Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Dwarf Fortress Succession Game: The Creepy Horror of Obeying
#1
Dobra, wystartowało drugie forumowe Succession Game z gry Dwarf Fortress. Poprzednie porzuciliśmy raczej... z mocno krasnoludzkiej przyczyny (jak i mojego faila).

Zasady są proste:
– każdy gra po jednym roku, na zakończenie którego wrzucamy sprawozdanie (bonus point for dwarven humor)
– po skończeniu swojego sezonu/roku grę zapisujemy, pakujemy save i podajemy dalej (bez żadnego dokańczania swoich spraw, od tego była własna tura ; )
– próbujemy nie zabić wszystkich dorfów, jakie napatoczą się pod łapę
– dorfy z "=" przez nazwą niech mają nieco więcej uwagi niż normalne, "NPC" dorfy

I to byłoby raczej na tyle.
Każdy robi to, co chce, byle tylko utrzymać to wszystko w jednej kupie. Jako że to ja zacząłem ten sezon (miał być Hell, ale wyszło inaczej), to będę pierwszy w kolejce.


Przydałoby się, by każdy nowy overseer fortecy ustawił swojego dorfa na możliwie najwyższym szczeblu władzy (chwilowo jest to lider ekspedycji).
Mapa jest możliwie przyjazna i w miarę łatwa, więc nie powinno być większych problemów.

Aktualna kolej:

– Hell
– epoN
– Trice (może później dołączy)


Aktualny przebieg:
Hell – rok 70
epoN – rok 71
Hell – rok 72

Zdłorfieni userzy:
Hell – mechanik
Triceraton – najleniwszy kopacz w historii fortecy
Arnubis – lekarz
epoN – dowódca wojska/topornik


No to zaczynamy zabawę!


Tura Hella:


Pierwszy Granit, 70 roku.

Zwę się Hell Dodokaban, jestem osiemdziesięcio dwuletnim krasnoludem, tymczasowym dowódcą ekspedycji naszej rasy i jednym z wielu, którzy przybyli ze Starego Świata; spoczywa na mnie ogromna odpowiedzialność, lecz klę się na honor mej rasy, nie zawiodę! Dam moim braciom i siostrom dom, który da im wszelkie luksusy i możliwości rozwoju. Nasza siła na tym kontynencie nie jest mocna, niczym płomieć świecy wystawiony na działanie wiatru, albowiem jesteśmy tłumieni przez siły natury. Lecz nie poddamy się i niczym ów płomień, gdy tylko wiatr zelży, rozbłyśniemy blaskiem. Kuźnie zapłoną... Tymczasem muszę dopilnować podwładnych, abyśmy założyli nowy przyczułek naszej rasy. Wszystko zaplanowałem. Naszą fortecę zbudujemy w ziemi, ma być wielka i wspaniała – zaczniemy od zbudowania podstawy sypialni, magazynów i warsztatów, kuchni, kopalni oraz farm. Przywieźliśmy ze sobą cztery kury i kurczaka, wyhodujemy z nich małe stadko kur... Na szczęście wbrew przesądowi zabraliśmy więcej kur niż kogutów, bo jak mówi przysłowie „gdzie cztery koguty i jedna kura, tam z fortecy zostaje dziura”, nie mam pojęcia, skąd to powiedzenie... W każdym razie, rozpocząłem projektowanie fortecy, wyznaczyłem prace moim ludziom. Ja sam wraz z naszym myśliwym i farmerem zbierzemy wszystko, co nadaje się do jedzenia wokół wejścia do naszej nowej fortecy, drwal już ścina drewno a górnicy kopią tunele. Moja wyobraźnia buzuje. Póki co wszyscy są w doskonałych humorach, poważają mnie, gratulują stanowiska i życzą powodzenia. Nie dziwię się, że są zachwyceni, sam ulegam magii tego miejsca... Żyjemy w wąwozie, ryzyko ataku grozi nam tylko z dwóch stron, ponieważ góry są naszymi przyjaciółmi i możemy użyć ich jako murów.


Ósmy Granit, 70 roku.

Ukończyliśmy wykopywanie podstawowych farm oraz warsztatów, trwa kopanie jadalni, kuchni oraz sypialni. Rozpoczęliśmy polowanie, nasz myśliwy dostał wybornej jakości nową kuszę i bełty, póki co nie radzi sobie wyśmienicie, ale jeszcze nie jest to problem. Niechaj nie porzuca ćwiczeń. Nastroje wciąż są dobre, nawet lepsze niż na początku, mimo że zauważamy straty w alkoholu i pożywieniu. No ale to jest inwestycja, nie marnowanie go. Póki co nie boimy się ataków, góry nas ochronią!


Piętnasty Felsite, 70 roku.

Sypialnie skończone, kuchnia i jadalnia już prawie, łowca zabił kilka sztuk porządnej zwierzyny a rzemieślnicy rozpoczęli prace. Póki co tworzymy wszystko, co potrzebne na początek rozwoju fortecy, łóżka, drzwi, beczki, ale myślimy też o przyszłości. Kamieniarz tworzy co jakiś czas statuy, które posłużą nam w handlu z zapowiedzianą na jesień karawaną naszych braci. Zaplanowaliśmy zakup alkoholi i jeśli starczy nam towarów na wymianę, również jedzenia, lecz to alkohol jest prirytetem. Nie ma krasnoluda bez piwa. Lub wina. Albo rumu. Albo whiskey, czegokolwiek. O, jakże miło byłoby napić się wina... Wyposażamy fortecę, wszystko wygląda coraz lepiej. Ogarnia mnie zachwyt, gdy widzę efekty naszej pracy, a moi towarzysze często klepią mnie po ramieniu, przyznając, że dobrze zarządzam naszym wspólnym majątkiem. Życie jest wspaniałe... Nie rozpisuję się, bo i dzieje się niewiele. Ot, budujemy nowe centrum życia naszej rasy.


Dwudziesty ósmy Malachit, 70 roku.

Przybyli imigranci! Powitaliśmy ich najserdeczniej, jak się dało, ale niewiele mamy im jeszcze do zaoferowania. W każdym razie, zostali nakarmieni i napojeni.


Dwudziesty siódmy Piaskowiec, 70 roku.

Łowiliśmy ryby, polowaliśmy na zwierzynę, aby nie cierpieć głodu. Hodowaliśmy rośliny, aby pędzić alkohol. Ścinamy drzewa dla drewna, kopiemy w ziemi dla kruszcy. Jesteśmy krasnoludami z misją, drążymy korytarze w trzewiach kontynentu, tworzymy sobie dom i mamy naprawdę dużo pracy... Może dlatego nikt nie zauważył, że przybyli nowi imigranci. Nie mamy jeszcze wrót, do których mogliby zapukać. Trochę nas przestraszyli, gdy wkroczyli do naszej siedziby, ale szybko poznaliśmy braci i siostry. Po brodach. Przywieźli ze sobą dzieci, teraz jest ich ogółem piątka w fortecy. One też dobrze się sprawują, zbierają plony, co nie jest ciężką pracą, a zaskarbia im naszą sympatię. Sale wypełniły się śmiechem, kufle piwem... Które się konczy. Ale mamy jeszcze wino.

Drugi Timber, 70 roku.

Dziś nad ranem do mojej sypialni przybył do mnie Triceraton Dasnastaban, nasz główny górnik, księgowy i kupiec, bardzo poważana persona. Zapytał mnie, czy rozmawiałem z tymi nowymi, ale musiałem zaprzeczyć. „Przykro mi, sam rozumiesz, muszę wyrabiać mechanizmy na sprzedaż, zbliża się okres, gdy ma przybyć karawana z Doren Mistem”. Przytaknął i stwierdził po chwili „większość nie ma wielu przydatnych umiejętności, ale jeden może okazać się przydatny w czasach kryzysu...”. „Zaskarbiłeś sobie moją atencję”, przyznałem. Triceraton wyznał, że Arnubis Litaststettad jest idealnym materiałem na lekarza naszego fortu, ma większość potrzebnych umiejętności. Po chwili zaproponowałem, że zajmie się on u nas w przyszłości konstrukcją szpitala, Dasnastaban przyznał mi rację i wrócił do pracy. A ja podążyłem za nim, szukać odpowiednich do mechanizmów kamieni.


Osiemnasty Timber, 70 roku.

Nad ranem przybył do nas nasz współpracownik z Doren Mistem, póki co nasz jedyny łącznik z resztą krasnoludzkiej cywilizacji. Przywitałem go, jako przywódca, wraz ze wszystkimi dostojnikami, moją prawą ręką Triceratonem oraz świetnie sprawdzającym się imigrantem Arnubisem, któremu szybko zaufałem. Gdy tylko napoiliśmy go i nakarmiliśmy, wyznał nam swe imię. „Zwę się Avuz Gikutastesh, przybyłem do was, aby zapowiedzieć przybycie karawany”. Oczywiście, dodał po chwili, nie tylko to należało do jego obowiązków, ale najpierw kazał nam zająć się handlem, abyśmy potem mogli porozmawiać. Zapytałem go, czy karawana wiezie piwo, bo nasi krasnoludowie są go bardzo spragnieni. Zdziwiło mnie, że nie miał takiej wiedzy, ale jak się okazało, niemal przez całą podróż pełnił obowiązki zwiadowcy. Uprzedził nas, że ostatnio drogi nie są tak bezpieczne i kazał mieć się na baczności. Niestety, to przypomniało mi, jak bardzo odsłonięci i narażeni na ataki jesteśmy... Postanowiłem wkrótce zbudować bramę oraz podstawowe pułapki, choć nie wiem, czy to zostanie dokonane za mej kadencji. Co do tego, jak sobie radzimy, nie chcę się rozpisywać. Jest dobrze, mimo że nadeszła jesień, nie skończyliśmy jeszcze gromadzenia zapasów, ale wspomóc nas w tym ma karawana naszych towarzyszy. Zresztą i tak możemy przetrwać zimę z tym, co już mamy, lecz nie byłoby to życie pełne luksusów, które chcę zapewnić moim ludziom. Cóż, zbliża się koniec mojej kadencji...


Dziewiętnasty Timber, 70 roku.

Karawana zgodnie z zapowiedzią przybyła już wczoraj, lecz był późny wieczór i do handlu nie doszło. Kupcy poprosili nas potem o trochę czasu na przygotowanie dóbr, które mają na sprzedaż, zgodziliśmy się skwapliwie, bo my też musieliśmy przenieść swoje towary do hali targowej. Póki co wszystko zapowiada się dobrze, ale i tak musiałem wezwać Triceratona do siebie. „Nie dziel się tym, co ci powiem, z innymi, Triceratonie, ale... musisz wycisnąć z nich jak najwięcej”, rzekłem półszeptem. Triceraton zareagował na moje słowa ogromnym zdziwieniem i zaczął oponować, że przecież są to nasi bracia, inni krasnoludowie, ale przerwałem mu prędko. „Nie stać nas na przyjaźnie, jeszcze nie teraz”, warknąłem zdenerwowany. Jak się okazało, większość naszych dóbr jest dość niskiej jakości i handlowanie nimi jest ryzykowne. „Po prostu daj nam jak najwięcej jedzenia i dobrych napitków, nadchodzi zima”.


Pierwszy Moonstone, 70 roku.

Nadeszła zima... Bogowie miejcie nas w opiece. Rozpoczęliśmy handel, dlatego na pewno wystarczy nam jedzenia i napitków, ale nie zabezpieczyliśmy fortecy. Zimą jesteśmy bardzo narażeni na ataki, ponieważ w tych stronach zła pogoda często utrzymuje się miesiącami... Poza tym, krótsze dni sprawiają, że nocna zasadzka jest łatwiejsza, a widoczność za dnia nie będzie dobra. Boję się, że nie tylko zostaniemy odcięci od przyjaciół, ale też coś odnajdzie nas, aby zamieszkać w domu, który stworzyliśmy... Gobliny mieszkają nie tak daleko stąd, zapewne już o nas słyszały, czy więc nie ma szans na to, że zostaniemy zaatakowani? Na szczęście gobliny znoszą zimę jeszcze gorzej niż my. No i... zostało mi jeszcze kilka miesięcy rządzenia, nim ktoś przejmie władzę. Jeszcze nie wiem kto, ale Triceraton jest prawdopodobnym kandydatem, w końcu jest z nami od początku i spisuje się jako mój zastępca. Ja niestety nie mogę zgodnie z prawem obejmować urzędu dowódcy ekspedycji przez najbliższe dwa lata. Mam nadzieję, że do tego czasu nie umrę, będę miał co jeść, pić, że wreszcie zaczniemy obróbkę metali, w której się specjalizuję i że dalej będę poważany. Kto wie, może jeszcze poprowadzę działania naszej rasy w tych stronach...


Dziesiąty Moonstone, 70 roku.

Skończyliśmy handlować, ale nie powiem, żebym był zadowolony z transakcji. Co prawda Triceraton faktycznie poprowadził biznes tak, że nie jesteśmy ani trochę stratni, ale karawana nie przywiozła zbyt wiele alkoholu... Kupiliśmy też plump helmety, bo ich nigdy za wiele, oraz sery potrzebne do gotowania. No i trzy beczki różnych alkoholi, dla tak małej grupy jak my pewnie wystarczy. Jeśli będzie brakować alkoholu, będziemy warzyć wino z plump helmetów, których teraz mamy dostatek. Zimę przeżyjemy.


Trzeci opal, 70 rok.

Dziś świętujemy, ponieważ nasz myśliwy zabił łosia. Mięsa wystarczy na wiele pożywnych posiłków, które przygotujemy, aby przetrwać resztę zimy. Plony są obfite i nawet ryb łowimy więcej niż zwykle. Dostatek!


Drugi Obsydian, 70 roku.

Jedno z dzieci weszło w dorosły wiek, zwie się Uzol Kakdaliteb. Wyznaczyliśmy go do prac ogólnych, na farmie i przy budowaniu. Rozmawiałem z nim długo, wprowadzając go w dorosły świat. Jak się zdaje, zrozumiał wszystko i jeszcze będziemy z niego dumni. Co do gromadzenia zapasów: powiększyły się dwukrotnie od jesieni. Może trzykrotnie, nikt dokładnie nie wie, bo przepdały zapiski, jak wielki mieliśmy majątek przed rozpoczęciem zimy. W każdym razie, każdy ma co jeść i pic, a co niektórzy obrastają tłuszczem. Co do tego dzieciaka, dodam jeszcze, że świetnie nadaje się na wojownika. Jego krzepa i zwinność zadziwia nas.


Pierwszy Granit, 71 roku.

Niesamowite. Minął już rok, od kiedy tu przybyliśmy, rok ciężkiej pracy, ale i przyjemności z posuwania się do przodu. Nie zrealizowałem swojego planu w stu procentach, lecz... w trzystu. Wszystko poszło wyśmienicie! Przetrwaliśmy zimę, nawet mimo ostatniego ataku koboldzkiego złodzieja. Gnida myślała, że nam zagrozi, ale nasz łowca potrafi widocznie nie tylko zabijać bezmyślne zwierzęta, ale też jeszcze głupsze koboldy. Łezka się w oku kręci... To już czas odejść. Do mego pokoju nad ranem przybyli wszyscy i pogratulowali mi tak świetnie wykonanej pracy. Każdemu uścisnąłem rękę, każdemu podziękowałem za słuchanie i wykonywanie rozkazów, a później wydałem swoje ostatnie polecenie... „Czas rozpocząć głosowanie”. Taki to obyczaj, że nim krasnoludy w nowej siedzibie zdążą osiąść na dobre i nim podzielą się na kasty, przywódca jest elekcyjny. Głosowanie poszło bardzo sprawnie, bo nie było wątpliwości, zwyciężył Triceraton. Arniubis trochę się dąsał, że dlaczego nie on, ale ostatecznie zdobył tylko jeden głos. Po wszystkim zjedliśmy wspólne śniadanie i poczekaliśmy na pierwsze rozkazy od nowego przywódcy, a mnie uderzyło, że to nie ja będę je wydawał... Żegnam ten urząd na najbliższe dwa lata. Co najmniej dwa.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
pffff
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
Odpowiedz
#3
1 Granit, 71 roku.
W końcu przybyłem. Choć podróż trwała dosyć długo, jakoś widok bramy kolonii wcale mnie nie cieszył. Pozycja dosyć przyjemna, chociaż dupy nie urywa. Osobiście wolałbym osiedlić się w górach...
Szczególnie, że na start podbiegł do mnie aktualny lider. Zapytał, czy jestem tym oficjalnym wysłannikiem. Niechętnie przytaknąłem. Zazwyczaj moja obecność przyjmowana była z głośnym klnięciem i rzucaniem okolicznym dzieciakiem o ścianę. Tutaj jednak sytuacja była inna. Obecny władca kolonii głośno zapiał z zachwytu i wcisnął mi w dłonie jakiś przedmiot. Po chwili coś napomknął o moich nowych obowiązkach i, cicho gdakając pod nosem, zmył się do wnętrza fortecy.
Spojrzałem na przedmiot.
Cholera, chyba zostałem nowym władcą fortecy. A niby miałem być jednym z żołnierzy...


3 Granit, 71 roku.
Zajrzałem do zapisków poprzedniego władcy. Napomknął coś o kurach, o wieżach fortecy, handlarzach, ale średnio chciało mi się zagłębiać w to wszystko. Zażądałem od księgowego zapisków o aktualnym stanie zasobów fortecy. Triceraton spojrzała na mnie jak na ostatniego debila i wzruszyła ramionami. Oznajmiła mi, że nie ma gdzie pracować, więc jak ma niby sporządzić jakiekolwiek dokumenty? Byłem w szoku. Niesamowite zaniedbanie. Chociaż czego się spodziewać po kimś, kto ma obsesję na temat kurczaków? Pokazałem jej, gdzie ma pracować. W sali jadalnej. Razem z innymi. Może mieć pewne trudności z pracą, ale będzie lepiej, jeżeli zacznie przebywać między swoimi.
Wygląda na to, że będę musiał przejrzeć wszystko od początku... Armoku, miej nade mną litość...
Przejrzałem na szybko zapasy żarcia. Ciężko mi cokolwiek powiedzieć – obecna ilość jedzenia sprawi, że przed śmiercią głodową zostaniemy wszyscy alkoholikami. Nie żeby to była smutna śmierć, rzecz jasna.


6 Granit, 71 roku.
Zauważyłem kilka śmiesznych rzeczy.
Kapitanem milicji jest kusznik. Poważnie, kusznik? Nie było kogoś bardziej odpowiedniego na tę pozycję? Chociażby taki Arnubis, który potrafi władać toporem i wie, jak wygląda zbroja... Druga sprawa: roboty jest zdecydowanie za dużo. Szczególnie kopania. Rozumiem, że ten wystrój miał być fajny i tym podobny, ale jeżeli to miała być kopalnia, to coś komuś nie wypaliło. Poczekam, aż to wykopią, a raczej wykopie Triceraton, bowiem Moldath najwyraźniej ma inne obowiązki. I dlaczego kolonia ma jedynie dwóch kopaczy?
Czas naprawić kilka rzeczy. Przejrzałem na szybko budynki, by sprawdzić kolejki budowania. Oczywiście pędzenie alkoholu i sporządzanie wyśmienitych dań ustawione jest na powtarzalne, nieważne, że może to zachwiać raczkującą gospodarką, kiedy to jeszcze potrzeba nam jak najwięcej rąk w innych zakątkach.


28 Granit, 71 roku.
Jedna batalia za drugą – co chwilę zmieniam roboty innym krasnoludom, co najwyraźniej im się nie podoba. Ciągle ktoś przychodzi do mnie ze skargą: a że go to rąsia boli od pielenia, a to wolałby wykuwać metale, a że kamień jest za szorstki. Co to, do kurwy nędzy, jebane przedszkole?! Do roboty, a nie patrzycie na mnie jak wół na malowane wrota!


11 Łupek, 71 roku.
Dokopaliśmy się do jaskini! O ile to ma swoje plusy, to chwilowo widzę same minusy. Miałem nadzieję, że dokopiemy się nieco szybciej do magmy, by móc budować napędzane magmą huty, ale najwyraźniej to jeszcze nie jest ten dzień. Postanowiłem zabarykadować wejście do niej i kopać w innym miejscu: na wszystko jest odpowiedni czas. Mam jednak nadzieję, że potwory nie potrafią wchodzić przez studnię: znaleźliśmy bowiem źródło pitnej wody, w której będziemy mogli się umyć!


21 Łupek, 71 roku.
Zrobienie czegokolwiek w tej kolonii graniczy z cudem. Mamy pięciu farmerów, co stanowi prawie jedną trzecią siły roboczej. Na pierdolone trzy niewielkie pola! Poważnie? Kto przydzielał robotę tym idiotom? Jedna osoba wystarczająco sobie poradzi w tej materii, plony zbierać może praktycznie każdy, więc o to nie trzeba się martwić.
Z jednych z lepszych wieści: mamy dwóch legendarnych kopaczy. Z tych gorszych wieści: wciąż mamy dwóch kopaczy. Powoli zacząłem rozkręcać metalurgię, polegając na węglu drzewnym. Mało to ekonomiczne, ale jak na razie nie natrafiliśmy na nic innego: ani na węgiel kamienny, ani na węgiel brunatny. No cóż, będziemy musieli zlecić, by to nam sprowadzili.


1 Felsyt, 71 roku.
Świetnie, przybyło więcej mord do wykarmienia. Mam nadzieję, że będą nieco bardziej użyteczniejsi, niż się tego spodziewam.


7 Felsyt, 71 roku.
Doskonale. Czterdzieści osiem bezużytecznych ryjów do wykarmienia. Chociaż to nie gra teraz roli. Postanowiłem zrobić zaciąg do armii. Postawiłem się na pozycji dowódcy milicji, a Bomreka zrobiłem jako dowódcę oddziału kuszników. Pierwszy oddział piechoty będzie pod moją komendą. Topory w łapy, panowie, i jazda!
Resztę przydzielam do zawodów, które są nam najpotrzebniejsze. Coś czuję, że dojdzie trzech nowych kopaczy i dwóch drwali – ich nigdy za wiele.


15 Felsyt, 71 roku.
Wszystko idzie pięknie i gładko, w końcu mam drobny luz pod względem ilości rąk do pracy, więc jest całkiem nieźle. Pierwszy raz coś mi wych...
Dziecko zostało opętane. Aż się boję, co mogło wymyślić. Zaraz po tym pojawiło się jeszcze jedno nieszczęście: przylazła elficka karawana. Gdyby nie fakt, że te leśne pedały aktualnie mogą być przydatne, chętnie rozstrzelałbym wszystkich na miejscu.
Dziecko zajęło warsztat rzemieślnika i błyskawicznie zaczęło znosić do środka towary, wesoło rozprawiając o małych trupkach i odrywaniu rączek. Uroczo: jak dorośnie, to z pewnością wcielę je do armii!
Przy okazji zleciłem kopanie nowych komnat i wyrób nowych mebli do nich. Może i na razie są darmozjadami, ale mieszkać muszą mieć gdzie.


1 Hematyt,71 roku.
Pierwszy sezon za mną: nadeszło upalne lato. Część celów, jakie postawiłem przed sobą. Rozkręciłem metalurgię, trochę zoptymalizowałem produkcję, powiększyłem kopalnie, dotarłem do pierwszej jaskini. Wciąż poluję na magmę – byłoby świetnie, jakby udało się natrafić na jakieś płytkie jeziorko. Zostaje mi na kilka następnych miesięcy jeszcze kilka rzeczy: ustabilizować podstawowe wojsko, wykuć im uzbrojenie i stworzyć baraki. Także gospodarka żywieniowa potrzebuje dodatkowego kopniaka, by utrzymać te sześćdziesiąt sześć nieszczęsnych mord.
Jak na razie: potrzebuję drobnej przerwy.
epoN Asrerkol, militia commander cancels work: on break.

cdn...
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#4
Czytać z dystansem. Trochę za bardzo wczułem się w rolę marudnego krasia, jakim jest mój dorf... Dawkować razem z alkoholem ; P


7 Hematyt, 71 roku.
Przysięgam, że Triceraton w ramach protestu robi dosłownie wszystko, byle nie handlować z elfami. Przez ostatnie dwa tygodnie miała dwukrotnie przerwę, by zaraz po tym coś zjeść i się napić, aż w końcu uderzyć w poduszkę.
Opętane dziecko pieprzy coś o skórach, niciach, kościach i kamieniach. Nie bardzo wiem, o co chodzi, ale, na litość boską, niech ktoś zamknie tego gówniarza w odosobnieniu...
Dodatkowo zleciłem budowę baraków na dwa oddziały, jakie wyznaczyłem. Jednemu z nich osobiście dowodzę. Obydwa oddziały mają po sześciu członków – sześciu toporników i sześciu kuszników. Na razie mój oddział tkwi bez uzbrojenia, ale mam nadzieję, że to się szybko zmieni. A żeby dopomóc losowi, rozkazałem wykuwanie broni i pancerzy. Jeżeli chcesz coś osiągnąć szybko – nigdy nie zostawiaj tego ślepemu losowi.


12 Hematyt, 71 roku.
Handel dobiegł targu w przeddzień wyjazdu handlarzy. Pieprzone elfy niech się wynoszą ze swoimi śmieciowymi towarami. Jedyne, co od nich kupiłem, to nieco nasion, trochę tkanin i nici oraz całe drewno, jakie mieli. Obrońcy natury, no rzeczywiście. W każdym razie to nam się nieco przyda – odciąży choć odrobinę naszą gospodarkę i być może pomoże temu opętanemu dzieciakowi. Może.


14 Hematyt, 71 roku.
Dzieciak w końcu zamknął mordę i zaczął coś klecić w tym swoim warsztaciku. Liczę na jakąś armatę na elfickie ścierwo, ale prawdopodobnie jedyne, na co mogę liczyć, to jakaś zasrana zabawka.


18 Hematyt, 71 roku.
Korona z sylwinu. Świetnie! A już się bałem, że może się to do czegokolwiek przydać. Jest warta zaledwie 8400 czegokolwiek, kto by się tym przejmował, do cholery. A co jest takiego w niej ciekawego? Nic. Kompletnie nic. Ma tylko obrazek jakiegoś boga. BOGA! Armok twoim jedynym panem, dziecko, ale nie jakiś Searingsmoke!
[notka – krasnolud epoN naprawdę nie wyznaje żadnego boga – trochę to mnie zdziwiło, bo chyba po raz pierwszy widzę coś takiego xD]


7 Malachit, 71 roku.
Ostatnio doszły mnie słuchy, że Triceraton ogłosiła się majorem. Staliśmy się najwyraźniej pełnoprawną kolonią. Może od tej pory zaczną przychodzić do nas bardziej... użyteczni ludzie. Bądź co bądź – pokój już był przyszykowany, jedyne, co trzeba wstawić, to część mebli, które sobie upodobała. No i trochę upiększyć pokój, by sprostał jej gustom.


9 Malachit, 71 roku.
Triceraton najwyraźniej uznała, że warto ze mną podzielić się swoim zdaniem i nakazami. Poprosiła, by ktokolwiek wykuł zbroję. W sumie miałem to już w planach, więc bez większych oporów przytaknąłem, popierając ją w tej decyzji i chwaląc za pomysłowość. Odeszła zadowolona – ludzie o wysokim stołku lubią, gdy ktoś inny chwali ich za pomysły. Dwie pieczenie na jednym ogniu.


22 Malachit, 71 roku.
Kolejni imigranci. Coś czuję, że nasze wojsko przeżyje kolejny rozrost. To, szczerze mówiąc, jeszcze bardziej zachęca mnie do szukania magmy, która zdecydowanie przyśpieszy naszą pracę.


27 Malachit, 71 roku.
Kolejnych dwudziestu pięciu obywateli przybyło. Kilku z nich może być w jakikolwiek sposób użyteczny, ale wciąż, siedmiu darmozjadów i co najmniej dziesięciu leserów. Postanowiłem stworzyć kolejny oddział, tym razem włóczników. Także sześcioosobowy. Dodatkowo dwóch łowców, którzy doszli do fortecy, też wcieliłem do armii. Niech się na coś przydadzą.


9 Galena, 71 roku.
Zacząłem kopać do podziemnej rzeki – zbuduję ze dwie studnie, by zadowolić inne krasnoludy. De facto jest ona dosyć głęboka, jakieś trzydzieści pięter w dół, licząc od sali jadalnej, ale co zrobisz? No nic nie zrobisz.
Zauważyłem, że pomieszczenia, które wykopałem pod sypialnie, teraz się przydają. Jakieś Pięćdziesiąt dodatkowych sypialni czeka na swoje wyposażenie, by ugościć nowych lokatorów. Dodatkowo Triceraton jest już prawie zadowolona ze standardów, jakie spełnia jej pokój. Postanowiłem dorzucić jej dodatkowo jakieś grawerunki na ścianach i podłogach: nie dość, że będzie jeszcze szczęśliwsza z tego pokoju, to nasi rzemieślnicy podszkolą się w grawerunku. Ponownie dwie pieczenie na jednym ogniu.
Myślę, że należy mi się za to jakiś porządny napitek.
Moje zdrowie!


14 Galena, 71 roku.
Z tego wszystkiego zapomniałem, że ja i moja małżonka nie mamy żadnej sypialni. Oto, co praca robi z człowiekiem, nawet zapomina o swojej rodzinie... Szybko naprawiłem ten błąd i zająłem pierwszą lepszą i wolną sypialnię.
W sumie zasłużyłem sobie na coś więcej. Także tego, chyba czas, bym zlecił wykopanie mi jakiejś przytulnej sypialni.


16 Galena, 71 roku.
Przybyła ludzka karawana. Tych gości lubię bardziej od elfów: czuć od nich metal, słyszę jego piękną pieśń, jaką wydaje wykuta z niego broń... Ach, coś wspaniałego. Szybko rozkazałem przenieść towary na rynek, by zacząć z nimi handel.


27 Galena, 71 roku.
Id Mebzuthteshkad wyglądał na dosyć markotnego. Jako że nie cierpię widoku markotnej duszy, postanowiłem do niego zagadać. Poczułem się dziwnie zignorowany. Poza nielicznymi przypadkami, które średnio uznawały moje dowództwo, Id po prostu mnie zignorował. Jakbym był powietrzem. I, co rzecz najdziwniejsza, innych także traktował jak powietrze. Powlókł swoje markotne dupsko do warsztatu rzemieślnika i zabarykadował się w środku, rysując coś na tabliczkach. Pies ci go wie, co mu chodzi po łepetynie – byle to było coś ciekawego.


1 Wapień, 71 roku.
Nastała jesień. Dziwny czas, kiedy liście uciekają z drzewa, a w powietrzu czuć nadchodzącą rzeź. Trochę, jakby gdzieś w pobliżu czaiły się gobliny... Ach, piękny zapach... Aż ręka świerzbi, by łapnąć za topór i wbić w tę krzywą mordę stalowe ostrze...
Szczególnie, gdy porywacze zabierają nasze dzieci. Z jednej strony niedobrze, bo to w końcu moj...nasza tania siła robocza, a z drugiej – nie musimy karmić pieprzone darmozjada. Mam co do tego mieszane uczucia...


5 Wapień, 71 roku.
Id zabrał się do pracy. De facto nie mam względem niego za wielkich oczekiwań, ale... może skleci coś, co jako skuteczniej ściągnie do nas kolejnych imigrantów. Nie żeby kolejni darmozjadzi byli nam w jakikolwiek sposób potrzebni.



9 Wapień, 71 roku.
Z tych lepszych wieści. Id skończył robotę. Amulet. O wartości sześciu tysięcy chuj-ci-go-wie-czego. No po prostu nie wierzę w to, że pieprzony, opętany gówniarz zrobił coś bardziej wartościowego od niego. No po prostu dno, muł i elficki honor... Nawet nic nie wygrawerował. Cholerny nieudacznik. Gdyby nie fakt, że wciąż potrzeba mi rąk do pracy, chętnie ściąłbym barana na miejscu na marnowanie surowców.
Z tych gorszych wieści (a może nawet jeszcze lepszych). Porwali kolejne dziecko. W sumie to mi już wszystko jedno. A niech se kradną, byle tylko nie moje. Jakbym był w stanie cokolwiek z tym zrobić. Osobiście uwiązałbym tę całą nieletnią hołotę do sznura w korytarzu, byle się nie pałętało tam, gdzie nie swędzi dupsko. W sumie... to nie jest zły pomysł. Czy mamy trzydzieści lin, by uwiązać tę całą gówniarzerię?


14 Wapień, 71 roku.
Triceraton oficjalnie zostaje zwolniona ze wszystkich obowiązków, jakie do tej pory pełni, nie licząc księgowości. Ten pieprzony leń po prostu nie ma zamiaru nic robić. Ani razu nie widziałem jej na rynku, by handlować z ludźmi. Ile razy jej nie prosiłem, to za każdym razem słyszę: nie, nie ma mowy, mam przerwę, wolne, jem, piję, sram, leżę. Kurwa, co to, jebane przedszkole?! Ot, odbiło od sztucznego dobrobytu.
[notka: poważnie, Triceraton jest najbardziej leniwym krasnoludem, jakiego tutaj spotkałem. Nie ma ochoty pracować, wiecznie jest na przerwie, ciągle je, pije, śpi i przynosi szkody fortecy. Cholerna pozycja majora...]
Na szczęście był ktoś, kto z głośnym przeklinaniem poszedł dobić targu z ludźmi. Albo też miał dosyć spierdolonej roboty, albo był niezadowolony z mojego polecenia. Albo może jedno i drugie. Najważniejsze, że robota została wykonana.
Zakupiłem jeszcze więcej mięsa, trochę nasion, znowu jeszcze więcej drewna, do tego nieco skóry i tkanin. Ach, i nieco żelaza, nie licząc żelaznego kowadła, dla którego już widzę robotę.


15 Wapień,71 roku.
Handlarze odjechali, zostawiając nas za swoimi plecami. Hellowi znowu ciężko było rozstać się z tymi wszystkimi mechanizmami, które własnoręcznie wytworzył, ale jak to mówią: trza być twardym, bo miękkich życie po prostu gwałci.
Do tego zauważyłem, że na osiemdziesięciu dziewięciu obywateli, trzydzieści sześć to jebane darmozjady dzieci. Prawie połowa populacji. Nie wiem, czy komuś pogratulować życia seksualnego, ale według mnie to jest przesada. Musimy utrzymywać takie krzywe, nienażarte mordy, które będą kompletnie bezużyteczne przez kilka najbliższych lat. Nawet mój syn (nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz go widziałem, mam nadzieję, że ktoś go porwał) jest bezużytecznym nasieniem, gotowym czym prędzej wydoić cały dostępny krasnoludowi alkohol w ramach kaprysu.
Cholerne życie.


13 Piaskowiec, 71 roku.
Zauważyłem, że nasze zapasy żywności zaczęły kurczyć się w zastraszającym tempie. No może nie całej żywności, a raczej czegoś dużo ważniejszego: alkoholu. Gorzelnicy ciągle jęczeli mi nad uchem, że nie mają beczek do warzenia alkoholu. Przecież, kurwa, wala się z jakieś osiemdziesiąt pieprzonych beczek po całej fortecy! Okazało się, że poprzedni władca nie dopasował ilości beczek na składowisku jedzenia. Wszystkie beczki, jakie były wolne, zostały zapełnione maksymalnie jednym grzybem(!) i nic nie mogę z tym fantem zrobić. Zmniejszyłem ilość beczek do dwudziestu pięciu na składowisko, na razie to powinno wystarczyć, by móc wytwarzać na bieżąco alkohol.
Ktokolwiek odziedziczy po mnie tę fortecę, chcę powiedzieć jedno: masz naprawdę przejebane.


cdn...
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#5
26 Piaskowiec, 71 roku.
Prawie wszyscy mają pracę, co mnie nieco niepokoi. Pierwszy raz coś takiego się tutaj zdarzyło...
Ponownie rozkazałem kopać *jeszcze* głębiej w poszukiwaniu magmy. Poza pierwszą jaskinią na nic jeszcze nie natrafiliśmy. Martwi mnie nawet brak innych metali... Ważne, że jest żelazo, później się ponarzeka na wszystko inne.
Zwiedziłem baraki i strzelnicę. Jako że miałem czas wolny od służby (zmieniamy się wartą co miesiąc z drugim oddziałem), postanowiłem wybadać, jak sobie radzą. Powiem szczerze, że jestem zadowolony z wyników. Rekruci w wolnym czasie ćwiczą ze sobą, szlifując swoje umiejętności. I dobrze, niech nie marnują czasu i zapewnią namiastkę bezpieczeństwa fortecy.


28 Piaskowiec, 71 roku.
Jeszcze więcej imigrantów! Chroń nas, Armoku, przed kolejną bandą darmozjadów... Mam nadzieję, że ta grupa nie będzie tak liczna jak poprzednie, albo przynajmniej bardziej uzdolniona...
Najwyżej wcielę kolejnych do armii...


4 Drewna, 71 roku.
Przetarłem oczy z niedowierzania. Spośród siedemnastu imigrantów, 8 było użytecznych! Dwóch łowców natychmiast wcieliłem do armii, podobnie jak dwóch toporników i dwóch włóczników. Nasza mała armia stopniowo rozrasta się, co napawa mnie dumą. Pozostaje jedynie utrzymać ten stan jak najdłużej!


10 Drewna, 71 roku.
Dokonałem kolejnych zmian w robotach, które będzie przydzielał Kikrost. Aktualnie w kolejce jest jakieś 30 zadań, posortowane od tych najbardziej pilnych, do tych mniej. Z radością zobaczę owoce tych zmian, szczególnie, że niektóre warsztaty podpisałem pod konkretnych pracowników, by ci szkolili się jak najbardziej w swoim fachu.


18 Drewna, 71 roku.
Przybyła krasnoludzka karawana! W końcu jakieś porządne towary! Szybko rozkazałem ściągnąć wszystko, co można sprzedać, na rynek. Czas na porządne zakupy!


26 Drewna, 71 roku.
Mój odwieczny sen o znalezieniu magmy spełnił się! Dokopaliśmy się w końcu do lawy, omijając jakimś cudem dwie obszerne jaskinie. Metodą prób i błędów w postaci drążenia tunelu o szerokości jednego urista, dotarliśmy głęboko pod ziemię! Teraz nie musimy się martwić o brak węgla: wystarczy, że będziemy wrzucać wszystko do lawy! Teraz musimy tylko zadbać o jakąś infrastrukturę tutaj głęboko pod ziemią...
Czas świętować!


1 Kamień Księżycowy, 71 roku.
Nastała zima. Na razie nie widzę, by padał śnieg, nie przypominam sobie także, by spadł śnieg, kiedy dotarłem do tej fortecy. Im dłużej tutaj jestem, tym lepiej dla wyglądają sprawy. Pewne dosyć ekscentryczne kroki podjęte przez poprzedniego władcę fortecy wydawały mi się nieco dziwne, ale teraz się przydają. Nadwyżki alkoholu okazały się być przydatne przy tym zalewie imigrantów, więc nie jest aż tak źle!


15 Kamień Księżycowy, 71 roku.
Id powiedział, że nie ma niczego ciekawego do kupienia, więc z braku laku kupił skórę, trochę tkanin, jedzenia, całe drewno, jakie mieli, kilka kołczanów i skórzanych bukłaków. Byłem zdziwiony tym faktem, ale sam bym nie podjął lepszej decyzji. Najwyraźniej nie można mieć wszystkiego z ojczystych gór.
Postanowiłem wykorzystać natychmiastowo zakup. Zleciłem robienie bukłaków i plecaków dla żołnierzy, a dopiero później zrobienie pancerzy dla kuszników. Zobaczymy, jak to się rozłoży w czasie.


4 Opal, 71 roku.
Trochę to zajęło, ale w końcu!
Ktoś mi obwieścił, że już można pracować przy magmowych kuźniach i hutach. Myślałem, że padnę z radości! Następny władca nie będzie miał żadnego problemu z węglem i będzie mógł bez większego problemu zająć się wyrabianiem metalowych rzeczy na pułapki i bronie...


15 Opal, 71 roku.
Moja wiara w Triceraton powoli spada ku zeru. Poprosiła mnie dzisiaj, by ktoś zrobił... zabawkowy topór. Masz tu, kobieto, żelazny, nie pasuje?! De facto nie chcę mieć złej kobiety u władzy, więc mrucząc „tak, już, już, świetny pomysł, zaiste” poszedłem zrzucić komuś te zadanie na barki. Niech on się z tym męczy.


16 Opal, 71 roku.
Przylazł gigant: jakby jeszcze tego szkaradziejstwa było nam potrzeba w tej chwili... Wyrzuciłbym całą armię na niego, ale znając życie, to nie pójdzie za dobrze. Wszcząłem alarm i zabarykadowaliśmy się na razie w fortecy. Dopóki nie mamy jakiejś porządnej broni, walka z tą abominacją skazana jest na porażkę i śmierć żołnierzy, a do tego nie potrafię dopuścić. Jeszcze nie teraz.


3 Obsydian, 71 roku.
Mój pokój jest już prawie ukończony! Po roku dobrze wiedzieć, że będę miał miejsce, które mi odpowiada. Do tego Logem wpadł w jakiś dziwny humor. Zamknął się bez słowa w pokoju i po prostu w nim siedzi. Ciekawe, o co mu chodzi?


11 Obsydian, 71 roku.
Okazało się, że Logem potrzebował warsztatu jubilerskiego. No cóż. Zacząłem też budowę szpitalu, mam nadzieję, że zdążę choć częściowo go wyposażyć.


14 Obsydian, 71 roku.
Jeszcze tego brakowało! Pojawiły się siły goblinów, rządne naszych towarów! Chciałbym im pokazać, jak smakuje żelazo mojego topora, ale jedyny topór, jaki teraz posiadam, to ćwiczebny... Nie może być gorzej.
Chociaż z drugiej strony może zajmą się gigantem i dadzą nam spokój?
Tymczasem Logem najwyraźniej zebrał wszystko, co było mu potrzebne i zaczął tajemniczą konstrukcję. Mam nadzieję, że nie będzie to korona ani zabawka, bo mnie normalnie chuj strzeli...


15 Obsydian, 71 roku.
Miałem nadzieje, że gigant będzie stanowił większe zagrożenie dla goblinów. Rozczarowałem się jak nigdy. Teraz te zielonoskóre karyple sterczą pod bramą fortecy i oczekują od nas powitania. Niech się pierdolą, nie mam teraz czasu na głupoty.


19 Obsydian, 71 roku.
Logem nieco mnie zaskoczył i zrobił... okno. Pierdolone okno. Po co nam okno w podziemiach?
Chociaż zbuduję je pośrodku sali jadalnej – każdemu od razu poprawi się humor od patrzenia na artefakt.
Po tego planuję wydłużyć służbę wojskową mojego oddziału. Ostatnio jestem przygnębiony dlatego, że musiałem zejść ze służby. Cholera, robiłem to niemal zawsze i to nie jest zła robota. Tym razem postanowiłem, że plan służby mojego oddziału i włóczników będzie się przeplatał. W ten sposób będzie więcej ludzi do pojedynków!


1 Granit, 72 roku.
Minął rok, odkąd przybyłem do tego miejsca. Sporo się wydarzyło, jeszcze więcej się zmieniło. Czuję, że mogłem zdziałać więcej, ale uważam, że poszło i tak nieźle – jak na tak ubogą w minerały krainę, to poszło i tak naprawdę nieźle. Ktokolwiek zgłosi się do mnie, zostanie następnym władcą fortecy. Tymczasem ja wolę skupić się na rozwijaniu swoich umiejętności, które przydadzą się przy obronie fortecy.

epoN Asrerkol, militia commander cancels work: on break.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Legendy z Dwarf Fortress: The Silent Dance of Souls epoN 8 2,792 03-08-2014, 01:31
Ostatni post: epoN
  Dwarf Fortress Succession Game: Doorsizzles epoN 4 2,386 24-06-2014, 22:56
Ostatni post: epoN
  Dwarf Fortress Succession Game, czyli nasza własna, forumowa forteca! epoN 5 2,852 16-06-2014, 20:33
Ostatni post: epoN

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości