Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Słowa kłamią
#1
Spoiler:


"Słowa kłamią"


Dziewczyna podeszła do fotela i usiadła na nim, podciągając kolana pod brodę. Naciągnęła rękawy na dłonie, położyła ręce na nogach i ułożyła wygodnie głowę, po czym utkwiła spojrzenie ciemnozielonych oczu w mężczyźnie w średnim wieku zajmującym miejsce naprzeciwko.
– Co byś chciała? – spytał facet, patrząc uważnie znad okularów.
– Kawę. Z mlekiem, ale gorzką.
Przez dłuższą chwilę milczeli, obserwując się. W końcu mężczyzna odchrząknął, gdy kelnerka zabrała zamówienie.
– Chciałaś przyjść w neutralne miejsce, więc oto jesteśmy – powiedział. – Ale dalej nic nie mówisz.
– Słowa nie mają sensu, więc po co strzępić język? Och, zapomniałam. Przecież to twoja praca – odpowiedziała znudzona dziewczyna.
– Nie próbuj wyprowadzić mnie z równowagi, Maju.
Dziewczyna nazwana Mają roześmiała się. Jej śmiech brzmiał sztucznie, wymuszenie. Niemal mechanicznie.
– Nie uda ci się. Jestem naprawdę cierpliwym człowiekiem.
– Więc o czym chciałeś porozmawiać?
Kelnerka przyniosła kawę, Maja zmieniła pozę i usiadła teraz ze skrzyżowanymi nogami. Z wciąż naciągniętymi rękawami sięgnęła po filiżankę.
– Przed chwilą powiedziałaś, że słowa nie mają sensu. Może od tego zaczniemy?
Dziewczyna westchnęła i osunęła nieznacznie w dół.
– Słowa kłamią. Wszystkie. Nie przekazują nawet połowy prawdy – rzuciła znudzona, jakby tłumacząc najprostszą oczywistość.
– Czyli teraz też kłamiesz, tak?
– Bawimy się w paradoksy? – spytała ożywiona Maja. – O, znam kilka takich zagadek. Co było pierwsze, jaj...
– Przestań – uciął spokojnie mężczyzna. – Rozmawiamy poważnie. Jeśli wszystkie słowa kłamią, to jakim cudem ludzie mogą przekazać sobie prawdę? Chcę, żebyś mi to wyjaśniła. Bez żartów.
Przez dłuższą chwilę dziewczyna wpatrywała się w swój napój, zaciskając mocno usta. Nie lubiła mówić. Nie lubiła kłamać. Nie lubiła nie być sobą.
– Prawda tkwi w drobnych gestach. W tym, nad czym się nie zastanawiamy.
– Możesz mi to wyjaśnić?
– Weźmy na przykład tę kelnerkę. Jest miła, uśmiechnięta i w ogóle. Pełen profesjonalizm. Ale jej makijaż jest stanowczo zbyt wyrazisty, w dodatku lekko rozmazany. Nie ma obrączki, ale wciąż ma po niej ślad... Dowiedziała się, że mąż ją puścił bokiem.
– Może umarł? A może jest po rozwodzie?
– Gdyby umarł, nie byłoby jej dzisiaj w pracy. Po rozwodzie by nie płakała, tylko chodziła zgorzkniała. Spójrz na tego śmiesznego człowieczka za tobą.
Mężczyzna obrócił się, przypatrując starszemu, schorowanemu jegomościowi siedzącemu przy stoliku pod ścianą. Popatrzył z powrotem na dziewczynę.
– Co z nim?
– Siedzi tu już długo, a wciąż nic nie zamówił.
– Może czeka na kogoś, nie pomyślałaś o tym?
– Gdyby czekał, zerkałby na zegarek. Zamiast tego, po prostu siedzi. Kelnerka do niego nawet nie podchodzi, więc musi być tutaj stałym gościem. Jest sam, w tym wieku zapewne większość jego przyjaciół czy znajomych leży już pod ziemią. Nie oszukujmy się, umierają coraz młodsi ludzie. Jest sam. Potrzebuje towarzystwa, dlatego tu przychodzi.
– Jeszcze jakiś przykład?
– Nie wiem już, jak jeszcze mam ci to wyjaśnić, żeby było prościej – odpowiedziała z rezygnacją. – Spróbujmy w ten sposób. Była sobie kiedyś dziewczynka. Mała dziewczynka o rumianej, nieco pucołowatej twarzyczce, wielkich, zielonych oczach i z dwoma blond warkoczykami związanymi błękitnymi wstążkami. Uśmiechała się, nawet bardzo często. Inne dzieci ją lubiły, dziewczynka była gadatliwa. Pewnego dnia ojciec dziewczynki umarł, jej mama zaczęła pić z żalu i znęcać się nad dziewczynką. Ale dziewczynka kochała mamusię, więc wciąż się uśmiechała. Nie chciała, by ktoś zabrał gdzieś którąkolwiek z nich. Uśmiech nie schodził z jej twarzy. Dorosła. Miała mnóstwo przyjaciół, była popularna wśród chłopaków. Uchodziła za ładną, ale... No właśnie. Zawsze nosiła długie rękawy... I nikogo nigdy to nie zainteresowało. W końcu się uśmiechała.
– Nadużywasz słowa "uśmiech". To ma dla ciebie jakieś szczególne znaczenie? W końcu miałaś mówić o tym, że słowa kłamią.
– Cóż. Uśmiech to fałszywy grymas. Nie ma chyba nic bardziej dwulicowego. Pomyśl, ta dziewczynka ciągle się uśmiechała. Cięła się, więc krzyczała, płakała... Ale na jej twarzy gościł uśmiech. Była inteligentna swoją drogą. Znała zasady, wiedziała, na co może sobie pozwolić. Cięła w poprzek, wołając o pomoc. Nikt jednak tego nie słyszał. Wszyscy woleli wierzyć w jej uśmiech i słowne zapewnienia, że wszystko gra. Niedawno znów to zrobiła. Miała szczęście, że ją w końcu znaleziono... To chyba pierwszy raz, gdy ktoś popatrzył poza jej głos i zrozumiał, że słowa kłamią.
– Jesteś tego absolutnie pewna?
– A co to jest za pytanie?
Mężczyzna zdjął okulary i położył je na stole. Zaniepokojona dziewczyna poruszyła się w fotelu. Przeszedł ją dreszcz. Coś całkowicie nie pasowało, ale nie potrafiła zdefiniować, czym było owo "coś".
– Podwiń rękawy.
Odstawiła filiżankę na blat i drżącą ręką podwinęła rękaw bluzy. Ze zdumieniem zauważyła, że wokół nadgarstka lewej dłoni ma owiniętą błękitną wstążkę.
– Sama to powiedziałaś – rzekł grobowym tonem mężczyzna. – Słowa kłamią, prawda?
Prawa ręka dygotała coraz bardziej, gdy dziewczyna rozwiązywała tasiemkę. Serce zaczęło jej mocniej bić, lecz roześmiała się cicho. W nagle pustym pomieszczeniu rozbrzmiał jej sztuczny, nierealny śmiech, zniekształcony i zwielokrotniony przez echo. Pomieszczenie było zimne i obce. W wielkich, zielonych oczach dziewczyny błyszczały łzy.
– Maju, czy jesteś pewna, że dziewczynka została znaleziona?
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Intrygujący tytuł i zaskakujące zakończenie połączone z ciekawą treścią daję bardzo interesujący efekt. Myślę, że udało Ci się go osiągnąć. Czyta się przyjemnie i płynnie, chociaż wybrałaś niełatwy temat.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#3
Przyznam szczerze, że miałam inny pomysł na zakończenie. Miałam zamiar zrobić z tego nieco delikatniejszą historię, ale... Jak to zwykle bywa, w ostatniej chwili mnie naszło i stwierdziłam, że z sobą walczyć nie będę ;)
Dziękuję za miłe słowa. Ciepło się robi na sercu, zwłaszcza ze świadomością, że niedługo zawita tutaj Vet i zapewne znajdzie setkę błędów, o których ja nie mam pojęcia ;)
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#4
Nie ma sprawy, tekst jest naprawdę dobry.
Po przeczytaniu, nie mogę wyobrazić sobie innego zakończenia, zbyt mocno podoba mi się efekt końcowy, żeby myśleć o innym, delikatniejszym rozwiązaniu tej miniatury.

(16-10-2014, 16:46)Ginger napisał(a): Ciepło się robi na sercu, zwłaszcza ze świadomością, że niedługo zawita tutaj Vet i zapewne znajdzie setkę błędów, o których ja nie mam pojęcia ;)

...a zaraz po niej StuGraMP i odnajdzie przeoczone przez Vetalę i Ciebie błędy, a w każdym razie u mnie tak było. ;)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#5
Wcześniej jeszcze pokaże się Nawka z milionem powtórzeń, i wtedy nadejdzie Stu używając mocy ^.^
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#6
Każdy znajdzie coś dla siebie. :)
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(16-10-2014, 13:43)Ginger napisał(a): Naciągnęła rękawy na dłonie, położyła ręce na nogach i ułożyła wygodnie głowę, po czym utkwiła spojrzenie ciemnozielonych oczu w zajmującym miejsce naprzeciwko mężczyźnie w średnim wieku. (szyk – zmieniłabym na 'w mężczyźnie zajmującym miejsce naprzeciwko.')

– Co byś chciała? – pyta (skoro piszesz w czasie przeszłym to będzie "spytał, zapytał") facet patrząc uważnie znad okularów.

Mała dziewczynka o rumianej, nieco pucołowatej twarzyczce o(dałabym przecinek i bez 'o') wielkich, zielonych oczach i z dwoma blond warkoczykami związanymi błękitnymi wstążkami.

Była inteligentna,(bez przecinka) swoją drogą.

Coś całkowicie nie pasowało, ale nie potrafiła zdefiniować, czym było owe(owo, owe – liczba mnoga) "coś".

Bardzo dobrze napisany tekst, mocny emocjonalnie o trudnej tematyce. Zakończenie bardzo dobre i całkowicie zgodne z rzeczywistością. Traumy opowiada się jako cudze, nigdy własne.
Nawet powtórzeń nie znalazłam, o zgrozo, zbyt wiele :D.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#8
Patrz, Nawciu, ubiegłaś nasze planowanie ;) Myślałam, że Vet będzie tutaj przed Tobą ;)
Błędy poprawione, mam nadzieję :P Kilka powtórzeń jest zamieszczonych planowo, że tak powiem :)

Dziękuję za poświęcony czas i nieco większy wysiłek niż Trice i epoNa :D <3
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#9
(16-10-2014, 13:43)Ginger napisał(a): – Co byś chciała? – spytał facet(przecinek) patrząc uważnie znad okularów.

Dziewczyna, nazwana Mają, (Nietraktowane jako wtrącenie według mnie lepiej by brzmiało) roześmiała się.

– Cóż. Uśmiech to fałszywy gest. (Gest według swojej definicji jest ruchem ręki, nie jest więc gestem uśmiech.) Nie ma chyba nic bardziej dwulicowego.

Jestem i ja. I to, co jeszcze znalazłam. :P

Cóż, miniaturka istotnie ma w sobie to coś. Bardzo mi się spodobał ten opis rozmowy, to, w jaki sposób opisałaś swego rodzaju grę między bohaterami... Ich zachowania i sposób mówienia dobitnie potwierdzają tytuł. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#10
A jakże, oto jestem :)

Ciekawe zakończenie. Co prawda nic porywającego ani zwalającego z nóg, ale godne zainteresowania i polecania innym.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości