Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Błądzący
#1
Pierwsze dwie strony z Worda, które są chyba jako takie.
Chyba.

Błądzący

Osławione krasnoludzkie czarne wino, przez śmieszków zwane niskim, okazało się całkiem niezłe, chociaż pozostawiało posmak mułu w ustach i kilka ziarenek piasku po każdym łyku. Nie zwróciłem na to jednak uwagi, domyślając się, że właścicielka podziemnej gospody powinna lepiej czyścić kufle i zabezpieczać beczki. Tak czy siak, szklanica pełna idealnie czarnej substancji w mojej dłoni była podobno niesamowicie popularna wśród krasnoludów, w co jednak zwątpiłem już jakiś czas temu, gdy jeden z nich wyznał mi, że to świństwo piją tylko z powodu tradycji. No ale raz się żyje, więc do dna. Pozostawiający w gardle uczucie zimna płyn miał cenę odrobinę większą, niż się tego spodziewałem, co skutecznie ograniczyło nasz wybór miejsc do spędzenia dzisiejszej nocy. Zresztą moja nadzieja, że ktoś nas przyjmie za kilka pozostałych srebrniaków była praktycznie martwa i zacząłem się psychicznie przygotowywać do snu na zmiany w jednym z ciemnych zaułków tego wyludnionego miasta.
— To złe miejsce dla mnie — powiedział chrapliwy, kobiecy głos z wnętrza kufla naprzeciwko. — Wiesz, jak niziołki traktują smoczy lud.
— Tia — wymamrotałem, biorąc kolejny łyczek, bo zbyt duże przyprawiały mnie o mdłości, i rozejrzałem się po rozległym pomieszczeniu.
Podziemna karczma, pewnie zajmująca miejsce dawnego magazynu, była całkiem przytulna. Kwadratowa sala o niskim suficie, para dużych, drewnianych stołów, kilkanaście ich mniejszych pobratymców i armia małych krzesełek dla krasnoludów, z których tylko kilka nadawało się dla wyższych ras. W samym centrum spore palenisko oświetlało wszystkich pomarańczową poświatą, nie dusząc bywalców tylko dzięki zakratowanemu otworowi w kamiennym suficie nad nim. Oprócz tego jedynymi źródłami światła były okazjonalne świeczniki, do których zaliczyła się gruba, oblepiona woskiem świeca na naszym stoliku.
— Musimy znaleźć jakieś miejsce na noc, chociaż wątpię, by ktoś nas wziął. Prawdę mówiąc, możemy się określić mianem żebraków. — Zerknąłem na biały bandaż wokół jej talii. — Co z twoim brzuchem?
— Nic mi nie jest, przejdzie z czasem, nie martw się — wyrecytowała swoją formułkę, zatrzymując wzrok na innych gościach karczmy. — Teraz spójrz na płaszcze tych osobników, Mal — wskazała zakończonym szponem palcem na głośno ucztującą grupkę krasnoludów kawałek od nas. — Widzisz ten biały symbol? Koło zębate na czarnym polu. Klan jakiś tam, nie znam nazw tych głupich skrzatów, ale powszechnie wiadomo, że brali udział w wojnie przeciwko mojej rasie. Powiedz mi zatem — utkwiła we mnie szafirowe oczy — dlaczego przywiodłeś mnie akurat tutaj?
— Kiri, proszę cię. Ta wojna skończyła się jakieś dwa wieki temu i wcale nie widzę, aby tutejsi chcieli ci się teraz rzucić do gardła z jej powodu. — Dobiegł nas głośny toast i dźwięki uderzanych o siebie metalowych kielichów. — Daj temu spokój.
— Nie. Smoki nie mnożą się jak krasnoludy i ludzie — odpowiedziała mi chłodnym głosem. — Gdyby ktoś najechał twoje ludzkie państewko i wybił więcej niż połowę populacji, to raczej nie darzyłbyś go sympatią.
— Ale to już przeszłość... Jakkolwiek tragiczną by nie była, należy już do historii. Nie zmienisz dawnych dziejów — dodałem z westchnieniem, nie pierwszy raz słuchając jej wyrzutów na ten temat.
— Nie rozumiesz, Mal — odwarknęła, znacząc kamienną powierzchnię stołu płytkimi rysami szponów. Podłogę pewnie też, bo te u jej stóp były nieco większe. — Nie rozumiesz, że mój lud nigdy nie będzie tak liczny jak kiedyś, a winowajcy zabawiają się kilka kroków ode mnie, tylko kusząc swoją nieświadomością...
— Raczej dzieci dzieci winowajców, jak ich określasz, którzy musieli służyć w armii. Nie rób nic pochopnego, smoczyco, proszę cię. — Podsunąłem jej nietknięty kufel. — Wino remedium na życie, najważniejsze do czego doszedłem w Akademii — skończyłem z nieco sztucznym chichotem, próbując wyrwać ją z nieprzyjemnego stanu.
W odpowiedzi otrzymałem tylko wzburzone spojrzenie niebieskich oczu i nadąsaną minę, nie wzruszoną medycznym dowcipem, zresztą kiedyś całkiem popularnym.
Umilkłem więc, nie wiedząc, co powinienem mówić dalej. To nie był pierwszy raz, gdy Kiri zmieniała się w zupełnie inną osobę z powodu obecności czy byle wzmianki o krasnoludach. Za każdym razem chłód i bezduszność przeganiały gdzieś jej przyjazny i ciepły charakter, co zwykle napawało mnie lodowatym strachem. Głównie z powodu gwałtowności smoczycy, którą od "skrzatów" dzieliło kilka kroków. Ledwie moment, a na skutek złej decyzji, ataku pokierowanego uczuciami i dumą, a do tego moją próbą zatrzymania tej bestii, gdy jest w środku walki, oboje skończylibyśmy na szafocie. Albo i wcześniej, na podłodze gospody, gdyby krasnoludy nie zamierzały się patyczkować, co zresztą mają w zwyczaju.
— Czasami mnie przerażasz — wyszeptałem cicho, zdając sobię sprawę, że smoczyca i tak mnie słyszy, co potwierdziło drgnięcie jej długich uszu.
Zamilknęliśmy, popijając trunek i w ciszy zerkając na ucztujący oddziałek krasnoludzkich żołdaków, wypełniających pomieszczenie śmiechem i wesołymi okrzykami. Ku mojej uldze, napięta atmosfera ulotniła się gdzieś razem z ubywającym winem, które nie było aż tak mocne, jak się tego obawiałem. Wywołało to we mnie pewne podejrzenia co do proporcji zawartej w nim wody i alkoholu, ale nie zamierzałem się wykłócać z gospodynią, bo to małe oszukaństwo zapewne ocaliło mnie od stanu nietrzeźwości.
Tak czy inaczej, ogień wewnątrz mojej towarzyszki chyba się nieco zmniejszył, bo w jej dużych, błyszczących oczach nie było już gniewnych błysków, a szpony nie rysowały stołu.
— Smoki też potrafią się bawić — zaczęła mówić, biorąc podsunięty przeze mnie kufel i pokazując kły w nieco wymuszonym, ale szczerym uśmiechu. — Ale robimy to inaczej, w bardziej dziki, gwałtowny i niebezpieczny dla postronnych sposób. Może ci kiedyś pokażę. — Roześmiała się, widząc mój zaciekawiony wyraz twarzy. — A twój pierwszy argument blednie przy pewnym fakcie niechybnie zapomnianym. Za wejście do miasta zażądali ode mnie podwójnej stawki. Ba, musiałam się wykłócać z wartownikami, upewniając ich, że nie jestem szpiegiem, a ten przygłuchy dziesiętnik nazwał mnie rogatym elementem podejrzanym. Chociaż przyznam staruszkowi, że odrobinę pasuje.
— Z tego, co wiem, to chcieli zapłaty za zajmowane miejsce w cytadeli, o ile mielibyśmy tam zostać na czas Lodu — odpowiedziałem, przypominając sobie rozmowę z wartownikiem. — Szkoda tylko, że mierzą ją według wzrostu i... właśnie zajmowanej przestrzeni.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(08-10-2014, 22:34)bananawarlord napisał(a):
Błądzący
Z resztą(Zresztą – w sensie 'poza tym', z resztą – w sensie 'z pozostałą częścią'. W tym zdaniu będzie 'zresztą')) moja nadzieja, że ktoś nas przyjmie za kilka pozostałych srebrniaków była praktycznie martwa i zacząłem się psychicznie przygotowywać do snu(przecinek, jeśli traktujemy 'na zmiany' jako wtrącenie, jeśli nie, to po tym wyrażeniu bez przecinka – ja bym obstawiała to drugie) na zmiany, w jednym z ciemnych zaułków tego wyludnionego miasta.

— To złe miejsce dla mnie — powiedział głos z wnętrza kufla naprzeciwko — Wiesz(przecinek) jak niziołki traktują smoczy lud.

W samym centrum spore palenisko oświetlało wszystkich pomarańczową poświatą, nie dusząc bywalców tylko dzięki zakratowanemu otworowi w kamiennym suficie nad nim,(bez przecinka) połączonego zapewne z głównym kominem kamieniczki nad naszymi głowami.

— Musimy znaleźć jakieś miejsce na noc, chociaż wątpię(przecinek) by ktoś nas wziął.

Prawdę mówiąc, możemy się określić mianem żebraków – westchnąłem(przecinek) zerkając na biały bandaż wokół jej talii — Co z twoim brzuchem?

— Nic mi nie jest, przejdzie z czasem, nie martw sie(ę) — wyrecytowała swoją formułkę, spoglądając ku innym gościom karczmy.

Ta wojna skończyła się jakieś dwa wieki temu i wcale nie widzę, aby tutejsi chcieli ci się teraz rzucić do gardła z jej powodu. — d(D)obiegł nas głośny toast i dźwięki uderzanych o siebie metalowych kielichów(kropka) — Daj temu spokój.

— Nie, Mal. Smoki nie mnożą się jak krasnoludy i ludzie — odpowiedziała mi spokojnym, ale chłodnym głosem(kropka) — Gdyby ktoś najechał twoje ludzkie państewko i wybił więcej niż połowę populacji, chyba nie darzyłbyś go sympatią.

— Nie, ale to już przeszłość i(przecinek) jakkolwiek tragiczną by nie była, należy do historii.

Nie rób nic pochopnego, smoczyco, proszę cię(kropka) – p(P)odsunąłem jej nietknięty kufel. — Wino remedium na życie, jedyne(przecinek) do czego doszedłem w Akademii — zachichotałem nieco sztucznie z własnego żartu, próbując wyrwać ją z nieprzyjemnego stanu.

W odpowiedzi otrzymałem tylko wzburzony wyraz niebieskich oczu i nadąsaną minę, nie ruszoną (raczej niewzruszoną) medycznym dowcipem, z resztą(zresztą) kiedyś całkiem popularnym.

Zamilkłem więc, nie wiedząc(przecinek) co powinieniem mówić dalej.

Ledwie moment, a w skutek(wskutek, na skutek) złej decyzji, ataku pokierowanego uczuciami i dumą, a do tego moją próbą zatrzymania tej bestii, gdy jest w środku walki, oboje skończylibyśmy na szafocie.

Albo i wcześniej, na podłodze gospody, gdyby krasnoludy nie zamierzały się patyczkować, co z resztą(zresztą) mają w zwyczaju.

— Czasami mnie przerażasz – wyszeptałem cicho, zdając sobię(e) sprawę, że smoczyca i tak mnie usłyszy, co potwierdziło drgnięcie jej długich uszu.

— Smoki też potrafią się bawić — zaczęła mówić smoczyca, biorąc podsunięty przeze mnie kufel i pokazując kły w nieco wymuszonym, ale szczerym uśmiechu(kropka)Ale r®obimy to inaczej, w bardziej dziki, gwałtowny i niebezpieczny dla postronnych sposób.

Kiedyś ci pokażę,(bez przecinka) bezpośrednią metodą(kropka) — z(Z)achichotała krótko, widząc mój ciekawski(zaciekawiony) wyraz twarzy(kropka) — A twój pierwszy argument blednie przy pewnym fakcie,(bez przecinka) niechybnie zapomnianym.

— Z tego(przecinek) co wiem, to chcieli zapłaty za zajmowane miejsce w cytadeli, o ile mielibyśmy tam zostać na czas Lodu — odpowiedziałem, przypominając sobie rozmowę z wartownikiem(kropka) — Ulżyło to tylko naszej sakiewce.

Piszesz dość ładnie, spójnie i masz wyobraźnię:). Nie przepadam za smokami, a szczególnie w ludzkiej skórze, ale poczekam na ciąg dalszy – głównie za sprawą twojego stylu. Szkoda, że nie próbujesz z jakimś poważniejszym tematem. Zobaczymy, co z tego wyklujesz.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
To jeszcze porcyjka ode mnie. Starałam się nie dublować poprawek Nawki.
(08-10-2014, 22:34)bananawarlord napisał(a):
Błądzący

Tak czy siak, szklanica pełna idealnie czarnej substancji w mojej dłoni, (bez przecinka) była podobno niesamowicie popularna wśród krasnoludów, w co jednak zwątpiłem już jakiś czas temu, gdy jeden z nich mi wyznał(lepiej wg mnie "wyznał mi"), że to świństwo piją tylko z powodu tradycji.

— To złe miejsce dla mnie — powiedział głos z wnętrza kufla naprzeciwko(kropka) — Wiesz (przecinek)jak niziołki traktują smoczy lud.

— (...)Prawdę mówiąc, możemy się określić mianem żebraków – westchnąłem zerkając na biały bandaż wokół jej talii(kropka) — Co z twoim brzuchem?

— Teraz spójrz na płaszcze tych osobników, Mal — wskazała zakończonym szponem palcem na głośno ucztującą grupkę krasnoludów kawałek od nas(kropka) — Widzisz ten biały symbol?

W odpowiedzi otrzymałem tylko wzburzony wyraz (To źle brzmi, lepiej "wzburzone spojrzenie") niebieskich oczu i nadąsaną minę, nie ruszoną medycznym dowcipem, z resztą kiedyś całkiem popularnym.

Zamilkłem więc, nie wiedząc (przecinek) co powinieniem(powinienem) mówić dalej. To nie był pierwszy raz, gdy Kiri zmieniała się w zupełnie inną osobę z powodu obecności, (bez przecinka) czy byle wzmianki o krasnoludach.

Piszesz porządnym, dopracowanym stylem i dbasz o naturalność dialogów, toteż mnie czytało się przyjemnie, chociaż podobnie jak Nawka zdecydowanie nie jestem fanką człekokształtnych smoków popijających sobie piwko w po karczmach. Niemniej ciekawa jestem, jak rozwinie się akcja tego opowiadania. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
Dzięki za korektę!

@Nawka: Opisana przeze mnie bohaterka nie jest smokiem w ludzkiej skórze, tylko po prostu przybiera humanoidalną formę (tzn. chodzi na dwóch nogach, pozycja wyprostowana, podobna do ludzkiej budowa ciała od kolan do szyi – to wszystkie podobieństwa).

@Vetala: Skoro ludzie z spiczastymi uszami mogą, to czemu nie humanoidalne smoki :P
Odpowiedz
#5
(09-10-2014, 18:47)bananawarlord napisał(a): @Vetala: Skoro ludzie z spiczastymi uszami mogą, to czemu nie humanoidalne smoki :P

Nie przeszkadza mi samo popijanie piwka, tylko ogólnie to "uczłowieczenie" smoków. Po prostu przywykłam do standardowej, że tak to określę, wizji tych stworzeń i wszystkie inne nieszczególnie trafiają w mój gust.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#6
Fajny tekst, łatwo sie czyta :P Nie bardzo rozumiem w jakim stopniu ten smok wyglada jak człowiek, ale ogólnie ciekawy pomysł, trochę tak jak ja pisałam xD Lubię takie historie ;)
Fear is not "evil". It tells you what your weakness is. And once you know your weakness you can become strong as well as kind – Gildarts of Fairy Tail
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Kurczę no... Troszkę ciężko mi ocenić, bo widzisz, klimat świetny, bardzo ładnie prowadzisz dialogi, a opisów to normalnie zazdroszczę, bo mi za cholerę nie wychodzą i zresztą nie lubię ich pisać XP Mało wiem jak na razie, więc poczekam na dalszy ciąg. A co do humanoidalnej postaci smoków, to mi osobiście to nie przeszkadza, a nawet pobudza ciekawość, bo to odejście od standardowych przeświadczeń o tych stworzeniach. Masz u mnie wielkiego plusa za styl ^^
Meow!
Odpowiedz
#8
Hm... tekst wydaje się być dość spójny, łatwy w odbiorze. Historia prowadzona jest płynnie, bez zbędnego pośpiechu i chyba bez zbędnego rozwlekania. Nie podajesz zbyt wielu szczegółów, nie zarysowujesz wydarzeń "przeszłych" zbyt dokładnie, byle wszystko wyjaśnić... Zostawiasz pewien niedosyt :)

O samej historii za wiele powiedzieć nie mogę – wygląda na taką, co może mi się spodobać. Choć po stwierdzeniu "smoczy lud" miałam nieco inne skojarzenia... Nie wiem, czy ta jedna rzecz nie będzie mnie uwierać, ale cóż poradzę, że jestem fanką "Ostatniego Smoka", Szczerbatka i Wushu? Po prostu brakuje mi tu pewnej... gadzikowatości.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#9
Tekst się przyjemnie czyta. Ładne opisy i ciekawe dialogi. Interesujący sposób przedstawienia smoczycy, jednak trochę mnie zastanawia jak wygląda w humanoidalnej postaci. Bo pazury rysujące podłogę i stół? Duże uszy? W każdym razie z niecierpliwością czekam na dalszą część.
Odpowiedz
#10
Jak przedmówcow mnie również ujął styl. Poza tym zdecydowanie uwielbiam karczemne historie i czekam na ciąg dalszy.
"W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem" – Ferdynand Kiepski
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości