Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Wiewiórka
#1
Pewnego dnia dojrzałem w parku wiewiórkę. Nie była ona w żaden, nawet najmniejszy sposób, wyjątkowa. Ot, typowy przedstawiciel swojego gatunku. Chciałoby się wręcz sparafrazować klasyka i napisać "wiewiórka, jaka jest, każdy widzi".
Mimo to zwierzątko przykuło moją uwagę. Może to była tylko kwestia instynktu bądź przeczucia, może tego, że miała rudą kitę. Sam nie jestem pewien, co mną wtedy kierowało. Wiem jedynie, że warto było.
Ten niezwykły spektakl zaczął się kompletnie przeciętnie. Wiewiórka zbierała żołędzie. Wydawałoby się, że to jest absolutnie normalne dla tego zwierza, lecz ten osobnik był niezwykle wybredny. Chwytała je, oglądała z każdej strony po kilka razy, ważyła w łapkach, nadgryzała lekko, by sprawdzić smak. Większość z nich odrzuciła. Jedynie te najlepsze, które najbardziej jej odpowiadały, wzięła ze sobą.
Zgodnie z wiewiórczym charakterem, już po chwili zaczęła je zakopywać. Także i tej czynności poświęciła sporo uwagi. Każdą dziurkę w ziemi wykopywała z niezmierną starannością, dbając o każdy, nawet najmniejszy, detal. W końcu wsadziła do środka żołędzia i skryła go pod warstwą ziemi. Miałem dziwne wrażenie, że tej czynności także jej wiewiórczy móżdżek poświęcił niezwykle wiele uwagi. To tak jakby chciała, żeby orzech miał odpowiednią otoczkę, która w przyszłości będzie czymś naprawdę ważnym. Potem znalazła kolejny i kolejny, każdym opiekując się równie pieczołowicie, dbając o absolutnie wszystkie szczegóły. Co ciekawe, każdy orzech pochodził z tego samego drzewa.
Najciekawsze zaczęło się dopiero później. Zaintrygowało mnie to niezwykle, gdyż jako pisarz dostrzegłem pewną analogię. Pojawiły się inne wiewiórki, które zaczęły dobierać się do zapasów tej pierwszej. Ich charaktery były różne. Niektóre z nich robiły to powoli, z sporą dozą uwagi, jakby odzyskiwały utracone dziecko. Inne nie przejmowały się tym, po prostu dostawały się do żołędzia, porywały go z całą swoją brutalnością i czmychały gdzie pieprz rośnie. Chociaż każda z nich znalazła pożywienie, to o dziwo nie wszystkie trafiły na to skryte przez pierwszą wiewiórkę. Wiem, brzmię teraz jak wariat, lecz naprawdę tak było. Nie jestem w stanie powiedzieć, skąd to wiedziałem, lecz byłem gotów ręczyć moją głową. Część żołędzi była inna niż te, które zakopała pierwsza wiewiórka. Tak, jakby trafiły na zapasy jakiejś jeszcze innej.
Po pewnym czasie wszystkie wiewiórki zniknęły. Wstałem spokojnie i z ciekawości podszedłem do dębu, z którego pochodziły zakopane żołędzie. W sumie nie wiedziałem, czemu tak bardzo chciałem się mu przyjrzeć. Obszedłem go powoli, zatrzymując się naprzeciwko dziupli. Zajrzałem do środka. Pusto. Przeszedłem kawałek dalej i dostrzegłem tabliczkę informacyjną. Zawierała ona tylko nazwę drzewa, którą przeczytałem odruchowo.
Dąb-przekaźnik.
Zabawne, nieprawdaż?
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(05-09-2014, 19:21)Elas napisał(a): Mimo to,(bez przecinka) zwierzątko przykuło moją uwagę.

Sam nie jestem pewien(przecinek) co mną wtedy kierowało.

Ten niezwykły spektakl zaczął się kompletnie normalnie. Wiewiórka zbierała żołędzie. Wydawałoby się, że to jest absolutnie normalne dla tego zwierza, lecz ten osobnik był niezwykle wybredny. Chwytała je, oglądała z każdej strony po kilka razy, ważyła w łapkach, nadgryzała lekko (przecinek) by sprawdzić smak.

Potem znalazła kolejny i kolejny, każdym opiekując się równie pieczołowicie, dbając o absolutnie wszystkie szczegóły. Co ciekawe, wszystkie orzechy pochodziły z tego samego drzewa.

Zaintrygowało mnie to niezwykle, gdyż jako pisarz dostrzegłem pewną analogie(ę).

Inne nie przejmowały się tym, po prostu dostawał(-y) się do żołędzia, porywały go z całą swoją brutalnością i czmychały,(bez przecinka) gdzie pieprz rośnie.

Nie jestem w stanie powiedzieć(przecinek) skąd to wiedziałem, lecz byłem gotów ręczyć moją głową. Tak, jakby trafiły na zapasy jakieś(jakiejś) jeszcze innej.

Nie za wiele jestem w stanie powiedzieć, bo, jak pewnie wiele razy zaznaczałam, nie lubię krótkich tekstów. Większości zwyczajnie nie łapię, choćbym i myślała godzinami, jeśli sens jest w nich bardziej ukryty, to po prostu mi umyka. :) W każdym razie dobrze napisane, tyle mogę stwierdzić. :D
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Wiesz co? Sp***łeś zakończenie. Tytuł/temat ma się bowiem nijak do puenty. A nabrałem takiego smaku... Po tak dokładnym opisie poczynań wiewiórki, z jaką pieczołowitością wyszukuje żołędzie i je ukrywa – to jest świetnie napisane. A potem... trach: dąb-przekaźnik!... Może to i byłoby dobre, gdyby nadać temu inny tytuł?... Nie wiem.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#4
Cóż, to nie miał być tekst o wiewiórce, przykro mi Stu ;) chociaż zakończenie jest tak delikatne jak T-34... aczkolwiek chwilowo nie mam pomysłu jak je poprawić.
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#5
Cóż, napisane dobrze i ja bym się za wiele nie czepiała, ale podobnie jak Stu, cały czas myślałam, że to jest tekst o wiewiórce. Mały, kochany gryzoń, rozgarnięty jednak. A tu... Ostatniego akapitu, jako rasowa blondynka, po prostu nie zrozumiałam. Nie wiem, co jest takiego zabawnego, przykro mi > . <
*sigh* spodziewałam się trochę więcej po przekazie, jako że akurat Twoje teksty wydają mi się sympatyczne i miłe.
Ale to Gin, jej opinią bym się nie przejmowała ;]
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#6
Po prawdzie...zakończenia nie kupuję ;) Po prostu go nie rozumiem, tak jak ktoś przede mną, myślałam, że jest to tekst przyrodniczy, więc już zacierałam łapki. Pod koniec...po prostu nie wiedziałam o co chodzi w całym tekście.

Niektóre rzeczy są oczywiste dla autora, nawet dla niektórych czytelników, ale dla innych mogą być niezrozumiałe ^^
Jedno jej spojrzenie i miasto leży w gruzach
Za to ją wielbią, nie za jej urodę
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Tak jak inni nie załapałem o co chodzi z tym zakończeniem. Ale w zasadzie przyjemnie się czytało.
Odpowiedz
#8
Hm... Ja spróbuje strzelić z rozumieniem zakończenia.
Cały tekst jest parafrazą akcji dobroczynnych dla ubogich. Niektórzy ludzie bardzo starają się by ich paczki wyglądały super, tka jakby popisywali się jak im zależy. Ale też wiele osób łapie oddawane rzeczy i umyka czym prędzej bez okazania wdzięczności. Stąd nazwa dębu – punktu przekazania żołędzi.
Bardzo się pomyliłem?
Odpowiedz
#9
Kolejny raz zastanawiam się, co ze mną nie tak? A to z powodu, że rozbawiło mnie zakończenie. Taka troszku ironia z tym 'przekaźnikiem', chociaż faktycznie, subtelne jak ruski czołg. Naxter wysuwa ciekawą teorię, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż cała miniaturka jest po prostu o wiewiórce, która wybierała sobie najlepsze żołędzie, zakopywała je pod drzewem z jakąś konkretną myślą, np. o tym, że z tych oto żołędzi wyrosną kiedyś drzewa, a potem okazało się, że dąb nazywa się przekaźnik, co jest zabawne, bo przekazuje swoje nasionka dalej i dalej.

Tekst, sam w sobie, jest dobrze napisany, przyjemny i ciekawy.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#10
Cytat:Taka troszku ironia z tym 'przekaźnikiem', chociaż faktycznie, subtelne jak ruski czołg.
Padłam. :D

Mi się z kolei skojarzyło z plagiatowaniem. Rozkradaniem wiedzy, jakiegoś dorobku intelektualnego/twórczego. Ktoś bardzo wiele pracy wkłada w to, aby "dopieścić" swoje dzieło, stworzyć coś innowacyjnego, pięknego. Ci, którzy mają odrobinę szacunku do autorstwa, korzystają z jego pracy z należytą... otoczką obyczajową(?), podczas gdy inni nie – sięgają po to jak po swoje i wykorzystują, choć nie zawsze z dobrym skutkiem – odbiegają od zamysłu twórcy, psując go, lub ślepo podążają za samym autorytetem i wyciągają błędne wnioski z jego pracy/słów (znajdowanie orzeszków innych wiewiórek). I np. niosą w świat bezsensowną ideologię, która w zamyśle miała racjonalne podstawy i przyniosłaby coś dobrego, gdyby trafiła na dobry grunt.
Aczkolwiek nijak nie potrafię skojarzyć tego z Dębem-przekaźnikiem (przekazywanie wiedzy?), więc pewnie poszłam w zupełnie inną stronę. o.O

Ale takich propozycji rozwiązań może być bardzo wiele. Jestem bardzo ciekawa, co naprawdę "autor miał na myśli". :)
Niektórzy ludzie nie potrzebują żadnej logiki ani pieniędzy. Nie można ich kupić, torturować ani negocjować z nimi. Niektórzy chcą tylko patrzeć, jak świat płonie.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości