Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Przygodowe Świry Głasowskiego
#1
(Zawieszone. Na razie.)

Taa... Tytuł dziwny, ale, ale, ale. Po kolei.
Historia napisana w połowie, nigdy niedokończona, a później skasowana. Krótka (tylko 230 stron). Pomysł?
Cóż. Wydaje się banalne, ale... w pewnej grze spotkałem człowieka, który na nazywał się Głasowski. Niby nic, ale nazwisko mi się spodobało i stworzyłem całą historię. Dobra. Koniec pierdu, pierdu. Zaczynamy zabawę.


Rok 1946.
Plan Barbarossa odniósł sukces i Niemcy doszli do pasm gór Ural, gdzie sowieccy żołnierze skonstruowali pas bardzo silnych umocnień. Jest to ostatnia linia obrony ZSRR. Po jej upadku nic nie będzie w stanie zatrzymać Wermachtu przed zalaniem całej Azji i połączenia się z siłami japońskimi.

Rok 1947.
USA nie mogąc walczyć na dwa fronty, oddała Japonii wyspy pacyficzne i skoncentrowało się na prowadzenie wojny w Europie. Jednakże przewaga technologiczna Niemców jest ogromna. Najnowsze, niemieckie myśliwce odrzutowe ME262 zbierają krwawe żniwo wśród amerykańskich B17 i B29. Na ziemi najnowsze, a jednocześnie najprostsze czołgi typu E50 zalewają Siły Sprzymierzone. Czołgi M26 Persching i Centuriony są niewystarczające. Ich słaby pancerz kadłuba wymaga stosowanie taktyki "Hit and Run", która nie zawsze odnosi sukces. Losy wojny wydają się być przesądzone.

Rok 1948.
Niemcy atakują linię obrony "Ural". Na szczęście atak został odparty, ale Rosjanie ponieśli duże straty. Rezerwy się kończą. Dowództwo Armii Czerwonej decyduje się na sformowanie oddziałów specjalnych, które mają przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Aliantów.

Roździał 1
Syberia wita

"Witamy we Władywostoku"
Taki o to napis widniał na spróchniałej tabliczce na obrzeżach miasta. Władek Władowicz przyjechał do tej krainy wiecznych mrozów, by spotkać się z pewną osobą.
__________________________________________________________

Władek otworzył drzwi do karczmy i momentalnie uderzyła go fala ciepła. Strudzony podróżnik rozejrzał się po wnętrzu drewnianej, niewielkiej izdebki. Szukał znajomej sylwetki, jednakże w pomieszczeniu było za dużo naprutych, chwiejących się marynarzy i żołnierzy innych formacji. Władek zaczął przeciskać się przez tę pijaną hołotę w stronę baru.

-Głasek? -zapytał zdyszany człowiek, kiedy już doczołgał się do barmana.
Tamten wskazał kciukiem za siebie. Władek spojrzał w tamtą stronę i zobaczył osobę, której szukał. Siedziała zajmowała stolik stojący przy ścianie.

-Weź nam przynieś cztery kufle piwa. Dobra?– powiedział kładąc dwanaście rubli na stół, po czym udał się w stronę znajomego.

Po paru minutach przepychania się, czołgania się i omijania pijanych biesiadników w końcu dotarł do celu. Usiadł ciężko na wielkiej ławie przed "Głasem".

-Siema, Głasek – powiedział zdyszany mężczyzną. Drugi podniósł na niego swoje zielone niczym wiosenna trawaoczy.

-Cześć, Władziu – odpowiedział. – Widziałeś Głasowskiego?

Władek pokręcił przecząco głową. Kimże był ów Głasowski?

-Kto to w ogóle jest?– Władek rozglądał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu zaginionego gościa.

Głasek wzruszył potężnymi ramionami.

-A chuj go wie. Kazali nam się tu spotkać, to przyjechałem.

-Co z Miszulą?– zapytał się Władek.

-Nie wiem. Pewnie nawalił się jak szpadel i leży gdzieś w śniegu – odpowiedział tamten i również zaczął się rozglądać. Jego pomarszczona, z wiecznie zmęczonym grymasem twarz zaczęła wolno przeczesywać wzrokiem karczmę.

Nagle ktoś klepnął Władka w ramię.

-Władziu, ty chuju. Miałeś poczekać na mnie przed wejściem – zawołał wesoło znajomy głos.

-Wal się, Misiek. Nie będę stać jak pinda na takim mrozie. -Władek z uśmiechem odwrócił się do znajomego i ustąpił mu miejsca.

Misiek to zwyczajny żołnierz powietrznych sił specjalnych. Jak wielu ludzi w wojsku, był barczysty i umięśniony. Jego krwistoczerwone oczy zawsze szukały jakiejkolwiek okazji do dania komuś po ryju. Ta poraniona i zorana bliznami twarz wyglądała kiedyś inaczej. Była pulchna i z dziecięcymi rysami, lecz przeciągająca się wojna odcisnęła swoje piętno.

-Gdzie jest piwo?– powiedział Misiek z udawaną pretensją w głosie.

-Wychlałeś – zażartował Głasek.

Akurat barman podszedł do ich stolika i postawił cztery kufle soczystego napoju bogów przed trzema zmęczonymi twarzami.

-No i to ja rozumiem – zawołał wesoło Misiula i jednym wielkim haustem wypił całą zawartość wielkiego, drewnianego naczynia.

-No to teraz czekamy na Głasowskiego – oznajmił Władzio.

-Wydaje mi się, że nie musicie już na mnie czekać – dotarł do nich ochrypły głos. Trójka znajomych momentalnie spojrzała na gościa. Stał przy nich wysoki, ale szczupły żołnierz. Jego spokojne oczy spokojnie przenosiły się z jednego zebranego na drugie. Głasowski podrapał się po brodzie z delikatnym zarostem.

-No to co? Będziemy tak się gapić czy przejdziemy do powodu tego spotkania? – powiedział z uśmiechem na twarzy i przysiadł się do trójki ludzi.
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Od wypisywania błędów nie jestem ja, więc zostawię to niebieskim, jednak już widzę, że jest ich dość sporo. Interpunkcja, mieszanie czasów, odmiany czasowników, spacje, powtórzenia i takie tam.
Cytat:(aa! Spodziewaliście się, że to jest Głasowski Tongue) – mnie osobiście nieco denerwują tego typu dodatki od autora :D
Nie jestem po pierwsze pewna, czy taki początek jest odpowiedni dla opowiadania, bo jedyne co na razie dostajemy, to jakieś obce nazwiska i karczmę. Ech, ta karczma :D Na koniec zasiałeś jakąś tam małą ciekawość – co to będą za konkrety? – ale moim zdaniem pierwszy fragment powinien jeszcze bardziej zachęcać do dalszego czytania. A było nudno przez większość czasu. O ile początek niezbyt mnie przekonał, to mam nadzieję, że następne części tak : p
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
Odpowiedz
#3
Akcja się rozkręci :P. Wierz mi :P.
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#4
(30-08-2014, 17:29)Triceraton napisał(a):
Cytat:(aa! Spodziewaliście się, że to jest Głasowski Tongue) – mnie osobiście nieco denerwują tego typu dodatki od autora :D

Trice, nie tylko Ciebie ^.^ Zresztą, poruszałam ostatnio temat takich przypisów w tłumaczeniach i też zostało to skrytykowane na szeroką, bardzo szeroką skalę. Nikt nie lubi wtrąceń. To opowiadanie, a nie dyskusja z czytelnikiem ^.^

Co do opowiadania: widzę błędy, więc zaraz będzie kolorowo ;]
No i tak w sumie, nic za bardzo się nie dzieje. Jest piwo, jest karczma... Tylko w jakim czasie jest osadzone to opowiadanie? Jeśli IIwś, co mi sugeruje dopisek na górze, to nie wiem czemu, ale karczma mi nie pasuje... Wtedy już chyba były puby, prawda?

No nic, mam nadzieję, że może coś się rozkręci, bo jak na tą chwilę... Nie wiem nic : )
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#5
Do dopiero połowa pierwszego rozdziału :P
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#6
(30-08-2014, 17:05)Samotny wilk ze wschodu napisał(a): Po jej upadku,(bez przecinka) nic nie będzie w stanie zatrzymać Wermachtu przed zalaniem całej Azji i połączenia się z siłami Japońskimi(japońskimi – przymiotnik).

Jednakże,(bez przecinka) przewaga technologiczna Niemców jest ogromna. (...) Na ziemi, (bez przecinka) najnowsze, a jednocześnie,(bez przecinka) najprostsze czołgi typu E50 zalewają Siły Sprzymierzone.

Na szczęście,(bez przecinka) atak został odparty, ale Rosjanie ponieśli duże straty.

Władek zaczął przeciskać się przez tą(tę) pijaną hołotę w stronę baru.

-Głasek? -zapytał się(zbędne) zdyszany człowiek, kiedy już doczołgał się do barmana.
Tamten wskazał kciukiem za siebie. Władek spojrzał w tamtą stronę i zobaczył osobę, którą(której) szukał. Siedziała przy stoliku stojącym przy ścianie.

-Weź nam przynieś cztery kufle piwa. Dobra?– powiedział(przecinek) kładąc dwanaście rubli na stół, po czym udał się w stronę znajomego.

Po paru minutach przepychania się, czołgania się i omijania pijanych biesiadników, (bez przecinka) w końcu dotarł do celu. Usiadł ciężko na wielkiej ławie,(bez przecinka) przed "Głasem".

-Siema(przecinek) Głasek- powiedział zdyszany mężczyzną(a). Drugi podniósł na niego swoje zielone,(bez przecinka) niczym wiosenna trawa, (bez przecinka) oczy.

-Cześć(przecinek) Władziu – odpowiedział(kropka) – Widziałeś Głasowskiego?

Władek pokiwał(przecząco można pokręcić, kiwa się twierdząco) przecząco głową. Kimże był owy(ów) Głasowski?

-Co z Miszulą?– zapytał się(zbędne) Władek.

Jego pomarszczona, z wiecznie zmęczonym grymasem, (bez przecinka) twarz zaczęła wolno przesuwać się po karczmie.(To średnio brzmiące określenie – właśnie wyobraziłam sobie lewitujące bokiem po pomieszczeniu oblicze.)


-Władziu (przecinek) ty chuju.

-Wal się (przecinek)Misiek. Nie będę stać jak pinda na takim mrozie(kropka) -Władek z uśmiechem odwrócił się do znajomego i ustąpił mu miejsca.

Jego krwisto-czerwone(krwistoczerwone) oczy zawsze szukały jakiejkolwiek okazji do dania komuś po ryju. Jego twarz była kiedyś pulchniutka z dziecięcymi rysami. Teraz jednak zdobiły ją tylko blizny i siniaki.

-No i to ja rozumiem – zawołał wesoło Misiula i jednym wielkim haustem wypił całą zawartość, (bez przecinka) wielkiego, drewnianego naczynia.

-No to co? Będziemy tak się gapić, (bez przecinka) czy przejdziemy do powodu tego spotkania? – powiedział z uśmiechem na twarzy i przysiadł się do trójki ludzi.

Zacznę od kwestii estetycznej: źle wyglądają te interlinie, zwłaszcza że dominują wypowiedzi, przed którymi je wstawiłeś. Znacznie lepiej będzie wyglądał tekst bez tych odstępów, za to z akapitami (tutaj tag [.p] bez kropki na początku linijki). Wstawia się go również na początku każdej wypowiedzi, tak jest przejrzyście. Dodatkowo w dialogach spację stawiamy i przed, i po myślniku – jeśli tak nie zrobimy, wstawi się dywiz służący do łączenia wyrazów.

Co do samego tekstu, to nie mam za wiele do powiedzenia. Nieszczególnie mnie to wciągnęło, ot, jacyś bohaterowie, gadka-szmatka, słowem, nic ciekawego jak dla mnie. Ponadto jakoś nie przepadam za wstępem, jakiego użyłeś – w sensie streszczenia wydarzeń w danych latach. Nie wiem dlaczego, ale jakoś mi się to kojarzy z serialem czy czymś w tym rodzaju, nie opowiadaniem. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Błędy poprawione,akapity wstawię trochę później :P. Takie streszczenie to w sumie jedyna opcja, żeby sensownie pokazać historię wydarzeń. Teraz to jest dopiero połowa rozdziału. Później będzie wyjaśnienie, po co się zebrali itd. Początki zawsze mam nudne :P. Później dopiero jak oddział powstanie, to dopiero się zacznie coś dziać.
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
#8
Nie wiem, czy to ja się mylę czy Vet tego nie zauważyła:

"Plan Barbarossa odniosła[a nie "odniósł"?] sukces i Niemcy doszli do pasm gór Ural, gdzie sowieccy żołnierze skonstruowali pas bardzo silnych umocnień."
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
Odpowiedz
#9
Jak na takie zagięcie biegu historii, bardzo mało wyjaśniłeś. Takie skrótowe wyjaśnienie już lepiej mogłeś gdzieś w dialogu zawrzeć, bo wiele toto nie mówi, a jest bardzo nieprofesjonalnie wykonane. Poza tym ile ci Niemcy pod tym Uralem siedzieli? Ruskie by z głodu powymierali przez ten czas.
Odpowiedz
#10
(30-08-2014, 21:04)xPain666 napisał(a): Jak na takie zagięcie biegu historii, bardzo mało wyjaśniłeś. Takie skrótowe wyjaśnienie już lepiej mogłeś gdzieś w dialogu zawrzeć, bo wiele toto nie mówi, a jest bardzo nieprofesjonalnie wykonane. Poza tym ile ci Niemcy pod tym Uralem siedzieli? Ruskie by z głodu powymierali przez ten czas.

Jak powiedziałem: to jest dopiero połowa rozdziału. W drugiej połowie będzie wyjaśnione co, jak i kiedy. Jak sytuacja wygląda itd. Tylko muszę napisać, ale nie tutaj, bo w tym ramkach mi się litery zlewają. Napiszę wszystko w Wordzie i postaram się gdzieś to przesłać i dać link.
–"We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows."
-Nadejdzie czas, kiedy zniknę stąd. Słońce zgaśnie, nadejdzie mrok. Stojąc na granicy, zrobię krok. Rozliczony zostanie, każdy mój błąd. Odejdę w wieczny byt. Czy zdążę dojść na szczyt?
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości