Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Inne Halcyon
#1
Dzień za dniem na plaży piaskach
wspomnieniem płacząc za szczęścia promieniem
zaczynając dzień o schyłku dnia
przyozdabiając twarz maską z pustego drewna
Blask zachodzącego słońca, ostatni promień dnia wylądował idealnie na jego twarzy, wybudzając go ze snu. Powolnym ruchem przetarł oczy starając się dobudzić, po czym obrócił się na lewy bok. Nie spał, krzywił usta w grymasie dnia codziennego jednocześnie szukając wzrokiem miejsca na tyle ciemnego aby skupić się na samej ciemności. Złapał się nagle, lecz spodziewając się tego, za nadgarstek. Ścisnął mnie przy tym swoją dłonią, zamykając w ciemności, ciemności której tak bardzo się boję.
Zmęczony już na początku dnia, wstał sapiąc jak po treningu. Gimnastykę poranną odpuścił już sobie dawno, teraz musiał „trenować” to co chciałby przywrócić.
Stanął przed lustrem, wpatrywał się w swe odbicie szukając choćby cienia emocji. Nie znalazł. Nie chciał, otworzył szafkę na, której wisiało lustro, wyciągnął krem Nivea, zamknął szafkę zastając przed sobą w lustrze miniaturowy uśmiech na twarzy, o zupełnie innym już wyrazie. Wtarł krem w nadgarstek odsuwając mnie przy tym delikatnie w stronę łokcia.

Kapelusz, sztormiak (z podwiniętymi rękawami) i rogatywka na głowie. Tak ubrany szedł wzdłuż linii morza, patrząc jedynie na piasek pod jego butami, który od czasu do czasu zalewała woda. Podniósł wzrok dopiero przy wejściu do starej, kamiennej latarni mieszczącej się na skarpie. Widok spod niej, z klifu dawał obraz niekończącego się morza. Wiatr smagał sztormiak, wbijał się kroplami słonej wody w twarz, która z tym samym uśmiechem co przed lustrem zdawała się nie reagować.
Powolnym krokiem wszedł po schodach do latarni. Wchodząc minął stoliczek na którym położył rogatywkę. Przystanął patrząc na nią i co rusz poprawiał z należytym szacunkiem aby leżała równo. W między czasie blady sierp księżyca pojawił się na niebie, zakrywany co chwila przez czarne chmury. Zimne powietrze w połączeniu z zapachem starego drewna wypełniały pomieszczenie. Na samym środku stała ogromna lampa elektryczna, która każdego dnia dawała światło sektorowe informujące o niebezpiecznej części przybrzeża. Praca prosta, nadpływa łódź trzeba włączyć światła a kiedy już odpłynie wyłączyć je. Praca tak prosta jak i nudna.
Wychylił się przez okno zerkając czy nic nie nadpływa po czym podszedł do jednej ze starych drewnianych szaf i wyciągnął niewielkie pudełko. Usiadł wygodnie na krześle z widokiem na morze, otworzył pudełko i wyciągnął drewnianą fajkę. Kolor miała czarny a zrobiona była z wrzośca, lepszej znaleźć się nie dało. Ustnik miała długi i delikatnie zagięty na końcu aby łatwiej dało się z niej pykać. Za wkład posłużył stary tytoń kupiony w porcie niedaleko od jakiegoś żeglarza na targu. W smaku był przyjemny, na początku witał ciepłem whiskey aby na końcu przemienić się w smak wiśni.
Puszczał kółka i bujał się na krześle leniwie spoglądając w morze. Raz tylko musiał wstać zapalić lampę, nie są to wody często odwiedzane więc praca traciła jeszcze bardziej na znaczeniu. Czuł się jednak do niej przywiązany.

Nagły moment absolutnej ciszy wyrwał go z zamyślenia, zadawało się, że nawet fale przestały obijać się o klif a wiatr uciekł w zupełnie innym kierunku. Wstał powoli biorąc głęboki wdech. Podszedł do okna odstawiając przy tym fajkę na stoliku i stał. Patrzył się na nikłe światło, takie które dostrzec można było tylko kiedy się na nie nie patrzyło. Jego mina przypominała tą poranną z ustami wykrzywionymi w grymasie i wzrokiem błądzącym gdzieś w oddali.
Obrócił się na pięcie zrzucając końcówką peleryny fajkę ze stołu i ruszył schodami w dół. Przystanął tylko aby włączyć światło i zabrać rogatywkę przy której to westchnął głęboko. Ruszył prędko do wyjścia, z którego później doszedł na skraj plaży gdzie stał mały kuter rybacki przycumowany do mola.
Nie bacząc na pogodę, która nagle ożywiona bujała statkiem, on płynął. Dążył do małego światełka daleko od brzegu. W drodze towarzyszyły mu małe barwne ptaki, obudzone, a raczej wyczekujące teraz latały wokół kutra. Światła na pokładzie dawały marny widok pięknego niebieskiego odcienia ptaków zamieszkujących okoliczne wybrzeże.

Światło zbliżało się sukcesywnie aż w końcu kiedy dostrzec dało się jasną posturę siedzącą na szczątkach tratwy, pogoda znowu zamarła. Podpłynął ostrożnie, a kiedy kuter zetknął się z tratwą wszystkie ptaki przeleciały nisko nad pokładem aby zaraz na powrót pomknąć w mrok.
Złapał się za nadgarstek po raz kolejny zamykając mnie w ciemnościach. Tym razem jednak zgiął się z bólu, i tylko ściskając zęby kłębił się na pokładzie walcząc z samym sobą. Kiedy ból ustał jasna postać stała już nad nim pochylając się z uśmiechem godnym opiekuńczej matki lub troskliwej żony. Długie włosy w połowie zasłaniały twarz emanującą spokojem, szczupła postura przypominała ptaka w locie.

– podzielisz się ze mną łzami ? – powiedziały usta tak dojrzałym kobiecym głosem

– Każdego dnia, za każdym razem kiedy spoglądam na morze przypominasz mi się ty. Za każdym razem kiedy włączam tą przeklętą lampę przypominasz mi się ty i ten statek.

– dosyć już wycierpiałeś przez to, nie cofniesz tego co się stało

– nie potrafię zapomnieć, że odeszłaś przeze mnie

– wciąż jestem w twojej pamięci, wciąż część mnie wisi na twojej ręce – mówiąc to wskazała na mnie, po czym tylko uśmiechnęła się i oddalając się powoli powiedział

– pamiętaj, ale nie żyj wspomnieniami


Zachodzące słońce tym razem go nie obudziło, wstał wcześniej, uporządkował mieszkanie po czym zasiadł przy biurku i zaczął pisać. Kiedy skończył wypolerował rogatywkę wspominając stare czasy pobytu w marynarce, założył kalosze i sztormiak po czym wyszedł. Znów idąc nie spoglądał na morze, a kiedy znalazł się przy latarni spojrzał tylko do góry czy nadal świeci się lampa i ruszył w stronę klifu. Stojąc na skarpie spoglądał na małe niebieskie ptaki, które krążyły nad taflą wody raz po raz zanurzając się nieco aby złowić rybę. Zimorodki kojarzyły się mu tylko z jedną osobą, ja kojarzyłem mu się przez to tylko z jedną osobą, wszystko kojarzyło mu się z nią. Szczęśliwa para przemknęła mu przez myśl, mały prezent w postaci wisiorka w kształcie zimorodka, słońce wychodzące zza morza. To wszystko przyćmiła noc, pozbawiona jakiegokolwiek światła, bogata w krzyki i rozpacz spowodowane przez ciemność, która okazała się zgubna. Prosta praca. Odpowiedzialność.
Spojrzał po raz ostatni na mnie po czym zerwał z nadgarstka, ścisnął mocno w dłoni i odłożył na ziemie. Przykrył mnie rogatywką przez, którą dostrzec dało się jedynie jego kalosze. Ruszył w kierunku klifu, spokojnym krokiem jakby trenował to całe swoje życie.


Podniósł mnie dopiero ktoś obcy, ścisną mocno w ręce aby później niosąc w kieszeni zanieść do domu. Położył mnie na biurku obok zapisanej wcześniej kartki na której napisane było:


Dzień za dniem na plaży piaskach
wspomnieniem płacząc za szczęścia promieniem
zaczynając dzień o schyłku dnia
przyozdabiając twarz maską z pustego drewna


Symbolami przeszłości katować myśli
czekając w gotowości na światła blask
strzegąc miejsca opuszczonego tylko raz
widzieć sny lecz tylko w snach


Chorując na wspomnień spętania czar
wnikając w myśli nie mające dna
szarpiąc się nieustannie
wyczekując światła w mroku dnia
żyjąc cieniem minionego wydarzenia
pamiętając jedno i tak bez zmian


Ptak co barwą nie posturą wabi
łowi w morzu wspomnień
utworzonym przez jednej nocy szał
na ręku wisi prezent ten
wypala wspomnieniem bólu ślad
roznosi siłę, której mi już brak
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(07-05-2014, 23:35)Pablo napisał(a): Dzień za dniem na plaży piaskach
wspomnieniem płacząc za szczęścia promieniem
zaczynając dzień o schyłku dnia
przyozdabiając twarz maską z pustego drewna
(To powinno być lepiej oddzielone od reszty tekstu, bo kiedy czyta się to po raz pierwszy, to pierwsze zdanie wydaje się być kolejnym wersem.)

Blask zachodzącego słońca, ostatni promień dnia(przecinek) wylądował idealnie na jego twarzy, wybudzając go ze snu.

Powolnym ruchem przetarł oczy (przecinek) starając się dobudzić, po czym obrócił się na lewy bok.

Nie spał, krzywił usta w grymasie dnia codziennego(przecinek) jednocześnie szukając wzrokiem miejsca na tyle ciemnego(przecinek) aby skupić się na samej ciemności.

Złapał się nagle, lecz spodziewając się tego, za nadgarstek. (To można złapać się za coś nie spodziewając się tego?)

Ścisnął mnie przy tym swoją dłonią, zamykając w ciemności, ciemności (przecinek) której tak bardzo się boję.

Zmęczony już na początku dnia, wstał (przecinek) sapiąc jak po treningu. Gimnastykę poranną odpuścił (Tutaj powinno być "sobie) już sobie dawno, teraz musiał „trenować” to(przecinek) co chciałby przywrócić.

Stanął przed lustrem, wpatrywał się w swe odbicie (przecinek) szukając choćby cienia emocji. Nie znalazł. Nie chciał, otworzył szafkę (przecinek) na,(bez przecinka) której wisiało lustro, wyciągnął krem Nivea, zamknął szafkę(przecinek) zastając przed sobą w lustrze miniaturowy uśmiech na twarzy, (bez przecinka) o zupełnie innym już wyrazie. (To zdanie jest za długie, za dużo w nim czynności, a poza tym akcja w nim mknie za szybko) Wtarł krem w nadgarstek (przecinek) odsuwając mnie przy tym delikatnie w stronę łokcia.

Kapelusz, sztormiak (z podwiniętymi rękawami)(zbędny nawias) i rogatywka na głowie.

Tak ubrany szedł wzdłuż linii morza, patrząc jedynie na piasek pod jego (swoimi) butami, który od czasu do czasu zalewała woda.

Wchodząc (przecinek) minął stoliczek (przecinek) na którym położył rogatywkę. Przystanął(przecinek) patrząc na nią(przecinek) i co rusz poprawiał z należytym szacunkiem (przecinek) aby leżała równo.

W między czasie(międzyczasie) blady sierp księżyca pojawił się na niebie, zakrywany co chwila przez czarne chmury.

Zimne powietrze w połączeniu z zapachem starego drewna wypełniały(wypełniało) pomieszczenie.

Praca prosta, nadpływa łódź (przecinek) trzeba włączyć światła(przecinek) a kiedy już odpłynie (przecinek) wyłączyć je. Praca tak prosta(przecinek) jak i nudna.

Wychylił się przez okno (przecinek) zerkając (przecinek) czy nic nie nadpływa (przecinek) po czym podszedł do jednej ze starych drewnianych szaf i wyciągnął niewielkie pudełko.

Kolor miała czarny(przecinek) a zrobiona była z wrzośca, lepszej znaleźć się nie dało. Ustnik miała długi i delikatnie zagięty na końcu (przecinek) aby łatwiej dało się z niej pykać.

W smaku był przyjemny, na początku witał ciepłem whiskey(przecinek) aby na końcu przemienić się w smak wiśni.

Puszczał kółka i bujał się na krześle(przecinek) leniwie spoglądając w morze. Raz tylko musiał wstać zapalić lampę, nie są to wody często odwiedzane(przecinek) więc praca traciła jeszcze bardziej na znaczeniu.

Nagły moment absolutnej ciszy wyrwał go z zamyślenia, zadawało się, że nawet fale przestały obijać się o klif (przecinek) a wiatr uciekł w zupełnie innym kierunku. Wstał(przecinek) powoli biorąc głęboki wdech. Podszedł do okna (przecinek) odstawiając przy tym fajkę na stoliku(stolik)(przecinek) i stał. Patrzył się (zbędne)na nikłe światło, takie(przecinek) które dostrzec można było tylko kiedy się na nie nie patrzyło.

Obrócił się na pięcie (przecinek) zrzucając końcówką peleryny fajkę ze stołu(przecinek) i ruszył schodami w dół. Przystanął tylko (przecinek) aby włączyć światło i zabrać rogatywkę (przecinek) przy której to westchnął głęboko. Ruszył prędko do wyjścia, z którego później doszedł na skraj plaży(przecinek) gdzie stał mały kuter rybacki przycumowany do mola.

Na razie tyle, bo naprawdę jest tego dużo.

Po pierwsze: interpunkcja i jeszcze raz interpunkcja. Polecam poradnik forumowy i jego dokładną lekturę. (Znajdziesz go tutaj: http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...nkcja.html)

Po drugie: brakuje akapitów, taką ścianę tekstu naprawdę trudno się czyta. (Przypominam – tag [p.] bez kropki na początku zdania).

No i trzecie, choć jeszcze w poprawkach do tego momentu nie dotarłam: Zapis dialogów. Wszystkie zdania zaczynałeś normalnie wielką literą, a w dialogu – bach! – prawie wszystkie wypowiedzi zaczynają się po myślniku małą literą. No i nie ma prawie żadnego "powiedział/rzekł/przemówił" czy coś takiego, jedynie gołe wypowiedzi bohaterów. (Tutaj też polecam poradnik: http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...logow.html)

Co do samego fragmentu... Nie mam pojęcia, co powiedzieć. Nie przepadam za tekstami, które są jednym wielkim opisem bez prawie żadnej akcji i informacji o bohaterach, nie trafiają do mnie po prostu, nawet jeśli mają przesłanie, to zazwyczaj ginę gdzieś w opisach i go nie wyłapuję.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Nic z tego do mnie nie trafia. Niby poetycko napisane, wszystko ładnie, pięknie, ale właściwie to trochę nudne. W dodatku momentami nie rozumiem samego formatowania tekstu. Szczególnie drażni mnie to, bo nie wiem zupełnie co miałeś na myśli:

(07-05-2014, 23:35)Pablo napisał(a): – podzielisz się ze mną łzami ? (ugh, ta spacja po znaku zapytania) – powiedziały usta tak dojrzałym kobiecym głosem (nie do końca rozumiem – jeśli ma być to dialog – jest źle zapisany, a jeśli wymieniasz fragmenty w takich podpunktach to z drugiej strony zupełnie nie pasuje "powiedziały usta tak dojrzałym kobiecym głosem". Poza tym usta chyba nie mówią, ale to szczegół :v)

– Każdego dnia, za każdym razem kiedy spoglądam na morze przypominasz mi się ty. Za każdym razem kiedy włączam tą przeklętą lampę przypominasz mi się ty i ten statek. (nie wspominając o brakujących przecinkach, z jakiej okazji tutaj zdanie zaczyna się z wielkiej litery? Tak samo jak kolejne z małej, w dodatku nie ma żadnego znaku na końcu.)

– dosyć już wycierpiałeś przez to, nie cofniesz tego co się stało

Stylu pisania nie będę się czepiać, najwyraźniej taki był zamysł.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości