Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy [Naruto/autorski] Historie Kurostworów
#1
W gwoli wyjaśnienia. Nie piszę tego co będzie zamieszczane w tym temacie jako tworu samodzielnego. Jest to tworzone pod rozgrywkę PBF, którą prowadzę. Tutaj wrzucam, bo znajomość świata ani fabuła nie jest szczególnie potrzebna dla fragmentów, jakie zamierzam tutaj upublicznić.
Jak nazwa w temacie wskazuje, jest to świat z mangi i anime Naruto, jednak znacznie zmodyfikowany. Wioska z której pochodzą ninja, wokół których dzieje się akcja, była wymyślona przez jednego z dawnych MG na forum, gdzie aktualnie prowadzę, oraz stworzona od zera (poza częścią założeń) przeze mnie. Tym samym nie należy oczekiwać tutaj pomarańczowych dresów-debilów, o to się nie martwcie.
Brak znajomości mangi i anime nie powinien przeszkodzić w czytaniu. Cóż... enjoy ;)

====

Nocna ulewa to była jedna z mniej przyjemnych rzeczy, które zdolna była zaoferować Akuma no Kuni. Przy dobrej pogodzie, księżyc potrafił się przebić w niektórych partiach iglastego lasu, jednak teraz panowała absolutna ciemność. Sprawę pogarszały hektolitry wody spadającej z nieba. Nawet miliardy igiełek nie były w stanie powstrzymać płaczu tej krainy, spadającego na ziemię. Czyżby coś się stało? Bądź miało stać?
Na pewno. Makkura Yamamoto, potencjalny dziedzic swojego klanu i siedemnasty najsilniejszy ninja w wiosce był wkurzony. Deszcz zawsze źle wpływał na jego humor, szczególnie teraz, kiedy jego czarny płaszcz z białym symbolem Yang na plecach przemókł kompletnie. Biegł jednak spokojnym tempem, przynajmniej jak na siebie, przeklinając jedynie w myślach. Przynajmniej było ciemno i trwała noc, co dla Yamamoto było plusem. Zresztą, cała jego rodzina lubiła takie warunki. Gdyby tylko nie deszcz.
Jednak jego kompan nie miał nawet tego pocieszenia. Drugi biegnący mężczyzna miał na sobie kompletnie przemoczony, szary płaszcz, który krył zbroję o zgniłozielonym kolorze. U boku miał odebraną niedawno katanę, doskonała robota a sama broń była wykonana tak, że pasowała do niego idealnie. Wydał na nią małą fortunę, ale już w trakcie misji utwierdził się, że warto było.
W końcu, Yamamoto wraz z swoim prywatnym ochroniarzem mieli jedynie spacyfikować grupkę wrogich ninja, którzy przedostali się zbyt głęboko na tereny Akuma no Kuni. Z ośmiu, zaledwie dwóch dotarło do Makkury na tyle blisko, żeby stanowić bezpośrednie zagrożenie. Nie byli jednak w stanie zranić go, ponieważ Makoto spacyfikował ich błyskawicznie. Więcej podróży niż rzeczywistej walki.
Kiedy wbiegli na małą, lecz dosyć obficie zarośniętą, polanę Makoto zatrzymał się nagle. Yamamoto przebiegł jeszcze kilka metrów, co trwało mniej niż ułamek sekundy, i także stanął. Ich nogi zapadły się lekko w mokry grunt, a oni sami spojrzeli jedynie na siebie.
Ktoś się zbliża. – Makoto z swoim niezwykle wyczulonym słuchem był w stanie dosłyszeć jak gdzieś niezwykle daleko łamią się gałązki. Ktoś skakał z gałęzi na gałąź. Chociaż zostanie w tym wypadku na polanie było mało rozsądne, to tym razem wygrała w nich ciekawość. Makkura skupił chakrę w swoich oczach i świat nagle stał się wyraźniejszy niż w dzień. Widział każdy szczegół.
W tym także osobnika stojącego na gałęzi jednego z drzew, wystającej akurat nad polaną. Czarny płaszcz wręcz przylegał do ciała z powodu wilgoci, ujawniając znajdującą się pod nim lekką zbroję. Nie miał on kaptura, a długowłosy osobnik miał na twarzy maskę. Ta była niepokojąca, gdyż przedstawiała szeroki, lecz zdecydowanie dziwny, uśmiech. To właśnie on zapewnił mu jego przydomek, Uśmiechnięty Demon.

[Obrazek: 5Hh5dgE.png]

Kim jesteś i czego chcesz? – zapytał Yamamoto, wpatrując się w otwory na oczy jakie posiadała maska. Odpowiedź nadeszła, lecz nie taka, jakiej oczekiwał. Zamaskowany osobnik złożył jedną pieczęć i w kłębie dymu w jego rękach pojawiła się katana. W następnym ułamku sekundy już leciał wprost na Yamamoto, jednak do Makoto przyjął jego atak. Ostrze uderzyło o ostrze czemu towarzyszyły nieliczne iskry. Makkura zaczął zwiększać odległość, kiedy dwójka szermierzy odskoczyła od siebie o kawałek, by po chwili znowu dać się pochłonąć tańcowi. Ostrze uderzało o ostrze raz za razem, jednak to Uśmiechnięty dyktował warunki. Ochroniarz był zmuszany się cofać, zbroja sprawiała, że bardziej zapadał się w gruncie. W końcu po jego naramienniku przebiegło wrogie ostrze, wydając nieprzyjemny dźwięk i zostawiając rysę.
Makkura w tym czasie znalazł się na obrzeżach polany i przygotował technikę. Z jego ust wystrzelił strumień wody o niewiarygodnie wysokim ciśnieniu, kierując się wprost na Uśmiechniętego. Ten jednak jedynie naparł mocniej na swojego przeciwnika, zmuszając go do cofnięcia się, po czym zbliżył się na odległość, w której szermierka była wręcz niemożliwa. Tyle wystarczyło, by uniknąć wrogiej techniki. Makoto odskoczył ponownie, jednak to było błędem. Dzięki swojemu refleksowi sparował cios na tyle ile mógł, lecz w trakcie lotu i tak nabawił się przeciętego policzka. Nie miał nawet czasu by przekląć, bo miecz znów zderzył się z mieczem. Cięcie na bok, pchnięcie, udawany cios na głowę i nagłe odwrócenie katany, żeby uderzyć nią w nogę. Na to ostatnie dał się nabrać. Rozległ się charakterystyczny dźwięk metalu przebijającego się przez metal. Makoto poczuł jak ostrze zagłębia się tuż nad kolanem, sięgając aż kości. Powstrzymał jednak krzyk, woląc wykorzystać okazję do zemsty. Wyprowadził cięcie na głowę Uśmiechniętego, a w tym samym momencie Makkura wystrzelił kolejny strumień wody. Zamaskowany osobnik odskoczył jednak, unikając obu ataków za jednym razem. Ułamek sekundy później Makoto ponownie musiał odpierać nawałnicę ciosów, jednak z ranną nogą było to znacznie trudniejsze. Wystarczyło popełnić jeden błąd.
Ten nadszedł. Wymiana ciosów była szczególnie nieszczęśliwa dla ochroniarza, odsłaniając jego krtań. Uśmiechnięty był zbyt dobrym szermierzem, żeby odpuścić taką okazję. Jego ostrze powędrowało w tamtą stronę. Jednak zamiast krwi była ziemia. Między dwoma walczącymi wytworzyła się ściana z błota, w której miecz wytracił swojej energii. Ostrze jednak musnęło skórę Makoto, wywołując efekt podobny do zacięcia. Mała strużka krwi popłynęła po jego szyi, jednak gdyby nie Yamamoto, to straciłby całą głowę.
Pięć! – krzyknął Makkura, składając pieczęcie. Cokolwiek to miało znaczyć, jego ochroniarz zrozumiał. Uśmiechnięty wyminął ścianę od prawej, zyskując kolejną przewagę. Miał większą swobodę walki w tej pozycji, co zmusiło Makoto do oddalenia się od osłony. Nawet w trakcie tego manewru dwa miecze całowały się regularnie. Uśmiechnięty znacząco skrócił dystans i doprowadził do siłowania się na katany. Potem zrobił kolejny krok do przodu, przestając przy tym napierać. Makoto poleciał w jego stronę, napotykając na uderzenie łokciem w przeciwną stronę. Cios był potężny. Z nosa ochroniarza została tylko krwawa miazga a impet odrzucił go do tyłu. Tyle wystarczyło. Jeszcze zanim upadł na ziemię, jego głowa została oddzielona od ciała jednym, szybkim cięciem.
Makkura nie okazał jednak żadnego przejęcia, lecz po prostu skończył swoją technikę. Z jego ust wyleciało pięć kul wody, każda wielkości pięści. W locie jednak powiększyły swój rozmiar i w tym względzie przypominały spore głazy. Gdy uderzyły naraz, zmieniły polanę w spory krater wypełniony wodą i błotem. Gdzieniegdzie znajdowała się także krew i skrawki metalu. Fala uderzeniowa połamała wiele gałęzi dookoła a nawet powaliła kilka drzew.
Na jednym z nich stał jednak napastnik. Jego maska uśmiechała się bezczelnie. Wyrzucił katanę ku niebu i błyskawicznie złożył pieczęć. Wystrzelił z prędkością błyskawicy, w locie łapiąc broń. Gdy znalazł się tuż przed Makkurą wyprowadził cięcie, które bez większego problemu przeszło przez drzewo. Yamamoto był jednak już na gałęzi innego, dzięki temu, że odskoczył dosłownie w ostatnim momencie. Uśmiechnięty doskoczył do niego, jednak Yamamoto ponownie uniknął ciosu w tym samym stylu, składając w trakcie pieczęci do ninjutsu. Wystarczyło utrzymać odległość przez tą sekundę. Walka toczyła się w nadludzkim tempie, Uśmiechnięty był jednak szybszy. Jego ostrze zasmakowało krwi Makkury. Podłużna, czerwona linia pojawiła się na jego czole, a z niej zaczęła cieknąć krew. Yamamoto chciał jednak krzyknąć „za późno”. Dmuchnął pomiędzy dwie płaskie dłonie, po czym aktywował ostatnią pieczęć. Przed nim rozległo się istne piekło. Potężna fala wiatru wystrzeliła, zgarniając drzewa. Te w trakcie lotu rozpadały się na malutkie kawałki, przez co kilkadziesiąt metrów dalej skala zniszczeń nie była już tak wielka. W wielkim chaosie z szczątek drewna, liści i deszczu drzewa łamały się niczym zapałki. Wcześniej jednak nie pozostało nic, poza gołą ziemią. Makkura oddychał ciężko a na jego ustach pojawił się uśmiech. Płaskie dłonie trzymał złączone.
Dzięki temu doskonale widział, jak jego palce spadają nagle. Ostrze katany pojawiło się tuż przy jego piersi. Uśmiechnięty Demon był tak szybki, że nawet nie zauważył, jak odskoczył on na bok, gdzie zaczynał się stożek zniszczenia. To był koniec. Makkura zaczął uciekać, skacząc z gałęzi na gałąź, jednak jego przeciwnik spokojnie utrzymywał prędkość. W pewnym momencie zmniejszył ją i wyprowadził pchnięcie. Ostrze bezproblemowo przeszło przez skórę, prześlizgnęło się pomiędzy żebrami i trafiło na serce. Yamamoto zawisł na ostrzu. Nawet z ciężarem jego ciała, Uśmiechnięty Demon trzymał broń jedną ręką.
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Nie przepadam za mangą i anime, ale wschodnie klimaty w RPG lubię. Więc można się też spodziewać, że w pisarstwie również. ;)
Naprawdę dobry fragment, prawie bez dialogów, sam opis walki – aż przypomina mi sztukę, jaka jest przedstawiona w Samurai Jack. Też prawie ciągle walka, ale w tym całe sedno się mieści.
Trochę myliłem postacie, dopiero na końcu ogarnąłem, że Makkura to Yamamoto.
enjoyed :D
Odpowiedz
#3
(23-08-2014, 23:28)Elas napisał(a): Nocna ulewa to była (zbędne, bo się powtarza w tym zdaniu) jedna z mniej przyjemnych rzeczy, które zdolna była zaoferować Akuma no Kuni. Przy dobrej pogodzie, (zbędny przecinek) księżyc potrafił się przebić w niektórych partiach iglastego lasu, jednak teraz panowała absolutna ciemność.

Makkura Yamamoto, potencjalny dziedzic swojego klanu i siedemnasty najsilniejszy ninja w wiosce (przecinek) był wkurzony.

U boku miał odebraną niedawno katanę, doskonała robota a sama broń była wykonana tak, że pasowała do niego idealnie. (to znaczy, do czego pasowała? do różowych butów? Katany nie robi się, aby pasowały do stroju. Więc do czego pasowała ta katana?)

W końcu, (zbędny przecinek) Yamamoto wraz z (ze) swoim prywatnym ochroniarzem mieli jedynie spacyfikować grupkę wrogich ninja, którzy przedostali się zbyt głęboko na tereny Akuma no Kuni. Z ośmiu, (zbędny przecinek) zaledwie dwóch dotarło do Makkury na tyle blisko, żeby stanowić bezpośrednie zagrożenie. Nie byli jednak w stanie zranić go, ponieważ Makoto spacyfikował (nie pasuje – raczej 'obezwładnił' lub 'rozbroił') ich błyskawicznie.

Kiedy wbiegli na małą, lecz dosyć obficie zarośniętą, (zbędny przecinek) polanę (przecinek) Makoto zatrzymał się nagle.

Ktoś się zbliża. (czemu kursywą?) – Makoto z (ze) swoim niezwykle wyczulonym słuchem był w stanie dosłyszeć (przecinek) jak gdzieś niezwykle daleko łamią się gałązki.

Makkura skupił chakrę (czakrę) w swoich oczach i świat nagle stał się wyraźniejszy niż w dzień.

Widział każdy szczegół. (dlaczego dalej od nowego akapitu, skoro ciągniesz tę samą myśl?)
W tym także osobnika stojącego na gałęzi jednego z drzew, wystającej akurat nad polaną.

Nie miał on kaptura, a długowłosy osobnik (to było ich dwóch?) miał na twarzy maskę.

Kim jesteś i czego chcesz? (zbędna kursywa) – zapytał Yamamoto, wpatrując się w otwory na oczy (przecinek) jakie posiadała maska.

W następnym ułamku sekundy już leciał wprost na Yamamoto, jednak do (a nie miało być 'to'?) Makoto przyjął jego atak. Ostrze uderzyło o ostrze (przecinek) czemu towarzyszyły nieliczne iskry.

Dzięki swojemu refleksowi sparował cios na tyle (przecinek) ile mógł, lecz w trakcie lotu i tak nabawił się przeciętego policzka. Nie miał nawet czasu (przecinek) by przekląć, bo miecz znów zderzył się z mieczem.

Rozległ się charakterystyczny dźwięk metalu przebijającego się przez metal. (po co to wcięcie?) Makoto poczuł (przecinek) jak ostrze zagłębia się tuż nad kolanem, sięgając aż kości.

Wyprowadził cięcie na głowę Uśmiechniętego, a w tym samym momencie (a to wcięcie po co?) Makkura wystrzelił kolejny strumień wody.

Między dwoma walczącymi wytworzyła się ściana z błota, w której miecz wytracił swojej energii (swoją energię).

Pięć! (zbędna kursywa) – krzyknął Makkura, składając pieczęcie.

Makoto poleciał w jego stronę, napotykając na uderzenie łokciem w przeciwną stronę (zbędne). Cios był potężny. Z nosa ochroniarza została tylko krwawa miazga (przecinek) a impet odrzucił go do tyłu.

W locie jednak powiększyły swój rozmiar i w tym względzie przypominały spore głazy (do wielkości sporych głazów).

Fala uderzeniowa połamała wiele gałęzi dookoła (przecinek) a nawet powaliła kilka drzew.

Gdy znalazł się tuż przed Makkurą (przecinek) wyprowadził cięcie, które bez większego problemu przeszło przez drzewo.

Wystarczyło utrzymać odległość przez (tę) sekundę.

W wielkim chaosie z (ze) szczątek drewna, liści i deszczu drzewa łamały się niczym zapałki.

Makkura oddychał ciężko (przecinek) a na jego ustach pojawił się uśmiech.

Uśmiechnięty Demon był tak szybki, że nawet nie zauważył, jak odskoczył on na bok, gdzie zaczynał się stożek zniszczenia. (kto odskoczył? i czym jest stożek zniszczenia?)

Nawet z ciężarem jego ciała, (zbędny przecinek) Uśmiechnięty Demon trzymał broń jedną ręką.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#4
Mało komentarzy, to się wtrącę.

(23-08-2014, 23:28)Elas napisał(a): Przy dobrej pogodzie, (zbędny przecinek) księżyc potrafił się przebić w niektórych partiach iglastego lasu (...)


Makkura Yamamoto, potencjalny dziedzic swojego klanu i siedemnasty najsilniejszy ninja w wiosce był wkurzony. (Średnio mi ten zwrot pasuje do wypowiedzi narratora)


U boku miał odebraną niedawno katanę, doskonała robota (przecinek, bo to 'a' – jak na mój gust – nie pełni funkcji łącznika) a sama broń była wykonana tak, że pasowała do niego idealnie.


W końcu, (zbędny przecinek) Yamamoto wraz z swoim prywatnym ochroniarzem (...)


Z ośmiu, (zbędny przecinek) zaledwie dwóch dotarło do Makkury na tyle blisko, żeby stanowić bezpośrednie zagrożenie.


Nie byli jednak w stanie zranić go (go zranić), ponieważ Makoto spacyfikował ich błyskawicznie. Więcej podróży niż rzeczywistej walki.


Kiedy wbiegli na małą, lecz dosyć obficie zarośniętą, (zbędny przecinek) polanę (przecinek) Makoto zatrzymał się nagle.


Makoto z swoim niezwykle wyczulonym słuchem był w stanie dosłyszeć (przecinek) jak gdzieś niezwykle daleko łamią się gałązki.

Ktoś skakał z gałęzi na gałąź. Chociaż zostanie w tym wypadku na polanie było mało rozsądne, to tym razem wygrała w nich ciekawość. Makkura skupił chakrę (czakrę? Nie pamiętam, czy polscy tłumacze pisali 'chakra', ale nieużywanie rodzimej pisowni i tak jest bez sensu) (...)


Kim jesteś i czego chcesz? – zapytał Yamamoto, wpatrując się w otwory na oczy (przecinek) jakie posiadała maska.


W następnym ułamku sekundy już leciał wprost na Yamamoto, jednak do (to) Makoto przyjął jego atak. Ostrze uderzyło o ostrze (przecinek) czemu towarzyszyły nieliczne iskry. Makkura zaczął zwiększać odległość, kiedy dwójka szermierzy odskoczyła od siebie o kawałek, by po chwili znowu dać się pochłonąć tańcowi. Ostrze uderzało o ostrze raz za razem, jednak to Uśmiechnięty dyktował warunki. Ochroniarz był zmuszany się cofać, (albo daj kropkę zamiast przecinaka, albo jakąś partykułę wprowadzającą związek przyczynowo-skutkowy) zbroja sprawiała, że bardziej zapadał się w gruncie.


(nadmiarowe wcięcie) Makoto poczuł (przecinek) jak ostrze zagłębia się tuż nad kolanem, sięgając aż kości. ('sięgając kości', albo 'sięgając aż do kości', imho, bo teraz to dziwnie brzmi)


Wyprowadził cięcie na głowę Uśmiechniętego, a w tym samym momencie (nadmiarowe wcięcie) Makkura wystrzelił kolejny strumień wody.


Między dwoma walczącymi wytworzyła się ściana z błota, w której miecz wytracił swojej energii. (wytracił: kogo? co? – swoją energię lub część swojej energii)


Cios był potężny. Z nosa ochroniarza została tylko krwawa miazga (przecinek) a impet odrzucił go do tyłu.


Fala uderzeniowa połamała wiele gałęzi dookoła (przecinek) a nawet powaliła kilka drzew.


Gdy znalazł się tuż przed Makkurą (przecinek) wyprowadził cięcie, które bez większego problemu przeszło przez drzewo.


Yamamoto był jednak już na gałęzi innego, dzięki temu, że odskoczył dosłownie w ostatnim momencie. Uśmiechnięty doskoczył do niego, jednak Yamamoto ponownie uniknął ciosu w tym samym stylu, składając w trakcie pieczęci do ninjutsu.


Wystarczyło utrzymać odległość przez tą (tę) sekundę.


W wielkim chaosie z (ze) szczątek drewna, liści i deszczu drzewa łamały się niczym zapałki.


Makkura oddychał ciężko (przecinek) a na jego ustach pojawił się uśmiech.


Płaskie dłonie trzymał złączone.
(zbędne wcięcie i przejście do nowej linii) Dzięki temu doskonale widział, jak jego palce spadają nagle.

Dobra. Teraz uwagi:
Nie było fatalnie, jednak przydałby się przypis z tłumaczeniem nazwy Akuma no Kuni. Nie każdy jest fanem M&A, żeby znać nawet proste japońskie zwroty i nie każdemu będzie się chciało męczyć z translatorem.
Po drugie: te katany rażą w oczy. Shinobi to nie samuraje i raczej nie używali katan, bo były one niepraktyczne. Jeśli już mieliby używać jakichś mieczy, to raczej Ninja-tou, które było krótsze od katany i w przeciwieństwie do niej nie miało zakrzywionego ostrza (dosyć długą wersją ninja-tou chociażby posługiwał się Sasuke) albo ewentualnie Wakizashi. Ja wiem, że Naruto łamie konwencje, dając ninja absurdalnie duże bronie (patrz: Zabuza lub Kisame), jednak mimo wszystko bym zamienił te katany na coś praktyczniejszego.
Po trzecie: ninja nie przykładali wagi do jakości mieczy, bo nie mieli łatwego dostępu do kowali. Zatem ostrza, które nosili, były najczęściej marnej jakości i traktowane jako broń, którą łatwo można wymienić (oczywiście z wiadomymi wyjątkami w kanonie Naruto – tfu). Więc skoro Makoto miał tak świetną broń, to powinien być w stanie złamać lub nawet przeciąć miecz napastnika, chyba że mamy do czynienia jednocześnie z aż dwoma wyjątkami od reguły.

Ogólnie było spoko. Czytało się dość gładko, a historia jest sprawnie opowiedziana. Jednak popracowałbym nad opisami walki – głównie chodzi mi o powtarzanie tych samych czynności w opisach, jak uderzanie metalem o metal, ostrzem o ostrze lub odskakiwaniu i doskakiwaniu.
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości