Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy New Life – The Beginning and The End.
#1
Cóż, na początku pomyślałam, że jak zacznę pisać od nowa, to będzie lepiej, ale teraz zmieniam zdanie. Wiem, że lepiej wcale nie jest...
Z resztą, sami zobaczcie...
Chyba znowu mnie depresja twórcza bierze....


Rozdział I
Miałam już wszystkiego dość. Po raz kolejny rujnował moje plany na spędzenie piątkowego wieczoru. Miałam dzisiaj spotkać się z Katherine, dla której ostatnio brakowało mi czasu. Niestety, wszystkie plany legły w gruzach. Chciałam mu powiedzieć: „Stop. Nigdzie nie jadę. Jestem już umówiona”, lecz nie mogłam go zranić. Kochałam go mimo jego wad. Mimo tego, że nie liczył się z moim zdaniem. Nie brał pod uwagę tego, czego ja pragnęłam. Zawsze musiał dostać to, co chciał. Cóż, w końcu on był demonem, a ja tylko wampirem…
— Nie możesz jechać sam? — zapytałam chyba po raz setny, mając nadzieję, że zmieni zdanie.
— Już ci mówiłem. Jedziesz ze mną bez gadania. Przebierz się szybko — rozkazał, ponaglając mnie.
— Przecież mogę tak jechać — zaprotestowałam, spoglądając na siebie.
Byłam ubrana w turkusową spódnicę do kolan oraz w mój ulubiony biały top.
— Nie! Zwariowałaś? Chyba nie chcesz przynieść mi wstydu? Przebieraj się…
Spojrzałam na niego zrezygnowana. Nie miałam siły dłużej z nim walczyć, więc grzecznie pomaszerowałam w stronę dość dużej, wbudowanej w ścianę z jasnego drewna szafy. Wyciągnęłam z niej wiszącą na wieszaku zwiewną sukienkę. Już miałam pójść w stronę łazienki, kiedy usłyszałam głos Mark’a.
— Chcesz to założyć? — zapytał z oburzeniem w głosie.
— Tak — odpowiedziałam półszeptem. Czułam, że znowu coś mu nie pasuje.
— Nie ma mowy. Nie pokażesz się w takim stroju przed moimi kumplami. Poczekaj… — rzekł, podchodząc do szafy szybkim tempem.. Przerzucając w niej chwilę ubrania wyciągnął ostatecznie gładką, czarną sukienkę na krótki rękaw. Nie była to zwyczajna sukienka. Była „dość” obcisła i krótka, ale nie tylko dla tego poszukując ubrania na dzisiejszy wieczór ominęłam ją. Miała także duży dekolt, w którym nie czułam się komfortowo.
Spojrzałam na Mark’a posmutniałym spojrzeniem.
— Dostałaś ją ode mnie na urodziny, a widziałem cię w niej zaledwie raz, więc zrób mi tą przyjemność i załóż ją teraz — poprosił, choć wiedziałam, że nie mam innego wyboru. Inaczej wściekłby się jeszcze bardziej.
Podeszłam powoli do niego i chwyciłam za wieszak z suknią, który trzymał w prawej dłoni.
— I pośpiesz się. Nie mam zamiaru się spóźnić. — Usiadł na łóżku i włączając pilotem telewizor stojący na komodzie po przeciwnej stronie pokoju zaczął oglądać przypadkowy serial.
Wchodząc do łazienki, zakluczyłam za sobą drzwi, a następnie oparłam się plecami do nich wznosząc głowę w górę.
Mark był świetnym chłopakiem, demonem…Jednak ostatnio się zmienił. Byliśmy razem od ponad roku, ale dopiero od kilku miesięcy zaczął się dziwnie zachowywać. Kiedyś można było z nim spokojnie porozmawiać, pośmiać się, poprosić o radę czy pomoc. Zawsze chętnie spędzałam z nim czas, a on nigdy nie mówił mi co mam robić. Czułam się swobodna. Kochaliśmy się wzajemnie a nasze pochodzenie umocniły tą więź.
Pewnego dnia, kiedy nie mogliśmy zgodzić się co do wyboru filmu, jaki mieliśmy oglądać w sobotni wieczór, Mark się zezłościł i podniósł głos, a ja chcąc zachować dotychczasowy spokój przystałam na jego propozycję. Od tamtego dnia wszystko się zaczęło. Zaczął coraz częściej unosić się. Stał się nerwowy i wszystko musiało iść po jego myśli. Gdy tak nie było, zdarzało się, że używał przemocy. Nie często, ale jednak.
Chcąc unikać kłótni, zaczęłam zgadzać się z nim niemal we wszystkim. Zawsze musiał postawić na swoim, a ja mu to ułatwiałam. Zaczęłam stawać się jego marionetką i coraz rzadziej miałam swoje zdanie.
Katherine nie raz stawała się świadkiem naszej „wymiany zdań”, gdzie ostatecznie ulegałam Markowi. Wiele razy powtarza mi, że powinnam z nim skończyć albo chociaż postawić się…Jednak ja nie potrafię. Kocham go i nie wyobrażam sobie, aby mogła go zranić czy zostawić. Cena, jaką ponoszę za jego miłość jest niewielka…
— Zaraz wychodzimy! — Usłyszałam dobiegający zza drzwi głos Mark’a.
Zabrałam się za przebieranie. Na początek założyłam obcisłą sukienkę i przejrzałam się w lustrze. Cóż, musiałam przyznać, że wyglądałam całkiem ładnie, jednak wydawało mi się, że zbyt wyzywająco. Następnie rozpuściłam swoje długie niemal do bioder, brązowe włosy i zaczęłam je prostować. Po kilkunastu minutach, kiedy Mark dobijał się już do drzwi nałożyłam na siebie lekki makijaż składający się z kredki do oczu, czerwonej pomadki i pudru.
Kiedy wyszłam z łazienki, Mark najwyraźniej się ucieszył. Złapał tylko moją torebkę i ruszył na parter. Zdążyłam jeszcze wyłączyć telewizor i również zeszłam na dół.
Po kilku minutach byliśmy już w połowie drogi do najlepszego przyjaciela Mark’a — Julian’a. Organizował on, jak co roku, imprezę dla demonów, wampirów i czarownic z okazji zawarcia paktu pomiędzy naszymi gatunkami. Nie była to żadna huczna uroczystość, ale za to wspaniała okazja do spotkania i zabawy.
Nowy Jork był sporym miastem. Zanim przejechaliśmy przez centrum i wyjechaliśmy na tereny jednorodzinnych domków, minęło około pół godziny. Całą drogę spędziliśmy w milczeniu. Ja zła, iż nie mogę spędzić tego wieczoru po swojemu, sms’owałam z Katherine. Mark, oburzony moim, jak to stwierdził „długim” szykowaniem.
Wysiedliśmy przed dość obszernym, piętrowym domem z białego marmuru. Światła świeciły się w każdym oknie, a nawet tutaj – na ulicy – było słychać dźwięki grającej muzyki.
Mark podszedł do mnie i przyciągając do siebie, objął mnie ranieniem. Dłoń położył na moim pośladku, co było dla mnie dość krępujące. Następnie ruszyliśmy w stronę wejścia.
Nim doszliśmy do drzwi, ktoś zdążył je otworzyć. Kiedy podeszliśmy bliżej przywitał mnie radosny głos Susanne — dziewczyny Julian’a. Była ubrana w długą, do kostek czerwoną suknię. Na nogach miała czarne szpilki.
— Och, nareszcie jesteście! — rzekła radosnym głosem. — Bałam się, że nie przyjedziecie.
— Aurora dość długo się szykowała, ale już jesteśmy... — Mark wytłumaczył nasze spóźnienie. Oczywiście cała wina spadła na mnie. Nie wspomniał nic o tym, że dość późno poinformował mnie, iż zamierza zmienić moje plany.
— Świetnie! Chodźcie, chodźcie… — Susanna gestykulując zaprosiła nas do środka. Kiedy się obróciła, zauważyłam, że jej suknia ma wycięcie w plecach. Wyglądała w niej zjawiskowo.
W środku panował hałas, jaki zazwyczaj towarzyszył imprezom. Głośna muzyka osłabiła mój słuch. O uszy obijały mi się tylko poniektóre słowa wypowiadane przez osoby znajdujące się najbliżej nas. Nie byłam jeszcze w pełni wampirem, więc mój słuch nie był doskonały. Urodziłam się krwiopijcą, jednak potrzeba czasu, aby stać się pełnoletnim, dorosłym wampirem. Czasami wystarczało kilkanaście lat, kiedy indziej kilkadziesiąt. Każdy był inny i każdy inaczej przechodził przeistoczenie.
Mój towarzysz złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Przeszliśmy przez zatłoczony pokój do kanapy znajdującej się przy wejściu do kuchni. Siedziało już na niej kilku znajomych Mark’a. Usiedliśmy obok nich, a mój chłopak rozpoczął rozmowę, w którą nie chciałam się wdrążać. Rozejrzałam się po pokoju. Całe pomieszczenie było udekorowane w ciemnych kolorach. Nie brakowało także krwistego czerwonego. Pod ścianą leżącą równolegle do wejścia do kuchni, stały dwa, duże stoły. Na nich znajdowały się misy z jedzeniem dla czarownic. Krwiste, czerwone mięso jako posiłek dla demonów oraz wiele kieliszków z krwią dla wampirów.
Oparłam się o oparcie siedzenia i bez najmniejszego zainteresowania przysłuchiwałam się rozmowom i śmiechom Mark’a i jego znajomych.
Mark tulił się do mnie, nie zważając na moje samopoczucie. Czułam się skrępowana. Już od dłuższego czasu przytulanie się do niego nie sprawiało mi przyjemności. Był zbyt nachalny i egoistyczny. Nie czułam się przy nim tak, jak kiedyś. Brakowało mi poczucia bezpieczeństwa i swobody…
— Zostań! — rozkazał mój towarzysz, kiedy wyślizgując się z jego objęć, wstałam.
— Chce wyjść tylko na chwilę na dwór. Zaraz wrócę — odrzekłam, chcąc go jak najbardziej zadowolić, choć wiedziałam, że samo to, iż oddaliłam się od niego rozłościło go. Chciał mnie mieć zawsze i wyłącznie tylko dla siebie. Uwielbiał „chwalić się”, jakim to jest moim „opiekunem” oraz jaką to ma nade mną kontrolę.
Nie zwracając uwagi na jego ostre spojrzenie udałam się w stronę tylnich drzwi na dwór.
Przeszłam przez kuchnię i po chwili znajdowałam się już na świeżym powietrzu. Oparłam się o pobliskie drzewo nie bacząc na to, czy ubrudzę sukienkę, czy też nie. Miałam już wszystkiego dość. Byłam zmęczona i chciałam wrócić do domu.
— Jeśli jeszcze raz, zrobisz coś bez mojej zgody, obiecuję, że pożałujesz. – Usłyszałam głos Mark’a, a następnie zobaczyłam go zbliżającego się w moja stronę.
— Chciałam tylko na chwilę wyjść — odrzekłam cicho.
— Nie interesuje mnie, co chciałaś…
— Tak, ciebie nigdy nie interesuje to, co ja chcę. — Zbuntowałam się. Patrzyłam mu prosto w oczy i zaraz pożałowałam tego, co powiedziałam. Mark podniósł rękę i gwałtownym ruchem cisnął ją w moją stronę. Zamknęłam oczy…
Wydawało mi się, że powinnam poczuć ból lub coś w tym stylu, jednak niczego takowego nie poczułam. Otwarłam oczy i zauważyłam przystojnego chłopaka o czarnych włosach. Pomimo tylko lekko świecących, małych lampek przy drzwiach ujrzałam jego błękitne jak niebo oczy. Stał zaraz przy mnie, jednak równocześnie też przy Marku. Trzymał go za nadgarstek prawej ręki, która była wycelowana w moją twarz.
— Nie radziłbym ci jej uderzyć. — Usłyszałam jego aksamitny głos skierowany w stronę mojego chłopaka.
— Nie będziesz mi mówił co mogę robić z moją dziewczyną — odburknął Mark, wyrywając dłoń z uścisku tajemniczego chłopaka. Obaj patrzyli na siebie mrożącym krew w żyłach spojrzeniami. Powietrze wokół robiło się coraz gęściejsze. Z chęcią rzuciliby się sobie do gardeł.
— Nie byłbym tego taki pewien. — Usłyszałam odpowiedz.
Zapadła głucha cisza, a napięcie wokół rosło. Próbowałam rozładować emocje.
— Mark, chodźmy — rzuciłam cicho. Tym razem obaj spojrzeli na mnie. Opuściłam głowę z zawstydzenia. Poczułam mocny ucisk na nadgarstku. Mark mocno mnie trzymał, a następnie przyciągnął bliżej do siebie i objął ramieniem. Ruszyliśmy w stronę wejścia. Jego uścisk był tak mocny, że niemal bolesny, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Nie wiedziałam jakiej reakcji mogę się spodziewać po obu chłopakach. Cisze na chwilę przerwał nieznajomy.
— Jeśli kiedykolwiek ją skrzywdzisz, obiecuję, ze nie puszczę ci tego płazem! — krzyknął za nami. Mark nie zareagował. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, jak zaciska zęby. Był wściekły…
Weszliśmy tymi samymi drzwiami, którymi wyszłam. Powróciliśmy na swoje miejsce na kanapie, a Mark jak gdyby nigdy nic kontynuował pogawędkę ze znajomymi. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi kuchennych i zauważyłam wchodzącego do kuchni chłopaka, który postawił się Mark’owi. Kiedy pojrzał na mnie, lekko skłoniłam głowę na znak podziękowania. Odwzajemnił mój gest, a później zniknął mi z oczu.


Dodaję drugi rozdział. Liczę na poprawkę ;) Oraz szczery komentarz...

Rozdział II

Wpatrywałam się w nasze wspólne, rodzinne zdjęcie. Oprawione w przepiękną, niebiesko-różową ramkę, stało na komodzie przy moim łóżku. Byliśmy na nim wtedy wszyscy razem. Ja, mój starszy brat – Joan, moja mama i tata. Za tamtych czasów wszystko było inne… Zupełnie łatwiejsze niż teraz…
Kiedy została zabita kilkanaście lat temu, ojciec popadł w depresję – a bynajmniej tak się zachowywał. Jakikolwiek kontakt z nim był niemożliwy. Chodził niczym zombie i nic go nie interesowało. Wtedy powiedziałabym – to depresja, dzisiaj – to tylko jego wyśmienita gra aktorska. Może gdyby nie wyjechał bez słowa, nadal byłby dla mnie „drogim tatą”, lecz pewnego dnia spakował się i wyjechał. Tak po prostu. Było to dwa dni po moich urodzinach. Miałam wtedy dwadzieścia siedem wampirzych lat, czyli wyglądem przypominałam dziewięcioletnią ludzką dziewczynkę. Wtenczas widziałam go wówczas po raz ostatni…
Podobno znalazł sobie nową żonę i jest teraz szczęśliwy. Podobno, bo wiem to tylko z opowieści mojego brata. Poza tym nie interesuje mnie to. Do dzisiaj mam do niego żal, iż zostawił nas z Joan’em zdanych tylko na siebie.
Po wyjeździe mojego brata wraz z Nathalie – jego narzeczoną – do Toronto, zamieszkałam sama. Tam Joan zatrudnił się w Radzie, jako ochroniarz. Pilnuje najważniejszych wampirów, demonów i czarowników, którzy stanowią Radę Dziesięciu… Wszystko po to, abyśmy mieli za co żyć.
Obecnie jest już całkiem dobrze i nie możemy na nic narzekać. Co miesiąc przesyła mi sporą sumę pieniędzy. Dzwoni niemal co tydzień, a i co jakiś czas przyjeżdża, choć nie często.
Na początku był na mnie zły, gdyż nie chciałam jechać z nim. Martwił się o mnie. Zostawiał mnie tu samą i znacznie lżej byłoby mu, gdybym mieszkała z nim, jednak nie mogłam się wyprowadzić. Tutaj miałam swoją przyjaciółkę, którą traktowałam jak własną siostrę. Byli tu również moi znajomi oraz Mark, który wtedy był mi zupełnie obcy.
Myślami oderwałam się od bolesnych wspomnień. Strasznie tęskniłam za rodzicami, a szczególnie za mamą. Ona zawsze wiedziała, jak mi pomóc. Przy niej czułam się bezpiecznie i zawsze mogłam się jej wyżalić.
Z Katherine nie potrafię rozmawiać o wszystkim. Jest kilka tematów, o których wolę nie wspominać. Za każdym razem, kiedy napotkamy na wątek dotyczący mnie i Mark’a, jest dość niezręcznie. Wiem, że ona się o mnie martwi, lecz nie potrafi zrozumieć, iż ja go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Mark jest dla mnie wszystkim i to on zawsze się o mnie troszczy, od kiedy nie ma Joan’a…
Odwracając wzrok od zdjęcia, przewróciłam się na drugi bok łóżka, lecz po kilku minutach leżenie w nim znużyło mnie. Wstałam i założyłam swoje ulubione, mięciutkie kapcie w brzoskwiniowym kolorze. Narzucając na siebie jedwabny szlafrok, wolnym krokiem ruszyłam na dół, mając zamiar iść do kuchni.
Krocząc po schodach usłyszałam dziwne dźwięki dobiegające z salonu. Stanęłam jak wryta i zaczęłam nasłuchiwać. W domu nie powinno być nikogo oprócz mnie…
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, rzuciłam się biegiem do salonu. Kto jeszcze był w domu i czego chciał?
W mgnieniu oka znalazłam się w wejściu do dużego pokoju. Obnażyłam ostre jak brzytwa zęby i wydałam z siebie cichy syk. Już miałam zaatakować intruza, lecz ten nagle odwrócił się twarzą w moją stronę…
Przede mną, zaledwie kilka metrów dalej, stał nikt inny jak Joan. Trzymał w ręce kilka książek, a obok niego stało dość duże pudło z innymi drukami w okładce. Na mój widok zaczął się śmiać, a ja zawstydzona, schowałam zęby.
— Widzę, że jak zawsze w pełnym szyku bojowym — oznajmił. — Przykro mi siostrzyczko, ale z tymi swoimi wyciągniętymi ząbkami wyglądasz komicznie…
— Joan! — Nie zwracając uwagi na drwiny brata, rzuciłam mu się na szyję. — Ależ się za tobą stęskniłam.
Stałam jeszcze dłuższą chwilę wtulona w jego tors. Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę przyjechał. Byłam taka szczęśliwa.
— Ja również się stęskniłem. Przywiozłem ci kilka książek, które Nathalie dla ciebie kupiła. — Wskazał na w połowie pusty karton. — Zdążyłem już większość wypakować na półkę. Będziesz miała co czytać, bo sporo tego.
—To miło z jej strony. Możesz jej ode mnie podziękować? — zapytałam. Nathalie nie była osobą, która przypadła mi do gustu. Wydawała się być taka…Fałszywa. Nigdy nie powiedziałam tego Joan’owi, aby nie sprawić mu przykrości, jednak rzadko kiedy się spotykaliśmy w trójkę. Gdy tylko się dało, unikałam jej.
— Jasne — odpowiedział. — A co tam u ciebie, siostrzyczko?
Wpatrywałam się mu prosto w oczy i wiedziałam, że coś jest nie tak. Malował się w nich udawany spokój. Martwił się. Wiedziałam to. Tylko o co? Niemożliwe, żeby się dowiedział…
Chcąc go uspokoić, przyjęłam swoją dopracowaną niemal do perfekcji taktykę.
— Świetnie, a w szczególności….
— Nieprawda. — Przerwał mi. — Dlaczego mnie okłamujesz? — zapytał surowym głosem. Wiedziałam, że nie łatwo go będzie oszukać, o ile w ogóle mi się to uda.
— Nie rozumiem o czym mówisz… — ciągnęłam.
— Rozumiesz…. Dlaczego nic mi nie powiedziałaś, że Mark cię tak traktuje?
— Traktuje jak? — dopytywałam się. Czułam się strasznie nieswojo. Skąd on o tym wszystkim wiedział? Wydawało mi się, że dobrze to kryłam. Nigdy nie dawałam nic po sobie poznać, kiedy rozmawiałam z nim przez telefon, a odwiedził mnie ostatnio trzy miesiące temu. Wtedy wszystko pomiędzy mną a Mark’iem było jeszcze pod kontrolą.
Joan patrzył na mnie srogim spojrzeniem, po czym wziął mnie w swoje ramiona.
— Oj siostrzyczko, siostrzyczko….Jak mogłaś to przede mną ukryć? — szepnął mi w ucho, opierając swój podbródek o moją głowę.
— A co by to zmieniło? Co byś zrobił, gdybyś wiedział?
— Na pewno nie pozwoliłbym ci się z nim spotykać… — oznajmił.
— O nie… — odrzekłam, dosuwając się od niego. — Nie będziesz wtrącał się w moje sprawy. — Oburzona patrzyłam na niego. Nie mogłam pojąć, dlaczego w ogóle zaczyna ten temat…
— Może i ty pozwalasz się tak traktować, ale ja nie pozwolę, aby on robił ci krzywdę — oznajmił surowym tonem.
— Nigdy mnie nie skrzywdził — skłamałam siadając na wygodną kanapę z ekonomicznej skóry w beżowym kolorze.
— Paul widział was wczoraj, i co jak co, ale jemu wierzę na słowo. Zamiary Mark’a nie wyglądały przyjemnie.
Zamyśliłam się na chwilę. Nie miałam pojęcia, o kim mówi mój brat. Stał tam, niemal na środku pokoju i patrzył, jakby chciał mnie zabić za kłamstwo. Ubrany w całości na czarno, mając na sobie skórzaną kurtkę, t-shirt oraz jeans’owe spodnie, wyglądał jak wyciągnięty z horroru seryjny morderca. Jedynie jego blond włosy nadawały kontrast całokształtowi.
— Paul? — zapytałam zdezorientowana.
— To ten chłopak, który wczoraj powstrzymał Mark’a przed…
— Dobra, przestań! — Przerwałam mu. Byłam strasznie zbulwersowana. — Możemy o tym nie rozmawiać? To moje sprawy i ani ty, ani Paul nie powinniście się wtrącać…
Widziałam, że Joan chce coś dodać, lecz zdążyłam nie dopuścić go do głosu.
— Proszę? — wyszeptałam, spoglądając na niego błagającym spojrzeniem. — Pozwól, że sama sobie ułożę życie i sama się nim zajmę?
— Dobrze, ale jeśli nie zrobisz czegoś z Mark’iem, obiecuję, że nie puszczę tego płazem.
Czułam się, jakbym miała déjà entendu. Zaledwie wczoraj usłyszałam to samo od, wtedy jeszcze, nieznanego chłopaka .
— Jasne — odrzekłam, nie dając po sobie znać, jak bardzo byłam zdenerwowana tą rozmową. Nie bez powodu nie mówiłam niczego Joan’owi. Bałam się jego reakcji… — A ten Paul… Kim on jest? — zapytałam zainteresowana.
— On jest… — zamyślił się. — Jest moim kumplem.
Uśmiechnęłam się do niego niepewnie.
— Nigdy go wcześniej nie widziałam — rzekłam, próbując przypomnieć sobie jego, oraz innych znajomych mojego brata.
— Nie jest stąd. Przyjechał wraz ze mną z Toronto.
Przeszyłam mego brata swoimi błękitnymi oczami niemal na wylot. Coś mi tu nie pasowało…
— Ale przecież widziałam go wczoraj wieczorem, a kiedy wróciłam do domu ciebie nie było… — oznajmiłam zdziwiona.
— Tak, miałem jeszcze kilka spraw do załatwienia — odparł zdecydowany, bez chwili zastanowienia.
— W nocy? Jasne, niech ci będzie.
Wiedziałam, że z jego argumentami nie dam rady walczyć tak, aby wygrać. To było jak walka z murem chińskim. Nie do wygrania.
Uśmiechnęliśmy się do siebie. Poczułam się jakoś pewniej. Przynajmniej tymczasowo miałam osobę, na której mogłam się oprzeć. Byłam szczęśliwa, że jesteśmy we dwoje. Byliśmy rodziną, jedyną, jaka nam została. Nie wliczając w to dziadków od strony taty, z którymi również straciliśmy kontakt.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na brata, który dalej rozpakowywał książki, z nadzieją, że pójdzie otworzyć. Niestety. Nie zareagował w żaden sposób. Podniosłam się z kanapy i dość wolnym krokiem, bez pośpiechu, podeszłam do drzwi.
Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy już je otwarłam. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Myślałam, że już nigdy go nie zobaczę. Bynajmniej chciałam, aby tak było. Głupio się czułam stojąc przed chłopakiem, który widział mnie w niezręcznej sytuacji z Mark’iem.
— Cześć — rzekł Paul z lekkim uśmiechem na twarzy. — Jest Joan?
— Tak, jest. Wejdź. — zaprosiłam go do środka, otwierając szerzej drzwi.
Moje serce wariowało. Nie mogłam opanować jego kołatania. Błękitne spojrzenie mojego rozmówcy było przecudne. Mogłabym tak wpatrywać się w niego bez końca.
Kiedy Paul mijał mnie, niepewnie, lecz nadal z uśmiechem na twarzy, na mnie spoglądał. Jakby swoim uśmiechem chciał dodać mi otuchy i powiedzieć „Nie przejmuj się wczorajszym dniem”.
Kiedy ruszył w stronę salonu, odezwałam się bez zastanowienia.
— Dziękuję — powiedziałam cicho. Miałam nadzieję, że zrozumie o co mi chodzi. Nie pomyliłam się. Chłopak odwrócił się w moją stronę i stanowczo odparł:
— Nie ma za co, naprawdę. — Posłał mi ciepłe spojrzenie, które było pełne aprobaty.
Chwilę wpatrywaliśmy się w siebie, lecz był to jedynie ułamek minuty.
Kiedy zniknął za rogiem, zamknęłam szybko drzwi. Dopiero wtedy zorientowałam się, że stoję w samej pidżamie i szlafroku. Czym prędzej ruszyłam na górę. Za sobą usłyszałam tylko kilka słów z rozmowy mojego brata i jego znajomego.
— Rozmawiałeś z nią? — zapytał Joan’a Paul.
— Tak, ale trudno do niej dotrzeć… — odparł mój brat.
Nie chcąc słyszeć dalszej rozmowy, biegiem rzuciłam się do pokoju.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat:Zapadła głucha cisza, a napięcie wokół rosło. Próbowałam rozładować emocje. [/p]
tagu p się nie zamyka ;)
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
#3
Cytat:Chyba znowu mnie depresja twórcza bierze....
Wiem o co cho :p walcze z tym od grubo ponad roku ;)

Coz... Jak obiecalam, tak robie – postaram sie dokladnie i wnikliwie skomentowac ;p Lecimy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Cytat:Miałam już wszystkiego dość. Po raz kolejny rujnował moje plany na spędzenie piątkowego wieczoru. Miałam dzisiaj spotkać się z Katherine, dla której ostatnio brakowało mi czasu. Niestety, wszystkie plany legły w gruzach.
Zwroc uwage na przeplecione powtorzenia slow "mialam" i "plany"
Wyglada to bardzo nieestetycznie.

Cytat:Zawsze musiał dostać to, co chciał
CZEGO CHCIAŁ!!!!

Cytat:wbudowanej w ścianę z jasnego drewna szafy
Kategorycznie do redakcji. W koncu sciana jest z jasnego drewna czy szafa jest z jasnego drewna? Hmmm?

Cytat:Przerzucając w niej chwilę ubrania wyciągnął ostatecznie gładką, czarną sukienkę na krótki rękaw.
Pasowalby mi przecinek po "ubrania"
I nie podoba mi sie "na krótki rękaw"

Cytat:ale nie tylko dla tego poszukując ubrania na dzisiejszy wieczór ominęłam ją.
dlatego razem
przecinek po "tego" i przed "ominelam"

Cytat:Wchodząc do łazienki, zakluczyłam za sobą drzwi, a następnie oparłam się plecami do nich wznosząc głowę w górę.
Niepotrzebny przecinek po "łazienki"

Cytat:Byliśmy razem od ponad roku, ale dopiero od kilku miesięcy zaczął się dziwnie zachowywać.
Mozna to jakos przeredagowac (i jednoczesnie polecalabym to zrobic), zeby uniknac tego 2x "od", ktore psuje estetyke :P mamy przeciez w jezyku polskim mnostwo okreslen "czasu"

Cytat:Kochaliśmy się wzajemnie a nasze pochodzenie umocniły tą więź
to "wzajemnie" mi nie lezy, chociaz oczywiscie moze tu byc
przecinek przed "a"

Cytat:Pewnego dnia, kiedy nie mogliśmy zgodzić się co do wyboru filmu, jaki mieliśmy oglądać w sobotni wieczór, Mark się zezłościł i podniósł głos, a ja chcąc zachować dotychczasowy spokój przystałam na jego propozycję
Masakrycznie dlugie zdanie, ktore rownie dobrze mozna podzielic na dwa ;)
Przecinek przed "chcąc"

Cytat:Wiele razy powtarza mi, że powinnam z nim skończyć albo chociaż postawić się…
"powtarza" zmienilabym na "powtarzala"

Cytat:Kocham go i nie wyobrażam sobie, aby mogła go zranić czy zostawić.
Literowka

Cytat:Po kilkunastu minutach, kiedy Mark dobijał się już do drzwi nałożyłam na siebie lekki makijaż składający się z kredki do oczu, czerwonej pomadki i pudru.
Przecinek po "drzwi"
Makijazu nie mozna zalozyc, zalozyc mozesz maske ;p makijaz sie robi ;p
Przecinek przed "skladajacy sie"
"czerwonej pomadki" poza tym, panna narzeka na duzy dekolt, na obcisla kiece, a sama pacia wary czerwona pomadka :P Nie ma nic bardziej wyzywajacego, niz czerwona pomadka ;p Czerwona pomadka mowi "jestem za****sta i nie wstydze sie tego" :D dlatego wlasnie sama mam 3 takie xd

Cytat:— Jeśli jeszcze raz, zrobisz coś bez mojej zgody, obiecuję, że pożałujesz.
Niepotrzebny przecinek po "raz"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No ok, skonczylam i musze powiedziec, ze jest o wiele lepiej ;)
Co do Twojego stylu... Piszesz w pierwszej osobie i beznamietnie opisujesz czynnosci, sytuacje wokol glownej bohaterki, a ja chce widziec rozne wstawki "z jajem", czasem lekki wulgaryzm. Na pw zapodam Ci przyklad.

p.s czekam na dalszy ciag ;)
Dżon Rambo z cyckami
Odpowiedz
#4
(20-03-2011, 15:13)Sem napisał(a):
Cytat:Chyba znowu mnie depresja twórcza bierze....
Wiem o co cho :p walcze z tym od grubo ponad roku ;)

Coz... Jak obiecalam, tak robie – postaram sie dokladnie i wnikliwie skomentowac ;p Lecimy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Cytat:Miałam już wszystkiego dość. Po raz kolejny rujnował moje plany na spędzenie piątkowego wieczoru. Miałam dzisiaj spotkać się z Katherine, dla której ostatnio brakowało mi czasu. Niestety, wszystkie plany legły w gruzach.
Zwroc uwage na przeplecione powtorzenia slow "mialam" i "plany"
Wyglada to bardzo nieestetycznie.

Cytat:Zawsze musiał dostać to, co chciał
CZEGO CHCIAŁ!!!!

Cytat:wbudowanej w ścianę z jasnego drewna szafy
Kategorycznie do redakcji. W koncu sciana jest z jasnego drewna czy szafa jest z jasnego drewna? Hmmm?

Cytat:Przerzucając w niej chwilę ubrania wyciągnął ostatecznie gładką, czarną sukienkę na krótki rękaw.
Pasowalby mi przecinek po "ubrania"
I nie podoba mi sie "na krótki rękaw"

Cytat:ale nie tylko dla tego poszukując ubrania na dzisiejszy wieczór ominęłam ją.
dlatego razem
przecinek po "tego" i przed "ominelam"

Cytat:Wchodząc do łazienki, zakluczyłam za sobą drzwi, a następnie oparłam się plecami do nich wznosząc głowę w górę.
Niepotrzebny przecinek po "łazienki"

Cytat:Byliśmy razem od ponad roku, ale dopiero od kilku miesięcy zaczął się dziwnie zachowywać.
Mozna to jakos przeredagowac (i jednoczesnie polecalabym to zrobic), zeby uniknac tego 2x "od", ktore psuje estetyke :P mamy przeciez w jezyku polskim mnostwo okreslen "czasu"

Cytat:Kochaliśmy się wzajemnie a nasze pochodzenie umocniły tą więź
to "wzajemnie" mi nie lezy, chociaz oczywiscie moze tu byc
przecinek przed "a"

Cytat:Pewnego dnia, kiedy nie mogliśmy zgodzić się co do wyboru filmu, jaki mieliśmy oglądać w sobotni wieczór, Mark się zezłościł i podniósł głos, a ja chcąc zachować dotychczasowy spokój przystałam na jego propozycję
Masakrycznie dlugie zdanie, ktore rownie dobrze mozna podzielic na dwa ;)
Przecinek przed "chcąc"

Cytat:Wiele razy powtarza mi, że powinnam z nim skończyć albo chociaż postawić się…
"powtarza" zmienilabym na "powtarzala"

Cytat:Kocham go i nie wyobrażam sobie, aby mogła go zranić czy zostawić.
Literowka

Cytat:Po kilkunastu minutach, kiedy Mark dobijał się już do drzwi nałożyłam na siebie lekki makijaż składający się z kredki do oczu, czerwonej pomadki i pudru.
Przecinek po "drzwi"
Makijazu nie mozna zalozyc, zalozyc mozesz maske ;p makijaz sie robi ;p
Przecinek przed "skladajacy sie"
"czerwonej pomadki" poza tym, panna narzeka na duzy dekolt, na obcisla kiece, a sama pacia wary czerwona pomadka :P Nie ma nic bardziej wyzywajacego, niz czerwona pomadka ;p Czerwona pomadka mowi "jestem za****sta i nie wstydze sie tego" :D dlatego wlasnie sama mam 3 takie xd

Cytat:— Jeśli jeszcze raz, zrobisz coś bez mojej zgody, obiecuję, że pożałujesz.
Niepotrzebny przecinek po "raz"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No ok, skonczylam i musze powiedziec, ze jest o wiele lepiej ;)
Co do Twojego stylu... Piszesz w pierwszej osobie i beznamietnie opisujesz czynnosci, sytuacje wokol glownej bohaterki, a ja chce widziec rozne wstawki "z jajem", czasem lekki wulgaryzm. Na pw zapodam Ci przyklad.

p.s czekam na dalszy ciag ;)

Dzięki. Liczę na to, że przy następnym rozdziale równiez mi pomożesz. Cenię sobie twoje zdanie.
Odpowiedz
#5
Dodałam nowy rozdział. Liczę na sprawdzenie go ;)
Odpowiedz
#6
No wszystko fajnie, ale prosze, bys dodawala rozdzialy w kolejnych postach ;) czyli zedytuj poprzedni i wrzuc rozdzial drugi do nowego ;) bedzie estetyczniej ;p i btw – jak wrzucamy teksty i domagamy sie komentarzy, to sami rowniez komentujmy ;p apeluje: szanujmy sie ;)

Spoiler:

Ok, przeczytalam.
No, rozkreca sie i zmuszona jestem stwierdzic, ze mi sie podoba. Chyba zaczynam sie wkrecac w ta historie. Przesadzilas z powtorzeniami, ale poprawisz i bedzie bajawinda.
Tylko blagam Cie, nie rob z Paula jakiegos idealu, pro elo, słit kjut, przystojniaka na miare Edwarda ze Zmierzchu. Blagam. Niech nie bedzie jakims masakrycznym, blekitnookim idealem o zabojczym usmiechu czy cos w tym guscie. Wolalabym przeczytac, ze nie byl jakis niewiadomo jak boski, ale mial w sobie cos, przez co laski na niego lecialy :D nie wiem xd moze nawijka? Poza tym za malo opisu Joana! On moglby byc boski, mysle, ze to byloby jak najbardziej na miejscu ^^ zreszta, nawet oczami wyobrazni widzialam seksownego buntownika w klimacie punk <3 brakowaloby tylko gitary elektrycznej czy basu <3
Wiecej chce ;)
Dżon Rambo z cyckami
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Zgodnie z poprawką do regulaminu Art. 2, Pkt. 15, z mocą nadaną mi przez Admina, przesuwam temat do Kosza.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości