Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Wehikuł czasu
#1
Przedmowa

Czołem, jak może wiecie, bądź nie, raczej pisuję wiersze. Lecz w te wakacje postanowiłem trochę podszkolić warsztat prozatorski i efektem tego będzie opowiadanie, które możecie przeczytać niżej. Zwykły jednostrzałowiec, chciałem troszkę poeksperymentować. Nie ukrywam, że w pisaniu opowiadań jestem kompletnie zielony. Fabuła może pozostawiać wiele do życzenia, ale liczę, że jakoś przez to przebrniecie.

Wehikuł czasu

Grimin rzucił się w stronę biurka, na którym leżały sterty pogniecionych papierów. Odruchowo poprawił okulary i do skórzanej teczki włożył parę arkuszy, które jego zdaniem miały największą wartość. Gdyby mógł, spakowałby pewnie całą pracownie, ale czas uciekał nieubłaganie. Rozejrzał się po pokoju, który przez ostatnie parę miesięcy służył mu za laboratorium. Większość miejsca zajmowały regały z książkami, między nimi znajdowały się zakurzone i brudne okna. Pośrodku dwie duże tablice, na których wypisane były jakieś obliczenia. A obok nich wcześniej wspomniane biurko przypominające teraz raczej wysypisko śmieci. Na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że nikt nie sprzątał tu od dłuższego czasu.

Fizyk wprawnym ruchem otworzył drzwi, wystawił przez nie głowę i rozejrzał się raz w lewo, raz w prawo. Na korytarzu panowała grobowa cisza, o tej porze na uniwersytecie nie było żywej duszy. W końcu wyszedł, i nerwowo trzymając się ściany, dotarł do schodów, które prowadziły na niższe piętro. Gdy tam się pojawił, od wyjścia dzieliło go zaledwie dziesięć kroków. Znał to miejsce na pamięć. W końcu spędził tutaj ponad piętnaście lat.

Otworzył drzwi. Na zewnątrz przywitał go siarczysty deszcz bijący po twarzy. Ulice w tej części miasta były szerokie, uniwersytet im. Chalrsmora, człowieka, który jako pierwszy opracował proste zaklęcia magiczne, stał na samym środku rynku. Ulicami płynęły potoki wody. Księżyc na niebie przysłaniały gęste chmury i jedyne oświetlenie, na jakie mógł liczyć Grimin, to jego własna zapalniczka, którą teraz osłaniał ręką. Mimo to co chwilę gasła, pozostawiając naukowca sam na sam z mrokiem, który wkradał się w najmniejsze zakamarki. W końcu był środek nocy.

Grimin nie miał zbyt wiele szczęścia. Prosty uniform z przewieszoną przez ramię torbą, nie był z pewnością najlepszym ubiorem na ulewę, ale nie to było jego największym zmartwieniem. Szedł teraz zgarbiony, trzymając torbę mocno przy ciele, obawiając się, że może przemoknąć, a to ostania rzecz jakiej by chciał. Długie, ciemne i najwyraźniej tłuste włosy opadały mu na oczy, przysłaniając widoczność. Odgarnianie ich co chwilę było uciążliwe. W końcu dotarł do skrzyżowania ulic, skręcił w prawo i już węższą uliczką podążył w stronę kamienic. Rozglądał się nerwowo, obserwując, czy nikt go nie śledzi.

Dotarł na miejsce. Stanął przed małymi, drewnianymi drzwiczkami, otworzył i wszedł do środka. Odwrócił się, aby je zamknąć i ujrzał niewyraźną sylwetkę na końcu ulicy. Wytężył wzrok, poprawił okulary i zrozumiał. Szybko trzasnął drzwiami, a następnie je zaryglował. Ponownie wyjął zapalniczkę, ręce trzęsły mu się coraz bardziej. W pomieszczeniu było całkowicie ciemno. Na szczęście odpaliła i mógł się cieszyć chociaż odrobiną światła. Lecz nie czekał długo, pognał drewnianymi schodami na górę, które skrzypiały z każdym uderzeniem buta. W końcu stanął przed drzwiami sygnowanymi jego nazwiskiem i imieniem, wyjął klucz. Nie było łatwo włożyć go w dziurkę i przekręcić, ograniczony dostęp światła i trzęsące się ręce to nie najlepszy towarzysz w takich sytuacjach. Po chwili udało się, zamknął drzwi tak szybko jak je otworzył i już znajdował się w swoim pokoju, który niewiele różnił się od pracowni. Choć tutaj miejsce rozrzuconych papierów, zajmowały ubrania.

– Hej, pssst, Flant, jesteś tu? To ja Grimin. – wyszeptał cicho, skradając się po omacku.

Chwycił lampę naftową wiszącą na małym kołku wbitym w ścianę i ją zapalił. Pomieszczenie rozświetliło się pod wpływem światła, a oczom Grimina ukazał się trup leżący na łóżku. Miał poderżnięte gardło, a jego nogi dotykały ziemi. Najwyraźniej ktoś go tam rzucił. Fizyk stanął, nie bardzo wiedząc, co ma teraz zrobić. Ciszę przerwał mu obcy głos dobiegający z rogu pokoju.

– Flanta już nie ma, ale jestem ja, pasuję? – wyszczerzył zęby w okrutnym uśmiechu.
– Jakoś przeżyję. – odparł Grimin, starając się zachować zimną krew.
– Obawiam się, że niestety niedługo.

Tajemnicza osoba wstała z krzesła. Był to zdecydowanie mężczyzna w sile wieku, co najmniej dwie głowy wyższy od Grimina. Odziany w brązowe szaty nakładane warstwami, w których ukrycie noży nie stwarzało najmniejszego problemu. Wyjęcie takiej broni, to zaledwie ułamki sekund. Gdzieniegdzie widać było złote wstawki. Mężczyzna wolnym krokiem zaczął zbliżać się do Grimina. On wiedział co to za ludzie, spodziewał się ich od dłuższego czasu, ale nie sądził, że posuną się tak daleko. Jeden nieostrożny ruch mógł kosztować go palce, dłoń, a w najgorszym wypadku rękę. Nie bał się śmierci, bo gdyby nie on, to papiery, które trzymał w torbie, byłyby bezużyteczne.

– Chyba nie muszę ci wyjaśniać, po co tu jestem? – Oprawca stanął przed nim.
– Wpadłeś na kawę? – Grimin uniósł głowę.

Nie było to najlepsze posunięcie. Mężczyzna wprawnym ruchem złapał go za gardło, uniósł i uderzył o ścianę, cały czas trzymając.

– Widzę, że humor ci dopisuję. Jak widzisz, mi też. – wycedził przez zęby.

Grimin spojrzał mu głęboko w oczy i nic w nich nie dostrzegł. Nie było widać źrenic, tylko czarny okrąg na białej gałce ocznej. To wywołało u niego niepokój. Wiedział, z kim ma do czynienia i wiedział, jak to się może skończyć. W końcu fizyk został uwolniony z niedźwiedziego uścisku, padł całym ciężarem na ziemię i zaczął kaszleć.

– Wrócimy tam, skąd przyszedłeś, mam parę spraw do załatwienia – rozkazał mężczyzna, po czym wyjął długą linę i związał nią Grimina, biorąc wcześniej jego torbę.

I ponownie znalazł się na zewnątrz. Nie wiedzieć skąd, z ciemnych zakamarków wyłoniły się podobnie ubrane postacie. Większość rozglądała się, czy przypadkiem nikogo nie ma w pobliżu, a reszta przeszywała pustym wzrokiem naukowca. Szli wolnym tempem, lecz w końcu znaleźli się przed gmachem uczelni. Chwilę później, oprawca, Grimin i jeszcze dwie zamaskowane osoby, byli w pracowni.

– Historia lubi się powtarzać, co? – rzekł mężczyzna, luzując linę.
– Mogę chociaż wiedzieć, jak się nazywasz? – spytał fizyk.
– Jestem Regorn, jak widzisz śmierć ma wiele imion. – Spojrzał na naukowca. Ten nie odwzajemnił spojrzenia. – Gdzie to jest? – spytał.

Grimin nie musiał odpowiadać, przeglądał już regały, dotykając książka za książką, aż w końcu znalazł. Najpierw rozległo się ciche skrzypienie, a potem cały mechanizm zaczął działać. Środkowy regał rozstąpił się na dwie połowy i przesuwając na boki, otworzył wejście do spiralnych schodów.

– Zdumiewające, jak ci się to udało ukryć – powiedział Regorn.
– Każdy ma swoje tajemnice. – Ręce Grimina coraz bardziej drżały.
– Zostańcie tutaj! – rozkazał pozostałym.

Ruszyli w dół, aż ich oczom ukazało się wyryte w litej skale przejście. Byli głęboko pod ziemią. Miejsce, w którym się znaleźli, było ogromne. Dodatkowo o kształcie koła, a na środku wielki filar podtrzymujący konstrukcje. Ściany udekorowane były książkami, ponad dwadzieścia metrów w górę. W filarze umocowane były drobne świetliki, rozprowadzające energię oraz światło w całym pomieszczeniu. Na niewielkim podeście znajdował się dziwny panel pokryty napisami.

– Nie sądziłem, że to miejsce jeszcze istnieje – wymamrotał Regorn.
– A jednak. Mogę prosić o moje dokumenty? – spytał ze sztuczną uprzejmością Grimin.

Zamaskowany mężczyzna przekazał mu teczkę, po czym usiadł, opierając się o filar. Fizyk wyjął parę świetlików, włożył w drobne wyżłobienia na panelu, a następnie otworzył swoje papiery i zaczął czytać.

– Powiedz mi, bracie, jak to jest spędzić w jednym miejscu całe życie? – spytał sarkastycznie Regorn.
– Każdy ma swoje przeznaczenie, nie sądzisz? -Grimin nie odrywał wzroku od obliczeń.
– Twoim było spędzenie życia w durnych obliczeniach i poświęcenie wszystkiego w imię nauki. Wy naprawdę musicie mieć coś z głowami. W pozytywnym i negatywnym sensie, oczywiście. – Zamyślił się chwilę.
– A twoim było i nadal jest zabijanie niewinnych ludzi. Niestety, tutaj nie ma pozytywów.
– To tylko zlecenie jakich dużo. Jeśli nie ja, to ktoś inny by się tym zajął.
– I to nas właśnie różni – odparł Grimin.

W tej chwili coś poruszyło, niektóre księgi otwarły się i wystrzelił z nich błękitno-biały strumień, zlewający się w jedno. Grimin spojrzał na siedzącego mężczyznę.

– Rok 5430 p.n.e, częstotliwość sygnału ustaw na 16Hz.
– Czemu akurat tam? Co cię tam sprowadza, że zdecydowałeś się za to zabić? – spytał z ciekawości Grimin.
– Wolność, bracie, wolność. – odparł Regorn, wstając niedbale. W tym samym czasie wyjął nóż.

Podszedł do podestu i z wolna ściągnął kaptur. Oczom Grimina ukazał się łysy mężczyzna o pustych oczach z licznymi szramami na głowie i twarzy.

– Tyle poświęciłeś, by teraz to stracić. – Zaśmiał się Regorn.
– Niestety, muszę poświęcić coś jeszcze. Mówiłeś niedawno o śmierci. Widzisz, wiele nas różni i niestety, dzisiaj zmieni imię, bracie. – Fizyk poczuł ostrze na gardle.
– Tak? Jestem ciekaw na jakie. – Ich twarze dzieliło dosłownie kilkanaście centymetrów.
– Grimin – odparł.

Wszystko zaczęło się trząść. Strumień w jednej chwili zgasł, a książki zaczęły spadać ze ścian, tworząc wielkie stosy. Byli gotowi na swoje przeznaczenie. Już nikt z tej dwójki się nie poruszył, zamarli w takiej pozycji, jedynie twarz Regorna przybrała agresywny ton. Ale nie było już czasu na nic. Tylko wybuch.

Po bibliotece, pracowni, czy wielkim pomieszczeniu o kształcie koła nie pozostał już ślad. Jakby to zdarzenie nie miało miejsca. Wielu szukało wyjaśnień, wiele spraw nie zostało do końca wytłumaczonych, ale nikt nigdy nie odkrył, co tak naprawdę się stało.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Powiem szczerze, mnie to wciągnęło. Jestem bardzo ciekaw jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Ogólnie rzecz biorąc, jak na Twoje pierwsze opowiadanie wyszło Ci całkiem nieźle. Nie jestem tu od wytykania błędów, ale ą takie kwiatki jak: "gdzie nie gdzie" – "gdzieniegdzie". Jak dla mnie to regały z książkami stoją między oknami, a nie odwrotnie, ale to może tylko moje wyobrażenie na temat przestrzeni.

Czekam na dalsze fragmenty :)
"Trudno. Nie jestem już wiedźminem. Przestałem być wiedźminem. Na Thanedd, w Wieży Mewy. W Brokilonie. Na moście nad Jarugą. W jaskini pod Gorgoną. I tutaj, w lesie Myrkvid. Nie, ja już nie jestem wiedźminem. Będę się więc musiał nauczyć obywać bez wiedźmińskiego medalionu." – Wiedźmin, "Wieża Jaskółki", chyba najbardziej wzruszający moment w całej sadze, no, oprócz odejścia Ciri w "Pani Jeziora" :)
Odpowiedz
#3
Dalszych fragmentów nie będzie, to tylko taki jednostrzałowiec. Był początek i koniec. To tylko takie ćwiczenie, luźny pomysł, który przeobraziłem w to opowiadanie.

Mogę na marginesie dodać, że jeśli chodzi o dłuższą powieść czy opowiadanie, to właśnie pracuję nad jednym. Ale zanim coś opublikuję, to miną pewnie dobre dwa albo trzy miesiące ^^
Odpowiedz
#4
A nie powinieneś przypadkiem wstawić tego do miniatur? (1,5 strony A4 max)
"Trudno. Nie jestem już wiedźminem. Przestałem być wiedźminem. Na Thanedd, w Wieży Mewy. W Brokilonie. Na moście nad Jarugą. W jaskini pod Gorgoną. I tutaj, w lesie Myrkvid. Nie, ja już nie jestem wiedźminem. Będę się więc musiał nauczyć obywać bez wiedźmińskiego medalionu." – Wiedźmin, "Wieża Jaskółki", chyba najbardziej wzruszający moment w całej sadze, no, oprócz odejścia Ciri w "Pani Jeziora" :)
Odpowiedz
#5
To jest 3,5 strony.
Odpowiedz
#6
Cytat: Po środku (pośrodku – w znaczeniu pomiędzy) dwie duże tablice, na których wypisane były jakieś obliczenia.

A obok nich wcześniej wspomniane biurko, (zbędny przecinek) przypominające raczej teraz (szyk – teraz raczej) wysypisko śmieci.

W końcu wyszedł i (przecinek) nerwowo trzymając się ściany, dotarł do schodów, które prowadziły na niższe piętro.

Ulice w tej części miasta były szerokie, uniwersytet im. Chalrsmora, człowieka, który jako pierwszy opracował pierwsze zaklęcia magiczne, stał na samym środku rynku.

Wszystko było zalane (Pijane czy zatopione? "Ulicami płynęły potoki wody" albo jakoś tak).

Księżyc na niebie przysłaniały gęste chmury i jedyne oświetlenie (przecinek) na jakie mógł liczyć Grimin, to jego własna zapalniczka, którą teraz osłaniał ręką.

Prosty uniform (przecinek, bo podkreśloną część należy potraktować jako wtrącenie, choć lepiej byłoby to zdanie przebudować "Prosty uniform z przewieszoną przez ramię torbą".) i skórzana torba przepasana przez ramię, nie był z pewnością najlepszym ubiorem na ulewę, ale nie to było jego największym zmartwieniem.

Stanął przed małymi, drewnianymi drzwiczkami, otworzył je (zbędne) i wszedł do środka. Odwrócił się, aby je zamknąć i ujrzał niewyraźną sylwetkę na końcu ulicy.

Chwycił lampę naftową wisząca (ą) na małym kołku wbitym w ścianę i ją zapalił. Pomieszczenie rozświetliło się pod wpływem światła, a oczom Grimina ukazał się trup leżący na łóżku.

– Obawiam się, że niestety nie długo (niedługo).

Tajemnicza osoba wstała z krzesła, na którym poprzednio siedziała (zbędna informacja – skoro wstała, to logika wskazuje, że musiała siedzieć).

Pokryty (Okryty) brązowymi szatami, które były nakładane warstwami. Wyglądało to, jakby zakładał jedną tunikę na drugą. Jednak w praktyce, było to świetnie miejsce do chowania noży. (te zdania nie brzmią dobrze – "Odziany w brązowe szaty nakładane warstwami, w których ukrycie noży nie stwarzało najmniejszego problemu".)

Gdzie nie gdzie (Gdzieniegdzie) widać było złote wstawki.

On wiedział co to za ludzie, spodziewał się ich od dłuższego czasu, ale nie sądził, że posuną się tak daleko. (należałoby wspomnieć wcześniej, że było ich więcej)

Jeden nieostrożny ruch mógł kosztować go palce, dłoń, (zbędny przecinek lub "a" zamiast "albo") albo w najgorszym wypadku rękę.

Nie bał się śmierci, bo gdyby nie on, to papiery, które trzymał w torbie, były by (byłyby) bezużyteczne. (Nie rozumiem, co mają wspólnego papiery z brakiem lęku przed śmiercią – to zdanie powinno brzmieć "Nie bał się śmierci – dla papierów ukrytych w torbie zaryzykował już życie". Chyba że zabicie go spowodowałoby bezużyteczność papierów, o czym wiedzą napastnicy.)

– Chyba nie muszę ci wyjaśniać, po co tu jestem? – (O)oprawca stanął przed nim.

Wiedział (przecinek) z kim ma do czynienia i wiedział, jak to się może skończyć.

W końcu fizyk został uwolniony z niedźwiedziego uścisku, padł całym ciężarem na ziemie(ę) i zaczął kaszleć.

– Wrócimy tam (przecinek) skąd przyszedłeś, mam parę spraw do załatwienia.(zbędna kropka) – rozkazał mężczyzna, po czym wyjął długą linę i związał nią Grimina, biorąc wcześniej jego torbę.

Nie wiedząc (Nie wiadomo lub nie wiedzieć) skąd, z ciemnych zakamarków wyłoniły się podobno (podobnie, bo podobno oznacza rzekomo, jakoby...) ubrane postacie.

– Jestem Regorn, jak widzisz, (zbędny przecinek) śmierć ma wiele imion. – (S)spojrzał na naukowca.

Grimin nie musiał odpowiadać, przeglądał już regały, dotykając książka (książki) za książką, aż w końcu znalazł.

Środkowy regał rozstąpił się na pół(na dwie połowy albo na dwoje) i (przecinek) przesuwając na boki, otworzył wejście do spiralnych schodów.

– Zdumiewające, jak ci się to udało ukryć. (zbędna kropka) – powiedział Regorn.

– Każdy ma swoje tajemnice. – ( R )ręce Grimina coraz bardziej drżały.

– Zostańcie tutaj.(wykrzyknik) – rozkazał pozostałym.

Miejsce (przecinek) w którym się znaleźli, było ogromne.

Ściany udekorowane były książkami, (zbędny przecinek) ponad dwadzieścia metrów w górę. W filarze umocowane były (umocowano) drobne świetliki, (zbędny przecinek) rozprowadzające energię oraz światło w całym pomieszczeniu.

Na niewielkim podeście, (zbędny przecinek) znajdował się dziwny panel, (zbędny przecinek) pokryty napisami.

– Nie sądziłem, że to miejsce jeszcze istnieje.(bez kropki) – wymamrotał Regorn.

Wy na prawdę (naprawdę) musicie mieć coś z głowami. W pozytywnym i negatywnym sensie, (zbędny przecinek) oczywiście. – (Z)zamyślił się chwilę.
– A twoim było i nadal jest, (zbędny przecinek) zabijanie niewinnych ludzi.

– To tylko zlecenie, (zbędny przecinek) jakich dużo. Jak (Jeśli) nie ja, to ktoś inny by się tym zajął.

– I to nas właśnie różni.(bez kropki) – odparł Grimin.

W tej chwili coś się poruszyło, niektóre księgi otwarły się i wystrzelił z nich błękitno-biały strumień, zlewając się w jedno.

– Rok 5430 lat (zbędne) p.n.e, częstotliwość sygnału ustaw na 16Hz.

– Wolność, bracie, wolność.(bez kropki) – odparł Regorn, wstając niedbale.

Podszedł do podestu, (i zamiast przecinka) z wolna ściągnął kaptur. Oczom

Grimina ukazał się łysy mężczyzna o pustych oczach, (zbędny przecinek) z licznymi szramami na głowie i twarzy.

– Tyle poświęciłeś, by teraz to stracić. – (Z)zaśmiał się Regorn.

Widzisz, wiele nas różni i (przecinek jeśli to wtrącenie) niestety, dzisiaj zmieni imię, bracie. – (F)fizyk poczuł ostrze na gardle.

– Tak? Jestem ciekaw na jakie. – (I)ich twarze dzieliło dosłownie kilkanaście centymetrów.

– Grimin.(bez kropki) – odparł.

Strumień w jednej chwili zgasł, a książki zaczęły spadać ze ścian (przecinek) tworząc wielkie stosy.

Wielu szukało wyjaśnień, wiele spraw nie zostało do końca wytłumaczonych, ale nikt nigdy nie odkrył, co tak na prawdę (naprawdę) się stało.

Mam nadzieję, że większość wyłapałam, bo trochę mi to zajęło czasu. Musisz poczytać o interpunkcji i zapisie dialogów. Nie piszesz źle, ale tekst mnie nie porwał. Właściwie, to nie za bardzo wiem, o czym on jest. Niby fantasy, niby kryminał, niby psychologia, a w gruncie rzeczy żaden z tych gatunków. Napisałeś w ostatnim zdaniu, że nikt nie odkrył, co się zdarzyło – mnie też się nie udało :).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Okej, wszystkie błędy poprawione. Co do fabuły, no cóż, nie jest najwyższych lotów. Nie będę tłumaczył, bo to chyba nie ma sensu :). Mogę tylko dodać, że obecnie pracuje nad czymś większym. Bardziej dopracowanym. I to tyle.
Odpowiedz
#8
Trochę drażnią te zbędne interlinie. Na naszym forum można robić wcięcia i one wystarczą do oddzielenia kolejnych akapitów. Pozostaw interlinie tylko tam, gdzie jest zmiana miejsca akcji albo przeskok czasowy.

(16-08-2014, 20:47)Yerzay napisał(a): W końcu wyszedł, i (Nawka proponowała przecinek po spójniku, anie przed – wtedy część "nerwowo trzymając się ściany" będzie wtrąceniem. Można też pominąć całkowicie ten przecinek, bo nie zmieni sensu wypowiedzenia, a wspomniana część stanie się rozwiniętym okolicznikiem sposobu) nerwowo trzymając się ściany, dotarł do schodów, które prowadziły na niższe piętro.

Choć tutaj miejsce rozrzuconych papierów, (zbędny przecinek) zajmowały ubrania.

– Hej, pssst, Flant, jesteś tu? To ja (przecinek) Grimin. (zbędna kropka) – wyszeptał cicho, skradając się po omacku.

Pomieszczenie rozświetliło się pod wpływem światła (Nawce chodziło tu o to, że to pleonazm, czyli masło maślane), a oczom Grimina ukazał się trup leżący na łóżku.

– Flanta już nie ma, ale jestem ja, pasuję? – wyszczerzył (dużą literą) zęby w okrutnym uśmiechu.
– Jakoś przeżyję. (zbędna kropka) – odparł Grimin, starając się zachować zimną krew.

Wyjęcie takiej broni, (zbędny przecinek) to zaledwie ułamki sekund.

On wiedział (przecinek) co to za ludzie, spodziewał się ich od dłuższego czasu, ale nie sądził, że posuną się tak daleko.

– Widzę, że humor ci dopisuję. Jak widzisz, mi też. (zbędna kropka) – wycedził przez zęby.

Chwilę później, (zbędny przecinek) oprawca, Grimin i jeszcze dwie zamaskowane osoby, (zbędny przecinek) byli w pracowni.

– Jestem Regorn, (raczej kropka i dalej dużą literą) jak widzisz śmierć ma wiele imion. – Spojrzał na naukowca.

– Każdy ma swoje przeznaczenie, nie sądzisz? –(spacja)Grimin nie odrywał wzroku od obliczeń.

W tej chwili coś poruszyło (zamiast 'się poruszyło' można napisać 'drgnęło', bo teraz – bez tego 'się' – nie ma sensu), niektóre księgi otwarły się i wystrzelił z nich błękitno-biały strumień, zlewający się w jedno.

– Wolność, bracie, wolność. (zbędna kropka) – odparł Regorn, wstając niedbale.

Cóż, rzeczywiście puenta nie zadowala. Czytelnik odchodzi z niczym, a szkoda, bo dobrze piszesz i potrafisz przyciągnąć uwagę.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#9
Długo mnie nie było, więc jak będę miał wolną chwilę to poprawię te błędy Stu. No cóż, fabuła nie jest moją mocną stroną, przyznaję. Tutaj za bardzo przekombinowałem. Ale pracuję już nad czymś obszerniejszym.

Dzięki za poprawki.
Odpowiedz
#10
Fajne, fajne, też mi się podoba sposób w jaki opisujesz, rzeczywiście nie potrafi odrzucić.
Setting również interesujący: czasy niewybiegające poza nasze, w końcu pojawia się lampa naftowa. Uniwersytet sugeruje jednak, że nauka i kultura się rozwija, w dodatku "pierwsze opracowane zaklęcia magiczne" zwróciły moją uwagę.

Stu, jak dla mnie takie pozostawione tajemnice mogą wzbudzić do ruchu trybiki w głowie czytelnika, to też dla mnie na plus. Tylko się zastanawiać, jak sprytnie Grimin wymazał to zdarzenie, nie usuwając przy okazji permanentnie tych miejsc z pamięci ludzi. ;)
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Władca Czasu Drassen Prime 117 18,679 14-10-2014, 22:22
Ostatni post: Vetala
  Fantasy TO TYLKO KWESTIA CZASU wraz z kontynuacją mroz 10 4,618 02-06-2013, 14:14
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości