cihil, desea Itteme ovhlik irn aasstem!.
– Co to było za zaklęcie? Skąd znasz język driad?! – zdziwił się Rufus.
– To modlitwa do Itteme, driady, która nadała początek ich rasie, o uzdrowienie zbłąkanego w lesie przyjaciela. Nauczyłam się go, gdy przebywałam w wymarłym już borze Illa Seeme. Wtedy to dowiedziałam się o swoich zdolnościach, kiedy opiekunka młodych deander wyczuła ode mnie dziwną aurę i mi o tym powiedziała. Po dokładniejszym zbadaniu otaczającej mnie energii, stwierdziła, iż mam predyspozycje do zostania jedną z nielicznych czarodziejek. Ale jak sam widzisz, mimo takich wróżeń, skończyłam jako tragarz-ochroniarz i teraz pomagam ci dostarczyć ten artefakt. Co to jest za przedmiot, że cenią go tak wysoko? – pytała, patrząc na rozszarpaną nogę mężczyzny – Dlaczego do transportu czegoś takiego, potrzeba tylko dwojga ludzi?
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(19-10-2014, 12:49)Bartek napisał(a): Rozdział Pierwszy

Tereny orków nigdy nie były sprzyjające dla wędrowników, jednakże po upadku orkowej stolicy – [przecinek zamiast myślnika] Yer Valion, stały się siedliskiem zła.

Ruiny świątyni, obok której postanowił przenocować, były najbezpieczniejszym miejscem [przecinek] jakie spotkał po całodziennej wędrówce.

Przygotował więc posłanie i używając magicznego zwoju rozpalił nieme ognisko, którego ogień [użyłbym tutaj słowa "płomień"] mógł być dostrzeżony tylko przez tego, kto użył[pierwsze "używając" możesz zastąpić "z pomocą", unikasz powtórzenia] zaklęcia.

– To zapewne magia – powiedział sam do siebie [przecinek] zrywając się na równe nogi.

Wystarczyło, że uda mu się wytrzymać na tyle długo, aż na miejsce potyczki dotrą Narghule [nie jestem pewien, czy nazwa rasy powinna być pisana wielką, ale na 70% nie.] – czarne stworzenia (...)

Ów ["owe", liczba mnoga] stworzenia, mogące przeżyć tylko i wyłącznie na terenach leśnych, stanowiły jedną z kilku zagrożeń borów Vaal Reusen, pomijając Utopce [jak wcześniej i tak samo dalej] – wielkie wilki o zielonoszarej maści, które polują tylko na zwierzęta, oraz Hyreny, zwane też Ostrodziobami, czyli drapieżne ptaki posiadające bardzo silną truciznę w dziobie.
Wtem mężczyzna źle postawił lewą nogę i upadł z bólu na ziemię. Ledwo zdążył wyciągnąć ostrze [przecinek] a został zaatakowany.

– Na kurwy los! – wycedził przez zęby Esamoth [kropka i dalej z wielkiej litery] – ażeby zostać tak poszarpanym przez zwykłe bestie. Cholera, starzeję się! Trzeba by poszukać jakiś ziół i zrobić opatrunek oraz usztywnienie.
Podpierając się na ladze, wstał i chwiejąc się [zbędna spacja] , ruszył na poszukiwania ziół. ["wstał i chwiejnym krokiem ruszył..." brzmi o wiele lepiej, i znika ci jedno powtórzenie] Ból rozprzestrzeniał się. Mężczyzna jednakże nigdy nie wątpił w swoją szczęśliwą gwiazdę, tak więc i teraz nie zawiódł się. [do tego "się" na końcu zdania, to wygląda po prostu brzydko.] Jest. Bursztynowy krzak o liściach przypominających siekacze, z których wydobywał się gęsty śluz, zwany był Leśnym [po co wielka litera?] darem morza, jednak jego nazwa brzmiała Płomiennik.

– Ehh.. ["Ech" i trzy kropki, nie dwie. ten sam błąd masz także dalej, nie będę dalej wytykał tego] – westchnął – teraz moja noga przypomina leśną drogę po deszczu.


* * *

– Heeej! Falantie! Zwolnij, bo nie nadążam! – wołał zmachany chłopak.
– Żadnego z ciebie pożytku.. karle.. – wycedziła Falantie [kropka i dalej z wielkiej] – ruszaj się [przecinek] bo inaczej nie zdążymy znaleźć schronienia przed nocą. No już! Jazda!
– Mój wzrost wcale nie mówi, że jestem karłem! To ty jesteś olbrzymem! – zaśmiał się ledwo, próbując złapać oddech.

Ruszyli w stronę upatrzonego miejsca. Choć była to niewielka odległość, to ze względu na tygiel szli dosyć długo. Promienie słoneczne opuściły niebo i zapadała nieprzenikniona noc. Narastała ciemność, tak więc Falantie utworzyła barierę, która zapewniała im niewidzialność i ochraniała jednocześnie. [szyk, "jednocześnie ochraniała"]

[spacja po myślniku] Trzeba mu jakoś pomóc! – prawie krzyknęła, jednakże Rufus w czas zablokował jej usta swoją dłonią.

[spacja po myślniku] Nie wychylaj się, bo nie jesteśmy w stanie nic zrobić. [bez kropki, ale po "rzekł" kropka] – rzekł – Bądź spokojna. Patrząc na niego, [raczej bez przecinka] wiem, że jest to doświadczony wojownik, który walczył z niejednym silniejszym przeciwnikiem.

Były to może dwa czy trzy mrugnięcia, gdy padł ostatni przeciwnik. Nie zwlekali z czasem, jednakże mężczyzna znajdował się w takim stanie, że mógłby spowodować nieszczęście, gdyby nagle ktoś pojawił się w pobliżu. Zatem zbliżali się do niego powoli i po cichu. Wtem upadł. Wówczas pobiegli w jego stronę. [Zatem, wtem, wówczas... to wszystko po raz kolejny psuje ci efekt. Cokolwiek chciałeś tutaj osiągnąć, to raczej ci nie wyszło.]

– Sprawdzę jego stan – mówiąc to, odchyliła się i wyszeptała słowa w języku driad – Ghuteeya reu deand hueste cihil, desea Itteme ovhlik irn aasstem!. [Bez kropki na końcu]


– Co to było za zaklęcie? Skąd znasz język driad?! – zdziwił się Rufus.
– To modlitwa do Itteme, driady, która nadała początek ich rasie, o uzdrowienie zbłąkanego w lesie przyjaciela. Nauczyłam się go, gdy przebywałam w wymarłym już borze Illa Seeme. Wtedy to dowiedziałam się o swoich zdolnościach, kiedy opiekunka młodych deander wyczuła ode mnie dziwną aurę i mi o tym powiedziała. Po dokładniejszym zbadaniu otaczającej mnie energii, stwierdziła, iż mam predyspozycje do zostania jedną z nielicznych czarodziejek. Ale jak sam widzisz, mimo takich wróżeń, skończyłam jako tragarz-ochroniarz i teraz pomagam ci dostarczyć ten artefakt. Co to jest za przedmiot, że cenią go tak wysoko? – pytała, patrząc na rozszarpaną nogę mężczyzny – Dlaczego do transportu czegoś takiego, potrzeba tylko dwojga ludzi? [Ech, wut. Mają umierającego człowieka na rękach, a zaczynają się zwierzenia? Myślałem, że znają się wystarczająco długo... ]

*Sigh* Nie, nie będę słodził. Nie należy się tobie : P
Akapity. Akapity! Rozejrzyj się po innych tematach, one są wszędzie. Choć mówię to pierwszy raz nowemu userowi, ale jeżeli zamierzasz wrzucać opowiadanie fantasy, to nie powinieneś raczej czytać i komentować tekstów w fantasy, a nie w miniaturkach? Pal licho komentowanie, mógłbyś chociażby przejrzeć tematy, by zobaczyć, jak wyglądają wrzucane teksty.
Nazwy własne – źle, oj źle ich używasz i mieszasz je z nazwami pospolitymi. Dlaczego nazwy potworów i roślin są wielkimi literami, skoro to nie są ich imiona?
Opowiadanie jest puste. Brakuje w nim emocji. Tu ktoś zostaje ranny, tu ktoś ucieka i unika ataków. Nie da się uosobić z bohaterem. Z jednej strony robi uniki przed strzałami i magią, z drugiej strony podwija mu się noga jak ostatniej sierocie... Jakim cudem więc unikał ataków, skoro nie potrafi biec w miarę prosto? Walka także jest pozbawiona emocji. Musisz kupić czytelnika pięknymi opisami i niewymuszonymi wydarzeniami. Jeżeli jest walka, to niech zostanie okrążony, a nie skręca kostkę. To nie jest spójne. Najpierw zostaje rozproszony przez ból w kostce, później jego udo jest rozszarpywane i, zamiast być sparaliżowanym przez ból, miażdży pysk potwora. Zero konsekwencji IMO. To, że cały czas coś go boli nie sprawi, że jakoś bardziej przypadnie mi do gustu. Z drugiej strony po kiego wała cały czas gada do siebie? Well, prawdopodobnie kolejna charakterystyka tej postaci. W każdym razie dużo lepiej by to wyglądało w zwykłym opisie.
Dialogi też wydają się jakieś takie sztuczne. Próbujesz wrzucać niekiedy dziwne konstrukcje, jakby dopasowując ich sposób wypowiedzi do tego średniowiecznego (co zdarza się też i w opisach), ale IMO jeżeli nie robisz tego konsekwentnie, to opowiadanie jedynie na tym traci (zobacz "Wskrzeszenie" Vetali, tam jest to naprawdę świetnie zrobione). Nie wszystko powinno być zawarte w dialogu i nie wszystko można powiedzieć w danej sytuacji, bo wtedy dialog staje się nader sztuczny (vide historia Falantie podczas leczenia Esamotha).
Próbujesz zaskoczyć czytelnika, ale w jakiś dziwny sposób wszystko było przewidywalne. Już po sztucznych słowach "Wtem mężczyzna źle postawił lewą nogę" wiedziałem, że będzie walczył niczym potwór, w ostatniej chwili dając z siebie sto dwadzieścia procent, mimo bólu, który powinien powalić każdą żywą istotę (albo przynajmniej uniemożliwić jej trzeźwe myślenie).
Albo to może po prostu ja.

Naprawdę ciężko się czytało. Jest wiele zbędnych zwrotów, które utrudniają czytanie. Tworzysz otoczkę bohaterów, ale fakt, że >prawdopodobnie< główny bohater, Esamoth, najpierw jest przekozakiem, by po chwili był łamagą, wcale w tym nie pomaga. Popracuj nad sposobem przekazywania emocji. Całość czytałem niemalże mechanicznie, z każdą chwilą oczekując coraz mniej i mniej. Wiem, że to jest twoje pierwsze opowiadanie na forum, ale to jest po prostu moje odczucie. Inni być może powiedzą ci coś innego (może będą mieli rację), ale IMO skiepściłeś sprawę. Jeżeli miałeś mnie przyciągnąć do swojego opowiadania, to... nie bardzo ci się to udało.

Pracuj i szlifuj swój warsztat, to zawsze będzie ci procentowało w przyszłości. Jeżeli on leży, to nawet najciekawsza fabuła ci nie pomoże uratować całości.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#3
No to bierzemy opowiadanie na warsztat.
Jak już wspomniał epoN, Każdy porządny tekst ma wcięcia akapitów. Na naszym forum robimy je za pomocą tagu [p] na początku akapitu. Wygląda to tak, że piszemy:
[p]Nadchodziła noc.
a otrzymujemy:
Nadchodziła noc.

A teraz korekta:
(19-10-2014, 12:49)Bartek napisał(a): Rozdział Pierwszy

Tereny orków nigdy nie były sprzyjające dla wędrowników, jednakże po upadku orkowej stolicy Yer Valion, (wtrącenia wydzielamy z obu stron takimi samymi znakami, więc albo mają być dwa myślniki, albo dwa przecinki) stały się siedliskiem zła. Chłodne powiewy wiatru lekko zarzucały kruczo-stalowymi włosami, czasami przykrywając częściowo twarz doświadczonego mężczyzny, która już lekko pomarszczona oraz posiadająca szramę, (zbędny przecinek) biegnącą od lewego ucha do ust, widziała nie jedno zagrożenie.

Przygotował więc posłanie i używając magicznego zwoju (przecinek) rozpalił nieme ognisko, którego ogień (płomienie – bo zrobił się pleonazm "ogień ogniska") mógł być dostrzeżony tylko przez tego, kto użył zaklęcia.
– Ehh.. (wielokropek ma zawsze trzy kropki – nie ma znaku interpunkcyjnego zawierającego dwie następujące po sobie kropki) Kolejna cicha noc nie wróży dobrze – pomyślał Esamoth (przecinek) przygotowując się do snu.

– To zapewne magia – powiedział sam do siebie (przecinek) zrywając się na równe nogi. Wtem strumień energii przeleciał obok głowy mężczyzny. Nie zastanawiał się – musiał stanąć do walki z wrogiem, którego nie widział. (a tu mamy 7 tabulatorów i 10 spacji – po co?) Bełty i strzały magiczne nadlatywały z różnych stron, co zmniejszało szansę na chybienie.

Ów (Owe) stworzenia, mogące przeżyć tylko i wyłącznie na terenach leśnych, stanowiły jedną z kilku zagrożeń borów Vaal Reusen, pomijając Utopce małą literą) – wielkie wilki o zielonoszarej maści, które polują tylko na zwierzęta, (raczej myślnik) oraz Hyreny, zwane też Ostrodziobami (małymi literami), czyli drapieżne ptaki posiadające bardzo silną truciznę w dziobie.

W pewnym odstępie za nim znajdowały się trzy Narghule (małą literą), które starały się na wszelką cenę dopaść swoją ofiarę.

Ledwo zdążył wyciągnąć ostrze (przecinek) a został zaatakowany.

Zdołał odrzucić drugiego Narghula, kiedy to rzucił się na niego trzeci (...)

Okropny ból w nodze, który o sobie przypomniał, spowodował jego chwilową dezorientację i przyjęcie ataku na lewe udo. Mężczyzna wrzasnął z bólu (powtórzenie – za blisko siebie) i w przypływie adrenaliny złapał bestię za pysk i zmiażdżył go. Chwilę potem szybkim ruchem podciął tętnicę Narghulowi i upadł na ziemię z bólu.

– Na kurwy los! – wycedził przez zęby Esamoth (kropka i po myślniku dużą literą) – ażeby zostać tak poszarpanym przez zwykłe bestie. Cholera, starzeję się! Trzeba by poszukać jakiś (jakichś) ziół i zrobić opatrunek oraz usztywnienie. (bijesz kolejne rekordy – 13 tabulatorów i 9 spacji – na naszym forum i tak są ignorowane, ale mam pytania: "Po jaką cholerę Ci to w tekście? Po co je używasz?") Jak powiedział, tak też zrobił.

Poszukał wzrokiem jakieś drewnianej kłody i znalazł lagę, która znajdowała się dwanaście stóp od niego. Wziął głęboki oddech i przetoczył się w jej kierunku. Podpierając się na ladze, wstał i chwiejąc się (zbędna spacja) , ruszył na poszukiwania ziół. Ból rozprzestrzeniał się (o ile to możliwe, nie stawiamy 'się' na końcu zdania). Choć osobiście nie uważam powtarzane 'się' za powtórzenia, ale tu to już przesada. Choć nie zawsze można je pominąć, to w wielu przypadkach da się inaczej coś sformułować, np. zamiast "wstał i chwiejąc się, ruszył" można napisać "wstał i chwiejnym krokiem ruszył"

Mężczyzna jednakże nigdy nie wątpił w swoją szczęśliwą gwiazdę, tak więc i teraz nie zawiódł się (się nie zawiódł).

(...) jednakże nie zagrażał on już życiu. (kombinacja alpejska – 6 tabulatorów 9 spacji 3 tabulatory) – Ehh.. (co to za znak interpunkcyjny?) – westchnął (kropka i dalej dużą literą) – teraz moja noga przypomina leśną drogę po deszczu.

Nigdy dotąd nie widziałem tak pięknej gęstwiny.. (wiadomo) Czyżbym majaczył?

– Żadnego z ciebie pożytku.. karle.. (wiadomo) – wycedziła Falantie (kropka i dalej dużą literą) – ruszaj się (przecinek) bo inaczej nie zdążymy znaleźć schronienia przed nocą.

To ty jesteś olbrzymem! – zaśmiał się ledwo (a po polsku co to znaczy?), próbując złapać oddech.

– Spójrz tam! – rzekła dziewczyna (kropka i dalej duża literą) – ruiny!

Choć była to niewielka odległość, to ze względu na tygiel (to naczynie go uwierało? czy jak?) szli dosyć długo.

Tygiel. Cholerny tygiel (i znowu) – powtarzała (kropka i dalej dużą literą) – gdyby nie ta twoja przypadłość (przecinek) to bylibyśmy już na miejscu! – Wybacz mi – powiedział – ale to nie moja wina! Ciągle zapominasz, że ta choroba jest wypadkiem przy Twoich (małą literą) eksperymentach!

– Skąd miałam wiedzieć, że to przyniesie tak (taki) skutek? – tłumaczyła się dziewczyna (kropka i dalej dużą literą) – nie podejrzewałam, że eliksir, który miał pomóc pobudzić twoje hormony wzrostu (przecinek) spowoduje zmniejszenie pojemności płuc i ilości dostarczanego tlenu!

– Mam dość. Wracam. (zbędna kropka) – poinformował ze złością (kropka i po myślniku dużą literą) – nie będę słuchał twoich wywodów.

– Czekaj.. (wiadomo) Rufusie! Tam jest zbyt niebezpiecznie! – krzyknęła półgłosem (że co? może jeszcze napisz, że krzyknęła szeptem), podczas gdy łzy zaczynały spływać jej po policzkach. – Tak (przecinek) to moja wina.

zdziwił się bardzo Rufus (kropka i dalej dużą literą) – nie podejrzewałem, że masz na to odwagę.. (wiadomo)

Popatrzyli się (zbędne) na siebie i zabrali część swojego pakunku z pożywieniem, (...)

– Narghul! – pomyślała dziewczyna (kropka) – Zdaje się, że jestem dobrze wykończona (przecinek) skoro zmysły mnie zawodzą. – Pozwólmy mu przejść – szepnął chłopak (kropka i dalej dużą literą) – nie mamy z nim szans. Znaczy się.. (wiadomo) z jednym mamy szansę, ale pewnie dobrze wiesz, że one żyją w grupach.

Falantie posłuchała się (zbędne) towarzysza, co było kolejnym dziwem dla niego, gdyż już gotował się (przecinek) by rzucić się na stwora (przecinek) przypuszczając, że go nie posłucha.

(spacja)Trzeba mu jakoś pomóc! – prawie krzyknęła, jednakże Rufus w czas zablokował jej usta swoją dłonią. –(spacja)Nie wychylaj się, bo nie jesteśmy w stanie nic zrobić. (zbędna kropka) – rzekł (kropka) – Bądź spokojna.

– Sprawdzę jego stan (kropka i dalej dużą literą) – mówiąc to, odchyliła się i wyszeptała słowa w języku driad (dwukropek)

Wtedy to dowiedziałam się o swoich zdolnościach, kiedy opiekunka młodych deander wyczuła ode (u) mnie dziwną aurę i mi o tym powiedziała. Po dokładniejszym zbadaniu otaczającej mnie energii, (zbędny przecinek) stwierdziła, iż mam predyspozycje do zostania jedną z nielicznych czarodziejek.

Podstawowe błędy w formatowaniu tekstu – i nie mówię tu o wersja na forum, ale o stosowaniu wielu spacji i tabulatorów. Pisząc w edytorze tekstu absolutnie nie potrzebujemy tabulatora – jest to klawisz do poruszania się między okienkami, a nie do formatowania tekstu.
Ogromne mnóstwo "się" – musisz zwrócić na to uwagę.
Zapis dialogów:
http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...logow.html
Pisanie nazw pospolitych dużą literą to częsty błąd.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#4
Nie jest to może poważny błąd, ale ściągnięcie wodzy przeważnie zatrzymuje konia, więc prowadzenie go dalej do drzewa trochę zgrzyta. Konie skręcają pod naciskiem łydki i wychyleniu ciała jeźdzca.
Gdyby koń Esamotha biegł spłoszony, to faktycznie silniejsze działanie wodzami może zmienić kierunek.

Bardzo ciezko jest opisywać kierowanie koniem, kiedy się nie jeździ i błędy w opisach popełniają nawet dobrzy pisarze. A przeciętny czytelnik nawet się nie zorientuje, bo też się na tym nie zna. Dlatego nie jest to poważny błąd. Ale warto dążyć do doskonałości w swoim pisarskim warsztacie, nieprawdaż?
Innym takim błędem jest pozostawianie koni nierozklubaczonych na noc. Drużyna zrywa się ze snu, wskakuje na konie i ucieka. Tylko założenie siodła i ogłowia trochę trwa, nie da się tego zrobić w panice. Co innego krótki popas – tu koń może odpocząć z siodłem.
Pisarz często traktuje konia jak samochód. A to przecież zwierzę, które musi odpocząć. Nie jest w stanie biec nieprzerwanie nawet 8 godzin. Koń jest szybki, ale w rzeczywistości tylko na krótkich dystansach. Dlatego gońcy pocztowi zmieniają konie na popasach. Dlatego rycerz miał zapasowe luzaki w poczcie. Na jednym koniu człowiek dziennie pokona taki dystans, jak dobrze wyszkolony piechur. Maksymalna średnia prędkość dzienna konia to ok. 10km/h. A przecież 100 km w jeden dzień robią na własnych nogach ludzie biorący udział w biegach survivalowych.
Czasem pisarze zapominają, że pracujący koń samą trawą się nie wyżywi, potrzebuje wysokoenergetycznego ziarna. Aby najeść się trawą, koń musiałby się paść wiele godzin.

Może napisać tak:
Esamoth skierował konia do najbliższego drzewa. Zszedł z siodła i zaczepił wodze o niską gałąź. ?

***
Kolejny nie-błąd. Szrama od ust do ucha :) To już się staje kalką narracyjną. Czasem dobrze wymyślić inne oszpecenie – brak oka, nosa, ucha.

***
Chłodne powiewy wiatru lekko zarzucały kruczo-stalowymi włosami, czasami przykrywając częściowo twarz doświadczonego mężczyzny, która już lekko pomarszczona oraz posiadająca szramę, biegnącą od lewego ucha do ust, widziała nie jedno zagrożenie.

To zdanie jest zdecydowanie zbyt długie i skomplikowane. Na końcu jego lektury mozna odnieść wrażenie, że to szrama widziała niejedno zagrożenie.

"Chłodne powiewy wiatru lekko poruszały z siewiejącymi, ciemnymi włosami mężczyzny, na przemian odsłaniając i zakrywając straszliwą szramę, biegnącą od lewego ucha do ust. Zniekształcona twarz świadczyła, że Esamoth widział i przeżył niejedno zagrożenie."

Kruczo-stalowe – trochę egzaltowanie brzmi.

***
– Ehh.. Kolejna cicha noc nie wróży dobrze – pomyślał Esamoth
Bo? Ja pomyślałabym, że brak jęków upiorów, złowrogiego trzaskania gałęzi to akurat dobry objaw :D

***
Opis ataku i obrony jest za bardzo statyczny.

– Ehh.. Kolejna cicha noc nie wróży dobrze – pomyślał Esamoth przygotowując się do snu. Nagle rozległ się skowyt. Koń stanął dęba, zerwał wiązanie i ruszył w zachodnim kierunku.
– To zapewne magia – powiedział sam do siebie zrywając się na równe nogi.


Koń ruszył w zachodnim kierunku? Wychodzi, jakby celowo go obrał. Nie lepiej: "Koń gwałtownie poderwał głowę zrywając się z uwięzi i pognał na oślep w ciemny las."
Dlaczego nie stanął dęba? Jest to pozycja dominacji a nie strachu. Wystraszony najwyżej wierzga. Konia pod siodło nie uczy się stawania dęba, wręcz przeciwnie, wykorzenia się mu ten narów (poza końmi szkoły hiszpańskiej).

Aby przypadkowo społoszony koń nie uciekał szybko najczęściej mu się pęta nogi na czas odpoczynku.

Reakcja bohatera na nagłą ucieczkę konia jest bardzo spokojna, nie uważasz?

"Co do cholery!? Magia? Esamoth zerwał się na równe nogi.

***
Ów stworzenia,

Owe stworzenia

Wtrącenie encyklopedycznego opisu tych stworzeń w czasie walki spowalnia ci tempo akcji.
Albo opiszesz je wcześniej, jako fragment rozmyślań bohatera o zagrożeniach lasu, albo użyjesz szczątkowych określeń w trakcie opisu walki, typu "Zanurzył długie kły w ciele przeciwnika" , "światło gwiazd odbiło się w czarnym, oślizgłym cielsku stwora"

***

Padł jeden z ich ludzi.

Chciałam zauważyć, że bohater został zaatakowany znienacka, nie wie, kto go atakuje, przeciwnika nie widzi.
Jesteś pewny, że widziałby, że to ludzie, jak i sam moment śmierci, aby to opisać? To, że prowadzisz narrację trzecioosobową, nie znaczy, że nie oglądasz scen z perspektywy bohatera.

"Ludzki wrzask przeszył powietrze. Narghul dopadł swą ofiarę".

***
Walka bohatera z Narghulami niestety jest też mało dynamiczna. Niektóre zdania są niezbyt dobrze napisane.
"Ledwo zdążył wyciągnąć ostrze a został zaatakowany. Pierwszy, który go dopadł, został ugodzony w klatkę piersiową, jednakże drugi zaszedł Esamotha od tyłu i ten poczuł ostry ból na swoich plecach."

Podziel to na osobne zdania. Krótkie, emocjonujące. Pokazujące wysiłek fizyczny, strach.
Bohater miał szczęscie, że stwory atakują po kolei :)

***
Ehh.. – westchnął – teraz moja noga przypomina leśną drogę po deszczu.
?

W sumie sensowniej byłoby gdyby sobie najpierw zatamował krwawienie na. robiąc opaskę zaciskową, a potem szukał roślin na opatrunek.
I nie bał się chodzić po lesie, gdzie czają się te wszytskie stwory?
***

Upadł. Upadł prosto na otwartą ranę,

Niestety nie można tak tego opisać. W końcu rana nie leży na ziemi, by w nią upadać.

***
zaśmiał się ledwo,

czyli jak?
***
Choć była to niewielka odległość, to ze względu na tygiel szli dosyć długo.

Jeśli tygiel to choroba, winno być zapisane:
"Choć była to niewielka odległość, to ze względu na tygiel karła szli dosyć długo. "

***
pordzewiały na ostrzu i z uszkodzoną klingą miecz będący ich jedyną bronią,
Straszne z nich fleje, skoro nie potrafią zadbać o swoją broń, oczyścić z rdzy, naostrzyć.

***
Patrząc na niego, wiem, że jest to doświadczony wojownik, który walczył z niejednym silniejszym przeciwnikiem. Przeczekamy tutaj i ujrzymy na własne ślepia, jak potoczy się batalia.

Rufus ma zapędy na bycie bardem.
Nie mógłby rozmawiać bardziej naturalnie?
Czy oni nie przejawiają żadnego strachu przed stworami?
Bo jakoś sobie tak beznamiętnie podglądają rzeź.
I nawet ich nie zastanowiło, dlaczego mężczyzna porusza się dwa razy szybciej niż normali ludzie?

***
Poszli pomóc rannemu bohaterowi. Ale zapomniałeś, ze bohater szwendał się po lesie szukajac uzdrawiającej rośliny.

***
Wykład o driadach jest nieadekwatny do sytuacji. Dziewczyna się przechwala zamiast zajac się rannym?
Odpowiedz
#5
Bartek napisał(a):Tereny orków nigdy nie były sprzyjające dla wędrowników
Kogo?
Cytat:kruczo-stalowymi włosami
Mam problem z wyobrażeniem sobie tych włosów.
Cytat:twarz doświadczonego mężczyzny,
Doświadczonego w czym? Jesli chodzi o sam wiek, to nie jest to dla mnie szczególnie szczęśliwy dobór słowa.
Cytat:– Ehh.. Kolejna cicha noc nie wróży dobrze
Dlaczego?
Cytat:Nagle rozległ się skowyt. Koń stanął dęba, zerwał wiązanie i ruszył w zachodnim kierunku.
– To zapewne magia – powiedział sam do siebie zrywając się na równe nogi.
Kto? Koń?
Cytat:Bełty i strzały magiczne nadlatywały z różnych stron, co zmniejszało szansę na chybienie.
Jeśli o szansach mowa, skupiłbym się na szansach Esamotha, inna sprawa, że cało to zdanie brzmi dosyć koślawo.
Cytat:trzy Narghule
Dlaczego z dużej litery?

Ogólnie – kalkujemy wiedźmina, prawda?
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#6
Łatwo pogubić się w długich, wielokrotnie złożonych zdaniach. Wydaje mi się, że tekst był pisany bez żadnych poprawek, gdyż jest wiele błędów w konstrukcji zdań, co czyni opowiadanie trudnym do czytania.
Jednakże, fabuła jest interesująca, choć, jak dla mnie wszystko dzieje się zbyt szybko, brakuje mi opisów samego miejsca akcji.
Co do słów:
– Ehh.. Kolejna cicha noc nie wróży dobrze."
Mam nadzieję, iż w kolejnych rozdziałach wyjaśni się, dlaczego główny bohater uważa ciszę za złą wróżbę.
I na koniec raz jeszcze się czepię – opisy, opisy, i jeszcze raz opisy. Opowiadania o narracji trzecioosobowej powinny być w nie bogate (a przynajmniej ja tak uważam). Ciężko jest wyobrazić sobie cokolwiek nie znając żadnych konkretów.
Życzę powodzenia przy przelewaniu na klawiaturę pozostałej części tej historii i z całego serca liczę, że całość tego opowiadania znajdzie się na forum.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Wiele już zostało powiedziane, a ja postaram się dorzucić jeszcze coś nowego. Fantastyka. Stworzyłeś sobie świat typu magia, potwory i bohaterowie. To zapowiada zaciekłe walki, niesamowite przygody, brawurowe ucieczki itp. Mamy nawet jakieś zaczątki drużyny, Esamoth, Rufus i Falantie. Tym, czego brakuje, jest cel. Bohaterowie muszą mieć jakieś motywacje, które nimi kierują. Nie mogą być tylko losowo poruszającymi sie cząsteczkami, które raz po raz trafiają na potwory lub humanoidalnych przeciwników. U Ciebie tego nie ma. Wyprawa eskortująca artefakt Rufusa i Falantie nie wydaje się być dostatecznie ważna dla bohaterów, by mogła stać się ich celem. Dlatego nie czytało mi się zbyt przyjemnie, trochę jakbym oglądał walkę bokserską, w której stawką są dwa złote i cukierek.

Dość dużo też zgrzytów w tekście, nielogicznych stwierdzeń, błędów językowych. Generalnie wypada poprawić warsztat. Na szczęście dużo o tym było napisane już wcześniej, więc ja już sobie dam spokój.

Wydaje mi się jakby ten tekst jeszcze na poważnie się nie zaczął. Drużyna dopiero się spotkała. Zapowiada się, że kontynuacja może być długa. Zobaczymy, co przyniosą kolejne części.
Odpowiedz
#8
Po pierwsze trochę pogubiłam się podczas czytania niektórych dialogów.
Cytat:Przeczekamy tutaj i ujrzymy na własne ślepia, jak potoczy się batalia. Nie możemy mu pomóc, bo pogorszymy tylko jego sytuację, zrozum. Proszę.Były to może dwa czy trzy mrugnięcia, gdy padł ostatni przeciwnik. Nie zwlekali z czasem, jednakże mężczyzna znajdował się w takim stanie, że mógłby spowodować nieszczęście, gdyby nagle ktoś pojawił się w pobliżu. Zatem zbliżali się do niego powoli i po cichu. Wtem upadł. Wówczas pobiegli w jego stronę.
Tu na przykład jeden z bohaterów coś mówi, a po kropce mamy już narracje. Utrudnia to zrozumienie całości ponieważ po skończeniu wypowiedzi, a przed zaczęciem narracji zazwyczaj stawia się myślnik. Na akapity inni już zwrócili ci uwagę.

Po drugie opisy.
Cytat:Narghule – czarne stworzenia mające staw łokciowy w odwrotnym kierunku do ludzkiego, o podłużnych obślizgłych twarzach, na których poza czarnymi wyłupiastymi ślepiami oraz ostrymi kłami widoczne są dwa nosy o ogromnych rozmiarach. Ów stworzenia, mogące przeżyć tylko i wyłącznie na terenach leśnych, stanowiły jedną z kilku zagrożeń borów Vaal Reusen, pomijając Utopce – wielkie wilki o zielonoszarej maści, które polują tylko na zwierzęta, oraz Hyreny, zwane też Ostrodziobami, czyli drapieżne ptaki posiadające bardzo silną truciznę w dziobie.
Oba są zbyt podręcznikowe, nudzą zamiast dodawać scenie dramatyzmu. Opisy Utopców i Hyren wydają się trochę nie potrzebne skoro żadne z tych stworzeń nie pojawi się w najbliższym czasie. W oczy razi też niezachwiany spokój człowieka który walczy na śmierć i życie ze stadem potworów i zostaje ranny.

Według mnie bohaterowie opowiadają o sobie na siłę. Temat driad i choroby Rufusa mógłby na przykład wypłynąć w dużo bardziej pasującym momencie jak rozmowa z rannym.
Odpowiedz
#9
Szczerze mówiąc przypomina mi to mój pierwszy tekst.
Przykro mi to stwierdzić ale straciłem zainteresowanie zaraz na początku.
Klimat niby fajny. Zaczynam czytać i czytam tą samą linijkę trzy razy.
Opis bestii, o czym inni wspomnieli, nudzi. Cała akcja dzieje się ot tak bez celu (bo tak!).
Mimo wszystkich przeciwności przeczytałem. Wszystko takie poplątane. Tu jakaś magia do rozpalania ognisk. A czemu nie ma nic do leczenia ran?
I główne pytanie z kim on walczył? Z ludźmi czy z bestiami? Czy z tymi i tymi?
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości