Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Legenda o Yleisie
#1
Krótka historyjka napisana pod wpływem przeczytania jednej z opowiastek w "Niedokończonych opowieściach".


Pewien Skaw imieniem Yleis znany w okolicy z bystrego umysłu i wielkiego talentu do kształtowania wszelkiego materiału wedle własnej woli, postanowił wyryć podobiznę swego niedawno zmarłego ojca w jesionie rosnącym o rzut kamieniem od jego domostwa. Trudził się srogo przez cały miesiąc, gdy skończył, pod owym wizerunkiem wyrył runy układające się w słowo „MIES”, takie imię nosił zaś ukochany ojciec Yleisa.
Następnego dnia po ukończeniu swej pracy usiadł pod drzewem i począł rozmyślać. Daleko na horyzoncie majaczyła mu w oczach iglica, wielka góra nazwana w pradawnych czasach Dionvallinenem. Tam bowiem kierował swe myśli, gdyż wierzył, że silny duch ojca udał się właśnie na szczyt owej kolumny, by dołączyć do Letha i jego wojowników oczekujących Ostatniej Bitwy.
Zasępił się nad swym dalszym życiem. Bał się losu, który go czekał, nie wyobrażał sobie dalszego bytowania bez mądrych rad swego starszego, dzięki którym będzie wiedział, jak godnie postępować. Spojrzał na wyryte jego rękoma oblicze bliskiej mu osoby i powiedział:
– Odszedłeś ode mnie, lecz nie mam ci tego za złe. Twój czas bowiem się skończył i róg Dionvallinenu wezwał cię na służbę, lecz proszę, ilekroć nie będę wiedział, cóż czynić, niech ten wiatr, który tak ukochałeś, szpetnie mi dyskretnie jedną z twych rad, bądź inną pomoc ofiaruje.
Odwrócił się następnie i odszedł do swego domostwa rozpalić ogień. Wieczór już zapadał i blask słońca tonął powoli w granatowym płaszczu Huntu. Takoż ludzie zwali niebo, gdy opuszczało je słońce.
Yleis rozniecił ogień w palenisku, zjadł wieczerzę i przy trzaskających płomieniach oddał się całkowicie zwyczajowi, o którym mówiono, iż jest tak stary jak sam świat. Mowa oczywiście o paleniu fajki. W końcu zasnął spokojnym snem, troski i niepokój usuwając na bok. Następne dni, tygodnie, a w końcu i miesiące nie przyniosły mu zmian. Życie toczyło się tymi samymi torami i nic nie zwiastowało zmiany.
Pewnego dnia, wracając z lasu, gdzie ciężko pracował na wycince, rzucony został przez Przeznaczenie na głębokie wody. Spostrzegł dwóch bandytów grożących nagim ostrzem młodej kobiecie o jasnych włosach. Przeraził się nie na żarty. Za woja wśród ziomków nie uchodził, a i z odwagą bywało różnie. Zawsze w tej kwestii polegał na ojcu, a teraz stanął sam na sam z sytuacją grożącą utratą życia. Skulił się wśród mchów i zarośli. Myślał chaotycznie, co powinien zrobić. Jeden głos radził mu uciekać i takie rozwiązanie wydało mu się najrozsądniejsze. Tyle że inne uczucie nie pozwalało mu przejść obojętnie nad zaistniałą sytuacją, w której niewinna osoba miała zostać ofiarą zbójców. Będąc osobą obdarzoną bystrością i dużą inteligencją, wymyślił sposób na przechytrzenie niegodziwców. Inną umiejętnością, wydawałoby się całkowicie nieprzydatną, a w zaawansowanym stopniu opanowaną przez Yleisa, było naśladowanie odgłosów dzikich zwierząt. Nauczył się tego w czasie polowań z ojcem i innymi myśliwymi.
Wnet rozpoczął swój koncert. Echem rozbrzmiały pomruki tego, co żyje wśród dzikich ostępów i koron drzew. Rabusie okazali się być jednak kłusownikami i kiedy posłyszeli wszystkie te dźwięki poczęli się rozglądać za ich źródłem. Wprawni łowcy-renegaci wpadli na trop prowadzący do Yleisa. Jeden z nich cisnął swą włócznię w miejsce, gdzie owe głosy miały swe ujście. Omal nie trafił Yleisa w nogę, lecz ten ostatni miał niezwykłe szczęście. Umknął prędko, z dala od swych niedoszłych oprawców. Ci niestety zauważyli go i popędzili za nim, zostawiając swą wcześniejszą ofiarę skrępowaną.
Yleis opadł zdyszany na pokrytą mokrym mchem glebę. Czuł już śmierć zbliżającą w postaci podłych myśliwych. Przeklinał szpetnie i miotał klątwami na cały świat, ale przede wszystkim na siebie, za to, że udawał bohatera, którym nie jest. Niespodziewany świst przeciął powietrze, wprawiając rozłożyste gałęzie prastarych drzew w gwałtowny ruch. Nie uszło to uwadze Yleisa. W myślach usłyszał znajomy szept, lecz nie potrafił stwierdzić, do kogo należy. Głos kazał mu biec w kierunku szeleszczących liści i traw. Nie rozmyślając długo, poderwał się i pobiegł. Przedzierając się między nieznanymi mu krzewami, spoglądał za siebie, mając nadzieję na ujrzenie pustej przestrzeni. Nadzieja ta się ziściła. Trafił zdziwiony w miejsce osłonięte zewsząd roślinami. Był nieco zrozpaczony i rozczarowany, na powrót ogarnęły go mroczne wizje śmierci. Gdy wszystko zdawało się zmierzyć ku tragicznemu końcowi, w pniu dawno ściętego drzewa znalazł potężny łuk i kołczan. Wprawny w posługiwaniu się tą bronią, chwycił ją momentalnie i napiął cięciwę. Bandyci właśnie wbiegli w zieloną obręcz osłaniającą Yleisa i jeden z nich padł rażony strzałą wypuszczoną nie wiadomo kiedy i skąd. Drugi odskoczył w bok, wpadając plecami na pień wielkiego dębu. Yleis wystrzelił drugą strzałę, ta trafiła obok otępiałego rzezimieszka. Drewno, z którego wykonany został pocisk, ni z tego, ni z owego zamieniło się w gałąź oplatającą wystraszonego człowieka. Strzelec stał jak wryty, obserwując to magiczne zjawisko z lekkim niepokojem.
Ciągle trwał z niedowierzaniem na twarzy spoglądając na wykrzywione w strasznym grymasie oblicze podłego łowczego, którego udusił pęd powstały z wystrzelonej przezeń strzały. Rzucił jeszcze okiem na drugiego, tego co oberwał grotem jako pierwszy i zaraz padł. Z oka wystawał mu szpikulec, ostatnia rzecz widziana przez niego przed śmiercią. Yleis przypomniał sobie o związanej dziewczynie i pociągnął z powrotem do niej. Okazało się, że dziewka miała na imię Oliena i była strażniczką tegoż lasu. Wcześniej to zadanie wykonywali jej przodkowie.
Wróciła wraz z Yleisem do jego chaty, ten ją opatrzył i się nią zaopiekował. Pewnego dnia, gdy Oliena czuła się już dobrze, stanęła przed jesionem z podobizną starszego mężczyzny. Spytała Yleisa, dlaczego ów mężczyzna trzyma w ręku niewidzialny łuk, Yleis nie pojął, o co jej chodzi. Sam przyszedł sprawdzić, o czym mówi dziewczyna. I rzeczywiście. Jak sam dobrze pamiętał, w drzeworycie znajdował się łuk jako atrybut postaci, teraz go jednak nie było. Rzeźbiarz roześmiał się, zrozumiał bowiem, cóż się wydarzyło. Jego modły zostały wysłuchane. Od tamtej pory oboje, już jako mąż i żona, przychodzili co rok w czasie przesilenia letniego, by zapalić pod jesionem płomyczek pamięci. Na zawsze też ostała się mądrość, iż obdarowywanie swych dzieł pamięcią o kimś zmarłym daje im część jego mocy. Niestety, gdy przekazuje się takową moc, trzeba się liczyć z możliwością straty innej cennej rzeczy bądź dzieleniem niedoli z owym przedmiotem.
Heroizm nie jest w samych bitwach, ale we wszystkich polach życia i nieustannie. Owszem, bitwy dlatego tylko bywają, iż heroizm nie bywa pierwej na polach życia praktykowany.

Cyprian Kamil Norwid

Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Legenda przyzwoita jak na legendę przystało. Błędów nie będę sprawdzać, bo się na tym nie znam. Mam tylko jedno zastrzeżenie. " Pewnego dnia wracając z lasu, gdzie ciężko pracował na wycince, rzucony został przez Przeznaczenie na głębokie wody." To przeznaczenie mi tam za nic nie pasuje. Mogła to być ewentualnie próba albo po prostu " Pewnego dnia wracając z lasu, gdzie ciężko pracował na wycince, spostrzegł dwóch bandytów grożących nagim ostrzem młodej kobiecie o jasnych włosach." To tyle. Jak masz młodsze rodzeństwo to możesz zapunktować i opowiedzieć im to na dobranoc. ;)
Odpowiedz
#3
Zgodzę się, że legenda przyzwoita jak na legendy, ale mnie się ciężko czytało. nie wiem, czy kwestia stylistyczna czy językowa, ale okrutnie mnie to zmęczyło.
Co nie zmienia faktu, że poza tym raczej płynnie się przechodzi ze zdania do zdania.
Wszelkie błędy zostawiam do sprawdzenia tym, co się na tym znają : )
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#4
(28-07-2014, 00:55)Trzynasty Rurkowiec napisał(a): Pewien Skaw,(bez przecinka) imieniem Yleis,(bez przecinka) znany w okolicy z bystrego umysłu i wielkiego talentu do kształtowania wszelkiego materiału wedle własnej woli, postanowił wyryć podobiznę swego niedawno zmarłego ojca w jesionie,(bez przecinka) rosnącym o rzut kamieniem od jego domostwa. Trudził się srogo przez cały miesiąc, gdy skończył (przecinek)pod owym wizerunkiem wyrył runy układające się w słowo „MIES”, takie imię nosił zaś ukochany ojciec Yleisa.

Tam,(bez przecinka) bowiem kierował swe myśli, gdyż wierzył, że silny duch ojca udał się właśnie na szczyt owej kolumny, by dołączyć do Letha i jego wojowników oczekujących Ostatniej Bitwy.

Bał się losu, który go czekał, nie wyobrażał sobie dalszego bytowania bez mądrych rad swego starszego, dzięki którym będzie wiedział (przecinek) jak godnie postępować.

– Odszedłeś ode mnie, lecz nie mam ci tego za złe. Twój czas bowiem się skończył i róg Dionvallinenu wezwał cię na służbę, lecz proszę, ilekroć nie będę wiedział (przecinek)cóż czynić, niech ten wiatr, który tak ukochałeś, szpetnie mi dyskretnie jedną z twych rad, (bez przecinka)bądź inną pomoc ofiaruje.

Odwrócił się następnie i odszedł rozpalić ogień do swego domostwa. (do swego domostwa rozpalić ogień)

Pewnego dnia(przecinek) wracając z lasu, gdzie ciężko pracował na wycince, rzucony został przez Przeznaczenie na głębokie wody.

Tyle,(bez przecinka) że inne uczucie nie pozwalało mu przejść obojętnie nad zaistniałą sytuacją, w której niewinna osoba miała zostać ofiarą zbójców. Będąc osobą obdarzoną bystrością i dużą inteligencją (przecinek)wymyślił sposób na przechytrzenie niegodziwców. Inną umiejętnością, wydawałoby się całkowicie nieprzydatną, a w zaawansowanym stopniu opanowaną przez Yleisa (przecinek)było naśladowanie odgłosów dzikich zwierząt.

Rabusie okazali się być jednak kłusownikami i kiedy posłyszeli wszystkie te dźwięki (przecinek)poczęli się rozglądać za ich źródłem.

Zaklął(Klął – potem jest czasownik niedokonany) szpetnie i miotał klątwami(To brzmi podobnie do "kląć", więc albo zostawiłabym jedno, albo zmieniła wyrażenie) na cały świat, ale przede wszystkim na siebie, za to, że udawał bohatera(przecinek) którym nie jest. Niespodziewany świst przeciął powietrze(przecinek) wprawiając rozwlekłe(Raczej "rozległe" albo "rozłożyste") gałęzie prastarych drzew w gwałtowny ruch.

W myślach usłyszał znajomy głos, lecz nie potrafił stwierdzić (przecinek)do kogo należy. Głos kazał mu biec w kierunku szeleszczących liści i traw.

Przedzierając się między nieznanymi mu krzewami, spoglądał za siebie(przecinek) mając nadzieję na ujrzenie pustej przestrzeni.

Wprawny w posługiwaniu się tą bronią (przecinek)chwycił ją momentalnie i napiął cięciwę.

Drugi odskoczył w bok(przecinek) wpadając plecami na pień wielkiego dębu.

Drewno, z którego wykonany został pocisk(przecinek) ni z tego, ni z owego zamieniło sie(się) w gałąź oplatającą wystraszonego człowieka. Strzelec stał jak wryty(przecinek) obserwując te(to) magiczne zjawisko z lekkim niepokojem.

Ciągle trwał z niedowierzaniem na twarzy(przecinek) spoglądając na wykrzywioną w strasznym grymasie twarz podłego łowczego, którego udusił pęd powstały z wystrzelonej przezeń strzały. Rzucił jeszcze okiem na drugiego, tego(przecinek) co(Lepiej "który") oberwał grotem jako pierwszy i zaraz padł.

Wcześniej te(to) zadanie wykonywali jej przodkowie.

Wróciła wraz z Yleisem do jego chaty, ten ja(ją) opatrzył i się nią zaopiekował. Pewnego dnia (przecinek)gdy Oliena czuła się już dobrze, stanęła przed jesionem z podobizną starszego mężczyzny. Spytała się (zbędne)Yleisa (przecinek)dlaczego ów mężczyzna trzyma w ręku niewidzialny łuk, Yleis nie pojął (przecinek)o co jej chodzi. Sam przyszedł sprawdzić(przecinek) o czym mówi dziewczyna.

Jak sam dobrze pamiętał (przecinek)w drzeworycie znajdował się łuk, (bez przecinka)jako atrybut postaci, teraz go jednak nie było. Rzeźbiarz roześmiał (się), zrozumiał bowiem, cóż sie(się) wydarzyło.

Niestety, gdy przekazuje się takową moc, trzeba się liczyć z możliwością starty(straty) innej cennej rzeczy bądź dzieleniem niedoli z owym przedmiotem.

Zacznę od mankamentów – zauważyłam, że niekonsekwentnie stawiasz przecinki: raz za imiesłowem przysłówkowym dajesz przecinek, raz nie, raz przed "bądź" przecinek postawiłeś, a raz nie.

A tak poza tym to historia mi się podobała, między innymi dlatego, że bardzo lubię twórczość Tolkiena ("Niedokończonych opowieści" niestety nie czytałam, ale pewnie za jakiś czas nadrobię ów brak). W tym opowiadaniu według mnie bardzo wyraźnie widać wzorowanie na dziele Tolkiena, styl jest podobny, ale przede wszystkim koniec walki z bandytami i samo zakończenie bardzo pachnie Tolkienem. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
(28-07-2014, 10:11)Vetala napisał(a): W tym opowiadaniu według mnie bardzo wyraźnie widać wzorowanie na dziele Tolkiena, styl jest podobny, ale przede wszystkim koniec walki z bandytami i samo zakończenie bardzo pachnie Tolkienem. :)

To by wiele wyjaśniało – nigdy nie potrafiłam przebrnąć przez styl pisania Tolkiena, niestety.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#6
(28-07-2014, 00:55)Trzynasty Rurkowiec napisał(a): Omal nie trafił Yleisa w nogę, lecz ten ostatni miał niezwykłe szczęście.
"ten ostatni" wydaje mi się nie potrzebne.

Ciekawa historia. Jednak czy opowiadałbym to dzieciom? Wątpię.
Podoba mi się puenta. Dobrze napisane. ;)
Once bitten, twice shy.

Moje opowiadania:
Odcienie
Dream
Opowieści menelskie
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Tekst poprawiony. Nie spodziewałem się, że tekst sprawi komuś jakieś trudności. Miałem wrażenie, że zdanie są w miarę proste i nieskomplikowane. No cóż, miało być szybko, prosto i łatwo, ale rozumiem, że niektórym taki styl pisania może nie odpowiadać. Styl Tolkiena jest przez jednych ubóstwiany, a przez innych nienawidzony. Mi się on po prostu podoba i uważam, że do pisania czegoś na kształt mitologii czy legendy nadaje się świetnie.
Heroizm nie jest w samych bitwach, ale we wszystkich polach życia i nieustannie. Owszem, bitwy dlatego tylko bywają, iż heroizm nie bywa pierwej na polach życia praktykowany.

Cyprian Kamil Norwid

Odpowiedz
#8
Bardzo podobny styl do Tolkiena :D Sama historia też brzmi jakby się wydarzyła w Śródziemiu ^^ Bardzo fajne, łatwo i szybko się czyta :D
Fear is not "evil". It tells you what your weakness is. And once you know your weakness you can become strong as well as kind – Gildarts of Fairy Tail
Odpowiedz
#9
Cytat: Trudził się srogo przez cały miesiąc, ( dodałabym spójnik "a" ) gdy skończył, pod owym wizerunkiem wyrył runy układające się w słowo „MIES”, takie imię nosił zaś ( Zaś nie pasuje, gdyż synonimy tego słowa to między innymi: natomiast, podczas gdy, tymczasem. Pasuje "bowiem". ) ,ukochany ojciec Yleisa.

Bał się losu, który go czekał, ( jakiś spójnik albo "nie wyobrażając sobie... " ) nie wyobrażał sobie dalszego bytowania bez mądrych rad swego starszego, dzięki którym będzie wiedział, jak godnie postępować.

Spojrzał na wyryte jego ( własnymi ) rękoma oblicze bliskiej mu osoby i powiedział:

Twój czas bowiem się skończył i róg Dionvallinenu wezwał cię na służbę, lecz proszę, ilekroć nie będę wiedział, cóż ( lepiej "co czynić" ) czynić, niech ten wiatr, który tak ukochałeś, szpetnie ( szepnie ) mi dyskretnie jedną z twych rad, bądź inną pomoc ofiaruje.

Następne dni, tygodnie, a w końcu i miesiące nie przyniosły mu zmian. Życie toczyło się tymi samymi torami i nic nie zwiastowało zmiany.

Pewnego dnia, wracając z lasu, gdzie ciężko pracował na (przy ) wycince, rzucony został przez ( zbędna spacja ) Przeznaczenie na głębokie wody. ( niezbyt ładne połączenie – "Przeznaczenie rzuciło go na..." )

Wprawni łowcy-renegaci wpadli na trop prowadzący do Yleisa. Jeden z nich cisnął swą włócznię w miejsce, gdzie owe głosy miały swe ujście ( swe źródło ).

Czuł już śmierć zbliżającą ( się ) w postaci podłych myśliwych.

Gdy wszystko zdawało się zmierzyć ( zmierzać ) ku tragicznemu końcowi, w pniu dawno ściętego drzewa znalazł potężny łuk i kołczan.

Yleis wystrzelił ( wypuścił ) drugą strzałę, ta ( która zamiast ta ) trafiła obok otępiałego rzezimieszka.

Ciągle trwał z niedowierzaniem na twarzy ( Potraktowałabym to jako wtrącenie, ponieważ zdanie nie jest jasne – czy "Ciągle trwał z niedowierzaniem na twarzy", czy "z niedowierzaniem na twarzy spoglądając" ) spoglądając na wykrzywione w strasznym grymasie oblicze podłego łowczego, którego udusił pęd powstały z wystrzelonej przezeń strzały.

Wróciła wraz z Yleisem do jego chaty, ten ją opatrzył i się nią zaopiekował ( szyk – lepiej "i otoczył opieką" ).

Nie wiem, czy zamierzasz kontynuować, a to jest tylko epilog-legenda, czy tekst stanowi całość. Legenda ciekawa, dobrze napisana, tylko odrobinę mało emocjonalna. Dlatego mam wrażenie, że jest tylko epilogiem :).
Odpowiedz
#10
Nie, nie zamierzam tej opowiastki w żaden sposób kontynuować. To zamknięta historia, tak jakby mały wycinek z dziejów, który sprawia, że świat tam opisywany staje się mniej płaski. Chyba tak należy to ująć.
Heroizm nie jest w samych bitwach, ale we wszystkich polach życia i nieustannie. Owszem, bitwy dlatego tylko bywają, iż heroizm nie bywa pierwej na polach życia praktykowany.

Cyprian Kamil Norwid

Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Miniatura Legenda o piwe Świdnickim. Finneus 11 2,683 21-03-2014, 22:37
Ostatni post: van Tesse

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości