Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Cienisty Smok
#1
Tworzę dla pasji oraz zaspokojenia potrzeby pisania. Lubię jednak publikować własne opowiadania, by poznać opinie czytelników. Zwłaszcza, że posiadam dosyć nietypowy styl... Zresztą, o tym przekonacie się po przeczytaniu niniejszego fragmentu.

EDIT: Na szczęście zauważyłam, ze styl łagodnieje z każdym napisanym rozdziałem, więc jest nadzieja na poprawę. :D


▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬

PROLOG



Nie miałem pojęcia, co począć, gdy bezpowrotnie przemijała era Dobra. Destrukcyjne Zło coraz prędzej i skuteczniej niszczyło stworzone przeze mnie dusze. Stąd też traciłem życiodajną siłę. Brak energii uniemożliwiał lot, musiałem więc przebywać w ponurym wgłębieniu zbocza. Słabość i bezczynność stopniowo tłamsiły pozytywne myślenie. Nie mając zbytniego wyboru, czekałem... Czekałem na lepsze jutro, tracąc z wolna rachubę czasu. Kiedy już nie liczyłem upływających dni, a rzeczywistość myliła się ze snem, nastał decydujący dzień.
Poranny świergot ptaków oraz szum liści sprawił, że natychmiast przerwałem śnienie. Następnie uczucie dryfowania zawładnęło cielskiem, jakby dając znak do lotu. Lekki przypływ siły łechtał wnętrze łagodną temperaturą. Lecz gdy słuch nie wychwycił szumu wiatru, zmarkotniałem. Uwielbiam poczucie humoru Zła – stwierdziłem sarkastycznie, ponieważ jak zwykle zacząłem doznawać zaniku zmysłów. Można rzec, że bzikowałem. Ale przynajmniej panika stawała się wtedy nieosiągalnym uczuciem.
Usłyszawszy przytłumiony głos nakazujący wyfrunąć z "gniazda", potrząsnąłem łbem. Próbowałem odgonić mentalnego diabła, lecz niewiele zdziałałem przez dysponowanie wygasającą rezerwą energii. Szybko uległem niewidzialnej sile i bez namysłu ruszyłem w powietrzną podróż. Miałem tylko skrytą nadzieję, że ujrzę koniec trasy.
Kiedyś, szybując, zaznawałem nieopisanej błogości wymazującej dotychczasowe zmartwienia. Gdy zanurzałem się w pierzaste obłoki, czułem, że znalazłem serum na całe Zło. Natomiast, zniżając lot, podziwiałem zielone doliny oblane blaskiem słońca, gaje i kwieciste łąki. Rozległe krajobrazy napawały serce nieocenionym zachwytem. Obecnie jednak gasnący płomień życia uniemożliwiał radość pochodzącą z uroków Fantilii. Kolory bledły, każda góra, urwisko, fauna i flora sprawiały wrażenie pospolitych, nijakich. Jakby dzieło oddające magię przyrody nieoczekiwanie pozbawiono barw.
Widząc znajomy staw umiejscowiony na dość sporej wyspie otoczonej skalistymi wzniesieniami, rozwikłałem parę spraw. Po pierwsze, za chwilę wkroczę na strefę Wyroczni. Po drugie, zło nie wie o istnieniu Świętych Ziem, za bardzo brzydzi się tym, co nieskazitelne i czcigodne. Po trzecie, magowie – zaprzyjaźnieni mnisi, z którymi jednoczy mnie empatyczna więź – jako jedyni wiedzą o istnieniu Przepowiedni. Niesamowite, przetrwam... Wrócę do przyjaciół, a następnie razem stawimy opór Złu. Och, dziękuję, o wielcy bracia, za jakże wielkie oddanie...
Czułem nieokreśloną wdzięczność, bo realizacja tak skomplikowanej sztuczki magicznej wymaga ogromnej mocy. Dlatego na uprawianie podobnych zaklęć mogą pozwolić sobie jedynie dojrzali doświadczeniem czarodzieje. Poza tym pochłania także masę czasu: tydzień, czasem dwa, co też wyjaśniałoby powolne przybycie odsieczy. Mimo tego w końcu dotarli, przetransportowali mnie do Wyroczni i – co ważniejsze – dali możliwość uzyskania odpowiedzi na dręczące pytanie: Jak definitywnie zakończyć erę Zła?
Wykonując ostrożne ruchy, począłem zbliżać się ku lądowi. Głupieję... Naprawdę głupieję – zbeształem się. Przecież cień, którego struktura waży tyle co powietrze, nie może niczego zmiażdżyć. Odkąd pamiętam nie jesz, nie pijesz, ważysz mniej niż nic, a jednak żyjesz... Zastanawiające – mruczał głos w głowie brzmiący zadziwiająco obco.
Wiatr smagał korony drzew kwitnących bladoróżowo lub śnieżnobiało. Ulotne płatki przypominające drobne motyle, wznosiły się pod wpływem podmuchów powietrza, po czym osiadały na tafli stawu. Sadzawkę otaczały krzewy bordowych chryzantem i pnących róż, tworzyły przy tym nieszczelne ogrodzenie. Woda posiadała niezwykły, turkusowy odcień, a leżące nieopodal kamienie pokrywał fioletowo-perłowy mech. Cała sceneria nabierała harmonii dzięki zwierzynie i rozmaitym gatunkom roślin.
Pamiętałem zapach owych kwiatów oraz dojrzewających koron drzew. Niemniej przez tymczasowo uśpiony węch nie mogłem pozwolić sobie na ponowny zachwyt ich słodką wonią. Prawda, odebrano mi jeden ze zmysłów, ale nastąpiła także miła zmiana. Odzyskałem pełną sprawność wzroku i znów mogłem czerpać rozkosz z otaczającego pejzażu.
Potężne łapy niknęły w kępach miękkiej, skąpanej rosą murawy, odczuwałem przyjemny chłód. Miałem zamiar zbudzić sadzawkę, lecz aby tego dokonać, musiałem zadudnić rytualnym krzykiem i tym samym – dosłownie – wyrwać Wyrocznię ze snu. Przez ciało przeszła fala ekscytacji, gdy pod wpływem powiewu mego ryku ugięły się kwiaty, drzewa oraz trawa. Następnie błękit sadzawki rozbłysnął żywym światłem i niezliczone ilości iskier uleciały ku niebu. Wyglądały jak żywe gwiazdy powracające na nieboskłon. Gdy tylko woda zabulgotała, Przepowiednia przemówiła podwójnym, basowym głosem:
– W czym mogę pomóc, o Panie Dobra? – Zamrugałem na dźwięk wypowiedzi.
Dotychczas potrafiłem doskonale dobierać słowa, stworzyć iluzję urodzonego dyplomaty, a teraz? Co się szeję?... Dzieję? Nawet ojczysty język powoli przerastał moje możliwości. Najwyraźniej skurczony do żółwich rozmiarów mózg dużo wolniej przetwarzał informacje.
Ledwie zdążyłem rozpocząć odpowiedź, kiedy poczułem, jak po ciele przechodzą lodowate dreszcze. Niemiłosierny ból w okolicach serca przywoływał wizję najczarniejszego biegu wydarzeń. Usiłowałem toczyć zacięty pojedynek z bólem, ale podjęte próby potęgowały jedynie frustrację i niezadowolenie. Ponadto nasilały boleść, jakbym dotychczas zbyt słabo cierpiał. Teraz pulsujący ból przypominał karę za grzechy, piekło, istną katorgę. Pragnąłem cofnąć czas do chwili, gdy Zło nie przerastało Dobra, a wprowadzało równowagę.
Nieoczekiwanie ostry rozbłysk światła pozbawił mnie widoczności. Drżące ciało oblała fala parzących iskier i świat niespokojnie zawirował. Niczym podcięte drzewo upadłem na trawę następnie jasność, zastąpiła mroczna, nieprzenikniona ciemność.
Podczas zajścia fizyczna słabość została przyćmiona niepokojem o to, że raz zamknięte powieki mogą już nigdy się nie roztworzyć. Czy też niepewność i brak spokoju staną się wkrótce nieodłącznym elementem mojego życia.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(08-09-2014, 22:34)Puemit napisał(a): Wiatr smagał korony drzew kwitnących bladoróżowo lub śnieżnobiało. Ulotne płatki przypominające drobne motyle, wznosiły się pod wpływem wiatru, po czym osiadały na tafli stawu.

Bardzo dobrze mi się to czytało. Masz naprawdę ciekawy styl. Na razie nic więcej nie powiem, bo jest tego zbyt mało :)
czekam na więcej.
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#3
No tak. Kolejne opowiadanie o smokach :(

(08-09-2014, 22:34)Puemit napisał(a): Jestem nikły niczym mgła, (raczej wielokropek – pomijając fakt, że dalej piszesz od nowej linii i dużą literą, to przecinek na końcu akapitu nie wygląda dobrze i nie spełnia swojej funkcji)
Jestem jedynie cieniem na wielobarwnym płótnie Fantilii, (ta sama uwaga)
Lecz przede wszystkim jestem Cienistym Smokiem (...)

Nie mając zbytniego wyboru (przecinek) czekałem...

Poranny świergot ptaków oraz szum liści, (zbędny przecinek) sprawił, że natychmiast przerwałem śnienie.

Szybko uległem niewidzialnej sile i bez namysłu ruszyłem w powietrzną podróż. Miałem tylko skrytą nadzieję, że wytrwam do końca podróży. (powtórzenie)

Po pierwsze. (raczej przecinek i dalej małą literą) Za chwilę wkroczę na strefę Wyroczni. Po drugie. (raczej przecinek i dalej małą literą) Zło nie wie o istnieniu Świętych Ziem, za bardzo brzydzi się tym, co nieskazitelne i czcigodne. Po trzecie. (jak wyżej) Magowie – zaprzyjaźnieni mnisi, z którymi jednoczy mnie empatyczna więź, (raczej myślnik, bo wtrącenia wydzielamy z obu stron takimi samymi znakami) jako jedyni wiedzą o istnieniu Przepowiedni.

Niesamowite, przetrwam... Wrócę do przyjaciół, a następnie razem stawiamy (stawimy – nie zmieniaj czasu) opór Złu. Och, dziękuję, o wielcy bracia, za jakże wielkie oddanie...

Czułem nieokreśloną wdzięczną (chyba raczej "wdzięczność"), bo realizacja tak skomplikowanej sztuczki magicznej, wymaga ogromnej mocy.

Ulotne płatki przypominające drobne motyle, (zbędny przecinek – nie rozdzielaj podmiotu od orzeczenia) wznosiły się pod wpływem podmuchów powietrza, po czym osiadały na tafli stawu.

Cała sceneria nabierała harmonii dzięki zwierzynie, ptakom (a ptaki to nie zwierzęta?) i rozmaitym gatunkom roślin.

Jednak przez tymczasowo uśpiony węch, (zbędny przecinek) nie mogłem pozwolić sobie na ponowny zachwyt ich słodką wonią.

Wyglądały jak żywe, powracające na nieboskłon, (zbędny przecinek) gwiazdy.

Dotychczas potrafiłem doskonale dobierać słowa, stworzyć iluzję urodzonego dyplomaty, a teraz? Co się szeję?... Dzieję? (to celowy zabieg? bo wygląda jak błąd) Nawet ojczysty język powoli przerastał moje możliwości. Najwyraźniej skurczony do żółwich rozmiarów mózg, (zbędny przecinek) dużo wolniej przetwarzał informacje.

Usiłowałem toczyć zacięty pojedynek z bólem. (raczej przecinek – nie widzę powodu, dla którego są to oddzielne zdania) Ale podjęte próby potęgowały jedynie frustracje i niezadowolenie.

Teraz, (zbędny przecinek) pulsujący ból przypominał karę za grzechy, piekło, istną katorgę. Pragnąłem cofnąć czas do chwili, gdy Zło nie przerastało (cztery spacje zamiast jednej?) Dobra, a wprowadzało równowagę. Potrzebną tak, jak dzień, alarmującej (alarmującą) o odpoczynku, nocy.

Niczym podcięte drzewo upadłem na trawę, następnie jasność, (zbędny przecinek) zastąpiła mroczna, nieprzenikniona ciemność.

Podczas zajścia, (zbędny przecinek) fizyczna słabość została przyćmiona niepokojem o to, że raz zamknięte powieki, (zbędny przecinek) mogą już nigdy się nie roztworzyć.

Zdecydowanie opowiadania o smokach to nie mój klimat.
Skoro ten większy fragment jest prologiem, to czym jest ten mniejszy go poprzedzający? Bardziej pasowałoby, gdyby ten mniejszy fragment był prologiem, a dalej już zaczynała się powieść. Wtedy pasowałaby ta zmiana czasu.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#4
Cytat:
(09-09-2014, 05:05)StuGraMP napisał(a): No tak. Kolejne opowiadanie o smokach :(

Owszem, Stu o smokach, ale także magach. Niemniej, rozumiem. Opowiadań o takiej tematyce jest nieokreślona ilość i niektórzy mają już po prostu dość. :D

Cytat:Dotychczas potrafiłem doskonale dobierać słowa, stworzyć iluzję urodzonego dyplomaty, a teraz? Co się szeję?... Dzieję? (to celowy zabieg? bo wygląda jak błąd)

Tak, to celowy zabieg. :)

Cytat:Zdecydowanie opowiadania o smokach to nie mój klimat.
Skoro ten większy fragment jest prologiem, to czym jest ten mniejszy go poprzedzający? Bardziej pasowałoby, gdyby ten mniejszy fragment był prologiem, a dalej już zaczynała się powieść. Wtedy pasowałaby ta zmiana czasu.

Właściwie masz rację. Postawiłam na takie rozwiązanie ze względu na fakt, że wyjdzie wtedy naprawdę krótki rozdział. Taka ilość stron pasuje, właśnie, do jakiś wpisów czy wstępów. :) Przy okazji dziękuję za wytknięcie błędów. Jak widać na załączonym obrazku interpunkcja jest moją piętą Achillesową. :P
Odpowiedz
#5
Uf, dobrze określiłaś długość tego fragmentu, bo jeszcze akapit i chyba bym zasnął. Strasznym pitu-pitu traktujesz czytelnika od samego początku. Nuda, z której jedynie wywnioskowałem jedynie, że zło jest złe, a dobro dobre i dobro musi wygrać, a zło przegrać. Na razie pokazuje to bardzo naiwny światopogląd, aczkolwiek poczekam, co z tego wyjdzie, może mnie zaskoczysz.
Odpowiedz
#6
Dodam jeszcze coś od siebie (mam nadzieję, że nie powtórzyłam uwag Stu, bo widzę, że nie wprowadziłaś jeszcze poprawek).

(08-09-2014, 22:34)Puemit napisał(a): Potężna konstrukcja smoka wydobywa z paszczy srebrzysty ogień, natomiast ze szponów wycieka kobaltawa(kobaltowa) woda.

Będąc zdopingowanym mieszaniną własnego i cudzego szczęścia, odczuwam przypływu energii(odczuwam przypływ energii). Jednocześnie ciało ogarnia, (bez przecinka) łaskocząca skórę,(bez przecinka) fala rozkosznego ciepła.

Pragnę, by Zło nigdy nie przyćmiło Dobra – tak jak chłodny dysk księżyca nie zakrywa słońca,(bez przecinka) uszczęśliwiającego wszystkich ciepłymi promieniami.

Usłyszawszy przytłumiony głos, (zbędny przecinek)nakazujący wyfrunąć z „gniazda”, potrząsnąłem łbem.

Kiedyś, szybując, zaznawałem nieopisanej błogości, (bez przecinka)wymazującej dotychczasowe zmartwienia.

Rozległe krajobrazy,(bez przecinka) napawały serce nieocenionym zachwytem.

Czułem nieokreśloną wdzięczną, bo realizacja tak skomplikowanej sztuczki magicznej,(bez przecinka) wymaga ogromnej mocy.

Ledwie zdążyłem rozpocząć odpowiedź, kiedy poczułem(przecinek) jak po ciele przechodzą lodowate dreszcze. Niemiłosierny ból w okolicach serca, (bez przecinka)przywoływał wizję najczarniejszego biegu wydarzeń.

Usiłowałem toczyć zacięty pojedynek z bólem. Ale podjęte próby potęgowały jedynie frustracje(ę) i niezadowolenie.

Po przeczytaniu mam podobnie odczucia jak Pain. Ten fragment mnie przytłoczył. Za tymi wszystkimi poetyckimi zdaniami nie wykryłam niczego, co wzbudziłoby moje zainteresowanie (a nie można zapomnieć, że prolog i początek pierwszego rozdziału to swego rodzaju wizytówka autora – po prologu oczekuję tego, że pozostawi we mnie chęć zerknięcia na kolejne strony i przekonania się, co autor przygotował dla mnie dalej). Nie mam nic przeciwko kwiecistym zdaniom, ale tylko wtedy, kiedy nietrudno odnaleźć w nich sens, który jest w nie ubrany. Paradoksalnie, było mi trudno wyobrazić sobie to, co chciałaś przekazać tymi opisami – po prostu się w tym wszystkim zgubiłam. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
PROPOZYCJA NOWEGO PROLOGU



Na skalnym wzgórzu wznosiła się potężnych rozmiarów forteca otoczona gęstwiną jasnoróżowych chmur. Zachodzące słońce rzucało promienie na zamkowy mur, rozsiewając aurę bajkowości. Niebiańska budowla kryła w sobie klasztor, siedzibę magów oddanych służbie Cienistemu Smokowi. Pewne mityczne stworzenia szybujące pośród pierzastych obłoków patrolowały okolicę. Strzegły tak budynku przed czyhającym niebezpieczeństwem. Ich drobne łuski połyskiwały błękitem, podczas gdy niezmącony szum wody koił zmysły.
Szepty podekscytowanych magów oplatały umysły niczym gałęzie drzew. Wszyscy wyczekiwali końca poszukiwań osoby godnej wybawienia Fantilii ze szponów Zła. Wkrótce, za sprawą Zwierciadła Mądrości, wyłoniono szczęściarza. Przez to głosy zamilkły, niejako zwiastując ciszę przed burzą. W opinii niektórych, zawiedzionych czarodziejów, wybraniec posiadał mikroskopijne doświadczenie i niewielki zasób mocy. Ich psychikę niewątpliwie przyćmiewała zazdrość, ponieważ – mimo młodego wieku – szczęśliwiec dysponował potężnymi, czarodziejskimi zdolnościami. Ponadto cechował się ogromną odwagą pełniącą kluczową rolę do odniesienia sukcesu.
Czarownik stanął naprzeciw zwierciadła, po czym delikatnie dotknął lśniącej powierzchni opuszkami palców. Przymykając powieki, ukrył magnetyzujące nieludzką intensywnością zielono-złote tęczówki. Wyciszył umysł. Próbował w ten sposób skuteczniej zjednoczyć się z nieziemskim przedmiotem. Lustro po chwili pojaśniało i odbicie sylwetki maga zaczęło przybierać kształt zamazanej plamy. Wkrótce zamiast niej zobaczył chmury poprzecinane barwnymi smugami światła. Sunęły ociężale po niebie niemal nad połyskującą taflą sadzawki. Chłopiec wiedział, że oto lustro stało się teraz najprawdziwszym portalem – otwartymi wrotami prowadzącymi największym skrótem do Wyroczni. Zostałem wybrany przez Zwierciadło Mądrości... – urwał myśl, a później dodał półszeptem: – Tak, to musi być przeznaczenie.
Westchnął. Doświadczał zarazem dumy i niedowierzania. Przez napływ miłych wrażeń oczy młodzieńca lśniły naturalnym blaskiem. – Właśnie wypełniam misję Cienistego Smoka... Pana Dobra... Kreatora Dusz Istot Żywych. – Ciało okryte jedwabną szatą zadrżało pod wpływem uniesienia i ciekawości. Czuł, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu.
Zrobił pewny krok, następnie wręcz zatopił się w przejrzystej powierzchni zwierciadła. Nim cokolwiek zobaczył, poczuł, jak wiatr otula go przyjemnym ciepłem. Natomiast oblicze łaskoczą promienie wschodzącego słońca. Wargi chłopca wygiął delikatny uśmiech. Otaczająca mozaika kolorów i dźwięków wywołała podziw. Motyle o błyszczących skrzydłach swobodnie przelatywały tuż nad głową nieznajomego, jakby nie odczuwały lęku. Zające, kuny, bażanty, flamingi bądź barwne pawie także traktowały czarownika jak nieszkodliwego podróżnika. Młodzieniec widział piwonie, irysy, fuksje, dalie, nasturcje, fiołki i wiele innych kwiatów, ale nazwy poszczególnych roślin były dla niego czystą abstrakcją. Jaki ładny zapach... – wymamrotał. – Chyba nawet piękniejszy niż ten na terenach Porcelanowego Pałacu królowej.
Mówiąc "królowa" chodziło mu naturalnie o władczynię Fantilii, Fantiliadę I. Uchodziła ona nie tylko za uosobienie dobroci i sprawiedliwości, ale również wspaniałą projektantkę ogrodów. Wraz z bratem Nefarielem – ale o nim opowiem innym razem – objęła rządy nad krainą, gdy król postanowił zrzec się tronu. Temu sędziwemu mężczyźnie zamarzyło się zostać marynarzem, by chociaż na stare lata uciec od rodzinnych obowiązków. Sterowanie okrętem popychanym siłą nieokiełznanego wiatru stanowiło idealną odskocznię od rzeczywistości. Przecież życie monarchy nie jest usłane różami, a co pewniejsze nie wiąże się jedynie z luksusami, służbą, poddanymi i rycerzami gotowymi poświęcić własne życie dla sprawiedliwości. Poza tymi wygodami istnieją jeszcze inne przywileje bycia tak wysoko postanowioną osobą. Perfekcyjna znajomość historii kraju, ważniejsze i nudniejsze przemówienia, zarządzanie finansami, układanie strategii wojennych, powściągliwe zachowanie, sztuczne maniery czy wysłuchiwanie oraz późniejsze rozwiązywanie problemów mieszkańców. Jako że przeważają negatywne strony, bez trudności można udzielić odpowiedzi na pytanie: Czy łatwo jest rządzić krajem?
Czarodziej podszedł bliżej sadzawki otoczonej krzewami bordowych chryzantem i pnących róż. Kiedy tylko spojrzał ku niebu, westchnął uspokajająco. Wrzasnął. Sprawiał wrażenie dystyngowanego chłopca, który dotąd wykonywał jedynie nieme krzyki i dopiero pod pretekstem rozbudzenia sadzawki, mógł dać upust emocjom. Doniosły odgłos zaimponował Wyroczni autentycznością. Postanowiła więc wysłuchać czarownika, ponieważ bezproblemowo służyła jedynie Cienistemu Smokowi. Rozbudzona sadzawka zamigotała intensywnym światłem, wypuszczając złociste iskierki wzlatujące ku górze niczym świetliki świętojańskie. Potem woda zabulgotała i niezwykły staw przemówił podwójnym, basowym głosem:
– Witaj, strudzony wędrowcze!
Odzew Przepowiedni wypełnił serce aksamitnym nektarem szczęścia i twarz chłopaka pojaśniała entuzjazmem. Przypuszczał, że niedługo otrzyma szansę, która przyczyni się do ocalenia ukochanej krainy oraz cienistego przyjaciela.
– Witaj. O droga Wyrocznio, niezwłocznie potrzebuję twojej pomocy! Nawet nie wiesz, jaka to ulga wiedzieć, iż postanowiłaś mnie wysłuchać. Pragnę dowiedzieć się czy istnieje osoba, która mogłaby przywrócić Fantilii dawne czasy, kiedy Zło nie siało zniszczenia. O droga Wyrocznio, powiedz, że istnieje! – rzekł niemal na jednym wdechu.
Miał trudności w maskowaniu emocji, dlatego przybrany ton głosu i mimika zdradzały manipulujące nim uczucia: chęć niesienia pomocy, optymizm, a poza tym współczucie... Ostatnie z wymienionych powodowało samoistnie przywołane wspomnienie mówiące, że cierpienie Fantilii, jest również cierpieniem Cienistego Smoka.
Tak bardzo ci współczuję, Panie.
Ustający bulgot był po chwili jedynym, słyszalnym dźwiękiem. Stąd też ciało chłopaka zesztywniało jak przed ciosem. Czyżby z powrotem zasnęła? Nie chce pomóc krainie? Zmieszany sytuacją przypuszczał, że umysł przygotowuje go na najgorsze. Opuścił bezwiednie ręce, zacisnął mocniej pięści i już pragnął kopnąć najbliższy kamień, lecz ujrzał, jak staw migocze jaśniejącym światłem. Na sposób zorzy polarnej zachwycał przepięknym tańcem kolorów. Przez ten widok podświadomość młodzieńca zakrzyczała: Nigdy nie widziałem czegoś podobnego!
Chwilę później barwy ułożyły się w wizerunek młodej dziewczyny przypominający śniącą pod wodą syrenę. Kaskady kruczoczarnych włosów leżały swobodnie na poduszce i okalały szczupłe oblicze. Na pozór urocza oraz niewinna panienka, nie wyglądała jak wybawicielka mająca rozsiać trwogę na skażonych okrucieństwem ziemiach Fantilii. Niemniej nadzieja nieustannie przepełniała Fantilczyka, bo uważał, że wiara potrafi zdziałać niewiarygodne rzeczy.
– Oto Łucja Pik – żywa i jedyna mapa Fantilii.
Odpowiedz
#8
(09-09-2014, 12:40)Vetala napisał(a): Dodam jeszcze coś od siebie (mam nadzieję, że nie powtórzyłam uwag Stu, bo widzę, że nie wprowadziłaś jeszcze poprawek).

[quote='Puemit' pid='30304' dateline='1410208477']
Potężna konstrukcja smoka wydobywa z paszczy srebrzysty ogień, natomiast ze szponów wycieka kobaltawa(kobaltowa) woda.

Będąc zdopingowanym mieszaniną własnego i cudzego szczęścia, odczuwam przypływu energii(odczuwam przypływ energii). Jednocześnie ciało ogarnia, (bez przecinka) łaskocząca skórę,(bez przecinka) fala rozkosznego ciepła.

Pragnę, by Zło nigdy nie przyćmiło Dobra – tak jak chłodny dysk księżyca nie zakrywa słońca,(bez przecinka) uszczęśliwiającego wszystkich ciepłymi promieniami.

Usłyszawszy przytłumiony głos, (zbędny przecinek)nakazujący wyfrunąć z „gniazda”, potrząsnąłem łbem.

Kiedyś, szybując, zaznawałem nieopisanej błogości, (bez przecinka)wymazującej dotychczasowe zmartwienia.

Rozległe krajobrazy,(bez przecinka) napawały serce nieocenionym zachwytem.

Czułem nieokreśloną wdzięczną, bo realizacja tak skomplikowanej sztuczki magicznej,(bez przecinka) wymaga ogromnej mocy.

Ledwie zdążyłem rozpocząć odpowiedź, kiedy poczułem(przecinek) jak po ciele przechodzą lodowate dreszcze. Niemiłosierny ból w okolicach serca, (bez przecinka)przywoływał wizję najczarniejszego biegu wydarzeń.

Usiłowałem toczyć zacięty pojedynek z bólem. Ale podjęte próby potęgowały jedynie frustracje(ę) i niezadowolenie.

Poprawione, dziękuję za pomoc i wytknięcie błędów, Vet. :)
Odpowiedz
#9
(09-09-2014, 16:24)Puemit napisał(a):
Propozycja nowego prologu:


Ponadto cechował się ogromną odwagą pełniącą kluczową role(ę) do odniesienia sukcesu(w odniesieniu sukcesu lub niezbędną do...).

Próbował tak (nie brzmi dobrze – Próbował w ten sposób...) skuteczniej zjednoczyć się z nieziemskim przedmiotem.

Wkrótce zamiast niej, (bez przecinka) zobaczył chmury poprzecinane barwnymi smugami światła.

Sunęły ociężale po niebie,(bez przecinka) niemal nad połyskującą taflą sadzawki.

Chłopiec wiedział, że oto lustro stało się teraz najprawdziwszym portalem – otwartymi wrotami, (bez przecinka) prowadzącymi największym skrótem do Wyroczni.

Przez napływ miłych wrażeń,(bez przecinka) oczy młodzieńca lśniły naturalnym blaskiem.

Czuł, że jest odpowiednią osobą,(bez przecinka) na odpowiednim miejscu.

Nim cokolwiek zobaczył, poczuł (przecinek) jak wiatr otula go przyjemnym ciepłem.

Motyle o błyszczących skrzydłach,(bez przecinka) swobodnie przelatywały tuż nad głową nieznajomego, jakby nie odczuwały lęku.

Jaki ładny zapach... – wymamrotał(kropka)©chyba nawet piękniejszy niż ten na terenach Porcelanowego Pałacu królowej(tu dałabym kropkę i dalej nowe zdanie) – mówiąc "królowa"(przecinek) chodziło mu naturalnie o władczynię Fantilii, Fantiliadę I.

Sterowanie okrętem popychanym silą (siłą) nieokiełznanego wiatru stanowiło idealną odskocznię od rzeczywistości.

Perfekcyjna znajomość historii kraju, ważniejsze i nudniejsze przemówienia, zarządzanie finansami, układanie strategii wojennych, powściągliwe zachowanie, sztuczne maniery czy wysłuchiwane (wysłuchiwanie) oraz późniejsze rozwiązywanie problemów mieszkańców.
Kiedy tylko westchnął uspokajająco, spojrzał ku niebu. (to brzmi tak, jakby musiał westchnąć, by móc spojrzeć ku niebu)

Sprawiał wrażenie dystyngowanego chłopca, który dotąd wykonywał jedynie nieme krzyki i dopiero pod pretekstem rozbudzenia stawu (stawu rybnego, stawu kolanowego – nie wiem), mógł dać upust emocjom.

Ostatnie z wymienionych powodowało samoistnie przywołane wspomnienie mówiące, że cierpnie (cierpienie) Fantilii, jest również cierpieniem Cienistego Smoka.

Opuścił bezwiednie ręce, zacisnął mocniej pięści i już pragnął kopnąć najbliższy kamień, lecz ujrzał (przecinek) jak staw migocze jaśniejącym światłem.

Przez ten widok
(Z powodu tego widoku) podświadomość młodzieńca zakrzyczała (zakrzyknęła jeśli już): Nigdy nie widziałem czegoś podobnego!

Chwilę później barwy te (zbędne) ułożyły (się w) wizerunek młodej dziewczyny, (raczej myślnik zamiast przecinka albo – wizerunek młodej dziewczyny przypominający...) przypominała śniącą pod wodą syrenę.

Niemniej, (bez przecinka) nadzieja nieustannie przepełniała Fantilczyka, bo uważał, że wiara potrafi zdziałać niewiarygodne rzeczy.

Piszesz tak kwiecistym językiem, że chwilami nie rozumiałam treści, ponieważ rozpraszały mnie ozdobniki. Szczerze mówiąc, nie mogłam się skupić – te kwiatuszki, kolorki, wszystko takie piękne i wzniosłe, a może to zmęczenie. Raczej wolę treści bliższe ziemi niż niebu.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#10
Masz rzeczywiście bardzo interesujący styl, poetycki i napakowany metaforami i odniesieniami. Osobiście bardzo, ale to bardzo mi się to podoba i zachęca do dalszego czytania. Lubię poznawać głębię pisarza i to, co ma nam do opowiedzenia za pomocą opisów, a nie dialogów. W ten sposób można dowiedzieć się o przedstawionym świecie od "duszy strony", a ja, jak już pisałam, bardzo to lubię.

Pisz dalej! :)
Jedno jej spojrzenie i miasto leży w gruzach
Za to ją wielbią, nie za jej urodę
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Onyksowy Smok Quritto 30 7,285 05-01-2015, 17:02
Ostatni post: Sejli

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości