Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy [Vexion]W samotności, gdzie jesteśmy najmniej samotni
#21
Huh, ładnie ;)
W końcu taka miła odmiana, wyglądająca na dobrą postać nie jest wcale taka dobra ;)
A końcówka, powiem Ci, jest wciągająca. Nie będę się rozpisywać, bo prostu czekam na więcej ;)
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#22
(16-10-2014, 17:13)epoN napisał(a):
Świt
Część 3

Jedyne(przecinek) co chciał, to upolować coś do jedzenia.

Ale fakt, że zwierzyna została spłoszona, pozostał niezatarty i w jakiś dziwny sposób drażniło (to) dumę Arthura.

Po czym(trochę dziwnie brzmi na początku zdania, raczej 'Później' albo 'Następnie') doświadczył czegoś znacznie bardziej przerażającego.

Lepiej, jak już ruszysz teraz(jak ruszysz już teraz), raczej szybko opuścisz las, prawda?

Widma były obecne o każdej porze, jednak odkąd pamiętał,(bez przecinka albo drugi przed odkąd) noc zawsze była szczególna.

Słyszała o przypadkach, kiedy koścista kobieta bez problemu wyginała grube, żelazne pręty,(bez przecinka) albo niewysoki chłopak zatrzymywał rozpędzony wóz gołymi rękoma.

Bardzo tajemniczo zakończyłeś, czekam na ciąg dalszy:).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#23
Świt
Część 4


Czuła się jakoś dziwnie. Wczoraj, ni stąd ni zowąd, poczuła nagłą ochotę kogoś szukać. Teraz nawet nie pamiętała, kogo dokładnie. Dla niej jednak to uczucie było znajome i przypominało dawne czasy. Chociaż to było dalekie od oryginalnego uczucia, kobieta nazywała to miłością.
Dzyń, dzyń, dzyń.
Niewielki dzwoneczek na szyi dzwonił wesoło w rytm kroków kobiety o ametystowych oczach. Cynthia radośnie szła oświetlanymi porannym słońcem uliczkami Harath. Jej sięgające pasa fioletowe włosy bujały się to w prawo, to w lewo, to były rozwiewane przez wiatr, to znowu zaczesywane na bok. U pasa wisiał zakrzywiony sztylet – jej atrybut.
Jej urody nie można było opisać słowami takimi jak „ładna” albo „brzydka”. Było to raczej coś, co można było śmiało określić „utraconą urodą”, reliktem z zamierzchłych czasów, jeszcze sprzed pierwszych rebelii vexów. Każdy w figurze Cynthii widział coś urzekającego, jednak nie mógł dokładniej stwierdzić, co to było. Być może nogi, być może włosy – nie zmieniało to faktu, że jej uroda należała po prostu do przeciętnych.
Kobieta była głodna, jednak nie do końca potrafiła określić, na co tak naprawdę miała ochotę. Wiedziała jedynie, że dotychczasowe dania zdążyły się jej znudzić i potrzebowała odmiany. Każdy vex żywił się nieco inaczej. Mogli zapychać żołądek ludzkim jedzeniem, jednak to nie pozwalało im odzyskać elementu. Niektórzy żywili się ciemnością albo światłem. Inni chorobami lub śmiercią – tacy znajdowali swoje miejsce w szpitalach. Cynthia należała do żywiących się życiem. Miała imperialny zakaz zabijania, więc radziła sobie w inny sposób.
Atakowała losowych ludzi i zadawała im rany, przez które uciekało życie. Jednak to ludzkie już jej nie wystarczyło. Chciała czegoś słodszego, czegoś, co zakrawało pod kanibalizm. Odkąd oni zniknęli z tego świata, nie czuła do swojej rasy zbytniego przywiązania. Dla niej wszystko było już obojętne. W tej samej chwili zrozumiała, czego aktualnie pragnęła.
Pragnęła życia vexa.
Jedyny problem stanowiło to, że wszystkie vexy w tym mieście zostały zarejestrowane, więc ich także nie mogła atakować. Najświętszy Imperator był naprawdę konkretnym człowiekiem.
Zeskoczyła ze schodów i natknęła się na Arthura, który akurat wychodził z jakiegoś domu.
– Bardzo dziękuję za te informacje, dobry człowieku – powiedział zakapturzony mężczyzna, po czym zamknął drzwi.
Arthur spojrzał z lekkim niezadowoleniem na sakiewkę, która zawierała zaledwie kilka srebrnych monet więcej. W momencie, gdy usłyszał delikatne dzwonienie, odwrócił głowę i stanął twarzą w twarz z Cynthią. Jego oczy błyskawicznie rozszerzyły się w przerażeniu – kiedyś został dwukrotnie przez nią zaatakowany. Kobieta wykrzywiła usta w drwiącym uśmiechu i minęła go, idąc w swoją stronę.
Mężczyzna odetchnął z wyraźną ulgą i otarł spocony kark. Po chwili zastanowienia postanowił zaryzykować i sprzedać informację w kilku innych miejscach.
Cynthia przystanęła na chwilę. Z tego, co pamiętała, to gdzieś w tych okolicach rezydował czczący nietypowych vexów kult Upadłego Słońca. Przypomniała sobie czasy, kiedy to raz siedziała na ich piedestale i karmiła się ich życiem, póki imperialni żołnierze nie rozgromili kultu podczas jednej nocy.
Czyli to musi znaczyć, że gdzieś jest jakiś niezarejestrowany vex? – pomyślała z radością Cynthia i zaczęła śledzić nieświadomego Arthura.


Kapitan straży miejskiej, Kalib Amatsu, patrzył, jak Arthur wychodził z budynku.
– Sądzisz, że to prawda? – zapytał go Julier, zastępca, który przysłuchiwał się temu wszystkiemu.
Kapitan podrapał się po nosie i cicho westchnął. Zapłacił dziesięć sztuk srebra za informację o kulcie Upadłego Słońca, który ponoć znalazł sobie nowego vexa. Kalib przetarł zmęczoną twarz.
– Sahim? – kapitan zwrócił się do mężczyzny o błękitnych włosach. – Co o tym myślisz?
Vex przez chwilę tkwił zamyślony. Spojrzał na kapitana, na jego zastępcę, po czym wzruszył ramionami.
– W końcu to jest w tych lasach, prawda? – mruknął bez zaangażowania. Próbował rozgryźć dziwne uczucie, które pojawiło się po wizycie Arthura. – Poza tym, czegokolwiek nie powiem, to i tak zrobisz po swojemu, prawda? Nie żeby moja opinia się tutaj liczyła. W końcu jestem zwykłym porządkowym.
Kapitan popatrzył na niego, po czym głośno westchnął. To było coś nowego. Sahim zazwyczaj reagował znacznie żywiej na wieść o niezarejestrowanych vexach.
– Przeklęta Puszcza Harii...? Przygotuj trzecią drużynę, chyba jest teraz wolna, niech wezmą kusze – rozkazał. – Prawda, nieprawda, sprawdzić trzeba. Jeżeli to okaże się prawdziwe, to znowu będziemy mieli problem z tymi posranymi kultystami. A jeżeli nie – to nawet lepiej, mniej kłopotów na głowie.
Zastępca kiwnął w zrozumieniu głową i poszedł wykonać rozkazy kapitana, który też zaczął szykować się do wyjścia. Sahim wyjrzał przez okno i cicho westchnął.
– Największym problemem jest ta, która szuka miłości – powiedział na tyle cicho, że kapitan usłyszał jedynie niewyraźne mruknięcie.


Cynthia przez dłuższy czas obserwowała Arthura, który chodził od miejsca do miejsca. Odkąd zaczęła go śledzić, odwiedził straż miejską, straż imperialną, gildię vexów i handlarzy niewolników. Jej ciekawość sięgnęła zenitu. Przyśpieszyła kroku i niemal bezszelestnie dogoniła Arthura. Szła oddalona od niego o dwa kroki i czekała, aż mężczyzna skręci w jakiś zaułek. Okazja nadarzyła się dosyć szybko.
Arthur postanowił przejść się do karczmy i trochę nawodnić swoje gardło. Usłyszał znajome dzwonienie dzwoneczka. Zesztywniał z przerażenia i z wolna obrócił się, by ponownie stanąć z Cynthią twarzą w twarz. Kobieta uśmiechnęła się szeroko.
– Hej, hej, powiedz mi, o czym tak rozmawiałeś z nimi wszystkimi? – zapytała tonem nieznoszącym odmowy. Przez chwilę patrzyła na niego ametystowymi oczyma, po czym głośno się roześmiała. Wyciągnęła złotą monetę z niewielkiej sakiewki przy pasie i zakręciła nią w palcach. – Może to pomoże ci w rozmowie, co? Przecież cię nie zjem – obiecała Cynthia, ukazując dosyć upiorny uśmiech.
Mężczyzna przełknął ślinę. Uznał, że będzie znacznie bezpieczniej, jeżeli nie będzie niczego ukrywał. Jego wzrok spoczął na złotej monecie. To było więcej, niż zarobił do tej pory tą informacją.
– Jest vex, niezarejestrowany... w Przeklętej Puszczy Harii... – wykrztusił. Cynthia przekrzywiła głowę i mruknęła „Och?”. – Nie, czekaj! Bliźniaczy! Bliźniaczy vex! – poprawił się nagle, widząc dziwne zainteresowanie w oczach kobiety. – Myślałem z początku, że to jest upiór, ale to był chłopak o tak jasnej skórze i włosach! Miał...
– No to żeś narobił mi konkurencji... – przerwała śpiewnym głosem. Ostrożnie wsunęła złotą monetę w usta osłupiałego mężczyzny. – Należy ci się, oj, należy... – zachichotała wesoło. – Czeka mnie dziś prawdziwa uczta! – powiedziała z rozkoszą.
Arthur nie potrafił do końca zrozumieć, co się stało. Nawet nie zdążył powiedzieć jej, jak wyglądał jeden z bliźniaczych vexów. Nie powiedział, gdzie dokładniej byli. W takim wypadku, co właściwie było jej celem? W szoku patrzył, jak kobieta odbiegała tanecznym krokiem i dzwoniącym do rytmu niewielkim dzwoneczkiem na szyi. Wyciągnął z ust złotą monetę, która cuchnęła krwią.
Nie wiedział, że w przeszłości ten gest oznaczał zapowiedź rychłej śmierci.



– Tu zawsze było tyle upiorów? – zapytał brat Oglaf, z niepokojem lustrując las. Kultysta obok niego pokręcił delikatnie głową.
– Bardziej mnie niepokoi fakt, że wszystkie skierowane są w jedną stronę – odpowiedział. – Mistrzu, mogliśmy jednak wziąć tamtego faceta jako przewodnika.
Kayle, główny kapłan kultu, cicho mruknął pod nosem. Nie sądził, że droga do domku Agness będzie tak stresująca. Mężczyzna, który dostarczył im informacje, też prawdopodobnie nie miał o tym pojęcia. Ciężko nie wspomnieć o takim elemencie jak dziesiątki upiorów spoglądających ku celu podróży kultystów.
– Z drugiej strony przynajmniej wiemy, że dobrze idziemy – powiedział Kayle. – O ile wszyscy mamy ten jeden cel.
W jego głosie była nutka ekscytacji. Słyszał jedynie opowieści od swoich poprzedników o potędze i sile vexów, o ich zachowaniach i cudach, jakie ze sobą przynosili. Fakt, że Puszcza Harii była w takim, a nie innym stanie, kazało przypuszczać, że i ten vex, o którym powiedział im mężczyzna, musiał być co najmniej nadzwyczajny. Cicho zachichotał, mając nadzieję na coś szczególnego. Być może to mogłoby być najprzyjemniejsze odkrycie od czasów Cynthii.
Po kolejnych kilkunastu minutach w końcu ujrzeli drewnianą chatkę.
– To raczej tutaj – stwierdził Kayle, pukając w drzwi. Z drugiej strony usłyszał jakiś paniczny harmider.
– K-k-kto tam? – zapytał przerażony głosik kobiety.
– Kayle Leibnitz, kapłan kultu Upadłego Słońca, do usług – przedstawił się mężczyzna. – My w sprawie bliźniaczych vexów, jeśli można...
– Szybciej! Zabierzcie te demony! – zawyła kobieta, błyskawicznie otwierając drzwi.
Trójka mężczyzn spojrzała po sobie, po czym z lekkim wahaniem weszła do środka. Pierwsze, co zobaczyli, to pogrążoną w letargu białowłosą postać przyciskającą jeden z dwóch mieczy do siebie. Kobieta, która najwyraźniej pilnowała chłopaka, była skrajnie wycieńczona, jakby nie spała od kilkunastu godzin.
– Zabierzcie te demony... To ich wina! To przez nich te wszystkie upiory kręcą się w okolicy! – szlochała załamana kobieta. – Zabierzcie go jak najdalej, nie chcę... nie chcę ich widzieć!
Kayle podszedł do chłopaka i dotknął jego lodowatej twarzy. Zbadał uważnie wzrokiem bladą skórę i długie, śnieżnobiałe włosy.
– Powiedz mi, chłopcze, czym się żywisz? – zapytał cicho, nie oczekując odpowiedzi.
Wiedział, że chłopak jest wyczerpany brakiem energii. Z zeznań mężczyzny domyślał się, że ten vex został dopiero wrodzony w świat, więc raczej powinien mieć jeszcze wystarczająco siły, by poprawnie funkcjonować. Po kolorze skóry spróbował odgadnąć, czego potrzebował chłopak, by odzyskać energię. Zdjął płaszcz i nakrył nim ciało vexa.
– Steven? Mógłbyś dać swój jeszcze? Chłopak potrzebuje cienia – powiedział, wkładając w objęcia vexa drugi miecz, który leżał luzem na ziemi. – Bardzo dziękuję za opiekę nad nim i jednocześnie szczerze przepraszamy za cały kłopot, jakiego pani musiała doświadczyć. – Położył na stole kilkanaście srebrnych monet. – Mam nadzieję, że to w jakikolwiek sposób zrekompensuje pani nieprzyjemne godziny. – Ukłonił się i wziął chłopaka na ręce, po czym we czwórkę opuścili niewielką chatkę.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#24
Hm...

Mieszasz, kręcisz... Intrygujesz ^.^
Podoba mi się, oj podoba. Dalej się jeszcze gubię przy postaciach, ale to jest mój odwieczny problem. Ale powoli zaczynam łapać, kto jest kim.

Ciężko mi napisać coś konstruktywnego ;x
Zachowanie staruszki wydaje mi się dziwne... Aż tak przestraszyły ją zjawy? :)
Czekam na kolejne części ;)
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#25
Wiesz, z jednej strony masz strach napędzany plotkami o dosyć brutalnych wydarzeniach sprzed dekad, z drugiej masz istoty, które odrzuciły śmierć i pałętają się po puszczy. Dorzuć do tego kilkanaście godzin stresu wywołanego ich obecnością – dla kogoś starszego to może być wystarczający powód, by być na skraju załamania. : P
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#26
Cóż, możliwe ^.^ Niestety, nie jestem na jej etapie i nie wiem, co przeżywa, więc pozostaje mi tylko wyobraźnia ;) Co nie zmienia faktu – szkrobaj dalej, epą, szkrobaj dalej.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#27
(20-10-2014, 16:20)epoN napisał(a):
Świt
Część 4

Było to raczej coś, co można było śmiało określić „utraconą urodą”. To był(zbędne) relikt zamierzchłych czasów, jeszcze sprzed pierwszych rebelii vexów. (nazywanie kobiety reliktem, Ep ;/)

Z tego(przecinek) co pamiętała, to gdzieś w tych okolicach rezydował(inaczej mieszkał, więc jeśli to religia czy kult to raczej się szerzył) czczący nietypowych vexów kult Upadłego Słońca.

Zapłacił dziesięć (sztuk?) srebra za informację o kulcie Upadłego Słońca, który ponoć znalazł sobie nowego vexa.

– Hej, hej, powiedz mi, o czym tak rozmawiałeś z nimi wszystkimi? – zapytała tonem, który nie cierpi odmowy(bez przecinka i 'nieznoszącym sprzeciwu').

Ciężko nie wspomnieć o takim elemencie jak dziesiątki upiorów,(bez przecinka) spoglądających ku celu podróży kultystów.

Po kolejnych kilkunastu minutach w końcu ujrzeli drewnianą chatkę.
– To raczej tutaj – stwierdził Kayle, pukając w drzwi. Zza (Z) drugiej strony usłyszał jakiś paniczny harmider.

Trójka mężczyzn spojrzała na siebie(po sobie), po czym z lekkim wahaniem weszli(jeśli trójka to weszła) do środka.

Pierwsze, co zobaczyli, to pogrążoną w letargu białowłosą postać,(bez przecinka) przyciskającą jeden z dwóch mieczy do siebie.

– Bardzo dziękuję za opiekę nad nim i jednocześnie szczerze przepraszamy za cały kłopot, jaki(jakiego) pani musiała doświadczyć. –

Ukłonił się i wziął chłopaka na ręce, po czym opuścili we czwórkę(szyk – we czwórkę opuścili) niewielką chatkę.

Kanibalizm – nieprzyjemny proceder, już nie cierpię niejakiej Cynthii. Mimo to nadal jest ciekawie, może nawet bardziej niż wcześniej. Pomysły to ty masz. Tak swoją drogą, wspominałeś kiedyś, że nie lubisz wschodnich klimatów, a tu proszę, Kalib, Sahim. Toć to wschód jako żywo:D.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#28
Przeczytałem całość i jedyne co zauważyłem, to niewielka ilość opisów miejsc (np. chatka w lesie), w których rozgrywa się akcja. Jest to nieco dezorientujące, ponieważ pojmuję opisy bohaterów, ale ciężko mi sobie wyobrazić ich otoczenie bez jakichś wskazówek. Chociażby nie mogłem dojść do tego, w jakim stylu są budynki Harath. W sumie jest broń palna, więc może kamieniczki bliskie renesansowi. No ale z drugiej strony to równie dobrze może nadal istnieć architektura średniowiecza. Albo i coś zupełnie innego. Tak czy inaczej, oczami wyobraźni widziałem Cynthię idącą uliczką, ale nie mogłem się zdecydować jak ta uliczka ma wyglądać.

Chociaż może to być tylko moje odczucie :P

Oprócz tego szczegółu, to tekst czytało mi się przyjemnie.
Odpowiedz
#29
Dzięki, Naw, za poprawki ^^
Cytat:Było to raczej coś, co można było śmiało określić „utraconą urodą”. To był(zbędne) relikt zamierzchłych czasów, jeszcze sprzed pierwszych rebelii vexów. (nazywanie kobiety reliktem, Ep ;/)
"Reliktem" jest w odniesieniu do urody, a nie samej kobiety : P
No i nie przepadam za bardzo za wschodem, ino sama nazwa "Harath" kojarzy mi się z pustynnym miastem i te imiona idealnie wpasowały mi się w ten zamysł.
Jednak samo miasto nie jest za grom pustynne. A gdzie tam. W sumie jak teraz pomyślę, to nigdzie nie zawarłem większego opisu architektury – chociażby ze względu na to, że skupiłem się na stosunkach między postaciami i ich charakterach.
Oryginalnie miasto miało być właśnie pustynne, ale gryzło mi się z resztą – ogólna architektura zakrawa pod barok (w przypadku wielkich rezydencji) i epokę rewolucji przemysłowej (klasyczny steampunk w przypadku zwykłych zabudowań mieszkańców). Trochę mi głupio, że dopiero teraz zauważyłem (a raczej ty to zauważyłeś, Warlord), ale prawdopodobnie gdzieś po drodze uznałem, że to nie jest na tyle ważne, by poświęcić temu nieco tekstu.
Welp, my fault.
W każdym razie dziękuję za opinię, Warlord: )
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#30
Super :D tytuł przykuł moją uwagę i postanowiłam przeczytać. Urywasz zawsze w najciekawszych momentach i to sprawia, że wzdycham z zirytowaniem, bo chcę wiedzieć co dalej :P. Widać masz duże doświadczenie w pisaniu ;). Nie bardzo mi się podoba ten kult, brzmi trochę podejrzanie, no ale to nie zniechęca do czytania ;).
Fear is not "evil". It tells you what your weakness is. And once you know your weakness you can become strong as well as kind – Gildarts of Fairy Tail
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Jesteśmy smokami Polak149 9 3,995 24-02-2013, 16:17
Ostatni post: Arabella

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości