Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Brzask
#1
No to ten. No. Jak zawsze, proszę o konstruktywną krytykę. Nie będzie długie, ale myślę, że coś z tego może wyjść. A przynajmniej, to ja mam nadzieję, że wyjdzie. Tak o, mam ochotę pobrudzić się ludzką psychiką i zobaczyć, co z tego będzie :)

BRZASK


Prolog.

Nie jestem wzorem do naśladowania. Nigdy nim nie byłem ani też nie aspirowałem do tego miana. Moje życie odbiega od normalnego tak bardzo, jak tylko jest to możliwe. Raz w życiu, dawno, dawno temu zrobiłem coś, o czym nie mogę zapomnieć. Coś, co kładzie cień na moją teraźniejszą egzystencję. Nie mam stałego adresu. Czasami pomieszkuję w mniejszych lub większych spelunach albo opuszczonych budynkach, zawsze jako dziki lokator. Nie posiadam dowodu osobistego. Dla tego świata, dla wszystkich ludzi, jestem po prostu martwy.

Część pierwsza: Życie się toczy. 1/2
Zatrzymałem się na przedmieściach Krakowa w ciemnej, rzadko uczęszczanej uliczce. Zerknąłem w boczne lusterko i starałem się dostrzec jakiś ruch. Z nieba prószył pierwszy śnieg, choć była ledwie połowa listopada. Otworzyłem okno i zapaliłem papierosa, uważnie obserwując otoczenie. W końcu zauważyłem trzech młodych chłystków, którzy zmierzali w moim kierunku. Wsiedli do środka akurat, gdy kończyłem palić. Odwróciłem się do nich.
– Miało was być dwóch – rzuciłem ostro.
– Kolega w ostatniej chwili się zdecydował – odpowiedział mi pryszczaty chłopak z wciąż dziewiczym zarostem na twarzy. – To nie kłopot, e... Jak ty się w ogóle nazywasz?
Prychnąłem z niedowierzaniem i sięgnąłem po kolejnego papierosa. Siedzący z lewej strony, wyglądający na maminsynka, chłoptaś o delikatnych rysach skrzywił się, gdy to zobaczył.
– Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz – powiedziałem, po czym zlustrowałem ich spojrzeniem.
Maminsynek i ten, który zajął miejsce z prawej strony, przypominający mi do złudzenia małego skrzata. Chłopaczki wyglądali na trochę przestraszonych, a pryszczaty dzieciak pomiędzy nimi zdawał się być mocny tylko w gębie. Za coś jednak musiałem żyć.
– Ja jestem Mi... – zaczął, ale mu przerwałem.
– Nie chcę znać waszych jebanych imion. Dajcie kasę.
Nieco zbity z tropu małolat sięgnął do kieszeni i podał mi na wyciągniętą dłoń garść pomiętych banknotów. Maminsynek pobladł, a Skrzat zaczął się nerwowo rozglądać dookoła. Wyjąłem z kieszeni małą paczuszkę i po przeliczeniu pieniędzy podałem im ją. Na twarzy Maminsynka pojawiły się krople potu, choć nie miałem ogrzewania, a okno wciąż było otwarte.
– Czy... czy... Czy masz m... może co... oś ekstra? – wydukał.
– Kosztowałoby was to stówę – stwierdziłem bez zawahania.
Dzieciak przełknął ślinę i wyjął swój portfel. Już wiedziałem, po co go wzięli ze sobą. Miał fundusze.
Gdy zatrzymałem się przy jednym z bloków, byłem bogatszy o cztery stówy na czysto i lżejszy o cały towar, jaki dzisiaj miałem. Wyjąłem ze schowka rękawiczki, założyłem je i odchyliłem oparcie fotela, starając się przybrać w miarę wygodną pozycję i złapać kilka godzin snu.
Nie wiem, ile czasu minęło, nim w szybę ktoś zapukał. Poderwałem się z miejsca oblany zimnym potem. Skrajnie znudzony policjant patrzył z przyganą. Otwierając okno, zbierałem się w sobie. Może to nie po mnie.
– Dobry wieczór, panie władzo – powiedziałem z uśmiechem. – Coś nie tak z samochodem? Jestem na zakazie?
– Co pan tutaj robi? – zapytał ostro policjant.
– Na dziewczynę czekam. Wie pan, jakie są kobiety... – stwierdziłem nonszalancko. – Poszła się tylko przebrać... Która to godzina? – Zerknąłem na zegarek. Dochodziła druga, czyli spałem jakieś półtorej godziny. – O, poszła się przebierać dobrą godzinę temu, musiało mi się przysnąć.
Przeciągnąłem się i ziewnąłem ostentacyjnie, mając nadzieję, że ta bajeczka była przekonująca. Policjant wciąż patrzył na mnie surowo, więc wysiadłem z samochodu. Kątem oka dostrzegłem w oknie majaczącą postać jakiejś staruszki. Zakląłem w myślach, podejrzewając o co chodzi. Przez ostatni tydzień tutaj spałem i starowinka widocznie się zaniepokoiła, że obserwuję okolicę.
– Niech pan idzie do swojej dziewczyny, dobrze? – powiedział uprzejmie policjant, choć w jego głosie dało się wyczuć nutkę groźby.
Wolałem nie ryzykować. Zamknąłem samochód i podszedłem do drzwi, czując na sobie uważne spojrzenie. Wyciągnąłem rękę i wcisnąłem pierwszy lepszy przycisk. Starałem się ocenić szanse ucieczki. Mundurowy stał przy moim samochodzie, więc musiałbym porzucić wszystkie swoje rzeczy. Pieniądze, na całe szczęście, trzymałem zawsze przy sobie. Wyrzucałem sobie popełnienie tak prostych błędów.
Gdy jednak zbierałem się w sobie, by rzucić się biegiem do ucieczki, usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Pchnąłem je lekko i odwróciłem się do policjanta z wrednym uśmieszkiem. Wbiegłem do środka, obserwując przez szybkę dzielnicowego. Przez dłuższą chwilę przyglądał się mojemu samochodowi, a mnie krew zalewała. Po długich, naprawdę długich minutach w końcu sobie poszedł, a ja zacząłem się wspinać po schodach. Instynktownie wyczuwałem czyjąś obecność. Na czwartym piętrze drzwi były uchylone, a w smudze światła stała drobna, roześmiana blondynka. Poprzez szlafrok, którym była otulona, mogłem spokojnie ocenić jej wdzięki. Uśmiechnąłem się do niej, a w odpowiedzi otworzyła drzwi szerzej, żebym mógł wejść. W małym mieszkaniu dostrzegłem jeszcze wysoką brunetkę. Obydwie dziewczyny podobnie do siebie, choć muszę przyznać, że blondynka była zdecydowanie ładniejsza. Miała duże, zielone oczy, drobny nosek i nieco odstające kości policzkowe. Uśmiechała się zalotnie. Nie mogłem się jednak pozbyć dziwnego wrażenia, że skądś je znam.
– Widywałyśmy cię już jakiś czas tutaj... Sypiasz w samochodzie? – zapytała figlarnie. – Cóż to za desperacja?
– Żona wyrzuciła mnie z domu – odparłem bez zająknięcia. – Znalazła sobie nowego fagasa, a mnie pokazała drzwi.
Blondynka roześmiała się tylko, ale brunetka zmierzyła mnie chłodnym, analitycznym spojrzeniem. Wstała ze stołka, który zajmowała, i zbliżyła się do mnie. Nie poruszyłem się nawet wtedy, gdy stała przy mnie twarzą w twarz, niemalże stykając się ze mną nosem.
– Możesz dziś zostać... – powiedziała. – Ale nie za darmo, oczywiście.
Siłą woli powstrzymałem odruch, by się roześmiać. Brunetka odskoczyła ode mnie gwałtownie. Wiedziałem już, dlaczego towarzyszyło mi to dziwne uczucie... Ta brunetka była kiedyś moją klientką. Dość regularną... Choć miała wtedy kilka lat mniej.
– Masz mnie całego – odparłem. – Możemy iść do twojego pokoju, jeśli chcesz... Na trójkąciki też bym się pisał.
Blondynka prychnęła i odsunęła się ode mnie jak rażona piorunem. Z zawadiackim uśmiechem zbliżyłem się do drugiej z dziewczyn, a ta złapała mnie za rękę i pociągnęła do jednego z pokoi, po czym zamknęła drzwi na klucz. Nerwowo wyciągnęła w moim kierunku rękę.
– Sprzedałem dziś wszystko, maleńka – mruknąłem.
– Jasne – prychnęła. – Bo ja was nie znam. Jebani dilerzy.
Przyglądałem się jej, nawet nie mrugając. Nie spuszczając z niej spojrzenia, rozpiąłem kurtkę i sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni kurtki. Wyjąłem woreczek z trzema białymi tabletkami.
– Jak działają? – spytała nieufnie.
– Nie mam pojęcia – odpowiedziałem. – Są jako gratis.
Wyrwała torebeczkę z mojej dłoni i drżącymi rękami próbowała wydostać jedną z tabletek. Nie przypominała opanowanej, nieufnej siebie jeszcze sprzed kilku minut. Zaczęła mówić... Dużo mówić, jeśli mam być szczery.
– Zmusili mnie, żebym mieszkała z Wiolą. Wysłali na odwyk. Jebana dziwka, mnie uważa za ćpuna, a sama pieprzy się z kim popadnie. Starsza, poukładana siostra, kurwa mać. – W końcu wyjęła tabletkę i przełknęła ją. – Zabrali telefon, nie mam numerów. Nie mogę sobie nic załatwić, pilnują mnie...
Nie słuchałem jej, tylko zdjąłem kurtkę i zacząłem się rozglądać po pokoju. Był mały, a jego ściany brudne, dawno nie malowane. Za umeblowanie służyły jedno łóżko i dwie szafy. Wymknąłem się z pokoju i znalazłem łazienkę. Skoro już opłaciłem swój pobyt, zamierzałem skorzystać z pełnej gamy usług.
Upewniłem się, że drzwi są dobrze zamknięte, po czym zrzuciłem ciuchy i wszedłem pod gorące strugi prysznica. Spanie w samochodzie miało swoje wady, takie jak na przykład brak węzła sanitarnego.
CDN.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(14-09-2014, 12:00)Ginger napisał(a): Maminsynek i ten, który zajął miejsce z prawej strony, przypominający mi do złudzenia małego skrzata (Tu dałbym kropkę, ale niech sprawdzą to niebiescy) chłopaczek (Chłopaczki) wyglądali na trochę przestraszonych, a pryszczaty dzieciak pomiędzy nimi zdawał się być mocny tylko w gębie. Za coś jednak musiałem żyć.

Dzieciak przełknął ślinę i wyjął swój portfel. Już wiedziałem, po co go wzięli ze sobą. Był bogaty.
Gdy zatrzymałem się przy jednym z bloków, byłem bogatszy o cztery stówy na czysto i lżejszy o cały towar, jaki dzisiaj miałem.

Wyjąłem ze schowka rękawiczki, założyłem je i odchyliłem oparcie fotela, starając się przybrać w miarę wygodną pozycję i złapać kilka godzin snu. (raczej od nowego akapitu) Nie wiem, ile czasu minęło, nim w szybę ktoś zapukał. Poderwałem się z miejsca, oblany zimnym potem

Obydwie dziewczyny były do siebie podobne, choć muszę przyznać, że blondynka była zdecydowanie ładniejsza.


Ta brunetka była kiedyś moją klientką. Dość regularną... Choć była wtedy młodsza.

Zaczęła mówić... Dużo mówić, będąc szczerym(chyba będąc szczera. Choć tak dziwie wygląda to zdanie. Skąd On(Ty) wiesz, że jest szczera? piszesz w pierwszej osobie. Ograniczasz się do swojego punktu widzenia. Prędzej: Wydawało mi się, że mówiła prawdę.)

Nie słuchałem jej, tylko zdjąłem kurtkę i zacząłem się rozglądać po pokoju. Był mały, ściany były brudne, dawno nie malowane. Za umeblowanie służyły jedno łóżko i dwie szafy. Wymknąłem się z pokoju i znalazłem łazienkę. Skoro już opłaciłem swój pobyt, zamierzałem skorzystać z pełnej gamy usług.

Dawno nie czytałem psychologicznego tekstu, a lubię je.
Ten Fragment dobrze wprowadza w klimat i na razie nic więcej, nie powiem, bo jest tego zbyt mało. Z głębszą oceną poczekam :)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#3
Okay, błędy od Maro poprawione ^.^ z tą szczerością chodziło mi o coś zgoła innego, i nagle mnie olśniło jak to zmienić żeby wyszło na moje ^.^

No, to nawet nie jest skończona pierwsza część, a treść właściwa zaczyna się od drugiej, więc... czekaj ^.^
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#4
Mocna rzecz ;) Niby nie moje klimaty, ale podobało mi się. Wulgaryzmów zwykle nie trawię, ale Sapek nauczył mi je znosić, zresztą z nimi wszystko wygląda bardziej realistycznie i dosadnie. Tak tylko mówię, bo wszystko idealnie do siebie pasuje.

Już nie lubię głównego bohatera, to chyba dobrze.
Jedno jej spojrzenie i miasto leży w gruzach
Za to ją wielbią, nie za jej urodę
Odpowiedz
#5
Powiem tak, o głównym bohaterze jeszcze nie wiemy praktycznie nic. Aczkolwiek, przyznam szczerze, nie zależy mi na tym, żeby postać była dobra/lubiana. Chcę, żeby był ciekawy ^.^
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#6
(14-09-2014, 12:00)Ginger napisał(a):
Prolog.

[align=left]

Nigdy nim nie byłem,(bez przecinka) ani też nie aspirowałem do tego miana.

Dla tego świata, dla wszystkich ludzi –(raczej przecinek – podkreślony fragment można uznać za wtrącenie i zamknąć jednakowymi znakami z obu stron), jestem po prostu martwy.

Siedzący z lewej strony, wyglądający na maminsynka(przecinek) chłoptaś o delikatnych rysach skrzywił się, gdy to zobaczył.

Maminsynek i ten, który zajął miejsce z prawej strony, przypominający mi do złudzenia małego skrzata chłopaczek wyglądali na trochę przestraszonych, a pryszczaty dzieciak pomiędzy nimi zdawał się być mocny tylko w gębie. (Trochę za dużo tych określeń jednej postaci – ten, skrzat, chłopaczek – jakbyś chciała w jednym zdaniu opowiedzieć o nim wszystko.)

Za coś jednak musiałem żyć.
– Ja jestem Mi... – zaczął, ale mu urwałem (przerwałem).

– Nie chcę znać waszych,(moim zdaniem bez przecinka, ale nie jestem pewna) jebanych, imion.

Wyjąłem z kieszeni małą paczuszkę i po przeliczeniu pieniędzy,(bez przecinka) podałem im ją.

Na twarzy Maminsynka wykwitły (raczej rumieńce, a pojawiły się krople potu) krople potu, choć nie miałem ogrzewania, a okno wciąż było otwarte.

Poderwałem się z miejsca,(bez przecinka) oblany zimnym potem.

Zakląłem w myślach(przecinek) domyślając się, o co chodzi.

Pchnąłem je lekko i odwróciłem się, by uśmiechnąć się wrednie do policjanta (odwróciłem się do policjanta z wrednym uśmieszkiem).

Obydwie dziewczyny były do siebie podobne, choć muszę przyznać, że blondynka była zdecydowanie ładniejsza.

Wstała ze stołka, który zajmowała(przecinek, gdyż to jest wtrącenie) i zbliżyła się do mnie.

Siłą woli powstrzymałem się, by się nie roześmiać. Brunetka odsunęła się ode mnie gwałtownie.

Ta brunetka była kiedyś moją klientką. Dość regularną... Choć była wtedy młodsza.

Blondynka prychnęła i odsunęła się(odskoczyła) ode mnie, jak rażona piorunem. Z zawadiackim uśmiechem zbliżyłem się do drugiej z dziewczyn, a ta złapała mnie za rękę i pociągnęła do jednego z pokoi, po czym zamknęła drzwi na klucz.

Nie spuszczając z niej spojrzenia, rozpiąłem kurtkę i sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni kurtki (zbędne).

Był mały, ściany były brudne, dawno nie malowane.

Upewniłem się, że drzwi są dobrze zamknięte, po czym rozebrałem się(zrzuciłem ciuchy) i wszedłem pod gorące strugi prysznica.

Zaczęłaś nieźle. Pewnie to nie skończy się happy endem, ale nie oceniasz, za co plus. Relacjonujesz dość chłodno sytuacje, które do sielankowych nie należą. Zobaczymy, co jeszcze cwaniaczkowi się przydarzy. Nie wzbudził mojej sympatii, a to dobrze, bo nie jest obojętny. Zainteresowałaś mnie i czekam na ciąg dalszy :). Zwróć większą uwagę na powtórzenia.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Jest ciekawy, stanowczo ;) Swoją drogą ja lubię nie lubić intrygujące postacie ^^
Jedno jej spojrzenie i miasto leży w gruzach
Za to ją wielbią, nie za jej urodę
Odpowiedz
#8
Dziękuję za wytknięcie błędów. Część z błędów wyszczególnionych przez Naw zdążył mi wypomnieć Maro, więc były już zmienione : ) Jeśli coś jeszcze jest nie tak, to piszcie. Za konstruktywną krytykę się nie zamierzam obrazić :3

Naw, zależy co dla kogo jest happy endem. Powiem, że jak nigdy zaczynając pisać historię mam jej zarys w głowie. Ale powiem szczerze, że określenie bohatera jako "cwaniaczka"... nie przyszło mi do głowy :) ale ja po prostu wiem, o co chodzi xDD Więc czekajcie dzielnie, bo naprawdę zamierzam tę historię bardzo.... szczegółowo przedstawić. I mam nadzieję, że mi wyjdzie. Za powtórzenia i w ogóle, to ja przepraszam. Muszę przeinstalować OO, bo mi słownik po prostu zwariował i cała wstępna beta jest robiona wyłącznie przeze mnie ;x
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#9
(14-09-2014, 12:00)Ginger napisał(a): Zerknąłem w boczne lusterko i starałem się dostrzec jakichś(jakiś) ruch.

Zakląłem w myślach(przecinek) domyślając się (przecinek)o co chodzi.

Wstała ze stołka, który zajmowała(przecinek) i zbliżyła się do mnie.

Blondynka prychnęła i odsunęła się ode mnie,(bez przecinka) jak rażona piorunem.

Zapowiada się ciekawie, mimo że klimat taki, w jakim raczej się nie obracam. Normalnie preferuję opowiadania, w których główny bohater wzbudza we mnie raczej sympatię niż niepokój, ale już czuję, że temu tekstowi taki nic nie odejmie, a wręcz doda. Napisane tak, jak być powinno, opisy bardzo pasują do tego, co dzieje się w tym fragmencie. Chętnie przekonam się, co też z tego wyjdzie. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#10
Spoiler: 'Przedmowa'


BRZASK

Część pierwsza: Życie się toczy. 2/2
Gorąca woda zmywała nie tylko brud, lecz także zmęczenie. Czułem, jak z moich mięśni powoli odpływa napięcie. Stres, niesprzyjające warunki atmosferyczne, wymuszona pozycja przez większość czasu – to wszystko zaczęło przemijać. Byłem tylko ja i mój umysł, moje myśli. Krążyły jak szalone, starając się zaczepić na jakimś twardym gruncie. Co miałem teraz zrobić? Nie mogłem spędzić całej zimy w samochodzie, a ostatnie miejsce, w którym znalazłem schronienie, już nie istniało. Żyłem na tym świecie sam i nie planowałem tego zmieniać. Kiedyś była dziewczyna, którą kochałem. Jedyna osoba, tak na dobrą sprawę, jaką kiedykolwiek kochałem, choć przecież mi nie przytrafia się nic dobrego. A nawet jeśli, to ze mną nie zostaje. To była bardzo gorzka lekcja i przestałem już toczyć tę bezsensowną walkę.
Zakręciłem wodę i sięgnąłem po pierwszy lepszy ręcznik. Moje myśli biegły w złym kierunku. Wpatrzyłem się tępo w jeden punkt, usiłując wyrzucić z mojej głowy obraz roześmianej dziewczyny z papierosem w jednej ręce i butelką wódki w drugiej. Stanąłem przed lustrem. Dwudniowy zarost pokrywał moją twarz, oczy były podkrążone. Nie wyglądałem lepiej, niż wszyscy ci, z którymi handlowałem, ale... Nie miało to żadnego znaczenia. Potrząsnąłem głową, by trochę się otrzeźwić. Moje przeszłość, teraźniejszość, przyszłość... To wszystko kłamstwo. Byłem martwy już od wielu, wielu lat.
Wróciłem do pokoju i niemalże w tej samej chwili dziewczyna się na mnie rzuciła. Całowała mnie jak oszalała, jej ręce błądziły po moim ciele. Zareagowałem instynktownie, pozwalając na wszystko. W końcu przejąłem kontrolę i pchnąłem ją na łóżko, była tak naćpana, że nie robiło jej to większej różnicy. Teraz to ja dyktowałem warunki.
Nie pozwalałem sobie na pełne rozluźnienie nawet wtedy, gdy spałem. Kiedy zamykałem oczy, mój słuch stawał się maksymalnie wyostrzony i czuły. Najlżejszy szmer potrafił postawić mnie na nogi. Gdy tylko mój mózg zarejestrował ludzi na klatce schodowej, zerwałem się jak oparzony. Śpiąca obok mnie brunetka zamruczała coś przez sen i przewróciła na drugi bok. Przez całą noc nawet nie zapytałem jej o imię... Ale ta wiedza nie była i nie będzie mi do niczego potrzebna. Założyłem spodnie, koszulkę i sięgnąłem po kurtkę. Opuściłem mieszkanie cicho jak złodziej. Dopiero wychodząc na świeże, mroźne powietrze wygrzebałem z kieszeni paczkę papierosów i zapaliłem jednego. Dym rozchodził się po płucach, przyjemnie je łaskocząc. Gdybym miał do tego jeszcze kawę, to miałbym wszystko.

Część druga: Ziemia zaczyna drżeć. 1/3
Zbliżała się północ, a ja kończyłem trzecie już piwo. Głośna muzyka dudniła mi w uszach, przyprawiając o ból głowy. Przyglądałem się jednej konkretnej kobiecie. Miała ona rude, sięgające ramion włosy i, czego nie dostrzegałem z tej odległości, wielkie, brązowe oczy, które potrafiły zahipnotyzować. Gabriela... Biodra dziewczyny poruszały się kusząco w rytm muzyki, a na jej talii spoczywały dłonie jakiegoś opalonego fagasa. Zapaliłem papierosa, nie spuszczając z niej wzroku. Jakiś dzieciak, nie wyglądający jeszcze na pełnoletniego, usiadł obok mnie.
– Masz? – spytał nerwowo.
Jego oddech cuchnął alkoholem, a na twarzy było widać drobinki potu. Skinąłem głową i odłożyłem papierosa do popielniczki, a następnie wstałem z miejsca i ruszyłem w stronę męskiej łazienki. Dzieciak podążył za mną jak cień. Sprzedałem mu kilka tabletek, po czym zamknąłem w kabinie, żeby się odlać. Usłyszałem stukot obcasów obwieszczających, iż zawitał ktoś, kogo nie powinno tu być. Wyszedłem z nonszalanckim uśmiechem i oparłem o ścianę.
– Po co kazałaś mi tu przychodzić, malutka? – zapytałem dziarsko.
Rudowłosa kobieta, Gabriela, uśmiechnęła się zalotnie i zatrzepotała rzęsami. Wywróciłem oczami, a potem znów skupiłem na niej badawcze spojrzenie. Patrzyliśmy na siebie dłuższą chwilę, dopóki ona nie zbliżyła się do mnie i nie nachyliła nad moim uchem.
– To ty miałeś do mnie biznes, prawda? – wyszeptała. – Czekam na ofertę...
Położyłem dłoń na jej plecach i przesunąłem palcem wzdłuż jej kręgosłupa. Zadrżała delikatnie i roześmiała się filuternie. Sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem z niej małą torebeczkę wypełnioną białym proszkiem.
– Nie wszystko naraz – powiedziałem cicho.
Wyrwała mi narkotyk z pożądliwym, niebezpiecznym błyskiem w oczach.
– Przypilnuj drzwi – rzuciła, po czym rozsypała proszek obok umywalki i uformowała z niego dwie ścieżki.
Z tylnej kieszeni swoich obcisłych spodni wyjęła kawałek jakiejś kartki. Odwróciłem wzrok, gdy wciągała kokainę.
– Chcesz trochę? – Usłyszałem jej pytanie.
– Dzięki, nie. Ty też nie przesadź, Gab...
Prychnęła pod nosem i stanęła przede mną. W tych oczach tańczyły wesołe ogniki, a ona pociągała lekko nosem. Położyła dłoń na moim policzku i przekrzywiła nieco głowę. Ucałowałem delikatnie jej czoło i wyszedłem z łazienki. Nie zdążyłem zrobić czterech kroków, gdy złapała moją rękę i pociągnęła na parkiet taneczny. Migające światła i głośna muzyka otumaniały mnie. Starałem się skupić uwagę na Gab, gdyż jej wzrok nie wróżył nic dobrego. W końcu się roześmiała, choć dźwięk ten zniknął w huku dobiegającym z głośników, nim do mnie dotarł. Wyjęła z kieszeni foliową torebeczkę, w której była jakaś tabletka. Położyła ją sobie na języku, a potem mnie pocałowała. Przełknąłem narkotyk i pozwoliłem sobie na chwilę zapomnienia.
Tabletka, alkohol, dym papierosowy i głośna muzyka otępiły moje zmysły. Rzeczywistość zaczęła mieszać się z wyobraźnią. I nagle świat stanął w miejscu. Dostrzegłem w tłumie niską, ponętną szatynkę. Jej kręcone włosy sięgały do pasa, błękitne oczy podkreślał zdecydowanie zbyt mocny makijaż Moje serce przestało bić na ułamek sekundy, gdy dostrzegłem tajemniczy uśmiech na jej pełnych wargach. Zacząłem przedzierać się do niej.
– LIL! – krzyczałem. – LILIANA! LIL!
Gdzieś na skraju mojej świadomości krążyła zbłąkana myśl, ze Liliana i tak mnie nie słyszy, że jest za głośno, ale nie poświęcałem tym rozważaniom zbyt wiele uwagi. Moim celem było dotrzeć do dziewczyny, porozmawiać z nią, dotknąć jej. To, co działo się potem, działo się bardzo szybko. W jednej sekundzie kluczyłem przez tłum w głąb sali, starając się dotrzeć do tamtej dziewczyny, a w następnej biegłem na świeże powietrze. Gdy tylko opuściłem klub, stanąłem obok kontenerów na śmieci i zwymiotowałem. Wtedy powróciła moja pełna świadomość i zdolność logicznego myślenia. Rzygałem jak kot, próbując opanować emocje. To nie mogła być Liliana. Po dłuższej chwili przy moim boku zmaterializowała się Gabriela. Śmiała się z czegoś, ale nie zwracałem na nią uwagi. Poklepała mnie po plecach, jednak moje ciało, zamiast się odprężyć, zesztywniało w napięciu jeszcze bardziej. Przed oczami wciąż miałem Lilę, siedemnastoletnią, zbyt mocno wymalowaną dziewczynę, która robiła wszystko, by skupić na sobie uwagę innych.
Gabriela krzątała się po mieszkaniu, a ja leżałem w pełni rozbudzony na łóżku. Nie miałem nastroju, aby nawet kiwnąć palcem, głowa pękała mi na dwoje.
– Wychodzę do pracy – krzyknęła.
Jeszcze przez chwilę słyszałem, jak chodzi tam i z powrotem, szurając miękkimi kapciami o panele. Jeszcze nawet nie świtało, więc podziwiałem jej zdolność do funkcjonowania. Z klubu wróciliśmy półtorej godziny wcześniej. W końcu wsadziła głowę do pokoju i popatrzyła na mnie krytycznie.
– Idę tylko na pięć godzin i wolałabym, żeby cię tu nie było, kiedy wrócę – powiedziała. – Chcę się wyspać. Zamknij drzwi i zdrzemnij się trochę, bo wyglądasz jak trup.
Podniosłem się do pozycji siedzącej i poprawiłem koc, którym byłem przykryty. Jeszcze kilkanaście minut temu jęczała pod moim dotykiem, całkiem ode mnie zależna, a teraz to ona dyktowała warunki. Jej mieszkanie to również jej zasady. Nie miałem innej możliwości, niż dopasować swoje zachowanie do tych reguł. Wstałem z łóżka całkiem nagi, jako że wstyd to dla mnie pojęcie zupełnie obce. Gab roześmiała się tylko i wyszła. Była cholernie wesołą dziewczyną.
Przewracałem się z boku na bok. Nie potrafiłem rozróżnić jawy od snu, nie wiedziałem, co się dzieje naprawdę, a co ma miejsce wyłącznie w mojej głowie. Przed oczami wciąż miałem obraz roześmianej Liliany, kuszącej swoim zachowaniem i ciałem. Kiedyś, dawno temu coś zrobiłem i nie potrafię o tym zapomnieć. Wiedziałem więc, że to nie była ona. To nie mogła być ona.

CDN.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości