Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Magia i nieznajomy
#1
Niebieski ekran prostokątnego monitora wyglądał tego dnia szczególnie złowieszczo. Mały napis w lewym górnym rogu, stworzony typowo kanciastą czcionką obwieszczał wyraźnie że pod nim znajdzie się zaraz rozdział pierwszy. Jednak kto miał odwagę zajrzeć nieco niżej mógł zobaczyć tylko pustkę. Pustkę od pomysłów i totalnie wypranie autora powyższych słów z jakiegokolwiek pomysłu.
Siedziałem tak sztywno od jakiejś solidnej chwili, nie potrafiąc napisać nawet jednego słowa więcej. Wbrew pozorom pierwsze słowa są dla twórcy jednym z najważniejszych osiągnięć, stojących u podwalin każdego wiekopomnego dzieła. Prawy kciuk ześlizgiwał się stopniowo z długiego klawisza spacji żeby zaraz powrócić na poprzednie miejsce.
Mocno podirytowany zaistniałą sytuacją wstałem gwałtownie z krzesła i nerwowo wytarłem obie dłonie o niebieskie Jeansy. Oprócz nich miałem na sobie również niebieską koszulkę polo z żółtymi pasami na kołnierzyku. Spojrzałem na zegarek, który miałem na ręce i stwierdziłem że jest pół do jedenastej.
Odruchowo rzuciłem okiem za trzyczęściowe okno za którym widniała już ciemność, przerywana światłem pobliskiej latarni ulicznej.
nie ma co – stwierdziłem znużony w myślach i skierowałem się w stronę na poły otwartych drzwi od pokoju.
Zawsze mnie one denerwowały ponieważ były podobnie jak niejaka wykładzina, którą wyścielono całą podłogę w pokoju. Niebieska wykładzina i trupo blade drzwi, wykonane ze sklejki potrafiły nieraz popsuć mi humor na długie godziny i wprawić w ogulno pojęte przygnębienie. Pewnie dlatego że były nijako świadectwem starych czasów, w których gnębiło się intelektualistów, a władza robotniczo – chłopska panoszyła się po ulicach.
W wytłoczonych wzorkach na szybie w nieszczęsnych drzwiach odbijało się słabe i niebieskie świtało ekranu monitora. Dopiero teraz uświadomiłem sobie że nie wyłączyłem komputera. Jednak stwierdziłem że nie chcę go wcale gasić. Wiedziony niemal że zawodowym instynktem dziennikarza, któremu nie zupełnie udało się obronić pracę magisterską szarpnąłem za plastikowa klamkę, która przez lata naciskana różnymi rękoma tymczasowych lokatorów wyrażanie już obwisła.
Przedpokój był prawie o połowę mniejszy niżeli pomieszczenie z komputerem, ale za to o wiele lepiej się w niej czułem. To za sprawą morze nie wysokiej jakości, ale za to o wiele atrakcyjniejszych dla oka desek równo ułożonych wzdłuż każdej ze ścian. Doskonale pasowały do ciemnego dywanika, który niczym jego czerwony odpowiednik w Hollywood ciągnął się do niemal że bliźniaczych drzwi na przeciw pokoju biurowego. Gdzieś mniej więcej na środku jego krótkiej trasy docierała do jego bocznej krawędzi następna odnoga, prowadząca prosto do wyjścia.
Zastanowiłem się przez chwilę co robić dalej. Noc była stanowczo za młoda żeby iść spać. Zawsze przecież byłem nocnym markiem. Dlatego zwinnym ruchem zwiesiłem niebieską kurtkę letnią z ogromnymi kieszeniami na piersiach i zamaszyście zarzuciłem materiał na grzbiet. Gdy schylałem żeby zawiązać lewego buta zegar wiszący na ścianie nieopodal mnie wybił punktualnie północ.
– północ, godzina duchów i łowców weny
Mruknąłem do siebie gdy zamykałem obite z zewnątrz drzwi.
Przekręciłem klucz w zamku i wcisnąłem przycisk przywołania windy, której stalowe drzwi znajdowały się w środkowej części długiego korytarza. Ściany niegdyś pomalowane na żółto teraz z rzadka świeciły farbą w takim właśnie kolorze. Ponieważ dzielnica nie cieszyła się szczególnie dobrą opinią gdzieniegdzie widać było napisy wykonane tanim sprayem, albo mazakiem.

Ostatnia przeszkoda w postaci dwóch skrzydeł drzwi do bloku została pokonana, a moje gumowe podeszwy zetknęły się w końcu z chropowatą powierzchnią pierwszej płyty chodnika.
Rozejrzałem się w około, ale jak zawsze o tej porze ulica świeciła pustkami. Wyjątkowo ciemna noc całkiem udanie rozproszona przez liczne latarnie uliczne dawała poczucie bezpieczeństwa. Jednak bardzo często dochodziło tutaj do napadów. Tak przynajmniej słyszałem od sąsiadów, a raz nawet czytałem artykuł na ten temat w lokalnej gazecie.
Przede mną straszyły czarne jak smołą mury osiedlowego liceum, ledwie widoczne w mrokach nocy. Żeby tam dotrzeć trzeba było zaraz skręcić w lewo i krętą ścieżką udać się na samą górę niedużego wzgórza. Ja wybrałem drogę na skróty. Poza tym że było zdecydowanie bliżej to jeszcze droga nie była taka monotonna. Przeszedłem niewielką łączkę i dotarłem do starego i zniszczonego ogrodzenia składającego się z przeżartych przez rdzę równych kwadratów i metalowej siatki w ich środku. Bez trudu wypatrzyłem taki kwadrat z którego śpiesząca się na lekcje młodzież porostu usunęła kratę. Nie było to za trudne ponieważ prowadziła tam wydeptana ścieżka.
Przekraczając dziurę w ogrodzeniu miałem nie odparte przeczucie że ktoś mnie obserwuje. Dlatego rozejrzałem się energicznie, ze strachem w około. Nikogo niestety nie zauważyłem, dlatego zacząłem spinać się po stromym wierzchołku pobliskiej górki. Tylko ona i jej zarośla dzieliły mnie od pokrytego asfaltem boiska do kosza.
Jednak zanim wyszedłem na jego szczyt, na jednej z dwóch ławek koło pasa asfaltu zauważyłem dwie skulone postaci. Natychmiast przystanąłem i zacząłem się zastanawiać co teraz powinienem robić. Nawet przyszło mi na myśl że powinienem się z nimi napić kiedy zauważyłem jak z ciemności tuż obok nich pojawia się tajemnicza postać w przydługawym płaszczu i kapeluszu w starym stylu. Nerwowym krokiem podeszła bliżej do dwóch nieznajomych i szybko zamieniła z nimi kilka słów.
Nagle oba cienie rzuciły się na postać która zgrabnie usunęła się z toru ich lotu. Nie zrobiły tego jak zwyczajny człowiek. Rzuciły się raczej jak wygłodniałe koty na mysz.
Kiedy oboje wylądowali w końcu na ziemi trzeci mężczyzna wystawił błyskawicznie pięść w kierunku najbliższego z przeciwników, a ten natychmiast ze skowytem zranionego psa rozbił się na pobliskiej ścianie sali wychowania fizycznego. Chyba nie miał ochoty na więcej ponieważ siedział potem skulony przy niej bez ruchu.
Ostatni z przeciwników, który naj widocznie j nie przestraszył się zaistniałej sytuacji z impetem pobiegł w kierunku napastnika. Niestety, a może stety ten wyskoczył wysoko w powietrze i zrobił podwójne salto nad głowa przebiegającego. Chwacił go przy tym za głowę i przy lądowaniu na nadal wyprostowanych nogach cisnął go o ziemię. Ciało tylko odbiło się z głuchym uderzeniem od zielonego podłoża i wyprostowane jak drut leżało przez chwilę na trawie.
W ten czas drugi z przeciwników zdołał pozbierać się z pod ściany pod którą jeszcze przed chwilą siedział i nerwowym krokiem zaczął zbliżać się do swojego pogromcy. Nie udało mu się dotrzeć bliżej niżeli trzy metry ponieważ tajemniczy nieznajomy znowu energicznie wystawił przed siebie pięść. Tym tarem zanim klęknął skulił się w pasie, a kiedy jego przeciwnik wystawił kolejna pięść. Cień jak by uderzony w głowę metalowa belką padł na twarz.
Tajemniczy bohater nie miał jeszcze czasu winszować sobie zwycięstwa ponieważ osobnik, który jeszcze przed chwilą zwijał się z bólu zdążył już podskoczyć na równe nogi i jednym kocim ruchem skoczył w jego kierunku. Jednak znowu nie trafił i wylądował twarzą do ziemi. Napastnik z politowaniem kopną go w tył, a tan dołączył do swojego leżącego kolegi. Coś krzyczał tylko nie mogłem zrozumieć ani słowa, jednak głos nie przypominał mi tego jakiego spotykamy wśród ludzi.
Intruz wyprostował sie i coś odpowiedział. Oba pobite cienie zniknęły w oddali, a jeden opierał się o drugiego.
Nie miałem zielonego pojęcia kim, ani tym bardziej czym by były te trzy postacie. Jednak jednego byłem pewien, to był pomysł na świetną famułę, a ja nie zamierzałem go zmarnować. Ostrożnie cofnąłem się po zboczu pagórka i układając sobie plan wydarzeń w myślach wróciłem do mieszkania.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Spoiler:

No... W koncu, po drugiej probie pokonania tego tekstu – przebrnelam. Polecam zaznajomic sie z zasadami interpunkcji, bo w tym tekscie lezy ona i prosi o dobicie... Przekolorowane, toporne zdania, na sile powciskane epitety, okreslenia itp... ZA DLUGO, ZBYT PSTRO. Czar fabuly pryska, gdy mamy stycznosc z takim natlokiem zbednych informacji. Ludzie wola krotko, zwiezle i na temat. OCzywisice nie znaczy to, ze mamy pisac krociutkie, proste zdania. Trzeba znac umiar i granice ;) epitety sa jak najbardziej si, o ile ich nie naduzywamy. Daleka droga przed Toba, kolego. Pisz dalej, trening czyni mistrza. Zapraszam rowniez do komentowania.
Dżon Rambo z cyckami
Odpowiedz
#3
Zgodnie z poprawką do regulaminu Art. 2, Pkt. 15, z mocą nadaną mi przez Admina, przesuwam temat do Kosza.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości