Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Dean Morty
#1
Na początek powiem, że to moje drugie, poważniejsze, opowiadanie [było kilka wcześniejszych, ale głównie kończyłem pracę na wstępach, uważając, że temat jednak nie jest tak fajny jakby mi się zdawało]. Opowiadanie jest raczej sensacyjne, jednak z elementami fantastyki. W dodatku próbuję wrzucić tam dość mroczny klimat, wiec zastanawiałem się nad umieszczeniem go w horrorach. Dopiero dziś zorientowałem się, że nie ma tam zbyt wiele strasznych rzeczy [nie licząc stylistyki i błędów B) ], więc umieściłem go po prostu w fantastyce. To tyle ze słów wstępu, życzę przyjemnego czytania :D.

PS. Nie zraźcie się początkiem, motyw przesłuchania może i jest nieco banalny, ale nie będzie tego zbyt dużo (;. I oczywiście przepraszam za brak fabuły, właściwie to jakoś specjalnie zacznie się rozwijać dopiero w okolicach 3-4 rozdziału D:.

Wstęp


Przypadek 39.04. Komisja do spr. PN z 2011-01-3
Przewodniczący komisji: John Brown
Akta przesłuchania nr 3.2; w sprawie:
obiekt #7724A,
Dean Morty
zamieszkały przy Gold Bridge Street, Cleveland, numer domu 34
stan: martwy
zagrożenie: nie ma

Przesłuchiwany Paul Morty.
(K): Skąd znał pan badanego Deana Morty'ego?
(PM): Był moim młodszym bratem. Mieszkaliśmy w Clevel...
(K): Tak, wiemy. Proszę odpowiadać jedynie na zadane przez nas pytania.
(PM): Dobrze.
(K): Kontynuując, jakie były pańskie stosunki z badanym?
(PM): Aż do momentu pojawienia się choroby, bardzo dobre.
(K): A po pojawieniu się choroby?
(PM): Nie można mówić tu o jakichkolwiek stosunkach. Opiekowałem się nim, jednak niemożliwe było nawiązanie dłuższego kontaktu. Czasami wymienialiśmy kilka zdań, ale brat mówił kompletnie od rzeczy.
(K): Czy istniał ktoś, kto miał z nim lepszy kontakt?
(PM): Tak, Katie. Jego, hmm, przyjaciółka. Nigdy nie przyznał, że jest jego dziewczyną.
przesłuchiwany prosi o szklankę wody
(K): Czy chodzi tutaj o Katherine Stone?
(PM): Tak.
(K): Czy kontakt badanego z Katherine psuł się od momentu pojawienia się choroby?
(PM): Nie. Opiekowała się nim nawet częściej niż ja i była w stanie rozmawiać na jego dziwne tematy. Potem wszystko opowiadała mi.
(K): Kolejne pytanie: czy to możliwe, że ktoś z otoczenia badanego wpływał negatywnie na jego stan?
(PM): Raczej nie.
(K): Co więc według pana mogło spowodować nadejście choroby?
(PM): Myślę, że istniała w nim od zawsze. Po prostu potrzebowała jakiegoś czasu, aby pokazać skutki na zewnątrz.
(K): Czy był pan z bratem... do samego końca?
(PM): Nie. Gdy pewnego razu… Katie postanowiła u nas przenocować, obydwu nie zastałem w domu po obudzeniu. Dopiero potem dowiedziałem się, że pojechali gdzieś na zachód. Czy te afery w Winsconsin były z ich powodu?
(K): Niestety, jest to poufna informacja. Czy ma pan pojęcie, co stało się z Katherine Stone po wyjeździe? Dawała jakieś oznaki życia?
(PM): Nie. Co się z nią stało?
(K): Tej informacji również nie możemy udzielić.
przesłuchiwany zakrywa twarz dłońmi i szepcze coś
(K): Czy może pan powtórzyć?
(PM): Ona nie żyje, prawda?
(K): Nie możemy nic powiedzieć na ten temat.
(PM): Zabiliście ją wy czy mój walnięty brat?
(K): Nie możemy udzielić panu informacji.
(PM): Czy zrobił to on?
(K): Proszę się uspokoić i nie wyciągać pochopnych wniosków z tego, co mówimy. Przesłuchanie ma na celu jedynie zdobycie od pana informacji, które pozwolą rozwiązać sprawę.
przesłuchany znów zakrywa twarz dłońmi i milczy przez jakiś czas, w końcu odkrywa twarz
(K): Czy jest pan już gotowy na dalszą część przesłuchania?
(PM): Tak.

1.


Mimo lekkiej mżawki dzień był dosyć ciepły. Dzieciaki wracały ze szkoły, zabiegani dorośli spieszyli się, wracając z pracy, żeby do końca dnia zdążyć posprzątać i pozałatwiać resztę spraw.
Dean był jeszcze zdrowy.
Właśnie wracał ze spotkania z Katie, gdy podjechał do niego samochód.
– Dean? Wsiadaj! – Paul otworzył drzwi pasażera. Jak za każdym razem gdy wracał z pracy, był ubrany w strój roboczy. Brązowa czapka przykrywała ciemne włosy. Siedząc w swoim małym Suzuki, zdawał się niemal niski, mimo stu dziewięćdziesięciu centymetrów wzrostu. Jednak jego dość gruba sylwetka w ciasnym siedzeniu kierowcy wyglądała nieco komicznie.
Po wejściu do samochodu Dean poczuł znajomy odór płynu do mycia kokpitu zmieszanego z zapachem odświeżacza samochodowego. Za każdym razem wywoływało to u niego mdłości, więc otworzył okno.
– Udana randka? – Mimo wiecznie wesołej twarzy Paul zdawał się być zmęczony dniem spędzonym w pracy.
– To nie była randka – odpowiedział brat niemal znudzony ciągłym tłumaczeniem. Powtarzało się to za każdym razem, gdy wychodził gdzieś z Katie. Wiedział, że dziewczyna chciałaby z nim być, jednak sam nie był do tego przekonany, choć lubił się z nią widywać. Katherine była bardzo sympatyczna i spokojna. Mimo przeciętnego wyglądu – ciemnych kręconych włosów, zielonych oczu i lekko przetłuszczonej cery – w oczach chłopaka Katie wyróżniała się urodą. Nie była typową młodą dziewczyną zakładającą obcisłe jeansy i bluzki z wielkimi wycięciami, natomiast chętnie nosiła swoją ulubioną fedorę i letnie sukienki pasujące do jej dość szczupłej figury. Nie wymagała także zbyt wiele, spotkania zazwyczaj ograniczały się do przesiadywania na ławce w parku. Miała dobre kontakty z każdym w jej otoczeniu, również z bratem Deana. Gdy Katie, podczas remontu jej mieszkania, nocowała u nich, a Dean chodził wcześnie spać, by o czwartej wstać na uczelnię, Paul często przesiadywał z nią wieczorami, oglądając filmy.
Resztę drogi przebyli w milczeniu, ale nie przeszkadzało im to. Gdy przebywasz z kimś praktycznie bez przerwy, rozmowy ustają, jednak cisza nie jest czymś niezręcznym.
Gdy Paul wysadził brata pod domem, oznajmił, że musi jeszcze jechać na zakupy. Dean po wejściu do środka odgrzał wczorajszy obiad i usiadł przed telewizorem.
Podczas kolejnej audycji wiadomości nie zobaczył nic ciekawszego niż wczoraj. Po trzęsieniach ziemi na Haiti wzrosła liczba osób uznanych za zaginione, kolejne zamachy w Iraku, matka odzyskała porwane dziecko. Przełączył na kanał komediowy i wygodniej rozłożył się na kanapie. Czuł, jak napływa do niego sen, więc poddał się temu. Obudził go Paul rozpakowujący zakupy.
– Już jesteś? – powiedział Dean i przeciągnął się. – Jak długo spałem?
– Dopiero co wróciłem, także nie więcej niż godzinę.
Młodszy brat wstał z kanapy i poszedł do swojego pokoju. Jak zawsze zastał tam bałagan, jednak stwierdził, że jeszcze nie nadszedł czas na sprzątanie. Kopnął stos brudnych ciuchów przygotowanych do prania, żeby dostać się do komputera, a następnie włączył go.
Nim wszystkie programy zaśmiecające jego dysk pojawiły się na ekranie, Dean pościelił łóżko i sprzątnął z niego kilka rzeczy, przy okazji znajdując portfel, którego tak panicznie szukał, zamawiając z Katie kawę. Gdy usiadł przed komputerem, do pokoju wszedł Paul.
– Matka kazałaby ci to posprzątać, zanim usiądziesz do komputera – powiedział żartobliwie.
– Ale na szczęście jej tu nie ma – odpowiedział Dean. – Zresztą daj mi spokój, jestem już dorosły.
Paul zaśmiał się cicho.
– Posprzątaj to kiedyś, z takim bałaganem wstyd zapraszać dziewczynę do domu.
Dean westchnął. Na początku cieszył się, gdy opuścił rodzinny dom, wreszcie uciekając od wiecznego narzekania i krytyki, jednak wkrótce miejsce matki zajął jego brat.
Pierwszy z rodzeństwa wyprowadził się Paul. Udał się z rodzinnego Bostonu do Cleveland, żeby studiować. Kilka lat po tym, gdy Dean został przyjęty na uczelnię w Toledo wprowadził się do brata chcąc wesprzeć go przez kilka pierwszych lat. Ich matka nie popierała tego pomysłu, jednak w końcu się zgodziła. Z drugiej strony ich wyprowadzka wyszła jej na dobre, bo gdy nie musiała zajmować się domem w takim stopniu jak poprzednio, miała więcej czasu na sprawy osobiste. Po pięciu miesiącach od opuszczenia domu przez Deana Margery Morty znalazła sobie nowego partnera. Nie było to dziwne, gdyż mimo nabrania nieco więcej wagi i pojawienia się kilku zmarszczek, Marge nadal zachowała urodę.
Deanowi czasem brakowało matki. Ciągle pamiętał, jak tuliła go w dzieciństwie za każdym razem, gdy był budzony przez koszmary. Patrzyła wtedy na niego swoimi uspokajająco niebieskimi oczami i śpiewała kołysanki. W jej ciepłym objęciu Dean zawsze czuł się bezpiecznie. Teraz koszmary nadal go nawiedzały, jednak nie mógł już szukać pociechy u matki. Czasami nasilały się tak bardzo, że w ogóle nie sypiał, a całe noce spędzał na internetowych forach dyskusyjnych. Oprócz tego zawsze korzystał z okazji spania niedaleko Katie lub Paula. Wtedy prawie zawsze w jego snach, poza nim samym, pojawiała się towarzysząca mu osoba, dzięki czemu czuł się nieco lepiej.
Paul opuścił pokój i kolejny raz wszedł do kuchni. Było po siedemnastej, jeśli chciał zdążyć ze zrobieniem pizzy dla Katie, która przyjdzie do nich wieczorem, musiałby zacząć już teraz. Raczej nie mógł liczyć na pomoc brata – gdy ten usiadł przed komputerem, nie dało się go oderwać.
Zabrał się do roboty.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(05-08-2014, 16:00)Agor napisał(a): (K): Skąd znał pan badanego Deana Morty(tutaj apostrof)ego?

(K): Kolejne pytanie,(dałabym dwukropek zamiast przecinka) czy to możliwe, że ktoś z otoczenia badanego wpływał negatywnie na jego stan?

(PM): Myślę, że istniała w nim od zawsze. Po prostu potrzebowała jakiegoś czasu (przecinek) aby pokazać skutki na zewnątrz.

(K): Niestety, jest to poufna informacja. Czy ma pan pojęcie(przecinek) co stało się z Katherine Stone po wyjeździe? Dawała jakieś oznaki życia?

(PM): Ona nie żyje(przecinek) prawda?

(PM): Zabiliście ją wy,(bez przecinka) czy mój walnięty brat?

(K): Proszę się uspokoić i nie wyciągać pochopnych wniosków z tego (przecinek)co mówimy.

Dzieciaki wracały ze szkoły, zabiegani dorośli spieszyli się(przecinek) wracając z pracy, żeby do końca dnia zdążyć posprzątać i pozałatwiać resztę spraw.

Właśnie wracał ze spotkania z Katie(przecinek) gdy podjechał do niego samochód.

Siedząc w swoim małym Suzuki (przecinek)zdawał się niemal niski, mimo stu dziewięćdziesięciu centymetrów wzrostu.

Powtarzało się to za każdym razem (przecinek)gdy wychodził gdzieś z Katie.

Mimo przeciętnego wyglądu – ciemnych kręconych włosów, zielonych oczu i lekko przetłuszczonej cerze(cery), (myślnik zamiast przecinka) w oczach chłopaka Katie wyróżniała się urodą.

Nie była typową młodą dziewczyną, (bez przecinka) zakładającą obcisłe jeansy i bluzki z wielkimi wycięciami, natomiast chętnie nosiła swoją ulubioną fedorę i letnie sukienki, (bez przecinka)pasujące do jej dość szczupłej figury.

Gdy Katie, podczas remontu jej mieszkania, nocowała u nich, a Dean chodził wcześnie spać, by o 4(słownie) wstać na uczelnię, Paul często przesiadywał z nią wieczorami, oglądając filmy.

Resztę drogi przebyli w milczeniu, ale nie przeszkadzało to im(im to).

Po trzęsieniach ziemi na Haiti wzrosła liczba osób uznanych za zaginionych(Lepiej "zaginione"), kolejne zamachy w Iraku, matka odzyskała porwane dziecko.

Czuł (przecinek) jak napływa do niego sen, więc poddał się temu. Obudził go Paul (przecinek)rozpakowujący zakupy.

– Już jesteś? – powiedział Dean i przeciągnął się(kropka) – Jak długo spałem?
– Co dopiero(A nie "dopiero co"?) wróciłem, także nie więcej niż godzinę.

Kopnął stos brudnych ciuchów,(bez przecinka) przygotowanych do prania, żeby dostać się do komputera, a następnie włączył go.

Nim wszystkie programy zaśmiecające jego dysk,(przecinek) pojawiły się na ekranie, Dean pościelił łóżko i sprzątnął z niego kilka rzeczy, przy okazji znajdując portfel, którego tak panicznie szukał, zamawiając z Katie kawę.

– Ale na szczęście jej tu nie ma – odpowiedział Dean(kropka) – Z resztą(Zresztą) daj mi spokój, jestem już dorosły.

Do Cleveland pierwszy przeprowadził się Paul; z rodzinnego Bostonu udał się na uczelnię, a po czterech latach, (przecinek)Dean, mimo uczelni w Toledo(To źle brzmi), również postanowił się tam przenieść na kilka pierwszych lat, żeby wesprzeć brata, który nie radził sobie z opłacaniem mieszkania.

Ciągle pamiętał(przecinek) jak tuliła go w dzieciństwie za każdym razem(przecinek) gdy był budzony przez koszmary. Patrzyła się (zbędne)wtedy na niego swoimi uspokajająco niebieskimi oczami i śpiewała kołysanki.

Oprócz
tego,(bez przecinka) zawsze korzystał z okazji spania niedaleko Katie lub Paula. Wtedy prawie zawsze w jego snach, oprócz niego samego(przecinek) pojawiała się towarzysząca mu osoba, dzięki czemu czuł się nieco lepiej.

Mnie tam początek najbardziej się podobał, mimo braku opisów doskonale wczułam się w sytuację. :) W pierwszym rozdziale(?) z początku nie podobała mi się narracja – trochę sztywna, odniosłam wrażenie, że przeważają w niej opisy czynności, ale pod koniec zmieniłam o niej zdanie.
Połączenie sensacji z fantastyką i horrorem może być bardzo ciekawe, więc chętnie przeczytam resztę i dowiem się, jak się potoczyło. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
EDIT: Vetala mnie troszkę uprzedziła :P
Ciekawe co z tego wyniknie i co to za choroba ?? Niestety to co narazie tu napisałeś leci do działu obyczajowe :P Jest dużo braków przecinków (i kto to mówi :D). A poniżej parę błędów, które rzucają się w oczy.

(05-08-2014, 16:00)Agor napisał(a): Czuł jak napływa do niego sen, więc poddał się temu.

Wg mnie, powinno być raczej: "Czuł, jak sen opanowuje jego zmysły, ale nie oparł się temu uczuciu i zasnął"

(05-08-2014, 16:00)Agor napisał(a): Margeary

Co to jest za imię? Margaryna? :P

(05-08-2014, 16:00)Agor napisał(a): Do Cleveland pierwszy przeprowadził się Paul; z rodzinnego Bostonu udał się na uczelnię, a po czterech latach, Dean, mimo uczelni w Toledo, również postanowił się tam przenieść na kilka pierwszych lat, żeby wesprzeć brata, który nie radził sobie z opłacaniem mieszkania.

Nie za długie to zdanie? Ukróciłbym je o przynajmniej 3/4. Np: "Do Cleveland pierwszy przeprowadził się Paul; z rodzinnego Bostonu udał się na uczelnię. Po czterech latach dołączył do niego Dean, który mimo uczelni w Toledo, również postanowił się tam przenieść. Ale to tylko na kilka pierwszych lat, żeby wesprzeć brata, który nie radził sobie z opłacaniem mieszkania.

To tyle ode mnie. Czekam na kontynuację! :ok:
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
#4
(05-08-2014, 16:38)Drassen Prime napisał(a):
(05-08-2014, 16:00)Agor napisał(a): Czuł jak napływa do niego sen, więc poddał się temu.

Wg mnie, powinno być raczej: "Czuł, jak sen opanowuje jego zmysły, ale nie oparł się temu uczuciu i zasnął"

(05-08-2014, 16:00)Agor napisał(a): Margeary

Co to jest za imię? Margaryna? :P

(05-08-2014, 16:00)Agor napisał(a): Do Cleveland pierwszy przeprowadził się Paul; z rodzinnego Bostonu udał się na uczelnię, a po czterech latach, Dean, mimo uczelni w Toledo, również postanowił się tam przenieść na kilka pierwszych lat, żeby wesprzeć brata, który nie radził sobie z opłacaniem mieszkania.

Nie za długie to zdanie? Ukróciłbym je o przynajmniej 3/4. Np: "Do Cleveland pierwszy przeprowadził się Paul; z rodzinnego Bostonu udał się na uczelnię. Po czterech latach dołączył do niego Dean, który mimo uczelni w Toledo, również postanowił się tam przenieść. Ale to tylko na kilka pierwszych lat, żeby wesprzeć brata, który nie radził sobie z opłacaniem mieszkania.

O ile z pierwszą i drugą uwagą się nie zgadzam. To trzecia jest w części trafna. Choć ja napisałbym to jeszcze inaczej niż Prime, ale nie będę nic proponował. Sądzę, że sam najlepiej rozwiążesz kwestie tego długiego zdania.
Poza tym podobnie jak Vet podobał mi się wstęp, mimo braku opisów wszystko potrafiłem sobie wyobrazić.
Duży plus za klimat. Mieszanina tajemnicy, horroru i sensacji. Niezłe naprawdę.
Czekam na kolejne części ;)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#5
Kiedy czytałam twoje opowiadanie miałam wrażenie, że oglądam film. Obrazy same przesuwały mi się przed oczami. Czekam na kolejne części i lepiej żeby szybko się pojawiły bo nie wytrzymam z ciekawości. :P
"W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem" – Ferdynand Kiepski
Odpowiedz
#6
Czytając przesłuchanie, przypomniałem sobie sceny z "Morderstwo w Orient Expressie", gdy to Poirot przesłuchiwał wszystkich podróżujących w sprawie tytułowej zbrodni oraz film "Egzorcyzmy Emilie Rose", pewnie niezbyt trafnie :)

W pierwszym rozdziale niestety zero fantastyki, a wiele sensacji i momenty podchodzące pod horror. Całość podobała mi się bardzo, mógłbym rzec, że się wczułem i wyobrażałem sceny. Czekam z niecierpliwością na dalsze losy bohaterów, którzy mam nadzieję pchną akcję do przodu, a Ty zrobisz z tego genialną fantastykę.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Dziękuje za komentarze, wszystko już poprawione (:. Zamieszczam kolejny rozdział.
@Haroshi – co do elementów fantastyki, to ogólnie będzie tego straszliwie mało, chodziło mi raczej o to, że nie jest to tylko zwykłe opowiadanie sensacyjne z lekkim mrocznym klimatem, ale pojawią się w nim zdarzenia, które można uznać za paranormalne. Dlatego nie byłem pewien co do działu, do którego wstawić.

2

Dean nie mógł oddychać. Czuł mocny nacisk na klatkę piersiową, jakby coś na niej siedziało. W głowie kręciło mu się od braku tlenu. Chciał zawołać pomoc, jednak nie mógł ruszyć nawet ustami.
Zobaczył zawieszoną nad nim lampę szpitalną, która trochę za mocno raziła go w oczy. Nagle dojrzał czarną sylwetkę stojącą obok okna. Powoli zaczęła się kierować w stronę łóżka, lecz chłopak nadal nie mógł nic zrobić. Nie widział jej dokładnie, jednak był pewien, że chce go zabić. Że dostrzega w jej oczach nienawiść. Dopiero gdy postać stanęła nad nim, dojrzał rogi sterczące z miejsca, gdzie powinny zaczynać się włosy. Chciał uciec stąd jak najszybciej, ale wszystkie mięśnie jego ciała odmówiły posłuszeństwa. Czuł także narastający swąd spalenizny, jednak nie zwykłej. Skojarzył ten zapach z palonymi włosami. Nagle postać oddaliła się, czemu zaczęły towarzyszyć krzyki. Wśród nich Dean zdołał wyłapać te brzmiące bardziej realnie. Usłyszał wołanie młodej dziewczyny o pomoc.
Oprócz krzyków zdołał usłyszeć cichutki alarm i w chwilę zjawiły się obok niego pielęgniarki. Dean nie był w stanie odróżnić która sylwetka, pochylająca się nad nim i zasłaniająca blade światło lampy szpitalnej, próbuje go zabić, a która uratować. W końcu jednak poczuł, jak palce jego rąk zaciskają się, a on sam odzyskał panowanie nad swoim ciałem. Wziął głęboki oddech, a krzyki i swąd spalenizny ustały. Tajemnicza sylwetka, która teraz już tylko stała w kącie, rozpłynęła się w powietrzu.
Morty krzyknął z całych sił, jakby chciał odegnać od siebie złe moce. Zaczął wierzgać, próbując uwolnić się z objęć pielęgniarek, jednak te całkowicie przycisnęły pacjenta do łóżka. Od razu poczuł lekkie ukłucie w prawym ramieniu i odpłynął w chwilę.
– Tym razem paraliż senny, chłop ma na prawdę przerąbane. – Męski głos wybudził go z transu. – Trzeba kogoś powiadomić, załatwisz to?
Paraliż senny – powtórzył w myślach Dean. Kiedyś o tym słyszał, jednak nie był w stanie sobie niczego przypomnieć. Coś nadal przeszkadzało mu w myśleniu. Przekręcił się na drugi bok i stęknął, gdy poczuł ból w prawej ręce. Mężczyzna w białym fartuchu stał niedaleko jego łóżka, pisząc coś na karcie. Był młody – może kilka lat starszy niż Paul, jednak szczupły i nie aż tak wysoki. W końcu spojrzał z politowaniem na pacjenta.
– Musisz jeszcze odpoczywać. – Głos docierający do Deana nie nadążał za ruchami ust doktora.
– Nie, ceka – język chłopaka plątał się, nadal nie do końca się wybudził. Próbował sięgnąć ręką doktora, jednak ten wysiłek spowodował u niego jedynie jeszcze większą senność.
Paraliż senny – pomyślał znowu. – Wiem! To taka przypadłość... – Deanowi zaciemniło się przed oczami. Czuł, że odpływa. Zobaczył swojego doktora, który sięga ręką kroplówki Deana. Znów zasnął.

***

– Kolejny atak? – Paula, odkąd Dean trafił do szpitala z powodu dziwnej przypadłości wyglądającej z pozoru jak bezdech, nie dziwiły nocne telefony jak ten. Od razu wiedział, o co chodzi.
– Niestety tak, ale tym razem był to paraliż senny. Jednak odbył się on gwałtowniej niż zazwyczaj. Serce pana brata prawie ustało, więc pomyśleliśmy, że warto pana powiadomić. Może znalazłby pan czas na przyjechanie do szpitala? Pacjent ciągle woła pana i niejaką Katie.
– Postaram się być jak najszybciej – skłamał Paul. Nie pierwszy raz jego brat chciał, żeby on lub Katie przyjechali do szpitala, jednak ich obecność tak na prawdę nic nie zmieniała. Dean był pod wpływem tak silnych środków uspokajających, że nie miał pojęcia, co dzieje się wokół niego.
Było około czwartej i Paul myślał, czy nie pójść spać dalej, a do szpitala przyjść dopiero rano. Postanowił pierw zadzwonić do Katherine. Ona również wiedziała, o co chodzi, jeśli telefon dzwoni w środku nocy.
– Niech zgadnę...
– Tak, kolejny atak. Proszą, żebyśmy przyjechali. Dean znowu nas woła.
– Ty jedziesz?
– Nie mam siły. Jutro pracuję, a wiesz, że nie ma różnicy, czy tam jesteśmy, czy nie.
– Rozumiem – powiedziała, jednak Paul wyczuł w jej głosie coś, co wskazywało, że ma mu to za złe. Mimo to nie czuł się winny. Od pierwszego ataku czytał wiele o bezdechu sennym i podobnych dolegliwościach i wiedział, że nie jest to nic poważnego. Jedynym problemem było pojawienie się paranoi brata spowodowanej, według doktora, tymi atakami.
Odłożył telefon, który następnie spadł z brzegu półki nocnej, jednak Morty zignorował to. Przekręcił się na drugi bok i zasnął.
Rano znów obudził go dzwonek. Tym razem w słuchawce usłyszał Katie.
– Wypuszczają go! – krzyknęła radośnie do słuchawki. – Stwierdzili, że bez sensu trzymać go w szpitalu, szczególnie że nie licząc ostatniego paraliżu, ataki bezdechu już ustały. Potrzymają go jeszcze przez jedną noc, żeby być pewnymi.
– Naprawdę? – Paul aż zerwał się z łóżka. – A zdążyli właściwie go zdiagnozować?
– Nie, ale skoro ustały, to po co się tym przejmować.
– Zawsze może pojawić się nawrót – powiedział, a gdy sam to zrozumiał, cała jego radość została zastąpiona kolejnymi obawami. Co jeśli następnym razem karetka nie zdąży na czas? – pomyślał. Paul sam nie wiedział, co zrobić w przypadku gdyby jego brat znów zaczął się dusić.
Katie również to zrozumiała, przez co straciła nieco zapału.
– No tak. Ale i tak dobrze, że już wraca. Nie byłam w stanie znieść tych ciągłych nocnych telefonów – powiedziała.
– Ja też. Coś jeszcze oprócz tego?
– Tak, prawdopodobnie będzie musiał odbywać spotkania z terapeutą w sprawie paranoicznych lęków. Ale to nic takiego. Jeśli chcesz, możesz przyjechać do szpitala, ale nie musisz. Mam wolne, więc chyba sobie tu posiedzę. O ile nic się nie stanie, będziemy oboje jutro rano.
– Dobrze, pa.
Dopiero po rozmowie Morty zauważył małe pęknięcie na ekranie. Przeklął pod nosem.
Wypuszczają go, ale czy to dobrze? – pomyślał.
Dochodziła szósta, więc miał jeszcze trochę czasu przed wyjściem do pracy. Ubrał spodnie i wyszedł z pokoju. Dopiero teraz zauważył, jaki bałagan panował w całym mieszkaniu. Przez nocne telefony nie wysypiał się, więc popołudniowe drzemki zabierały mu cały czas na obowiązki domowe. Będzie musiał jeszcze to posprzątać. Zanim przyjdzie Dean, a z nim Katie.
Odpowiedz
#8
(11-08-2014, 17:05)Agor napisał(a): Czuł mocny nacisk na klatkę piersiową, jakby coś siedziało na nim(Lepiej według mnie "na niej", bo w poprzednim zdaniu mowa o klatce piersiowej.) .

Zobaczył lampę szpitalną zawieszoną nad nim(zawieszoną nad nim lampę szpitalną), która trochę za mocno raziła go w oczy. (...)Powoli zaczęła się kierować w stronę łóżka, jednak chłopak nadal nie mógł nic zrobić. Nie widział jej dokładnie, jednak był pewien, że chce go zabić.

Dopiero gdy postać stała(stanęła) nad nim(przecinek) dojrzał rogi sterczące z miejsca (przecinek)gdzie powinny zaczynać się włosy. Chciał uciec stąd jak najszybciej, jednak wszystkie mięśnie jego ciała odmówiły posłuszeństwa. Czuł także narastający swąd spalenizny, jednak nie zwykłej. Skojarzył ten zapach (z) palonymi włosami.

(brak akapitu)Oprócz krzyków zdołał usłyszeć cichutki alarm i w chwilę zjawiły się obok niego pielęgniarki.

Dean nie był w stanie odróżnić, która sylwetka, (bez przecinka) pochylająca się nad nim i zasłaniająca blade światło lampy szpitalnej, próbuje go zabić, a która uratować. W końcu jednak poczuł(przecinek) jak palce jego rąk zaciskają się, a on sam odzyskał panowanie nad swoim ciałem.

Morty krzyknął z całych sił (przecinek)jakby chciał odegnać od siebie złe moce.

– Tym razem paraliż senny, chłop ma na prawdę przerąbane(kropka) – m(M)ęski głos wybudził go z transu.

Przekręcił się na drugi bok i stęknął (przecinek)gdy poczuł ból w prawej ręce.(...)W końcu,(bez przecinka) spojrzał z politowaniem na pacjenta.

– Musisz jeszcze odpoczywać. – Głos docierający do Deana nie nadążał za ruchami ust Doktora(doktora – to rzeczownik pospolity).

Paraliż senny – pomyślał znowu(kropka) Wiem! To taka przypadłość...

– Kolejny atak? – Paula, odkąd Dean trafił do szpitala z powodu dziwnej przypadłości, (bez przecinka) wyglądającej z pozoru jak bezdech, nie dziwiły nocne telefony jak ten. Od razu wiedział (przecinek)o co chodzi.

– (...) Może znalazłby pan czas na przyjechanie do szpitala? Pacjent ciągle woła pana i nijaką(niejaką) Katie.

Dean był pod wpływem tak silnych środków uspokajających, że nie miał pojęcia (przecinek)co dzieje się wokół niego.

Ona również wiedziała(przecinek) o chodzi, jeśli telefon dzwoni w środku nocy.

– Tak, kolejny atak. Proszą (przecinek)żebyśmy przyjechali. Dean znowu nas woła.

– Nie mam siły. Jutro pracuję, a wiesz, że nie ma różnicy(przecinek) czy tam jesteśmy(przecinek) czy nie.

– Wypuszczają go! – krzyknęła radośnie do słuchawki(kropka) – Stwierdzili, że bez sensu trzymać go w szpitalu, szczególnie, (raczej bez przecinka)że nie licząc ostatniego paraliżu, ataki bezdechu już ustały.

– Na prawdę(Naprawdę)? – Paul aż zerwał się z łóżka(kropka) – A zdążyli właściwie go zdiagnozować?

Co jeśli następnym razem karetka nie zdąży na czas.(znak zapytania zamiast kropki) Paul sam nie wiedział(przecinek) co zrobić w przypadku gdyby jego brat znów zaczął się dusić.

(...) Jeśli chcesz(przecinek) możesz przyjechać do szpitala, ale nie musisz.
Dopiero teraz zauważył (przecinek)jaki bałagan panował w całym mieszkaniu. Przez nocne telefony, (bez przecinka) nie wysypiał się, więc popołudniowe drzemki zabierały mu cały czas na obowiązki domowe.

Bardzo mi się spodobał ten fragment, opis tego paraliżu sennego wydaje mi się bardzo realistyczny, a to chyba najważniejsze w tym fragmencie. :) Dość krótko, więc nie mam się o czym rozpisywać – czekam na kontynuację. Uwag żadnych nie mam. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#9
(05-08-2014, 16:00)Agor napisał(a):
Wstęp


akta (dużą literą) przesłuchania nr 3.2; w sprawie:

(PM): CZY ZROBIŁ TO ON? (nie rozumiem, dlaczego jest to napisane dużymi literami)


1.


Mimo lekkiej mżawki, (zbędny przecinek) dzień był dosyć ciepły.

Mimo wiecznie wesołej twarzy, (zbędny przecinek – trudno to bowiem nazwać wtrąceniem) Paul zdawał się być zmęczony dniem spędzonym w pracy.

Wiedział, że dziewczyna chciałaby z nim być, jednak sam nie był do tego przekonany, choć lubił się z nią widywać. Katherine była bardzo sympatyczną i spokojną dziewczyną (powtórzenie).

Co dopiero (Dopiero co – Vet już na to wskazała) wróciłem, także nie więcej niż godzinę.

Nim wszystkie programy zaśmiecające jego dysk, (zbędny przecinek) pojawiły się na ekranie, Dean pościelił łóżko i sprzątnął z niego kilka rzeczy, przy okazji znajdując portfel, którego tak panicznie szukał, zamawiając z Katie kawę.

Kilka lat po tym, gdy Dean został przyjęty na uczelnię w Toledo, wprowadził się do brata (przecinek) chcąc wesprzeć go przez kilka pierwszych lat. Ich matka nie popierała tego pomysłu, jednak w końcu zgodziła się (się zgodziła – nie kończymy zdania na 'się').

Po pięciu miesiącach od opuszczenia domu przez Deana, (zbędny przecinek) Margery Morty znalazła sobie nowego partnera.

Teraz, (zbędny przecinek) koszmary nadal go nawiedzały, jednak nie mógł już szukać pociechy u matki.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#10
Podoba mi się. Za bardzo nie wiem co napisać. Napisane ładnie i zrozumiale. Opis paraliżu sennego tak średnio mi się podobał, ale najważniejsze, że nie jest przesadzony. ;)
Czekam na kolejne fragmenty :)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości