Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Hodowała w swoim łonie pleśń
#1
Chciałbym uprzedzić, że ten tekst zawiera jedno czy dwa dość obrzydliwe zdania. Po samym tytule widać o co chodzi. Więc nie jedzcie, chyba, że wam nie przeszkadza.
Trochę filozoficzne.
***
Czasem może się nam wydawać, że Bóg nas zostawił, opuścił. Z przerażeniem patrzycie na to, co dzieje się przed wami, w waszym własnym życiu. Staracie się otrząsnąć, wyrwać z amoku, apatii lub melancholii. Bezskutecznie. Łamiecie paznokcie na przeciwnościach losu, ścieracie zęby na wrogach i upadacie. Mimo wygranych walk leżycie wraz ze swymi ofiarami i macie wrażenie gnicia, psucia od wewnątrz. Leżycie w bezruchu, koncentrujecie na pleśni zbierającej się w waszym podbrzuszu, mrugacie oczyma zasuniętymi bielmem. Egzystujecie. Pozwalacie pleśni się rozrastać. Kiedy sięga ona waszego serca, jakaś wasza część umiera, kiedy sięga mózgu, odchodzicie.
Nie sądźcie jednak, że jesteście sami. Są nas setki, tysiące, a może nawet miliony. Wystarczy przyjrzeć się ludowi, usiąść na dworcowej ławce i kontemplować finezję gry cieni. Wystarczy wsłuchać się w ich rytm wybijany butami o kamienną posadzkę. Szybkie, głośne, nieostrożne kroki. Spójrzcie na ich twarze znudzone życiem, jego rutyną. Jeśli zajrzelibyście do ich głów, ilu potencjalnych klientów domu pogrzebowego, usytuowanego na końcu ulicy, właśnie was minęło? Ilu z nich kupiłoby o jeden znicz więcej?
Ona właśnie tak żyła. Hodowała w swoim łonie pleśń. Podlewała ją swymi łzami, a nawoziła apatią. Obejmowała swoją kibić i zwijała się w kłębek, chroniąc pleśń. Czule głaskała podbrzusze. Czy zdaje sobie sprawę z tego, że gnije? Zapach psującego się mięsa wypełnia jej nozdrza. Zapomina zapachu żywego człowieka. Zamyka oczy i uszy, jest ślepa i głucha na świat. Pleśń jest jej światem, tym, co jest w życiu osobiste i pewne. Czymś, co jest jej i tylko jej. Pleśń obejmowała wnętrzności kobiety, a ona czuła się chciana. Po raz pierwszy uczuła ulgę. Jakieś światło przebija się przez jej cienkie powieki. Zwija się szczelniej, rozniecając zapach zgnilizny. Światło uporczywie przebija skórę. Uchyla oko, chcąc zlokalizować intruza. Coś błyszczy pośród pleśni. Wyciąga dłonie ku światłu i obraca je w trupich dłoniach. Przedziwny przedmiot wydał się jej piękny. Uczuła pleśń u serca. Wyrzuciła przedmiot, jednak ten błyszczał pośród zgnilizny. Ponownie go chwyciła, pleśń podeszła do gardzieli. Zamglone oczy patrzyły na gładki, błyszczący przedmiot. Nachyliła się nad nim i zobaczyła odbicie tak przerażające nie w swoim wyglądacie, a pochodzeniu. Dotknęła poszarzałej twarzy i zapadających się oczu. Ciepłe łzy spłynęły po wklęsłych policzkach. Pleśń wchodzi na język. Wstrząsają nią konwulsje. Spomiędzy popękanych, krwawiących ust wydobywa się szara, mazista pleśń. Jej wąska kibić jakby zapada się w sobie, wybrzusza się, a przez przełyk przechodzi zgnilizna. Otarła wargi wierzchem dłoni. Wydobyła przedmiot i oczyściła go swymi włosami. Przewróciła się na drugi bok i poczuła dziwny zapach. Uniosła się na kolana, ściskając w pięści przedmiot. Woń była ciepła, kusiła zziębnięte ciało. Ruszyła więc ku źródłu. Mijało ją wiele osób, ona przemierzała wiele miejsc. Obrazy, odczucia zlewały się w jedno, a ona nie była w stanie uchwycić żadnej twarzy, żadnego zdarzenia. Dopóki jej ciało nie uderzyło o fotel. Bujany fotel mocno się przechylił. Tłumiąc krzyk, zastygła. Poczuła jak gorąca herbata wsiąka w jej skórę. Syczy i szarpie się na siedzeniu. Spostrzega, że pomiędzy palcami jest uszko filiżanki, a nie Przedmiot. Z paniką unosi wzrok na siedzącego naprzeciw mężczyznę. Uspokaja się i uśmiecha z ulgą, patrząc na niego.
– Bałam się, że cię zgubiłam.
– Słucham?
– Nic takiego.
– Oblałaś się herbatą.
– Och. Pójdę się przebrać.
Mężczyzna podążył wzrokiem za niewysoką postacią w pluszowych kapciuszkach. Uśmiechnąwszy się, wstał z kanapy i podszedł do połowicznie zasłoniętej witryny. Po chwili odwrócił się i spojrzał na drzwi, za którymi niedawno zniknęła kobieta.
– Bałem się, że cię zgubiłem.
***
Tekst napisany kilka miesięcy temu. Nie wiedziałem do czego to przypisać, więc wcisnąłem tutaj. Mam nadzieję, że ktoś w ogóle ogarnie czym jest ta pleśń. Z góry przepraszam, jeśli kogoś obrzydziło, ale miało to w sumie tak zadziałać. Łączy się to w interpretacją symbolu pleśni. Czy tam alegorii, bo zawsze mi się mylą te dwa słowa.
Czy chciałbym być rozpoznawalny? Czy dlatego piszę? Chciałbym być rozpoznawalny, ale nie dlatego piszę. Gdyby tak było nie kryłbym się za fikuśnie brzmiącym imieniem, którego sam nie do końca umiem czytać. Chciałbym być rozpoznawalny jako Darcy d’Angouleme, jako autor, nie jako cielesna postać pełna niedoskonałości.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(14-04-2014, 12:20)darcydangouleme napisał(a): Łamiecie paznokcie na przeciwnościach losu, ścieracie zęby na wrogach,(bez przecinka) i upadacie.

Pozwalacie pleśni rozrastać się. (Nie zostawiamy "się" na końcu zdania)

Wystarczy wsłuchać się w ich rytm, (bez przecinka) wybijany butami o kamienną posadzkę.

Spójrzcie na ich twarze, (bez przecinka) znudzone życiem, jego rutyną.

Pleśń jest jej światem, tym (przecinek)co jest w jej życiu osobiste i pewne.

Czymś (przecinek)co jest jej i tylko jej. Pleśń obejmowała jej wnętrzności, a ona czuła się chciana. Po raz pierwszy uczuła ulgę. Jakieś światło przebija się przez jej cienkie powieki.

Zwija się szczelniej(przecinek) rozniecając zapach zgnilizny.

Przedziwny przedmiot wydał się jej piękny. Uczuła pleśń u jej serca.

Ponownie go chwyciła, pleśń podeszła do jej gardzieli. Jej zamglone oczy patrzyły na gładki, błyszczący przedmiot.

Wstrząsają ją(nią) drgawki i konwulsje. (A czy to przypadkiem nie to samo?)

Spomiędzy popękanych, krwawiących ust wydobywa się szara, mazista pleśń. Jej wąska kibić jakby zapada się w sobie, wybrzusza się, a przez przełyk przechodzi pleśń i zgnilizna.

Uniosła się na kolana(przecinek) ściskając w pięści przedmiot.

Dopóki jej ciało nie uderzyło o fotel. Z impetem uderzyła o oparcie bujanego fotela, który przechylił się.(się przechylił)

Poczuła(przecinek) jak gorąca herbata wsiąka w jej skórę. Syczy i szarpie się na siedzeniu. Spostrzega, że pomiędzy jej palcami jest uszko filiżanki, a nie Przedmiot.

Z paniką unosi głowę na siedzącego naprzeciw mężczyznę.(Lepiej "podnosi wzrok" albo coś podobnego, bo "unoszenie głowy na kogoś" brzmi dziwnie)

Uspokaja się i uśmiecha(albo tu przecinek) z ulgą (albo tu przecinek)patrząc na niego.

Nie za bardzo wiem, z której strony ugryźć ten tekst. Według mnie znaczenie owego symbolu zginęło gdzieś pośród opisów, w każdym razie ja doświadczyłam czegoś takiego, gdy czytałam.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Bardzo dziękuję za wszystkie poprawki. Gdybym znał wasze adresy podsyłałbym tabliczki czekolady.
Tekst rzeczywiście jest bardzo ciężki, ale moim zdaniem zrozumiały. Jednak to jest z mojej perspektywy, bo ja wiem o co mi chodziło.
Podam tutaj moją interpretację (Boże, będę Gombrowiczem);
Pleśń to my, nasze jestestwo, którego się brzydzimy. Bo czy tak nie jest? Patrzysz w lustro i myślisz; Boże jaki jestem brzydki/głupi/gruby/bezbarwny! Myślimy o jakimś celu i z góry zakładamy porażkę.
Naszymi łzami z poczucia beznadziejności podlewamy pleśń, czyli samych siebie.
Czy bohaterka (nazwałem ją Wandą) zwymiotowała samą siebie? Tak!
Zwymiotowała samą siebie, ponieważ była już kimś innym, inna pleśń zaczęła zalegać w jej łonie. Bo pierwsza pleśń miała swoje jądro w mężczyźnie u końca opowiadania! A Wanda go spotkała! Więc pozbyła się siebie związanej z tym mężczyzną!
Jeśli miałbym mówić jeszcze jaśniej: Pleśń to jakaś przestarzała forma nas, którą porzucamy jak wąż skórę po dojściu do jakiegoś punktu kulminacyjnego. Po nim jesteśmy już kimś innym i dążymy do innego celu.
Teraz doszedłem do wniosku, że ten tekst jest naprawdę badziewny.
Czy chciałbym być rozpoznawalny? Czy dlatego piszę? Chciałbym być rozpoznawalny, ale nie dlatego piszę. Gdyby tak było nie kryłbym się za fikuśnie brzmiącym imieniem, którego sam nie do końca umiem czytać. Chciałbym być rozpoznawalny jako Darcy d’Angouleme, jako autor, nie jako cielesna postać pełna niedoskonałości.
Odpowiedz
#4
Nie jest badziewny. Jest intrygujący i dziwny. Ale jest bardzo głęboko w twojej głowie. Tak głęboko, że tylko ty sam możesz wiedzieć o co w nim chodzi. Ja przynajmniej, bez tego komentarza wyżej, doszłabym do całkiem innych wniosków. Moim zdaniem takie teksty powinny pozostać do swobodnej interpretacji. Powinny stać się takim alter ego każdego czytelnika osobno.
Podobają mi się opisy. Odnalazłam się w nich, nic mi nie umknęło.
Odpowiedz
#5
Dziękuję bardzo. Zgadzam się z tobą co do dobrowolnej interpretacji, tylko chciałem się jakoby wytłumaczyć z niego.
Czy chciałbym być rozpoznawalny? Czy dlatego piszę? Chciałbym być rozpoznawalny, ale nie dlatego piszę. Gdyby tak było nie kryłbym się za fikuśnie brzmiącym imieniem, którego sam nie do końca umiem czytać. Chciałbym być rozpoznawalny jako Darcy d’Angouleme, jako autor, nie jako cielesna postać pełna niedoskonałości.
Odpowiedz
#6
Szczerze mówiąc po przeczytaniu tytułu myślałem, że będę musiał przyszykować swój mózg na uderzenie bizzaro fiction . Okazało się, że jest inaczej. Opowiadanie chyba jest aż nazbyt wysycone opisami, przez co nie mogłem się w ogóle skupić na samym przekazie, bo moja wybujała wyobraźnia kazała mi kreować sobie obraz za obrazem. Tysiące różnych obrazów do tych samych słów. Przyznaje się bez bicia, że chyba nie zrozumiałem tego co chcesz przekazać, albo zrozumiałem w tak wielu wariantach, że nie mogę się zdecydować, który jest najodpowiedniejszy. Za mało klarowności, ale nie twierdze, że to jest złe. Opowiadanie jest intrygujące, ale trochę męczy.
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości