Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Książę śpi
#1
Ponieważ fragment innego opowiadania zamieszczonego na forum wymaga jeszcze korekty, by był zadowalający, postanowiłem umieścić pierwszy fragment innego opowiadania, które napisałem tak przy okazji. Jest krótkie. Dzisiaj wstawiam pierwszy fragment, resztę wstawię, gdy wrócę z wakacji.


Nazywam się Regdar Urnvir i jestem... cóż, to nie takie proste. Aby ową rzecz wyjaśnić, posłużę się pewną alegorią. Ona bowiem najlepiej obrazuje rolę, jaką przyszło mi pełnić w tamtych dniach, a i nie wymaga używania zbyt wielu dziwnych słów, które mogą okazać się niedokładne.
W starej przypowiastce o księciu, jego żonie i bratanku pojawia się ktoś jeszcze. Ten ktoś postrzegany jest jako postać negatywna, niska i podła. Tą kreaturą jest sługa. Nie wiedzieć dlaczego, taki spotkał go los. Widać trubadurzy nie lubią wierności i praworządności. Otóż jedyną winą owego sługi była troska o los krainy rządzonej przez księcia. Reszta towarzystwa zajmuje się bowiem miłosnymi roszadami. Bratanek księcia chędoży jego żonę, a książę zaniedbuje swe włości, bo głowę zaprząta mu właśnie myśl o zdradzie małżonki. Tedy podły sługa wpada na pomysł, by przyłapać na gorącym uczynku kochanków, co pozwoli wydać księciu wyrok banicji na jego bratanka, a on sam z powrotem zajmie się sprawami królestwa. Intryga się udaje, choć wynik końcowy jest zupełnie inny. Koniec tej opowieści jest taki, że sługa za swe spiski i niegodziwe uczynki zostaje skazany na banicję, kochankowie popełniają samobójstwo, bo nie mogą bez siebie żyć (to jedyna rzecz, która im wyszła dobrze), a książę zostaje sam z ręką w wychodku.
Więc, aby skończyć ten przydługawy wywód, rzeknę, iż ową alegorią jest postać sługi. Byłem zatem podłym i bezdusznym draniem starającym się rozwiązywać sprawy polityczne swej krainy kosztem uczucia dwojga młodych ludzi. Tyle że moja historia była zasadniczo różna od tej przedstawionej powyżej. Ja nie musiałem poszukiwać sposobu na denuncjację jakiegoś nieprawego związku. O nie, ja miałem doprowadzić do zgodnego z wszelkim prawem połączenia córki pewnego wpływowego magnata z innym równie wpływowym księciem, który dostąpiłby wtedy zaszczytu pretendowania do tronu królestwa, któremu służyłem. Mój odpowiednik z drugiej strony zainteresowanej taką koleją losu, mający udzielić mi wszelkiej pomocy w tym kierunku, zwał się Sigdull Lumfenkrak.
Szło nam świetnie. Panna natychmiast szczerą miłością pokochała nowego gacha o gładkich licach i wymiarowej szczęce. Już żeśmy cały plan uzgodnili w kuluarach, ustalili datę ślubu, zamówiliśmy najpiękniejsze dekoracje, wynajęliśmy najlepszych grajków, pięknie wystroiliśmy salę, w której miała się odbyć ceremonia i wtedy... Panna młoda obdarowała swego ukochanego siedemnastoma ranami kłutymi w klatkę piersiową i plecy. Kiedyśmy z szanownym Sigdullem dotarli na miejsce tragedii, zobaczyliśmy widok, jakiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy, a nawet po pijaku nigdy by nam nie przeszło coś takiego przez myśl.
– Ccc... ooooo... t... to... jest? – Sigdull cały osłupiały poruszał swymi ustami niczym na wpół martwy pstrąg przed momentem wyciągnięty z wody. Mnie natomiast zmroziło i zatkało. Kompletnie odjęło mi mowę, a chwilę później chyba i rozum, gdyż przyłapałem się na mamrotaniu niezrozumiałych przez świat słów do samego siebie. W końcu wyjąkałem coś mającego jakiś sens:
– Na ciemną noc, coś ty dziewucho narobiła... – Sprawczyni siedziała skulona w kącie, ściskając ostrze utytłane krwią, cicho szlochała i zdawała się nieobecna. Cud, że nikt przed nami nie usłyszał skowytów tej kaźni. Szczęściem wszystkie służby zamkowe opijały dzisiaj zdrowie panny młodej i pana młodego, toteż leżeli teraz zalani po kątach i innych miejscach. Nawet strażnicy i elitarni gwardziści spuścili dzisiaj z tonu i oddali się pijackiej zabawie. Tylko ja i Sigdull byliśmy jak koty polujące nocą na dzikich łąkach skąpanych w świetle księżyca.
– Regdar, ona go zarżnęła! – wybuchnął mój towarzysz.
– Cicho bądź, nikt nie może się o tym dowiedzieć. Czy ty wiesz, cóż mogłoby się wydarzyć, gdyby przez przypadek zawitała tutaj jakaś służka? Mamy naprawdę wielkie szczęście, iż nikt nie dosłyszał, jak ona ich tutaj dźgała. – Tak, ich, ponieważ w wielkim łożu, zawinięte w splamioną krwią pościel, spoczywały dwa ciała. Księcia Erdunga i, jak się szybko okazało, młodej kobiety o krótkich, złocistych włosach. Oboje byli nadzy, Erdung leżał z odsłoniętą piersią pełną czerwonych plam i linii cieknącej krwi, nieznana dziewka odwrócona była plecami, które wyglądały wcale nie inaczej. Widocznie Erdung chciał jeszcze przed ostatecznym "tak" skorzystać ze swej młodości i wolności. Skończył tragicznie, pewno przyszła żona go nakryła, gdy wykonywał owe nieprzyzwoite ruchy i zwyczajnie go potraktowała sztyletem. Cóż, upokarzająca śmierć w mym mniemaniu.
– Szczęście! Ty chyba masz jakieś wypaczone rozumienie szczęścia. Weź zerknij na tego durnia, może jeszcze dycha, podobno jesteś medykiem. – Sigdull nie specjalnie przejął się moją prośbą o dyskrecję i spokój.
– Nie jestem medykiem – zripostowałem. – Posiadam wiedzę medyczną.
– A to nie to samo? Zresztą, zrób z niej użytek tak czy siak – domagał się Sigdull.
– On nie żyje! – zirytowałem się.
– Jak nie sprawdzisz, to nie będziesz wiedział, a nuż dycha jeszcze.
– Nie dycha, nie mruga i nie będzie tego robił już nigdy, bo nie żyje. – Zdenerwowały mnie te jego paniczne wywody. Stało się źle, szczególnie dla nas, a precyzując dokładniej, dla mnie. Należało zatem wymyślić jakieś wyjście z takiej nieprzyjemnej sytuacji bez zbędnej paniki. Podszedłem do dziewczyny kurczowo trzymającej nóż w czerwonych dłoniach. Z pewnością znajdowała się w szoku, a dodatkowo tonęła we łzach. Nie byłem pewny, czy uda mi się z nią wyjaśnić całe zajście:
– Karilina, czemu go zabiłaś? – spytałem spokojnie, prawie szeptem. Ta łypnęła na mnie swym mokrym okiem zaklejonym kosmykiem poszarpanych włosów. Ciężko i w spazmach z ust poczęły wychodzić dźwięki, które przy dokładnym wysłuchaniu układały się w krótkie zdanie:
– B... bb... bo go kochałam. – Nie muszę chyba mówić, jakież wrażenie zrobiła na mnie ta odpowiedź. Spośród wszystkich pokrętnych, irracjonalnych, niemądrych i zwyczajnie kłamliwych tłumaczeń to właśnie przed chwilą usłyszane słowa wstrząsnęły mną w sposób tak niesamowity, że nie potrafiłem jej odpowiedzieć ani dopytywać się dalej o kolejność zdarzeń.
Zamarłem z rozdziawioną na oścież gębą i musiałem wyglądać przekomicznie. Gdyby ta sprawa nie była tak przykra dla mnie osobiście z powodu grożących mi i Sigdullowi konsekwencji, to prawdopodobnie śmiałbym się do rozpuku, a może i jeszcze dłużej, ale wtedy wcale do radosnych chichotów nikomu się nie zbierało.
Heroizm nie jest w samych bitwach, ale we wszystkich polach życia i nieustannie. Owszem, bitwy dlatego tylko bywają, iż heroizm nie bywa pierwej na polach życia praktykowany.

Cyprian Kamil Norwid

Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Na początek parę błędów. "Nabrałem niepewności, czy uda mi się z nią wyjaśnić całe zajście". Nabrałem niepewności? To nie pasuje mogłoby być na przykład " nie byłem pewny, czy..." Po drugie: " on nie żyje!-zirytowałem się" ...Bo nie żyje.-zirytowały mnie te jego panicznie wywody. " Powtórzenie, nie lepiej dać zdenerwowały? To tyle z mojej strony. Czyta się gładko i mam ochotę na część dalszą. ;)
"W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem" – Ferdynand Kiepski
Odpowiedz
#3
(30-07-2014, 22:18)Trzynasty Rurkowiec napisał(a): Ona bowiem, (bez przecinka)najlepiej obrazuje rolę, jaką przyszło mi pełnić w tamtych dniach, a i nie wymaga używania zbyt wielu dziwnych słów, które mogą okazać się niedokładne.

(...) zostaje skazany na banicję, kochankowie popełniają samobójstwo(przecinek) bo nie mogą bez siebie żyć (to jedyna rzecz, która im wyszła dobrze), a książę zostaje sam z ręką w wychodku.

Więc, aby skończyć ten przydługawy wywód(przecinek) rzeknę, iż ową alegorią jest postać sługi.

Tyle, (bez przecinka)że moja historia była zasadniczo różna od tej przedstawionej powyżej. Ja nie musiałem poszukiwać sposobu na denuncjację jakiegoś nieprawego związku.(...) z innym równie wpływowym księciem, który dostąpiłby wtedy zaszczytu pretendowana(-ania) do tronu królestwa, któremu służyłem. Mój odpowiednik z drugiej strony zainteresowanej taką koleją losu (bez spacji), mający udzielić mi wszelkiej pomocy w tym kierunku, zwał się Sigdull Lumfenkrak.

Kiedyśmy z szanownym Sigdullem dotarli na miejsce tragedii, zobaczyliśmy widok(przecinek) jakiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy, a nawet po pijaku nigdy by nam nie przeszło coś takiego przez myśl.

– Ccc... ooooo... t(myślnik, wielokropek albo bez spacji) to... jest? – Sigdull cały osłupiały poruszał swymi ustami niczym na wpół martwy pstrąg przed momentem wyciągnięty z wody.

Kompletnie odjęło mi mowę, a chwilę później chyba i rozum, gdyż przyłapałem się na mamrotaniu niezrozumiałych przez świat słów dla(do) samego siebie.

Szczęściem, (bez przecinka)wszystkie służby zamkowe opijały dzisiaj zdrowie panny młodej i pana młodego, toteż leżeli teraz zalani po kątach i innych miejscach.

– Regdar, ona go zarżnęła! – wybuchł(wybuchnął) mój towarzysz.

– (...) Czy ty wiesz, cóż mogłoby się wydarzyć (przecinek) gdyby przez przypadek zawitała tutaj jakaś służka? Mamy naprawdę wielkie szczęście, iż nikt nie dosłyszał (przecinek) jak ona ich tutaj dźgała. – Tak, ich, ponieważ w wielkim łożu, zawinięte w splamionej krwią pościeli(w splamioną krwią pościel)(przecinek) spoczywały dwa ciała.

Księcia Erdunga i jak się szybko okazało (Z tego zrobiłabym wtrącenie)młodej kobiety o krótkich, złocistych włosach.

Widocznie Erdung chciał jeszcze przed ostatecznym "tak", (bez przecinka)skorzystać z(ze) swej młodości i wolności.

– Jak nie sprawdzisz, to nie będziesz wiedział, a nóż(nuż) dycha jeszcze.

Ta łypnęła na mnie swym mokrym okiem, (bez przecinka)zaklejonym kosmykiem poszarpanych włosów.

– B..(brakuje jednej kropki)bb..(brakuje jednej kropki)bo go kochałam(kropka) – Nie muszę chyba mówić(przecinek) jakież wrażenie zrobiła na mnie ta odpowiedź. Z pośród wszystkich pokrętnych, irracjonalnych, niemądrych i zwyczajnie kłamliwych tłumaczeń,(bez przecinka) to właśnie przed chwilą usłyszane słowa wstrząsnęły mną w sposób tak niesamowity, że nie potrafiłem jej odpowiedzieć,(bez przecinka) ani dopytywać się dalej o kolejność zdarzeń.

Zamarłem z rozdziawioną gębą na oścież(z rozdziawioną na oścież gębą) i musiałem wyglądać przekomicznie.

O, widzę, że w Twoim przypadku wyjazd wakacyjny sprzyja produktywności. :D Dobrze, chętnie poczytam o innej przygodzie tego bohatera. :)
Nie mam za bardzo nic do powiedzenia, ale zapowiada się ciekawie. Zastanawiam się, jakie też będzie rozwiązanie tej sytuacji. :D
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
Nie wiem jak innym, ale trudno mi było przebrnąć przez ten tekst. Ale za to ciekawy pomysł ;)
Fear is not "evil". It tells you what your weakness is. And once you know your weakness you can become strong as well as kind – Gildarts of Fairy Tail
Odpowiedz
#5
Nie zauważyłem problemu z tym by przebrnąć :D
Ba!
Czekam na więcej, uwag brak, bo i zapowiada się ciekawie. Moja dość plastyczna wyobraźnia zapewniła mi za to ciekawy widok w postaci zwłok. No cóż...
*podnosi kielich*
Polać mu, dobrze pisze.
Odpowiedz
#6
– Ona go kochała... Sigdull... powiedz, że mnie kochasz i zadźgaj mnie. – Bałem się, iż do reszty odjęło mi rozum w tamtej chwili. Lumfenkrak przeobraził się w postać wioskowego przygłupa, do którego wszyscy zwracają się w prostych słowach i pojąwszy rozkaz, ruszył na mnie. Nic się jednak nie zdarzyło, bo nagle stanął przed moim obliczem i gapił się jak w obrazek. Zląkłem się, że być może zaraz mnie pocałuje (trzeba uważać na swoje życzenia!), lecz Sigdull wyjął zza pazuchy bukłaczek. Odkręcił, wypił i podał mi. Zrobiłem to samo.
Dobrze mi ten łyk zrobił. Czułem, że przez ciało przetacza się odwieczna walka między wodą a ogniem, zimna z gorącem. Może nawet dobra ze złem, choć to już raczej me wybujałe mniemanie o rzeczach dziejących się wokół.
– Ech, Regdar, powiedzmy sobie to wprost: jesteśmy w dupie. W wielkiej, głębokiej, ziejącej olbrzymim, czarnym otworem dupie. Jeszcze wódeczki?
– A, daj jeszcze, może mnie olśni. – Pociągnąłem kolejny łyk i znowu przez krótki moment stałem się areną walki między potężnymi siłami rządzącymi światem. Potem nastąpił bolesny powrót do rzeczywistości.
– A niech i ciebie olśni, ja mam już jeden pomysł w głowie – pochwalił się Sigdull.
– Taa? A jakiż to? – spytałem od niechcenia.
– Wywalimy tych szlachetków przez okno i pryśniemy przed wschodem słońca.
– Niezły plan, gdybym wypił nieco więcej, może i bym na niego przystał. Wiesz, co to za kurwa, z którą sobie nasz dobrze urodzony pohasał?
– Regdar... to nie jest żadna kurwa... ona pełniła rolę głównego zwiadowcy drużyny książęcej, wysoka rangą pani oficer... córka hrabiego Jaldwinga... młoda i ambitna, jak widać... widać, była gotowa na wszystko...
– Masz więcej takich dobrych wieści? – prychnąłem.
– Z mojej strony wszystko, a ty? Masz jakieś wesołe informacje dla mnie, o których jeszcze nie wiem?
– Wszystko, co powinieneś wiedzieć, już wiesz, nie jestem u siebie. Nie znam tutejszych koneksji i spisków. Wystarczy mi wiedzy o tych, o których już wiem u siebie, w tak zwanym "domu".
– Uważasz Poznamar za swój dom? – spytał ciekawie Sigdull.
– Na razie tak. Mój los został związany z osobą tamtejszego regenta. Dopóki on tam pociąga za sznurki, jestem uwiązany... – wyjaśniłem mój ponury los.
– Jesteś czyjąś marionetką? – To był poważny kuksaniec z jego strony.
– Tak tego bym nie nazwał. Wiąże nas... hmm... moc przysięgi.
– Przysięgi, powiadasz? Tak, odwieczna moc kryjąca się za przysięgą, ciężko coś takiego złamać. Chyba że się nie wierzy w takie rzeczy. Nie obraź się, ale wydajesz mi się troszkę zabobonny. – Wcześniej niespecjalnie interesował się moją historią, a nawet nie zważał zbytnio, jak poprawnie wymawiać moje imię. Nazywał mnie Redgarem. Powinienem był się na niego obrazić bądź jakieś nieprzyjemne dąsy w jego stronę wystosować. Nie jestem jednak taki, takie uszczypliwości bardziej leżą w naturze głupiutkich panienek na miarę szlachetnie urodzonej Kariliny. Ta ostatnia zyskała dodatkowo miano morderczyni, całkiem nieźle jak na szesnastoletnią, ponoć cnotliwą, dziewuszkę.
– Może nie debatujmy teraz zbytnio nad sprawami odwiecznych Sił rządzących tym padołem łez, a skupmy się... Kurwa mać, łap ją szybko
Gdybym wtedy nie zareagował tak gwałtownie, odtrącając na bok pokaźną postać Sigdulla i nie rzucił się w kierunku mej, jakby nie było, podopiecznej usiłującej skończyć definitywnie swój żywot przy drobnej pomocy okna i wysokiej wieży, to z pewnością moglibyśmy odłożyć na bok wcześniejszą rozmowę i zrobić dokładnie to samo. Szczęściem pochwyciłem durną dziewkę, nim ta zdążyła bardziej napsocić. Co ciekawe, wciąż w dłoni ściskała sztylet. Nagle uświadomiłem sobie, że pozwoliłem jej go przez cały ten czas dzierżyć, narażając na mogącą się pojawić pokusę, by wszystko zakończyć jednym (góra dwoma) precyzyjnym pchnięciem. Natychmiast ścisnąłem jej dłoń, a ta jęcząc z bólu, wypuściła narzędzie zbrodni z rąk. Zaraz też zatkałem jej usta, ścisnąłem lekko szyję i parę chwil potem wypuściłem bezwładne ciało na drewnianą podłogę.
– Zabiłeś ją? – Odkąd poznałem Sigdulla, coraz częściej zdawałem sobie sprawę z faktu, że ludzka głupota potrafi być nieograniczona.
– Po co bym ją ratował? – rzuciłem ironicznie.
– To co jej zrobiłeś? – Ten człowiek był połączeniem dwóch skrajności, arogancji i zwyczajnej tępoty. Wtedy przekonałem się o tym już całkowicie.
– Lekko ją poddusiłem, by straciła przytomność. Nie będzie nam już więcej sprawiała problemów. Przynajmniej przez jakiś czas – podsumowałem.
– Ale obudzi się? – Jak ten człowiek znalazł się tam, gdzie był obecnie, pozostawało tajemnicą.
– Jasne, ale nie wiem, czy nie będzie jak kłoda – zażartowałem.
– Kłoda? – I po co ja mu takie rzeczy mówiłem.
– Ech, nic jej nie będzie! – ściszyłem znowu głos. – Obudzi się jutro lekko zamroczona, ale nic się jej więcej nie stanie. Może nawet pomyśli, iż wszystko, co się poprzedniej nocy wydarzyło, to głupi sen, jeżeli oczywiście coś wymyślimy.
– Aha – skwitował Sigdull. Ja natomiast pomyślałem, że czeka mnie ciężka noc.
Heroizm nie jest w samych bitwach, ale we wszystkich polach życia i nieustannie. Owszem, bitwy dlatego tylko bywają, iż heroizm nie bywa pierwej na polach życia praktykowany.

Cyprian Kamil Norwid

Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Nie poprawiam błędów, ponieważ oddaję to pracy sprawdzających, którzy na pewno zrobią to ode mnie lepiej :ok:

Od strony treści jest zajebiście, stary! Świetny styl, no i humor wpleciony. Uśmiechnęłem się przy głupocie Sigdulla :) Fajne porównania no i wgl mistrzostwo w porównaniu do mnie :P
Pisz dalej, powodzenia :ok:
"Gdzieś pomiędzy złem a dobrem jest zdrowy rozsądek. Tego się trzymajmy." ~ Verguun z południa
"Pieprzyć przeciwników, to ty masz być tym wygranym!" ~ Polleck z Aster Mit

Myśliwi!!!!
Odpowiedz
#8
(06-08-2014, 12:50)Trzynasty Rurkowiec napisał(a): Dobrze mi ten łyk zrobił. Czułem, że przez moje ciało przetacza się odwieczna walka między wodą,(bez przecinka) a ogniem, zimna z gorącem.

– Masz więcej takich dobrych wieści? – prychnąłem(bez spacji) .

– Uważasz Poznamar, (bez przecinka) za swój dom? – spytał ciekawie, (bez przecinka)Sigdull.

– Przysięgi(raczej przecinek) powiadasz? (...) Chyba,(bez przecinka) że się nie wierzy w takie rzeczy. (...) – Wcześniej nie specjalnie(niespecjalnie) interesował się moją historią, a nawet nie zważał zbytnio (przecinek) jak poprawnie wymawiać moje imię. Nazywał mnie, (bez przecinka)Redgarem. Powinienem był się na niego obrazić,(bez przecinka) bądź jakieś nieprzyjemne dąsy w jego stronę wystosować.

– Może nie zgłębiajmy się teraz zbytnio nad(zgłębiać można coś, nie nad czymś)sprawami odwiecznych Sił rządzących tym padołem łez, a skupmy się...

Gdybym wtedy nie zareagował tak gwałtownie, odtrącając na bok pokaźną postać Sigdulla i nie rzucił się w kierunku mej, jakby nie było(przecinek) podopiecznej,(bez przecinka) usiłującej skończyć definitywnie swój żywot przy drobnej pomocy okna i wysokiej wieży, to z pewnością moglibyśmy odłożyć na bok wcześniejsza rozmowę i zrobić dokładnie to samo. Szczęściem, (bez przecinka)pochwyciłem durną dziewkę(przecinek) nim ta zdążyła bardziej napsocić.

Nagle uświadomiłem sobie, że pozwoliłem jej go,(bez przecinka) przez cały ten czas dzierżyć, narażając na mogącą się pojawić pokusę, by wszystko zakończyć jednym (góra dwoma) precyzyjnym pchnięciem.

Natychmiast ścisnąłem jej dłoń, a ta jęcząc z bólu (przecinek)wypuściła narzędzie zbrodni z rąk.

– To, co jej zrobiłeś? – Ten człowiek był połączeniem dwóch skrajności, arogancji i zwyczajnej tępoty. Wtedy,(bez przecinka) przekonałem się o tym już całkowicie.

Jak ten człowiek znalazł się tam(przecinek) gdzie był obecnie pozostawało tajemnicą.

– Jasne, ale nie wiem(przecinek) czy nie będzie jak kłoda – zażartowałem.

– Ech, nic jej nie będzie! – ściszyłem znowu głos(kropka)– Obudzi się jutro lekko zamroczona,(...)

Bardzo mi się podoba. :) Właśnie takie teksty lubię: bohaterowie mają swój własny charakter, ich dialogi są naturalne i świetnie urozmaicają akcję, a fabuła wciąga. Nic tylko czekać na więcej. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#9
Fragment poprawiony, następny już w kolejce.
Heroizm nie jest w samych bitwach, ale we wszystkich polach życia i nieustannie. Owszem, bitwy dlatego tylko bywają, iż heroizm nie bywa pierwej na polach życia praktykowany.

Cyprian Kamil Norwid

Odpowiedz
#10
(30-07-2014, 22:18)Trzynasty Rurkowiec napisał(a): Księcia Erdunga, i (ten przecinek ma być po 'i', a nie przed) jak się szybko okazało, młodej kobiety o krótkich, złocistych włosach.

– Nie jestem medykiem – zripostowałem (kropka i po myślniku dużą literą) – posiadam wiedzę medyczną.
– A to nie, (zbędny przecinek) to samo?

To tyle do pierwszego fragmentu. Zaraz zabieram się za drugi.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości