Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sansara
#1
Od niedawna zacząłem pisanie i zgłębianie tajników literackich dlatego proszę o surowe i bezkompromisowe ocenianie oraz ułaskawienie, jeśli chodzi o błędy na poziomie przedszkola. Zapraszam.
Przepraszam za brak akapitów, lecz za cholerę nie wiem jak je zrobić. W podglądzie wszystko gra, kiedy dodaję wątek, tekst pozostaje w pierwotnej formie bez zmian.

PROLOG
Jak to mówią, czas goi rany, lecz leczy je w sposób w zgoła niewyobrażalny sposób. Nie wiedząc czemu, siedziałem na dość sporym kamieniu tuż przed swoim domem. Teraz pozostały tylko zgliszcza i ledwo się tlące drewniane żerdzie wystające jak płomienne szpikulce, jakby pazury demona pragnęłyby rozstąpić ziemię na której się wychowałem i wydostać na zewnątrz. Ciepło ognia, które wydobywało się za moimi plecami, osuszało moje łzy, które leniwie spadały na ziemię, tworząc malutkie wysepki na powierzchni piasku. Żałowałem mojej głupoty i bezmyślności, która przyczyniła się do takiego finału. Po jakiego diabła mnie tam ciągnęło, nie mogłem po prostu usiedzieć w jednym miejscu i zająć się rodziną? Obiecałem z synem pójść na ryby, kiedy tylko nastanie pierwszy wiosenny świt, a także żonie dałem słowo, iż nie będę już sięgał po broń i nastawiał karku do wojaczki. Powiadają: kto mieczem wojuje od miecza ginie", zawsze uśmiechałem się do mojej Anabel, gdy mówiła mi te mądrości.
Och, Anabel, moja żona, piękności moje, płomiennowłosa z cudownymi delikatnymi rysami twarzy, z ramionami i dłońmi tak perfekcyjnie wyrzeźbionymi, iż nie spuszczałem wzroku kiedy wykonywała domowe prace, a nawet jak rzucała we mnie gorącym garnkiem w przypływie intensywnego gniewu spowodowanego tym, że po raz kolejny obiecałem Jej pewną rzecz i nie wywiązałem się z danego słowa. Mój syn, Girion, mój jedyny potomek, dałem mu wszystko co miałem. Nauczyłem przeróżnych rzeczy, o jakich może śnić dwunastolatek. Począwszy od łowienia ryb, po wprawne wyciągnięcia miecza z pochwy i zadania nim kilku prostych ciosów. Chciałem, aby miał szansę się obronić, aby mógł obronić Anabel , kiedy zabraknie mnie na tym parszywym padole. W tym momencie nie potrafiłem znaleźć punktu odniesienia, nie wiedziałem, co się dzieje.
Świat chylił się ku upadkowi, czułem to gdyż zło, jakie wtargnęło tutaj, to mojego miasteczka jest czymś nieosiągalnym poprzez rozum zwykłego śmiertelnika. Groza, strach w najczystszej postaci. Jak dwie siostry wpełzły znikąd, i zbeszcześciły, wszystko co żyje, i co kochałem.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(09-07-2014, 20:14)raigy napisał(a): Jak to mówią, czas goi rany, lecz leczy je w sposób przeokrutny(nie lepiej dać po prostu okrutny?) Nie wiedząc czemu, siedziałem na dość sporym kamieniu, zgięty w pół niczym stary spleśniały mech, który potrzebował odrobiny wilgoci oraz cienia, by móc rozkwitnąć. Żałowałem mej głupoty i bezmyślności, która przyczyniła się do takiego finału. Po jakiego diabła mnie tam ciągnęło, nie mogłem po prostu usiedzieć w jednym miejscu i zając się rodziną? Obiecałem... z synem pójść na ryby kiedy tylko nastanie pierwszy wiosenny świt, a także żonie złożyłem obietnicę iż nie będę już sięgał po broń, i nastawiał karku do wojaczki. Powiadają: kto mieczem wojuje od miecza ginie", zawsze uśmiechałem się do mojej Anabel, gdy mówiła mi te mądrości.
Och... Anabel, moja żona, piękności moje, płomiennowłosa z cudownymi delikatnymi rysami twarzy, z ramionami i dłońmi tak perfekcyjnie wyrzeźbionymi, iż nie spuszczałem wzroku kiedy wykonywała domowe prace, a nawet jak rzucała we mnie gorącym garnkiem w przypływie intensywnego gniewu spowodowanego tym, że po raz kolejny obiecałem Jej pewną rzecz i nie wywiązałem się z danego słowa. Mój syn, Girion...mój jedyny potomek, dałem mu wszystko co miałem, nauczyłem przeróżnych rzeczy o jakich może śnić 12 latek. Zacząwszy od łowienia ryb po wprawne wyciągnięcia miecza z pochwy i zadania nim kilku prostych ciosów, aby móc się obronić..aby móc obronić Anabel, moją żonę, kiedy zabraknie mnie na tym parszywym padole. A jednak jest na odwrót. Ojciec chowa syna, Mąż chowa żonę. To niedorzeczność. W tym momencie nie potrafiłem znaleźć punktu odniesienia, nie wiedziałem co się dzieje.


O Fabule nie powiem nic, bo jest tego zbyt mało. Stosujesz długie zdania, co mnie trochę irytuje. W niektórych miejscach, zamiast przecinka powinna być kropka. O interpunkcji się nie wypowiem, bo sam mam z nią problem ;p. Mam nadzieje, że pomogłem. Powodzenia ;)
Odpowiedz
#3
Jeśli chodzi o długie zdania to niestety :P staram się by była to bardziej opisówa. W niektórych momentach się to przydaje, ale nie jest tak na okrągło. :D
Odpowiedz
#4
Akapity tworzymy, wstawiając na początku linii tag [p].

(09-07-2014, 20:14)raigy napisał(a): PROLOG

Obiecałem... z synem pójść na ryby (przecinek) kiedy tylko nastanie pierwszy wiosenny świt, a także żonie złozyłem (złożyłem) obietnicę (przecinek) iż nie będe (będę) już sięgał po broń, (zbędny przecinek) i nastawiał karku do wojaczki. Powiadają: (brak cudzysłowu otwierającego) kto mieczem wojuje od miecza ginie", zawsze uśmiechałem się do mojej Anabel, gdy mówiła mi te mądrości.

(...) z ramionami i dłońmi tak perfekcyjnie wyrzeźbionymi, iż nie spuszczałem wzroku (przecinek) kiedy wykonywała domowe prace, a nawet jak rzucała we mnie gorącym garnkiem w przypływie intensywnego gniewu spowodowanego tym, że po raz kolejny obiecałem Jej (małą literą) pewną rzecz i nie wywiązałem się z danego słowa. Mój syn, Girion...(spacja)mój jedyny potomek, dałem mu wszystko (przecinek) co miałem, nauczyłem przeróżnych rzeczy (przecinek) o jakich może śnić 12 latek (dwunastolatek). Zacząwszy (Począwszy) od łowienia ryb (przecinek) po wprawne wyciągnięcia miecza z pochwy i zadania nim kilku prostych ciosów, aby móc się obronić..(co to za znak interpunkcyjny? – brak spacji)aby móc obronić Anabel, moją żonę, kiedy zabraknie mnie na tym parszywym padole.

Ojciec chowa syna, Mąż (mąż) chowa żonę.

W tym momencie nie potrafiłem znaleźć punktu odniesienia, nie wiedziałem (przecinek) co się dzieje.

Dużo pracy Cię czeka, jeśli chodzi o warsztat.
Fabuła – no cóż, to dopiero wprowadzenie... przedstawienie postaci. Nie wiem zatem, o czym to będzie :) Trudno więc oceniać coś, czego jeszcze nie ma :P
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#5
Rzeczywiście z interpunkcją też tragedia :D jutro wklepię 1 rozdział i poprawię prolog. Tymczasem, 3majcie się! :D idę spać :P
Odpowiedz
#6
To jeszcze i ode mnie.

(09-07-2014, 20:14)raigy napisał(a): Nie wiedząc czemu, siedziałem na dość sporym kamieniu, zgięty w pół(wpół) (za dużo spacji) niczym stary spleśniały mech, który potrzebował odrobiny wilgoci oraz cienia, by móc rozkwitnąć. (Nie jest to moim zdaniem najtrafniejsze porównanie. Po pierwsze – osoba zgięta w żadnym razie nie kojarzy mi się z mchem. Po drugie – według mnie mech raczej nie pleśnieje. Ale skoro już napisałeś "spleśniały", to taki chyba nie potrzebuje wilgoci, hm? No i coś, co spleśniało, chyba nie rozkwitnie? :P)

(za dużo spacji) Po jakiego diabła mnie tam ciągnęło, nie mogłem po prostu usiedzieć w jednym miejscu i zając(ć) się rodziną?

Mój syn, Girion (Dobór imienia przypadkowy czy pożyczony od Tolkiena? ;>)...

Chciałeś krytyki surowej, więc nie będę owijała w bawełnę: ten prolog mi się nie podoba. Być może to moje osobiste fanaberie, ale bardzo nie lubię, kiedy bohater rozpacza, a ja nie znam dokładnego powodu owego rozpaczania. Tutaj coś o żonie, tutaj coś o synu, ale prawdziwa przyczyna targających nim emocji wymyka się i niknie gdzieś w opisach tej właśnie żony i tego syna. (Rzecz jasna można się domyślić, że chodzi o stratę rodziny, ale i tak jakoś mgliście to zaznaczone, w każdym razie w moim odczuciu.)

Nie przypadły mi do gustu również opisy. Po pierwsze mało ich – o położeniu bohatera wiem raptem tyle, że siedzi na jakimś kamieniu. Ale gdzie ten kamień? W lesie, w górach, koło drogi, może jakiś samotny kamulec na łące? Ponadto sam opis jego emocji, który przecież zajmuje lwią część tego prologu, naprawdę zupełnie mnie nie porusza. Chociaż odczucia targające kimś, kto utracił rodzinę, wybrałeś odpowiednie, to wg mnie budujesz zdania w taki mało ekspresywny sposób – niby piszesz o emocjach, ale w samym zdaniu ich nie widzę.

Sam prolog, choć powinien, nie jest dla mnie zachęcający, ale to za mało, żeby oceniać cały potencjał opowiadania, przeczytam więc kolejne części, jeśli je wstawisz. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Oczywiście wstawię pozostałe części. Postaram się bardziej rozwinąć wspomnianą ekspresywność! Powiem wam, że to jest genialne kiedy znawcy tematu wypowiadają się tym na temat tego co napisałeś! Dzięki i obiecuje poprawę. :P
Odpowiedz
#8
Cytat:Jakoby ( czyli niby, rzekomo ) zaczynam swoją pracę literacką od niedawna, proszę o surowe i bezkompromisowe ocenianie oraz ułaskawienie, jeśli chodzi o błędy na poziomie przedszkola. ( Dodaj jeden z synonimów zamiast "jakoby" i przeczytaj zdanie. Poza tym "zaczynam" jest czasownikiem w czasie teraźniejszym, a dalej piszesz, że "od niedawna", czyli w czasie przeszłym. Twoje zdanie powinno więc brzmieć "Ponieważ swoją pracę literacką zacząłem od niedawna, proszę..." )

PROLOG

Jak to mówią, czas goi rany, lecz leczy ( ta zbitka nie jest ładna – jednak leczy je... ) je w sposób przeokrutny.

Och... Anabel, moja żona, piękności moje, płomiennowłosa z cudownymi delikatnymi ( z cudownie delikatnymi ) rysami twarzy, z ramionami i dłońmi tak perfekcyjnie wyrzeźbionymi, iż nie spuszczałem wzroku kiedy wykonywała domowe prace, a nawet jak rzucała we mnie gorącym garnkiem w przypływie intensywnego gniewu spowodowanego tym, że po raz kolejny obiecałem Jej pewną rzecz i nie wywiązałem się z danego słowa. ( Taka cudowna kobieta, a jej opis wtłoczyłeś w jedno, długaśne zdanie. Umieściłeś w nim wszystko: twarz, ciało, pracowitość a nawet krewki charakter. Ponadto, patrząc nieustannie na jej ramiona, nie miałbyś czasu na nic innego;) ).

Mój syn, Girion...mój ( zbędne ) jedyny potomek, ( któremu ) dałem mu wszystko co miałem ( raczej co mogłem ),( tu dałabym kropkę zamiast przecinka ) nauczyłem przeróżnych rzeczy o jakich może śnić 12 latek. ( tu dałabym przecinek zamiast kropki "począwszy od łowienia ryb..." ) Zacząwszy od łowienia ryb po wprawne wyciągnięcia miecza z pochwy i zadania nim kilku prostych ciosów, ( tu dałabym kropkę ) ( Chciałem, aby miał szansę się obronić, aby mógł obronić Anabel... ) aby aby móc się obronić..aby móc obronić Anabel, moją żonę, kiedy zabraknie mnie na tym parszywym padole.

A jednak jest na odwrót. Ojciec chowa syna, Mąż chowa żonę. ( niekonsekwencja czasu – cały tekst jest w czasie przeszłym, a to zdanie w teraźniejszym )

Jeszcze ode mnie kilka uwag. Nie poprawiłeś błędów wytkniętych przez Stu i Vet, a to króciutki tekst;/.
Rozumiem zamysł tego prologu – zasygnalizować tragedię, nie ujawniając żadnych szczegółów, choć osobiście nie lubię dowiadywać się w pierwszym zdaniu kto zginie. Podobnie jak Vet uważam, że mógłbyś przybliżyć opisami czas i miejsce zdarzeń. Dodać choćby krótką charakterystykę bohatera, jego żony i syna. Opowiadanie ma ciąg dalszy, więc proponowałabym popracować nad prologiem bez ujawniania, co się stanie, ale to twój tekst. Z pewnością zajrzę, kiedy wrzucisz kolejny fragment :).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#9
Teraz doszedłem do wniosku, że prolog rzeczywiście jest zły. Tak jak Nawka powiedziała, mogłem bardziej zakamuflować, że to np: ginie ktoś a nie od razu pisać, że żona z dzieckiem. Popracuję nad doszlifowaniem prologu. I poprawię błędy, ale to wieczorem. Girion to przypadkowe imię. Nawet nie wiedziałem że jest zapożyczone od Tolkiena :D
Jeśli chodzi o przesłanie prologu to chciałbym żeby było w nim zawarta taka retrospekcja, gdyż rozdział 1 opowiada wydarzenia przed prologiem.
PROLOG POPRAWIONY! ( mam nadzieję).
Odpowiedz
#10
No to zerknę na poprawiony prolog. :P
(09-07-2014, 20:14)raigy napisał(a): Jak to mówią, czas goi rany, lecz leczy (A to Nawka wytknęła :P) je w sposób nie zgoła do wyobrażenia. ("w sposób zgoła nie do wyobrażenia" albo "w zgoła niewyobrażalny sposób")

Nie wiedząc czemu, siedziałem na dość sporym kamieniu, (zbędny przecinek)tuż przed swoim domem.

Teraz pozostały tylko zgliszcza i tlące się ledwo(ledwo się tlące) drewniane żerdzie wystające jak płomienne szpikulce, jakby pazury demona chciały by (Bez "by" – skoro jest "jakby", to jest ono zbędne) przeciąć ziemię i się wydostać.

Ciepło ognia, które wydobywało się za moimi plecami, osuszało moje łzy, które mimowolnie spadały na ziemię, tworząc malutkie wysepki na powierzchni piasku. (Łzy raczej nie spadają mimowolnie, tylko po prostu spadają, siła grawitacji... :) Nieco przebudowałabym więc metafory w tym zdaniu.)

Obiecałem z synem pójść na ryby, kiedy tylko nastanie pierwszy wiosenny świt, a także żonie dałem słowo(przecinek – chyba już wskazany) iż nie będę już sięgał po broń,(bez przecinka – też było wskazane) i nastawiał karku do wojaczki.

Powiadają: (A tutaj zjadło cudzysłów otwierający :P – też wskazane) kto mieczem wojuje od miecza ginie", zawsze uśmiechałem się do mojej Anabel, gdy mówiła mi te mądrości.

Och, Anabel, moja żona, piękności moje, płomiennowłosa z cudownymi (Tutaj przecinek albo tak, jak wskazała Nawka) delikatnymi rysami twarzy, z ramionami i dłońmi tak perfekcyjnie wyrzeźbionymi, iż nie spuszczałem wzroku(przecinek – też wskazany) kiedy wykonywała domowe prace, a nawet jak rzucała we mnie gorącym garnkiem w przypływie intensywnego gniewu spowodowanego tym, że po raz kolejny obiecałem Jej (zaimki z małej litery – też wskazane)pewną rzecz i nie wywiązałem się z danego słowa.

Mój syn, Girion, mój jedyny potomek, dałem mu wszystko (przecinek – też zostało wskazane w poprawkach)co miałem.

Począwszy od łowienia ryb, po wprawne wyciągnięcia(wyciąganie – to też wskazane) miecza z pochwy i zadania nim kilku prostych ciosów.

Chciałem, aby miał szansę się obronić, aby mógł obronić Anabel (zbędna spacja), kiedy zabraknie mnie na tym parszywym padole.

Świat chylił się ku upadkowi, czułem to (przecinek)gdyż zło, jakie wtargnęło tutaj, to (do)mojego miasteczka (przecinek)jest czymś nieosiągalnym poprzez rozum zwykłego śmiertelnika. (dla rozumu zwykłego śmiertelnika)

Jak dwie siostry wpełzły znikąd,(bez przecinka) i zbeszcześciły(zbezcześciły), wszystko(przecinek) co żyje,(bez przecinka) i co kochałem.

Jakoś średnio poprawiłeś błędy, które zostały Ci wykazane w poprawkach. :P Nieładnie, sam napisałeś, że poprawione. :P
Ale za to dodałeś opisy, drobiazgowe bo drobiazgowe, ale przynajmniej już wiadomo, gdzie znajduje się bohater. Dzięki temu również dokładniej wiadomo, dlaczego pogrążył się w rozpaczy. I nie jest tak wprost na tacy podane, kto zginie. :D Teraz bardziej mi to odpowiada, tekst nie jest już samą rozpaczą bohatera, zawiera coś więcej. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości