Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy [Vexion]W samotności, gdzie jesteśmy najmniej samotni
#1
Phiew.
Moje kolejne dziecko, nad którym pracowałem ponad pół roku. Welp, przynajmniej jest kompletne. Wielkie podziękowania dla Trice, która przez ten czas czytała opko i poprawiała błędy^^ To była duża motywacja, by próbować pisać jeszcze lepiej i tworzyć spójną historię pełną różnych postaci, każda ze swoją rolą w tym świecie. Mam nadzieję, że to mi się udało^^

Jak widać po tytule, akcja opka jest umiejscowiona w tym samym świecie co Kości Losu. Jednak na innym kontynencie i wcześniej. Jak wcześnie? Dużo. Dużo wcześniej. Ktoś, kto czytał Kości Losu rozpozna nawiązanie do pewnej postaci i prawdopodobnie połączy fakty w dosyć niejasną odpowiedź.

W każdym razie miłej lektury ; )

Prolog
Świt [Część I][Część II][Część III][Część IV]
Dzień [Część I][Część II][Część III][Część IV]
Zmierzch [Część I][Część II][Część III][Część IV]
Noc [Część I][Część II][Część III][Część IV]
Prawdziwa noc [Część I][Część II][Część III][Część IV]
Epilog



„(...)I Potwór stał obok rozpaczającego mężczyzny, który stracił wszystko: rodzinę, majątek, radość, cel w życiu.
– Przecież żyjesz, dopóki żyjesz, wciąż możesz chwycić szczęście we własne ręce, prawda? – zapytał go Potwór.
W jego żółtych oczach było niezrozumienie. Chociaż minęło tyle lat, wciąż nie potrafił zrozumieć ludzi. Nie pierwszy raz widział taką reakcję, ale dopiero teraz miał okazję zapytać.
– Nic nie rozumiesz, demonie – wyszlochał. – Ona była moim światem, to dzięki niej miałem ochotę żyć dalej...
– Nie jestem demonem – odpowiedział Potwór.
– A więc czym jesteś? Nie wyglądasz do końca jak człowiek. Jesteś mniejszy, masz włosy, jakich nie widziałem, skórę bielszą niż śnieg, podwójne źrenice o kolorze, który nie występuje u nas.
– Nie wiem, czym jestem. Czym jestem? Powiesz mi? – pytał. Mężczyzna milczał, nie mogąc znaleźć odpowiedzi na pytanie Potwora. – Jeżeli chcesz pomocy, chętnie ci jej udzielę.
– Potrzebuję siły, by wstać – powiedział gorzko mężczyzna.
– Ja zostanę twoją siłą.
– Potrzebuję odwagi, by ruszyć miejsca.
– Będę podstawą twojej odwagi.
– Potrzebuję determinacji, by brnąć dalej.
– A zatem dam ci powód, który zrodzi determinację.
– Potrzebuję broni, by spełnić swoje marzenia.
– A więc zostanę bronią w twoich rękach. – Najprostszy z możliwych mieczy pojawił się w rękach Potwora. – Niech to będzie dowód naszej umowy.
– Jak się nazywasz? – zapytał mężczyzna, odbierając od Potwora miecz.
– Nie mam ni imienia, ni pochodzenia. Kiedy świat się odrodził, ja już tu byłem. Patrzyłem, jak kształtowała się ziemia. Patrzyłem, jak rozwijała się ludzkość. Patrzyłem, jak ginęli w nocy. Patrzyłem, pragnąc im pomóc. Czy mogę ci pomóc? Pragnę tego. Chcę być bliżej ludzi. Nie chcę już więcej was obserwować. Chcę być częścią was, być między wami i żyć z wami.
– A więc nazwę cię Vex – ten, który trwa przez wieki – powiedział mężczyzna. Potwór powtórzył swoje imię kilka razy. Był wyraźnie podekscytowany tym gestem. – Czego chcesz w zamian za pomoc?
– Naucz mnie, jak być człowiekiem.
– A więc ja, Tohgrin, nauczę cię jak być człowiekiem.
I tak oto zostało zawarte wieczyste przymierze pomiędzy ludźmi a vexami. Wtedy Vex poprzysiągł, że zrobi wszystko, by uchronić ludzkość od demonów, w zamian zyskując swoje miejsce pośród ludzi.”
– Legenda o Potworze, „Początek pierwszego przymierza”



„(...)Tkwili w swoich objęciach – dwie istoty będące ucieleśnieniem jednego pragnienia jednej istoty. Chłopak i dziewczyna o wyglądzie ośmiolatków. On miał krótkie, białe włosy i jasną cerę, ona charakteryzowała się długimi, ognistymi włosami i ciemną karnacją. Oboje dzielili wspólne cechy: czerwone, pozbawione emocji oczy i równie obojętną twarz.
Wokół nich stało kilka osób, celując kuszami w ich wątłe ciała. Miecze dzieci leżały obok i wciąż tkwiły w pochwach.
I nagle ognistowłosa dziewczyna odezwała się głosem osoby, która doświadczyła więcej niż niejedni ludzie przez całe swoje życie:
– Dlaczego? Czy nie mamy przymierza? Czy nie walczymy po jednej stronie?!
– Ludzkość nigdy nie będzie kroczyć tą samą ścieżką co vex, który próbuje przyporządkować sobie demony – powiedziała lodowatym tonem dziewczyna o kasztanowych włosach. – Imperium nigdy nie narodzi się w ten sposób! – krzyknęła. Otaczające ją osoby głośno wyraziły swoje poparcie.
– Wynoście się! Ludzkość sama weźmie sprawy we własne ręce! – zawołał ktoś z grupy.
Chłopak wolno chwycił za broń i powoli wstawał; to samo zrobiła ognistowłosa dziewczyna. Nie rozumieli ludzi. Pomagali Imperatorowi, nim jeszcze powstała idea imperium, a jednak zaczęto uważać vexów za zbędny element. Czy to nie oni chronili ludzkość od niemal stu lat przed demonami? Czy to nie oni pomagali ludziom na każdym kroku dokładnie tak, jak kazał Vex? Zaczynali odczuwać emocje, których nigdy wcześniej nie czuli i których nie potrafili nazwać.
Powietrze wokół nich się zmieniło.
– Wy niewdzięczne pasożyty – chłopak wycedził z gniewem. – Gdyby nie my, wciąż żylibyście jako bydło demo... – urwał, kiedy bełt przeszył jego pierś. Popatrzył w dół. Ciało powoli się zaczęło rozwiewać. Kolejny pocisk trafił stojącą obok niego dziewczynę. – Krzywoprzysięzcy. – Jego głos, choć cichy, trafiał prosto do duszy i budził przerażenie w umysłach oprawców. – Sprawię, że będziecie cierpieć po wsze czasy za ten czyn. – Palcem popchnął jelec miecza, ukazując błękit kryształowej klingi. Broń delikatnie błysnęła. Niewielkie, niebieskawe iskierki cicho strzelały. – I nim pojmiecie, co zrobiliście, jedynie wasza dusza będzie pamiętać wasz grzech.
Miecz znowu wrócił do pochwy. Zapieczętowane na stałe bronie uderzyły o ziemie. Niemal całe ciała rozwiały się, pozostawiając w powietrzu jedynie głowy vexów. Ludzie, którzy trzymali kusze, nie potrafili przypomnieć sobie, kim była ta dwójka. Nieprzyjemną ciszę przerwał szept ognistowłosej dziewczyny:
– A kiedy wrócimy, te ziemie utoną w ludzkiej krwi. I wtedy zrozumiecie, jak ciężki popełniliście grzech, kiedy wołając „pomóżcie nam!” usłyszycie w odpowiedzi jedynie ogłuszającą ciszę...
I gdy kompletnie zniknęli, jedynie nieliczni pamiętali ich egzystencję. Imperium, którego rozwój miał zostać wstrzymany, powstało bez żadnych przeszkód i przyjęło nazwę Imperium Trzech Koron – po jednej koronie na ludzi, vexy i demony, symbolizując współpracę trzech ras.”
– Legenda Imperium, „O dwójce, która była skarbem Imperatora”

Prolog


Pewnego dnia w sklepieniu pojawiła się dziura. Wąski snop światła stanowił dla nas kompletnie odmienny świat. To było coś nowego, coś, czego do tej pory nie widzieliśmy. Ciemność jaskini została delikatnie przebita jasnym promieniem.
Przestałem nucić, podniosłem dwa schowane w pochwach miecze i, zwyczajowo tuląc je do piersi, podszedłem niepewnie bliżej, wchodząc w jasny krąg.
Poczułem przyjemne ciepło na skórze. Było kompletnie inne od tego dostarczanego przez odzież albo miecze. Świeże, radosne, przyjemne – jakbym wtedy znał takie słowa, to prawdopodobnie użyłbym ich, by to opisać. Zapragnąłem być bliżej światła. Ulotne ciepło, jakże odmienne od chłodu kamieni, przyciągało mnie niczym ćmę do ognia.
Bez wytchnienia znosiłem kamienie, by zbudować wieżę. Nie wiem, ile minęło wtedy czasu. Minuta? Godzina? Dzień? Może tydzień albo dwa? Te określenia dla mnie nie istniały i nie miały żadnego znaczenia. Czy może inaczej; to sam czas dla mnie nie istniał i nie miał żadnego znaczenia. Nie byłem świadomy jego upływu. Dla mnie najważniejszą część stanowiło to, że byłem coraz bliżej jasnego punktu na sklepieniu.
Wieża rosła i rosła, szybko stała się wyższa ode mnie. Było więcej kamieni, niż potrafiłem zliczyć. Co rusz stawałem na szczycie, wyciągając bezsilnie bladą i kościstą dłoń ku światłu. Wciąż za nisko. Wciąż za mało. Wciąż za daleko. Wciąż za dużo.
Wciąż w bezkresnej ciemności, przeciętej jedynie pojedynczym snopem światła.
Siedziałem bezradnie na szczycie, obejmując miecze. Z odległości widziałem wyraźnie, że snop światła rozszerzał się ku dołowi. Jednak tutaj, na czubku wieży z kamieni, wciąż byłem cały skąpany w świetle. Nie byłem bliżej. Czułem, że cały mój wysiłek poszedł na marne. Wciąż mogłem znosić więcej kamieni, jednak jaki miało to sens? Wieża, jaką zbudowałem, była o wiele, wiele wyższa ode mnie samego, a wciąż było za mało.
Usłyszałem odgłos pękających skał. Promień światła nagle rozdzielił się na więcej części, niż miałem palców u rąk. Część jaskini została rozświetlona, część jasnych linii ginęła bezpowrotnie w bezkresnym mroku. Jednak nie zwracałem na to uwagi.
Z pęknięcia wyłoniła się dziewczyna.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Bardzo podobały mi się "Kości Losu" i uniwersum, jakie tam stworzyłeś. Ciesze się, że dodałeś coś nowego z tego świata.
Prolog jest bardzo zachęcający do dalszego czytania. :D
No i czekam na więcej.. ;)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#3
(04-10-2014, 23:35)epoN napisał(a): – Przecież żyjesz, (dodałabym spójnik a) dopóki żyjesz, wciąż możesz chwycić szczęście we własne ręce, prawda? – zapytał go Potwór.

– A więc czym jesteś? Nie wyglądasz do końca jak człowiek. Jesteś mniejszy, masz włosy, jakich nie widziałem, skórę bielszą niż śnieg, podwójne źrenice o kolorze, który nie występuje u nas.

Mężczyzna milczał, (nie) mogąc znaleźć odpowiedzi na pytanie Potwora. – Jeżeli chcesz pomocy, chętnie ci jej udzielę.

A więc(unikaj takiego początku zdania, bez tego będzie lepiej) zostanę bronią w twoich rękach.

Był wyraźnie podekscytowany tym gestem. – A więc co(Czego) chcesz w zamian za pomoc?

– A więc('Niech tak będzie' albo 'Tak się stanie') ja, Tohgrin, nauczę cię jak być człowiekiem.

I nagle ognistowłosa dziewczyna odezwała się głosem, który doświadczył więcej (nie pasuje mi takie stwierdzenie, głos nie doświadcza, to osoba doświadcza, a głos może uzewnętrzniać te przeżycia) niż niejedni ludzie przez całe swoje życie:

– Ludzkość nigdy (nie) będzie kroczyć tą samą ścieżką co vex, który próbuje przyporządkować sobie demony – powiedziała lodowatym tonem dziewczyna o kasztanowych włosach.

– Wynoście się! Ludzkość sama obierze(weźmie, obrać można kierunek, władcę – synonimem jest tu słowo wybrać) sprawy we własne ręce! – zawołał ktoś z grupy.

Czy to nie oni chronili ludzkość od niemal setki(stu lub setek, jeśli jest ich więcej niż sto) lat przed demonami?

– Wy niewdzięczne pasożyty(raczej kropka i dalej z dużej litery) – chłopak wycedził z gniewem.

– Gdyby nie my, wciąż żylibyście jako bydło demo... – urwał, kiedy bełt przeszył jego pierś. Popatrzył w dół.(można połączyć w jedno zdanie – Popatrzył w dół, na swoje ciało, które...) Jego ciało powoli się zaczęło rozwiewać. Kolejny pocisk trafił stojącą obok niego dziewczynę. – Krzywoprzysięzcy. – Jego(zbędne) głos, choć cichy, trafiał prosto do duszy i budził przerażenie w umysłach oprawców.

Imperium, którego rozwój miał zostać wstrzymany, powstało bez żadnych przeszkód i przyjęło nazwę Imperium Trzech Koron – po jednej koronie na ludzi, vexy i demony, symbolizując współpracę trzech ras.” (Trochę nie za blisko Tolkiena? – Trzy pierścienie dla..., Siedem dla...)


Poczułem przyjemne ciepło na skórze. Było kompletnie(twoje ulubione słowo, ale uważam, że tu nie pasuje, lepiej całkowicie odmienne od tego... – zupełnie inne niż...) inne od tego dostarczanego przez odzież albo miecze.

Wieża rosła i rosła, szybko stała się wyższa ode mnie. Było więcej kamieni, niż byłem(potrafiłbym zliczyć) w stanie zliczyć.

Jednak tutaj, na czubku wieży z kamieni, wciąż byłem cały skąpany w świetle. Nie byłem (Nie dotarłem jednak bliżej. Nie zbliżyłem się ani o krok.) bliżej.

Wciąż mogłem znosić więcej kamieni, jednak jaki był sens?(jednak straciło to sens) Wieża, jaką zbudowałem, była o wiele, wiele wyższa ode mnie samego, a wciąż było za mało (ale wciąż zbyt mała).

Zaczynasz ciekawie, jest nowa rasa, która ma powody, by zniszczyć ludzi. Trochę nazwa imperium zbyt przypomina przepowiednię o pierścieniach z LOTR, ale nad tym możesz pomyśleć.
Prolog bardzo symboliczny i tajemniczy, nie wiem, czy to sny o wieży, czy faktycznie ona istnieje. Poczekamy na wyjaśnienia:)
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#4
Nie czytałem żadnego z Twoich opowiadań, przyznaje się do bicia. Jednakże po przeczytaniu tego fragmentu będę tego żałował, bo przyjemnie piszesz.

Czekam na więcej ;)
"Trudno. Nie jestem już wiedźminem. Przestałem być wiedźminem. Na Thanedd, w Wieży Mewy. W Brokilonie. Na moście nad Jarugą. W jaskini pod Gorgoną. I tutaj, w lesie Myrkvid. Nie, ja już nie jestem wiedźminem. Będę się więc musiał nauczyć obywać bez wiedźmińskiego medalionu." – Wiedźmin, "Wieża Jaskółki", chyba najbardziej wzruszający moment w całej sadze, no, oprócz odejścia Ciri w "Pani Jeziora" :)
Odpowiedz
#5
Ja również nie czytałem twoich wcześniejszych opowiadań, jednak to z pewnością będę czytał na bieżąco. Podajesz tu dość dużo ogólnych informacji i to sprawia, iż jestem zaciekawiony, jak dalej potoczy się akcja. Opisy są przyzwoite, no i wstęp, czyli coś co można uznać za legendę jest bardzo klimatyczne. Generalnie świetna robota.
Odpowiedz
#6
Wielkie dzięki za poprawki i opinie^^
Naw, co do nazwy; nazwa jest taka, a nie inna. Nawet nie zauważyłem, że jest podobne, ale nie. Twoja sugestia jest równie nietrafiona co polska polityka. Nazwy nie będę, nie, nie mam zamiaru zmieniać – ma taką nazwę, a nie inną, ze względu na jej znaczenie w tym świecie.
Poza tym, nic więcej nie będę zdradzał. Z kolejnymi fragmentami to wszystko samo zacznie się wyjaśniać (a przynajmniej w dużej mierze).
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(05-10-2014, 11:55)epoN napisał(a): Naw, co do nazwy; nazwa jest taka, a nie inna. Nawet nie zauważyłem, że jest podobne, ale nie. Twoja sugestia jest równie nietrafiona co polska polityka.

Albo ja wytłumaczyłam to niezbyt jasno, albo ty mnie nie zrozumiałeś (jak to w polityce :D). Nie chodziło mi o samą nazwę, tylko jej uzasadnienie – Imperium Trzech Koron – po jednej koronie na ludzi, vexy i demony – ten cytat bardzo przypomina fragment przepowiedni o pierścieniach. Sugerowałam zmianę tylko tej części zgodnie z tym, co napisałeś dalej, że ma symbolizować współpracę trzech ras. Nie napisałam też, że coś zapożyczyłeś, tylko brzmi podobnie.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#8
Naw, wybacz, ale nie będę rezygnował z czegoś albo zmieniał, bo przypomina fragment czegoś innego. Przypomina? No trudno, bywa, taki miałem zamysł, tak napisałem i chcę, żeby tak było. No offence, thou : P
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#9
Świt
Część 1


Chłopak złapał ją za rękę. Długie palce o skórze nieskażonej promieniami słonecznymi delikatnie zacisnęły się na nadgarstku dziewczyny. Czerwone oczy patrzyły na nią z nadzieją, jakiej nigdy wcześniej nie widziała. Promienie światła, padające na jego plecy, wyglądały trochę jak aureola spowijająca blade i kościste ciało.
– Błagam, nie odchodź – poprosił łamiącym się głosem. – Co jest tak ważnego, że chcesz stąd odejść?
– Boję się nocy – powiedziała cicho.
Chłopak w milczeniu puścił jej rękę i pochylił głowę. Ellen nie była w stanie zobaczyć jego wyrazu twarzy, stał bowiem tyłem do pasma światła, które padało w ich stronę. Mogła się jedynie domyślać, jakie myśli krążyły po głowie Kaara. Natomiast oni nie mieli pojęcia, o czym mówiła dziewczyna. Nie znali koncepcji strachu, bowiem ani go nie zaznali, ani nie zostali nauczeni. Wiedzieli jednak jedno: Ellen była dla nich wszystkim i nie chcieli, by odeszła.
– Naprawdę przepraszam, ale naprawdę...
– Ellen... – wyszeptał z trudem chłopak, głośno pociągając nosem.
Dziewczyna przytuliła go, ignorując miecze, które wiecznie do siebie przyciskał. Pogładziła go po głowie, cicho przy tym wzdychając.
– Nie idźcie za mną. Żyjcie dalej w tym świecie i zapomnijcie o mnie, bym mogła narodzić się na nowo – poprosiła cicho. – To jest moja ostatnia prośba. Błagam was, zapomnijcie o mnie...
Ellen puściła go i z pożegnalnym uśmiechem wycofała się w tajemniczy portal, nim Kaar zdążył ponownie ją złapać. Miecze, które do tej pory spoczywały w jego objęciach, upadły na ziemię, a dłoń, trzymająca je przy piersi, wystrzeliła do przodu.
– ELLEN! – krzyknął z rozpaczą chłopak, po raz ostatni próbując powstrzymać dziewczynę.
Na próżno.
Jej sylwetka rozmyła się po przejściu przez portal.
Po tym, jak dziewczyna zniknęła, a jego ręce jej nie powstrzymały, chłopak upadł na kolana, płacząc po raz pierwszy w swoim życiu. Gęste łzy samotności, której nie zaznali nigdy wcześniej, wypływały z czerwonych oczu i zwilżały zimną, obojętną skałę. Czuł dziwny ból w piersi, którego nigdy wcześniej nie doświadczyli. Według nich to musiała być cena za to, że dzięki niej stali się ludźmi. Jednak wciąż nie chcieli, by odeszła. Nie wyobrażali sobie życia w tej ciemnej jaskini bez jej promiennego uśmiechu, kasztanowych włosów, złotych oczu...
Chodźmy za nią.
Cichy szept, który wydawał się trafiać prosto do jego duszy, rozbrzmiał echem w głowie. To było takie proste. Obejrzał się i przyjrzał dokładniej czarnej jak smoła jaskini, rozświetlanej jedynie nielicznymi promieniami, które wychodziły z jasnego punktu na sklepieniu. Otarł łzy i pociągnął mocniej nosem. Tak naprawdę to już nic ich nie łączyło z tym miejscem. Wcześniej po prostu egzystowali; Ellen nadała sens istnieniu, stała się słońcem w ponurym i ciemnym życiu. Nie mogliby teraz tutaj zostać, nie kiedy posmakowali obecności drugiego człowieka. Nie rozumieli, jak do tej pory mogli samotnie tkwić w tym mrocznym miejscu.
Nie powinni poddawać się za łatwo. W tej jednej chwili postanowili: odnajdą Ellen i dowiedzą się dokładniej, dlaczego odeszła. Podniósł z ziemi obydwa miecze i, tuląc je na nowo do ciała, nieśmiałym krokiem wkroczył w portal, zostawiając za sobą świat, którego byli nieodłączną częścią. Nie wiedzieli, ile spędzili czasu w tym miejscu, ale dopiero od jakiegoś czasu byli świadomi zmian w swoich ciałach. Chociażby on: jego włosy sięgały coraz niżej, ręce i nogi stawały się dłuższe, otoczenie stopniowo malało, luźne, wytarte ubranie było teraz prawie przyciasne, głos nabrał głębszej barwy. Nawet miecze, które mieli odkąd zyskali świadomość, skurczyły się do bardziej odpowiedniego rozmiaru. A może to raczej oni byli więksi niż wcześniej?
Wziął głęboki oddech, wstrzymał powietrze, zamknął oczy i niepewnym krokiem wszedł w ciemną kurtynę, w której kilka chwil wcześniej zniknęła Ellen. Coś nieprzyjemnie chłodnego otuliło jego ciało, jednak to wrażenie zniknęło równie szybko, jak się pojawiło.
Spodziewał się twardej skały. W rzeczywistości coś miękkiego załaskotało go w stopę, kiedy ją stawiał na ziemi. Coś wysokiego oraz lekko chropowatego delikatnie i sporadycznie muskało jego łydki w rytm ruchów powietrza.
Poczuł coś przyjemnego na skórze. Coś dziesiątki, nie, setki razy przyjemniejsze niż promień światła w jaskini. Ciepło, które czuł na skórze, szybko rozchodziło się po jego ciele. Delikatny wiatr lekko powiewał brudnymi, splątanymi, sięgającymi kolan włosami o pierwotnie śnieżnobiałej barwie. Kaar wypuścił powietrze i ponownie wypełnił nim płuca, wciągając tym samym całą gamę nieznanych mu zapachów. Oblizał spierzchnięte, blade usta, po czym wywiesił z zaintrygowaniem język. Miał wrażenie, że czuł intensywne wonie nawet na nim, co jeszcze nigdy się nie zdarzyło w jaskini.
Słyszał odgłosy, których nigdy wcześniej nie słyszał. To była dziwna rozkosz dla uszu. Radosne dźwięki dochodzące ze wszelkich stron, uspokajające szumy i od czasu do czasu głośniejsze trzaśnięcia. Momentami słyszał także i lekkie bzykanie, raz bliżej, raz dalej, to ciszej, to głośniej. Nie miał pojęcia, co było tego źródłem; z jaskini znał jedynie uderzanie jednego kamienia o drugi i kapanie kropel wody.
Bał się jednak otworzyć oczy. Jakkolwiek to wszystko było przyjemnie intrygujące, to z każdą kolejną chwilą był coraz bardziej przytłoczony i przerażony. Nawet przez zaciśnięte powieki raziło go światło. Czy to był jej świat? Nic jeszcze nie zobaczył, jedynie poczuł i usłyszał, a i tak to było za dużo. Nigdy wcześniej jeszcze nie czuł czegoś takiego; jakby obca siła zabrała mu władzę w mięśniach i paraliżowała zmysły. Czy to było „banie się”, o którym wspominała Ellen?
Jestem tutaj, zobaczmy ten świat...
Bańka strachu prysnęła bez śladu przebita igłą otuchy. Z wolna rozchylił powieki.
Jasny punkt na niebiesko-białym sklepieniu niemiłosiernie go oślepiał. Podniósł rękę, by zasłonić przed nim oczy, dzięki czemu mógł nieco dokładniej przyjrzeć się otoczeniu. Te zaś wypełniała mieszanka barw, których nigdy wcześniej nie widział w jaskini. U stóp zieleń przemieszana z lekkim akcentem żółci i bieli dziwnych roślin, nieco dalej brązowe, otoczone jasnozielonymi chmarami słupy. Tu i ówdzie były kolory, których nazw nie potrafił określić, a wszystko na jakiś sposób poruszało się w swoim indywidualnym rytmie.
Przerażenie powoli ustępowało miejsca bezgranicznej fascynacji, karmiąc ich niezaspokojoną ciekawość.
Viir aske byrief aak'lez! – krzyknął ktoś.
Chłopak z wolna obrócił się w stronę, z której dobiegł go dźwięk. To nie tak, że nie znali języka. Po prostu nie rozumieli frazy „Rusz się, a zabiję”. Ellen nauczyła ich sporo słów, jednak nie była w stanie wszystkiego mu przekazać. Kaar nie był nawet świadomy, jak ograniczoną wiedzą dysponowali w tej chwili.
Spojrzał na przerażonego mężczyznę, który celował do niego z jakiejś metalowej rury. Wydawało mu się, że daleko za jego plecami przewinęła się burza kasztanowych włosów.
– ELLEN! – krzyknął bez wahania chłopak, robiąc krok do przodu. – Czekaj na...
Huk wystrzału zagłuszył jego słowa. Mężczyzna odruchowo nacisnął spust broni. Metalowa lufa plunęła ogniem, wyrzucając niewielką kulkę w stronę Kaara.
– … Ech? – wydusił z siebie chłopak, kiedy poczuł mocniejsze szturchnięcie w bark.
Upadł miękko na ziemię. Czerwona plama stopniowo rozrastała się na koszuli chłopaka. Ostry ból promieniował z barku, paraliżując lewą rękę chłopaka. Kaar patrzył to na czerwoną plamę, to na mężczyznę, który przeładowywał broń.
– Virgo...? – zapytał nieśmiało chłopak, przyciskając jeszcze mocniej do siebie z paniką dwa miecze. Dopiero po krótkiej chwili usłyszał roztrzęsiony głos w myślach.
U... uciekaj, Kaar! Nie oglądaj się, uciekaj! Zapomnijmy na razie o niej, uciekaj!
Nie musiała mu dwa razy tego powtarzać. Poderwał się z ziemi i pobiegł ile sił w nogach do lasu. Z dala od mężczyzny. Już przy jego ostrzegawczym krzyku chłopak podświadomie czuł, że coś jest nie tak.
Ponownie usłyszał wystrzał i kula drasnęła jego żebra. Nie wiedział, co się dzieje. Jego serce biło jak szalone, dziwne, nieprzyjemne uczucie promieniowało z dwóch miejsc, coś czerwonego wypływało z jego ciała. Każdy kolejny krok był coraz pewniejszy, jakby na nowo nauczył się biegać. I biegł, biegł, ile sił w nogach. Zielone obiekty o brązowych trzonkach bezlitośnie biczowały jego ciało, wdzierały się w ubrania, kłuły i raniły skórę, wplatały się we włosy. Nie miał jednak odwagi zatrzymać się ani na moment. Pierwszy raz słyszał przestraszoną Virgo.
Nie myślał. Bał się myśleć. Tylko jedno się liczyło: uciec jak najdalej od zagrożenia. Nie miał pojęcia, ile czasu biegł. Każdy kolejny krok i oddech były prawdziwą torturą. Mięśnie, zmuszone do wysiłku, jakiego nigdy wcześniej nie podejmował, ostro protestowały przeciwko kolejnym ruchom, w głowie wirowało od gorąca i duchoty, płuca i gardło paliły żywym ogniem, serce łomotało niczym skalna lawina. Każdy fragment skóry piekł od niezliczonej liczby zadrapań, a usta popękały z suchoty.
Zaczepił się po raz kolejny o jakiś wystający kamień i upadł na ziemię. Spróbował wstać i biec dalej, jednak ciało odmawiało posłuszeństwa. Czuł, że w każdej chwili może stracić przytomność. Jasny punkt na niebie przesunął się i próbował ukryć nisko za drzewami. Błękit nieba zastąpiła jasna czerwień. Ciężko dysząc, chłopak myślał, kiedy to nastąpiło. Przekręciwszy się na plecy, dotknął rany na barku, która pulsowała dziwnym bólem. Może Ellen miała rację? Może powinniśmy zostać i nie iść za nią...? – pomyślał z żalem. Znowu łzy cisnęły mu się do oczu.
– Virgo, a ty jak sądzisz? – zapytał cicho dziewczyny, która pojawiała się obok niego. Wyglądało, jakby wiatr nawiewał stopniowo fragmenty ciała i ubrań.
W pewnym sensie wyglądała jak jego przeciwieństwo. Krótkie, czerwone włosy, ciemna karnacja i znacznie solidniejsze ciało zdecydowanie najbardziej ich odróżniały. Mieli niemal identyczne wzrost i rysy twarzy, a co najważniejsze – takie same, równie samotne i smutne, czerwone oczy. Sprawiali wrażenie rodzeństwa, gdzie Virgo była starszą siostrą, na której zawsze można polegać. Jednak tym razem dziewczyna potrząsnęła głową.
– Nie mam pojęcia, Kaar – odpowiedziała mu. – Przepraszam, że cię do tego zmusiłam, ale... – pogładziła z troską jego głowę – miałam naprawdę złe przeczucia. Nie byłam jednak do końca pewna, a nie chciałam...
– Wiem. – Odetchnął głębiej. – Stało się... Ten świat jest naprawdę dziwny – stwierdził po krótkiej pauzie. Virgo przytaknęła.
– Odpocznij trochę, teraz ja nas poniosę – powiedziała, po czym podniosła chłopaka z ziemi.
Ze zdumieniem odkryła, że jest bardzo lekki. Mimo że towarzyszyli sobie odkąd byli tego świadomi, to taka sytuacja zdarzyła się dopiero pierwszy raz. Kiedyś miała okazję nieść w podobny sposób Ellen, przy której Kaar wydawał się być lekki jak piórko. Rozejrzała się niepewnie i po chwili wahania ruszyła dalej.
– Myślisz, że powinniśmy się wtedy posłuchać Ellen? – zapytał ją sennym głosem. – Tkwić w samotności tylko we dwójkę, ale przynajmniej w przyjaznym świecie...
– Czy ty naprawdę tak uważasz? – upewniła się. Chłopak w milczeniu patrzył na miecze. – Nie ma sensu się cofać. Poza tym chcę poznać lepiej ten świat. I ty też, czuję to. Bądź co bądź, to za moją namową tutaj wkroczyliśmy.
Tak właściwie słowa były zbędne. Wystarczyły im jedynie spojrzenia, by zrozumieć nawzajem swoje myśli. Jednak mimo wszystko korzystali z okrężnej drogi, by pielęgnować dar, który podarowała im Ellen: język.
Kaar kiwnął głową i przymknął oczy, niemal błyskawicznie pogrążając się we śnie. W jego objęciach ciągle spoczywały dwa miecze, z którymi nie miał najmniejszego zamiaru się rozstawać. Virgo spojrzała z troską na jego zmęczoną twarz, wykrzywioną delikatnie pod wpływem dziwnego bólu. Teraz to był czas, by zrobić coś dla niego. Podobnie jak on do tej pory, biegła ciągle przed siebie bez wytchnienia, nie zwalniając ani na chwilę. Starała się unikać rzeczy, które mogły zranić chłopaka, jednocześnie wypatrując jakiegoś schronienia.
Świat, którego nie znali, powoli zaczynał akceptować ich istnienie.


Aller nagle przystanął. Rozejrzał się po okolicy, jakby kogoś szukał. Marie zatrzymała się i spojrzała na swojego vexa.
– Co ty robisz? – zapytała go, marszcząc brwi. – Nie mamy przecież całego dnia, nie zapominaj o tym.
Mężczyzna jednak kompletnie ignorował jej słowa, bacznie lustrując okolicę. Dziesiątki postaci na zatłoczonej ulicy Harath zachowywało się podobnie. Porzucili swoje codzienne obowiązki, by znaleźć coś lub kogoś. Liczne maszyny zostały zatrzymane, tu i ówdzie ludzie poganiali swoich vexów, próbując przywołać ich do porządku.
– Na litość boską, chyba potrzebuję nowego vexa... – burknęła z niezadowoleniem Marie, spoglądając na wieczorne słońce. – Czego ty tak szukasz?
Mężczyzna zamrugał, jakby ocknął się z transu. Zmarszczył brwi i pomasował skronie. Próbował przywołać na nowo przed oczy obraz, który pojawił się kilkanaście sekund wcześniej razem z nieopisanym pragnieniem. Ruch na ulicy powoli wracał do poprzedniego rytmu.
– Nie jestem pewien – mruknął, pocierając niewielki sygnet na palcu. – Ale sądzę... że szukam Ellen...?
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#10
Hm... Powiem, że nie znam tego uniwersum, więc dopiero zaczynam w nim stawiać pierwsze kroki, więc kilka rzeczy jest dla mnie jeszcze niezrozumiałych.
Powiem szczerzę, że imię "Virgo" mnie odrobinkę bawi... Po prostu, Panna ^.^ Ale spoko, nie zamierzam się czepiać :)

I poza tym, robi się interesująco. Za wiele nie mogę powiedzieć, bo historia dopiero nabiera jakiegoś kształtu... Ale to, co napisałeś – pozostawia niedosyt i człowiek wciąż czeka na więcej :)
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Jesteśmy smokami Polak149 9 3,900 24-02-2013, 16:17
Ostatni post: Arabella

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości