Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sci-Fi Hibernacja
#1
Jako że mało sci-fi u nas, postanowiłem specjalnie coś napisać :D




Rok 2069
Baza Kosmiczna Federacji Wyszehradzkiej, Nizina Węgierska


Na korytarzu zgromadziła się załoga kilkunastu ludzi odzianych w identyczne, starannie wyprasowane, srebrno-granatowe mundury. Przynajmniej połowa z nich miała wyszytą na piersi flagę Polski, pozostała część zespołu stanowiła mieszankę Czechów, Serbów i Węgrów, acz z przewagą tych ostatnich. W ich mowie ciała, mimice i wszystkim innym objawiała się wielka ekscytacja, a jednocześnie zdenerwowanie. Po wieloletnim szkoleniu oczekiwali najważniejszej w swej karierze odprawy, o której wiedzieli na razie jedynie tyle, że jest niezwykle ważna i ściśle tajna. Napięcie rosło tym bardziej, sięgając zenitu, gdyż rozpoczęcie spotkania opóźniało się już o ponad godzinę. Wobec tego nie rozmawiał nikt, panowała głęboka cisza – wszyscy z całych sił starali się wyglądać na absolutnie niewzruszonych i nieprzejętych powagą sytuacji.
Porucznik Łupaszka, dowódca polskiej części oddziału, nerwowo zerkał na zegarek. Sprawdzał go co pięć sekund, jakby wciąż zapominał, która jest godzina, lub też za każdym razem mając nadzieję, że minęło więcej czasu niż w rzeczywistości. Słyszał pogłoski o różnych nazbyt ambitnych planach Wyszehradzkiej Misji Kosmicznej. Tym razem mogło ich czekać coś więcej niż tylko wysyłanie na orbitę kolejnych satelitów albo ćwiczenia na Księżycu. Z drugiej strony nie potrafił sobie jednak wyobrazić, jaką misję jego załoga miałaby wykonać, skoro jest ona tak ściśle tajna...
Nagle drzwi do sali odpraw stanęły otworem. Wszyscy zamarli w bezruchu. Starszy, mile wyglądający pan w fartuchu naukowca gestem ręki zaprosił ich do środka. Jeszcze przez moment nikt nie odważył się ruszyć, dopóki porucznik Łupaszka nie zrobił pierwszego kroku.
Po chwili pomieszczenie się zapełniło. Podczas wkraczania do środka chyba każdy doznał szoku przez to, że sala wyglądała jak przeniesiona w czasie sprzed pięćdziesięciu lat. W przeciwieństwie do innych sal odpraw, w tej nie czekały na nich nowoczesne biurka i wygodne fotele. Teraz musieli zadowolić się starymi, plastikowymi krzesłami i niczym poza tym. Tynk na suficie miejscami odpadał, ściany były zabrudzone. Na środku brakowało wyświetlacza hologramów czy chociażby multimedialnej tablicy. Mimo zaskoczenia związanego z niespotykaną odmiennością tego pomieszczenia, wszyscy posłusznie usadowili się na swoich miejscach.
Kiedy ostatnia osoba usiadła, światła zgasły, a za plecami zebranych włączył się projektor filmowy naprawdę starej technologii, może nawet stuletniej. Na ścianie przed nimi pojawił się biały kwadrat z logiem Wyszehradzkiej Misji Kosmicznej.
– Bardzo przepraszam za zwłokę – rzekł ów starszy pan, stanąwszy na linii projekcji. – Możemy już zaczynać... – Mężczyzna zakasłał, jednocześnie mrużąc oczy, rażony światłem projektora. – Nazywam się Václav Pružina, jestem członkiem grupy badawczej do spraw specjalnych i nadzwyczajnych. Za moment przedstawię państwu wprowadzenie do tematu misji... Poproszę pierwszy klip! – Prowadzący nieznacznie podniósł głos i usunął się na bok.
Na ścianie pojawił się obraz statku kosmicznego w przestrzeni. Pojazd wyglądał na bardzo futurystyczny, miał smukłą i elegancką sylwetkę przypominającą nieco kształt pocisku karabinowego. W przeciwieństwie do prostych i topornie wyglądających stateczków, jakimi dotychczas latali zebrani, ten pojazd wzbudzał zachwyt. Zapewne każdy spodziewał się, że doktor opowie im zaraz o wspaniałych planach dotyczących owego statku, mających wejść w życie za jakieś piętnaście, dwadzieścia lat.
– Panie i panowie, oto nasz najnowszy statek eksploracyjny, Orzeł I, opracowany i wybudowany wspólnie z amerykańską agencją NASA – ogłosił dumnie prowadzący. – Wasz trening był w ostatnich latach szczególnie wzmożony i wielu z waszych kolegów nie przeszło wymaganych prób. Było to jednak konieczne, gdyż załoga tego statku musi składać się z najlepszych! Wy jesteście tymi najlepszymi... – Prowadzący zakaszlał po raz kolejny. – Przejdę od razu do sedna sprawy. Zostaliście wybrani jako załoga naszego najnowszego statku po to, aby zbadać układ Epsilon Eridani i ocenić możliwości kolonizacyjne planet tamże się znajdujących.
Przez salę przeszła fala szeptów.
– Jak to możliwe? – odezwał się któryś z zebranych. – Przecież od tego układu dzieli nas dziesięć lat świetlnych! Tymczasem opracowane zaledwie parę lat temu najnowsze statki potrzebują kilku tygodni, by oblecieć nasz układ słoneczny! Taka podróż zajęłaby nam co najmniej sto lat!
– Po pierwsze – odparł spokojnie prowadzący – najnowsze statki, o których pan mówi, nie są najnowsze. To Orzeł I jest najnowszy. Po drugie Orzeł I korzysta z technologii umożliwiających podróż szybszą od światła. FTL nie jest już żadną naukową fikcją. Jest prawdą.
W tej chwili tumult zapanował w całej sali. Większość zebranych nie kryła swego oburzenia. Część ludzi śmiała się, uznając to za żart, część przyjęła to bardziej poważnie, wykrzykując różne hasła w stronę prowadzącego:
– To niemożliwe!
– To jakieś żarty!
– Co to za cyrk? Po to ściągnięto nas do jakiejś przestarzałej sali, żeby słuchać takich bredni?
– Szaleniec!
– CISZA! – Czyiś krzyk zagłuszył wszystkie inne wrzaski. Jego arcypoważny wydźwięk poskutkował natychmiastowo i na sali zapanował spokój.
Na skraju projekcji stanął postawny mężczyzna o kwadratowej szczęce ubrany w generalski mundur.
– Admirale Nyájas! – Wszyscy stanęli na baczność, salutując przed swoim dowódcą. – Proszę nam wybaczyć – odezwał się ktoś z załogi. Wobec jego autorytetu nikt nie śmiał przedłużać swego oburzenia.
– Spocznijcie – odpowiedział łagodnie admirał. – I proszę o światło... – Admirał odczekał, aż wszystkie lampy się zaświecą, a następnie kontynuował: – Spodziewałem się takiej reakcji, nie przejmujcie się. W końcu sam z początku nie mogłem w to uwierzyć... Ale to nie są żadne brednie, to nie są żadne bajki. Od tej pory nie wolno wam opuszczać bazy, aż do rozpoczęcia misji, nawet jeśli ktoś z was się na nią nie godzi. Zdradzono wam bowiem tajemnicę państwową najwyższej rangi. Żadne inne mocarstwa nie mogą dowiedzieć się o posiadanych przez nas statkach. Wspólnie z NASA dokonaliśmy nie milowego, nie dziesięciomilowego, ale stumilowego skoku w technologii kosmicznej! To nie żaden żart! Nasi najlepsi badacze faktycznie opracowali sposób na przekroczenie prędkości światła. Co więcej, wcześniejsze odkrycia otworzyły nam drogę na wykorzystanie tej technologii. W układzie Epsilon Eridani wykryto dwie planety możliwe do skolonizowania, ponadto liczymy na odkrycie wielu miejsc obfitych w różne cenne minerały. Jeśli nasze przypuszczenia okażą się prawdziwe, Federacja Wyszehradzka zostanie prawdziwą potęgą... Jakieś pytania? Czy już ktoś teraz chce zrezygnować?
Przez dłuższy czas pośród zebranych panowała cisza. W końcu z miejsca podniósł się porucznik Łupaszka, zasalutował, po czym spytał wprost:
– Panie admirale, a co z USA? Z tego, co rozumiem, pomogli nam w badaniach, zbudowali wraz z nami ten statek...
– Nasza misja będzie wspólna, to oczywiste. Amerykanie także mają już swój statek... – odrzekł spokojnie admirał, by po chwili nieco mniej pewnie dodać: – Profitami, rzecz jasna, podzielimy się sprawiedliwie...
– Nie obawia się pan, że zechcą nas oszukać? – dociekał porucznik. – USA ma potencjał militarny zdolny do tego, żeby zmieść nasze kraje z powierzchni ziemi.
Admirał widocznie poczerwieniał po tych słowach. Zdawało się, że zaraz wybuchnie.
– Za kogo mnie pan uważa, poruczniku, za wariata?! Czy myśli pan, że USA zbombardują nas atomówkami, bo będą chcieli wszystkiego dla siebie? To niedorzeczne! Od stu lat wszyscy straszą wojną nuklearną i do tej pory to nie nastąpiło. Nikt nie jest na tyle głupi, by wykonać taki ruch! Stany Zjednoczone będą wolały podzielić się odkryciami tylko z naszą Federacją, niż z całym światem. Poza tym w obecnej sytuacji politycznej jesteśmy dla nich praktycznie jedynymi sojusznikami, współpraca w ciągu ostatnich dwóch dekad układała nam się nad wyraz pomyślnie, nie ma powodów do obaw!
– Dziękuję za odpowiedź. – Porucznik zasalutował. – Nie mam więcej pytań.
Łupaszka nie czuł się usatysfakcjonowany tą odpowiedzią, ale ocenił, że w tym momencie kłótnia pewnie skończyłaby się dla niego źle. Nie mógł sobie pozwolić na nadszarpnięcie nieskazitelnego autorytetu dowódcy Bazy Kosmicznej przy całej swojej załodze. Za takie rzeczy degradowano.
– Ktoś jeszcze? – Admirał groźnym spojrzeniem obdarzył pozostałych zebranych na sali, po czym natychmiast sam sobie odpowiedział: – Zatem doktor Pružina opowie wam o szczegółach...
– Admirale! – Z krzesła podniósł się członek węgierskiej części załogi. – Po co ta sala? Czemu zebraliśmy się w tak obskurnym miejscu w nieużywanej od dawna części kompleksu?
– Konspiracja – odpowiedział natychmiast admirał, po czym zszedł ze stopnia i zniknął w drugim pomieszczeniu. Światła zgasły, a na „ekranie” wyświetlono kolejną część animacji.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(09-09-2014, 18:15)xPain666 napisał(a): Starszy, mile wyglądający pan (Jakoś bardziej pasowałoby mi "mężczyzna") w fartuchu naukowca gestem ręki zaprosił ich do środka.

Po chwili pomieszczenie zapełniło się. (się zapełniło – "się" na końcu jest be. :P)Przy wkroczeniu("wkraczaniu" i zastanowiłabym się, czy nie lepiej zmienić na "podczas wkraczania" albo "wkraczając") do środka chyba każdy doznał szoku przez to, że sala wygląda(wyglądała) jak przeniesiona w czasie sprzed pięćdziesięciu lat.

Wśród zebranych przeszła fala szeptów.
– Jak to możliwe? – odezwał się któryś z zebranych. – Przecież od tego układu dzieli nas dziesięć lat świetlnych!

– Za kogo mnie pan uważa, poruczniku, za wariata?! Czy myśli pan, że USA zbombardują(zbombarduje) nas atomówkami, bo będą chcieli wszystkiego dla siebie?

No, w końcu coś od ciebie i w końcu jakieś SF. :D
Zapowiada się ciekawie, czekam na ciąg dalszy. Uwag (poza poprawkami, oczywiście) brak. ^^
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Łał. Nie no naprawdę. Tak mnie zaciekawiło, że już gryzę palce w oczekiwaniu na następną część, wtedy swierdzę czy mi się spodoba czy nie, ale narazie tooo :P
"W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem" – Ferdynand Kiepski
Odpowiedz
#4
Naprawdę ciekawe.. Szczerze mówiąc, najbardziej zastanawiam się, jak przedstawisz mentalność ludzi, którzy pochodzą z wielu krajów. Na Węgrzech i w Czechach bywałem i wiem, że każdy naród ma inne myślenie i przyzwyczajenia.
Z przyjemnością przeczytam dalszy ciąg :)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#5
Na początek mam dwa pytania:
1. Dlaczego obskurna sala i przestarzały sprzęt (projektor, krzesła itp.), co ma do tego konspiracja
2. Dlaczego kształt statku przypomina pocisk – w kosmosie nie ma tarcia, nie potrzebny jest opływowy kształt.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#6
Dzięki za komentarze. Stu, może jak obydwa fragmenty przeczytasz, to ci się coś wyjaśni.



Na tle Ziemi pojawiło się coś na wzór ogromnej stacji kosmicznej o podłużnym kształcie z dziurą wewnątrz. Do owego ubytku zaholowano statek, który wkrótce potem znikł wewnątrz stacji. Nagle nastąpił wybuch, a pojazd z ogromną prędkością wyleciał w przestrzeń kosmiczną, w ciągu kilku sekund znikając z zasięgu wzroku. Całość pokazu miała swój specyficzny klimat. Wyświetlany film był wykonany starą techniką ręcznego rysowania klatki po klatce w równie staromodnym stylu, zamiast wygenerowaną komputerowo analizą. Tym razem w pokazie chodziło wyłącznie o zaprezentowanie samej idei, a nie szczegółów.
– Nasz patent odnosi się do dawno wynalezionych już armat czy innych tego typu broni, z których kula czy też ogólniej pocisk wystrzeliwany jest z ogromną prędkością w stronę celu. Naszym pociskiem będzie statek Orzeł I, a celem Epsilon Eridani. W przeciwieństwie jednak do zwykłej broni palnej, na nasz „pocisk” nie będą oddziaływały żadne siły hamujące, dlatego będzie mógł on ze stałą prędkością lecieć praktycznie w nieskończoność... Nie będę wyjaśniał, na czym polega ów wystrzał, o tym dowiecie się na innych wykładach, ważne, że dzięki temu będziecie mogli w ciągu niecałych trzech lat dotrzeć do celu...
W pomieszczeniu ponownie zrobiło się nieco głośniej. Co niektórzy poczuli potrzebę skomentowania tego, co usłyszeli. Tym razem było to raczej spowodowane ekscytacją aniżeli oburzeniem. Wizyta admirała niewątpliwie spowodowała zmianę nastrojów.
– Jak wrócimy? – spytał ktoś z sali.
Doktor zakaszlał ponownie.
– To jedyny mankament naszej operacji. Jak bowiem każdy bystrzak zauważy, w Epsilon Eridani nie będzie nas was czekała druga taka stacja. Bez niej wystrzał traci ogromną część swojej mocy, ale i tak jest zdolny rozpędzić was do około jednej trzeciej prędkości światła...
– Zatem powrót zajmie nam trzydzieści lat...
– Tak jest.
Porucznik w zdumieniu przysłuchiwał się opowiadanym rzeczom. Był ogromnym fanem Science Fiction, od zawsze chciał eksplorować galaktykę, choć kiedy dorósł, zrozumiał, że za jego życia człowiek nie będzie jeszcze w stanie opracować technologii umożliwiających mu zrealizowanie jego marzeń. A tu proszę! Jednak się mylił. Chwilowo na dalszy plan zszedł niepokój związany z nieufnością wobec zamiarów USA.
– Wrócimy jako staruszkowie – zauważył porucznik.
– Otóż nie! – odpowiedział z podekscytowaniem doktor, ewidentnie miał przygotowaną jeszcze jedną niespodziankę, z której był niezwykle dumny. – Specjalnie dla was stworzyliśmy najdoskonalsze na rynku kapsuły hibernacyjne, w których spędzicie znaczną część podróży. Sam osobiście się nimi zajmowałem! – Prowadzący zakasłał znowu, choć zdawało się, że z początku miał zamiar zwycięsko się zaśmiać. – Choć nasz statek wymaga minimalnie czteroosobowej załogi, nie moglibyśmy posłać na tak długą podróż tak niewielu ludzi, to zbyt ryzykowne. Z drugiej strony, gdybyście wszyscy przez tyle lat musieli tkwić tam i starzeć się w całkowitej izolacji od reszty świata, po powrocie waszym nowym domem pewnie stałby się psychiatryk... Hibernacja tymczasem będzie dla was jak sen, rok minie jak sekunda, ale nie zestarzejecie się ani trochę! Tak zwane dyżury podzieliliśmy według dwóch par. Pierwszy rok poza kapsułami przebywać będą dwie pary, z których jedna po tym czasie uda się do hibernacji, a w zastępstwie przebudzona zostanie następna w kolejce para. I tak cykl wciąż będzie się powtarzał, aż do powrotu...
– To ryzykowne – stwierdził Łupaszka. Zdążył już nieco ochłonąć po początkowej ekscytacji. Obawy zaczynały zastępować entuzjazm.
– Raczej nie. Z powodu hibernacji nie powinniście odczuwać po powrocie żadnych okropności... Również...
– Nie o to mi chodziło – przerwał porucznik, wstając. – Cała ta misja jest ryzykowna. Czy nie wyprzedziliśmy zbytnio naszej ery? Domyślam się, że koszt budowy wszystkich rzeczy potrzebnych do podróży był naprawdę ogromny...
– W większości koszt ten poniesiony został przez rząd amerykański... – wtrącił lekceważąco naukowiec.
– Bardzo cieszę się, że dysponujemy taką technologią – Łupaszka nie zwrócił na tę wypowiedź uwagi – ale co się stanie, jeśli nasza misja się nie powiedzie? Jeśli coś nawali albo ten układ okaże się niezdatny do zamieszkania? Czy nasi naukowcy trafnie określili szansę sukcesu? I czy jeszcze nie za wcześnie na kolonizowanie innych układów i szukanie zasobów w tak odległych miejscach? Wciąż przecież mamy wiele przestrzeni tutaj, nie powinniśmy marnować potencjału na tak ryzykowne misje.
Na moment zapadła cisza. Prowadzący odsunął się spod linii projekcji, słychać było jedynie odgłosy jego obcasów, a następnie suchy kaszel. Po chwili wrócił na swoje miejsce, wziął głęboki oddech, po czym zaczął recytować tak gładko i bez żadnego wahania, jakby z dawna nauczył się tego na pamięć.
– Podstawowym celem naszej wyprawy jest zbadanie planet „Epsilon Eridani 2” oraz „Epsilon Eridani 3” pod kątem możliwości swobodnego zaludnienia. Będzie to zaś możliwe tylko wtedy, gdy warunki na tych planetach będą takie same jak na Ziemi – to oczywiste. Po wieloletnich badaniach nasi naukowcy precyzyjnie ocenili szanse na to, że występują tam idealne warunki zdatne do życia, w przypadku „Erydan 2” na jedenaście procent, natomiast „Erydan 3” – dwadzieścia siedem procent. Ze wszystkich odkrytych planet w promieniu stu lat świetlnych, dla żadnej szansa ta nie wynosi więcej niż dwa procent. Z kolei szacujemy również, że bogactwo mineralne Epsilon Eridani jest nawet do trzydziestu razy większe niż w Układzie Słonecznym, co w połączeniu z pierwszym wariantem daje nam naprawdę wspaniałą perspektywę na przyszłość. I nie, nie uważamy tego, mimo wszystko, za zbyt ryzykowne. Wszystko zostało zaplanowane tak, by nasz potencjał wydany na ten projekt nie załamał się w razie porażki. Z pewnością, panie poruczniku, o to martwić się nie musicie. Nad tym wszystkim czuwały setki znacznie tęższych umysłów, niż pan, bez obrazy oczywiście. Zamiast tego skupcie się na misji i wyobraźcie sobie, ile dzięki temu wszystkiemu zyskamy. Wszystkie mocarstwa pochłonięte są podbojem Układu Słonecznego. Wymyślają kolejne sposoby na eksploatację złóż, budują kolejne bazy, to na Marsie, to na księżycach Saturna, każda lepsza od drugiej. Walczą przy tym o każdy skrawek przestrzeni. Z pewnością doprowadzi to wreszcie do jakiegoś straszliwego konfliktu, to nieuniknione. Wyobraźcie sobie, że my wówczas będziemy już tworzyć w Epsilon Eridani prawdziwą, potężną cywilizację, bez żadnych wojen, bez żadnych konfliktów, w całkowitym spokoju...
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(11-09-2014, 11:28)xPain666 napisał(a): Na tle Ziemi pojawiło się coś na wzór ogromnej stacji kosmicznej o podłużnym kształcie z dziurą wewnątrz. Do owego ubytku zaholowano statek, który wkrótce potem znikł wewnątrz stacji. Nagle nastąpił wybuch, a statek z ogromną prędkością wyleciał w przestrzeń kosmiczną, w ciągu kilku sekund znikając z zasięgu wzroku.

hymm..Co do ostatniego zdania tego fragmentu. Wydaje mi się, że wojny będą. Znając ludzką naturę i opierając się na historii np. Kolonizacji Ameryki. Oczywiście..Przez jakiś czasu uda się utrzymać pokój, ale potem zaczną się problemy. Dlatego mam pytanie..Dlaczego zdecydowano się na taki niepewny krok? Wyjaśnienie w tym fragmencie mnie nie przekonuje. :)
Czekam na więcej :)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#8
(11-09-2014, 11:28)xPain666 napisał(a): Do owego ubytku zaholowano statek, który wkrótce potem znikł wewnątrz stacji. Nagle nastąpił wybuch, a statek z ogromną prędkością wyleciał w przestrzeń kosmiczną, w ciągu kilku sekund znikając z zasięgu wzroku.

(...) Naszym pociskiem będzie statek Orzeł I,(spacja)a celem Epsilon Eridani.

(...)Wszystkie mocarstwa pochłonięte są w podboju(pochłonięte są podbojem) Układu Słonecznego.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#9
Zamiast mi wyjaśnić, rozbawiły mnie dwa pierwsze akapity kolejnego rozdziału. Wystrzeliwać rakietę jak pocisk z armaty? A czy wiesz, jakie wtedy przyspieszenie/przeciążenie działa na pilotów/kosmonautów? Poza tym prędkość pocisku wystrzelona z armaty przeciwpancernej wynosi jakieś 2 km/s, a pierwsza prędkość kosmiczna to prawie 8 km/s. Jak zatem widać wystrzelenie rakiety nie wystarczy, aby opuściła ona orbitę Ziemi!! Inna sprawa to ładunek wybuchowy potrzebny do wystrzelenia wielkiej rakiety. Siła wybuchu musiała by niemal osiągnąć eksplozję bomby atomowej!! Trzecia sprawa – żadne paliwo stałe nie jest w stanie nadać rakiecie prędkości nadświetlnej!!
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#10
Zabawny jest zwrot "Z powodu hibernacji nie powinniście odczuwać po powrocie żadnych okropności..." ;) Ale w taki uroczy sposób.

Podoba mi się, moje klimaty. Nie mam wiedzy niezbędnej do szczegółowej krytyki, ale odbieram to jako opowieść o ogromnym potencjale i mam nadzieję na różne niespodzianki w przyszłości :) Pisz, pisz!
Jedno jej spojrzenie i miasto leży w gruzach
Za to ją wielbią, nie za jej urodę
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości