Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Odcienie
#1
Nadszedł czas na mój debiut. Mam cichą nadzieję, że nie spalicie mnie na stosie za wszystkie błędy, które znajdziecie ;p Postaram się każdą krytykę przyjąć na klatę i pozytywnie wykorzystać ;)

Odcienie
Czy wiecie, czym jest ciemność? Jeśli myślicie, że to pochmurna noc lub zamknięty pokój pozbawiony okien, to tak naprawdę jesteście w błędzie. Wyobraźcie sobie sześcienne pudełko, szczelnie obite i wyrzucone na dno Rowu Mariańskiego. Nie mogę zobaczyć czubka swojego nosa, a co dopiero tego, co mnie otacza. Krocząc przed siebie, nie natykam się na żadną przeszkodę. Droga bez ściany, fotela czy nawet podestu. Prosta mozaika pozbawiona wad. Jestem więźniem wrzuconym do wielkiej celi, skąd nie ma ucieczki. Zostawiony na pastwę samemu sobie. Tak jakby ktoś kazał mi usiąść i myśleć, ciągle zadawać sobie pytania. Skąd? Jak? Gdzie? Może to właśnie tak wygląda piekło? Nie są to płonące stosy grzeszników, lecz zostawienie człowieka z błędami, które popełniło się podczas swojego życia.
Nie potrafię określić, ile czasu tutaj tkwię. Czekam na wybawienie. Szukam wyjścia, lecz go nie ma.
Nuda. Wielka, cholerna nuda. Każda chwila dobija mnie swą nieskazitelnością. Cisza... Wszechogarniająca, niekomfortowa i straszna. Tęsknię za dźwiękami. Piosenki, szum liści, a nawet skrobanie widelca po talerzu by mnie ucieszyło. Krzyczałem. To nic nie zmieniało, lecz dawało mi na moment poczucie ulgi. Czy to pierwsze objawy choroby psychicznej? Myślałem już o samobójstwie. Nie raz o tym rozmyślałem, lecz nie sądziłem, iż mógłbym być do tego zdolny. Zawsze uważałem, że jeśli się zabiję, będę egoistą. Co z moją rodziną? Cierpieliby... Stałbym się tchórzem, gdybym to zrobił. Teraz wszystko się zmieniło. Jestem sam. Kto to zauważy? Może spróbować rozbić sobie głowę o podłogę? Nie do wykonania. Widziałem raz dwóch dresów walących się po głowie jak młotami. Obaj przeżyli i nawet mieli się dobrze. Przegryźć sobie żyły? Mózg sam zmniejszy nacisk i nie pozwali tego zrobić. Zagłodzić też się nie zagłodzę. Odkryłem, że nie odczuwam bólu, zmęczenia ani żadnych potrzeb fizycznych. Jest tylko to, co powstaje w głowie. Strach, złość, nadzieja, ciekawość. Ten, kto mnie tu wsadził, nie ma jaj, aby mnie zabić. Woli torturować psychicznie. Modlę się. Wiara daje mi nadzieję, pozwala zachować spokój. Mimo że ciszy mam już zanadto, wciąż próbuję. Trzeba mieć nadzieję. Wiem, że Bóg istnieje, nawet gdy cuda zdarzają się bardzo rzadko. Może będę miał to szczęście i mnie stąd wyciągnie.
Świadomość, że nie mogę do nikogo otworzyć ust, dobija mnie. Zastanawiałem się kiedyś: Co byłoby dla mnie największą katastrofą? To, że ktoś ukradnie mi samochód, spali dom? Jezu! Jaki ja byłem przyziemny... Nie wiedziałem, że najgorsze, co mnie może spotkać, to samotność. Towarzystwo samego siebie. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak pragnę śmierci! Moje myśli zgrywają się coraz bardziej z otaczającą mnie ciemnością. Nadzieja staje się nikła jak płatek śniegu na pustyni. Nagle pojawia się zmiana. Widzę światło, małą iskierkę przeradzającą się w płomień. Czyżby to, które widzi się na końcu tunelu? Mam wrażenie, że coś lub ktoś się materializuje.
Jestem wystarczająco blisko i widzę, że to człowiek. Mój wybawiciel? Postać ubrana w białą koszule i zwykłe, niebieskie jeansy. Wygląda całkiem normalnie, a jednak bijący od niej blask sprawia, że czuję się bezpiecznie i beztrosko.
– Witaj, Piotrze – odezwała się.
– Kim jesteś? – zapytałem nieśmiało.
– Przyjacielem – odparł. – Bóg zesłał mnie, żeby ci pomóc. – To, co przed chwilą zdawało się niemożliwe, stało się. Cud!
– A gdzie ja jestem? – pytam.
– W nicości. – To chyba znaczy, że jestem w czyśćcu.
– Umarłem?
– Pan wezwał cię we śnie.
Cała moja radość gdzieś uszła, a w jej miejsce wlała się rozpacz. Pierwsze pytanie, jakie napływało mi do głowy, to czy płakali po mnie. Nie zastanowiłem się nad tym, jak się mają, jak zniosła to moja dziewczyna, rodzice. Przez całe życie starałem się nie być egoistą, a ta jedna myśl udowodniła mi, że nim jestem.
– Światłość ma wobec ciebie plany! – przerwał moją zadumę. – Aby trafić do raju, wrócisz na ziemię i tam odkupisz swoje winny!
– Na ziemię? – pytam, żeby się upewnić.
– Pójdziesz ścieżką świata i odmienisz jego dzieje. Wśród ludzi zmienisz własne losy. Nie lękaj się! Wszystko będzie ci powiedziane.
– A co dokładnie będę robił?
Nie odpowiedział, światłość zniknęła. Anioła już nigdzie nie było. Jestem potrzebny Bogu? To miłe, choć zastanawia mnie jedno: dlaczego nie wykona tego sam? Cholera! Powinienem się cieszyć, a nie mieć wątpliwości!
Nagle robi mi się słabo. Bezwład ogarnia moje ciało. Czuję pulsacyjny ból w głowie. Upadam...
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(11-07-2014, 13:06)marookko napisał(a): Wyobraźcie sobie sześcienne pudełko, szczelnie obite i wyrzucone na dno rowu mariańskiego. (Rowu Mariańskiego, to nazwa własna)

Krocząc przed siebie (przecinek)nie natykam się na żadną przeszkodę.

Droga bez ściany, fotela, (bez przecinka)czy nawet podestu.

Może, (bez przecinka)to właśnie tak wygląda piekło(Piekło, o ile się orientuję)?

(brak akapitu)Nie potrafię określić, ile czasu tutaj tkwię.

Piosenki, szum liści, a nawet skrobanie widelca po talerzu,(bez przecinka) by mnie ucieszyło.

Zawsze uważałem, że jeśli się zabije(ę), będę egoistą.

Widziałem raz dwóch dresów walących się po głowie, (bez przecinka)jak młotami.

Zagłodzić, (bez przecinka)też się nie zagłodzę.

Jest tylko to (zbędna spacja), co powstaje w głowie.

Mimo że ciszy mam już zanadto, próbuję. Trzeba mieć nadzieję. Wiem, że Bóg istnieje, mimo że cuda zdarzają się bardzo rzadko. Może będę miał, (bez przecinka) to szczęście i mnie z stąd wyciągnie.

Co było by(byłoby) dla mnie największą katastrofą?

Nadzieja staje się nikła, (bez przecinka) jak płatek śniegu na pustyni. Gdy naglę(e), (bez przecinka)pojawia się zmiana.

(brak akapitu)Jestem wystarczająco blisko i widzę, że to człowiek. Mój wybawiciel? Postać ubrana w białą koszule(ę) i zwykłe, niebieskie jeansy. Wygląda całkiem normalnie, a jednak bijący od niej blask sprawia, że czuje(ę) się bezpiecznie i beztrosko.

– Witaj(przecinek) Piotrze – odezwała się.

– Przyjacielem – odparł(kropka) – Bóg zesłał mnie, żeby ci pomóc.

– W nicości(kropka) – To chyba znaczy, że jestem w czyśćcu(Raczej Czyśćcu).

(brak akapitu)
Cała moja radość gdzieś uszła, a na jej miejsce wlała się rozpacz.

Pierwsza pytanie, jakie napływało mi do głowy(przecinek) to, (bez przecinka)czy płakali po mnie? (Bez znaku zapytania – to wbrew pozorom zdanie twierdzące)

– Światłość ma wobec ciebie plany! – przerwał moją zadumę. – Aby trafić do raju(Raju), wrócisz na ziemie(ę) i tam odkupisz swoje winny!

(brak akapitu)Nie odpowiedział, światłość zniknęła.

Nagle poczułem się słabo. Bezwład ogarniał moje ciało. Czuje(ę) pulsacyjny ból w głowie. Upadam...

Sytuacja bohatera odmieniła się akurat w momencie, w którym zaczął mnie nudzić opis jego stanu, za to plus. :D Poza tym nie mam nic więcej do powiedzenia poza tym, że całkiem dobrze napisane. O bohaterze jeszcze praktycznie nic nie wiadomo, z obszerniejszą oceną trzeba zaczekać na więcej. :) Ale sam pomysł zdaje się ciekawy.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
(11-07-2014, 13:06)marookko napisał(a):
Odcienie
(wcięcie) Czy wiecie, czym jest ciemność?

Tęsknie(Tęsknię) za dźwiękami.

Może będę miał, (zbędny przecinek) to szczęście i mnie z stąd wyciągnie.

Wygląda całkiem normalnie, a jednak bijący od niej blask sprawia, że czuje (czuję) się bezpiecznie i beztrosko.

– Przyjacielem. (zbędna kropka) – odparł (kropka) – Bóg zesłał mnie, żeby ci pomóc.

Pierwsza (Pierwsze) pytanie, jakie napływało mi do głowy, to czy płakali po mnie.

Czuje (Czuję) pulsacyjny ból w głowie. Upadam...

Wiele z tych błędów wykazała Vet, ale nie zostały poprawione – zachowaj większą uwagę i skrupulatność.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#4
Hm, ciekawie się zapowiada. Rozumiem, że to jakieś krótkie wprowadzenie do właściwego tekstu, tak? Przydałoby się coś dłuższego.

Wydaje mi się, że całkiem miło się czyta, trochę razi mnie lakoniczność spotkania z aniołem (opis, rozmowa). Poza tym jest w porządku, fabuła ma potencjał.
Odpowiedz
#5
Dziękuje za wskazanie błędów i opinie. Co do rozmowy z duchem, to specjalnie zastosowałem taką stylizacje. Najwidoczniej mi nie wyszło:)
Teraz lecę z kolejną częścią ;)

Przebudziłem się. Znowu czuję. Zapach papierosowego dymu i unoszący się swąd alkoholowej libacji uderza mnie w nozdrza. Pokój, w którym się znajduję, wygląda jak przytułek bezdomnego. Wszędzie porozrzucane ubrania, walające się butelki i paczki fajek z napisem "palenie zabija". Wśród masy śmieci widzę łóżko. W brudnej i rozrzuconej pościeli ktoś leży. Podchodzę bliżej. Znam tego człowieka. To pan Zygmunt, czterdziesto paro letni bezrobotny z sąsiedniego osiedla. Często widywałem go pod monopolowym. Cieszy się niechlubną opinią pijaczka. Niezdrowy typ życia sprawił, że wygląda na starca po siedemdziesiątce. We włosach, które mu pozostały, widać siwe kępki. Żółte i dziurawe zęby robią odstraszające wrażenie. Siada na krawędzi łóżka, rozciąga się, dopija zawartość butelki spoczywającej obok.
Rozejrzał się – nie widzi mnie. Jest aż tak pijany czy jestem niewidzialny?
Przemył twarz, ubrał stare brudne ciuchy i wyszedł z mieszkania. Zmieszałem się. Po co w ogóle tu trafiłem? I dlaczego mnie nie widać? Idę za nim. Jest wczesna godzina, słońce dopiero pokazuje się na horyzoncie. Zygmunt siedzi na ławce przed blokiem. Siadam obok. Pijaczek patrzy na ludzi spieszących się o tej porze do pracy. Mężczyzna w czarnym płaszczu wydaje się być spóźnionym, bo nie ma nawet czasu zamknąć za sobą drzwi. Jesteśmy duchami, nikt nas nie zauważa. Może się to wydać dziwne, ale czuję spajającą nas więź. Zaczynam słyszeć jego myśli oraz czuć ból głowy i brak alkoholu. Wszystko odbieram przytłumione, a mimo to silne i zrozumiałe. Pijak wstaje z chęcią udania się do w sklepu, chce kupić wódkę i wyżebrać parę groszy pod supermarketem. Po kilka krokach czuje ból w klatce piersiowej, chwyta się odruchowo za serce, które bije nieregularnym rytmem. Oddycha ciężko. Upada. Chce krzyczeć, lecz duszności mu na to nie pozwalają. Leży na brzuchu, z twarzą wtuloną w wilgotną trawę. Nie ma nikogo, kto mógłby mu pomóc. Ja mogę tylko patrzeć. Mój dotyk jest niematerialny i omija jego ciało. W końcu jestem duchem. Bezradność znów mnie dopada.
Minęła godzina. Grupka dzieci idzie obok, widzi pijaczka i reaguje śmiechem.
Następnymi przechodniami są małżonkowie. Mężczyzna chce pomóc bezrobotnemu, lecz kobieta tłumi jego zapał, mówiąc:
– Zostaw go! Pewnie śpi, pijany.
Mija czas, kolejne osoby obchodzą go bez słowa. Przyzwyczaiłem się już do swojej bezradności. Próbowałem krzyczeć, mówić do ucha, popychać, lecz nic nie mogę zrobić.
Wybiła piąta. Mężczyzna w czarnym płaszczu, którego widzieliśmy rano, podbiega, zainteresowany leżącym na trawie, lekko szturcha go za ramię.
– Proszę pana! Coś się stało? – zapytał.
Odpowiada mu cisza. Obraca ciało, sprawdza puls i krzyczy, wzywając pomoc. Młodemu chłopakowi, który przybiegł, zleca zadzwonić na pogotowie. Sam reanimuje starca. Trzydzieści ucisków. Dwa wdechy. Trzydzieści ucisków i znów dwa wdechy. Zbiega się tłum gapiów przyglądających się całej tej scenie. Szukają sensacji. To kolejna plotka, którą można się pochwalić sąsiadom. Nic się nie zmieniło, kiedyś ludzie cieszyli się, patrząc na gladiatorów, potem na stosy i szubienice, teraz też śmierć nie straciła na atrakcyjności. Dalej traktuje się ją, jak rozrywkę. Zapomina się, że to ludzka tragedia.
Pierwsza pomoc nie przynosi skutków. Przyjeżdża karetka. Lekarz stwierdza zgon.
Już po wszystkim... Karetka odjechała, a gapie rozeszli się, każdy w swoją stronę. Siedzę na ławce niedaleko miejsca śmierci człowieka. Rozmyślam nad tym, dlaczego musiałem na to patrzeć. Jaki był cel tej pokazówki? Po co, widzieć jak umiera? Zadaję sobie kolejne pytania, gdy nagle obok mnie przysiada anioł.
– Bóg dał ludziom wolną wolę. Nie ma on wpływu na to, jak postępują. Sami podejmują decyzje o swym życiu. – powiedział. – W dzisiejszym świecie człowiek stał się samolubem. Choć są jeszcze ludzie, w których żyje dobro. Coraz więcej jest takich, którzy wybrali zło. Lecz najwięcej jest tych niezdecydowanych. – uśmiechnął się i odszedł.
A więc to jest moje zadanie! Przekonać niezdecydowanych! Zawsze myślałem, że świat dzieli się na dobrych i złych, jasnych i ciemnych. Lecz są jeszcze obojętni. Egoiści, którym zależy tylko i wyłącznie na sobie. Gdybym był tam – wśród żywych – postąpiłbym tak samo jak oni. Najpewniej przeszedłbym obok leżącego, nie zwracając na niego uwagi. Nie uważałem się za złego. Dawałem pieniądze na chore dzieci, przekazałem jeden procent podatku na fundacje ratujące życie. Niewątpliwie było to dobre, ale nie potrafiłbym wesprzeć drugiego człowieka osobiście.
Oczywiście nie zawsze taki byłem. Jako dziecko chciałem czynić dobro na wszystkie możliwe sposoby. Byłem chłopcem, który rwał się ratować świat, trzymając w ręce, mały drewniany mieczyk, nie patrząc na konsekwencje czynów. Jednak coś popchnęło mnie do "szarości". Czułem te przyziemne uczucia jak egoizm i strach. Dlatego właśnie upadłem. Spadłem z podestu jasności i powoli pogrążałem się w otchłani. A teraz znów mam wyjść, wspinając się po pionowej ścianie.
Odpowiedz
#6
(12-07-2014, 18:25)marookko napisał(a): Pokój, w którym się znajduję(przecinek) wygląda,(bez przecinka) jak przytułek bezdomnego.

We włosach, które mu pozostały (przecinek)widać siwe kępki.

Jest aż tak pijany,(bez przecinka)czy jestem niewidzialny?

Leży na brzuchu, twarz ma wtuloną w zrosiałą (Nie ma takiego słowa i chociaż neologizm ciekawy, to napisałabym "pokrytą rosą" albo coś w tym stylu. :)) trawę.

Mężczyzna w czarnym płaszczu, którego widzieliśmy rano (przecinek)podbiega, zainteresowany leżącym na trawie, lekko szturcha go za ramię.

(brak akapitu)Odpowiada mu cisza.

Młodemu chłopakowi, który przybiegł (przecinek)zleca zadzwonić na pogotowie.

Nic się nie zmieniło, kiedyś ludzie cieszyli się (przecinek)patrząc na gladiatorów, potem na stosy i szubienice, teraz też śmierć nie straciła na atrakcyjności. Dalej traktuje się ją, (bez przecinka)jak rozrywkę.

Rozmyślam nad tym, dlaczego musiałem na to patrzeć? (Kropka zamiast znaku zapytania – to nie jest zdanie pytające)

Po co widzieć (przecinek)jak umiera? Zadaje(ę) sobie kolejne pytania, gdy nagle obok mnie przysiada anioł.

– Bóg dał ludziom wolną wole(ę). Nie ma on wpływu na to, jak postępują. Sami podejmują decyzję(Nie miało być "decyzje"?) o swym życiu.

(...) Lecz najwięcej, (bez przecinka) jest tych niezdecydowanych. – uśmiechnął się i odszedł.

A więc, (bez przecinka)to jest moje zadanie!

Gdybym był tam – wśród żywych,(myślnik, skoro otwarłeś wtrącenie właśnie myślnikiem) postąpił bym(postąpiłbym) tak samo jak oni. Najpewniej bym przeszedł (Lepiej "przeszedłbym") obok leżącego(przecinek) nie zwracając na niego uwagi.

Niewątpliwie było to dobre, ale nie potrafił bym(potrafiłbym) wesprzeć drugiego człowieka osobiście.

(brak akapitu)
Oczywiście nie zawsze taki byłem.

Byłem chłopcem, który rwał się ratować świat i (Zamiast "i" – przecinek)trzymając w ręce mały (przecinek)drewniany mieczyk, nie patrząc na konsekwencje czynów.

A teraz, (bez przecinka)znów mam wyjść (przecinek)wspinając się po pionowej ścianie.

No, i wyjaśnił się pierwszy fragment.

Ta część jest bardzo życiowa – obojętność i egoizm to wśród ludzi powszechne przywary, tak samo jak żądza sensacji. Zdaje mi się także lepiej napisana niż poprzedni fragment, choć na początku trochę przeszkadzają mi krótkie zdania.
Zastanawiam się, co z tym będzie dalej.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Cytat:Mam cichą nadzieje ( ę ), że nie spalicie mnie na stosie, ( zbędny przecinek ) za wszystkie błędy, które znajdziecie ;p Postaram się każdą krytykę przyjąć na klatę i pozytywnie wykorzystać ;)

Odcienie

Jeśli myślicie, że to pochmurna noc lub zamknięty pokój pozbawiony okien, to tak naprawdę ( to nie jest błąd, ale taka naleciałość czasów, moim zdaniem zbędna ) jesteście w błędzie.

Nie raz o tym rozważałem ( to rozważałem lub o tym rozmyślałem ), lecz nie sądziłem, iż mógłbym być do tego zdolny.

Nie do wykonania ( lepiej niewykonalne ).

Mimo że ciszy mam już zanadto, ( wciąż ) próbuję.

Może będę miał to szczęście i mnie z ( zbędne ) stąd wyciągnie.

Gdy ( zbędne ) nagle pojawia się zmiana.

Cała moja radość gdzieś uszła, a na ( w ) jej miejsce wlała się rozpacz.

Nagle zrobiło mi się słabo. Bezwład ogarniał moje ciało. Czuję pulsacyjny ból w głowie. Upadam... ( Zmiany czasu co kilka zdań, tak jak w tym przypadku. Musisz nad tym zapanować i zachować konsekwencję. )

Początek lekko nużący i niezbyt jasny, koniec jeszcze bardziej niejasny, choć wzbudzający zaciekawienie. Umarł, czy to był tylko sen?
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#8
Cytat: Cieszy się niechlubną opinią pijaczka. Niezdrowy typ życia sprawił, że wygląda na starca po siedemdziesiątce. We włosach, które mu pozostały widać siwe kępki. Żółte i dziurawe zęby robią odstraszające wrażenie. Usiadł na krawędzi łóżka, rozciągnął się, dopił zawartość butelki spoczywającej obok. ( w tak krótkim fragmencie wielokrotnie zmieniasz czas narracji )

Rozejrzał się – nie zauważył mnie ( kiepski rym ). Jest aż tak pijany, czy jestem niewidzialny? ( znów jedno zdanie w czasie przeszłym, a drugie w teraźniejszym )

Chce ( Próbuje ) krzyczeć, lecz duszności mu na to nie pozwalają. Leży na brzuchu, twarz ma wtuloną w zrosiałą trawę ( z twarzą wtuloną w wilgotną trawę ).

Przyzwyczajam się już do swojej bezradności. Próbowałem krzyczeć, mówić do ucha, popychać, lecz nic nie mogę zrobić. ( niekonsekwencja czasu )

Byłem chłopcem, który rwał się ratować świat i ( przecinek zamiast "i" ) trzymając w ręce mały ( przecinek ) drewniany mieczyk, nie patrząc na konsekwencje czynów.

Starałam się nie dublować poprawek Vet. Takie sceny widujemy wszyscy, każdego dnia. Może temat nie jest szczególnie odkrywczy, ale przydałoby się ludziom przypominać, że czasem wystarczy zainteresowanie, drobny gest, by kogoś podnieść. Tekst nie jest źle napisany, tylko te ciągłe zmiany czasu lekko drażnią :P.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#9
Nawet ładne, podoba mi się bogaty opis tego co się dzieje w głowie (?) protagonisty. Historia niezgorsza, czekam na więcej. Jedynie (znowu!) nie podoba mi się spotkanie z aniołem – beznamiętne i na dodatek ten ostatni strzela banałami :O

Więcej!
Odpowiedz
#10
Co do czasów, to faktycznie mam z tym problem. Krótkie zdania, po prostu lubię, może dlatego tak napisałem. Spotkanie z aniołem, właśnie tak sobie wyobrażałem i nie wiem czemu uważasz, to za banały, po prostu taka charakterystyka tej postaci. :)
To dopiero moje pierwsze opowiadanie. Wydaje mi się, że mój brak doświadczenia sprawia, że jesteście dla mnie pobłażliwi ;p Niemniej Dziękuje za poprawki i opinie. Kolejną cześć wstawię później lub jutro :)
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości