Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Pan Wybranych
#1
Szukałem długo jakiegoś portalu literackiego i wreszcie znalazłem i to z ładną oprawą graficzna itp itd Cud malina, ale teraz czas na moją opowieść. Wstawiam tutaj od razu PROLOG oraz Rozdział 1, ponieważ sam prolog nie opowiada za dużo, miłego czytania życzę ;)

*********************************************************************************


Spis Treści:
Rozdział 2
Rozdział 3 cz.1
Rozdział 3 cz.2
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9 cz.1
Rozdział 9 cz.2
Rozdział 10
Rozdział 11 cz.1
Rozdział 11 cz.2





Prolog


Wioska liczyła zaledwie siedemdziesiąt domów położonych wzdłuż klifu. Należała do okręgu grallońskiego. Co tydzień żołnierze Otta – dowódcy wojsk stacjonujących w mieście, Grallonie – przychodzą po opłaty, pięćdziesiąt sztuk złota, od każdej zamieszkałej we wsi rodziny. Fragina leżała na uboczu, trudno było do niej trafić, mimo licznych szlaków handlowych prowadzących do niej. Do wsi od pokoleń nie zawitały żadne wojny, wręcz przeciwnie, panował tu względny spokój i porządek. Mieszkała tu duża liczba rodzin, ale znajdą się także samotnicy i wdowy po zmarłych mężach, którzy zmarli w wyniku zbiegu okoliczności lub przez ciężką chorobę, cholerą lub gruźlicę, bardzo groźną chorobę, niemal nieuleczalną.
Gdy staniemy na samym koniuszku klifu ujrzymy bezkresne jezioro, ale to tylko pozory. Jezioro to rozciąga się na setki hektarów, a po jego drugiej stronie leży niewielka wioska, Astarok, której nie zdoła uchwycić oko ludzie z takiej odległości.
Naszym bohaterem jest szesnastoletni chłopak o imieniu Draggar. Był on zmizerniałym młodszym synem Ellen i Otisa oraz bratem krępego Malaka. Ich rodzice zajmowali się jedynie starszym synem, widzieli w nim przyszłość ich rodziny. Przystojny, silny, ambitny chłopak z pewnością znalazłby sobie w przyszłości kobietę. Pomagali mu we wszystkich, mówili miłe słówka, a także płacili za jego szkolenie u starszego wioski – Cedrica. Podczas ostatniej wizyty żołnierzy Malak postanowił się zapisać do wojska. To była wielka uciecha dla Draggara, który zawsze był w cieniu, mniej kochany, mniej ważny. Malak jednak kochał brata najmocniej jak mógł i współczuł mu z całego serca. Niestety Draggar nigdy nie brał jego braterskiej miłości na poważnie. Osiemnastoletni Malak postanowił wyruszyć z żołnierzami, którzy przybędą w sobotę, jak zawsze. Chciał przejść szkolenie na zawodowego wojownika. Draggar planował zrobić to samo co jego starszy brat. Zapisał się na nauki u Cedrica, tak jak Malak. Nie umiał nałożyć cięciwy na łuk, a co dopiero wystrzelić strzałę. Nie potrafił trzymać miecza w dłoni, gdzie Malak machał nim niczym tancerz otoczony wrogami, których raz po raz pchał i ciął drewnianym ostrzem. Cedric obiecał, że gdy tylko Malak odejdzie z wioski i stanie się żołnierzem na służbie Otta to zajmie się nim bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ wiedział przez co Draggar przechodził w domu.
Rodzice Draggara to Ellen i Otis – z pozoru spokojna para mieszkająca najdalej od wioski, na szczycie klifu. Posiadają drewniany taras, na który mogli sobie wyjść i spojrzeć na jezioro z góry i to całkowicie bezpiecznie. Dzięki spadkowi po dziadku Draggara – Halberdzie, Otis mógł sobie pozwolić na co chciał i nigdy nie brakowało mu złota. Draggar nie miał przyjaciół, nikt nie chciał się przyjaźnić z cherlawym chłopcem, słabszą wersją Malaka. Jedynie Cedric lubił go i szanował. Ale Draggar nawet z nim, czuł się bardzo samotny...
Cały piątkowy dzień Draggar pomagał swemu bratu spakować się, razem z nim poszedł także pożegnać się z Cedriciem i resztą wioski. Rodzice wyprawili huczną popijawę w ich domu, ale Draggarowi kazali zamknąć się w pokoju i nie wychodzić, chyba, że do latryny stojącej przed domem. Po uczcie Malak wszedł do pokoju Draggara i szybko zamknął drzwi. Pochylił się nad nim i Draggar poczuł woń Ognistej Czekolady. Mimo, iż brat widocznie chciał z nim porozmawiać. Ten zaś nadal leżał, jakby nie zwracając uwagi na brata. Po jakimś czasie Malak wstał, wyprostował się i spojrzał wprost na swego zmizerniałego brata. Przemówił:
– Wiem, że mnie nienawidzisz, bracie. Wiem także, że naszych stosunków nie da się naprawić – rzekł to jakby miał się zaraz rozpłakać. – To wszystko przez rodziców, wiedz, że ja nie chciałem, aby mama i tata widzieli tylko mnie. – Draggar wstał i usiadł na łóżku. Spojrzał się w kamienną twarz Malaka, który odwrócił wzrok.
– Po co przyszedłeś, bracie? – rzekł w końcu.
– Zaopiekuj się rodzicami, gdy mnie nie będzie, dobrze? Mają tylko ciebie, to twoja szansa pokazania, że nie jesteś gorszy! I może jedyna...
Po tej przemowie wyszedł z pokoju i trzasnął dębowymi drzwiami. Draggar otworzył okiennice i spojrzał w dół klifu. Wiele razy chciał ze sobą skończyć, ale nie mógł. Wiedział, że musi być silny. Postanowił... Postanowił, że wreszcie rodzice będą z niego dumni! Może nie tak jak z Malaka, ale będą! Z całych sił się postara. Zmęczony ciężkim dniem padł bezwładnie na łóżko i natychmiast zasnął.


Rozdział I – Porządna nauka


Kogut farmera Drake'a, obudził wszystkich w promieniu czterdziestu metrów od jego zagrody z drobiem. Stało się to punktualnie o brzasku. Draggar nie znosił Drake'a jak i jego zwierząt, zawsze uważał, że robią mu na przekór, wtedy, kiedy chciał pospać dłużej, budziły go z samego ranka, ale kiedy chciał wstać o świcie, to żaden kogut się nie odzywał. Uważał je za inteligentne bestie, które chcą nim zawładnąć. Wyobraźnia Draggara jak zwykle pracowała nieprzeciętnie.
Cała zachodnia Fragina była już na nogach, kiedy koguty Drake'a zaczęły piać w niebogłosy.
Za trzy godziny mają przybyć żołnierze, pomyślał Draggar i podniósł się z łoża. Teraz to sobie uświadomił. Nigdy nie myślał, że jego brat zostawi go samego z rodzicami. Mimo że nie brakowało mu go, to w domu zrobiło się strasznie smutno i pusto.
Wstał, ubrał się i niemal od razu usłyszał głos zza drzwi wołający go smętnie na śniadanie. Wyszedł z izby i pomaszerował wolnym krokiem do kuchni. Z wieczornej uczty pozostał kawałek świniaka – dar od rzeźnika, Briana. Podczas śniadania ojciec zaczął rozmowę z Malakiem.
– A więc... – mówił, jedząc, nie zważając na kulturę. Nigdy nie zważał. – Syn Cedrica... jak on miał... cholera... no... Andrei?
– Endrei – poprawił ojca Malak.
– Tak... dokładnie... on też się zapisuje, prawda? Dobrze walczy?
– Wystarczająco, lepiej nawet niż ja, nic dziwnego, jest synem Cedrica i jest o rok starszy.
– Tak... W rzeczy... samej... i Draggar... – Młodszy syn spojrzał na niego z przerażeniem. – Kiedy zamierzasz podążyć... śladem Malaka?
– Yyyyy... – zająknął się Draggar, przełykając kawałek gorącej, pieczonej wieprzowiny. – Za dwa lata, sądzę...
– Za dwa lata?! A kto nam pomoże w domu?! – wtrąciła się matka.
– Tak myślałem, nie obchodzi was mój los...
– Ależ obchodzi, synu! – zaprzeczyła matka, od razu łagodniejąc – Malak jest po prostu starszy i...
– Zawsze mi tak tłumaczysz! – warknął Draggar z gniewem.
– Jak się odzywasz do matki, hę?! – Ojciec wstał, ale wtrącił się Malak ostrym krzykiem.
– Przestańcie! Wszyscy! Ta kłótnia do niczego nie prowadzi, ojcze! Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że sami wszczynacie tę kłótnię z własnej woli! Mój brat, gdy dorośnie, będzie mógł sam obrać swoją drogę bez spoglądania na wasze krzywe zdanie na ten temat!
– Racja... – zgodziła się matka po chwili. Wstrząśnięta wybuchem starszego syna, szybko zjadła i odstawiła talerz na bok. – Niepotrzebnie się uniosłam, przepraszam was...
Draggar wiedział jednak, że to fałszywe przeprosiny.
Po śniadaniu wrócił do pokoju i rzucił się na łóżko, i już nie wyszedł ze swojego pokoju świadom tego, co go czeka ze strony rodziców. Po dwóch godzinach do domu wszedł sąsiad, Drake.
– Przepraszam, że was nachodzę, ale Travis przybył!
– Malak! – wrzasnął ojciec. – Bierz manatki! Draggar! – dodał, podchodząc do drzwi od pokoju młodszego syna. – Łap sakiewkę i idź z bratem! Oddaj te pieniądze żołnierzom!
– Jasne... – odchrząknął Draggar i chwycił sakwę leżącą na stole. Malak zbiegł właśnie ze schodów i pożegnał się z rodzicami oraz z Drake'iem.
Hodowca drobiu był nastawiony do Draggara podobnie jak rodzice. Uważał, że młodszy syn to błąd natury i tylko przypadek sprawił, że się urodził. Drake nie tylko dlatego nienawidził Draggara. Był jeszcze jeden powód, ważniejszy.
Miał on syna, Alberta, który wyjechał do Grallony pracować jako sprzedawca kur. Wynajmowany był przez każdego, kto chciał, aby jego drób się sprzedał. Jego żona zginęła podczas porodu młodszego syna, który także zresztą umarł... Dlatego też Drake wyniósł się z Astarok, gdzie mieszkał w tamtym czasie. Zaraz po jego przyjeździe sąsiedzi świętowali z okazji narodzin młodszego syna, Draggara. Nikt go nie zaprosił, dlatego też, jako że był mściwy i lubił dobrze zjeść, postanowił zbuntować rodziców przeciw ich drugiemu dziecku. Według swoich przekonań powiedział im, że na dziecko i niego samego ktoś rzucił zły urok i nigdy nie będzie taki, jak starszy brat, i miał niestety rację. Uważał to za klątwę, którą rzekomo rzuciła na niego jakaś wiedźma, która przywędrowała za Drake'iem z Astarok. Ale to tylko zabobony, w które uwierzył on, rodzice Draggara i paru mieszkańców z bliskiego sąsiedztwa, strasznie prymitywne towarzystwo.
Draggar razem z Malakiem ruszyli na plac pośrodku wioski, gdzie zbierali się wszyscy wieśniacy, oddając podatki, jedni z pogardą, drudzy traktujący je jako sprawiedliwą daninę od ich ziemi, którą większość uprawiała. Jak zwykle był tłok, wszędzie stały wozy zaprzężone w osły. Żołnierze zbierali sakiewki od mieszkańców, a gdy ujrzeli nadchodzących braci, jeden z nich wykrzyknął w ich stronę:
– Malak! Tutaj!
Był to wysoki i tęgi mężczyzna, widocznie najsilniejszy ze wszystkich swoich kompanów, których było pięciu. Posiadał także lepszą zbroję i broń. Widocznie był wyższy rangą. Draggar po raz pierwszy go widział. Malak podszedł do potężnego mężczyzny i odparł:
– Travis! Aż tak cię zainteresowało moje dołączenie do was, że przybyłeś? – Teraz już wiedział, kogo miał na myśli Drake.
– Tak, akurat mi się nudziło! Słyszałem pogłoski o nowych rekrutach... Właśnie, gdzie ten drugi?
– Z pewnością za chwilę się zjawi. – W tym samym momencie przez tłum przedarł się starszy wioski razem z synem u boku. Cedric to urodzony przywódca, został starszym wioski mimo młodego wieku i zwoływał wiece sądowe. Miał jedynie czterdzieści lat na karku, a już posiadał duże doświadczenie w walce. Walczył u boku myśliwego Harry'ego i rzeźnika Briana z bandytami, którzy chcieli ograbić Fraginę. Był odważny, wytrzymały i odporny na ból. Samemu mógł położyć kilka rosłych dzików, jednak nie zajmował się polowaniem.
Tymczasem Draggar oddawał właśnie sakwę ze złotem jednemu z żołnierzy.
– Miło mi cię widzieć, Travis! Jak tam na służbie u Otta, hę? – wycedził Cedric.
– Nie powiem, żeby było źle. Mimo iż jest surowy, to bardzo dobrze nami dowodzi, przyjacielu! A jak tam u ciebie, co?
– Całkiem, całkiem... Mam trzech... to znaczy już teraz jednego ucznia, bardzo zawziętego, wezmę się za niego mocno. To brat Malaka.
– Malaka? Czyli na pewno jest dobry... – Słysząc to, Draggar zadrżał i wycofał się z zasięgu wzroku rozmawiających
– Nie mogę tego powiedzieć, co o Malaku. Ale kiedy będę miał wolną chwilę, nauczę go dyscypliny. Stanie się taki jak brat!
– Ho, ho! Zapowiada się rodzinka wojowników! Cha, cha! A ten to pewnie twój syn, co?
– Tak, Endrei, Nieśmiały, ale kiedy zacznie się coś dziać, ruszy do akcji! Bojowy chłopak, trudno mi zmierzyć jego i Malaka, oboje są bardzo pojętnymi uczniami!
– No dobrze już... Engler! – rzucił Travis do jednego ze swoich kompanów. – Podatki zebrane?
– Tak, Travisie! Możemy ruszać!
– No dobra, chłopaki. Wskakujcie na wóz! – powiedział do rekrutów i zwrócił się do Cedrica: – Nie zauważyłeś czegoś nowego w moim wyglądzie?
– Oprócz dobrego samopoczucia? Nie – odparł Cedric.
– Otto uczynił mnie swym zastępcą! A jak wiesz, niedługo odchodzi od nas i wędruje na służbę u samego cesarza!
– Spisałeś się, chłopie! – odpowiedział zaskoczony Cedric, łapiąc go za ramię. Więcej już Draggar nie usłyszał, ujrzał jedynie, jak wóz z żołnierzami i rekrutami jedzie ku Grallonie. Ludzie jakby nigdy nic zaczęli żyć jak zwykle, a na brukowanych ulicach się przerzedziło. Draggar wolnym krokiem wracał do domu, kiedy nagle kątem oka zobaczył podbiegającego do niego Cedrica.
– Draggar! Byłeś na placu? Właśnie zabrali twojego...
– Wiem – odchrząknął Draggar, nim ten zdążył dokończyć.
– Jesteś zajęty?
– Aktualnie nie.
– Słuchaj, planowałem iść do okolicznej zielarki – Wype. Skaleczyłem się w rękę, to nic takiego, ale jeśli jej szybko nie wyleczę, to nie będę w stanie utrzymać dobrze ostrza. To bardzo dziwna rana, nigdy takiej nie miałem, ale wygląda wyjątkowo paskudnie, mimo że nie boli... Dobra, koniec paplaniny! Idziesz?
– Daleko mieszka? – spytał zainteresowany wyprawą poza wioskę chłopak.
– Jakieś dwie mile od wioski. – Draggar przystanął i skrzywił się na myśl o gęstym lesie, w którym giną ludzie.
– W lesie?!
– Wystarczy, że pójdziemy do mnie i weźmiemy naszą broń! Prawą rękę mam jeszcze sprawną. To jak?
Draggar zgodził się w końcu, zerwał jabłko z bezpańskiego drzewa i ruszył za Cedriciem do jego domu. Stał on w centrum i był jednym z nielicznych dwupiętrowych domów we Fraginie, co oznaczało duże bogactwo.
– Zaczekaj tutaj – odparł Cedric przed swoim domem i wszedł do środka, aby wyjść za pięć minut z bochenkiem chleba i dwoma mieczami. Razem ruszyli do gęstego lasu na południu. Po drodze Draggar zaniepokoił się faktem, iż oboje wzięli broń.
– Po co nam miecze? Jest tam aż tak niebezpiecznie?
– Nigdy nie byłeś w lesie, co? W każdej chwili może wyskoczyć na nas wataha wilków albo dzika maciora z małymi. Nie wykluczam także cieniostworów snujących się po lesie, w końcu jest on gęsty i ledwo dociera do niego światło. Kretoszczury, ścierwojady, niedźwiedzie i inne zwierzęta też czyhają na życie nieuważnego podróżnika. Kilka razy byłem u Wype i zawsze zaatakowało mnie jakieś zwierzę, w drodze do niej czy nawet powrotnej. – Skończył, ale za chwilę dodał: – Boisz się?
– Tak – odparł po krótkim zamyśleniu Draggar. Oboje skręcili za wysoką i samotną skałą w prawo, wchodząc do niekończących się ciemności. To był dla niego bardzo dobry trening odwagi, cierpliwości i przede wszystkim walki. Jeśli jakieś agresywne zwierzę rzuci się bez ostrzeżenia na Cedrica, to właśnie on będzie odpowiedzialny za życie swego kompana. Minęło pięć minut, ale po drodze nie zauważyli kompletnie żadnego zwierzęcia, widocznie było to zbyt blisko wioski.
Cedrica zaczęła boleć ręka, miał rozciętą dłoń tak, że musiał obandażować ją całą. Nie pokazał jej Draggarowi mimo jego nalegań. Minęło kilka kolejnych minut i nadal żadne zwierzę ich nie zaatakowało. Kolejne minuty mijały, a drapieżników nie było widać. W drodze Draggar widział jedynie wiewiórki skaczące po drzewach w poszukiwaniu pożywienia, borsuki, krety, zające, a nawet węże pełzające pod liśćmi.
Minęło kilka kolejnych minut, aż w końcu Cedric bez słowa skręcił w prawo, jak gdyby to było dla nich rzeczą oczywistą. Draggar obejrzał się dokoła i ujrzał podobny, wielki, samotny głaz jak przy wejściu do lasu. Te skały wskazują drogę do Wype!, pomyślał. Po minucie od minięcia głazu-drogowskazu zaczęli słyszeć niepokojące trzaski gałęzi i szelest suchych liści. Było późne lato, koniec gorących i upalnych dni, dlatego liście spadały już z drzew, odsłaniając niebo.
W krzaku, po lewej stronie od Cedrica, coś się poruszyło. Wydawało się przez chwilę, że zwierzę to jest wielkie niczym wilk, a nawet większe. Cedric nakazał Draggarowi siedzieć w ciszy i czekać, aż sprawdzi, co to. Nauczyciel podszedł do krzaka bezszelestnie niczym najlepszy skrytobójca. Wyciągnął chorą rękę w stronę szelestu pod gałęziami, aby odsłonić liście i ukazać grozę czającą się pod krzakiem. Było to trudne, ponieważ gdyby zwierzę ugryzło Cedrica w zranioną lewą rękę... kto wie, jakie byłyby skutki. Prawa ręka natychmiast chwyciła rękojeść miecza i wyjęła go z pochwy. Podchodził bardzo ostrożnie, ale gdy odsłonił liście, zobaczył niegroźne borsuki podczas kopulacji. Postanowił im nie przerywać, schował więc miecz z powrotem. Draggar odetchnął z ulgą.
Nagle zza drzewa za chłopakiem wyskoczyła wielka bestia i rzuciła się prosto na niego. Chłopak ledwo zdążył się obrócić i potężne cielsko przygniotło go do ziemi. Napastnik miał pięć ostrych szponów na każdej łapie i był czworonogiem. Wielka bestia z ostrymi zębiskami spoglądała na wystraszonego Cedrica swymi czerwonymi ślipiami. Z czaszki wystawał róg wielkości ręki Draggara, a z grzbietu pod skórą wyłaniały się wielkie kości kręgowe. To był cieniostwór, ale nie zwyczajny. Jego wielkość można porównywać do małego słoniątka bądź przerośniętego niedźwiedzia brunatnego. Cedric powoli i po cichu wyjął miecz.
W tym samym czasie, gdy Cedric próbował odpędzić zwierzę, ledwo przytomny Draggar ujrzał swój miecz leżący metr od niego. Wystarczyło wystawić rękę! Ale jak? Cieniostwór przygniatał go potężnymi i umięśnionymi nogami, miażdżąc mu barki. Cedric za bardzo zbliżył się do zwierzęcia, a ono machnęło lewą łapą, aby go dosięgnąć. Wykorzystując moment nieuwagi bestii, Draggar sięgnął po zasoby swej siły i chwycił rękojeść miecza. Szybkim ruchem i z wykorzystaniem całej swojej siły wbił zwierzęciu miecz prosto w brzuch. Cieniostwór zajęczał niczym wilk i w jednej chwili wbił swe szpony w ramiona chłopca. Draggar poczuł straszliwy ból przeszywający jego ciało. Wrzeszczał i miotał się niczym uwięzione w klatce zwierzę.
Cedric machnął mieczem przed głową cieniostwora, a ten puścił chłopaka. Draggar wyjął miecz z brzucha bestii i wbił w jej przednią nogę, przeciął ją i przebił drugą, także przednią. Zdołał wyczołgać się spod cieniostwora, gdy ten padł na przednie łapy. Ryk rannego cieniostwora był tak przerażający i głośny, że prawdopodobnie słyszano go nawet we Fraginie oddalonej o około milę. Cedric podbiegł do Draggara i pomógł mu wstać. Wyglądało na to, że zwierzę się już nie podniesie. Obawy Cedrica się jednak spełniły. Cieniostwór wstał, przekrzywiając łapy i wymierzył swym rogiem prosto w Draggara, który zadał mu straszliwy ból. Oboje odskoczyli na bok, gdy zwierzę rzuciło się w szarżę.
Cedric wpadł w rów i zaplątał się w krzakach ognionoścy, rośliny o twardszej strukturze niż żelazo. Prawie zemdlał, wpadając do wijących się pnączy wielkiej i inteligentnej rośliny. Draggar upadł pod korzeniem drzewa, ukrywając się w wysokich krzewach. Cieniostwór odwrócił się i nie zauważył żadnej ze swoich ofiar, ale nie zamierzał odpuścić. W końcu czekała go niemała przekąska. Niczym pies zaczął wąchać podłoże, raz po raz zaczepiając rogiem o wystające z ziemi kamienie. Draggar ujrzał na swojej nodze wielką tarantulę i próbował ją zrzucić, zanim by go ugryzła. Jad tej tarantuli był śmiertelnie niebezpieczny. Machał nogą tak, by nie zahaczyć o żadne liście ani gałęzie, co było niemożliwe. Głowę miał mokrą i spoconą, łzy same spływały mu po polikach. Sam prawie umierał ze strachu, dodając do tego cieniostwora, który rozszarpuje go na strzępy, można by dostać zawału. Usłyszał głośny tupot łap obok siebie oraz głośny krzyk Cedrica.
– Draggar! Uciekaj! Tu jestem... argh... ty, bestio!
Cieniostwór spojrzał się jedynie w stronę głosu, nie robiąc sobie z tego kompletnie nic. Mimo ciągłych nawoływań Cedrica inteligentne zwierzę nadal węszyło i w końcu wpadło na trop. Kolejne czarne i wielkie tarantule wchodziły na chłopca. Zwiastowały one bliskie położenie gniazda jakiejś akromantuli. Przez tarantule chłopak nie zwrócił uwagi na hałas, jaki stworzył. Cieniostwór stał od niego pięć metrów. Zwierzę wykrzywiło paszczę, jakby się uśmiechało, i podeszło do źródła hałasu. Draggar wyczuł smród z trzewi bestii. Słyszał oddech zwierzęcia. Słyszał Cedrica wołającego bestię, aby rzuciła się w jego stronę. Słyszał swój oddech, swoje bicie serca. Sekundy dzieliły go od tragicznej śmierci. Rodzice by się ucieszyli, pomyślał pod wpływem wielkiego strachu chłopak.
W ostatnich sekundach usłyszał kobiecy i piękny głos. Musi należeć do młodej osoby, pomyślał Draggar. Mógłby przysiąc, że słyszy samą królową elfów! Mimo to ujrzał nad sobą głowę cieniostwora otwierającego szczękę, by za chwilę zacisnąć ją na ciele swej ofiary. W jednej chwili znikąd wystrzelił ogień, który smagnął cieniostwora po głowie, parząc go poważnie. Bestia otrzepała się z ognia i obrała nowy cel. Nim jednak zdołała zrobić kolejny krok, jej łapy złamały się wpół z głośnym trzaskiem, a reszta ciała upadła. Spod ziemi wyrosły ognionośce i swoimi potężnymi pnączami przygniotły cieniostwora do ściółki.
Draggar, pełen strachu, wstał i spojrzał na konającego w cierpieniach cieniostwora. Ognionośca łamał mu kości jak zapałki i miażdżył mu ciało. Straszna śmierć, nawet dla drapieżnika takiego jak cieniostwór. Chłopak spojrzał na swego wybawiciela. Była to niska kobieta w podeszłym wieku. Posiadała liczne zmarszczki i chodziła o drewnianej lasce. Na głowie miała skórzany kaptur, a na plecach płaszcz, także ze skóry. Jedynie odzienie pod płaszczem miała z bawełny, jak zwykła wieśniaczka. Kępki siwych włosów wystawały spod jej kaptura, a stare ręce spod długich rękawów jej ubrania. Dziwny strój, pomyślał Draggar.
– Jestem Wype – powiedziała zielarka.

Liczę na kontróktywne komentarze z waszej strony i poprawę błędów, które z pewnością tutaj wystąpią. ;) Mam "czasem" problemy z interpunkcją :P

EDIT: Poprawione ;)
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Pozwolę sobie przypomnieć:
Regulamin napisał(a):36) Użytkownik przed publikacją tekstu zobowiązany jest do pozostawienia co najmniej dziesięciu komentarzy pod tekstami innych użytkowników. Nie wymaga się, by były to długie komentarze z listą poprawek, ale chyba każdy jest w stanie napisać kilka konstruktywnych zdań o przeczytanym tekście.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Wiem o tym, pracuję nad tym w między czasie już wstawiając ;)

EDIT: Już, mam 10 komentarzy, trochę to trudne nie odkopując niektórych tematów, ale regulamin spełniony, można czytać :P
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
#4
(05-08-2014, 10:33)Drassen Prime napisał(a): Wioska liczyła zaledwie 70 domów, położonych wzdłóż (wzdłuż) klifu. Należała do okręgu Grallońskiego,(kropka, zamiast przecinka) co tydzień żołnierze Otta,(tu dałbym raczej dałbym myślnik) dowódcy wojsk stacjonujących w mieście, przychodzą po opłaty, 50 sztuk złota, od każdej zamieszkałej we wsi rodziny. Fragina leżała na uboczu, trudno było do niej dojść(trafić, byłoby lepsze), mimo licznych szlaków handlowych prowadzących do niej. Do wsi od pokoleń nie zawitały żadne wojny, wręcz przeciwnie, panował tu względny spokój i porządek. Mieszkała tu duża liczba rodzin, ale znajdą się także samotnicy i wdowy po zmarłych mężach, którzy zmarli w wyniku zbiegu okoliczności lub przez ciężką chorobę, cholerą(cholerę) lub gruźlicę, wówczas bardzo groźną. Klif. (WTF? po co to?)
(brak akapitu) Gdy staniemy na samym koniuszku klifu ujrzymy bezkresne jezioro, ale to tylko pozory. Jezioro to rozciąga się na setki hektarów, a po jego drugiej stronie leży niewielka wioska, Astarok. ( Wybacz, ale jak patrzymy na jezioro, które rozciąga się na setki hektarów, to jakim cudem mamy zobaczyć niewielką wioskę? Dla patrzącego jest bezkresne. Ale nie wiem czy to błąd)
(niepotrzebna przerwa)
(brak akapitu)Powróćmy do Fraginy, bo tak właśnie nazywała się nasza wieś. Przewagę w wiosce czynili mężczyźni. (od nowej linijki, z akapitem)Predking to spokojny mąż, jak sam mawiał nigdy nie
wdał się w żadną bójkę, nawet w młodości, pracował jako szewc.
( dziwne to trochę, tak jakbym powiedział: nigdy nie jadałem zupy, nawet w młodości, pracuje jako mechanik) Nienawidził wojen, które niegdyś nawiedzały kontynent, nie lubił przemocy i sporów,(kropka zamiast przecinka) był(Był) kawalerem, ponieważ kobiety wolały płodnych mężczyzn.(Może lepiej byłoby: Był kawalerem, bo był bez płodny i żadna kobieta nie chciała się z nim wiązać?) Mimo iż był bardzo tęgi i silniejszy niż nie jeden chłop we wsi to wolał szyć ubrania,(bo) to była jego pasja.
(brak akapitu)Był także kowal ze swoją ciężarną żoną i córką.(żona i córka były ciężarne?) Nazywał się Craig, jego żona Emma, a córka Tamara. Jego kuźnia stała prawie na odludzi, w wiosce nikt nie potrzebował broni, dlatego produkował jedynie narzędzia, choć na kuciu mieczy także się znał. Nie był agresywny, podobnie jak Predking,(kropka zamiast przecinka) byli przyjaciółmi, często razem jedli kolacje przy kominku w domu Craiga. Jego żona była przeciwieństwem męża, porywcza, szczera do bólu. Jej (Ich) córka wdała się jednak w ojca. (od nowej linijki z akapitem)Był także rzeźnik Brian z dwoma synami i żoną. Miał spory z Craigiem, ponieważ ten nie kupował jego mięsa, wolał zapłacić najętemu myśliwemu, Harry'emu. Brian był żołnierzem, ale stracił stopę w walce z bandytami grożącymi Fraginie. Nie unikał walki i był uczciwy, jak przystało na żołnierza. Jego żona Ferencja była najpiękniejszą kobietą w okolicy! Niestety była arogancka i lubiła silnych mężczyzn, którzy dadzą jej dzieciom dobre geny, tak jak i ona, płytka (Wtf? o co chodzi?). Jego synowie,
bliźniacy to Olleg i Conrad, którzy mieli po dziesięć lat, (kropka zamiast przecinka)ojciec planował nauczyć ich walczyć, ale oni byli zbyt chudzi, na dodatek nie znosili mięsa. (od nowej linijki z akapitem)W wiosce pracował także cieśla Dexter, który stracił żonę w wyniku jego kłótni ze swoim bratem, Scornem. W karczmie Berdoga napili się i rozpoczęła się bójka. (napili się i już bójka? Może o coś się pokłócili albo coś..)Velaya, żona Dextera chciała ich rozdzielić, ale nieuważnie podeszła do Scorna i trafił w nią dzbanek rzucony właśnie przez niego. Od tamtej pory Dexter został sam ze swoim trzydziestoletnim synem, Gregiem, który pragnął przejąć rzemiosło po ojcu. Scorn był młodszy od brata o prawie dwadzieścia lat, mieli innego ojca, ale nikt nigdy nie dowiedział się kim był, ani co się z nim stało. Scorn został wygnany z wioski i skazany na banicję, nie mógł już wrócić do wioski nie prędzej niż za pięćdziesiąt lat. Licząc od teraz pozostało mu już tylko trzydzieści pięć. Nikt nie wie co się z nim dzieje i szczerze mówiąc to nikogo jego los nie obchodził po tym co się stało w karczmie Berdoga Właśnie. (Po co to?)(od nowej linijki z akapitem)Berdog to szczęśliwy właściciel wielkiej karczmy, żył z dwójką dzieci, synem Ernim i córką Bellą. Jego żona zniknęła w lesie, kilku mężczyzn z wioski w tym on sam wyruszyli na poszukiwania, ale nie znaleźli nawet jej śladu. Stało się to tuż po śmierci Velayi. Berdog wynalazł własny trunek, Ognistą Czekoladę. Nikt prócz jego i jego dzieci nie znał receptury na sporządzenie tego przysmaku z dużym dodatkiem alkoholu, stąd Berdog to najbogatszy, ale i najsmutniejszy mieszkaniec Fraginy. Jego dzieci odziedziczą po nim cały jego dobytek jakiego nie ma nikt, nawet w Grallonie. (od nowej linijki za akapitem) Kolejny mieszkaniec to Harry, także duża ryba w wiosce, ponieważ jest jedynym myśliwym polującym w gęstych lasach, w których zaginęła żona Berdoga. Brał zawsze duże opłaty za kilogram mięsa, około 50 złociszy, ale każdy był z tej ceny zadowolony. Harry był chytrym, młodym i bezwzględnym ochroniarzem. Żołnierze polecili jemu i Cedricowi pilnować wioski, niczym straż. (od nowej linijki z akapitem)Cedric to urodzony przywódca, został starszym wioski i to on zwołał wiec, który zadecydował o wygnaniu Scorna z wioski. Walczył z bandytami u boku Harry'ego i Briana. Był odważny, wytrzymały i odporny na ból. Samemu mógł położyć kilka rosłych dzików. Mieszkał z synem, którego uczył walczyć tuż za domem i całkiem nieźle mu to wychodziło. Syn miał na imię Endrei i miał około dziewiętnastu lat. Agresywny i porywczy, ale zawsze stanąłby w obronie innych. W wiosce dużą rolę odgrywa także mędrzec i bajarz Orgij. Nikt nie wiedział ile dokładnie miał lat, ale niektórzy żartowali między sobą, że około dwustu. Bez jego zgody nikt nie mógł podjąć żadnej ważnej decyzji w wiosce. Dzieci często przychodziły do jego skromnej chatki na klifie i słuchały opowieści o pradawnych stworach, wodnych bestiach, tajemnicach gęstego lasu oraz historii, pochodzących sprzed ponad trzech pokoleń.
(niepotrzebna przerwa)
Ale o tym będę tu opowiadał, o żadnym z nich, nie szewc, czy kowal, czy nawet ciekawy, stary mędrzec(ciekawym starym mędrcu). (poza tym po co nam podajesz tamte informacje, jeśli są nam zbędne? a jeśli w fabule występują Ci, których opisałeś wcześniej. Podałbyś nam tą informację gdy przyjdzie ich pora) Naszym bohaterem jest szesnastoletni chłopak o imieniu Draggar. Był on zmizerniałym młodszym synem Ellen i Otisa oraz bratem krępego Malaka. Ich rodzice zajmowali się jedynie starszym synem, widzieli w nim przyszłość ich rodziny. Przystojny, silny, ambitny chłopak z pewnością znalazłby sobie dziewczynę. Podczas ostatniej wizyty żołnierzy Malak postanowił się zapisać do wojska. To była wielka uciecha dla Draggara, który zawsze był w cieniu, mniej kochany, mniej ważny. Malak jednak kochał brata najmocniej jak mógł i współczuł mu z całego serca. Niestety Draggar nigdy nie brał jego braterskiej miłości na poważnie. Osiemnastoletni Malak postanowił wyruszyć z żołnierzami, którzy przy będą w sobotę, jak zawsze. Chciał przejść szkolenie na zawodowego bojownika(bojownik to ryba lub są jeszcze ptaki o takiej nazwie. Ew. człowiek walczący o wolność. Żadne mi tu nie pasuje.). Chodził nawet na nauki u Cedrica, starszego wioski za drobną opłatą, 25 złociszy za dzień. Taką samą cenę płacił Draggar, który uczęszczał na zajęcia razem z bratem, ale jak łatwo można się domyślić, był od niego we wszyskim (wszystkim) gorszy. Nie umiał nałożyć strzały na cięciwę, a co dopiero strzelić. Nie potrafił trzymać ostrza, a Malak machał mieczem niczym tancerz otoczony wrogami, których raz po raz pchał i ciął drewnianym ostrzem. Cedric obiecał, że gdy tylko Malak odejdzie z wioski i stanie się żołnierzem na służbie Otta to zajmie się nim bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ wiedział przez co Draggar przechodził w domu.(od nowej linijki z akapitem) Ellen i Otis to spokojna para mieszkająca najdalej od wioski, na szczycie klifu, mają nawet drewniany taras, na który mogli sobie wyjść i spojrzeć na jezioro z góry i to całkowicie bezpiecznie.(od nowej linijki z akapitem) Draggar nie miał przyjaciół, nikt nie chciał się przyjaźnić z cherlawym chłopcem, słabszą wersją Malaka. Jedynie Cedric go lubił i szanował. Ale Draggar nawet z nim czuł się bardzo samotny...
(nie potrzebna przerwa)
(brak akapitu) Piątek. Draggar cały dzień pomagał swemu bratu spakować się, ( a może: W piątek Daggar cały dzień pomagał...) razem z nim poszedł także pożegnać się z Cedriciem i resztą wioski. Rodzice wyprawili chuczną (huczną) popijawę w ich domu, Draggarowi kazali zamknąć się w pokoju i nie wychodzić, chyba, że do latryny stojącej przed domem. Po uczcie Malak wszedł do pokoju Draggara i szybko zamknął drzwi. Pochylił się nad nim i Draggar poczuł woń Ognistej Czekolady. Mimo iż brat widocznie chciał z nim porozmawiać mimo upojenia to ten nadal leżał jakby nie zwracając uwagi na brata. Po jakimś czasie Malak wstał, wyprostował się i spojrzał wprost na swego zmizerniałego brata. Przemówił(Dwukropek)
(akapit)– Wiem, że mnie nienawidzisz, bracie. Wiem także, że naszych stosunków nie da się naprawić – rzekł to jakby miał się zaraz rozpłakać
(akapit)– To wszystko przez rodziców, wiedz, że ja nie chciałem, aby mama i tata widzieli tylko mnie – Draggar wstał i usiadł na łóżku. Spojrzał się w kamienną twarz Malaka, który odwrócił wzrok.
(akapit)– Po co przyszedłeś, bracie? – rzekł w końcu(kropka)
(akapit)– Zaopiekuj się rodzicami, gdy mnie nie będzie, dobrze? Mają tylko ciebie, to twoja szansa pokazania, że nie jesteś gorszy! I może jedyna...
(akapit) Po tej przemowie wyszedł z pokoju i trzasnął dębowymi drzwiami. Draggar otworzył okiennice i spojrzał w dół klifu. Wiele razy chciał ze sobą skończyć, ale nie mógł. Wiedział, że musi być silny. Postanowił... Postanowił, że wreszcie rodzice będą z niego dumni! Może nie tak jak z Malaka, ale będą! Z całych sił się postara. Dla brata! (po co dla niego? jak go nie lubi? ) Od rozmyślań padł bezwładnie na łóżko i natychmiast zasnął.

Nie chce mi się poprawiać więcej.
1. Przedstaw się w dziale : Przywitalnia , bo miło byłoby Cię poznać ;)
2. Jestem raczej zwolennikiem wrzucania mniejszych fragmentów tekstu.
3. Strasznie dużo błędów, interpunkcji nie poprawiałem.
4. Akapit robi się [p.] bez kropki.
5. Nie czytałem rozdziału, ale zrobię to.
6. Nie lubię osób, które komentują teksty innych jednym zdaniem, bo to wygląda, tak jakby to był przymus i najchętniej by tych tekstów nie czytały i nie komentowały. A od innych pragnie się konstruktywnych opinii i poprawek do swojego tekstu. Chyba coś nie tak. ;)
7. Piszesz informacje o ludziach z wioski, by potem stwierdzić, że to nie o nich będzie mowa.
8. Za dużo bohaterów w tak krótkim tekście, większość już zapominałem.
9. Jest trochę nieścisłości.
10. Resztę, w tym błędy interpunkcyjne poprawią inni ;)
11. Nie bierz mojej opinii do serca. Najważniejsze jest to, żebyś pisał, pisał i czytał..przez co poprawisz swój warsztat.

To tyle ode mnie.
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
#5
Rozumiem, zawsze miałem problemy z interpunkcją ;) A ten PROLOG jest strasznie naciągany, postanowiłem przedstawić kilku bohaterów, których później będę używał. Myślałem nad tymi cholernymi akapitami, ale ostatecznie nie zdecydowałem się na nie, ale poprawie to w kolejnych rozdziałach. Niestety piszę to w WordPadzie i nie wklejają się one tutaj niestety. Jeszcze więcej roboty... Będę wrzucał po jednym rozdziale, więc myślę, że z długością nie będzie probemów ;) Przeczytaj rozdział, bo sam PROLOG jak napisałem mówi strasznie mało i to tyle, dzięki za krytyke :ok:
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
#6
To, co znalazłam w prologu (choć podejrzewam, że nie wszystko):

(05-08-2014, 10:33)Drassen Prime napisał(a): Wioska liczyła zaledwie 70(liczebniki słownie) domów,(bez przecinka) położonych wzdłuż klifu. Należała do okręgu Grallońskiego(z małej litery – przymiotnik). Co tydzień żołnierze Otta – dowódcy wojsk stacjonujących w mieście – przychodzą po opłaty, 50(liczebniki słownie)sztuk złota, od każdej zamieszkałej we wsi rodziny.(...) panował tu względny spokój i porządek. Mieszkała tu duża liczba rodzin, ale znajdą się także samotnicy i wdowy po zmarłych mężach, którzy zmarli w wyniku zbiegu okoliczności lub przez ciężką chorobę, cholerą(ę) lub gruźlicę, wówczas(Czyli kiedy? Nie podałeś czasów, w których dzieje się akcja.) bardzo groźną.

Jego żona, Ferencja(przecinek) była najpiękniejszą kobietą w okolicy! Niestety była arogancka i lubiła silnych mężczyzn, którzy dadzą jej dzieciom dobre geny.

Velaya, żona Dextera (przecinek)chciała ich rozdzielić, ale nieuważnie podeszła do Scorna i ten trafił nią(w nią) dzbankiem.

Scorn był młodszy od brata o prawie dwadzieścia lat, mieli innego ojca, ale nikt nigdy nie dowiedział się (przecinek)kim był,(bez przecinka) ani co się z nim stało. Scorn został wygnany z wioski i skazany na banicję, nie mógł już wrócić do wioski nie prędzej(skoro "nie mógł" to "prędzej niż") niż za pięćdziesiąt lat.

Licząc od teraz(przecinek) pozostało mu już tylko trzydzieści pięć. Nikt nie wie(przecinek)co się z nim dzieje i szczerze mówiąc(przecinek) to nikogo jego los nie obchodził po tym (przecinek)co się stało w karczmie Berdoga.

Jego dzieci odziedziczą po nim cały jego dobytek (przecinek)jakiego nie ma nikt, nawet w Grallonie(A co to tak w ogóle jest?).

Kolejny mieszkaniec to Harry, także duża(gruba) ryba w wiosce, ponieważ jest jedynym myśliwym polującym w gęstych lasach, w których zaginęła żona Berdoga. Brał zawsze duże opłaty za kilogram mięsa, około 50(słownie) złociszy, ale każdy był z tej ceny zadowolony. Harry był chytrym, młodym i bezwzględnym ochroniarzem. Żołnierze polecili jemu i Cedricowi pilnować wioski,(bez przecinka) niczym straż.

Nikt nie wiedział (przecinek)ile dokładnie miał lat, ale niektórzy żartowali między sobą, że około dwustu. Bez jego zgody nikt nie mógł podjąć żadnej ważnej decyzji w wiosce. Dzieci często przychodziły do jego skromnej chatki na klifie i słuchały opowieści o pradawnych stworach, wodnych bestiach, tajemnicach gęstego lasu oraz historii,(bez przecinka) pochodzących sprzed ponad trzech pokoleń.

Chodził nawet na nauki u Cedrica, starszego wioski za drobną opłatą(Starszy wioski za drobną opłatą? Tak wynika z tego zdania.), 25 (słownie)złociszy za dzień.

Taką samą cenę płacił Draggar, który uczęszczał na zajęcia razem z bratem, ale jak łatwo można się domyślić, był od niego we wszystkim gorszy.

Cedric obiecał, że gdy tylko Malak odejdzie z wioski i stanie się żołnierzem na służbie Otta(przecinek) to zajmie się nim bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ wiedział(przecinek) przez co Draggar przechodził w domu.

Rodzice wyprawili huczną popijawę w ich domu, ale Draggarowi kazali zamknąć się w pokoju i nie wychodzić, chyba,(bez przecinka) że do latryny stojącej przed domem.

Mimo,(bez przecinka) iż brat widocznie chciał z nim porozmawiać i mimo upojenia. Ten zaś nadal leżał (przecinek)jakby nie zwracając uwagi na brata.

– (...)Wiem także, że naszych stosunków nie da się naprawić – rzekł to jakby miał się zaraz rozpłakać(kropka) – To wszystko przez rodziców, wiedz, że ja nie chciałem, aby mama i tata widzieli tylko mnie(kropka) – Draggar wstał (A to on nie stał? Była o tym wzmianka i mi umknęła czy niedopatrzenie?) i usiadł na łóżku.

Z całych sił się postara. Dla brata! Od rozmyślań padł bezwładnie na łóżko i natychmiast zasnął.(Przejście od rozmyślań do spania jest wyjątkowo toporne.)

Stało się to punktualnie o brzasku słońca. (Brzask może być tylko słońca)

Zacznę od pytania: gdzie akapity? Nie przyjmuję wytłumaczenia "nie zdecydowałem się na nie", "poprawię to w kolejnych rozdziałach". Ten fragment to jedna wielka ściana tekstu, oczy od niej wypływają. Poza tym widziałeś kiedyś książkę bez akapitów, że uznałeś je za zbędne?

Również przeczytałam tylko prolog. I na razie dam sobie spokój. Prolog powinien być jak najlepszy – jest przecież początkiem Twojego tekstu, ma wciągnąć czytelnika do akcji, ma go zainteresować, a nie zniechęcić i przytłoczyć. Nie może być zbagatelizowany, nawet jeśli następujący po nim tekst to arcydzieło. Jeśli ty sam uważasz ten prolog za naciągany i mało mówiący, to zastanów się, czy jest on w ogóle potrzebny.

Mam problem z odniesieniem się do tego, co przeczytałam; masa bardzo mało ważnych szczegółów, bohaterów i ich imion. Nie widzę sensu tak skrupulatnego opisywania historii życiowych mieszkańców jakiejś wsi, skoro i tak nie o tym będzie opowiadanie – ja z tego opisu nie zapamiętałam nic. Moim zdaniem znacznie lepiej byłoby prolog poświęcić na zarysowanie sytuacji głównego bohatera, ukazanie jego emocji i tak dalej, a nie długaśny opis wsi, która mnie jako czytelnika na początku najmniej obchodzi. Obecnie opis rodziny głównego bohatera i jego samego wydaje mi się płytki i zupełnie nieemocjonalny.

Radziłabym, zanim zabierzesz się za wrzucanie następnych części, zrobienie czegoś z tym nieszczęsnym prologiem i spróbowanie też samemu ogarnąć rozdział pierwszy. Dodaj akapity (skopiowanie tagu [p.] bez kropki, a potem klikanie Ctrl + V to naprawdę żadna robota :P), popracuj nad budową zdań, bo w niektórych panuje chaos albo jakieś nielogiczności.

Prosiłeś o konstruktywne komentarze, więc liczę, że nie poczujesz się urażony. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Nie ma problemu, takiego czegoś właśnie potrzebowałem. O co chodzi z tym tagiem [p.] ?? Ogarnąłem już w WordPadzie akapity, wszystko jest przejrzyście, ale proszę mi wyjaśnić co to za tag :P Biorę się za prolog. Myślałem, że jeśli nie włącze w niego za dużo emocji to będzie dobrze. Za dużo to nie zdrowo, aż nie trafiłem z tym zbytnio xd
Opis wioski był subiektywny. Mnie się coś takiego akurat podoba. Obiektywnie rzecz ujmując nie jest to dobre, za chwilę to poprawie :ok:
Dzięki za komentarze ;)
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
#8
[p.] to jest tag, który wstawia się na początku linijki, którą zaczynać ma akapit, w sensie wcięcie w tekście. Wygląda to tak:
[.p] Jem obiad.
Oczywiście bez tej kropki.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#9
Dodałem akapity, poprawiłem błędy (interpunkcja, składnia, językowe) :ok:
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
#10
A ja dalej widzę błędy, które zostały już wytknięte. Taka rada – skopiuj tekst poprawiającego i wklej go do programu np. Worda i wtedy nanoś poprawki. ;)
Poza tym bardzo dobrze zrobiłeś usuwając ten fragment o ludziach z wioski ;)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości