Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sci-Fi Kwant Filozoficzny
#1
Witajcie!

Wychodzę z cienia, by poznać opinię na temat swojego pisania, a – jeśli się uda – dodatkowo zapewnić Wam choć chwilę miłego czytania.

Na sam początek chciałem ustalić priorytety – najważniejsza jest dla mnie ogólna opinia i wrażenia na temat tekstu/fragmentu. Przemyślenia po przeczytaniu, co się podobało, co było słabe itd.
Na drugim miejscu stawiam korektę, wytykanie błędów – niezmiernie ważna sprawa, ale zarazem dość mechaniczna. Doceniam, nawet znacznie bardziej niż opinię, gdyż wymaga znacznie więcej pracy, ale wiedzcie, że jeśli nie macie ochoty robić mi pełnej korekty, możecie zostawić tylko krótką notkę na temat tego jak się czytało.

Bez dalszego opóźniania – przejdźmy do rzeczy.


Tadeusz Grot siedział na – jak zwykle – niewygodnym, lichym siedzeniu kolei grawitacyjnej, szybując z prędkością dwóch tysięcy kilometrów na godzinę trzy tysiące metrów nad miastem. Za oknem zaczynało zmierzchać, choć dolne poziomy miasta od jakiegoś czasu spowijały już kompletne ciemności. Taki przywilej klas wyższych – mogą dłużej cieszyć się słońcem. Kilka dodatkowych minut ciepłego, naturalnego światła, a jak bardzo cieszy…
Tadeusz był naukowcem. Specjalizował się w fizyce z rozszerzeniem w kierunku astronomii. Na co dzień analizował odczyty czujników rozmieszczonych na satelitach okrążających Ziemię, naturalnie tylko interpretując wyniki wstępnie oznaczone przez komputer jako interesujące. W praktyce jednak jego praca sprowadzała się do odbierania kolejnych stosów papierów, przeglądania ich zawartości, a później pisania krótkich notek podsumowujących dokumenty i przesyłaniu ich dalej. Mechaniczna robota, którą mógłby wykonywać każdy.
Kolejka zaczęła zwalniać, wyhamowując w tempie niezaburzającym funkcjonowania ludzkiego organizmu, ale wystarczająco odczuwalnym, by było to nieprzyjemne. Mężczyzna skrzywił się, czując, jak wszystkie jego narządy przekręcają się na drugą stronę, lecz mimo to wstał i podszedł do wyjścia. Wagon stanął, drzwi rozsunęły się, a Tadeusz wyszedł na przystanek. Kolejka ruszyła w dalszą podróż, zostawiając go samego na ciemnym chodniku zawieszonym trzy kilometry nad powierzchnią Ziemi, który wyglądał zupełnie jak ulica wyrwana z dwudziestego pierwszego wieku – betonowe płyty ograniczone chodnikiem, brudne ściany budynków, droga z dziesiątkami dziur. Przedziwnie zwyczajne, poza wyrwą przebiegającą dokładnie przez sam środek ulicy – miejscem na kolej grawitacyjną. Przez szczelinę co kilkanaście metrów przerzucone były automatycznie składane i rozwijane kładki, żeby umożliwić ludziom normalne przemieszczanie się między obydwiema stronami drogi.
Tadeusz ruszył w dół ulicy, a następnie skręcił w prawo, w wąską uliczkę prowadzącą do jego mieszkania. Otworzył frontowe drzwi kluczykiem, wjechał windą na pięćdziesiąte piąte piętro i wszedł do swojego mieszkania oznaczonego numerem cztery tysiące sto osiemdziesiąt jeden.
Przywitał go przyjemny zapach mięsa pieczonego w warzywach. Gdy tylko trzasnął drzwiami, na spotkanie wyszła mu jego żona, Natalia, którą pocałował, nim ściągnął płaszcz i zzuł buty. Pod spodem jak zwykle miał fartuch laboratoryjny, czysty, acz odrobinę poszarzały. Cały czas zastanawiał się, dlaczego każą nosić mu ubranie ochronne, mimo że pracuje z suchymi danymi.
Małżeństwo zasiadło do obiadu. W tle spikerka wiadomości podawała informacje na temat produkcji czekolady. Tadeusz wziął do ust pierwszy kęs, przymknął oczy i uśmiechnął się.
– Pychota… Ty to jednak wiesz, jak sprawić mi przyjemność, kochanie – powiedział, choć smak potrawy wcale nie był oszałamiający.
Kobieta odwzajemniła uśmiech, nie przerywając jedzenia.
– Jak było w pracy? Stało się coś ciekawego? – zapytała po chwili.
Tadeusz spochmurniał nieco.
– Wiesz dobrze, jak to jest. To nie centrum naukowe, a fabryka wynalazków. Nie oczekują ode mnie bycia prawdziwym naukowcem, a raczej… maszynką wypluwającą co jakiś czas niesamowite odkrycie, tylko na ich własny, komercyjny użytek.
– Ważne, że dobrze płacą i mamy za co żyć, prawda?
– Prawda, prawda… Ale ta ciągła kontrola. Jeśli człowiek choć na chwilę przestanie pracować, robot patrolujący natychmiast podlatuje i zaczyna naliczać karne sekundy odejmowane od wypłaty według zupełnie nieznanego mi algorytmu. Jakim cudem zarabiając miesięcznie osiem tysięcy Utmonet, dziesięć sekund drapania się po nosie kosztuje mnie pięćdziesiąt Utmonet? Dobrze, że chociaż w domu można zachowywać się swobodnie…
Nastała nienaturalna cisza. Spikerka przestała podawać informacje na temat czekolady, wlepiając oczy prosto w niego, choć siedział z boku telewizora. Serce naukowca przyspieszyło. Czyżby naprawdę…
Kobieta w telewizji zaczęła dalej mówić, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Tadeusz wolał nie poruszać tego tematu.
Resztę posiłku zjedli w ciszy.

Kolej spóźniła się dzisiaj o dwadzieścia minut. Na szczęście Tadeusz był przygotowany na taką ewentualność i jak zwykle wyszedł pół godziny przed czasem tak, że w centrum był dokładnie o czasie – po prostu dzisiaj nie musiał czekać kilku chwil, nim system zostanie aktywowany.
Zdał płaszcz do szatni i ruszył dalej, w stronę bramek wejściowych. Z przedniej kieszeni fartucha wyciągnął kartę pracowniczą, przeciągnął ją po metalowym blacie jednej z bramek, a następnie wszedł do dużego atrium, pośrodku którego ustawiony był okrągły moduł, w którym pracowali ludzie zajmujący się kontaktami z petentami.
Tadeusz skręcił w prawo, w stronę wind, wsiadł do jednej i wybrał trzysta siedemdziesiąte siódme piętro. W tle brzmiała ta sama, denerwująca muzyka niezmieniona od dwunastu lat, które już przepracował w centrum naukowym. Na szczęście podróż na jego poziom trwała zaledwie kilkanaście sekund, więc nim zdążył się naprawdę zirytować, wyszedł na tanią, szorstką wykładzinę i ruszył w stronę sali numer osiem. Zniknął w labiryncie cienkich ścianek oddzielających od siebie stanowiska pracownicze. Przed oczami mignęło mu kilka znajomych twarzy oraz kilka fryzur, które rozpoznał (w zależności od położenia kabiny, osoby siedziały tyłem lub przodem do alejki).
Wszedł do swojego boksu oznaczonego numerem dwadzieścia jeden i usiadł na krześle, które jęknęło przeciągle. Czujnik wykrył jego przybycie, a następnie natychmiast wysłał odpowiednie rozkazy do centralnego komputera, przydzielając mu odpowiednie zadania. W grubej rurze pneumatycznej umieszczonej pośrodku jego biurka pojawiła się pierwsza kapsuła, którą Tadeusz wyjął, otworzył i wyciągnął z niej rulon papieru.
Przebijał się przez kolumny cyfr oraz lakonicznych oznaczeń z mozołem, powoli łącząc fakty i interpretując wyniki. Kilka satelitów znad oceanu Atlantyckiego odebrało dziwne odczyty promieniowania pochodzące z okolicy nieba, w której wykryto kiedyś wybuchy nieskoordynowanych impulsów gamma. Najprawdopodobniej był to bardzo skomplikowany układ pulsarów wysyłający „sygnał” w kierunku Ziemi co bardzo długi odcinek czasu albo przemierzająca wszechświat czarna dziura wyrzucająca czasem niewielkie ilości promieniowania. Mimo wszystko nie było to ani interesujące, ani warte dalszego badania.
Tadeusz zanotował swoje spostrzeżenia, zapakował papiery do kapsuły i wysłał dalej, do weryfikacji, kolejnym tunelem.
Nie czekał nawet piętnastu sekund na przybycie kolejnej porcji danych do rozgryzienia. Niebieski papier prześwitywał przez plastikową obudowę, dając nadzieję na nieco ciekawsze informacje – tym kolorem oznaczane były czujniki umieszczone na wyższych orbitach, wysoko wyspecjalizowane i przystosowane do odbierania nawet najdrobniejszych odchyleń od normalności. To właśnie dzięki nim najczęściej dokonywane były największe odkrycia, jak udowodnienie istnienia cząstki X przeszło dwa lata temu. Cząstka X odpowiadała za nadawanie ładunku elektrostatycznego nienaładowanym cząstkom, co znalazło zastosowanie w produkcji wysokoenergetycznych magnesów i przyczyniło się do rozwoju kolei magnetycznej, która okalała prowincjonalne rejony niemogące pozwolić sobie na zastosowanie znacznie bardziej wydajnej, ale droższej w stworzeniu, kolei grawitacyjnej.
Podobno naukowiec, który po raz pierwszy oznaczył cząstki X ,pracował zaledwie dwa piętra wyżej, co ciekawe również w boksie numer dwadzieścia jeden, jak Tadeusz. Naukowiec za każdym razem, gdy otrzymywał niebieskie papiery skrycie marzył, by odkryć coś rewolucyjnego. Wreszcie zdołał wykazać się i zrobić to, o czym marzył, odkąd opuścił uniwersytet – dokonać prawdziwego odkrycia naukowego, zdobyć uznanie, awansować, zostać głównodowodzącym całego piętra naukowców, a może nawet całego segmentu składającego się z osiemdziesięciu dziewięciu poziomów, zajmujących się określoną grupą czujników albo konkretnym tematem.
Tadeusz wyciągnął papiery z kapsuły i spojrzał na nagłówek.
Satelita Badawczy SB-009227465-Orion
Tak, jak podejrzewał, górna orbita niemalże niezakłócona przez odczyty z Ziemi. Przeniósł wzrok trochę niżej.
Wykrycie 4 kwantów energii o nieprzypisanej wartości
– Pewnie błędy z kalibracją… – wyszeptał Tadeusz, nie zdając sobie sprawy z tego, że mówi na głos.
Serce zaczęło mu bić trochę szybciej.
Wpis 1 –-–-–-–-–-–-– 02:01:01 –-–-–-–-–-–- 0,0377 –-–-–-–-–-–-– niezidentyfikowane
Wpis 2 –-–-–-–-–-–-– 06:01:01 –-–-–-–-–-–- 0,0376 –-–-–-–-–-–-– niezidentyfikowane
Wpis 3 –-–-–-–-–-–-– 10:01:01 –-–-–-–-–-–- 0,0378 –-–-–-–-–-–-– niezidentyfikowane
Wpis 4 –-–-–-–-–-–-– 14:01:01 –-–-–-–-–-–- 0,0377 –-–-–-–-–-–-– niezidentyfikowane
Dokładnie co cztery godziny coś wysyłało w ich kierunku porcje energii, które miały niespotykanie zbliżone wartości na poziomie błędu pomiarów. Żadna sygnatura nie pasowała do tej określonej liczby. Do fotonu było mu zdecydowanie za mało, a pole grawitacyjne do wygenerowania takiej siły potrzebowałoby Jowisza oscylującego kilka kilometrów od czujnika.
Tadeusz wziął długopis i nabazgrał pospiesznie kilka zdań, zapisując swoje spostrzeżenia. Na początku chciał po prostu włożyć papiery z powrotem do kapsuły i odesłać je dalej, ale zawahał się na chwilę. A jeśli to naprawdę coś ważnego? Coś przełomowego?
Odłożył pojemnik na biurko, spiął nieco zmięte dokumenty, a następnie ostrożnie włożył je pod notatnik leżący przy jego prawej ręce. Rozejrzał się podenerwowany, ale nikt nie zwracał na niego uwagi. Nawet robot nadzorujący wlepiał komuś karny mandat za obijanie się w drugim końcu pomieszczenia.
Tadeusz wychylił się ze swojego boksu, spoglądając w stronę przeszklonych drzwi z wielkim napisem „Nadzorca 377”. Przełknął ciężko ślinę i wrócił do swojego stanowiska pracy. Nabazgrał szybką notkę mówiącą o braku interesujących wyników, wepchnął ją do pojemnika i wysłał dalej.
Po chwili, jak gdyby nigdy nic, przybyła następna kapsuła z kolejnym zestawem nudnych danych.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(26-05-2014, 21:01)Graphoman napisał(a): (brak akapitu)Kolejka zaczęła zwalniać, wyhamowując w tempie niezaburzającym funkcjonowania ludzkiego organizmu, ale wystarczająco odczuwalnym, by było to nieprzyjemne.

Mężczyzna skrzywił się, czując(przecinek) jak wszystkie jego narządy przekręcają się na drugą stronę, lecz mimo to wstał i podszedł do wyjścia.

Kolejka ruszyła w dalszą podróż, zostawiając do(go) samego na ciemnym chodniku zawieszonym trzy kilometry nad powierzchnią Ziemi(...)

Cały czas zastanawiał się(przecinek) dlaczego każą nosić mu ubranie ochronne, mimo że pracuje z suchymi danymi.

– Pychota… Ty to jednak wiesz (przecinek)jak sprawić mi przyjemność, kochanie – powiedział, choć smak potrawy wcale nie był oszałamiający.

– Wiesz dobrze (przecinek)jak to jest.

– (...)Jakim cudem zarabiając miesięcznie osiem tysięcy Utmonet(przecinek) dziesięć sekund drapania się po nosie kosztuje mnie pięćdziesiąt Utmonet? Dobrze (przecinek)że chociaż w domu można zachowywać się swobodnie…

(...) po prostu dzisiaj nie musiał czekać kilku chwil (przecinek)nim system zostanie aktywowany.

(...)pośrodku którego ustawiony był okrągły moduł (przecinek)w którym pracowali ludzie zajmujący się kontaktami z petentami.

(...)a pojawiła się pierwsza kapsuła, którą Tadeusz bezceremonialnie wyjął, otworzył i wyciągnął z niej rulon papieru. (Potrzebne to "bezceremonialnie"? Mógł wykonać tę czynności inaczej, niż bezceremonialnie? :D)

Najprawdopodobniej był to bardzo skomplikowany układ pulsarów wysyłający „sygnał” w kierunku Ziemi co bardzo długi odcinek czasu, (bez przecinka)albo przemierzająca wszechświat czarna dziura,(bez przecinka) wyrzucająca czasem niewielkie ilości promieniowania.

(...) okalała prowincjonalne rejony nie mogące(niemogące) pozwolić sobie na zastosowanie znacznie bardziej wydajnej, ale droższej w stworzeniu, (bez przecinka)kolei grawitacyjnej.

Podobno naukowiec, który po raz pierwszy oznaczył cząstki X(przecinek) pracował zaledwie dwa piętra wyżej, co ciekawe również w boksie numer dwadzieścia jeden, jak Tadeusz.

Naukowiec za każdym razem(przecinek) gdy otrzymywał niebieskie papiery skrycie marzył, by odkryć coś rewolucyjnego.

Wreszcie (brakuje "zdołał" albo czegoś podobnego) wykazać się i zrobić to, o czym marzył (przecinek)odkąd opuścił uniwersytet (...) osiemdziesięciu dziewięciu poziomów, zajmujących się określoną grupą czujników,(bez przecinka) albo konkretnym tematem.

Wykrycie 4 (słownie)kwantów energii o nieprzypisanej wartości

Dokładnie co cztery godziny coś wysyłało w ich kierunku porcje energii, które miały niespotykanie zbliżone wartości, (bez przecinka)na poziomie błędu pomiarów.

Rozejrzał się, poddenerwowany(podenerwowany), ale nikt nie zwracał na niego uwagi.

O wiele bardziej by mnie wciągnęło, gdybym była nieco bardziej obeznana w temacie – trochę przytłoczyły mnie szczegóły technicznie oraz cała masa informacji o cząsteczkach X, promieniowaniach, ładunkach i tak dalej. :)

A tak poza tym... trochę za mało tego, żeby obszerniej ocenić. Chętnie zerknę na kolejne części, jeśli się pojawią, i może wtedy powiem więcej. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
No więc, nie jestem pewien czy krzesło może jęknąć przeciągle to raz. Dwa to jest strasznie dużo informacji w małym fragmencie tekstu przez co łatwo sporo zapomnieć. Rozumiem, że chcesz oddać jak najlepiej klimat sci fi, ale ja po przeczytaniu tego fragmentu mam mieszane odczucia, bo mimo tylu opisów całości brakuje czegoś co przykuło by uwagę, może to brak jakichś emocji? Np podczas obiadu z żoną moment z telewizorem w ogóle nie wzbudza zainteresowania. Trochę za dużo Sci w tym Sci Fi, ale to tylko moje zdanie.
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
#4
Cytat: Mężczyzna skrzywił się, czując ( przecinek ) jak wszystkie jego narządy przekręcają się na drugą stronę, lecz mimo to wstał i podszedł do wyjścia.

– Pychota… Ty to jednak wiesz ( przecinek ) jak sprawić mi przyjemność, kochanie – powiedział, choć smak potrawy wcale nie był oszałamiający.

– Wiesz dobrze ( przecinek ) jak to jest. To nie jest centrum naukowe, a fabryka wynalazków.

Dobrze ( przecinek ) że chociaż w domu można zachowywać się swobodnie…

Z przedniej kieszeni fartucha wyciągnął kartę pracowniczą, przeciągnął ją po metalowym blacie jednej z bramek, a następnie wszedł do dużego atrium, pośrodku którego ustawiony był okrągły moduł ( przecinek ) w którym pracowali ludzie zajmujący się kontaktami z petentami.

W tle brzmiała ta sama, denerwująca muzyka, ( bez przecinka ) nie zmieniona ( niezmieniona ) od dwunastu lat, które już przepracował w centrum naukowym.

Kilka satelitów znad oceanu Atlantyckiego odebrało dziwne odczyty promieniowana ( promieniowania ) pochodzące z okolicy nieba, w której wykryto kiedyś wybuchy nieskoordynowanych impulsów gamma.

Najprawdopodobniej był to bardzo skomplikowany układ pulsarów wysyłający „sygnał” w kierunku Ziemi co bardzo długi odcinek czasu, ( bez przecinka ) albo przemierzająca wszechświat czarna dziura, wyrzucająca czasem niewielkie ilości promieniowania.

Cząstka X odpowiadała za nadawanie ładunku elektrostatycznego nienaładowanym cząstkom, co znalazło zastosowanie w produkcji wysokoenergetycznych magnesów i przyczyniło się do rozwoju kolei magnetycznej, która okalała prowincjonalne rejony nie mogące pozwolić sobie na zastosowanie znacznie bardziej wydajnej, ale droższej w stworzeniu, kolei grawitacyjnej. ( To zdanie jest tak długie, że musiałam przeczytać dwukrotnie, by przyswoić ciąg informacji. Mógłbyś podzielić je na krótsze. )

Naukowiec za każdym razem ( przecinek ) gdy otrzymywał niebieskie papiery skrycie marzył, by odkryć coś rewolucyjnego.

Wreszcie wykazać się i zrobić to, o czym marzył odkąd opuścił uniwersytet – dokonać prawdziwego odkrycia naukowego, zdobyć uznanie, awansować, zostać głównodowodzącym całego piętra naukowców, a może nawet całego segmentu składającego się z osiemdziesięciu dziewięciu poziomów, ( bez przecinka ) zajmujących się określoną grupą czujników, ( bez przecinka ) albo konkretnym tematem.

Tak ( przecinek ) jak podejrzewał, górna orbita, ( bez przecinka ) niemalże niezakłócona przez odczyty z Ziemi.

[/b]Dokładnie co cztery godziny coś wysyłało w ich kierunku porcje energii, które miały niespotykanie zbliżone wartości, ( bez przecinka ) na poziomie błędu pomiarów.

Rozejrzał się, ( bez przecinka ) poddenerwowany, ale nikt nie zwracał na niego uwagi.

Prosiłeś o opinię na temat fabuły i jakości twojego opowiadania – spróbuję to zrobić. Sf, to zdecydowanie nie moja bajka, nie podejmuję się oceniać wartości merytorycznej, ale tekst mnie zaciekawił. Początek nieco nużący. Ten opis aglomeracji mógłbyś trochę ubarwić, gdyż miałam wrażenie, że czytam opis nowej autostrady, spoglądając na nią co jakiś czas. Superszybka kolej nie zrobiła wrażenia, poza prędkością właśnie. Dalej było znacznie ciekawiej – spikerka spoglądająca ci centralnie w oczy z prawdziwym zainteresowaniem, no i odczyty ( widzę podobieństwo do "Kontaktu" ). Zakończenie najlepsze – posłuszny urzędnik ukrywający dane. Czekamy wobec powyższego na wyjaśnienie – kto, dlaczego, skąd?
Jeśli chodzi o stronę stylistyczną, to przeszkadzały mi bardzo długie zdania. Jedno z nich wskazałam z wyjaśnieniem. Próba zrozumienia zmuszająca do ponownego przeczytania sprawia, że najciekawszy tekst staje ci ością w gardle. Trochę jak garby na drodze :P. Ogólnie wszystko zrozumiałam i poczekam na ciąg dalszy :).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#5
Ponieważ już są dwie korekty, więc zajmę się oceną fabuły i treści.
Już w pierwszym akapicie zdziwiła mnie pewna informacja: "Za oknem zaczynało zmierzchać, choć dolne poziomy miasta od jakiegoś czasu spowijały już kompletne ciemności". Trochę mnie to dziwi – przyszłość, nowe technologie, i ciemne ulice? Już dziś po zmierzchu włączają się lampy, w większych miastach jest jasno niemal jak w dzień, w krajach zachodnich (np. Hiszpania) dopiero po zmierzchu zaczyna się życie.
Kolejny akapit i takie zdanie: "Specjalizował się w fizyce z rozszerzeniem w kierunku astronomii". Chyba raczej był fizykiem, a specjalizował się w astronomii.
W trzecim akapicie zainteresowało mnie wyhamowanie kolejki. Moje pytania są następujące: Czy ta kolejka ograniczała się do miasta? Jeśli tak, to jak wielkie jest miasto? Aby rozwinąć prędkość 2000 km/h przy maksymalnym przyśpieszeniu 3g (4g uniemożliwiałoby poruszanie się w wagonie, przy 5g można wręcz stracić przytomność) potrzeba 19 sekund, w czasie których pokonuje się dystans 5,3 kilometra. Tyle samo potrzeba na wyhamowanie. Pół minuty z prędkością 2000 km/h to 16,6 km. W sumie mamy już 27 kilometrów w ciągu niecałej minuty podróży – czyli miasto większe od współczesnej Warszawy. Przypominam również, że jest to prędkość ponaddźwiękowa, co skutkuje hukiem przy przekraczaniu bariery dźwięku. Dla miasta jest to więc mała atrakcja, żeby co jakiś czas kolejka miejska powodowała taki hałas.
Cytat:Kolej spóźniła się dzisiaj o dwadzieścia minut. Na szczęście Tadeusz był przygotowany na taką ewentualność i jak zwykle wyszedł pół godziny przed czasem tak, że w centrum był dokładnie o czasie – po prostu dzisiaj nie musiał czekać kilku chwil nim system zostanie aktywowany.
To ja się w takim razie pytam, z jaką częstotliwością jeździ ta kolejka? Czy wyjście z domu wcześniej coś zmieni? Poza tym to jest tak napisane, jakby Tadeusz poszedł do pracy pieszo.
Kolejny problem – "wybrał trzysta siedemdziesiąte siódme piętro" (...) "Na szczęście podróż na jego poziom trwała zaledwie kilkanaście sekund" – zdajesz sobie sprawę, że to kilometr jazdy? Obecnie najszybsza winda pokonuje trasę na 95 piętro w 43 sekundy i osiąga prędkość 72 km/h. Twoja winda porusza się w absurdalny sposób.
Cytat:(...) odebrało dziwne odczyty promieniowania pochodzące z okolicy nieba
Z okolicy nieba? A co to za określenie? Co znajduje się w okolicy nieba? Poza tym z kontekstu kolejnych zdań wynika, że chodzi o promieniowanie kosmiczne, bo najbliższy pulsar (Geminga) znajduje się w Gwiazdozbiorze Bliźniąt jakieś 550 lat świetlnych od nas.
Cytat:(...) albo przemierzająca wszechświat czarna dziura, wyrzucająca czasem niewielkie ilości promieniowania
Czarne dziury nie podróżują – to po pierwsze. Po drugie, emisja promieniowania jest dyskusyjna, bo nie udało się tego zaobserwować. Jednak akceptując dowód Hawkinga (że czarne dziury emitują promieniowanie), taka emisja jest ciągła, a nie sporadyczna.
Cytat:Cząstka X odpowiadała za nadawanie ładunku elektrostatycznego nienaładowanym cząstkom, co znalazło zastosowanie w produkcji wysokoenergetycznych magnesów i przyczyniło się do rozwoju kolei magnetycznej
Cząstka X (właściwie Bozon X) jest odpowiedzialna za przekształcanie kwarków w leptony. Nie chodzi o nadawanie ładunku elektrostatycznego, lecz o nadawanie masy. Poza tym nadawanie ładunku elektrostatycznego nie ma nic wspólnego z magnesami i polem magnetycznym (pole magnetyczne i elektrostatyczne to dwie różne rzeczy). I cząstka ta już została odkryta – http://gosc.pl/doc/1198009.Znaleziono-boska-czastke

No cóż, nie najlepiej. Sporo błędów logicznych, które dla miłośnika Sci-Fi są bardzo istotne. Wiele nieścisłości i niedomówień. Akcja jak na razie nie porywa.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#6
Spoiler:

Oczywiście nie wgryzałam się w takie dane techniczne. Raczej zainteresował mnie tu wątek tajemnicy. Stu – pełen podziw za taką analizę :).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Vetala:
Dziękuję za korektę. Zmiany naniesione. Pozwoliłem sobie tylko pominąć:
a)
Cytat:pozwolić sobie na zastosowanie znacznie bardziej wydajnej, ale droższej w stworzeniu, (bez przecinka)kolei grawitacyjnej.
Potraktowałem fragment "ale droższej w stworzeniu" jako wtrącenie, więc drugi przecinek jest potrzebny, jak sądzę.

b)
Cytat:Wykrycie 4 (słownie)kwantów energii o nieprzypisanej wartości
Jako że jest to informacja zwracana z systemu, tak jak i trochę wyżej (zaznaczone pogrubieniem), wartości liczbowe są raczej na miejscu – komputer wstawia tutaj po prostu zmienną, nie jest to część narracji.


Będę musiał przemyśleć ilość szczegółów zamieszczaną w tekstach, bo faktycznie, może być przytłaczająca.

Tekst jest już skończony, ale ma 20 stron zbitego tekstu, więc za radą Nidraxa porozbijałem wszystko na mniejsze fragmenty, bardziej strawne dla czytelnika. Następnym razem wrzucę coś odrobinę dłuższego.

Krigeranethoth:

Cytat:No więc, nie jestem pewien czy krzesło może jęknąć przeciągle to raz.

Jeśli krzesło jest już stare i skrzypi, a Ty siadasz na nim powoli, napierając coraz mocniej na oparcie, to jego skrzypnięcie nie jest krótkie i skrzekliwe, a raczej przeciągłe. Tak przynajmniej mi się wydaje.

Cytat:Dwa to jest strasznie dużo informacji w małym fragmencie tekstu przez co łatwo sporo zapomnieć. Rozumiem, że chcesz oddać jak najlepiej klimat sci fi, ale ja po przeczytaniu tego fragmentu mam mieszane odczucia, bo mimo tylu opisów całości brakuje czegoś co przykuło by uwagę, może to brak jakichś emocji? Np podczas obiadu z żoną moment z telewizorem w ogóle nie wzbudza zainteresowania. Trochę za dużo Sci w tym Sci Fi, ale to tylko moje zdanie.

Prawda, przy SciFi skupiam się na mocnym High SF, ze sporą ilością pseudonauki i gdybania. Rozumiem, że niektórym może to nie przypaść do gustu. Problem pojawi się gdy nikomu się to nie spodoba – wtedy będzie trzeba pisanie tego gatunku zarzucić, albo radykalnie zmienić swoje podejście.
Dziękuję za ocenę.

Nawka:

Dziękuję za korektę i ocenę. Część błędów się powtórzyła, ale te, które nie wystąpiły, zostały poprawione.

Cytat:Sf, to zdecydowanie nie moja bajka, nie podejmuję się oceniać wartości merytorycznej, ale tekst mnie zaciekawił. Początek nieco nużący. Ten opis aglomeracji mógłbyś trochę ubarwić, gdyż miałam wrażenie, że czytam opis nowej autostrady, spoglądając na nią co jakiś czas. Superszybka kolej nie zrobiła wrażenia, poza prędkością właśnie. Dalej było znacznie ciekawiej – spikerka spoglądająca ci centralnie w oczy z prawdziwym zainteresowaniem, no i odczyty ( widzę podobieństwo do "Kontaktu" ). Zakończenie najlepsze – posłuszny urzędnik ukrywający dane. Czekamy wobec powyższego na wyjaśnienie – kto, dlaczego, skąd?

Odnotowane, dziękuję. Popracować nad lepszymi opisami, przyspieszyć nieco akcję...

Cytat:Jeśli chodzi o stronę stylistyczną, to przeszkadzały mi bardzo długie zdania. Jedno z nich wskazałam z wyjaśnieniem. Próba zrozumienia zmuszająca do ponownego przeczytania sprawia, że najciekawszy tekst staje ci ością w gardle. Trochę jak garby na drodze Tongue. Ogólnie wszystko zrozumiałam i poczekam na ciąg dalszy Smile.

Długie zdania, moja Nemezis... Walczę z tym odkąd pamiętam, z większymi lub mniejszymi sukcesami. Muszę nad tym w końcu zapanować, dziękuję za kolejne wskazanie kierunku rozwoju i nauki.

StuGraMP:

Cytat:Już w pierwszym akapicie zdziwiła mnie pewna informacja: "Za oknem zaczynało zmierzchać, choć dolne poziomy miasta od jakiegoś czasu spowijały już kompletne ciemności". Trochę mnie to dziwi – przyszłość, nowe technologie, i ciemne ulice? Już dziś po zmierzchu włączają się lampy, w większych miastach jest jasno niemal jak w dzień, w krajach zachodnich (np. Hiszpania) dopiero po zmierzchu zaczyna się życie.

Prawda, ale to jednak przyszłość. Nikt nie powiedział, że musi być świetlana i dobra dla wszystkich.
W Kwancie Filozoficznym świat współczesny podzielony jest na swego rodzaju kasty. Im więcej masz pieniędzy, tym wyżej w wielopoziomowych miastach możesz żyć.
Na samym szczycie znajdziemy najbogatszych i najpotężniejszych, niżej są mniej znaczący przedsiębiorcy, politycy, jeszcze niżej "klasa średnia", a na samym dnie, na faktycznej powierzchni Ziemi, a nie podestach zbudowanych setki metrów czy kilometrów nad nią, żyją najbiedniejsi. To najgorsze z najgorszych miejsc, brudne, pełne przestępstw. Slumsy. Tam nie ma oświetlenia – lampy, które pozostały jeszcze z lepszych czasów są zniszczone, albo porozkradane, prąd jest niemalże dobrem luksusowym.

Widzę jednak pewien problem – jeśli takie pytanie się pojawiło, to znaczy że tekst sam nie broni się w tym względzie, a moje wyjaśnienia na nic się tu nie zdadzą.

Cytat:Kolejny akapit i takie zdanie: "Specjalizował się w fizyce z rozszerzeniem w kierunku astronomii". Chyba raczej był fizykiem, a specjalizował się w astronomii.

Sprawa dyskusyjna, ale jestem w stanie przyznać rację.

Cytat: Czy ta kolejka ograniczała się do miasta? Jeśli tak, to jak wielkie jest miasto? Aby rozwinąć prędkość 2000 km/h przy maksymalnym przyśpieszeniu 3g (4g uniemożliwiałoby poruszanie się w wagonie, przy 5g można wręcz stracić przytomność) potrzeba 19 sekund, w czasie których pokonuje się dystans 5,3 kilometra. Tyle samo potrzeba na wyhamowanie. Pół minuty z prędkością 2000 km/h to 16,6 km. W sumie mamy już 27 kilometrów w ciągu niecałej minuty podróży – czyli miasto większe od współczesnej Warszawy. Przypominam również, że jest to prędkość ponaddźwiękowa, co skutkuje hukiem przy przekraczaniu bariery dźwięku. Dla miasta jest to więc mała atrakcja, żeby co jakiś czas kolejka miejska powodowała taki hałas.

Hmm... Prawda, prawda.
Będę musiał usiąść do obliczeń, bo faktycznie, trochę przesadziłem z prędkością. Nie tylko jeśli chodzi o odległość – to można bez problemu pominąć – ale prędkość i "sonic boom", którego się zbyt łatwo nie zniweluje.
Mea culpa, przyznaję, przyjrzę się temu dokładniej.

Cytat:To ja się w takim razie pytam, z jaką częstotliwością jeździ ta kolejka? Czy wyjście z domu wcześniej coś zmieni? Poza tym to jest tak napisane, jakby Tadeusz poszedł do pracy pieszo.

Kolejny problem – "wybrał trzysta siedemdziesiąte siódme piętro" (...) "Na szczęście podróż na jego poziom trwała zaledwie kilkanaście sekund" – zdajesz sobie sprawę, że to kilometr jazdy? Obecnie najszybsza winda pokonuje trasę na 95 piętro w 43 sekundy i osiąga prędkość 72 km/h. Twoja winda porusza się w absurdalny sposób.

Również zanotowane.
Robiłem trochę obliczeń względem ważniejszych punktów fabularnych, później, ale nie myślałem zbyt długo nad takimi drobnymi rzeczami, o których też trzeba myśleć.
Złapałeś mnie na przeoczeniu kilku bardzo ważnych rzeczy – gratulacje i dziękuję. Będę musiał nie tylko popracować nad tym tekstem, ale nad wszystkimi kolejnymi, jeśli chodzi o fakty tych małych rzeczy, które w tekście występują tylko przez chwilę, ale jednak tam są.

Cytat:Z okolicy nieba? A co to za określenie? Co znajduje się w okolicy nieba? Poza tym z kontekstu kolejnych zdań wynika, że chodzi o promieniowanie kosmiczne, bo najbliższy pulsar (Geminga) znajduje się w Gwiazdozbiorze Bliźniąt jakieś 550 lat świetlnych od nas.
To nie pulsar, wyjaśnione zostanie później.
Wskazanie kierunku faktycznie nader niefortunne, znów, Mea culpa.
Chociaż po prawdzie fragment mówi – "z okolicy nieba, w której wykryto kiedyś wybuchy nieskoordynowanych impulsów gamma.", więc nie brzmi to chyba tak fatalnie. Po prostu jakiś wycinek tego, co jest nad naszymi głowami.

Cytat:Czarne dziury nie podróżują – to po pierwsze. Po drugie, emisja promieniowania jest dyskusyjna, bo nie udało się tego zaobserwować. Jednak akceptując dowód Hawkinga (że czarne dziury emitują promieniowanie), taka emisja jest ciągła, a nie sporadyczna.

Czarne dziury się nie przemieszczają? Aż zgłębię temat, bo byłem przekonany, że mogą się poruszać...

Rozumiem, że czarna dziura, nawet jeśli emituje promieniowanie (jakimiś efektami kwantowymi tworzenia cząstek poza horyzontem zdarzeń, czy coś jeszcze innego), powinna wysyłać sygnał ciągły. Właśnie dlatego to tylko hipoteza rzucana przez Tadeusza, a nie wyjaśnienie.

Cytat:Cząstka X (właściwie Bozon X) jest odpowiedzialna za przekształcanie kwarków w leptony. Nie chodzi o nadawanie ładunku elektrostatycznego, lecz o nadawanie masy. Poza tym nadawanie ładunku elektrostatycznego nie ma nic wspólnego z magnesami i polem magnetycznym (pole magnetyczne i elektrostatyczne to dwie różne rzeczy). I cząstka ta już została odkryta

O... A tego się nawet nie spodziewałem.
Poraża mnie jak mało próbowałem się dowiedzieć przed napisaniem tego tekstu... Znów, muszę przyznać się do błędu.

Cytat:No cóż, nie najlepiej. Sporo błędów logicznych, które dla miłośnika Sci-Fi są bardzo istotne. Wiele nieścisłości i niedomówień. Akcja jak na razie nie porywa.

Oddaję pokłon i jeno przeprosić mogę, że moja amatorszczyzna i niedouczenie wprowadziły tyle zamieszania oraz fałszu.
Jak tak dalej pójdzie, to zdecydowanie odradzałbym dalszą lekturę, bo błędów pewnie jeszcze trochę będzie, a nie chciałbym narażać Twojego wysublimowanego SF'owego nosa na szwank ;)

Jeszcze raz dziękuję za wszystkie komentarze, szczególnie za ten ostatni, należący do Stu, który mną porządnie wstrząsnął.

Następny fragment, regulaminowo, pojawi się jutro (dłuższy fragment zamieszczać można co dwa dni).
Odpowiedz
#8
Nie przejmuj się moim nosem :), tylko wstawiaj kolejne części. Z przyjemnością poczytam i pomogę w dopracowaniu tych szczegółów.
Powrócę do 'okolic nieba'. Po prostu nie ma czegoś takiego. Nad nami jest niebo – to cała ta przestrzeń nad głową :) Wstawiając wyraz 'okolice', robisz z nieba jakiś punkt odniesienia, a zarówno niebo jak i kosmos nie mogą być punktem odniesienia.
A, i czarna dziura. Gdyby ona faktycznie tylko czasem emitowała promieniowanie, to byłoby to wielkim odkryciem naukowym, a tu czytamy, że Tadeusz po wysnuciu takiej hipotezy stwierdził, że nie warto się tym zajmować :P
Jeśli chodzi o SF, sam też próbuję w tym pisać, więc wiem, ile można narobić błędów (ja też takowe popełniam). Toteż nieoceniona jest pomoc drugiej osoby, która zwraca na takie kwestie uwagę. Ja swego czasu musiałem np. zmienić sposób hibernacji ludzi.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#9
Cytat:Powrócę do 'okolic nieba'. Po prostu nie ma czegoś takiego. Nad nami jest niebo – to cała ta przestrzeń nad głową Smile Wstawiając wyraz 'okolice', robisz z nieba jakiś punkt odniesienia, a zarówno niebo jak i kosmos nie mogą być punktem odniesienia.

Hmm... Ja doskonale wiem, co chciałem napisać, ale źle zamknąłem to w słowa. Chodziło mi o wycinek nieba, z którego pochodził dany strumień cząstek, tj. jakby kwadrant, część nieba. Jak to inaczej nazwać? Jak nazwać kierunek, z którego świeci w naszą stronę galaktyka Andromedy? A gdy w danym kierunku (a dokładniej zwrocie ;) nie ma żadnego ważnego obiektu astronomicznego?

Cytat:A, i czarna dziura. Gdyby ona faktycznie tylko czasem emitowała promieniowanie, to byłoby to wielkim odkryciem naukowym, a tu czytamy, że Tadeusz po wysnuciu takiej hipotezy stwierdził, że nie warto się tym zajmować Tongue

Jeśli byśmy mieli jakiś układ podwójny, co przy czarnej dziurze jest bardzo mało prawdopodobne (gigantyczne siły działające na oba ciała albo olbrzymie prędkości utrzymujące to w stanie równowagi), to można by gdybać, że albo jedno absorbuje promieniowanie drugiego, albo tylko nałożenie się sygnałów z obu źródeł jest wystarczająco silne, by nie "zginąć gdzieś po drodze", choć po prawdzie w kosmosie niewiele rzeczy może zatrzymać strumień promieniowania. Najwyżej go nagiąć, jeśli jest polarny.

Sprawa mimo wszystko może być nie do końca jasna – nie wiemy jak bardzo zaawansowana będzie astronomia za te X lat, kiedy to Kwant Filozoficzny ma miejsce.

Cytat:Jeśli chodzi o SF, sam też próbuję w tym pisać, więc wiem, ile można narobić błędów (ja też takowe popełniam). Toteż nieoceniona jest pomoc drugiej osoby, która zwraca na takie kwestie uwagę. Ja swego czasu musiałem np. zmienić sposób hibernacji ludzi.

Prawda. Szkoda tylko, że niewiele osób ma faktyczną wiedzę, żeby poprawiać tego typu błędy ;)

Jeszcze raz dziękuję za pomoc.
Głupi gada, bo nade wszystko chce zabłysnąć.


[Obrazek: O7mWLoq.png]
Odpowiedz
#10
Przepraszam, że dubluję post, ale wstawianie odpowiedzi na komentarz razem z kolejnym fragmentem wydaje mi się trochę naciągane. Jeśli mimo wszystko jest to uznane za wykroczenie – proszę o karę i usunięcie posta albo umożliwienie mi odpowiedniej jego edycji.

Kolejny fragment opowiadania, tym razem trochę dłuższy.

Ta noc była wyjątkowo niespokojna. Tadeusz najpierw przez bardzo długi czas nie mógł zasnąć, a gdy wreszcie mu się to udało, przebudzał się co kilkadziesiąt minut. Dlaczego odłożył te papiery? Dlaczego nie wysłał ich dalej, tak jak powinien?
Chyba wreszcie chciał zacząć robić to, dla czego w ogóle wybrał się na studia fizyczne. Chciał być naukowcem, który odkrywa tajemnice wszechświata. Tylko jakim cudem, bez żadnych dodatkowych badań, miał to osiągnąć?
Nad tym nie zdążył się jeszcze poważnie zastanowić. Na razie planował następnego dnia spakować papiery do plastikowej teczki i przemycić je na zewnątrz pod koszulą. Plan był ryzykowny jak jasna cholera, wystarczył nieuważny ruch, by ujawnić nieregularny kształt pod materiałem. Wystarczył odpowiedni skaner w sensorach robota nadzorującego, by wszystko szlag trafił, ale Tadeusz czuł, że musi podjąć ryzyko. Musi wydostać z centrum naukowego te dane, bo inaczej zostaną one zwyczajnie zmarnowane jako inwestycja o niewystarczającej potencjalnej rentowności.
Naukowiec wpatrywał się w czerwone, elektroniczne cyfry zegara od ponad godziny. Nie liczył już na to, że zaśnie, tym bardziej że zegar wskazywał szóstą pięćdziesiąt dziewięć. Jeszcze chwila i… odezwał się wżynający w umysł dźwięk alarmu, natychmiast wyłączony przez Tadeusza, który czekał z ręką na wyłączniku.
Natalia na szczęście się nie przebudziła. Tłumaczenie jej niewyspania i podenerwowania byłoby dodatkową komplikacją, której nie potrzebował. Odpuścił sobie śniadanie, tylko przemył twarz, ubrał się i wyszedł na zewnątrz.
Słońce ledwie zaczynało wychylać się znad horyzontu, odległy szum na jednej z autostrad tworzył nierzeczywiste tło dla wyblakłego świata. Tadeusz, orzeźwiony odrobinę chłodnym powietrzem, ruszył w stronę przystanku kolei grawitacyjnej.
O dziwo wagon przyjechał pięć minut za wcześnie, tak więc naukowiec był w centrum ponad pół godziny przed czasem. W środku panowała nienaturalna cisza – nikt jeszcze nie przyszedł, a w całym obiekcie nie było nikogo poza kilkoma ochroniarzami z nocnej zmiany.
Bez przekonania wyciągnął kartę, idąc w stronę bramek. Jedna z nich się otworzyła, choć nie przytknął przepustki do odpowiedniego panelu.
– Czyżby wreszcie zamontowali bezprzewodowe czytniki? – zapytał sam siebie, wchodząc do środka.
Wjechał windą na swoje piętro, znalazł odpowiednie drzwi oraz swój boks. Usiadł na skrzypiącym krześle i skrył twarz w dłoniach, rozcierając ją delikatnie.
Rozejrzał się dyskretnie. Robot nadzorujący wciąż siedział w swojej stacji dokującej, nikogo innego nie było jeszcze w biurze. Nie będzie miał lepszej okazji, by wprowadzić swój plan w życie.
Ostrożnie rozpiął guziki koszuli, a następnie wyciągnął z nich czarną, plastikową teczkę. Pospiesznie wepchnął do środka dokumenty wciąż leżące pod zeszytem, cały czas rozglądając się na boki, zamknął zapięcie i wepchnął pakunek pod ubranie. Jak nigdy zapiął również fartuch, by jeszcze bardziej zabezpieczyć się przed potencjalnym wykryciem.
Serce waliło mu jak oszalałe, pocił się i czuł, jakby właśnie skończył maraton.
– To wszystko w imię nauki – szepnął do siebie.
Jego myśli zatrzymały się na chwilę przy momencie wyciągania dokumentu spod zeszytu. Coś było nie tak… tylko co? Nagłówek wyglądał podobnie, zestaw danych również. Kolor się zgadzał, tylko… całość została włożona do góry nogami. Wczoraj odłożył papiery tak, że mógł wszystko bez problemu przeczytać, teraz literki zostały odwrócone. Co znaczy, że ktoś tu był, odkrył jego kryjówkę, podniósł dokumenty, a następnie odłożył je do góry nogami.
– O mój Boże… – wyszeptał.
– Wreszcie się pan zorientował? Zajęło to panu chwilę – powiedział głos za jego plecami.
Tadeusz obrócił się na krześle, a jego oczom ukazała się dwójka rosłych, łysych mężczyzn w garniturach i czarnych okularach, którzy zagradzali mu wyjście z boksu.
– Kradzież dokumentów należących do firmy to poważna sprawa, panie Grot. – Drugi mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie.
– Będzie najlepiej, jeśli pójdzie pan z nami, panie Grot. Bez szarpania, tak będzie łatwiej.
Tadeusz nie wiedział, co zrobić. Pomyślał o swojej żonie, Natalii. Jak ona sobie da radę bez niego? Wiedział dobrze jak karane jest jawne wystąpienie przeciw firmie. Podpisywał kontrakt wiele lat temu, ale punkt 11b zrobił na nim takie wrażenie, że dokładnie pamiętał jego treść – „Kto w jakikolwiek sposób zagrozi interesom firmy lub jawnie przeciw nim wystąpi, zobowiązany jest poddać się deneuralizacji.”
Deneuralizacja. Wypalenie wszystkich komórek nerwowych ciała. Natychmiastowy zgon bez możliwości przywrócenia do życia przy pomocy cudów współczesnej medycyny…
Tadeusz wstał, dwójka mężczyzn ujęła go pod ramiona – rychło w czas, bo gdy tylko poczuł ich dotyk, nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Na szczęście agenci byli wystarczająco silni, by go podtrzymać, nim odzyska rezon.
Cała trójka, krok za krokiem, ruszyła w stronę oszklonych drzwi z napisem „Nadzorca 377”.

– Muszę poprosić o zwrócenie dokumentów, które są własnością firmy, panie Grot – powiedział jeden z mężczyzn, gdy przeszli przez oszklone drzwi.
Dwie silne ręce puściły Tadeusza, a on, ledwo utrzymując się na nogach, rozedrganymi rękoma rozpiął fartuch, koszulę i wyciągnął spod ubrania teczkę. Drugi agent delikatnie wyciągnął ją z dłoni naukowca, podczas gdy pierwszy przycisnął kąt żuchwy, wypowiadając kilka niezrozumiałych słów.
Wykładzina pokrywająca dokładnie cały gabinet nadzorcy zaczęła się marszczyć i pękać. W samym środku fragment podłogi od drzwi aż do biurka zaczął powoli zjeżdżać w dół, tworząc schody prowadzące do korytarza wyłożonego białymi, podświetlanymi panelami.
– Zapraszamy dalej. – Tadeusz poczuł dłoń na swoim lewym ramieniu, która popchnęła go delikatnie w stronę zejścia.
Znaleźli się w dość długim korytarzu, który wydawał się składać z czystego światła porozdzielanego srebrnymi kwadratami rozgraniczającymi poszczególne panele. Gdy ruszyli jednak dalej, coś zaczęło się nie zgadzać – co jakiś czas po bokach pojawiały się spore, oszklone drzwi z niewielkimi metalowymi numerkami wtopionymi w szkło. W środku nie było typowych foteli, dzięki którym przeprowadzało się deneuralizację, a w pełni wyposażone laboratoria wypełnione sprzętem najwyższej klasy.
Pochód zatrzymał się przy drzwiach oznaczonych numerem dwudziestym pierwszym.
– Proszę przyłożyć rękę do czytnika, panie Grot – rozkazał jeden z mężczyzn.
Tadeusz położył dłoń na przezroczystym panelu, a drzwi natychmiast odsunęły się na bok. Cała trójka weszła do środka.
Pomieszczenie było dość spore i nadspodziewanie jasne. Świetlne panele ukrywały nieskazitelnie białe meble i biurko, na którym leżała brązowa teczka z zamkiem genetycznym. Obok niej znajdował się srebrny telefon z kilkoma kolorowymi przyciskami zamiast zwykłej klawiatury numerycznej.
– Winni jesteśmy panu pewne wyjaśnienia. Wydawało nam się przez chwilę, że jest pan raczej przerażony naszą wizytą, a nie ma ku temu żadnych powodów.
– Czyli… nie chcecie mnie zabić? – zapytał rozedrganym głosem Tadeusz.
Dwójka mężczyzn zaśmiała się, spoglądając na siebie spod ciemnych okularów.
– Oczywiście, że nie! Wykazał pan odpowiedniego ducha! Zechciał pan poprowadzić prawdziwe badania zamiast zwykłego przerzucania papierków. Pokazał pan swoją prawdziwą wartość, a w nagrodę otrzymał pan to… laboratorium do pańskiej dyspozycji.
– Laboratorium?
– Naturalnie nie ma tu jeszcze żadnego sprzętu, ale to żaden problem. Stefan, zademonstruj.
Drugi agent podszedł do telefonu, podniósł słuchawkę i nacisnął niebieski guzik.
– Pani Joanno, zgłaszamy zapotrzebowanie na wysokoenergetyczny laser zielony, bez kryształów fazujących.
Odłożył słuchawkę, a chwilę później ściana rozstąpiła się, przepuszczając drobną kobietę niosącą w rękach spore urządzenie. Miała na sobie niewielki egzoszkielet, który przejmował sporą część masy obiektu, który przenosiła.
Kobieta znikła tak szybko, jak się pojawiła, lecz teraz na jednej z półek stało urządzenie, które przed chwilą zostało zamówione.
– Wszystko, czego pan potrzebuje. Wszystko żeby zbadać anomalię, którą pan wykrył. Dodatkowe informacje znajdzie pan w teczce, która leży przed panem.
Tadeusz opadł na krzesło zupełnie bez sił. To jeszcze nie zaczęło skrzypieć, więc tylko jego westchnięcie ulgi pomieszanej z zachwytem wypełniło pomieszczenie.
– A co z moją żoną, co z Natalią?
– W związku z tym, że spędzi pan tu… trochę czasu, pana żona otrzymała już list informujący ją o pana pilnej delegacji na kolonii Księżycowej. Otrzymała również tymczasowe środki do życia w wysokości dziesięciu tysięcy Utmonet.
– Co pan rozumie przez „spędzę tu trochę czasu”? – Tadeusz spojrzał prosto w oczy agenta.
– Zapomniałbym. Ten punkt badawczy jest obiektem warunkowo zamkniętym. Wydostanie się z niego możliwe jest tylko po otrzymaniu przepustki, a podczas pobytu na zewnątrz konieczne jest noszenie obroży blokującej, naturalnie aby zapewnić bezpieczeństwo danych firmy.
Naukowiec nie odpowiedział.
– Jeszcze coś? – zapytał mężczyzna nazwany wcześniej Stefanem.
– Jeśli nie zamierzają mnie panowie zabić, to… myślę, że z chęcią zapoznam się z zawartością brązowej teczki.
Mężczyźni skinęli głowami i wyszli. Po chwili jeden z nich wrócił, odkładając na półkę czarną teczkę odebraną wcześniej Tadeuszowi. Naukowiec nie wiedział, co się wydarzyło ani czy za chwilę nie obudzi się we własnym łóżku. Chwycił za zamek genetyczny, który delikatnie zadrapał skórę na jego palcu, a później odskoczył z cichym kliknięciem. Otworzył teczkę i zaczął czytać.

Z tego co zrozumiał czytając zawiłe, prawnicze pismo, jego kontrakt na mocy któregoś z punktów oryginalnej umowy przeszedł w wersję bardziej zaostrzoną. W zamian za ułaskawienie od deneuralizacji zobowiązany był pracować w lepszym laboratorium, ze znacznie większym poziomem swobody, z lepszym wyposażeniem, ale zarazem niemalże w całkowitej izolacji od środowiska zewnętrznego.
Może ubiegać się o zakwaterowanie jego żony w obiekcie, w jego kwaterach mieszkalnych, ale dopiero po upłynięciu okresu dwóch lat nieprzerwanej, produktywnej pracy, co – tak naprawdę – mogło oznaczać wszystko.
Naturalnie mógł przekazywać dowolną ilość swojej powiększonej trzykrotnie wypłaty swojej małżonce w procesie zautomatyzowanego przelewu, mógł też wysłać do niej dokładnie jeden list miesięcznie. Treść korespondencji naturalnie będzie sprawdzana i… korygowana w razie potrzeby.
Plusem było to, że pierwszymi zleconymi mu badaniami było odkrycie, czym są tajemnicze kwanty energii wykryte przez satelity, a jeśli to możliwe, odnalezienie dla nich nowego zastosowania.
Tadeusz zamknął teczkę na zamek genetyczny, odłożył ją do szuflady w białym biurku i spojrzał z niepokojem na telefon. Musiał wziąć się do pracy, ale nie miał odpowiedniego sprzętu. Jak zrobiła ta dwójka osiłków? Niebieski guzik?
Naukowiec nacisnął przycisk, przykładając słuchawkę do ucha. Odezwał się elektroniczny, kobiecy głos:
– Centrum zaopatrzeniowe, kwadrant ósmy, co mogę dostarczyć?
– Eee… Potrzebowałbym… komputera. Z dostępem do satelitów wysokiej orbity. Oraz dyfraktora kwantowego ze zmienną ilością oraz charakterem barwy wiązki.
– Oczywiście, zamówiony sprzęt jest już w drodze. Czy mogę pomóc w czymś jeszcze?
– Kiedy śniadanie? – rzucił Tadeusz, nie do końca pewien, skąd pojawiło się to pytanie.
– Proszę sprawdzić prawą szufladę swojego biurka. Znajduje się tam zapas substancji odżywczych na najbliższe dwa miesiące. W razie braków, proszę o zgłoszenie.
Maszyna rozłączyła się, zostawiając naukowca w stanie lekkiego osłupienia. Pociągnął za rączkę, a w skrytce faktycznie odnalazł całe rzędy pastylek odżywczych, nieużywanych przez klasę średnią ze względu na gigantyczną cenę. Wyciągnął jedną i spojrzał na nią pod światło. Nic, zwykły, biały proszek zamknięty w formie tabletki. Bez przekonania włożył ją do ust, a następnie połknął.
– Zupełnie n… – Nie dokończył, bo ściana ponownie się rozstąpiła, wpuszczając do środka dwie kobiety w egzoszkieletach. Jedna niosła dyfraktor, który postawiła na półce, druga zostawiła na biurku niewielką, białą skrzyneczkę ze srebrnym „M” na obudowie.
Kurierki zniknęły tak szybko, jak się pojawiły, pozostawiając po sobie tylko delikatny owocowy zapach perfum. Tadeusz używał już wcześniej komputera tego typu, ale nigdy takiej klasy. Wszystkie zewnętrzne media oraz – co istotniejsze – komponenty maszyny zostały zawarte w małym, metalowym pudełeczku. W teorii wystarczyło tylko nacisnąć na duży przycisk umieszczony na górze i… Naokoło obudowy otworzyła się mała szczelina, z której wystrzeliły wiązki lasera omiatające pomieszczenie w szaleńczym tempie. Po chwili zniknęły, a na przystosowanym do tego panelu wbudowanym w biurko wyświetlony został ekran powitalny z logiem „M” w centrum. Szczelina zasklepiła się, pozostawiając tylko kilka małych dziurek, które zapewne miały odpowiadać za interakcję z urządzeniem. Tadeusz wyciągnął ręce do przodu tak, by mógł je w miarę wygodnie trzymać przed sobą, wpierając się łokciami o blat. Komputer zareagował, tworząc trójwymiarowy obraz sfery roboczej w postaci sześcianu zawieszonego w powietrzu. Naukowiec zanurzył dłonie w pomarańczowo-czerwony hologram i skręcił je, jakby wyciskał sok z pomarańczy. Kolor zmienił się na niebieski, a nad sześcian wyskoczył osobny ekran kontrolny satelitów.
– Jezu, to się dzieje naprawdę…
Tadeusz powiększył rozmiar okna i zaczął klikać w kolejne opcje, ustawiając czujniki na odbiór kierunkowy kwantów z każdego z szesnastu podstawowych kierunków – północ, południe, wschód, zachód, wszystkie kierunki pośrednie oraz ukazanie owej gwiazdy kompasu w ośmiu pośrednich wartościach w przestrzeni. Satelity po kolei zgłaszały gotowość, blokując swój tor ruchu w określonym położeniu.
Teraz wystarczyło czekać na wyniki pomiarów. Dowiedzieć się, skąd pochodzi energia, jak często przepływa przez naszą planetę, za co odpowiada, jak dokładnie się zachowuje… Tadeusz oparł się na swoim białym, nieskrzypiącym fotelu.
– Jeśli teraz się obudzę, przysięgam, że wyrzucę budzik przez okno – powiedział, czując, jak tabletka odżywcza zaczyna wypełniać jego żołądek.

Dane powoli zapełniały tabelki, aktualizując ilość odbieranych kwantów oraz całą ich charakterystykę co godzinę. Tadeusz w tym czasie rozpisał pobieżnie plan testowania właściwości, w razie potrzeby zamawiając odpowiedni sprzęt – teraz już jego półki uginały się od skomplikowanych urządzeń przyniesionych przez kurierów.
Naukowiec uznał, że tajemnicze kobiety muszą być robotami, całkowicie syntetycznymi formami obleczonymi w pseudorealistyczną skórę. Ich oczy nigdy się nie zamykały, cały czas wpatrując się w przestrzeń, a większość z nich wyglądała niemalże tak samo. Ulotny zapach ich perfum pewnie miał nieco oswoić użytkownika z myślą obcowania z jednocześnie tak realistycznym, ale i pozbawionym duszy bytem.
Mężczyzna zaczynał odczuwać zmęczenie. Sztuczne oświetlenie laboratorium nijak nie pomagało w określeniu godziny. Zerknął na zegarek umieszczony w jednym z rogów sześcianu. Godzina do północy – spędził prawie cały dzień na wstępnej analizie wyników, planowaniu wszystkiego, przygotowywaniu miejsca pracy, a wszystko to w jego umyśle zapisało się najwyżej jako nader miło spędzona godzina.
Tadeusz ziewnął przeciągle i wstał z krzesła. Dopiero teraz naprawdę poczuł, jak długo musiał tu siedzieć – tyłek był cały zdrętwiały, a plecy nie pozwoliły się wyprostować za pierwszą próbą. Bez przekonania ruszył w stronę kwater mieszkalnych, do których wejście znajdowało się dokładnie naprzeciw przeszklonych drzwi wejściowych. Gdy tylko przestąpił próg, wszystkie światła przygasły, a zewnętrzna szyba pokryła się mlecznym nalotem, blokując wszelkie wścibskie spojrzenia, jeśli takie kiedykolwiek mogłyby się pojawić.
Pewnie i tak obserwowali go przez poukrywane wszędzie kamery. Tadeusz wziął szybki prysznic w kabinie znajdującej się tuż obok łóżka. Jego brudne ubrania zniknęły, zapewne zabrane przez dziwnych kurierów centrum naukowego, na ich miejscu pojawiły się jednak świeże. Proste, szare spodnie i długi, oślepiająco biały fartuch zachodzący za kolana, zapinany na kilkadziesiąt guzików jak sutanna. Kołnierzyk był dość wysoki, wywinięty i ciasno przylegający do szyi. Naukowiec położył wszystkie ubrania na srebrnym krześle stojącym pod ścianą i w samych slipach wszedł do łóżka. Gdy tylko zamknął oczy, światła zgasły, pozwalając mu niemal natychmiast odpłynąć do krainy snów.

Obudził się pod wpływem delikatnej muzyki, której źródła nie potrafił zidentyfikować. Panele powoli rozjaśniały się, imitując wschód słońca, z każdym lumenem wyemitowanym z ich powierzchni rozbudzając Tadeusza coraz bardziej.
Naukowiec ubrał się pospiesznie i wszedł do głównego laboratorium. Wciągnął głęboko powietrze, czując ulotny zapach ozonu wytworzonego przez pracujący komputer. Więc to jednak nie był sen. Z uśmiechem na ustach usiadł przed sześciennym wyświetlaczem i wywołał tabelę z wynikami.
Setki kolumn wypełnionych cyferkami zlewały się w jedno. Ilość danych, jakimi dysponował, była oszałamiająca, ale przy użyciu kilku sprytnych funkcji, które stworzył, wyekstrahował średnie oraz najważniejsze punkty wszystkich odczytów. Ponad wszystkie inne okna wyskoczył końcowy raport charakteryzujący nową anomalię.


Średnia ilość przekazywanej energii: 0,0377 J;
Średnia częstotliwość występowania: 3 kwanty/minutę, kierunek NE-F względem centrum galaktyki;
Charakterystyka spektrum: Niemożliwa do zaklasyfikowania;
Reaktywność: Ponadprzeciętnie wysoka;
Uwagi: Kwanty zarejestrowane tylko w czujniku NE-F, śladowo w czujniku SW-B;

Tadeusz otworzył kolejny program, a następnie zlecił jednej z maszyn przyniesionych poprzedniego dnia przekierowanie promieniowania przepływającego przez to pomieszczenie w stałym tempie i przepuszczenia jej przez różne ośrodki. Zaznaczył kilka interesujących go pierwiastków oraz związków, a następnie zamknął konsolę.
Podekscytowany poderwał się z krzesła i podczas gdy serwomotory gdzieś po jego prawej zaczynały pracować, on spojrzał przez niewielki okular, dostrajając soczewki. Chciał sprawdzić, czy istnieje jakikolwiek wzór w pojawianiu się dziwnego promieniowania – może właśnie odkrył wiadomość nadawaną przez jakąś obcą rasę? Serce mu przyspieszyło na samą myśl o tak wiekopomnym odkryciu.

Kilka godzin później Tadeusz wiedział już znacznie więcej o komponencie, który zaczął w myślach nazywać „X”. Nie była to do końca czysta energia pogrupowana w kwanty, jak zakładał wcześniej. Nie była to też w pełni uformowana cząstka elementarna podobna do protonu, elektronu czy bozonu Higgsa. Komponent X przypominał raczej formę przejściową między tymi dwoma stanami, zmieniającą się dowolnie zależnie od tego, z czym wchodził w interakcję, zawsze będąc antagonistą w reakcjach – zderzając się z materią uwalniał wielkie ilości energii, wpadając w pola promieniowania lub innego rodzaju mocy „krystalizował się”, tworząc niewielkie cząstki, które niemal natychmiast znikały.
Tadeusz domyślał się, że owa niezidentyfikowana substancja w razie potrzeby albo odbierała część potencjału energii, przenosząc swój punkt równowagi ponad granicę tworzenia materii, albo odbierała siły cząstkom, przeważając szale i ulegając anihilacji. Zastosowania były dość oczywiste – produkcja znacznych ilości energii w warunkach zbliżonych do zimnej fuzji, co oczywiście było niewyobrażalnym skokiem naukowym, szczególnie w świecie pozbawionym niemal zupełnie paliw kopalnych, wychodzącym z olbrzymiego kryzysu energetycznego poprzez umieszczanie na orbicie wielkich ilości satelitów słonecznych. Jednocześnie jednak naukowiec był w stanie znaleźć dla komponentu X zastosowanie militarne jako źródło mocy niszczącej esencję otaczającego nas świata – materię. Zastosowania nieco bardziej futurystyczne, takie jak odbieranie energii gwiazdom czy może nawet czarnym dziurom, oczywiście pozostawało do zbadania, lecz nie było ani oczywiste, ani zbytnio palące.
Tadeusz czuł jednak, że jest w komponencie X coś, czego jeszcze nie odkrył. Coś znacznie większego niż wielki potencjał w tworzeniu energii z dowolnej cząsteczki. Wtem przypomniał sobie jednak, że jeszcze nie sprawdził wyników zamówionych jakiś czas temu – maszyna, która już dawno przestała pracować, miała za zadanie naświetlić komponentem X próbki konkretnych pierwiastków. Podszedł do elementu roboczego machiny, a następnie wyciągnął małe, metalowe płytki.
Porównał wyniki z dokumentacją, układając blaszki w odpowiednich miejscach i stwierdził, że maszyna musiała ulec awarii, ponieważ nic nie zgadzało się z pierwotnymi założeniami eksperymentu. Tadeusz nieco speszony podszedł do telefonu i nacisnął niebieski przycisk. Odezwała się ta sama kobieta, którą wcześniej usłyszał. Zaczynał podejrzewać, że i ona jest robotem.
– Witam, centrum zaopatrzeniowe, w czym mogę pomóc?
– Chciałbym się dowiedzieć, czy istnieje możliwość wezwania pomocy technicznej w sprawie jednej z maszyn. Wydaje się, że przestała działać prawidłowo.
– Z działem konserwacji skontaktować się można poprzez żółty przycisk umieszczony na telefonie. Czy mogę pomóc w czymś jeszcze?
– Nie, dziękuję. I przepraszam. – Kobieta rozłączyła się, nim zdążył dokończyć.
Tadeusz nacisnął żółty guzik. Natychmiast zgłosił się miły, męski głos.
– Witam, centrum napraw. W czym mogę pomóc?
– Wydaje mi się, że jedna z maszyn, manipulator programowany, uległa awarii. Czy mógłbym prosić o przysłanie…
– Obsługi technicznej, oczywiście. Ktoś powinien pojawić się… teraz. – W momencie gdy mężczyzna w słuchawce wypowiedział ostatnie słowo, ściana rozstąpiła się, przepuszczając typowego robota naprawczego z kilkoma chwytakami wyrastającymi z jego boków.
Tadeusz odłożył słuchawkę.
– W czym mogę pomóc? Jakie są objawy awarii?
– Zlecone próbki nie zostały umieszczone w odpowiednich miejscach. Dostałem zupełnie sprzeczne wyniki.
Robot podszedł do maszyny i podłączył się do terminala.
– Wszystko jest w najlepszym porządku. Próbki zostały umieszczone w prawidłowy sposób, proszę spojrzeć.
Manipulator wyciągnął ze swoich trzewi małą, rudą, metalową blaszkę, która po przecięciu wiązki promieniowania zmieniła kolor na jasnozłoty.
Tadeusz nie miał pojęcia, co się właśnie stało. Wyrwał metal ze szponów chwytaka i obejrzał go dokładnie ze wszystkich stron. Czy to możliwe, aby…
Robot zniknął w ścianie, uznawszy, że jego pomoc nie jest potrzebna. Naukowiec nachylił się nad notatnikiem, porównując metale wprowadzone i uzyskane. Tytan zmienił się w hafn. Chrom stał się wolframem. Żelazo zamieniło się w osm, a miedź w… złoto. Wyglądało na to, że komponent X dodawał każdemu atomowi określonego pierwiastka dokładnie dwie wypełnione powłoki elektronowe razem z pełnym zestawem protonów, przemieszczając go dwa okresy w dół. Czyżby Tadeusz odkrył właśnie poszukiwany od zamierzchłych lat… kamień filozofów?
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości