Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Władca Czasu
#1
To moje drugie opowiadanie. Chłopak z wioski to była lekka niewypałka szczerze mówiąc. Nie dziwię się, skoro było to pierwsze takie większe pisańsko. Jednakże nadal będę je kontynuował, próbując naprawić fabułę, która szwankuje, jak zwykle na początku ;). Nowe pomysły, nowe opowiadanie. Spojrzałem nawet na zasady interpunkcji. :ok:
Dobra bez gadania oddaję wam prolog i rozdział pierwszy, a jutro, jeśli się spodoba, napiszę kontynuację.
Miłego czytania ;)
Konstruktywne komentarze, jak i wszelka krytyka są mile widziane :P

************************************************************************************************

Władca Czasu


Spis Treści:
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6 cz.1
Rozdział 6 cz.2
Rozdział 6 cz.3
Rozdział 7 cz.1
Rozdział 7 cz.2
Rozdział 8 cz.1


PROLOG

W Argann zawsze panowały wojny. Królestwo to, było bowiem państwem o ogromnych terenach, rozleglejszych niż cesarstwo Gard, którego władca chciał przejąć choć skrawej ziemi argańczyków. Ale jego przeciwnik posiadał broń o jakiej cesarz nie śnił, a mianowicie człowieka znikąd.
Pewnego dnia, podczas pewnej bitwy, generał wojsk Argann stał na wzgórzu i oczekiwał raportu.
– Generale! – krzyczał zwiadowca, nadbiegając z pola bitwy. – Żołnierze Gardu nadchodzą od lewej flanki!
– Cholera – mruknął gniewnie mężczyzna o krótkich blond włosach. Jego szare oczy spoglądały w dół wzgórza, na wielką bitwę. – Wezwij kawalerię! Gdzie jest do cholery Drassen?! – wrzasnął jeszcze głośniej, rozglądając się dookoła.
– Uderzył razem z pikinierami, generale! – odpowiedział szybko zwiadowca. Gdy tylko ujrzał zaciskające się pięści generała, przestraszył się i ruszył w dół wzgórza.
– Jack! – zawołał generał.
– Tak? Jestem tu – odparł wysoki i barczysty zbrojny stojący tuż obok generała.
– Zbierz tarczowników i dołącz do Drassena! Brońcie rzeki! Cesarz nas nie dostanie!
– Tak, generale! A co z tobą?
– Ruszam na lewą flankę wraz z kawalerzystami! To nasz czas! – krzyknął, gdy tylko dotarła do niego kawaleria. Wyciągnął miecz z pochwy i uniósł wysoko nad głowę. – ATAK! – wrzasnął generał i razem z kawalerią popędził ku nadciągającym wojskom Gardu.
Zaczęło się.


ROZDZIAŁ I – Nieuchwytny

Generał nacierał wraz z kawalerią na piechotę cesarstwa. Nawet magowie ulegali potędze Argann. Tymczasem stu tarczowników ruszyło na rzekę dotrzymać towarzystwa pikinierom i pułkownikowi. Podpułkownik Jack zauważył nadciągających z drugiej strony rzeki kawalerzystów Gardu. W wirze walki postanowił odszukać swego przełożonego. Nie było trudno. Drassen tańczył wśród żołnierzy wrogiej armii, ciął, siekał, pchał i ripostował. Gdy ujrzał biegnącego ku niemu podpułkownika, dobił ostatniego i podszedł wolno do Jacka.
– Pułkowniku! Generał wraz z kawalerią ruszył na lewą flankę!
– Co mnie to obchodzi, hę? Mam swoją walkę! – odparł Drassen, dobijając wrogiego żołnierza.
– Tarczownicy przybyli ci pomóc, a od drugiej strony rzeki nadciągają wrodzy kawalerzyści...
– Ach, tak? Dzięki, że mnie poinformowałeś. Idę pobawić się z konikami, wrócę, gdy skończę – odrzekł pułkownik, wyjął z pochwy miecz, a z drugiej sztylet i pobiegł w stronę rzeki.
– Wariat! Kompletny wariat! – krzyknął Jack i dołączył do swych towarzyszy.
Rzeka Ypr miała bardzo rwący nurt, więc Drassen nie odważył się przez nią przejść, jedynie konie by sobie poradziły. Kawaleria nadciągała i była już blisko wody. Konie wskoczyły do szerokiej na dziecięć metrów rzeki i zaczęły w niej brodzić. Gdy tylko jakiś kawalerzysta zaczął wychodzić na brzeg, Drassen zabijał go z zimną krwią, niestety nie mógł być wszędzie i kawaleria przedostała się przez rzekę.
Generał walczył dzielnie z wojskiem Gardu, ale miał za mało ludzi, aby powstrzymać nadchodzącą falę żołnierzy. Zawładnął nim strach, opuścił więc swoją kawalerię i ruszył w stronę rzeki. Ujrzał łuczników nadchodzących z drugiej strony Ypr'u, a żołnierze cesarstwa wypuścili swe chyże strzały. Pułkownik zobaczył, co się święci, więc chwycił szybkim ruchem tarczę martwego wojaka i zakrył się przed ostrzałem. Postanowił samemu zająć się łucznikami. Złapał za jednego z koni Gardu i zwalił z niego żołnierza, po czym ruszył przez rzekę.
Dowódca bitwy galopował nadal ku walczącym tarczownikom przy rzece, gdy łucznicy wypuścili kolejne strzały. W jednej chwili generał poczuł straszliwy ból w klatce piersiowej i spadł z pędzącego rumaka. Podpułkownik widząc to, ruszył w jego stronę. Lewa flanka upadła, a piechurzy przedarli się przez linię obrony kawalerii. Bitwa przechyliła szalę na stronę cesarstwa. Jack podbiegł i pochylił się nad generałem, który mocno krwawił. Szeptał coś, więc podpułkownik pochylił się niżej.
– Drassen... Niech on od teraz dowodzi, przekaż mu to. Musicie... argh... – Wypluł sporą ilość krwi. – Musicie zaczekać na posiłki. Król... on... on... – nie dał rady dokończyć, spojrzał w inną stronę i jego mętny wzrok zamarł w miejscu.
Jack wstał i zaczął wodzić wzrokiem po polu bitwy w poszukiwaniu pułkownika. Wreszcie dojrzał go szarżującego konno pomiędzy łucznikami wrogiej armii. Nie zdążył jednak zdecydować się na dołączenie do niego, ponieważ piechota cesarstwa była tuż-tuż. Musiał się bronić, ale na jego szczęście, natychmiast dołączyli do niego tarczownicy i pikinierzy, którzy zgnietli szeregi wrogich kawalerzystów. Batalion tarczowników natarł na mieszaninę wojsk z Argann. Łucznicy wypuścili kolejną falę strzał, ale tym razem widocznie mniejszą.
Jack wyrwał się z wiru walki i ruszył do rzeki, ściągnąć na siebie uwagę pułkownika, co średnio mu się udawało. Jeden ze strzelców wziął go za cel i wystrzelił ku niemu strzałę. Jack nie zdążył się osłonić i grot utkwił w jego brzuchu. Podpułkownik padł na ziemię, wijąc się z bólu. Drassen dojrzał go po drugiej stronie Ypr'u.
– Cholerny samobójca! To już drugi raz w tym miesiącu! – mruknął Drassen, ale nie ruszył mu jednak na pomoc. Pułkownik nadal ciął i siekał łuczników, którzy ani się obejrzeli, padali jak dłudzy na ziemię.
Jack leżał, gdy podbiegł do niego jeden z żołnierzy.
– Chodź, nadjeżdża król z posiłkami! – sapnął medyk i pomógł podpułkownikowi wstać. Jackowi zaczęło robić się ciemno przed oczami, powoli się wykrwawiał. Gwardia króla Metiusa V nadjeżdżała z prawej flanki i dmuchnęli w róg. Ciężka kawaleria dotarła do obozu na wzgórzu po pięciu minutach, po czym ruszyli w stronę rzeki, aby wspomóc rodaków.
Jack i jeden z tarczowników odeszli na bok. Podpułkownik padł na ziemię i nie mógł się podnieść, szczerze mówiąc to nawet nie próbował. Cały świat zawirował mu przed oczami, aż w końcu zamknął je i poczuł jak nie może ich otworzyć.
Gwardia królewska strzeliła z kusz w stronę łuczników Gardu, którzy szykowali się do kolejnej salwy. Drassen padł na ziemię, aby nie zostać trafionym, a rzesza cesarskich strzelców padła martwa.
– Zabawa skończona! – warknął Drassen na łuczników walających się naokoło niego. Pułkownik zauważył, że jego nowy koń także uniknął ostrzału króla, więc wskoczył na niego i podążył za bitwą. W jednej chwili, podczas brodzenia w rzece, zobaczył leżącego na uboczu Jacka i klękającego nad nim medyka. Bitwa została już prawie wygrana, bo gwardia króla rozgromiła większość wojsk cesarstwa. Ciężka kawaleria siała śmierć i zniszczanie wśród żołnierzy cesarza i zabiła generała wrogich wojsk. Morale wojsk cesarskich spadły do zera i niektórzy wycofali się z pola bitwy, ale nawet ich spotkało przeznaczenie – spotkanie z bełtem.
– A niech to! – mruknął Drassen i skierował konia w stronę umierającego podwładnego. – Przeżyje? – spytał ze znużeniem, gdy dotarł na miejsce i zsiadł z wierzchowca.
– Wykrwawia się, jeszcze kilka minut i może już nigdy się nie obudzić! – odpowiedział medyk, wlewając kolejną miksturę do gardła Jacka.
– Może wyciągniesz mu tę strzałę z brzucha? Wlewasz mu te mikstury, ale nic nie zregenerują, jeśli ciało obce nadal będzie siedziało w jego organach... – odpowiedział Drassen bez troski w głosie.
– Masz rację, masz rację – zgodził się spięty żołnierz i ostrożnie wyjął grot z brzucha podpułkownika. Jack powoli zaczął otwierać oczy, wypluł małą strużkę krwi, po czym zaczął dziękować medykowi za uratowaniu mu życia.
– Bitwa się skończyła, wygraliśmy – rzekł dumnie Drassen, patrząc na sztywne ciała łuczników Gardu, leżące po drugiej stronie Ypr'u.

CDN...
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(08-08-2014, 23:33)Drassen Prime napisał(a): Władca Czasu

PROLOG(Już przy "Chłopcu z wioski" pisałam, że znacznie lepiej niż wklejać z dziesięć akapitów zaznaczyć tekst i wybrać z tego paska nad tekstem "wyrównaj do środka". Wyglądałoby to schludniej, bo tytuł i prolog byłyby zaraz pod sobą, idealnie pośrodku.)

– Generale! – krzyczał zwiadowca(przecinek)nadbiegając z pola bitwy.

– Cholera. (bez przecinka)– mruknął gniewnie mężczyzna o krótkich blond włosach. Jego szare oczy spoglądały z konia w dół wzgórza, na wielką bitwę. (To kiepsko brzmi, bo zobaczyłam parę oczu zwisającą z siodła.)

– Wezwij kawalerię! Gdzie jest do cholery Drassen?! – wrzasnął jeszcze głośniej (przecinek)rozglądając się dookoła.

– Jack! – zawołał generał.,(bez przecinka)
– Tak? Jestem tu. (bez przecinka)– odparł wysoki i barczysty zbrojny,(bez przecinka) stojący tuż obok generała.

– Ruszam na lewą flankę,(bez przecinka) wraz z kawalerzystami! To nasz czas! – krzyknął, gdy tylko dotarła do niego kawaleria. Wyciągnął miecz z pochwy i uniósł wysoko, (bez przecinka)nad głowę. – ATAK! – wrzasnął generał i razem z kawalerią, (bez przecinka)popędził ku nadciągającym wojskom Gardu.

ROZDZIAŁ I – Nieuchwytny(Tego również tyczy się moja pierwsza uwaga)

Podpułkownik, (bez przecinka)Jack zauważył nadciągających z drugiej strony rzeki kawalerzystów Gardu.

– Pułkowniku! Generał,(bez przecinka) wraz z kawalerią ruszył na lewą flankę!

– Co mnie to obchodzi, hę? – odparł Drassen, jakby nic sobie z tego nie robił.(To trochę głupio brzmi w ustach żołnierza – to raczej potrzebna informacja, lepiej wiedzieć, gdzie się podziewa część swojego wojska.)

– Ach (przecinek)tak? Dzięki, że mnie poinformowałeś. Idę pobawić się z konikami, wrócę(przecinek) gdy skończę.(bez przecinka) – odrzekł pułkownik, wyjął z pochwy miecz, a z drugiej sztylet i pobiegł w stronę rzeki.

Konie wskoczyły do szerokiej na sto metrów rzeki i zaczęły w niej brodzik(brodzić). Słabsze rumaki padły i połynęły(popłynęły) z prądem, a wraz z nimi dosiadający ich żołnierze cesarstwa. (Według mnie to dość głupie ze strony tego wojska, że w taki sposób marnują jazdę. Naprawdę nigdzie tam nie było bezpieczniejszego miejsca, jakiegoś brodu chociażby, gdzie można bezpiecznie przekroczyć rzekę? Zdaje mi się, że wojsko było w stanie w ostateczności postawić sobie jakiś most, jeśli naprawdę nie było gdzie się przeprawić.)

Ujrzał nadchodzących łuczników (łuczników nadchodzących)z drugiej storny(strony) Ypr'u. Żołnierze cesarstwa wypuścili salwę (Wg definicji – tej: http://sjp.pwn.pl/szukaj/salwa – salwa może być tylko z broni palnej, więc tego określenia nie można użyć wobec łuków i strzał.) chyżych strzał. Pułkownik zobaczył (przecinek)co się święci, więc chwycił szybkim ruchem tarczę martwego wojaka i zakrył się przed łucznikami. Postanowił samemu zająć się łucznikami.

Dowódca bitwy galopował nadal ku walczącym przy rzece, gdy łucznicy wypuścili kolejne strzały. W jednej chwili, (bez przecinka)generał poczuł straszliwy ból w klatce piersiowej i spadł z pędzącego rumaka. (Wybacz, ale jak dla mnie to skrajna głupota, zwłaszcza w wykonaniu dowódcy, jak sam zaznaczyłeś. Przecież wcale nie trzeba być wielkim geniuszem, żeby wywnioskować, że rzucanie się samemu na łuczników, w dodatku przez rzekę, to samobójstwo, przecież zestrzelenie samotnego żołnierza brnącego przez rzekę to nawet dla jednego wprawnego łucznika bułka z masłem, a co dopiero dla oddziału czy tam czegoś.)

– Jack... Drassen... Niech on od teraz dowodzi, przekaż mu to. Musicie... argh... – Wypluł sporą ilość krwi. – Musicie zaczekać na posiłki. Król... on... on... – i(I) nie dał rady dokończyć.

Nie zdążył jednak zdecydować się na dołączenie do niego, ponieważ piechota cesarstwa była tuż, tuż(tuż-tuż).

Jeden ze strzelców wziął go za cel i wystrzelił chyżą strzałę (Takie określenie już było, a ja nie lubię, kiedy autor się powtarza. Według mnie tu nie jest potrzebny żaden przymiotnik.)ku niemu. Jack nie zdążył się osłonić i grot utkwił w jego brzuchu. Podpułkownik padł na ziemię (przecinek)wijąc się bólu. (No, ten zrobił taką samą głupotę jak dowódca, więc nie będę się powtarzać.)

– Cholerny samobójca! To już drugi raz w tym miesiącu!(O, naprawdę? Fajne wojsko, nie ma co, taki heroizm. :D)

Musiał dokończyć rzeźnię (przecinek)jaką rozpoczął w szeregach wroga.

Jack i jeden z tarczowników odeszli na bok. Podpułkownik padł na ziemię bez tchu. Cały świat zawirował mu przed oczami, aż w końcu zamknął je, by nie(zbędne) już nigdy,(bez przecinka) nie móc ich otworzyć.

Gwardia królewska strzeliły(a) z kusz w stronę łuczników Gardu, którzy szykowali się do kolejnej salwy. Drassen padł na ziemię, aby nie zostać trafionym, a rzesza cesarskich strzelców padła martwa.

W jednej chwili, podczas brodzenia w rzece, zobaczył leżącego Jacka na uboczu (leżącego na uboczu Jacka) i klękającego nad nim medyka. Bitwa została już prawie wygrana, bo gwarda(gwardia) króla rozgromiła większość wojsk cesarstwa.(Nie wiem, ile trwała cała akcja – czyli przybycie posiłków i rozgromienie wojska wroga – ale zdaje mi się, że jest bardzo możliwe, że Jack do tego czasu byłby martwy – w końcu oberwał w brzuch. Chyba że medyk zajął się nim wcześniej.)


– Wykrwawia się, jeszcze kilka minut i może już nigdy się nie obudzić! – odpowiedział medyk (przecinek)wlewając kolejną miksturę do gardła Jacka.

– Może wyciągniesz mu tę strzałę z brzucha? – spytał Drassen. W jego głosie brzmiała nutka ironii.(W takim razie pytanie "co mu jest" było zwyczajnie głupie, skoro widział strzałę w brzuchu. :P)

– Bitwa się skończyła, wygraliśmy. (bez przecinka)– rzekł dumnie Drassen, patrząc na sztywne ciała łuczników Gardu, leżące po drugiej stronie Ypr'u.

Pod względem stylu i języka podoba mi się znacznie bardziej niż "Chłopak z wioski", ale nie podoba mi się logika kierująca postępowaniem bohaterów. Chociaż zaznaczyłam to w poprawkach, wypowiem się na ten temat raz jeszcze.

Żaden żołnierz (śmiem twierdzić, że nawet totalny żółtodziób ) nie rzuci się sam przez rzekę na wrogi oddział łuczników, bo to śmierć na miejscu, podczas przeprawy idzie się wolno, walcząc z nurtem, który był rwący, jak sam napisałeś, jest się na widoku, nie ma kryjówki, więc oberwanie strzałą to pewna sprawa. U Ciebie dwóch ludzi (łącznie z samym dowódcą!) popełniaja taką głupotę. (A Jack popełnił podwójną, bo nawet, jeśli nie domyślił się – co samo w sobie jest niemożliwe – to widział przecież, w jaki sposób zginął dowódca, ale mimo to zaraz potem zrobił to samo. No nie, tak nie może być.
Te moje narzekania zdaje się umacniać fakt, że wiedzieli, że przybywają posiłki, taka desperacja była więc nie tylko głupotą z ich strony, ale również poświęceniem totalnie zbędnym, skoro potem posiłki wręcz zmiażdżyły oddziały wroga. Nie znam się na tym jakoś szczególnie, ale podejrzewam, że mogli się na moment wycofać, przegrupować czy coś tam, a potem ponownie ruszyć do ataku wraz z posiłkami.

Druga kwestia to to, jak krótko opisałeś poczynania tychże posiłków, kiedy już przybyły. Napisałeś tylko, że rozgromiły wojsko wroga, a dla mnie to bardzo mało. Według mnie przydałby się opis ich przybywania, że w wojsko bohaterów opowiadania wstąpił nowych duch czy coś tam, trochę opisać to rozgramianie. Ogólnie według mnie opisywanie bitwy nie powinno zawierać tyle gadaniny bohaterów, gdzie tam na to czas w takiej sytuacji.

Co do fabuły... W fantasy bitew nie brakuje, ale każdy autor widzi to zagadnienie trochę inaczej i inaczej się do tego zabiera, więc ciekawa jestem, co Ty z tym zrobisz.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Narazie o wiele ciekawsze od poprzedniej gmatwaniny. :P Czytało się lekko i przyjemnie, ale znalazło się parę błędów:
" Jego szare oczy spoglądały z konia w dół wzgórza, na wielką bitwę" – Oczy nie mogą spoglądać z konia. Chyba, że mają własnego.
"on... on... – i nie dał rady dokończyć. Umarł" – Lepiej bez tego "i"
Pod koniec piszesz, że uratował go wyciągając mu strzałę z brzucha. To, że się obudził to nie znaczy, że przeżyje. Rana nie została zdezynfekowana, zaszaleć, koleś krwawi i dziękuję medyków za uratowanie życia?
To tyle. Ortografii nie sprawdzam bo się nie znam. Główny bohater, a przynajmniej wydaje mi się być głównym bohaterem, strasznie mi przypomina Atosa lub D'artangana, pamiętaj, że jeżeli przez cały czas ma być tak idealny jak na polu bitwy to musisz postawić koło niego jakąś postać komiczną. Inaczej całe opowiadanie po czasie wyblaknie. Czekam na ciąg dalszy. ;)
"W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem" – Ferdynand Kiepski
Odpowiedz
#4
Poczekaj z wyjaśnieniami do 2 rozdziału ;)
Będzie tam wszystko napisane, dlaczego Drassen rzucił się samemu w wir walki, ale mogę już z miejsca powiedzieć, że to nie jest zwykły człowiek.
Poza tym, masz rację z tym Jackiem, ale chciał on go tylko zawołać, ale idiota zapomniał się skryć za tarczą :P

Co do rzeki, to była to granica między państwami, które za sobą nie przepadają, więc po cóż miałby ktoś robić most?

Generał jechał po pomoc do walczących pod nadzorem pułkownika i podpułkownika, nie zabijał łuczników :P
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
#5
Ja tam nie uważam, żeby autor coś musiał jeśli chodzi o dobór bohaterów. Opowiadanie może "wyblaknąć", cokolwiek to znaczy, według mnie nawet jeśli doda się tego bohatera komicznego, anayay. Zabrzmiałaś tak, jakby to była jakaś zasada, że bohater idealny na polu bitwy musi mieć komicznego towarzysza. :D To zależy od tego, co się będzie działo, bohater komiczny w złym miejscu może więcej zepsuć niż naprawić, jak dla mnie.

(09-08-2014, 09:15)Drassen Prime napisał(a): Poza tym, masz rację z tym Jackiem, ale chciał on go tylko zawołać, ale idiota zapomniał się skryć za tarczą :P
To jak dla mnie żaden argument. Pomijając fakt, że zasłanianie się tarczą podczas przeprawy przez rwącą rzekę może być trochę trudne, to żołnierz to żołnierz i powinien wiedzieć, od czego jest tarcza. No ale twoja sprawa, jeśli chcesz mieć w wojsku, w którym służy główny bohater, żołnierzy-idiotów, to miej. :P

Co do rzeki, to była to granica między państwami, które za sobą nie przepadają, więc po cóż miałby ktoś robić most?
Żeby móc normalnie się przeprawić, nie tracąc przy tym jazdy chociażby? Według mnie już lepiej byłoby pomęczyć się ze skonstruowaniem jakiejś przeprawy, niż pchać się do rzeki i tracić ludzi.

Generał jechał po pomoc do walczących pod nadzorem pułkownika i podpułkownika, nie zabijał łuczników :P

A to ma coś do rzeczy? Raz, że napisałeś to: "Dowódca bitwy galopował nadal ku walczącym przy rzece", co sugeruje, że jechał sam (a jeśli nie jechał sam, to z tekstu to nie wynika), a poza tym mnie przeszkadza sam fakt, że wjechał do tej rwącej rzeki, wiedząc, że po drugiej stronie są łucznicy, który włażących do wody mogli z łatwością wystrzelać jak kaczki. Cel, w jakim tam jechał, według mnie nie wyjaśnia tego samobójstwa. Chyba że nie zrozumiałam twojego zdania i chodzi ci o to, że w ogóle nie jechał przez rzekę. Ale w takim razie zupełnie nie wiem, gdzie kto walczył i w którą dokładnie stronę kierował się ten dowódca.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#6
Generał chciał dołączyć do walczących PRZY rzece, nie władował się do niej :P Myślałem, że wyraźnie jest to napisane, że nie do łuczników, ale do tarczowników.
Jack to półgłówek, który dostał swój stopień, tylko dzięki znajomościom. Ymir za niego poręczył, a będzie to jeszcze opisane
Jack podbiegł do rzeki, ale nie wlazł do niej, ale stał na jej brzegu
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
(09-08-2014, 09:54)Drassen Prime napisał(a): Generał chciał dołączyć do walczących PRZY rzece, nie władował się do niej :P Myślałem, że wyraźnie jest to napisane, że nie do łuczników, ale do tarczowników.
No, ja, jak już powiedziałam, nie ogarnęłam, gdzie kto był, bo PRZY rzece może być z obu jej stron. :P (Ta swoją drogą, to na dobrą sprawę cała walka odbywała się przy rzece.) Ja dokładnie tak to sobie wyobraziłam, w każdym razie. I jak dla mnie nie było to wyraźnie napisane. Wyraźnie napisane to byłoby "generał ruszył dołączyć do walczących przy rzece tarczowników". Ot, jedno słowo.

Jack to półgłówek, który dostał swój stopień, tylko dzięki znajomościom. Ymir za niego poręczył, a będzie to jeszcze opisane
Jack podbiegł do rzeki, ale nie wlazł do niej, ale stał na jej brzegu.

"Jack wyrwał się z wiru walki i ruszył do rzeki, ściągnąć na siebie uwagę pułkownika." Tu raz, że bez przecinka, a dwa, że dla mnie "do rzeki" jest równoznaczne z wejściem do niej. "W stronę rzeki" byłoby lepsze, bo jest jasne, co zrobił.

Według mnie po prostu niezbyt dokładnie napisałeś, gdzie kto był, dlatego się pogubiłam i dlatego miałam wątpliwości. :)
Koniec wybrzydzania.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#8
Czyli myślę, że sprawa załatwiona ;)
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
#9
(08-08-2014, 23:33)Drassen Prime napisał(a): To moje drugie opowiadanie. Chłopak z wioski to była lekka niewypałka szczerze mówiąc. Nie dziwię się, skoro było to pierwsze takie większe pisańsko. Jednakże nadal będę je kontynuował, próbując naprawić fabułę, która szwankuje, jak zwykle na początku ;). Nowe pomysły, nowe opowiadanie. Spojrzałem nawet na zasady interpunkcji. :ok:
Dobra bez gadania oddaję wam prolog i rozdział pierwszy, a jutro, jeśli się spodoba, napiszę kontynuację.
Miłego czytania ;)
Konstruktywne komentarze, jak i wszelka krytyka są mile widziane :P

**********************************************************************

Władca Czasu



PROLOG

– Generale! – krzyczał zwiadowca, nadbiegając z pola bitwy. – Żołnierze Gardu nadchodzą od lewej flanki!
– Cholera. – mruknął gniewnie mężczyzna o krótkich blond włosach. Jego szare oczy spoglądały w dół wzgórza, na wielką bitwę. – Wezwij kawalerię! Gdzie jest do cholery Drassen?! – wrzasnął jeszcze głośniej, rozglądając się dookoła.
– Uderzył razem z pikinierami, generale! – odpowiedział szybko zwiadowca. Gdy tylko ujrzał zaciskające się pięści generała, przestraszył się i ruszył w dół wzgórza.
– Jack! – zawołał generał.
– Tak? Jestem tu. – odparł wysoki i barczysty zbrojny stojący tuż obok generała.
– Zbierz tarczowników i dołącz do Drassena! Brońcie rzeki! Cesarz nas nie dostanie!
– Tak, generale! A co z tobą?
– Ruszam na lewą flankę wraz z kawalerzystami! To nasz czas! – krzyknął, gdy tylko dotarła do niego kawaleria. Wyciągnął miecz z pochwy i uniósł wysoko nad głowę. – ATAK! – wrzasnął generał i razem z kawalerią popędził ku nadciągającym wojskom Gardu.
Zaczęło się.



ROZDZIAŁ I – Nieuchwytny

Generał nacierał wraz z kawalerią na piechotę cesarstwa. Nawet magowie ulegali potędze Argann. Tymczasem stu tarczowników ruszyło na rzekę dotrzymać towarzystwa pikinierom i pułkownikowi. PodpułkownikJack (spacja miedzy tym) zauważył nadciągających z drugiej strony rzeki kawalerzystów Gardu. W wirze walki postanowił odszukać swego przełożonego. Nie było trudno. Drassen tańczył wśród żołnierzy wrogiej armii, ciął, siekał, pchał i ripostował. Gdy ujrzał biegnącego ku niemu podpułkownika, dobił ostatniego i podszedł wolno do Jacka.
– Pułkowniku! Generał wraz z kawalerią ruszył na lewą flankę!
– Co mnie to obchodzi, hę? Mam swoją walkę! – odparł Drassen dobijając wrogiego żołnierza.
– Tarczownicy przybyli ci pomóc, a od drugiej strony rzeki nadciągają wrodzy kawalerzyści...
– Ach, tak? Dzięki, że mnie poinformowałeś. Idę pobawić się z konikami, wrócę, gdy skończę. – odrzekł pułkownik, wyjął z pochwy miecz, a z drugiej sztylet i pobiegł w stronę rzeki.
– Wariat! Kompletny wariat! – krzyknął Jack i dołączył do swych towarzyszy.
Rzeka Ypr była płytka, ale miała bardzo mocny nurt, więc Drassen nie odważył się przez nią przejść, jedynie konie by sobie poradziły. Kawaleria nadciągała i była już blisko wody. Jeszcze chwila, by pułkownik zamoczył swoje klingi w krwi wroga. (nie podoba mi się. "Jeszcze chwila" Piszesz cały czas w przeszłym. A to zdanie pochodzi z teraźniejszego. Lepiej może będzie jak napisał "Po chwili pułkownik zamoczył swoją klingę we krwi wroga)Konie wskoczyły do szerokiej na sto metrów rzeki i zaczęły w niej brodzić. Słabsze rumaki padły i połpynęły(popłynęły) z prądem, a wraz z nimi dosiadający ich żołnierze cesarstwa. Gdy tylko jakiś kawalerzysta zaczął wychodzić na brzeg, Drassen zabijał go z zimną krwią. Niestety nie mógł być wszędzie i kawaleria przedostała się przez rzekę.
Generał walczył dzielnie z wojskiem Gardu, ale miał za mało ludzi, aby powstrzymać nadchodzącą falę żołnierzy. Opuścił więc swoją kawalerię i ruszył w stronę rzeki. Ujrzał łuczników nadchodzących z drugiej strony Ypr'u. Żołnierze cesarstwa wypuścili swe chyże strzały. Pułkownik zobaczył, co się święci, więc chwycił szybkim ruchem tarczę martwego wojaka i zakrył się przed ostrzałem. Postanowił samemu zająć się łucznikami. Złapał za jednego z koni Gardu i zwalił z niego żołnierza. Ruszył przez rzekę.
Dowódca bitwy galopował nadal ku walczącym przy rzece, gdy łucznicy wypuścili kolejne strzały. W jednej chwili generał poczuł straszliwy ból w klatce piersiowej i spadł z pędzącego rumaka. Podpułkownik widząc to, ruszył jego stronę. Lewa flanka upadła, a piechurzy przedarli się przez linię obrony kawalerii. Bitwa przechyliła szalę na stronę cesarstwa. Jack podbiegł i pochylił się nad generałem, który mocno krwawił. Szeptał coś, więc podpułkownik pochylił się niżej.
– Jack... Drassen... Niech on od teraz dowodzi, przekaż mu to. Musicie... argh... – Wypluł sporą ilość krwi. – Musicie zaczekać na posiłki. Król... on... on... – nie dał rady dokończyć. Umarł.
Jack wstał i zaczął wodzić wzrokiem po polu bitwy w poszukiwaniu pułkownika. Wreszcie dojrzał go szarżującego konno pomiędzy łucznikami wrogiej armii. Nie zdążył jednak zdecydować się na dołączenie do niego, ponieważ piechota cesarstwa była tuż-tuż. Musiał się bronić. Natychmiast dołączyli do niego tarczownicy i pikinierzy, którzy zgnietli szeregi wrogich kawalerzystów. Armia stu tarczowników natarła na mieszaninę wojsk z Argann. Łucznicy wypuścili kolejną falę strzał, ale tym razem widocznie mniejszą.
Jack wyrwał się z wiru walki i ruszył do rzeki, ściągnąć na siebie uwagę pułkownika. Jeden ze strzelców wziął go za cel i wystrzelił ku niemu strzałę. Jack nie zdążył się osłonić i grot utkwił w jego brzuchu. Podpułkownik padł na ziemię, wijąc się bólu. Drassen dojrzał go po drugiej stronie Ypr'u.
– Cholerny samobójca! To już drugi raz w tym miesiącu!
Nie ruszył jednak na pomoc. Musiał dokończyć rzeźnię, jaką rozpoczął w szeregach wroga. Ciął i siekał łuczników, którzy ani się obejrzeli, padali jak dłudzy na ziemię. Jack leżał, gdy podbiegł do niego jeden z żołnierzy.
– Chodź, nadjeżdża król z posiłkami! – sapnął medyk i pomógł podpułkownikowi wstać. Jackowi zaczęło robić się ciemno przed oczami, powoli się wykrwawiał. Gwardia króla Metiusa V nadjeżdżała z prawej flanki. Ciężka kawaleria dotarła do obozu na wzgórzu po pięciu minutach, po czym ruszyli w stronę rzeki, aby wspomóc rodaków. Jack i jeden z tarczowników odeszli na bok. Podpułkownik padł na ziemię bez tchu. Cały świat zawirował mu przed oczami, aż w końcu zamknął je, by już nigdy, nie móc ich otworzyć.
Gwardia królewska strzeliła z kusz w stronę łuczników Gardu, którzy szykowali się do kolejnej salwy. Drassen padł na ziemię, aby nie zostać trafionym, a rzesza cesarskich strzelców padła martwa.
– Zabawa skończona! – warknął Drassen na łuczników wąchających kwiatki od spodu. Pułkownik złapał z powrotem konia i podążył za bitwą.
W jednej chwili, podczas brodzenia w rzece, zobaczył leżącego na uboczu Jacka i klękającego nad nim medyka. Bitwa została już prawie wygrana, bo gwardia króla rozgromiła większość wojsk cesarstwa.
– A niech to! – mruknął Drassen i skierował konia w stronę umierającego podwładnego. – Przeżyje? – spytał ze znużeniem, gdy dotarł na miejsce i zsiadł z wierzchowca.
– Wykrwawia się, jeszcze kilka minut i może już nigdy się nie obudzić! – odpowiedział medyk, wlewając kolejną miksturę do gardła Jacka.
Może wyciągniesz mu tę strzałę z brzucha? – spytał Drassen. W jego głosie brzmiała nutka ironii. (jest jeden problem. Jak wyciągnie strzałę..To krew popłynie w jeszcze większej ilości. A przed chwilą mówiłeś, że się wykrwawi. Najrozsądniejsze w tej sytuacji wydaje mi się jej złamanie. A wyciągnięcie dopiero przy ogniu. Żeby od razu odkazić ranę i zatamować krwawienie.)
– Masz rację, masz rację – zgodził się żołnierz i ostrożnie wyjął ją z brzucha podpułkownika. Jack powoli zaczął otwierać oczy, przeżył( To niby twoja sprawa. Ale wydaje mi się że gdybyś tego nie napisał.Było by lepiej. Bo potrzymałbyś czytelnika w niepewności) Wypluł małą strużkę krwi, po czym zaczął dziękować medykowi za uratowaniu mu życia.
– Bitwa się skończyła, wygraliśmy. – rzekł dumnie Drassen, patrząc na sztywne ciała łuczników Gardu, leżące po drugiej stronie Ypr'u.

CDN...

Dużo lepsze niż "Chłopak z wioski". Cieszy mnie, że nasze uwagi nie idą jednak na marne.;)
Co do opowiadania. Podobnie jak Vet. Nie podobały mi się posiłki. Przyjechały, strzeliły i po sprawie. Już lepiej byłoby, gdybyś napisał. Wbiły się w szeregi wroga, siejąc zamęt i śmierć. Ale to tez mało..
A z łucznikami to troszkę śmieszne. Łucznicy zawsze były oddziałem cofniętym. Który miał przed sobą inne formacje. A w razie ataku wycofywały się lub wyciągały miecze.
Zobaczymy co z tym wymyślisz;)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#10
Też jestem ciekaw co wymyślę :P
Nwm jedynie co zrobić z tym chłopakiem z wioski, mam już napisane przyszłe rozdziały i rozwiniętą fabułę, już nie tak sztywno. W podobnym stylu co to opowiadanie.
Taki dylemacik :P
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Wehikuł czasu Yerzay 10 2,810 07-09-2014, 20:51
Ostatni post: Puemit
  Fantasy TO TYLKO KWESTIA CZASU wraz z kontynuacją mroz 10 4,616 02-06-2013, 14:14
Ostatni post: StuGraMP
  Fantasy Władca Somnium Bezimienny 12 4,209 24-05-2011, 12:46
Ostatni post: Imperator

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości