Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Wątek zamknięty 
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Leacerii
#1
Mam nadzieję że coś z tego wyjdzie. Pierwszy raz piszę coś takiego
z chęcią będę analizował nawet najbardziej krytyczne komentarze. :/

PROLOG

Spojrzał jeszcze raz na szklaną tarczę zegara. "Coś się stało" – pomyślał.
Od kiedy pamiętał, tarcza była zawsze pusta. Teraz znajdował się razem z innymi elfami w trójkątnej czarno-białej sali o niskim suficie. Wszyscy wpatrzeni byli w zegar, jedyny przedmiot na pobielanych ścianach. Była to jedna z wielu tajemniczych i nieznanych sal w klasztorze Vil'ere, dużego, wielopiętrowego, marmurowego budynku, znajdującego się wysoko w Smoczych Górach. Otoczony z każdej strony górami budynek połączony z kaplicą był idealnym miejscem, a zarazem stolicą zakonu A'edriss. Zgromadzenia, do którego trafiali najstarsi z starszych, aby w ciszy zgłębiać tajemnice tego budynku i znajdujących się tu przedmiotów. Także znudzony życiem wieloletni elf Loa'ed wpatrywał się w trzy żarzące się dziwne znaki oraz zwykle nieruchomą złotą strzałkę wskazującą kolejno trupią czaszkę, miecz oraz smoka. Żaden z żyjących A'edriss nie umiał wytłumaczyć tego zjawiska, tej tajemnicy.
Powoli, nie odrywając wzroku od zegara, wstał. Ostatni raz przyglądnął się trzem dziwnym znakom i odszedł w stronę swojego mieszkania. Przeszedł pod łukowym przejściem miedzy korytarzem a trójkątną salą i ruszył do pokoju. Powoli mijał kolejne sale, skręcił zaraz za jadalnią i ruszył pustym korytarzem. Dotarł do spiralnych schodów prowadzących na drugie piętro. Wszedł na górę i udał się do zamieszkanego przez siebie pomieszczenia. Ostrożnie otworzył drzwi, aby nie obudzić śpiącego w środku swojego dziecka. MIeszkanie składał się z dwóch części. W pierwszej na wprost drzwi znajdowała się jego pracownia. Ciężki drewniany stół zastawiony różnymi drobiazgami. Przednim, po prawej stronie znajdowały się drzwi do sypialni, w której teraz spał jego syn. Po cichu otworzył, wszedł do sypialni. Na środku kwadratowego pomieszczenia siedziała Sy'lli, karmiąc małego Be'ala. Podniosła głowę i uśmiechnęła się.
Także się uśmiechnął i zapytał:
– Skończyłaś dzisiaj wcześniej?
– Tak. Odwołali mi zajęcia z energii ognia. Sprawdziłam więc wczorajsze egzaminy, a potem nakarmiłam małego, teraz śpi.
– Kiedy masz następne zajęcia?
– Po kolacji z astronomii.
– W końcu mamy trochę czasu dla siebie – powiedzieli równocześnie.
Podszedł do niej, nachylił się i delikatnie ją pocałował, potem wziął od niej dziecko i zaniósł je do kołyski pod oknem. Ona także wstała i podeszła do niewielkiego stolika w rogu, nalała do dwóch kubków wody. Podszedł do niej, wziął jeden kubek i usiadł na brzegu łóżka, a ona obok niego. Siedzieli tak w ciszy, wpatrując się w siebie. Nagły huk wyrwał ich z zamyślenia.
Ktoś z impetem uderzył w drzwi od mieszkania. Poderwali się na równe nogi, ona podbiegła do kołyski, on wyczarował Oko Wizjera na ścianie tuż za drzwiami. Dzięki temu zaklęciu widział wnętrze pracowni. Po chwili drzwi wejściowe otworzyły się, do środka weszła zakapturzona postać w niebieskim płaszczu. Od razu skierowała się w stronę drugich drzwi. Nie zastanawiając się, Loa'ed zaczął wyczarowywać portal. Po chwili na ścianie, kawałek od Sy'lli trzymającej dziecko, pojawił się złoty okrąg.
– Prędko, do portalu. Bez dyskusji ratuj nasze dziecko. Krzyknął zdyszany elf. Sy'llia bez dyskusji razem z płaczącym dzieckiem przeszła przez portal, który zaraz po ich przejściu zniknął. W tym momencie drewniane drzwi od pokoju otworzyły się z impetem. Nie zdążył się nawet odwrócić w stronę przeciwnika, zaklęcie śmierci trafiło go prosto w plecy. Umarł szczęśliwy, wiedząc, że udało mu się uratować jedynego syna oraz ukochaną żonę.

Rozdział 1 : ZADANIE

Zielony błysk na chwilę rozjaśnił duże wejście do groty o łagodnym, szerokim zejściu. Była to jedyna jaskinia w okolicy w odległości około dwustu stóp od wsi. Znajdowała się w niewielkiej górze służącej jako miejsce religijnego kultu. Miała jedno wejście od strony Smoczych Gór, przed nim stłoczeni byli dzisiaj mieszkańcy wsi liczący, że nieznajomy, który przyjechał do ich osady kilka dni wcześniej, pomoże rozwiązać problem. Od kilku dni w jaskini zamieszkiwało jakieś stworzenie, które od czasu do czasu dziwnie syczy. Co jakiś czas stworzenie to powodowało ogromny huk, jakby góra, w której zamieszkiwało, nagle się zawaliła. Zwykle odgłos ten poprzedzany był dziwny sykiem oraz niekiedy błyskiem. Tak było i tym razem: zebrani usłyszeli donośny huk oraz głośny syk.
Spośród wieśniaków, którzy stali w różnych odległościach od zejścia do jaskini, pewien chłop odwrócił się i spojrzał na przybysza. Był to niewysoki mężczyzna o długich ciemnych włosach spiętych w warkocz na plecach, kilkudniowym zaroście oraz czujnym spojrzeniu. Nosił czarny płaszcz ze stojącym kołnierzem oraz srebrno-szarym obszyciem. Przy boku miał miecz o srebrnej głowicy. Do pasa przymocowanych było kilka mniejszych skórzanych woreczków. Gruby burmistrz o obfitym wąsie i bogatym ubiorze przyglądał mu się chwilę, po czym ściągnął słomiany kapelusz, splunął i powiedział:
– Tak jak żeśmy się umawiali, panie Grinchold, dwieście tertów za dowód śmierci tego czegoś…
– Smoka kolczastego – odparł spokojnie przybysz, nie dając po sobie poznać zniecierpliwienia. Potrzebował tych pieniędzy.
Sto trzydzieści marek za wjazd do Leacerii, miasta czarodziejów…
Najpierw jednak zadanie. Zabił już wiele potężniejszych smoków, ale zawsze trzeba być skupionym.
– Może tak, może nie…
– Dwieście tertów za głowę? Resztę mogę wziąć?
– A jakże… nie wiem, po co panu reszta... Trofeum bez głowy żadne… a i ciężkie na mięso… pański koń tego nie uniesie…
– Mój interes, co zrobię z resztą… Przyjmuję warunek i zgadzam się na dwieście tertów za głowę.
– Ano oczywiście za dowód.
Gruby burmistrz zerknął na przybysza, ten wyciągnął dłoń. Spojrzał w głąb ciemnej jaskini, przez chwilę się zastanawiał, po czym uścisnął dłoń i odszedł.

* * *

Grinchold powoli wyciągnął czarny miecz z pochwy i odszedł w stronę jaskini. Spojrzał w nieprzeniknioną ciemność groty, niczego nie dostrzegł. Podniósł kamień z ziemi, wymamrotał coś niezrozumiale w znanym tylko sobie języku.
Z kamienia błysnęło słabe, białe światło, upuścił go do środka jaskini, nad którą stał. Zobaczył go. Czarne, stworzenie nie większe od konia, wciśnięte w kąt jaskini, zasłaniające się skrzydłami. Kolczasty smok wyglądał jak szkielet konia, na który ktoś naciągnął czarny, prześwitujący materiał, pokryty był cały licznymi niewielkimi kolcami. Skrzydła wyglądem przypominały nietoperze. Głowa wyglądała jak dwie zlepione trupie czaszki, w miejscach oczodołu tliły się zielone ogniki bacznie spoglądające na światło bijące z upuszczonego kamienia. Młody smok kolczasty ryknął i zasłonił się złamanym skrzydłem.
Nie odrywając od niego oczu, Grinchold zszedł powoli, trzymając się blisko ściany, zasłaniając się mieczem.
Zaatakował szybko i pewnie, odskoczył od ściany, głowicą miecza uderzył w złamaną prawą kończynę. Smok ryknął, skoczył w głąb jaskini i rozłożył skrzydła. Spojrzał na atakującego. Ten jednym ruchem przeskoczył pod lewym zdrowym ramieniem, znalazł się u boku smoka. Z takiej pozycji ciął z góry, rozcinając skórę wzdłuż stworzenia.
Odskoczył i zanurkował pod ogonem, unikając zabójczego uderzenia pokrytego kolcami ogona. Znalazł się po drugiej stronie tułowia. Zręcznie przeskoczył nad prawym skrzydłem i znalazł się tuż przed smokiem. Zdesperowane stworzenie spróbowało skoczyć nad napastnikiem. Grinchold obrócił się w miejscu pod smokiem, ciął z dołu między łuski, odcinając kolczastą głowę. Uskoczył w bok, unikając przygniecenia przez bezwładne ciało smoka. Rozejrzał się dookoła, schował miecz i wyciągnął nóż. Zaczął powoli dzielić zwłoki na części. Wycinając wszystko, co uda mu się sprzedać: kolce, pazury, łuski – elementy figurujące najwyżej na czarodziejskich listach potrzeb. Zapach smoczej krwi unosił się w powietrzu, nieustannie gryząc w nos. Wstał, spakował wszystko, co mógł sprzedać, do worka. Z kieszeni płaszcza wyciągnął mały flakonik i nalał do niego kilka kropli cennej smoczej krwi. Ostrożnie odłożył fiolkę do kieszeni. Wstał, podniósł głowę i powoli ruszył w kierunku wyjścia, przechodząc nad resztkami smoczego ciała.
Stojący obok konia chłopi popatrzyli z niedowierzaniem. Baby pobladły jeszcze bardziej, zasłaniając dzieciom oczy, rozglądały się dokoła.
Na powierzchni kilka osób zagwizdało z podziwu. Ktoś głośno przeklął. Reszta wieśniaków mamrotała coś pod nosem. Roześmiane dzieci przerwały na chwilę zabawę i z zainteresowaniem, przerażeniem przyglądały się Grincholdowi, a raczej smoczej głowie, którą cały czas trzymał. Burmistrz uśmiechnął się na jego widok. Przez chwilę przyglądał mu się bacznie, potem powiedział:
– Spisaliście się. Panie Grinchold, dobrze o was po karczmach gadają. Nie jak te Von mi stąd rycerzyki, podatek wyłudzać, a pomóc nie ma kto, wydrwigrosze! No, ale to swoją drogą interesy, najpierw interesy. Dwieście tertów, nie, panie Grinchold, dwieście czterdzieści, stać mnie, to i premię doliczę.
Reszta chłopów spojrzała na grubego burmistrza z niedowierzaniem.
– Proszę, pański dowód – odrzekł spokojnie Grinchold, podając chłopu głowę smoka.
– Wcale żeście go nie zmasakrowali. – Obejrzał głowę z dwóch stron. – Jeśli panu się nie śpieszy na obiad, do gospody zaprosić bym…
– Z chęcią bym skorzystał, ale zmuszony jestem odmówić – odpowiedział, zaczepiając juki do konia. Jednym zręcznym skokiem wsiadł na popielatego ogiera i odjechał wzdłuż Zdry w stronę Smoczych Gór, kierując się do Leacerii.
Crax, do poprawek marsz! ~ Nawka
Reklama AdSense
#2
(25-06-2014, 14:14)Crax napisał(a): Coś się stało pomyślał. (Może chociaż przecinek, żeby oddzielić myśl bohatera od narracji, hm?)

Od kiedy pamięta(pamiętał – nie zmienia się czasu narracji) tarcza była zawsze pusta.

A teraz stał razem z innymi elfami i wpatrywał się w trzy dziwne znaki żarzące się (w trzy żarzące się, dziwne znaki) oraz zwykle nie ruchomą(nieruchomą – przymiotnik) złotą strzałkę wskazującą kolejno trupią czaszkę, miecz oraz smoka.

Powoli(przecinek) nie odrywając wzroku od zegara(przecinek) wstał. Ostatni raz spojrzał na zegar i odszedł w stronę swojego pokoju.

Przechodząc pustym korytarzem (przecinek)dostrzegł błysk. Było już za późno(przecinek) by wyczarować tarczę, uśmiechną(uśmiechnął) się pod nosem. Zaklęcie śmierci trafiło go prosto w plecy, zginął na miejscu szybko i bezboleśnie z uśmiechem na ustach.

Błysk- syk– huk ….. (Wielokropek składa się z kropek trzech. A poza tym zapisałabym to tak: "Błysk, syk, huk" albo "Błysk... syk... huk...")

Stojący najbliżej chłop odwrócił się,(brak spacji)spojrzał na przybysza, ściągał słomiany kapelusz,(brak spacji)splunął i powiedział (dwukropek)

– tak jak żeśmy się umawiali(przecinek) panie Grinchold (przecinek)
200(słownie) orenów za dowód śmierć(śmierci) tego czegoś(zbędna spacja)(Zdanie ma to do siebie, że zaczyna się je z dużej litery, a kończy kropką. A poza tym, to czy oreny przypadkiem nie są "ukradzione" z uniwersum "Wiedźmina"? :P)

– Smoka kolczastego(brak spacji)– odparł spokojnie przybysz (przecinek) nie dając po sobie poznać zniecierpliwienia.

130(słownie) marek za wjazd do Leacerii(przecinek) miasta czarodziejów…

Najpierw jednak zadanie.(brak spacji)Zabił już wiele potężniejszych smoków(przecinek) ale zawsze trzeba być skupionym (przecinek) tego go nauczyli.

– m(M)oże tak (przecinek) może nie (zbędna spacja)…. (Wielokropek ma za dużo kropek)

– 200 (słownie) orenów za głowę? Resztę mogę wziąść(wziąć!)?

(brak spacji)A jakże (zbędna spacja)… nie wiem (przecinek) po co panu reszta .. (A to co? Kropka kończąca zdanie, czy kolejny wielokropek – tym razem z za małą ilością kropek?) t(T)rofeum bez głowy żadne … a i ciężkie na mięso …pański koń tego nie uniesie …

Na razie tylko tyle, bo nie będę robić wszystkiego za Ciebie, panie autorze. :P A roboty masz przed sobą ogrom.

Zacznę od estetyki tekstu, która nie istnieje. Nie ma akapitów (tag [p.] bez kropki na początku linijki) przy zmianie myśli, niepotrzebnie stawiasz spację przed znakami interpunkcyjnymi albo zapominasz postawić jej po. Wielokropki mają za dużo kropek – muszą być trzy, ni mniej, ni więcej. Ale przede wszystkim kuleje u Ciebie podstawa, czyli zapis zdania: każde zdanie zaczyna się z dużej litery i kończy kropką, wykrzyknikiem albo znakiem zapytania w zależności od tego, jaki to typ zdania. Dla mnie to wyłącznie niedbalstwo, bo na pewno czytasz, więc nie ma możliwości, żebyś nie wiedział, jak wygląda zdanie. Przejrzyj więc cały ten fragment i popraw to, co powyżej wymieniłam.

Z interpunkcją również masz problem, ale to kwestia, którą wybaczę znacznie łatwiej niż źle zapisane zdanie. :P Polecam forumowy poradnik (http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...nkcja.html), a po zapoznaniu się z nim – praktykę, bo to ona najlepiej Cię nauczy.

Co do samego tekstu... Trąci "Wiedźminem" już z daleka, wspomniane w poprawkach "oreny" oraz samo zabijanie potworów za pieniądze... Z tego fragmentu nie za wiele wynika, nie mówi on nic o bohaterze, więc trudno się teraz wypowiadać na ten temat. Mogę jednakże powiedzieć, że brakuje opisów miejsc i chociaż drobiazgowego opisu wyglądu postaci. Ten tekst to prawie sam dialog, z resztą dość ubogi w treść.

Mam nadzieję, że nie zabrzmiałam zbyt ostro i że Cię nie dobiję. :D
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
#3
Dziękuję za pierwsze poprawki postarałem się wszystkie warunki spełnić.
Nie mogę jednak ocenić w jakim stopniu.
Jeżeli chodzi o fabułę główny bohater jest zabójcą smoków i tylko smoków.
Spodziewałem się że będzie ,, trącał wiedźminem".
Co do orenów miałaś rację ale niebyła to celowa kradzież.
Brakowało mi nazwy waluty to wpisałem pierwszą nazwę jaka przyszła mi do głowy.
Postaram się to naprostować w dalszej części i znacząco odróżnić dalsze części od Wiedźmina.

PS. Niestety nie wiem czy się wyrobie w piątek wyjeżdżam na 11 dniową oazę w Bieszczady i prawdopodobnie nie będę miał jak pisać.

PS. 2. Ale wpadka :o To teraz zostaje przeprosić Vet za moją pomyłkę.
Mam nadzieję że mnie nie zabijesz. A także podziękować Duśce za wytknięcie błędu.
Tak to jest pisać post w autobusie.
Crax, do poprawek marsz! ~ Nawka
#4
Co za pokemoństwo – spacje robimy po kropce, przecinku, wykrzykniku itp., a nie przed. I ta spacja musi być po takim znaku przystankowym. U Ciebie jest różnie – albo w ogóle brak spacji (przed i po), albo spacja i przed, i po znaku interpunkcyjnym, odwrotność (spacja przed, brak spacji po).
To są podstawy. Zajrzyj do pierwszej lepszej książki na półce w szafce, u siebie w pokoju. Zobacz, gdzie są spacje przy znakach interpunkcyjnych.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
#5
Stu dzięki za wskazanie kolejnych błędów.
Wprowadziłem poprawki ale pewnie i tak jeszcze jakieś pominąłem.

Mam przy okazji pytanie:
<<Było już za późno, by wyczarować tarczę, uśmiechnął się pod nosem. Zaklęcie śmierci trafiło go prosto w plecy, zginął na miejscu szybko i bezboleśnie z uśmiechem na ustach.>>

To powtórzenie nie przeszkadza wam w czytaniu?
Crax, do poprawek marsz! ~ Nawka
#6
(25-06-2014, 14:14)Crax napisał(a): Spojrzał jeszcze raz na szklaną tarcze(ę) zegara.

(akapit)Powoli, nie odrywając wzroku od zegara, wstał.

Był to nie wysoki(niewysoki) mężczyzna o długich czarnych włosach spiętych w warkocz na plecach, (po co tyle spacji?) kilkudniowy(kilkudniowym) zaroście,(bez przecinka) oraz czujnym spojrzeniu.

Nosił czarny płaszcz z(ze) stojącym kołnierzem oraz srebrno-szarym obramowaniem. (obszyciem)

Przyglądał (Kto komu? Nie zmieniłeś podmiotu i dalej jest nim mężczyzna z warkoczem.) mu się chwilę (przecinek)po czym ściągał słomiany kapelusz, splunął i powiedział:

– Tak jak żeśmy się umawiali, panie Grinchold. (Po co ten odstęp? To jedna wypowiedź.)
Dwieście tertów za dowód śmierci tego czegoś…

– Mój interes (przecinek)co zrobię z resztą… przyjmuje(ę) warunek i zgadzam się 200(słownie) tertów za głowę.
– A no (Ano)oczywiście za dowód. (Od nowego akapitu to zdanie po prawej.) Gruby burmistrz spojrzał na przybysza(przecinek) ten wyciągnął dłoń. Spojrzał w duł(w dół!) do jaskini w nieprzeniknioną ciemność, uścisnął dłoń(komu uścisnął dłoń?) i odszedł.

Grinchold powoli wyciągnął czarny miecz za(zza) pasa i odszedł w stronę jaskini. (Miecz nosi się w pochwie, trzymanie go za pasem byłoby bolesne. :P)

Spojrzał w duł(w dół) (ale/lecz/ albo "i") niczego nie dostrzegł. W nie przeniknioną ciemność. (To powinno być zawarte w poprzednim zdaniu, bo inaczej nie trzyma się kupy.)

Podniósł kamień z ziemi (przecinek)wymamrotał coś,(bez przecinka) nie zrozumiale(niezrozumiale), nie po ludzku.(To po jakiemu? Jakieś istoty oprócz ludzi umieją mamrotać?)

(akapit)Z kamienia błysnęło jasne (przecinek)białe(A mogło być ciemne białe światło?) światło, upuścił kamień do środka(Do środka czego?), zobaczył go.

Czarne(przecinek) niewielki(niewielkie) stworzenie wciśnięte w kont(kąt!) jaskini (przecinek)zasłaniające się skrzydłami.

Głowę(Głowa) wyglądała jak dwie zlepione trupie czaszki (przecinek)w miejscach oczodołu tliły się zamiast oczy(oczu) zielone ogniki bacznie spoglądające na światło bijące z upuszczonego kamienia.

Zszedł powoli(przecinek) trzymając się blisko ściany(przecinek) zasłaniając się mieczem.(Smok to zrobił? Nie zmieniłeś podmiotu)

(akapit)Zaatakował szybko pewnie("szybko i pewnie"), odskoczył o(od) ściany(przecinek) głowicą miecza uderzył w złamane skrzydło.

Smok ryknął(przecinek) plunął ogniem(przecinek) odsłaniając gardło (przecinek)ciał (ciął)z dołu (przecinek)chybił specjalnie. (Tutaj znowu zmieszane podmioty. Smok ciął z dołu?)

Zmylił smoka odruchowo zasłaniającego się skrzydłem(przecinek) od dołu ciął szybko pewnie(Znowu to samo, brakuje "i". Poza tym takie określenie już było, może coś innego?) z góry(przecinek) rozcinając skórę od głowy do prawego skrzydła. (To od dołu czy od góry?)

Trysneła(Trysnęła) krew. Ryk, huk, fala ognia.

Odskoczył szybko zręcznie(Znowu nie ma "i") do lewego złamanego skrzydła (przecinek)ciął z góry (przecinek)pewnie obcinając głowę młodego smoka.

Rozejrzał się do okoła(dookoła), schował miecz, podniósł głowę i wyciągnął nóż.

Wycinając wszystko (przecinek)co uda mu się sprzedać(dwukropek) kolce, pazury, łuski (może myślnik?) elementy górujące najwyżej na czarodziejskich listach potrzeb.

Zapach smoczej krwi unosił się w powietrzu (przecinek)nieustanie(nieustannie) gryząc w nos. Wstaje, pakuje wszystko co uda mu się sprzedać do worka, bierze głowę smoka i powoli wychodzi z jaskini. (Nie zmienia się czasu w narracji. A na pewno nie w takiej sytuacji.)

(akapit)
Stojący obok konia chłopi popatrzyli blado (Według mnie zbędne. Poza tym chyba nie słyszałam o bladym patrzeniu.) z niedowierzanie(niedowierzaniem). Baby pobladły jeszcze bardziej, zasłaniając dzieciom oczy(przecinek) rozglądały się dokoła.

(akapit)Burmistrz uśmiechnął się blado na jego widok.

– Spisaliście się. Panie Grinchold (przecinek)dobrze o was po karczmach gadają.

Nie jak te Von mi stąd rycerzyki (A co to? Kompletnie nie rozumiem.)(przecinek)podatek wyłudzać (przecinek)a pomóc nie ma kto (przecinek)wydrwigrosze!

No (przecinek)ale to swoją drogą interesy, najpierw interesy dwieście tertów(przecinek) nie(przecinek) panie Grinchold (przecinek)dwieście czterdzieści (przecinek)stać mnie(przecinek) to i premię doliczę.

(myślnik)
Proszę (przecinek)pański dowód(spacja)– odrzekł spokojnie Grinchold
(do poprzedniego zdania po przecinku)Podając chłopu głowę smoka.

(myślnik)Wcale żeście go nie zmasakrowali(spacja)– obejrzał głowę z dwóch stron. Jeśli panu się nie śpieszy na obiad(przecinek) do gospody zaprosić bym…

– Z chęcią bym skorzystał (przecinek)ale zmuszony jestem odmówić.
(Do poprzedniego zdania, ale bez kropki, po myślniku i z małej litery.) Odpowiedział (przecinek)zaczepiając juki do konia. Jednym zręcznym skokiem wsiadł na popielatego ogiera i odjechał w wzdłuż Zdry w stronę Smoczych gór(Gór – skoro "Smoczych" też z dużej) (przecinek)kierując się do Leacerii.

Skoro poprawiłam początek, to czas na resztę. Przebrnęłam, choć nie będę ukrywała, że z trudem.

Zacznę od części łatwiejszej do zedytowania. Kiedy mówiłam, że brakuje akapitów przy zmianie myśli, to nie chodziło mi o dodanie akapitów trzech, lecz zawsze wtedy, kiedy kolejne zdanie przechodziło do nowej linijki. Wcześniej zapomniałam dopisać, żebyś akapity dodał także przed wypowiedziami bohaterów, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś teraz to zrobił. :P

Teraz cała reszta.

Stworzone przez Ciebie zdania są potwornie długie i prawie niezrozumiałe, bo nie oddzieliłeś kolejnych czynności przecinkami. Brakuje spójników, a miejscami aż się o nie prosi. Poza tym często gubisz podmioty, przez co zdania tracą sens, bo nie wiadomo, kto co robi.

Nadal brakuje opisów. Jest raptem jeden i to krótki, tego głównego bohatera. Poza tym nie jest opisana okolica z prologu, nie jest opisane miejsce sprzed walki ze smokiem, nie jest opisana sama jaskinia i sam smok. Opis walki zawarłeś może w trzech, czterech zdaniach, dodatkowo strasznie trudnych do zrozumienia, bo, jak już wspomniałam, giną w nich podmioty i za dużo w każdym z nich czynności. Dynamiki tekstu nie osiąga się poprzez nawrzucanie jak największej ilości czasowników do jednego zdania.

Nie chcę zabrzmieć niemiło, ale ten tekst potrzebuje naprawdę gruntownej przeróbki. Obecnie przypomina nie opowiadanie, a jakiś opis akcji gry komputerowej.

A co do twojego pytania o powtórzenie... Tak, mnie przeszkadza w czytaniu, jak każde powtórzenie.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Reklama AdSense
#7
Podsumowując gruntowna przeróbka.
Postanowiłem wydrukować ten teks i przeglądnąć go na tej 11 dniowej oazie.
Co do samych opisów zawsze miałem problemy.

Jeżeli chodzi o powtórzenie nie mogę znaleźć słowa zamiennego.
A co do tego << Nie jak te Von mi stąd rycerzyki>> chodzi mi oto że większość rycerzy w książkach które czytałem mają coś takiego w tytule.

Co do reszty błędów to poprawię je po oazie tak samo jeżeli chodzi o opisy.
Crax, do poprawek marsz! ~ Nawka
#8
Cytat:Mam nadzieję że coś z tego wyjdzie ( zbędna spacja ) . ( a tu brak spacji ) Pierwszy raz piszę coś takiego
z chęcią będę analizował nawet najbardziej krytyczne komentarze. :/

PROLOG

Spojrzał jeszcze raz na szklaną tarczę zegara. Coś się stało, pomyślał ( Myśli bierzemy w cudzysłów lub zapisujemy kursywą – pismem pochyłym, a nową myśl zaczynamy od nowego akapitu myślnikiem. Ta myśl powinna wyglądać tak:
– "Coś tu się stało" – pomyślał. )
.

A teraz stał razem z innymi elfami i wpatrywał się w trzy żarzące się ( żeby uniknąć powtórzenia "się" możesz użyć słów "ogniste, dziwne znaki" ) dziwne znaki oraz zwykle nieruchomą złotą strzałkę wskazującą kolejno trupią czaszkę, miecz oraz smoka.

Było już za późno, by wyczarować tarczę, uśmiechnął się pod nosem. ( ten uśmiech jest ironiczny, więc można to zdanie zapisać w postaci myśli
– "Za późno, by wyczarować tarczę" – uśmiechnął się do tej myśli. )


Zaklęcie śmierci trafiło go prosto w plecy, ( tu dałabym myślnik zamiast przecinka ) zginął na miejscu szybko i bezboleśnie z uśmiechem na ustach. ( aby uniknąć powtórzenia, można to zapisać tak: "zginął na miejscu szybko, bezboleśnie, bez śladu smutku na twarzy". )

Kilka przykładów ode mnie, jak można edytować takie zdania. Jeśli chodzi o powtórzenia, to google podpowie ci synonimy słów, którymi możesz je zastąpić.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
#9
W opowiadaniu wyczuwa się "Wiedźmina". Fabuła nie zachwyca.
Zastanawia mnie " Błysk, syk, huk..." kto to zrobił? Dlaczego tak się stało? Nie za bardzo kapuję. I jeszcze jedno. To co pomyślał bohater zapisałbym raczej, jako dialog wewnętrzny. Mam nadziej, że pomogłem. Powodzenia. :)
#10
Zgadzam się, zalatuje mi tu wiedźmińską sektą :P i do tego mnóstwo błędów interpunkcyjnych. Za mało opisów zjawisk, mało sprecyzowane: "błysk syk huk"? no własnie skąd? jaki to rodzaj huku? Oślepiający błysk? Słaby błysk?. No właśnie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
Wątek zamknięty 


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Leacerii Crax 10 3,025 21-01-2016, 21:56
Ostatni post: Nawka

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości