Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Myśliwski ogar
#1
Przedmowa: to takie krótkie opowiadanko oparte o dwa znane żarty. Być może pojawi się jako fragment większej całości, lecz póki co – zapraszam do lektury.

Z daleka widać było krwistoczerwoną łunę, której blask bił ponad lasem i rozpraszał mrok zapadającej nocy. Mężczyźni spojrzeli na siebie pytającym wzrokiem. Już mieli popędzić konie, by sprawdzić, jakie to niezwykłe zjawisko widzą z oddali, gdy dostrzegli przygarbioną sylwetkę wybiegającą z lasu. Człowiek ten utykał wyraźnie na jedną nogę, lecz dopiero gdy zbliżył się dostatecznie blisko, Gromisław rozpoznał w nim pachołka oporządzającego konie. Rycerz zamachał pochodnią i zatrzymał go gestem dłoni.
Staśko, bo tak zwał się wieśniak, posłusznie stanął przed swym panem i szybkim gestem ściągnął brudną czapę, którą teraz miętosił w dłoniach.
– Co się stało? – krzyknął Gromisław tubalnym głosem.
– Ano nic takiego, jaśnie panie – odparł niedbale i z ociąganiem Staśko. Jan – drugi z jeźdźców – czuł, że „nic takiego” oznacza najpewniej coś zupełnie odwrotnego, lecz milczał. – Wasz pies myśliwski zdechł.
– Zdechł? – Gromisław był zbity z tropu. Na chwilę zapomniał o łunie bijącej nad lasem.
– Ano zdechł – potwierdził Staśko, jakby nie był pewien, czy jego pan usłyszał pierwszą odpowiedź.
– A zdechł, bo… – Rycerz oczekiwał, że pachołek dokończy zaczęte zdanie, lecz widząc, że raczej się nie doczeka, ryknął: – Gadaj, psi synu, czemu mój ogar zdechł!
– Bo się koniny obżarł, jaśnie panie – odparł spokojnie Staśko.
– Do stu diabłów! Trzymajcie mnie, bo mnie zaraz krew zaleje! Jakiej koniny!
– Ano spalonej. Mówiłem, że spalone mięso zaszkodzi, ale ogar nie słuchał Staśka, co to, to nie – odrzekł spokojnie chłop, a Jan był już zupełnie pewien, że lotność umysłu służącego była gdzieś na poziomie wielkiego głazu.
– A skąd, na bogów, wzięła się spalona konina? – Gromisław syknął przez zęby. Towarzysz położył mu dłoń na ramieniu w uspokajającym geście.
– Ano, bo, jaśnie panie, stajnia się spaliła.
– Co!? – To już nie był krzyk w wykonaniu Gromisława, lecz ryk rozwścieczonej bestii.
– Ano stajnia się spaliła, bo się ogień od reszty zabudowań tak szybko roznosił, że nie nadążyli my gasić. A jaśnie pan wie, że do strumienia kawałek drogi, a studni to jaśnie pan kopać nie kazał. – Ostatnie słowa Staśka podszyte były czymś na kształt wyrzutu.
Gromisław nie był w stanie wykrztusić słowa. Jan zachował więcej zimnej krwi. Wysunął się przed towarzysza i nachylił ku pachołkowi.
– Gadaj, skąd ogień. Piorun? Ktoś przypadkowo podpalił? – Zasypał chłopa pytaniami.
– A gdzie by tam przypadkiem. Przecież dzicy z gór niczego przypadkiem nie palą. Zaskoczyli nas przed wieczerzą i nim jaki chłop dobiegł do dzwonu, by na alarm bić, wycięli tych, co się nie schowali. Potem złupili co się dało, dziewki powiązali i poszli, a nim odeszli, podpalili wszystko. Nawet jaśnie panią porwali.
– W konie! – krzyknął Jan. – Jeszcze ich dogonimy! Może nie jest za późno!
– Stój, głupi. – Gromisław chwycił konia towarzysza za uzdę. – Po śmierć chcesz jechać? We dwóch na bandę dzikich?
– A twoja żona? – spytał niepewnie Jan, choć powoli docierało do niego, że Gromisław ma całkowitą rację.
– A co z tą starą wiedźmą? Sami porwali, to niech się sami z nią teraz męczą. – Rycerz puścił uzdę i powoli ruszył w kierunku, z którego przybył Staśko.
Nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko rzeczy cholernie mało prawdopodobne.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
"lecz puki co"

Naprawdę? :D Oby to był przypadkowy błąd.

"Człowiek ten utykał wyraźnie na jedną nogę, lecz dopiero,(chyba zbędny ten przecinek) gdy zbliżył się dostatecznie blisko"

"– Ano (może tutaj przecinek?) bo, jaśnie panie, stajnia się spaliła."


Fabularnie nie ma zbytnio co oceniać, bo oparte na znanym i lubianym żarcie. Jedyne, do czego bym się przyczepił, to do tego, że nagle rozwścieczony Gromisław stał się tym, który uspokajał Jana, jakoby zachowującego więcej zimnej krwi, chociaż różnie to bywa. ;)
Traktowanie powyższej wypowiedzi na serio nie jest zalecane. Autor się zwyczajnie nie zna.
Odpowiedz
#3
(22-06-2014, 14:13)-13- napisał(a): Być może pojawi się jako fragment większej całości, lecz puki (póki!) co – zapraszam do lektury.

Człowiek ten utykał wyraźnie na jedną nogę, lecz dopiero, (bez przecinka)gdy zbliżył się dostatecznie blisko, Gromisław rozpoznał w nim pachołka oporządzającego konie.

Jakoś mnie nie rozbawiło, widać żarty tego rodzaju to nie mój typ poczucia humoru. Nie ma się więc co rozwodzić – krótkie, dobrze napisane, czego chcieć więcej? :D
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
Jeeeezusicku najsłodszy – jak ja takiego orta mogłem walnąć!
O fabule to nie ma co mówić – fakt:) Szukam pomysłu na nową historię i zapisuję sobie takie wyrwane z kontekstu scenki – stąd ten tekścik.
Nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko rzeczy cholernie mało prawdopodobne.
Odpowiedz
#5
(22-06-2014, 14:13)-13- napisał(a): Potem złupili (przecinek) co się dało, dziewki powiązali i poszli, a nim odeszli, podpalili wszystko.

:)
Zgrabnie ułożone. Oczywiście wiem, jakie to dwa żarty były podstawą tego tekstu :)
Pierwszy znam w tej wersji: http://www.dowcipy.jeja.pl/top,6,hrabia.html
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#6
Bardzo zabawne opowiadanko, gdyż wczułem się w tą sytuację, i poniekąd mnie to rozśmieszyło :D
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
kojarzę żart, ale dopiero na sam koniec go sobie przypomniałam. Czytało się lekko, przyjemnie. Miłe rozluźnienie przed powrotem do tomiszcza pełnego ksiąg i intryg.
W wolnej chwili (HA!) poczytam więcej, zobaczę czy gdzie indziej poziom ten sam ;]
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#8
Szybko, prosto, przyjemnie i zabawnie. Zwrot akcji ze spalonej koniny na spaloną wieś przyprawił mnie o uśmiech.
Odpowiedz
#9
Nie znałem żartu, więc i się uśmiałem trochę bardziej. Ciekawie wyszło relacjonowanie wszystkiego od końca. Miło i przyjemnie się czyta, mogło by to posłużyć jako mały wątek poboczny czegoś większego. Gromisław... Ciekawe imię, spotykam się z nim po raz pierwszy! Te słowiańskie są definitywnie najlepsze.
Odpowiedz
#10
Ostatni dialog mistrzowski. Więcej, więcej i jeszcze raz więcej. Po prostu ryknąłem śmiechem na cały dom, bo zakończenia się nie spodziewałem :D
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości