Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Róża dla zapomnianego
#1
Hm... Tak w sumie to sama nie wiem, co napisałam, poza tym, że miałam pewien pomysł. Nadmiar notatek, jak widać, szkodzi okrutnie. Mam nadzieję, że nikt się nie pogniewa za wstawienie. Liczę się z konstruktywną i ostrą krytyką :)

"Róża dla zapomnianego"


Przez całe swoje życie była tchórzem. Nigdy nie wyróżniała się z tłumu, nie wyrażała swojego zdania. Czy je miała? Prawdopodobnie tak, choć bała się przyznać do tego przed samą sobą. W świecie, w którym przyszło jej żyć, musiała mieć się na baczności. Każdy musiał. Każdy donosił. Nikt nie był godny zaufania.
Był maj roku 1989, dni były gorące. Choć miała dziewiętnaście lat i studiowała na jednej z pekińskich uczelni, to od protestów wolała trzymać się z daleka. Słysząc o strajku głodowym, przypatrywała mu się jedynie z bezpiecznej odległości. Gdy widziała na drzewach zawieszone butelki, będące oczywistą kpiną z Przywódcy Chin, Deng Xiaopinga, spuszczała wzrok i uciekała jak najszybciej, by ktoś przypadkiem jej nie powiązał z owymi incydentami. Ojciec dziewczyny ledwie przeżył Rewolucję Kulturalną, wiedziała więc, do czego władza w tym kraju jest zdolna. Mimo to nie wyjechała. Bała się tego, co może spotkać całą rodzinę w odwecie za tak jawne nieposłuszeństwo. Została więc w Chinach, studiując nauki przyrodnicze i modląc się, by wszystko się dobrze skończyło.
Czas mijał powoli w nieznośnym upale. Dni wlekły jej się niemiłosiernie, chociaż wypełnione były po brzegi. Ojciec, głowa rodziny, czy raczej wrak ojca, który powrócił przed laty z obozu reedukacji, zmarł trzy lata wcześniej, po czym matka zapadła na zdrowiu. Od tej pory swój wolny czas dzieliła pomiędzy zajęcia i zajmowanie się chorą rodzicielką. Sytuacja polityczna niezmiernie ją martwiła, gdyż miała na uwadze swojego o rok starszego brata. Był studentem z głową pełną radykalnych pomysłów, sfrustrowanym kiepską sytuacją materialną i rygorem, który wciąż odczuwali jako potomkowie „wroga ludu”, jakim był ich ojciec. Wizyta Gorbaczowa pogłębiała jej złe przeczucia. Dostrzegała wyraźnie wzrastające poczucie porażki partii, dla której policzkiem wymierzonym prosto w twarz było przyjęcie tak ważnej osobistości przez wyjście ewakuacyjne. Planowane powitanie gościa z wielką fetą było niemożliwe, gdyż cały plac był oblegany przez protestujących studentów.
W jej sercu kiełkowała jednak nadzieja. Chociaż starszy brat studentki był fanatykiem wobec kwestii politycznych, to jednak miał na uwadze dobro swej młodszej siostry, jak przykazał mu to ojciec na łożu śmierci. Dobrze pamiętała dzień, jeszcze podczas strajku głodowego studentów, gdy jej brat obiecał, że jeśli protesty nie zakończą się zgodnie z zamierzeniem, to opuszczą razem Chiny. Z lękiem, jak i z radosnym podnieceniem oczekiwała chwili, gdy w końcu brat każe się jej spakować. Bała się wyjechać sama, lecz jemu wierzyła bezgranicznie.
W końcu nadszedł piąty czerwca. Ten dzień potrafiła przywołać w pamięci z najdrobniejszymi szczegółami, a data wyryła jej się głęboko w sercu. Dzień wcześniej wojska wkroczyły na Plac Tian An'men, mordując tysiące studentów, więc od uprzedniego poranka była szczególnie niespokojna. Obudziły ją pierwsze promienie słoneczne i ciche pojękiwania matki, która wymagała opieki. Podniosła się z łóżka i włożyła skromną sukienkę w kwiecisty wzór. W całym pokoju panował nieznośny zaduch, zwiastujący jeszcze większy skwar. Jak zawsze krzątała się przy skromnym śniadaniu, zajęła się także podstawowymi potrzebami swej rodzicielki. W międzyczasie jej brat obudził się i spojrzał na nią znacząco, po czym wymamrotał pod nosem, by się spakowała. Serce zabiło jej szybciej, gdy usłyszała te słowa. Tak długo na nie czekała! Czym prędzej porzuciła swoje dotychczasowe obowiązki, a następnie pobiegła do pokoju spakować walizkę. Brat kazał jej czekać około trzynastej przed uniwersytetem, by zaraz zniknąć za drzwiami. Szczęśliwa jak nigdy w życiu, wrzucała do swego bagażu najpotrzebniejsze rzeczy. Na długo przed wyznaczoną godziną wybiegła z mieszkania.
Instynktownie wyczuwała niebezpieczeństwo całą sobą. Wszystkie jej mięśnie drżały, a serce biło nieznośnie szybko nim jeszcze zobaczyła pierwszych przerażonych ludzi. Dzierżąc w dłoni uchwyt walizki niczym swój najcenniejszy skarb, pobiegła w kierunku, z którego uciekali inni. Był to akt odwagi z jej strony, o jaki nigdy by się nie posądziła, lecz złe przeczucia wzięły górę nad lękiem. Gdy dobiegła na plac, z jej ust wydobył się krzyk rozpaczy. Ujrzała swego brata stojącego naprzeciw kawalkady czołgów, trzymającego w ręce siatkę z zakupami. Chciała pobiec ku niemu, lecz czyjeś silne dłonie złapały ją za ramiona. Ów człowiek chciał odciągnąć ją stamtąd, lecz wpadła w histerię i nie pozwoliła mu na to. Przeciwnie, trzymał ją mocno, a ona, tym razem w ciszy, obserwowała ze zgrozą swojego brata, co i rusz wbiegającego przed czołg, który starał się go wyminąć. Nie odnotowała nawet faktu, że z jej oczu ciekną łzy. Po kilkudziesięciu sekundach, które dla niej ciągnęły się w nieskończoność, ktoś wbiegł na drogę i odciągnął jej brata. Wtedy jej lęk zapanował nad nią i rzuciła się do ucieczki.
Otumaniona szokiem, zapadła w letarg i zaprzeczenie. Bez słowa uciekła od swego wybawcy i pobiegła na miejsce spotkania. Żar lał się z nieba, a ona przez wiele godzin czekała, na próżno. Późnym wieczorem, gdy uświadomiła sobie, co się wydarzyło, ruszyła w kierunku mieszkania. Ulice były opustoszałe, w wielu oknach szyby zostały porozbijane. Okolica wyglądała na wymarłą, a ona, sunąc z uczuciem beznadziejności, przypominała zjawę.
Gdy dotarła na miejsce, usiadła przy kuchennym stole. Opiekowała się matką mechanicznie, odruchowo. Na zajęcia nie musiała uczęszczać – od wielu dni wszystkie były zawieszone. Trzeciego dnia jej egzystencji i oczekiwania na jakąkolwiek zmianę rodzicielka zmarła, a po bracie nie było śladu. Jej wzrok spoczął na nierozpakowanej walizce i w tej chwili podjęła decyzję, będącą kolejnym przejawem odwagi, której nikt się w jej osobie nie spodziewał.
Zaraz po pogrzebie matki opuściła Chiny, uciekając przez Hongkong. Teraz wiodła życie w Stanach Zjednoczonych, z daleka od rodzimego reżimu. O bracie nigdy nie usłyszała żadnych wieści, chociaż oficjalna wersja głoszona przez media podawała, iż „Nieznany Buntownik”, znany również jako „Tankman”, nie ucierpiał w tych wydarzeniach. Jej serce jednak znało prawdę. Od kiedy go ujrzała, stojącego naprzeciw kolumny czołgów, wiedziała, iż właśnie taki będzie jego koniec. Bo czyż partia pozwoliłaby, by tak wielki symbol sprzeciwu chodził po ulicach?
Nawet po wielu latach, gdy od ojczyzny dzieliły ją setki tysięcy kilometrów, bała się. Jej marzeniem było wrócić do kraju i w dniu piątego czerwca złożyć białą różę na Placu Tian An'men. Wiedziała jednak, że nigdy tego nie zrobi. Lęk, który w niej żył, nie pozwolił jej nikomu zdradzić imienia „Nieznanego Buntownika”. Była boleśnie świadoma faktu, że tę tajemnicę zabierze ze sobą do grobu, by nikt jej nie powiązał z tamtymi wydarzeniami. Zamiast tego, co roku w dniu piątego czerwca, rozpalała niewielkie ognisko, do którego wrzucała białą różę. Żar ognia przypominał o skwerze panującym w tamte dni, biała róża symbolizowała śmierć.
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat:chociaż jej dnie wypełnione były po brzegi. Jej ojciec, czy raczej
"dni" plus chyba powtórzenie

Cytat:Gdy wstała, założyła skromną sukienkę w kwiecisty wzór
Strasznie psuje to klimat. Chwile wcześniej było o mordowaniu studentów, a teraz o strojach. Może to ja, ale to chyba zbędne jaka to sukienka.

Cytat:W międzyczasie jej brat się obudził
"obudził się" imo

Cytat:W międzyczasie jej brat się obudził i spojrzał na nią znacząco, po czym wymamrotał pod nosem, by się spakowała. Serce zabiło jej szybciej, gdy usłyszała te słowa. Tak długo na nie czekała! Czym prędzej porzuciła swoje dotychczasowe obowiązki, po czym pobiegła do pokoju spakować walizkę. Brat kazał jej czekać około 13:00 przed uniwersytetem, po czym zniknął za drzwiami.
Ponadto liczba chyba powinna być słownie.

Cytat:pobiegła w kierunku, z którego uciekali inni.
Bez przecinka

Całość jest jednak naprawdę solidna. Przedstawienie płynnie miesza się z akcją, wstawki czysto narracyjne nie rażą. Całość wciąga i wzbudza empatię, a zakończenie nie wydaje się oklepane. Zamiast tego porusza.
Myślę, że to jest dużo bardziej twoja broszka niż sci-fi. W ty gatunku zdajesz się czuć jak ryba w wodzie. Zwłaszcza, że tematyka Chin jest ci bliska.
Odpowiedz
#3
Błędy wytknięte prawie wszystkie poprawione, chyba. Jeśli chodzi o sukienkę, to się dalej waham... chodziło mi o zwrócenie uwagi, że ona pamięta to wszystko dość szczegółowo ;x no ale poczekam, może ktoś jeszcze się wypowie na ten temat.

Cóż, tematyka Chin jak tematyka Chin, to było akurat potężne wydarzenie w historii, tak na dobrą sprawę wciąż nierozliczone przez władzę. Liczby ( czy może raczej rozbieżność w nich ) przerażają.

Mimo wszystko też starałam się zamieścić to, co mi się akurat wydawało ciekawe... jak na przykład motyw z wieszaniem przez ludzi butelek na drzewach/paskach, co było grą słowną – imię Xiaoping zapisane w innych znakach to właśnie Mała Butelka... offtop? Przepraszam > . <

No i tak, sci-fi to raczej nie moja brożka. chyba wolę lawirować na twardym gruncie.... i behawioryzm postaci.

PS: dziękuję za miłe słowa ^.^
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#4
W miniaturach lubię... no, to, że są miniaturami. Więc od siebie się przyczepie, że w niektórych miejscach jest zbyt dużo opisów. Chociaż to akurat wygląda na zamierzone. Cóż, taka jest moja opinia, do tej akurat nie przykładałbym zbyt dużej wagi ;)
Ogólnie jest ok, przez chwilę czułem się "specyficznie", więc jakieś emocje to z pewnością wywołało! :D
Niby to wszystko banalne lecz długo się uczyłem cieszyć z prostych rzeczy.
Całe dnie szare przyćmione żalem i narzekaniem gdy teraz na to patrzę ciężko mi uwierzyć.
Zawsze gdy wstaje czeka tu na mnie jakieś wyzwanie bo nieustannie mamy coś tu do odkrycia.
Nawet przegrane coś dają nam a więc idę odważnie i to, co dane mi biorę od życia.
Odpowiedz
#5
Elasie, a czy uwierzyłbyś, że w tej miniaturze nie jest nic zamierzonego? :)
W których miejscach te opisy Ci nie pasowały? :)

Miło, że wywołałam jakiekolwiek emocje. Tak mnie teraz tylko zastanawia, czy ktoś kojarzy ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=qq8zFLIftGk

Jak dla mnie, niesamowicie wstrząsający. Jak widzisz, mogłabym jeszcze, jeszcze więcej opisów dodać. Zatrzymanie całej kawalkady, choć tragiczne i przerażające, to jednak było coś pięknego, odważnego i... sama nie wiem, jak to ująć... niepowtarzalnego?
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#6
(31-05-2014, 21:14)Ginger napisał(a): Choć miała dziewiętnaście lat i studiowała na jednej z Pekińskich(pekińskich – przymiotnik) uczelni, to od protestów wolała trzymać się z daleka.

(...) by ktoś przypadkiem jej nie powiązał z owymi incydentami. Jej ojciec ledwie przeżył Rewolucję Kulturalną, wiedziała więc, do czego władza jej kraju jest zdolna. Mimo to nie wyjechała. Bała się tego, co może spotkać jej rodzinę w odwecie za tak jawne nieposłuszeństwo.

W jej sercu kiełkowała jednak nadzieja. Chociaż jej brat był fanatykiem wobec kwestii politycznych, (...)

Z lękiem, jak i z radosnym podnieceniem oczekiwała chwili, gdy w końcu jej brat każe się jej spakować.

Wszystkie jej mięśnie drżały, a serce biło nieznośnie szybko nim jeszcze zobaczyła pierwszych, (bez przecinka – liczebnik)przerażonych ludzi.

Dzierżąc w dłoni uchwyt walizki niczym swój najcenniejszy skarb, pobiegła w kierunku (przecinek)z którego uciekali inni.

Był to akt odwagi z jej strony, o jaki nigdy by się nie posądziła, lecz jej przeczucia wzięły górę nad lękiem. Gdy dobiegła na plac, z jej ust wydobył się krzyk rozpaczy. Jej brat stał naprzeciw kawalkady czołgów, trzymając w ręce siatkę z zakupami.

Ulice były opustoszałe, w wielu oknach szyby były porozbijane.

Od kiedy go ujrzała, stojącego naprzeciw kolumny czołgów, wiedziała (przecinek)iż właśnie taki będzie jego koniec.

Ja z kolei za miniaturami nie przepadam, ale ta całkiem mi się spodobała. Dobrze napisana, świetnie oddaje grozę i niezwykłość sytuacji, no i emocje. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Vet, dziękuję za poświęcony czas na poprawę błędów, które jeszcze dziś postaram się poprawić, a także za miłe słowa :) naprawdę, serdecznie dziękuję :3
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
#8
Cytat:
Przez całe swoje życie była tchórzem. Nigdy nie wyróżniała się z tłumu, nie wyrażała swojego własnego ( moim zdaniem wystarczy jeden z tych zaimków, ponieważ są synonimami ) zdania.

Czas mijał powoli, ( bez przecinka ) w nieznośnym upale.

Ojciec, głowa rodziny, czy raczej wrak ojca, który powrócił przed laty z obozu reedukacji, zmarł trzy lata wcześniej, po czym matka upadła ( zapadła ) na zdrowiu.

Był studentem o głowie pełnej ( z głową pełną ) radykalnych pomysłów, sfrustrowanym kiepską sytuacją materialną i rygorem, który wciąż odczuwali jako potomkowie „wroga ludu”, jakim był ich ojciec.

Ten dzień potrafiła przywołać w pamięci z najdrobniejszymi szczegółami, a data ta ( moim zdaniem zbędne ) wyryła jej się głęboko w sercu.

Gdy ( to nie brzmi ładnie – zacznij od "Podniosła się z łóżka i włożyła" albo jakoś podobnie ) wstała, założyła skromną sukienkę w kwiecisty wzór.

Ujrzała swego brata stojącego naprzeciw kawalkady czołgów, trzymając ( trzymającego ) w ręce siatkę z zakupami.

Człowiek ten chciał odciągnąć ją od tego miejsca, lecz wpadła w histerię i nie pozwoliła mu na to. Zamiast tego trzymał ją mocno, a ona, tym razem w ciszy, obserwowała ze zgrozą swojego brata, który co i rusz wbiegał przed czołg, który starał się go wyminąć.

Całkiem to ładnie napisałaś, choć ja nie czułam grozy. Brzmiało to trochę jak dziennikarska relacja. Trochę zabrakło mi krótkich, dramatycznych myśli.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#9
Dziękuję, Nawko, za uwagi. Przyjęłam do wiadomości. Gdy dorwę chwilę wolnego czasu, to się tym zajmę :)

EDIT: 7.08 – uwagi Nawki wzięte pod uwagę. zajęło to tylko dwa miesiące;]
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości