Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Strata
#1
No cóż, no trudno, no już..
Krzyczcie, bijcie...
Tekst długo leżał, nim dojrzałam, by go Wam (lub komukolwiek) przedstawić..

Raczej nie Enjoy

Co czuje matka, która wraca po męczącej pracy do domu, by przygotować obiad, posprzątać i zająć się masą innych obowiązków, a odkrywa, że jej dziecka nie ma w domu?
Pierwszy odruch – telefon do męża, który niemal natychmiast odpowiada: nie martw się, nic mu nie jest, pewnie jest gdzieś z kolegami. Ale słowa nie uspakajają – przecież tak nigdy nie robił. Druga fala gorąca, przedziwne mrowienie – panika.
Sto historii wymyślonych na poczekaniu, jedna gorsza od drugiej.
Kontaktuje się z jednym kolegą, drugim, a nawet ze szkołą. Okropne słowa wciąż huczące w jej głowie: Przykro mi, ale nie było go dziś w szkole.
Zalewając się łzami, znów dzwoni do męża. Ten wreszcie przyjeżdża zaniepokojony – i pierwszy telefon na policję. Potem drugi i trzeci, aż wreszcie ktoś postanawia zająć się tą sprawą.
Mąż odpowiada spokojnie na pytania – o wiek, imię, wygląd, znaki szczególne – matka cicho płacze skulona na kanapie, modląc się do Boga, w którego wcześniej nie wierzyła. W żołądku czuje ogromny ciężar i każde spojrzenie na wodę, przyniesioną przez męża, kończy się odruchem wymiotnym. Głowę rozsadzają setki pytań i przeszywający ból od skroni do skroni. Co jakiś czas milknie nasłuchując odgłosów na korytarzu – kroków małego Kuby. Ale on nie wraca.
Pierw myśli o tym, że jak tylko go zobaczy, dostanie karę za wagarowanie, kłamanie. Ale moment później znów zanosi się płaczem, obiecując, że przytuli go i zapomni, byle tylko tutaj wszedł, uśmiechnął się i krzyknął, że jest strasznie głodny.
Mąż nawet do niej nie podchodzi, stoi przy oknie wpatrzony w ulicę. Nie porusza się, tylko spokojnie się przygląda. Jakby do niego jeszcze to nie dotarło.
Po godzinie, która wlekła się w nieskończoność, przyjeżdża policja. Dwóch mężczyzn – jeden młody, nic nie wie o dzieciach, bo jeszcze niedawno sam nim był. Drugi nieco starszy, z obrączką na palcu.
Ponownie zadają te same pytania – jak był ubrany dziś rano? No jak? W panice obraz totalnie się rozmazuje – czy to była zielona bluza z kapturem, czy czerwony sweterek i wiosenna kurtka? A może zabrał jednak tę czapkę, z którą nie rozstawał się od kilku dni?
Proszą o zdjęcia, szybki rzut okiem na resztę mieszkania i zwykła regułka, że będą informować na bieżąco. To wszystko. Zero zaangażowania, zero zrozumienia.
Pierwsza nieprzespana noc – przyjaciele i rodzina, ciągle dzwoniąca, wpadająca. Chcą pomóc – to miłe, można by pomyśleć – ale powtarzanie słów „współczuję”, „jestem z tobą” czy „wszystko będzie dobrze” doprowadza do szału. Co oni mogą o tym wiedzieć?
Zwątpienie przychodzi po ponad tygodniu – może trochę później. Wtedy dociera do niej, że dziecko nie przeżyłoby samo gdzieś w lesie, w innym mieście. W międzyczasie zaczynają się kłótnie – obwinianie się o całą sytuację. Ona niemal mieszka w pokoju synka, On wychodzi i pije albo robi nie wiadomo co.
Matkę zaginionego dziecka nachodzą wówczas myśli – pomijając niesprawiedliwość i przeklinanie na Boga – że wolałaby, by jej dziecko umarło na raka czy inną chorobę, a nie zamknięte gdzieś w ciemnym pomieszczeniu, bez jedzenia, ulubionego pluszaka. Z dzieckiem, które umiera powoli, można się pożegnać, pozwolić mu odejść, pochować. Pogodzić się z tym.
Czy matka, która nie miała możliwości trzymać dziecka za rękę, gdy zamykało swoje śliczne, niewinne oczka, może przestać odczuwać taki ból? – Nie.
Czy matka, która nie wie co stało się z dzieckiem, może się z tym pogodzić? – Nie.
A czy matka, która nie może swojego dziecka pochować, oddać mu należytego hołdu i zapłakać nad jego grobem, modląc się o jego duszę, może przeklinać na sprawiedliwość? – Tak.
W kraju rocznie ginie około pięciu tysięcy dzieci. Około czterystu z nich nigdy nie zostaje znalezionych. Policja powtarza, że robi co może, proponuje nawet spotkanie z policyjnym psychologiem. Reakcja stresowa – śmiech, wyzwiska. Gdy brakuje już sił do płaczu, myśl o samobójstwie. Przecież nie ma go tu, to po co Ona ma jeszcze żyć? To nie była zabawka, nie chce nowego dziecka.
Siedzi w kuchni i patrzy na rozłożone na stole tabletki i leżący obok nóż do mięsa. Chociaż przygotowywała się na to, serce wali jak oszalałe. Ciężkie uderzenia odbijają się echem w przełyku. Czuje wszystko ze zdwojoną siłą.
Znów zanosi się płaczem, zrzucając wszystko na ziemię. Jest za słaba.
Po trzech miesiącach przechodzi do fazy obwiniania głównie siebie za wszystko. Za zbyt małą ilość czasu poświęconego dziecku, za oddanie się pracy, za brak zainteresowania szkołą i kolegami Kuby, za złą pościel w łóżku i źle wyprasowane spodnie.
Kolejna fala awantur. Bolesne słowa „musisz zacząć żyć”.
Wtedy też po raz pierwszy wychodzi na ulicę – patrzy na mijających ją ludzi. Każdy z nich się przygląda – albo tak jej się wydaje. Widzi, jak bez słów mówią „przydarzyła jej się tragedia, ale mogłaby już zacząć dbać o siebie albo chociaż o to, co zostało z jej rodziny”. Oni już wydali wyrok na Kubusia w swoich sercach, choć nikt nie powie tego głośno.
Jak wygląda zatem życie po kilku miesiącach, latach?
Ludzie przestają się przejmować, odwiedzać, dzwonić. Wychodzą z założenia, że świat ruszył dalej, życie biegnie i Ona nie powinna już rozmyślać. Tymczasem ciągle chowa się w pokoju Kubusia, przyciąga do twarzy jego poduszkę – choć jego zapachu już dawno nie ma. Przypomina sobie te piękne oczka, niewielki, zadarty nosek i nachodzi ją kolejna fala rozpaczy.
Matka nigdy nie zapomina i nigdy nie przestaje cierpieć. Zawsze tęskni za dzieckiem.
Po dwóch, może trzech latach następuje rozwód. Oboje nie mogą już na siebie patrzeć, nie mają też siły skakać sobie do gardeł. On zmęczony jest udawaniem, że nie ma romansu, Ona ma dość przymykania na to oczu.
Matka, zabierając najważniejsze rzeczy Kubusia, wyjeżdża z miasta, chowa się gdzieś daleko. Pod banderą nowego życia rozpacza w samotności. Wie, że na tej kanapie spędzi kolejne lata, ciągle wpatrując się w jego zdjęcie, aż pewnego dnia odważy się wyprać jego poduszkę.
Liczy, że nadejdzie czas, gdy spojrzenie na jego piękną twarzyczkę nie będzie kończyło się płaczem. Że pewnego dnia będzie mogła go pożegnać, tak jak należy.
Bo w tym wszystkim nie strata jest najgorsza, acz niepewność.
Czy nadzieja kiedyś umiera? – Nie.
Czy matka przestaje cierpieć wraz z upływem lat? – Nie – Ona uczy się obcować z cierpieniem, aż w końcu się do niego przyzwyczaja.
Ten ból nigdy nie odchodzi. To ból zawsze zostaje.
Gdyby przyjaciele mieli czyste zamiary
świat byłby piękniejszy,
a zbrodnia stałaby się mitem...

Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(17-04-2014, 01:24)Sm00k napisał(a): Pierwszy odruch – telefon do męża, który niemal natychmiast odpowiada(tutaj dałabym dwukropek i wszystko, co mówi mąż w cudzysłowie) nie martw się, nic mu nie jest, pewnie jest gdzieś z kolegami.

Zalewając się łzami (przecinek)znów dzwoni do męża.

(...) matka cicho płacze skulona na kanapie, modląc się do Boga, w którego wcześniej nie wierzyła. W żołądku czuje ogromny ciężar i każde spojrzenie na wodę, którą przyniósł jej mąż, kończy się odruchem wymiotnym.

Co jakiś czas milknie(przecinek) nasłuchując odgłosów na korytarzu – kroków małego Kuby.

Mąż nawet do niej nie podchodzi, stoi przy oknie, (bez przecinka)wpatrzony w ulicę.

Po godzinie, która wlekła się w nieskończoność, przyjeżdża policja. Dwóch mężczyzn – jeden młody, który nic nie wie o dzieciach, bo jeszcze niedawno sam nim był.

(...)– ale powtarzanie słów „współczuję”, „jestem z tobą” czy „wszystko będzie dobrze”, (przecinek)doprowadza do szału.

Z dzieckiem, które umiera powoli (przecinek)można się pożegnać, pozwolić mu odejść, pochować.

Około czterystu z nich nigdy nie zostaje znalezionych,(przecinek) i nikt z tym nic nie robi. Policja powtarza, że robi co może, proponuje nawet spotkanie z policyjnym psychologiem.

Chociaż przygotowywała się na to, serce wali jej (dodałabym "jak") oszalałe.

Znów zanosi się płaczem, zrzucając wszystko na ziemie(ę).

(brak akapitu)Kolejna fala awantur. Bolesne słowa „musisz zacząć żyć”.

Widzi(przecinek) jak bez słów mówią „przydarzyła jej się tragedia, ale mogłaby już zacząć dbać o siebie,(bez przecinka) albo chociaż o to, co zostało z jej rodziny”.

Nie wiem, czemu tak nisko oceniłaś tę miniaturkę. Według mnie jest w porządku, dobrze oddałaś emocje i dramat matki, której dziecko zaginęło. Błędów jest trochę, ale nie aż tyle, żeby krzyczeć i bić. :P
Zwróć uwagę na "który/która" itp., bo zauważyłam, że trochę tego dużo w tym tekście.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Dziękuję bardzo za poprawki – już naniosłam. Mam nadzieję, że nic nie pominęłam.
Co do który/która – ogólnie nie używam ich dużo – tak mi się wydaje. To wyjątek jest pod każdym względem.
Pozdrawiam
Ja.
Gdyby przyjaciele mieli czyste zamiary
świat byłby piękniejszy,
a zbrodnia stałaby się mitem...

Odpowiedz
#4
Bardzo to mądre i piękne. Trochę męczą mnie zbyt liczne akapity, ale może tak miało być? Lekko mi się czytało, chociaż temat ciężki. W takich zagadnieniach toporne pióro byłoby jak gwóźdź do trumny.
Jednak tutaj najważniejsze jest to, że w tym tekście płynie prawdziwość. Nie ma naciągania, nie ma przypuszczeń. Jest czyste przeżycie.
Odpowiedz
#5
Czytało się bardzo fajnie i nie zaprzeczę, że tematyka dość ciekawa, choć smutna. Zaskoczyły mnie te policyjne dane, aż 400 dzieci rocznie ginie w ten sposób? Porwane, zagubione? To dość szokujące.

Cytat:On wychodzi i pije albo robi nie wiadomo co.

Jakoś mi ten fragment nie pasuje do reszty. Może ze względu na taki lekki charakter wyrażenia "nie wiadomo co", podczas gdy reszta utworu jest poważna.

Generalnie rzecz biorąc, nie jest wcale tak źle.

Pozdrówki.
Traktowanie powyższej wypowiedzi na serio nie jest zalecane. Autor się zwyczajnie nie zna.
Odpowiedz
#6
smutny temat, ba, rzekłabym nawet, iż dramatyczny.
mimo to, może ja jestem jakaś znieczulona, ale się nie wczułam > . < nie mam serca ;_;
ale czyta się dobrze, bez potrzeby uciekania wzrokiem i przeskakiwania kilka zdań niżej : )
Say farewell to this predestined world.
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości