Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Miniatura Antonina Inna
#1
Antonina była inna. Powtarzali jej to od dziecka, najpierw w szkole podstawowej, później w gimnazjum i nawet teraz, kiedy do matury zostało już tylko kilkanaście dni, pełnych całkiem zwyczajnego wyczekiwania i nerwów objawiających się w coraz bardziej postrzępionych paznokciach.
– Czemu stoisz tutaj sama? – zapytała pewnego dnia pani Grażynka na długiej przerwie, kiedy Antosia opierała się o zimny, szkolny parapet i wlepiała spojrzenie w samochody jadące po krętej ulicy, słuchając przy tym jednego z zapomnianych utworów Sia.
Dziewczynka spojrzała na kobietę nieobecnym wzorkiem i wyciągnęła słuchawki z uszu. Myśli, które zajmowały jej głowę rozpierzchły się jak spłoszone stado wróbli.
– Tak sobie... – powiedziała wymijająco i to wystarczyło, żeby jej wychowawczyni rozpłynęła się wśród tłumu uczniów, obdarzając ją wcześniej fałszywym uśmiechem i myślą: „wariatka...”.
W rzeczy samej... cóż miała odpowiedzieć? Nie wiedziała ani wtedy, ani gdy zastanawiała się nad tym kilka lat później. Czy miała tłumaczyć tej kobiecie, że tak wolała, bo niby z kim miałaby stać przy parapecie tamtego dnia? Przecież to nie była jej wina, że nie znalazła odpowiedniego kompana wśród trzydziestu osób, których tożsamości spoczywały sobie spokojnie w granatowym dzienniku wraz z jej własną.
Dwa lata później zadzwonił telefon. Brzęczenie dało się słyszeć w całym domu, nawet w sypialni Antoniny, która wówczas siedziała na podłodze z zamkniętymi oczami, i Sigur Rós w uszach.
Wyjęła słuchawki i wyszła na korytarz. Grube skarpetki tłumiły jej kroki.
– Martwię się o Antosię... – wyszeptała pani Agnieszka do słuchawki z pewną konsternacją. Zawiadomienie rodzica o niepokojącym zachowaniu dziecka nie należy wbrew pozorom do łatwych zadań.
– Czy sprawia jakieś problemy? – Małgorzata, pulchna kobieta w rozciągniętym dresie i rudych lokach opadających na ramiona, zdawała się być raczej znudzona, niż przejęta.
– Broń Boże... jej zachowanie jest nienaganne... – nauczycielka przerwała na chwilę i w słuchawce zapadła cisza. Zbierała myśli. – Ale wydaje się taka nieobecna... sama nie wiem jak to wytłumaczyć. Chodzi smutna, na lekcjach zdaje się nie zwracać uwagi na nauczyciela. Sprawia wrażenie, jakby była gdzieś indziej. Poza tym jest taka bledziutka...
Małgorzata westchnęła. Nie rozumiała, czemu ci ludzie od lat zawracają jej głowę tym samym.
– Proszę się nie martwić – powiedziała uśmiechając się do słuchawki – Tośka już taka po prostu jest. – I będąc przekonaną, że te kilka słów to idealne wytłumaczenie, pożegnała się krótko, odłożyła słuchawkę i wróciła do przerwanego serialu oraz zjedzonej do połowy paczki chipsów.
Dziewczyna także wróciła do swoich zajęć. W uszach rozbrzmiał Fjögur píanó. Przez uchylone okno, do pokoju wpadła mgła.

Rok później siedziała na łóżku i modliła się, ściskając w ręku różaniec. Był Wielki Piątek, a ją bolało serce. Przed oczami przesuwały jej się obrazy, w których Jezus, opierając się o kamienny blok, znosił kolejne uderzenia bata. Czerwone japy na Jego ciele otwierały się i zamykały. Z ich wnętrza wydobywał się dźwięk liry. Po policzkach Antoniny toczyły się białe łzy.

– Tośka, teraz ty! – szepnęła Magda nieco zbyt głośno, a w jej głosie dało się wyczuć napięcie.
– Wychodzisz pierwsza – mruknął pan Jacek i zabrał nuty ze stolika przy wyjściu na scenę.
Antonina nie widziała prawie nic, poza jasną podłogą estrady i czarnym fortepianem stojącym na środku. Wyglądał tak przyjaźnie i znajomo, niczym stary wujek, który zawsze trzymał w kieszeni cukierka lub dwa. Publiczność niknęła w mroku, a jej obecność zdradzały tylko brawa, które odbijały się echem od ścian sali koncertowej. Pan Jacek szedł tuż za nią, nuty szeleściły w jego dłoniach. Wyrywały się, by zabrzmieć.
Dziewczyna stanęła przy instrumencie i oparła nań prawą dłoń. Boston był gładki w dotyku. Jakże dobrze znała tę fakturę. Akompaniator usiadł na stołku i spojrzał na Antoninę. Skinęła głową, a on położył ręce na klawiaturze. Dźwięki popłynęły, jakby ktoś wysypał pierze z ogromnej poduchy. Wstęp do Vergiss mein nicht, mein allerliebster Gott, był krótki. Antonina zaczęła śpiewać.
Scena zniknęła. Zniknął fortepian, publiczność i pan Jacek. Została jedynie ona w swoim Niebie.
Melodia affettuoso wylała się z jej klatki piersiowej i zaczęła sunąć powoli we wszystkich kierunkach ciała, pozostawiając za sobą falę ciepła. Oplotła przedramiona, nadgarstki i dłonie, aż po czubki palców. Ześliznęła się po brzuchu i łonie, dosięgając nóg i zajmując je aż po same stopy. Wspięła się na szyje, musnęła usta i policzki, po czym spoczęła na czubku głowy. Była miękka i delikatna, wibrowała leciutko, by innym razem sunąć prostą wstęgą. Raz się spieszyła, a za chwilę ritenuto pociągało za niewidzialne sznurki i uspokajało tempo. Subito piano rozpoczynało kolejne frazy jak dziecko skradające się w zabawie w chowanego, po to, by forte mogło dopełnić ich żywota. Wokół wirowało ciche dolce...
Blada woalka pokrywała Antoninę jeszcze długo później, kiedy skulona w objęciach Janka, płakała cicho, wypełniając tym płaczem cały ich salon na ostatnim piętrze jednej z krakowskich kamienic.
Emocje opadały. Antonina Inna spełniała się w swoim artyzmie.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(18-04-2014, 12:25)paleblue napisał(a): Powtarzali jej to od dziecka, najpierw w szkole podstawowej, później w gimnazjum i nawet teraz, kiedy do matury zostało już tylko kilkanaście dni,(bez przecinka) pełnych całkiem zwyczajnego wyczekiwania i nerwów objawiających się w coraz bardziej postrzępionych paznokciach.

Dziewczynka spojrzała na kobietę nieobecnym wzorkiem(wzrokiem) i wyciągnęła słuchawki z uszu. Myśli, które zajmowały jej głowę(przecinek) rozpierzchły się jak spłoszone stado wróbli.

(...) w sypialni Antoniny, która wówczas siedziała na podłodze z zamkniętymi oczami, (bez przecinka)i Sigur Rós w uszach.

– Czy sprawia jakieś problemy? – Małgorzata, pulchna kobieta w rozciągniętym dresie i rudych lokach opadających na ramiona(wychodzi tutaj, że była w te loki ubrana), zdawała się być raczej znudzona, niż przejęta.

– Broń Boże... jej zachowanie jest nienaganne... – nauczycielka(Nauczycielka) przerwała na chwilę i w słuchawce zapadła cisza.

– Ale wydaje się taka nieobecna... sama nie wiem(przecinek) jak to wytłumaczyć.

– Proszę się nie martwić – powiedziała(przecinek) uśmiechając się do słuchawki(kropka) – Tośka już taka po prostu jest.

Przez uchylone okno,(bez przecinka) do pokoju wpadła mgła.

Antonina nie widziała prawie nic, (bez przecinka)poza jasną podłogą estrady i czarnym fortepianem stojącym na środku.

Wspięła się na szyje(ę), musnęła usta i policzki, po czym spoczęła na czubku głowy.

Dobrze napisane, całkiem ładne opisy, ale jakoś to do mnie nie dociera. Kwestia indywidualna bez wątpienia.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Cytat:Powtarzali jej to od dziecka, najpierw w szkole podstawowej, później w gimnazjum i nawet teraz, kiedy do matury zostało już tylko kilkanaście dni, pełnych całkiem zwyczajnego wyczekiwania i nerwów objawiających się w coraz bardziej postrzępionych paznokciach.
To mi się cholernie podoba (pogrubione). Zawsze chciałem tak pisać, ale mi nie wychodzi :)

Cytat:Dwa lata później zadzwonił telefon.
Faktycznie była inna, skoro przez dwa lata nikt do niej nie dzwonił :D

Błędy praktycznie same interpunkcyjne, ale od tego mamy sprawdzających, którzy o niebo lepiej się na tym znają ode mnie :) Jest to miniatura, także na próżno tu oceniać fabułę. Emocje zaś nie wypełzły z niej żadne, jeśli o mnie chodzi. Intryguje mnie, dlaczego Antonina była inna – czy to za sprawą muzyki? Jeśli tak, to dziwny obraz muzyka kreujesz. Odnoszę wrażenie, że są to Twoje własne przeżycia, doświadczenia, ale to i tak zbyt dziwne, żeby muzyka przekreślała jakiekolwiek znajomości z kimkolwiek.
Spodobała mi się część pierwszego zdania i może ostatni opis śpiewu.
Ach, jeszcze jeden wniosek: Tosia miała okropnych rodziców (czy też matkę).
[url]http://sciencefantasia.blogspot.com[/url]
Opowiadania SF i Fantasy
O mnie
Opowiadania na forum:
Trzy warunki, Cztery godziny
Odpowiedz
#4
Antonina była inna poprzez wrażliwość, zbyt dużą już od jej najmłodszych lat. Nie dogadywała się z rówieśnikami w gimnazjum, bo dzieliła ich wtedy zbyt duża przepaść emocjonalna. Nie wspomniałam zaś nic o tym, że także jako starsza dziewczyna była wyobcowana.
Nie wiem czy się zgrywasz, ale mam nadzieję, że wiesz, że zupełnie nie o to chodziło mi z telefonem ;) To miało na celu podkreślenie tej rozmowy.
Tośka uciekała do swojego świata, zatracała się w nim. Emocje, które narastały w niej podczas śpiewu były niewyobrażalne do tego stopnia, że po koncercie była (jak to mówią muzycy) "dwa kilo chudsza" i wykończona psychicznie. Ale to było właśnie spełnienie. Tośka po prostu była artystką, ale nie jedną z tych, które obnoszą się ze swoją "niezwykłością". Ona po prostu taka była. Nie stała się Antoniną Inną z dnia na dzień. Jedyne co zmieniało się w niej z upływem lat to to, że potrafiła te emocje przechowywać w czterech ścianach swojego domu i na zewnątrz prowadzić normalne życie.

PS. Tosia nie miała okropnej matki. Jej mama po prostu ją akceptowała i hejtowała ludzi, którzy robili wielkie halo z tego, że nie była zhomogenizowana jak wszyscy ;p
Odpowiedz
#5
Cytat:Nie wiem czy się zgrywasz, ale mam nadzieję, że wiesz, że zupełnie nie o to chodziło mi z telefonem
Nie, po prostu nauczycielka podeszła do Tosi przy parapecie, a dwa lata później zadzwoniła do rodziców (chyba czytam zbyt dużo Kolonasa Waazona).

Cytat:PS. Tosia nie miała okropnej matki. Jej mama po prostu ją akceptowała i hejtowała ludzi, którzy robili wielkie halo z tego, że nie była zhomogenizowana jak wszyscy ;p
Czyli okropna matka. Nie oszukujmy się, co to za matka, która cieszy się z tego, że jej dziecko izoluje się od społeczeństwa i jeszcze przyzwala na to, pogłębia to. Fajnie, że wyjaśniłaś, o co Ci chodziło, bo ja to odebrałem tak, że jej matka na siłę chciała, by Tosia śpiewała, przez to ją izolowała. A może tak było?
[url]http://sciencefantasia.blogspot.com[/url]
Opowiadania SF i Fantasy
O mnie
Opowiadania na forum:
Trzy warunki, Cztery godziny
Odpowiedz
#6
Cytat:Nie, po prostu nauczycielka podeszła do Tosi przy parapecie, a dwa lata później zadzwoniła do rodziców (chyba czytam zbyt dużo Kolonasa Waazona).
Tylko że nauczycielka z gimbazy była panią Grażynką, a wychowawczyni z liceum Agnieszka się zwała x)

Cytat:Czyli okropna matka. Nie oszukujmy się, co to za matka, która cieszy się z tego, że jej dziecko izoluje się od społeczeństwa i jeszcze przyzwala na to, pogłębia to. Fajnie, że wyjaśniłaś, o co Ci chodziło, bo ja to odebrałem tak, że jej matka na siłę chciała, by Tosia śpiewała, przez to ją izolowała. A może tak było?

Ale Tosia nie izolowała się od społeczeństwa :) Czy dziecko, która w gimnazjum stroni od szkolnej 'gangsty', izoluje się od społeczeństwa? Chyba od marginesu społecznego. Zaraz usłyszę, że jak nie poczęstuję się kokainą od kolegi żula, to będzie oznaczało, że się izoluję i nie chcę się zaprzyjaźnić :P
Widzisz, ten problem chciałam poruszyć. Problem tego, że każda 'inność' jest duszona w zarodku. Nawet jeśli nie jest zła, tylko dobra i wyjątkowa. Mama Tosi była najlepszą mamą na świecie.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Cytat:Tylko że nauczycielka z gimbazy była panią Grażynką, a wychowawczyni z liceum Agnieszka się zwała x)
To wyczuwam pewne poplątanie chronologiczne. Ale zacznijmy od początku.

Cytat:najpierw w szkole podstawowej, później w gimnazjum i nawet teraz, kiedy do matury zostało już tylko kilkanaście dni
Potem akcja z parapetem.
Cytat:Dwa lata później zadzwonił telefon.
To nie kwestia różnicy imion. To jest chaos w narracji, w przeskokach w czasoprzestrzeni. Po prostu źle napisane, wybacz.

Cytat:Czy dziecko, która w gimnazjum stroni od szkolnej 'gangsty', izoluje się od społeczeństwa? Chyba od marginesu społecznego.
Przeczytałem tekst dla pewności raz jeszcze. Nie znalazłem tam żadnych przesłanek o tym, by jej otoczenie było marginesem społecznym, czy coś. O ile tekst z obgryzaniem paznokci wyszedł Ci genialnie, to pozostałych faktów z życia Antoniny nie można się domyślić, jeśli nie ma czegoś, co czytelnika na to naprowadzi :P Z tekstu dowiedziałem się tylko tyle, że w klasie miała trzydziestu nie-kompanów.

Ach no i taka mała sprawa.
Cytat:– Broń Boże... jej zachowanie jest nienaganne... – nauczycielka przerwała na chwilę i w słuchawce zapadła cisza. Zbierała myśli. – Ale wydaje się taka nieobecna... sama nie wiem jak to wytłumaczyć. Chodzi smutna, na lekcjach zdaje się nie zwracać uwagi na nauczyciela. Sprawia wrażenie, jakby była gdzieś indziej. Poza tym jest taka bledziutka..
Załóżmy, że nie pomieszałaś czasów i nadal akcja dzieje się "kilkanaście dni przed maturą". Rok szkolny maturzystów kończy się zazwyczaj dwa tygodnie przed maturą, naprawdę sądzisz, że nauczycielka dorosłej kobiety (nie oszukujmy się, miała na pewno minimum dziewiętnaście lat) dzwoniłaby do rodziców po lub tuż przed zakończeniem roku, mówiąc, że ich córka jest cicha i wyobcowana? :>
[url]http://sciencefantasia.blogspot.com[/url]
Opowiadania SF i Fantasy
O mnie
Opowiadania na forum:
Trzy warunki, Cztery godziny
Odpowiedz
#8
... dobra, ta dyskusja nie ma sensu, myślałam, że mam do czynienia z inteligentnym człowiekiem, który potrafi się połapać w oczywistych sprawach. To chyba oczywiste, że akcja z grażynką jest z gimbazy, a telefon dzieje się na początku liceum. kilkanaście dni przed maturą jest koncert. podałam chronologię na początku pisząc: najpierw w szkole podstawowej, później w gimnazjum i nawet teraz, kiedy do matury zostało już tylko kilkanaście dni.
I trzymałam jej się przez cały tekst. A były w nim trzy zdarzenia kolejno: gimnazjum, liceum, tuż przed maturą.
Proste? Proste x) Nie zarzucaj mi źle napisanego tekstu, zarzuć sobie brak zrozumienia.
Odpowiedz
#9
Nieoczywiste i nieproste. Dyskusja zawsze ma sens, dopóki nie przeradza się w bezsensowne rzucanie mięsem. Mnie do tego daleko, ale widzę, że komuś powoli puszczają nerwy ;) Ale tu się zgodzę – do Einsteina, który czas zrozumiał jak nikt inny na świecie, trochę mi daleko.
[url]http://sciencefantasia.blogspot.com[/url]
Opowiadania SF i Fantasy
O mnie
Opowiadania na forum:
Trzy warunki, Cztery godziny
Odpowiedz
#10
Musiałaby się ziemia zatrząść, żeby puściły mi nerwy :)
Po prostu z tego co piszesz widzę, że nie do końca zrozumiałeś tekst. Wobec tego Twoja krytyka jest lekko nieuzasadniona. Wmawiasz autorce opowiadania co miała na myśli. To śmieszne ;)
A może po prostu za dużo wymagam...
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Ta inna FankaKoRn 4 2,650 07-11-2011, 00:22
Ostatni post: Naxster

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości