Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Jabłoń niezgody
#1
Wcześniejsze opowiadania z Arteliusem:

Nie cierpię impów

Zbrodnia (nie)doskonała



Rozdział I


Magia, od momentu wynalezienia, stawała się z każdym rokiem coraz potężniejsza. Choć początkowo przypominała bardziej festynowe sztuczki niż pełnoprawną dziedzinę wiedzy, z biegiem czasu jej znaczenie w świecie rosło, tak że w końcu trudno było sobie wyobrazić życie bez magów i ich niezrozumiałych zaklęć. Zaklęć, które zdolne były zarówno budować, jak i niszczyć.
Jeśli zaś chodziło o niszczenie, to szybko się okazało, że nie ma na świecie materiału, którego najpotężniejsi z magów nie byliby w stanie zamienić w proch (wliczając w to sam proch). Oprócz jednego. Jednego obiektu żadne zaklęcie nie potrafiło nie tylko zniszczyć, ale nawet zarysować. O tym, jak nazywał się ten obiekt, wiedział każdy szanujący się czarodziej. O tym, jakie miał właściwości i jak działał, wiedziało niewielu i niewiele.
Kryształ.
– To tutaj. – Starszy Nadzorca Nicholas wyrwał Arteliusa z zamyślenia. – Jesteśmy na miejscu, panie Arteliusie.
Tak, jesteśmy.
Starszy Mag spoglądał przed siebie z poirytowaniem. Stolica Królestwa – miejsce, do którego przybywał rzadko i tylko wtedy, gdy musiał, zdążyła dać się mu już we znaki. Teraz jednak znajdował się daleko od zgiełku miasta, bo na samych jego obrzeżach. Przed nim i Nicholasem rozciągał się tylko skalisty teren i daleko za nim góry, które wyznaczały południową granicę Królestwa. Za nimi była już tylko pustynia.
Nie góry były jednak powodem, dla którego Artelius kilka tygodni temu opuścił swoją wieżę i wybrał się w podróż do stolicy. Cel jego wędrówki znajdował się znacznie bliżej – zaledwie kilkadziesiąt metrów od niego. Czarodziej kolejny raz poprawił zakrywający twarz kaptur, po czym wolno i spokojnie ruszył w stronę wykopalisk.
– Pamiętaj, Starszy Nadzorco – zwrócił się do swego sługi. – Przybyliśmy z daleka, by podziwiać niedawno odkryte złoża kryształu. Nie mamy nic wspólnego z magią. Nie wiemy nic o magicznych właściwościach kryształu. I zdecydowanie nie chcemy nigdzie się włamywać ani niczego ukraść.
– Oczywiście, panie Arteliusie.
Wokół wykopalisk kręciło się więcej ludzi, niż Starszy Mag sobie życzył, ale mniej, niż się spodziewał. Sama kopalnia kryształu została wydrążona w niewielkim skalnym wzgórzu, a do jej wnętrza prowadził tylko jeden mały otwór. Otworu tego przez ostatnie kilka miesięcy strzegło niemal tyle samo strażników, co samego króla. Przed wejściem już gromadzili się spragnieni wrażeń mieszkańcy stolicy. Nieco dalej, na niewielkim wzniesieniu i pod purpurowym baldachimem, siedziało kilku najbardziej wpływowych dygnitarzy Królestwa. Wśród nich, co Artelius dostrzegł od razu, sam król.
Monarcha wstał, a zaraz za nim siedząca na lewo od niego czarnowłosa kobieta i znajdujący się po jego prawicy starszy mężczyzna. Wszystkie spojrzenia w mgnieniu oka skierowały się w ich stronę.
– Witajcie, moi drodzy poddani, na ceremonii otwarcia pierwszej w Królestwie kopalni kryształu – zaczął przemawiać król. – Pierwszej w Królestwie, ale co ważniejsze: pierwszej tak dużej kopalni na całym znanym świecie!
Nie przesadza, pomyślał Artelius, kolejny raz spoglądając w stronę wykopalisk. Do tej pory kryształ uważany był za najbardziej rzadki minerał znany człowiekowi. Niewielu było magów, o zwykłych śmiertelnikach nie wspominając, którzy mieli okazję widzieć go na żywo. Kryształ, który ja miałem okazję oglądać, był w stanie stworzyć zamek.
Obok Starszego Maga przekradł się niepostrzeżenie jakiś zakapturzony jegomość. Czarodziej był pewny, że to kolejny mag. Rozejrzał się wokół. Mniej więcej co trzecia osoba w kotłującym się przed wejściem do kopalni tłumie skrywała swoją twarz, co dla Arteliusa nie było żadnym zaskoczeniem. W uzasadnionej obawie przed próbą przejęcia kopalni siłą do stolicy pozwolono przybyć jedynie wybranym przedstawicielom sztuki magicznej i nazwisko Starszego Maga, rzecz jasna, nie znajdowało się na tej liście. Nietrudno było jednak zgadnąć, czyje nazwisko widniało na samej górze owego spisu. Artelius spojrzał na kobietę, która zajmowała miejsce obok przemawiającego wciąż króla. Kojarzył ją, ale nic o niej nie wiedział poza tym, że należała do gildii Syriona. Nawet na zebraniach rady czarodziejów, na których Artelius bywał, łagodnie mówiąc, sporadycznie, nigdy jej nie widział.
Czarodziejka zdawała się całkowicie pochłonięta obserwowaniem tłumu słuchającego króla. Pierwszym, co rzucało się w oczy, były jej nienaturalnie długie, czarne włosy sięgające do pasa oraz bystre, zielone oczy, teraz nieco zwężone. Kobieta miała na sobie spiczasty, czarny kapelusz, który co chwilę poprawiała, oraz długą, czarną szatę, czyli strój, który w świecie czarodziejów uważany był za odświętny.
– A teraz do kopalni wpuszczona zostanie grupa najlepszych, specjalnie wyselekcjonowanych górników Królestwa, która wykopie dla mnie pierwszy kryształ – zakończył swoją tyradę król, a słuchający go tłum od razu się ożywił. Obserwująca ludzi czarodziejka także lekko się poruszyła.
Teraz albo nigdy, pomyślał Artelius i razem ze swoim sługą Nicholasem oddalił się szybko od wykopalisk, zerkając dyskretnie za siebie. Tak jak się spodziewał, nikt nie zwrócił na niego uwagi – wszyscy zajęci byli obserwowaniem górników niosących kilka większych sztandarów i zmierzających w stronę wejścia do kopalni.
Gdy Artelius odwrócił się, by dokładnie obejrzeć zgromadzony tłum, wydało mu się, że od momentu odejścia strażników od wejścia do kopalni liczba obserwatorów znacznie zmalała. Spojrzał na stojącą u boku króla czarodziejkę i zauważył na jej twarzy cień niepokoju, co tylko potwierdziło jego przypuszczenia. Uśmiechnął się pod nosem.
– Pierwsi czarodzieje już pewnie dostali się do środka, nie ma czasu do stracenia – rzekł, po czym sięgnął po ukrytą pod opończą małą skórzaną torebeczkę, z której wyjął dwie pełne fiolki. Jedną podał Nicholasowi.
– Tylko niczego nie wylej – pouczył swojego sługę. – Stworzenie tego eliksiru kosztowało mnie fortunę.
A nawet pomimo tego, pomyślał mag, szybko upijając gorzką ciecz, zaklęcie niewidzialności, które wywoła, będzie trwać zaledwie minutę. Trzeba się spieszyć.
Gdy czarodziej zauważył, jak stojący obok niego Nicholas znika, szybko ruszył w stronę kopalni. Mógł jedynie przypuszczać, że i on był już niewidzialny, bo na upewnianie się nie było czasu. Przegonił górników, którzy ciągle zmierzali w stronę wykopalisk, po czym, zręcznie wymijając zaciekawionych gapiów, pobiegł prosto w ciemny otwór kopalni kryształów. Artelius, będąc już w przejściu do podziemi, niemalże krzyknął, gdy zderzył się przypadkiem z jakimś niewidzialnym obiektem.
Nicholas?, zastanowił się mag. Niewidzialny człowiek musiał być równie wystraszony, jak on, bo przez krótką chwilę obaj przystanęli, wyczuwając się wzajemnie. W końcu niewidzialny obiekt poklepał czarodzieja po ramieniu, jakby chciał mu udowodnić, że nie ma wobec niego złych zamiarów, po czym pobiegł w głąb kopalni.
A więc jednak Nicholas, pomyślał Starszy Mag, starając się wsłuchiwać w jego kroki, aby go nie zgubić. Obaj mężczyźni zanurzyli się w ciemnym korytarzu, którego kamienne schody prowadziły w dół, wprost do pełnej kryształów kopalni.
Pierwsze rozwidlenie, pomyślał Artelius, obserwując niemal całkiem już pogrążone w mroku wnętrze kamiennej groty. Czarodziej spojrzał za siebie, po czym, nikogo nie zauważając, podniósł prawą rękę i wyskandował szybko jakieś zaklęcie. Chwilę później jego dłoń rozświetliła trzy prowadzące nie wiadomo dokąd drogi. Nie zastanawiając się długo, Starszy Mag postanowił wybrać lewy korytarz.
– Za mną, Nicholasie – rzucił pospiesznie. Usłyszał, jak stojący obok niego niewidzialny obiekt zrywa się i biegnie w tę samą stronę.
Przejście zaczęło się rozszerzać. W końcu Artelius trafił do niewielkiej kamiennej sali, w której można było już zauważyć kilka czających się zakapturzonych postaci. Bez wątpienia byli to ci, których zaklęcie niewidzialności minęło najszybciej.
– Nie zatrzymuj się, Nicholasie – rozkazał Starszy Mag, nie zwalniając kroku. – Ci tutaj to amatorzy.
Kolejne rozwidlenie. Czarodziej ponownie nie zastanawiał się długo. Nie miał na to czasu, a poza tym i tak nie mógł wiedzieć, która droga prowadziła tam, gdzie chciał się dostać. Póki co mógł tylko liczyć, że mu się poszczęści.
Odbijające się echem oklaski oznaczały, że górnicy weszli już do środka. Lada chwila w ślad za nimi podążą strażnicy, żeby przeszukać kilka najbliżej położonych części kopalni, pomyślał mag. Nie mylił się. Chwilę później za nim i Nicholasem rozległy się pierwsze krzyki, pospiesznie wypowiadane zaklęcia i głupie tłumaczenia. Artelius zatrzymał się, dezaktywował magicznie generowane światło i przywarł do ściany sąsiedniej, całkiem już ciemnej sali. Wiedział, że zaklęcie niewidzialności musiało już przestać działać.
– Kilku włamywaczom pewnie uda się uciec, więc strażnicy będą mieli co robić. Nawet jeśli tu przybiegną, nie będą mieli czasu, żeby się rozglądać. A teraz... co dalej?
Artelius spojrzał za siebie, szukając wzroku Nicholasa. Zamiast tego ujrzał jednak dziwnie ubranego, nieznajomego mężczyznę. Natychmiast odskoczył.
– Co jest, u diabła?!
Pulchny i wysoki jegomość wpatrywał się w maga nieco zlęknionym wzrokiem, pokazując palcem, żeby się uciszył.
– Kim ty do cholery jesteś? – szeptał czarodziej, ponownie zbliżywszy się do nieznajomego.
– Nie czas teraz na to...! – odparł zduszonym głosem mężczyzna. – Strażnicy zaraz tu będą. Jaki mamy plan?
– My? Powinieneś się cieszyć, że jeszcze cię im nie podrzuciłem...! – Artelius wciąż szeptał, choć tak naprawdę chciał krzyczeć. – Mów, gdzie mój sługa...!
– A skąd ja mam to niby wiedzieć? – gorączkował się jego rozmówca. – Oświetliłeś mi drogę i kazałeś biec za sobą, więc pobiegłem. Chcesz się wrócić i go poszukać?
– Nazywałem cię też Nicholasem, jeśli dobrze pamiętam...! Masz na imię Nicholas?! – Starszy Mag podniósł głos, ale natychmiast zamilknął, słysząc, jak ktoś szybkim krokiem kieruje się w stronę ciemnej sali. – Na ziemię i ani słowa...! – rozkazał.
Kilka cieni wbiegło do kamiennego pomieszczenia i natychmiast zniknęło za przeciwległymi drzwiami. Zaraz za nimi do pokoju wparowało dwóch strażników, z których jeden trzymał w rękach pochodnię. Oni też chwilę później opuścili pomieszczenie.
Artelius westchnął.
– Słuchaj, przybłędo – rzekł do kulącego się za nim mężczyzny. – Nie wiem, co tu robisz i czego szukasz, ale dla naszego wspólnego dobra rób, co każę, i nie waż się nawet drgnąć, jeśli nie powiem, że możesz drgnąć. Przy odrobinie szczęścia może uda nam się wyjść stąd cało.
Starszy Mag wstał.
– Ile przydatnych zaklęć znasz?
– Zero. Nie jestem czarodziejem.
– Świetnie. – Artelius rozejrzał się po pomieszczeniu. – Wszystko wskazuje na to, że czeka nas wspaniała przygoda.

***

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat: Cel jego wędrówki znajdował się znacznie bliżej – zaledwie ( zbędna spacja ) kilkadziesiąt metrów od niego.

Nieco dalej, na niewielkim podniesieniu terenu ( niewielkim wzniesieniu – byłoby prościej i ładniej ) i pod purpurowym baldachimem, siedziało kilku najbardziej wpływowych dygnitarzy Królestwa.

– Witajcie, moi drodzy poddani, na ceremonii otwarcia pierwszej w Królestwie kopalni kryształu – zaczął przemawiać król. – Pierwszej w Królestwie, ale co ważniejsze: pierwszej tak dużej kopalni na całym znanym świecie! ( jeśli nie są to nazwy własne, a chyba nie są, to z małej litery )

Do tej pory kryształ uważany był za bez wątpienia ( potraktowałabym jako wtrącenie z przecinkami lub zrezygnowałabym – raczej to drugie ) najbardziej rzadki minerał znany człowiekowi.

W uzasadnionej obawie przed próbą przejęcia kopalni siłą do stolicy ( brzmi, jakby ktoś chciał siłą połączyć kopalnię ze stolicą – trzeba to jakoś przebudować ) pozwolono przybyć jedynie wybranym przedstawicielom sztuki magicznej i nazwisko Starszego Maga, rzecz jasna, nie znajdowało się na tej liście.

Nie trudno ( Nietrudno ) było jednak zgadnąć, czyje nazwisko widniało na samej górze owego spisu.

Czarodziejka zdawała się całkowicie pochłonięta obserwowaniem słuchającego króla tłumu. ( szyk – obserwowaniem tłumu słuchającego króla )

Pierwszym, co rzucało się w oczy, były jej nienaturalnie wręcz ( moim zdaniem zbędne ) długie, czarne włosy sięgające do pasa, oraz bystre, zielone oczy, teraz nieco zwężone.

Kobieta miała na sobie spiczasty ( przecinek ) czarny kapelusz, który co chwilę poprawiała, oraz długą, czarną szatę, czyli strój, który w świecie czarodziejów uważany był za odświętny.

– A teraz do kopalni wpuszczona zostanie grupa najlepszych, specjalnie wyselekcjonowanych górników Królestwa ( z małej ) , która wykopie dla mnie pierwszy kryształ – zakończył swoją tyradę król, a słuchający go tłum od razu się ożywił.

Tak jak się spodziewał, nikt nie zwrócił na niego uwagi – wszyscy zajęci byli obserwowaniem górników niosących kilka większych sztandarów, którzy równym krokiem zmierzali w stronę wejścia do kopalni. ( druga część tego fragmentu odnosi się do górników, a brzmi, jakby odnosiła się do sztandarów – "górników zmierzających w stronę wejścia do kopalni ze sztandarami w dłoniach" albo jakoś tak )

Gdy Artelius odwrócił się, by dokładnie obejrzeć zgromadzony tłum, wydało mu się, że od momentu odejścia strażników od wejścia do kopalni liczba obserwatorów znacznie się przerzedziła.

[i]Nicholas?
, zastanowił się mag. Niewidzialny człowiek musiał być równie wystraszony, co ( jak ) on, bo przez krótką chwilę obaj przystanęli, wyczuwając się wzajemnie.

– Słuchaj, przybłędo – zwrócił się do kulącego się za nim mężczyzny. – Nie wiem, co tu robisz i czego szukasz, ale dla naszego wspólnego dobra rób ( przecinek ) co każę i nie waż się nawet drgnąć, jeśli nie powiem, że możesz drgnąć.

Fabuła zapowiada przygodę. Opowiadanie jak dotąd dość proste, ale ładnie napisane i dobrze się czyta. Zobaczymy, co wymyślisz dalej ;). Jak dla mnie, za dużo kopalni w tej kopalni, niemal w każdym zdaniu albo bardzo blisko.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
*Wychyla się z warzywniaka, gdzie świetnie kamuflował się zaraz obok ziemniaków i marcherek*
Tak właściwie, to jakim cudem przegapiłem...? No nic.
Cieszę się, że w końcu ponownie wróciłeś, Kaa, a co ważniejsze, w towarzystwie Arteliusa! Powoli zaczynałem tęsknić za tym pechowym magiem^^ Już teraz widać, że kryształ raczej będzie w centrum całej opowieści, razem z pulchnym jegomościem. Ciekawi mnie, co takiego wymyślisz nieszczęsnemu Arteliusowi i gdzie posiało Nicholasa.
Zdecydowanie warto było odwarzywić się na moment, by przeczytać coś na forum^^ Czekam na więcej i mam nadzieję, że nie będę musiał czekać za długo.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#4
(14-06-2014, 15:13)Kaaghos napisał(a): Choć początkowo przypominała bardziej festynowe sztuczki niż pełnoprawną dziedzinę wiedzy, z biegiem czasu jej (dwie spacje)znaczenie w świecie rosło, tak że w końcu trudno było sobie wyobrazić życie bez magów i ich niezrozumiałych zaklęć.

– To tutaj (kropka)– Starszy Nadzorca Nicholas wyrwał Arteliusa z zamyślenia. – Jesteśmy na miejscu, panie Arteliusie.

Wśród nich, co Artelius wychwycił (Może lepiej "spostrzegł/dostrzegł?") od razu, sam król.

Rozejrzał się wokół siebie. ("Siebie" zbędne.)

Pierwszym, co rzucało się w oczy, były jej nienaturalnie wręcz (Lepiej pasowałby według mnie szyk: "wręcz nienaturalnie") długie, czarne włosy sięgające do pasa, (bez przecinka) oraz bystre, zielone oczy, teraz nieco zwężone.

Gdy Artelius odwrócił się, by dokładnie obejrzeć zgromadzony tłum, wydało mu się, że od momentu odejścia strażników od wejścia do kopalni liczba obserwatorów znacznie się przerzedziła. (Przerzedzić mógł się tłum, liczba mogła się zmniejszyć.)

Czarodziej spojrzał za siebie, po czym, nikogo nie zauważając, podniósł w górę (Podnieść można raczej tylko w górę. :)) prawą rękę i wyskandował szybko jakieś zaklęcie.

– A skąd ja mam to niby wiedzieć? – G(g)orączkował się jego rozmówca.

Ach, bardzo miło będzie mi znowu poczytać o znanych mi bohaterach, których, swoją drogą, zdążyłam bardzo polubić. :) Bardzo zachęcający wstęp, no i napisany takim stylem, jaki mi bardzo odpowiada. Nie pozostaje mi więc nic, tylko czekać na rozwiązanie sytuacji. :)

A tak swoją drogą, jako że ostatnimi czasy poczytuję "Świat Dysku", Artelius pod pewnymi względami przypomina mi tamtejszych magów – rzecz jasna pozytywnie.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
Świetnie napisany wstęp.
Zapowiada sie poraz kolejny na prawdę fajna historia.
Osobiście dodał bym trochę opisów nie tylko postaci ale też miejsc.
Akcja czymająca w napieciu, czekam na rozwój wydarzeń po jednym fragmencie trudno coś powiedzieć.
Crax, do poprawek marsz! ~ Nawka
Odpowiedz
#6
Dzięki wszystkim za komentarze i poprawki. Bardziej szczegółowo odniosę się do nich kiedy indziej, teraz wpadłem tylko, żeby poinformować, że z powodu braku Internetu (poza komórką) nie mam jak wprowadzić poprawek ani wstawić dalszych części, tak że niech nikt nawet nie myśli o przenoszeniu tego do niepoprawionych, bo zamierzam tu wrócić. : P
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Rozdział II


– Tak się właśnie kończy rozdawanie eliksirów magicznych komu popadnie. Tysiące razy powtarzałem Syrionowi, żeby wymusił na radzie większe restrykcje, ale on jak zwykle wiedział lepiej – skłamał Artelius. – No to teraz mam.
– Czy mógłbyś wreszcie dać temu spokój? Tak, nie jestem czarodziejem. Tak, kupiłem i wypiłem wasz tajemny eliksir. I tak, chcesz tego czy nie, siedzimy w tym teraz razem. Mój sukces to i twój sukces.
Artelius spojrzał do tyłu, na swojego rozmówcę, nie zwalniając przy tym kroku.
– Czyżby? Skąd wiesz, że nie zostawię cię tu samego przy pierwszej nadarzającej się okazji?
– Bo wtedy ci strażnicy z pewnością mnie złapią.
– Co tylko bardziej mnie upewnia, że to dobry pomysł.
– A wtedy... – wtrącił pulchny mężczyzna. – Zadbam o to, żeby sam król dostał twój jak najdokładniejszy rysopis.
Złodziej, włamywacz, a do tego szantażysta, myślał Artelius. Jeśli już mam kogoś ratować, czemu nie może to być nigdy jakaś niewinna księżniczka?
– Stój! – krzyknął nagle idący za nim mężczyzna. – Słyszę kroki...! Gdzieś z prawej... słyszysz?
– Próbuję pomimo twojej paplaniny – odpowiedział czarodziej, choć słyszał doskonale. Kimkolwiek byli nadchodzący ludzie, z pewnością musiało być ich wielu. I z pewnością nie zależało im na dyskrecji.
Nie więcej niż kilkanaście metrów przed nami musi znajdować się kolejne rozwidlenie, wydedukował Artelius, starając się wytężyć wzrok. Widział przed sobą prostą drogę, ale nie potrafił dostrzec żadnych dodatkowych otworów. A jednak odgłos kroków wciąż się nasilał.
– Miejmy nadzieję, że tu nie skręcą – szeptał kulący się za Starszym Magiem mężczyzna. Sam czarodziej liczył na to samo.
Nagle w ich polu widzenia znalazło się dwóch ubranych na czarno nieznajomych, z których jeden trzymał palącą się pochodnię. Wyszli jak gdyby z kamienia kilkanaście metrów od Arteliusa i, nie oglądając się nawet w jego stronę, zniknęli w przeciwległej ścianie wąskiego korytarza. Zaraz za nimi wyłonił się kolejny identyczny duet. A potem następny. I tak dalej, aż w końcu wszyscy mężczyźni, śpiewając i pokrzykując wesoło, zniknęli czarodziejowi z oczu.
– Skrzyżowanie...! – Towarzysz Arteliusa odetchnął z wyraźną ulgą.
Nie może być wątpliwości, myślał tymczasem czarodziej, nie zwracając na niego uwagi, to byli górnicy. Zapewne zmierzają po kryształ, który mają przekazać królowi. A jednak szczęście mi dzisiaj dopisuje!
Starszy Mag bez zastanowienia ruszył w kierunku czarnego otworu w ścianie, nie chcąc stracić dopiero co zyskanej szansy. Kto inny, jeśli nie ci ludzie, mógł go doprowadzić dokładnie tam, gdzie od początku chciał się znaleźć?
– Jesteś pewien, że to dobry pomysł? – zapytał wyraźnie zlękniony mężczyzna czający się za Arteliusem, także obserwując oddalających się górników. Czarodziej wolno ruszył przed siebie.
Nie będzie rzecz jasna żadnego „wykopywania kryształu” dla króla, myślał mag. Zadaniem tych ludzi jest tylko odebranie ukrytego w schowku obiektu i zabranie go na powierzchnię. A moim zdobycie całej reszty umieszczonych tam kryształów.
W korytarzu wciąż niewiele było widać, bo jedynym źródłem światła była pochodnia, którą niósł pierwszy z górników. Artelius wiedział, że w tym wypadku działa to też na jego korzyść – tak długo, jak utrzymywał odpowiedni dystans, nie groziło mu wykrycie. W końcu śledzeni przez niego mężczyźni wkroczyli do jakiejś rozległej sali.
– Tam mogą być strażnicy – szeptał towarzysz czarodzieja. – Nie powinniśmy ryzykować.
– Pełna zgoda. Znajdź sobie jakąś bezpieczną kryjówkę i czekaj tam na mnie. Obiecuję, że po ciebie wrócę.
Starszy Mag przyspieszył, gdy ostatni z górników zniknął mu z oczu. Zanim jednak wkroczył do kamiennego pokoju, zajrzał do niego dyskretnie.
– Pusto? I do tego kolejne rozwidlenie – zastanawiał się stojący obok niego mężczyzna. Zaraz jednak cofnął się szybko w głąb korytarza, bo zobaczył to, co Artelius dostrzegał już od dobrej chwili.
W rogu pomieszczenia stał samotny strażnik, pilnując, żeby nikt poza górnikami nie próbował przez nie przejść. Zanim czarodziej mógł się zastanowić, jak poradzić sobie z tym nowym wyzwaniem, jego kompan sprawił, że wszystko miało potoczyć się bardzo szybko.
Wysoki mężczyzna głośno przeklął, potykając się o jakiś przedmiot leżący na ciemnej podłodze. Pilnujący przejścia wartownik natychmiast to wychwycił. Wyciągnął miecz i ruszył w stronę spanikowanych włamywaczy.
Artelius nie miał czasu, żeby się gniewać. Wiedział też, że ucieczka korytarzem nie wchodziła w grę, jeśli nie chciał zgubić górników. W jednej chwili przez myśl przewinęły mu się dziesiątki pomysłów, ale żaden nie był satysfakcjonujący. Strażnik był coraz bliżej.
Znajdujemy się w kopalni kryształu, zastanowił się nagle czarodziej, instynktownie wystawiając obie dłonie przed siebie. To daje mi przecież tysiące możliwości. Kryształ... co daje mi obecność kryształu?
Wartownik wyłonił się zza ciemnego otworu, bez słowa ruszając na intruzów. Towarzysz Arteliusa uciekł do tyłu w panice, podczas gdy sam mag w pośpiechu wypowiedział pierwsze zaklęcie, jakie przyszło mu na myśl. Mieniące się w oczach promienie opuściły jego dłonie, uderzając w nacierającego na niego mężczyznę. Nic się jednak nie stało.
Musi być pod wpływem jakiegoś zaklęcia niwelującego magię, stwierdził Artelius, upadając na ziemię, żeby uniknąć ataku przeciwnika. Żaden amulet nie powinien być silniejszy niż moje zaklęcia, a silne mikstury magiczne nie działają tak długo. Chyba że...
Starszy Mag spojrzał na ciemną, kamienną ścianę, obok której leżał.
Kryształ! Kryształ wzmacnia rzucony na niego czar.
Wartownik już nie atakował. Skierował tylko miecz w kierunku na pozór bezbronnego przeciwnika, zastanawiając się, co z nim zrobić. Artelius raz jeszcze spojrzał na kamienną ścianę i postanowił zaryzykować.
Działanie kryształu jest jedną wielką niewiadomą, recytował w myślach nauki Syriona, chwytając garść leżącego na podłodze pyłu. Wiemy jedynie, że moc każdego zaklęcia zostaje spotęgowana, jeśli odbije się ono lub w jakikolwiek inny sposób wykorzysta obecność znajdującego się w pobliżu kryształu. A zaklęcie, które wzmacnia kryształ, może pokonać tylko inny wzmocniony kryształem czar.
Czarodziej zamachnął się nagle i wypuścił trzymane w ręku miniaturowe odłamki cennego minerału.
Podczas gdy całe kryształy wzmacniają te bardziej tradycyjne zaklęcia, generujący się w ich pobliżu pył jest w stanie sprawić, że każdy czar manipulujący umysłem przeciwnika znacznie przybierze na sile. Zaklęcia takie nazywamy potocznie magią iluzji.
Zanim zaskoczony strażnik zdążył zareagować, kryształowy pył dotarł do jego twarzy. Artelius nie był pewien, co robić dalej, więc postanowił improwizować.
Wypowiedział pierwsze zaklęcie iluzji, jakie przyszło mu na myśl, choć tak jak znaczna większość czarodziejów nie posiadał prawie żadnych umiejętności w tej arcytrudnej dziedzinie. Ku swemu zaskoczeniu poczuł, jak rzucony czar przybiera na sile.
– Nie zauważyłeś niczego podejrzanego – przemówił czarodziej. – Przez całą twoją wartę nic zaskakującego się nie wydarzyło. Teraz wrócisz na swoje miejsce i zaśniesz, bo całe to wydarzenie, mimo że nie miało miejsca, bardzo cię zmęczyło.
Strażnik nie odezwał się ani słowem. Natychmiast schował miecz, po czym wolno odwrócił się od Arteliusa i jakby nic się nie stało wrócił na swoje miejsce, dokładnie tak, jak chciał tego Starszy Mag. On sam jeszcze przez dłuższą chwilę nie potrafił dojść do siebie.
– To... to było niesamowite. – Nagle znikąd dobiegł go znajomy głos. Czarodziej natychmiast wrócił do rzeczywistości.
– A miałem nadzieję, że zniknąłeś na dobre.
– Wygląda na to, że ten piasek jest równie cenny jak same kryształy. Może wcale nie musimy iść dalej? – zastanawiał się mężczyzna. Starszy Mag spojrzał w dół. Od razu w oczy rzucił mu się metalowy przedmiot leżący na podłodze. Jego kompan też właśnie go zauważył.
– To o to się potknąłem. – Schylił się, żeby podnieść dziwną figurkę. Przedstawiała skradającego się czarnego kota z zielonymi oczami. Przez chwilę obaj mężczyźni przyglądali się jej w milczeniu.
Pulchny mężczyzna już chciał coś powiedzieć, ale nagle zadrżał. W korytarzu, nie wiedzieć czemu, w mgnieniu oka zrobiło się potwornie zimno. Artelius natychmiast oderwał wzrok od tajemniczej figurki.
Co to za uczucie?, rozejrzał się wokoło, dzięki czemu zauważył, że wnętrze kopalni jeszcze bardziej pociemniało. Nie to jednak tak go przerażało. Było mu zimno i nic już nie widział, ale coś zupełnie innego go niepokoiło.
– Niedobrze – rzekł mimowolnie i usłyszał, jak jego kompan przestępuje z nogi na nogę. – Wyczuwam w powietrzu magię. Ktoś właśnie...
Czarodziej nie dokończył, zamiast tego niemalże się wywracając. Teren pod jego stopami właśnie się przesunął. Sądząc po odgłosie, trzęsieniu musiała ulec cała kopalnia.
Jest źle. Bardzo źle, powtórzył w myślach mag i wystawił przed siebie prawą rękę, po czym wypowiedział szybko jedno z prostszych zaklęć, które natychmiast wygenerowało światło wychodzące z jego dłoni. Pobiegł do tyłu tą samą drogą, którą skradał się, śledząc wędrujących górników.
Ktoś dobrał się do kryształów przede mną?, zastanawiał się Artelius, biegnąc ile sił w nogach, podczas gdy trzęsienie ziemi występowało coraz częściej. Powietrze wokół czarodzieja gęstniało z każdą chwilą, tak że zaczerpnięcie głębszego oddechu stawało się coraz trudniejsze. Poza tym mag odniósł wrażenie, że i tak wąskie już przejście jeszcze się pomniejsza – ściany kopalni jakby się do niego zbliżały.
Jest źle, Artelius powtarzał ciągle to jedno zdanie, teraz bowiem wszelkie inne myśli odeszły w niepamięć. Jego działanie było podyktowane instynktem – wiedział doskonale, że w tym momencie groziło mu coś znacznie gorszego niż możliwość przyłapania przez strażników.
Próbował sobie przypomnieć, jak się tu znalazł. Niestety błądził w kopalni zbyt długo, by teraz, w tak kryzysowej sytuacji, umieć to zrobić. Poza tym – choć może był to efekt paniki – Arteliusowi wydało się, że układ korytarzy całkowicie się odmienił. Co do jednego nie było wątpliwości: wszędzie, absolutnie wszędzie dało się wyczuć silną energię magiczną.
I nagle, mijając kolejny zakręt, Starszy Mag zauważył coś, co zmroziło mu krew w żyłach. Przez moment nie potrafił się poruszyć, patrząc tylko tępo w to, co właśnie zmierzało w jego stronę.
Było to stworzenie, którego czarodziej nigdy wcześniej nie widział. I oddałby wszystko, żeby tak pozostało. Białe i połyskujące, przeraźliwie chude, lewitujące i bez nóg, o górnych kończynach dłuższych niż tułowie, które jako jedyne dotykały ziemi. Już po chwili Starszy Mag nie miał wątpliwości, że potwór ten zbudowany był z kryształu. Tylko dwa elementy musiały składać się z czegoś innego: niebieskie, świecące oczy oraz długie, ostre szpony, które wyglądały jak zrobione z metalu. Tymi właśnie szponami straszliwa kreatura zamachiwała się właśnie na Arteliusa, co ostatecznie wyprowadziło maga z szoku.
Światło generowane w jego prawej dłoni zgasło, ale czarodziej i tak go nie potrzebował, bo kierował nim teraz jedynie instynkt. Nawet nie wiedział, kiedy z jego dłoni wyleciał magiczny, świecący nieco w ciemności promień i uderzył w ciągle napierającego stwora. Gdy ten nieco się cofnął, Starszy Mag bez chwili wahania odwrócił się i zaczął uciekać.
Nic nie widział, ale biegł, nie zważając na to, kiedy natrafi na kolejny zakręt. Gdy wreszcie uderzył w kamienną ścianę, nawet nie poczuł bólu. Wymacał rękoma przejście, mając nadzieję, że nie trafił na ślepy zaułek.
Nagle zauważył przed sobą światło. Nie śmiał nawet oglądać się za siebie, zamiast tego rzucając się szybko w stronę wyjścia z tunelu.
Po chwili zderzył się z jakimś mężczyzną, ale nie zatrzymało go to ani na sekundę. W tym momencie czarodziej myślał tylko o tym, żeby znaleźć się jak najdalej od poddanej działaniu magii kopalni. Wybiegł na powierzchnię, zasłaniając twarz dłonią – jego oczy potrzebowały chwili, by na powrót przyzwyczaić się do słońca. Na to jednak nie było czasu.
Ku przerażeniu Starszego Maga tu też panował jeden wielki chaos. Z ciemności podziemnego tunelu wyłaniali się bowiem nie tylko przerażeni uciekinierzy, ale także kryształowe potwory identyczne jak ten, którego spotkał Artelius. Niezdolni do walki obywatele Królestwa uciekali w panice, ci nieco tylko lepiej wyszkoleni strażnicy desperacko próbowali stawiać opór, a broniący króla wartownicy, choć odważni i dobrze przygotowani, zaczynali wątpić w swoje siły. Artelius, nie mając większego wyboru, postanowił wspomóc broniących się ludzi.
Nagle z podziemi wyłonił się większy niż reszta potwór. Zmierzał prosto w stronę króla, a leciał tak szybko, że pilnujący go żołnierze nawet nie zdążyli zareagować. Król, szykujący się do ucieczki, też nie miał szans go zauważyć.
Makabryczne stworzenie jęknęło głośno, porażone wielkim, mieniącym się w oczach promieniem. Z trzaskiem upadło na ziemię i rozsypało się zaledwie kilka metrów od swojego celu. Król spojrzał na nie ze zdumieniem, a następnie na czarnowłosą czarodziejkę, która właśnie uratowała mu życie. Od strony kopalni dało się usłyszeć dziwny, piskliwy odgłos. Wszyscy spojrzeli w tamtą stronę.
Wejście do podziemi blokowała teraz magiczna, mieniąca się w oczach bariera. Artelius spoglądał na nią przez moment, po czym zdał sobie sprawę, że nie słyszy już nigdzie odgłosów bitwy. Kryształowe potwory zniknęły równie szybko, jak się pojawiły. Minęła dłuższa chwila, zanim ktoś wreszcie się odezwał.
Czarnowłosa czarodziejka, zielonooka członkini gildii Syriona, spojrzała na króla i, nie doczekawszy się od niego żadnej reakcji, sama przejęła inicjatywę.
– Żołnierze, natychmiast aresztujcie każdego maga, jakiego zdołacie rozpoznać! Wszyscy tutaj obecni są od tej chwili podejrzani o zamach na życie króla. – Kobieta urwała i nerwowo zaczerpnęła oddechu, a następnie spojrzała szybko w stronę zamkniętych podziemi, dodając: – Oraz o przejęcie kopalni kryształu... cenniejszej niż cała reszta królestwa.
Odpowiedz
#8
Cytat:Nie będzie rzecz jasna żadnego „wykopywania kryształu” dla króla[i], myślał mag. [i]Zadaniem tych ludzi jest tylko odebranie ukrytego w schowku obiektu i zabranie go na powierzchnię. A moim zdobycie całej reszty umieszczonych tam kryształów.

Tutaj tag ci się popsuł.

Poza tym...
Łał. W sumie ciężko powiedzieć mi coś więcej – warto było czekać, aż w końcu wrócisz i zaszczycisz nas kolejną częścią przygód Arteliusa^^
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#9
(19-06-2014, 16:16)Kaaghos napisał(a): – Tak się właśnie kończy rozdawanie eliksirów magicznych,(bez przecinka) komu popadnie.

(...) i, nie oglądając się nawet w jego stronę, zniknęli zaraz w przeciwległej ścianie wąskiego korytarza. Zaraz za nimi wyłonił się kolejny identyczny duet. A potem następny. I tak dalej, aż w końcu ostatni z mężczyzn, śpiewając i pokrzykując wesoło, zniknęli (zniknął) czarodziejowi z oczu.

W korytarzu wciąż było ciemno, a jedynym źródłem światła była pochodnia, którą niósł pierwszy z górników.

W jednej chwili przez myśl przewinęło (przewinęły) mu się dziesiątki pomysłów, ale żaden nie był satysfakcjonujący. Strażnik był coraz bliżej.

Ku jego (swemu/swojemu) zaskoczeniu poczuł, jak rzucony czar przybiera na sile.

– Nie zauważyłeś niczego podejrzanego – czarodziej przemówił. (Według mnie lepiej "przemówił czarodziej") – Przez całą twoją wartę nic zaskakującego się nie wydarzyło.

Natychmiast schował miecz, po czym wolno odwrócił się od Arteliusa i jakby nic się nie stało wrócił na swoje miejsce, dokładnie tak(przecinek) jak chciał tego Starszy Mag.

Było mu zimno i zupełnie nic już nie widział, ale coś zupełnie innego go niepokoiło.

(...)biegnąc ile sił w nogach, podczas gdy trzęsienie ziemi występowało coraz częściej. Powietrze wokół czarodzieja robiło się coraz cięższe, tak że zaczerpnięcie głębszego oddechu stawało się coraz trudniejsze.

Jest źle, Artelius powtarzał ciągle to jedno tylko (Jak dla mnie "tylko" zbędne, a trochę bałagani.) zdanie, teraz bowiem wszelkie inne myśli odeszły w niepamięć.

Czarnowłosa czarodziejka, zielonooka członkini gildii Syriona, spojrzała na króla i, nie doczekując (Lepiej "nie doczekawszy") się od niego żadnej reakcji, sama przejęła inicjatywę.

No, no, no, nie spodziewałam się, że sytuacja w kopalni będzie miała taki skutek. Trochę "się" pojawiło się w tym fragmencie blisko siebie i chociaż nie jest to błędem, to nie przepadam, kiedy za dużo go w jednej okolicy. :) A tak poza tym nie mam żadnych uwag, czekam na kolejne części.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#10
Przeczytałem oba fragmenty i, szczerze powiedziawszy, będę czekał na następne.
Jedyne, co mi się nie podobało, to trochę "typowe" wyrażenia na początku i końcu pierwszego fragmentu. Nie wiem, jak to trafnie określić, ale brzmiały jakoś tak "oklepanie". No i "nie byliby w stanie zamienić w proch (wliczając w to sam proch)" rozumiem, że to takie nieco żartobliwe, ale wydało mi się nieco na siłę i bez sensu. Bo i ja potrafię zamienić proch w proch, cegłę w cegłę itd. – zwyczajnie nic nie robiąc.

Poza tym jeszcze "czeka nas wspaniała przygoda" na początku pierwszego fragmentu zabrzmiało mi trochę kiepsko, ale to już takie moje bezsensowne marudzenie.

Pomijając to, naprawdę mi się podobało, ciekawie prowadzisz akcję, całkiem płynnie i przyjemnie. Dialogi też niczego sobie, podoba mi się wplatany w nie humor. Postaci brzmią wiarygodnie, nie odczuwam żadnej sztuczności, plusik za to.

Pozdrawiam, czekam na następną część i zapraszam do siebie. :D
Traktowanie powyższej wypowiedzi na serio nie jest zalecane. Autor się zwyczajnie nie zna.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości