Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Dwarf Fortress Succession Game: Doorsizzles
#1
Dobra, wystartowało pierwsze forumowe Succession Game z gry Dwarf Fortress.

Zasady są proste:
– pierwszy rok każdy gra po sezonie, następnie normalnie, po roku
– po skończeniu swojego sezonu/roku grę zapisujemy, pakujemy save i podajemy dalej (bez żadnego dokańczania swoich spraw, od tego była własna tura ; )
– próbujemy nie zabić wszystkich dorfów, jakie napatoczą się pod łapę
– dorfy z "=" przez nazwą niech mają nieco więcej uwagi niż normalne, "NPC" dorfy

I to byłoby raczej na tyle.
Każdy robi to, co chce, byle tylko utrzymać to wszystko w jednej kupie. Jako że to ja zacząłem ten sezon (miał być Hell, ale wyszło inaczej), to będę pierwszy w kolejce.

Zdofieni userzy:
– epoN: =epon Lertethinod (Tangledgates) – preferowany mechanik (niech skubie w mechanics workshop mechanizmy, będą na sprzedaż i do pułapek)
– Triceraton: =Trice Erithlisat (Labornotch) – dorf warrior!
– Hellbringer: =Hell Zasiridrath (Bridgetreasures) – metalurgia
– Arnubis: =Arni Thikutod (Booklimb) – jest jako lekarz

Aktualna kolej:
– epoN
– Hell
– Trice


Aktualny przebieg:
– wiosna 51 roku: epoN
– lato 51 roku: Hellbringer
– jesień 51 roku: Triceraton (to be anounced)

Przydałoby się, by każdy nowy overseer fortecy ustawił swojego dorfa na możliwie najwyższym szczeblu władzy (chwilowo jest to lider ekspedycji).
Mapa jest możliwie przyjazna i w miarę łatwa, więc nie powinno być większych problemów.

No to zaczynamy zabawę!


22 Opal, 50 roku.
Usłyszałem, że szykuje się kolejna ekspedycja. Na jakimś kompletny zadupiu, gdzie nawet nie sięga broda Armoka. Współczuję tym, którzy mają tam zasuwać. To jest jednym słowem istna dzicz.


27 Opal, 50 roku.
Dowiedziałem się dzisiaj, że będę brał udział w ekspedycji. Pożegnałem się ze światem, z bliskimi, słodkim winem, przepiękną wolnością...
Ojciec zwykł mówić w takich chwilach: „nie chwal słońca przez upadkiem na kilof”... Coś w tym jest. Mam jeszcze trzy dni nim wyruszymy w podróż. Przydałoby się to jakoś wykorzystać...

29 Opal, 50 roku.
Przechyliłem kolejny kufel gęstego piwa. Otarłem pianę z gęstej brody i cicho westchnąłem. Urist zaśmiał się i dolał mi trunku.
– Widzisz, mój przyjacielu, takie życie – mówił. – Raz kopiesz żelazo, kujesz zbroję, masz aspiracje, a tu nagle dostajesz kopa w dupę i wyrzucają ciebie na wypizdowie jakich mało. – Poklepał mnie po ramieniu.
– Łatwo mówić, kiedy to nie ty musisz jechać – westchnął, topiąc tą myśl w piwie. – Mam nadzieję, że mnie kiedyś odwiedzisz, Uriście.
– Może kiedyś, epoN – zaśmiał się krasnolud, targając wesoło brodę. – Mnie nie śpieszno do fizycznej roboty, bo widzisz – klepnął palcem w plakietkę na piersi – jestem księgowym, i to cholernie dobrym. Nikt głupi nie wyśle księgowego, rozumiesz?
Znowu ciężko westchnąłem. Ostatnio ciągle wzdycham. Albo wzdycham, albo piję alkohol. Trza korzystać póki czas.

30 Opal, 50 roku.
No i wyruszyliśmy. Bez żadnej armii, tylko banda siedmiu krasnoludów, skazana na łaskę i niełaskę otaczającego świata. Ciekawe, kiedy dojedziemy...


1 Granit, 51 roku.
Wylądowaliśmy. Od groma śniegu, ale jakoś da się żyć. Dziwny dreszczyk ekscytacji przebiegł przez moje ciało, gdy popatrzyłem na te dzikie okolice. Aż świerzbiła mnie broda. Splunąłem na bok, by zamaskować swój entuzjazm i zawołałem:
– Strike the earth!

Spoiler:


Od razu zabraliśmy się do roboty. Użyliśmy starego, sprawdzonego projektu, który świetnie sprawdza się podczas oblężeń – zygzakowany tunel z fortyfikacjami zamiast ścian, za którymi będą czekać balisty oraz kusznicy. Ale to później – na razie nie musimy się o nic martwić.
Zabraliśmy się za kopanie i karczowanie. W planach: początkowe sypialnie, startowe warsztaty, pola zapasów i hala spotkań.


15 Granit, 51 roku.
W sumie nic ciekawego się nie dzieje. Jak na razie ci, co nie mają roboty, odmrażają swoje tyłki w śnieżycy. Razem ze mną. Cóż innego do roboty, skoro jeszcze nie są wykończone pomieszczenia...?


3 Łupek, 51 roku.
Prace idą tak sprawnie, że jestem po prostu zaskoczony. Słyszałem o wielu problemach na początkach fortecy, ale... to mnie trochę martwi. Jak to mawiał ojciec: „jeżeli coś idzie z wiatrem, to bądź pewien, że i będzie musiało iść pod wiatr”. A wiadomo, że w takich warunkach brodę targa jak goblinem w maszynce do mięsa.
Wyznaczyłem pierwsze farmy, miejsce dla drobiu, pierwsze składowiska nasion i drewna, kilku stolarzy. Połowa piętra do przemysłu już wykopana, podobnie jak sala zebrań. Nie jestem w stanie narzekać, bo i na co? Jedynie na to, że mamy mało alkoholu.
Zmieniam zdanie.
Mamy zdecydowanie za mało alkoholu. Nie mam pojęcia, co za niekompetentny kretyn pozwolił na takie zaniedbanie?!
Spoiler:

22 Łupek, 51 roku.
Prace nieco zwolniły, ale z innej przyczyny – trzeba teraz przenieść wszystko, co jest na zewnątrz. Lepiej, jeżeli jest pod ręką. Wybudowałem także dodatkowych kilka budynków przemysłowych. Rada dla moich następców: w warsztacie kamieniarza róbcie kamienne bloki, są łatwiejsze w przenoszeniu i dają identyczny rezultat co kamień. Dodatkowo, z jednego kamienia dostajemy cztery bloki!


11 Felsyt, 51 roku.
Powoli wszystko wchodzi na swoje miejsce. Kolejne budynki i kolejne rozwiązane problemy. Dalej jestem zaskoczony tym, jak wszystko idzie gładko. Mam ochotę na jakąś porządną przerwę.


1 Hematyt, 51 roku.
Ech, to była spokojna wiosna. W sumie zrobiłem niemal wszystko z mojej listy – poza urządzeniem sali jadalnej. Póki co – oddaję sprawy w ręce kolejnego śmiałka, ja tam wolę teraz odpocząć przy mechanizmach...



Ok, do kolejnej osoby, która przejmie fort: możesz robić praktycznie co uważasz za stosowne. Podstawy są już zrobione. Dorf!epoN niech sobie skubie mechanizmy, będą na sprzedaż i do pułapek. Farmy już są, większość warsztatów stoi. Alkohol można już śmiało pędzić.
Pierwsze piętro, tam, gdzie są farmy, niech pozostanie puste, zrobię z tego piętra baraki (ewentualnie).
Ktokolwiek przejmie następny fort – niech da mi w jakikolwiek sposób znać.
HF and GG ;)

save: tura epona, wiosna 51
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
1 Hematyt, 51 roku.

Wraz z nadejściem lata poczuliśmy w naszym nowym domu powiew świeżości, pogoda nam dopisywała, udało się założyć podstawy przyszłej fortecy, zmieniły się przy tym władze. Teraz to ja, Hell Saziridrath jestem przywódcą. Do moich zadań należy między innymi zapewnienie towarzyszom alkoholu i żywności, co wcale nie jest łatwym zadaniem. Napotkaliśmy pewne problemy, ale o tym za chwilę. Najpierw poruszę kwestię alkoholu: kończy się. A gdy go zabraknie, to do mnie wszyscy przyjdą narzekać. Boję się, że stracę wówczas nad sobą kontrolę i stanie się coś okropnego. Nie jestem najbardziej cierpliwą osobą w Tunumstiz. Sam zresztą muszę zadbać o trunki dla siebie. Myślę, że nie będzie z tym problemu, nie mam wyszukanego gustu i zwykłe wino wystarczy. A teraz co się tyczy jedzenia: mój poprzednik wyznaczył miejsce na farmy i rozwinął je na tyle, że śmiało mogę założyć, że nam strawy nie zabraknie. Jest tylko pewien problem, założyliśmy przed wyjazdem, że nasze żywienie oprzemy o uprawę ziemi i hodowlę kurzych jajek. Nikt jednak nie sprawdził przed wyjazdem płci naszych zwierząt i okazało się, że mamy trzy koguty i jedną kurę. Wystarczy, żeby je rozmnożyć, ale w pierwszych miesiącach na pewno nie uda nam się uświadczyć smaku przepysznej jajecznicy na śniadanie. Wraz z rozpoczęciem lata postanowiliśmy rozpocząć wydobywanie cennych kruszców, być może się uda.
[Obrazek: 4uykc7.jpg]

9 Hematyt, 51 roku.

Praca wre. W takim tempie zostaniemy wkrótce najlepiej prosperującą krasnoludzką fortecą jaką zna historia. Jedno tylko mnie martwi, alkoholu wciąż nie jest tak dużo, abyśmy mogli przestać na bieżąco kontynuować jego produkcję, do tego wciąż nie mamy zapasów jedzenia i nie rozpoczęliśmy obróbki metali. Co jeśli ktoś nas zaatakuje? Zapytałem epoNa, czy uważa, że jesteśmy przygotowani do walki. Zaśmiał mi się w twarz. „Nie jesteśmy nawet gotowi na treningi”, powiedział, odchodząc, żeby wykonać swoje zadania. Co prawda okolica wygląda bardzo przyjaźnie, ale wciąż niepokoję się, że coś może nam się niebawem przydarzyć... Nie wiem, jak to się zakończy, ale postanowiłem wyznaczyć podwładnych do zbudowania bramy i kilku pułapek, dzięki którym być może odgrodzimy się chociaż od pospolitych złodziei.

11 Malachit, 51 roku.

Z rana miałem tyle roboty, że aż z uszu parowało, a broda się prostowała, więc nie zauważyłem nawet, kiedy przybyli do naszej fortecy nowi bracia. Powitałem ich prędko naszym najlepszym winem i ciastkami, jako że nie wyglądali na takich, którzy mieli łatwą podróż za sobą. Niech odpoczną, w końcu za chwilę wpadną w wir pracy i nie wywiną się od niej, już ja tego dopilnuję! A tymczasem mogą wypić trochę lepszego alkoholu, niech mają, a co! Potem będą pić najgorsze siki, jakie wyszły spod ręki krasnoluda, bo nasz warzelnik jest raczej utalentowany w innych dziedzinach. Po posiłku zapytałem ich, co potrafią. Zawiodłem się. Okazało się, że czwórka z nich jest jeszcze za młoda do jakiejkolwiek prawdziwej pracy, a pozostała trójka wykonuje prace, które z powodzeniem moglibyśmy załatwić sami. Jedna z nich mówi, że dobrze radzi sobie z drewnem, na razie nie sprawdzamy jej umiejętności, dostała przydział do dekorowania głównej jadalni poprzez gładzenie skał. Później może okazać się przydatna również jako wytwórca węgla drzewnego, gdy już zaczniemy obróbkę i wytapianie metali, co planujemy jeszcze tego lata. Kolejny przyznał, że chciałby wyrabiać szkło, ale wie, że nie jest to potrzebne, dlatego zajmie się łowieniem i patroszeniem ryb. Ma do tego dryg, ale zobaczymy, czy złowi coś w pobliskich moczarach. Trzeci natomiast rozczarował mnie najbardziej. Był to młynarz, chłop w średnim wieku, niepotrafiący nic innego! Gdzie on się uchował?! Przydzieliłem go do uprawy roli, ale myślę, że nijak się tam nie sprawdzi, bo mamy już dostatecznie dużo rolników. Być może później wyszkolimy go na łowcę lub kogoś w tym rodzaju. Nie mam pojęcia, nie ja będę się tym zajmował. W każdym razie – powołałem kilku ziomków do zbudowania sypialni naszym nowym towarzyszom. Myślę, że będą nimi zadowoleni. Przyjezdni zabrali ze sobą także swoje dzieci, trzy dziewczynki i chłopca. To dobrze, brakowało u nas kobiet, ale te dzieci jeszcze nie dojrzały do tego, żeby je tak nazywać. Martwię się, czy nasza forteca, jak to zwykłem ją niesłusznie nazywać, da im odpowiednie warunki do życia i wzrastania.
Obawiam się, że jeśli brama nie zostanie skończona do jesieni, zima będzie naprawdę ciężka... Nasz rozwój skomentuję tak: powolny. I dodam: zbyt. Zbyt powolny. Coś we mnie mówi mi, że będziemy mieli kłopoty...

2 Galena, 51 roku.

Mamy problem. Kura dalej nie znosi jajek. Imbecyl, który odebrał jej poprzednie jest równie winny co ten, który nie sprawdził ich płci przed wyjazdem. Zima będzie ciężka, o ile nasz rybak się nie spisze. A póki co – jakoś nie zostałem poczęstowany rybą. W takiej sytuacji zwykłem mawiać coś, co nie powinno być zapisywane w poważnej kronice. Ale aż kląć się chce, kiedy widzę ten burdel. Połowa krasnoludów nie pracuje, bo jedzą lub piją. Tak, to ci nowi. Ale mi się trafiło... Na szczęście jedna z dziewczynek myśli. Zebrała plony. Zuch dziewczyna! Jak dorośnie może dam jej klapsa, ale nie takie z tych karzących...

6 Galena, 51 roku.

Zabiliśmy konia, żeby mieć mięso do jedzenia. I tak nie był nam potrzebny, ale trochę zniszczyło to morale. Widocznie niektórzy zżywają się z pospolitymi gadzinami, ja nie. I piszę to, gdy obok czeka pyszna, pieczona konina.

8 Galena, 51 roku.

Z rana czekał mnie obchód. Nie chciałem wcale go wykonywać, bo postępów od kilku dni nie ma i to nudna robota... ale jakież było moje zaskoczenie, gdy odkryłem, że nasza kura złożyła aż piętnaście jajek! Zdolna! Tak trzymać. Postanowiłem uczcić to słuszną porcją wina i pieczystym. Zabiliśmy również królika, który przywałęsał się z imigrantami, smakuje wybornie. Nareszcie wesoła nowina! Potem okazało się również, że budowa mostu jest skończona. Cudnie.

1 Wapień, 51 roku.

Skończyliśmy większość z zaplanowanych rzeczy nim nadeszła jesień. Widzę, jak drzewa zaczynają mienić się różnymi barwami, a więc skończył się czas moich rządów. Mam tylko nadzieję, że mój następca nie porzuci planu rozpoczęcia obróbki metali i że nasza czeladka kur się rozmnoży. Marzę o jajecznicy... Wydaje mi się przy tym, że jesteśmy bezpieczni. Co prawda pułapki nie zostały zbudowane, ale most tak.
[Obrazek: 69dze0.jpg]
Chwała naszej rasie!
Odpowiedz
#3
Osobisty dziennik epoNa

3 Hematyt, 51 roku
Pierwsze dni nowego lidera fortecy wyglądają dosyć obiecująco. Może coś uda mu się zrobić na tym zadupiu, ja sobie robię chwilową przerwę od tego wszystkiego.
Potrzebuję jakiegoś alkoholu.

14 Malachit, 51 roku
W przerwie od robienia mechanizmów poszedłem przywitać się z nowymi imigrantami. Nie wiem, po co tachają tutaj te bezużyteczne kupy gówna darmozjadów dzieci, ale nie sądzę, by to wyszło nam na dobre. Przydałby się jakiś porządny woj dla pary z Trice, które ostatnio ciągle smęci o służbę w wojsku...
Poza tym zauważyłem, że te nowe porcje alkoholu smakują... jakoś dziwnie. Czyżby ktoś postanowił to rozcieńczać?
Poniżej jest rysunek beczki i epoNa. epoN przechyla -beczkę wina-. Nad jego głową jest zawierająca przekleństwa chmurka. Obrazek najeżony jest groźnymi kolcami z grafitu.

12 Galena, 51 roku
Ostatnio widziałem Hella, który trząsł się z radości. Zapytałem go o powód. Szczerze mówiąc teraz żałuję. Cieszył się, że kury zniosły jajka i możemy liczyć na więcej kur. Czy on jest poważny? Nie ma nic lepszego od gigantycznej jajecznicy z dwunastu jaj i litrem krasnoludzkiego wina... A jak już mowa o winie...
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#4
1 Wapień, 51 roku.
Tej jesieni nie będzie zdecydowanie czasu na odpoczynek. Praca wre.
Razem z Hellem przekopujemy się całymi dniami przez kamień, tworząc to nowe i nowe piętra w naszej fortecy. Jeszcze długo nie odpoczniemy od kilofa; oprócz potrzebnego nam tu miejsca, rośnie też zapotrzebowanie na kamień. Jak na razie głównym celem jest budowa zajezdni dla karawan, bo przecież tej jesieni spodziewamy się pierwszych kupców i, mam nadzieję, udanego handlu. To świetna okazja na lepszy start, jeśli tylko właściwie to rozegramy. Jestem dobrej myśli.


5 Wapień, 51 roku.
Świetnie, zajezdnia ukończona. Teraz pozostaje tylko czekać na karawan krasnoludów. Arni trochę się ostatnio lenił, ale za to ustalił w tym czasie, jak ma wyglądać nasz przyszły szpital – to jego broszka, w końcu nie będzie się tak bardzo nudził. Jest cały szczęśliwy, pokazując mi i Hellowi gdzie dokładnie wykopać salę szpitalną. Za to Ep bez przerwy przebiega maraton od swojej pracowni do głównego wejścia fortecy i z powrotem – konstruuje pułapki ze spadającymi kamieniami. Inni muszą teraz bardzo uważać, kiedy tamtędy przechodzą, by przypadkiem nie uruchomić jednej z nich. Oprócz tego, szłam właśnie spać, gdy natknęłam się na nieudolnie postawioną ścianę jednej z sypialni. Spartaczona robota... To musiał być Hell, skoro tylko my w dwójkę tu kopiemy. Cóż, jakoś to przeboleję, choć pewnie prędzej czy później znajdzie się tu jakiś esteta, co nie będzie mógł znieść tego widoku.
Spoiler:


9 Wapień, 51 roku.
Magazyny. Jeszcze przed zbudowaniem szpitala zaczęliśmy je robić. Na razie użyjemy tylko jednego – na kamienie – bo zaczynają się wszędzie bez sensu walać, krótko mówiąc, straszny syf. Myślę, że na zimę zajmiemy się resztą magazynów. Większość pracuje teraz tak naprawdę przy farmie. Ja z Hellem trudzę się wciąż przy tworzeniu korytarzy.


24 Wapień, 51 roku.
Właśnie przybyło 6 emigrantów. Z tej okazji nawarzyliśmy więcej trunku, poczęstowaliśmy ich na powitanie – ale szczerze mówiąc nie każdemu odpowiadał ten natłok nowych dzieciaków. No ale dobra, niech noszą kamienie.


7 Piaskowiec, 51 roku.
Tworzymy szpital. Wszystko idzie po naszej myśli; jedynie dzieciaki plączą się wciąż pod nogami. Zrobiliśmy dodatkowe dwa pomieszczenia na warsztaty i nowo przybyli w końcu się na coś przydali. Rozdano obowiązki. Trzeba było przecież jakoś wyposażyć nasz szpital, a potrzebujemy parę łóżek, sukien, wiader czy mydła. Ep ciągle pracuje przy mechanizmach i nie wychyla nosa ze swojej pracowni.


22 Piaskowiec, 51 roku.
Wszystko idzie ku dobrej drodze. No dobra, miał miejsce pewien mały incydent, ale co to za wielka strata, nie?
Spoiler:
Oprócz tego dzieciaki plączą się pod nogami i nie mogą sobie znaleźć zajęcia, więc trzeba będzie im chyba skombinować jakieś zabawki. Za to są kurczęta! Wykluły się! W przerwach od ciągłego kopania, ich widok mnie w jakiś sposób uspokaja.


5 Kamień, 51 roku.
Jednak wykopaliśmy też drugi magazyn; nie było wcześniej miejsca na meble i wszelkie inne pierdoły. W końcu nie pożałowaliśmy tych sześciu imigrantów, bo teraz każdy miał jakąś robotę do zrobienia i to wcale nie małą. Nasz cieśla oraz kamieniarz szczególnie. Wszyscy wzięli się za przenoszenie łóżek, drzwi i stołów do sali szpitalnej – w końcu zaczęła nabierać kształtów. Arni z wielką radością instruował nas, gdzie co położyć, ustawić czy wstawić. Wieczorem spotkała nas, dotychczas rzadko spotykana, rozrywka; oglądaliśmy walki kogutów!


12 Kamień, 51 roku.
No i jest karawan! Wszyscy mogli w końcu na chwilę oderwać się od pracy, uff... Powitaliśmy gości alkoholem i obdarowaliśmy paroma posągami, po czym przeszliśmy do transakcji.
Spoiler:
Świetnie. Wykupiliśmy trochę wina, skóry, ubrań i gipsu potrzebnego do szpitala. Znów wróciliśmy do pracy. Tym razem przenoszenie i jeszcze raz przenoszenie. Nie oszczędzaliśmy nawet dzieci – w końcu siedzą całymi dniami w jadalni i żrą, więc mogłyby trochę pomóc.
Później na karawan napadła kea, ale strażnicy szybko sobie z nią poradzili.
Hm, przy tym ciągłym natłoku pracy zupełnie zapomniałam o wytworzeniu węgla drzewnego na zimę... Cóż, przyznaję się do tego zaniedbania.


26 Kamień, 51 roku.
Byliśmy tak pochłonięci pracą, że nie zauważyliśmy nawet jak dotąd spokojny Kogan nagle postradał zmysły! Chodzi w kółko i bełkocze sam do siebie; przepracował się chłopak... Trochę wina go uspokoiło.
Spoiler:


1 Księżycowy Kamień, 51. Wczesna zima.
No i nadeszła zima. Cholera, co te kurczęta robią w jadalni? Trzeba będzie je wyłapać...
–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–-–
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
Odpowiedz
#5
WELP
Dopiero teraz zauważyłem coś interesującego: mapka praktycznie w ogóle nie zawiera metalu. Ma jedynie miedź i złoto (co to za bronie z miękkich metali?! niemowlęca kupa jest już wytrzymalsza niż to...), więc dalsza rozgrywka po uzgodnieniu stron została porzucona (gra byłaby choooooolernie nudna). Tak więc – Doorsizzles pada ofiarą beznadziejnej ziemi...
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Legendy z Dwarf Fortress: The Silent Dance of Souls epoN 8 2,581 03-08-2014, 01:31
Ostatni post: epoN
  Dwarf Fortress Succession Game: The Creepy Horror of Obeying epoN 4 1,908 09-07-2014, 19:22
Ostatni post: epoN
  Dwarf Fortress Succession Game, czyli nasza własna, forumowa forteca! epoN 5 2,663 16-06-2014, 20:33
Ostatni post: epoN

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości