Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Mój smok
#1
Witam wszystkich.
Jest to moje pierwsze opowiadanie, które tutaj publikuję. Napisane po długiej, zbyt długiej przerwie. Wiem, że motyw oklepany, ale nie mogłam się powstrzymać.
Tekst trochę obszerny, ale nie dało się go podzielić.
Życzę miłego, mam nadzieję, czytania.

***

Promienie zachodzącego słońca sprawiały, że robiło się coraz chłodniej. Zmęczony zabawą Zure podbiegł do swojego pana i położył mu na kolanach kanciasty, pokryty czarną łuską łebek. Mężczyzna mimowolnie uśmiechnął się, czując na sobie jego ciężar. Podrapał smoka pod okiem. Nie miał pojęcia, skąd wie, jak ma się opiekować małym i co robić, a czego nie. Po prostu, kiedy spojrzał w jego złote ślepia – wiedział. Westchnął przeciągle, spoglądając na niewzruszoną niczym taflę wody. To miejsce było takie spokojne. On jednak czuł narastający niepokój. W jego kraju na smoki się polowało, a nie trzymało w charakterze zwierzątka towarzyszącego.
Musiał się stąd wydostać, tylko jak minąć granicę z małym smokiem? Zastanawiał się, czy nie powinien poczekać, aż ten podrośnie trochę. Wtedy on nie miałby problemu z podróżowaniem, a Zure większość drogi by przeleciał. Problem polegał na tym, że w takim wypadku gad z całą pewnością zostałby zauważony, a to mogło skończyć się jego śmiercią. Chyba nie przeżyłby takiej straty. Zagryzł wargi w zdenerwowaniu. Jak ma się dostać do Artionu? To jedyny znany mu kraj, w którym na smoki nie tyle nie polowano, co za zabicie takiego groziła śmierć w męczarniach. W Artionie były one bowiem uważane za zwierzęta święte, a ich opiekunów uznawano za wysłanników bogów.
Problem polegał na tym, że od Artionu dzieliło go królestwo Terran. Tam z kolei zabiliby jego smoka tylko po to, żeby pokroić go na części i sprzedać swoim czarownikom. Podobno za samo smocze serce można było kupić pięć wiosek. Innej drogi nie było.
– Nie martw się, mały – szepnął. – coś wymyślę – Powiedział, spoglądając na niego z troską.
Smok drgnął nieznacznie na dźwięk głosu swego pana. Lauran uśmiechnął się do niego i delikatnie podniósł. Gad przebudził się na moment, ale po chwili na powrót zamknął zaspane ślepia. Czuł się bezpiecznie w jego objęciach.
Było jeszcze Księstwo Zoan-Eru. Tam żyły smoki, tam też żyli ludzie, którzy tych smoków dosiadali. Tam byliby bezpieczni. Był tylko jeden problem, a tym problemem były Góry Zoan – naturalna granica pomiędzy ich państwami.
– Tutaj jesteś – usłyszał za sobą dobrze mu znany, kobiecy głos.
Zamarł w bezruchu. Jak mógł nie usłyszeć zbliżających się kroków? Jeżeli ona go zobaczy, to…
– Wszędzie cię szukałam. – Ruena stanęła przed nim, a kiedy zorientowała się, co ten trzyma w rękach, krzyknęła przerażona.
Cofnęła się o krok, przykładając obie dłonie do ust. Lauran zaklął w duchu. Dlaczego musiała pojawić się akurat teraz?
– Jesteś jeźdźcem – wyszeptała przerażona.
Właśnie tym słowem określano ludzi jego pokroju. Ludzi, którzy związali swoje życie i duszę ze smokiem.
Ruena wpatrywała się w niego dłuższą chwilę.
– To jest złe – powiedziała w końcu głosem drżącym ze strachu.
– Wcale nie – zaprzeczył, wstając.
Dziewczyna cofnęła się jeszcze bardziej, potknęła i upadła na ziemię. Podszedł do niej bliżej, nadal trzymając na rękach małego smoka.
– Zrozumiałabyś, gdybyś spojrzała mu w oczy.
– Nie chcę. – Szybko zaprzeczyła ruchem głowy zaciskając powieki.
Nie wiedział, co ma jej powiedzieć. Jeszcze kilka dni temu prawdopodobnie zareagowałby tak, jak ona.
– One nie są złe – próbował jej wytłumaczyć.
Poczuł, jak Zure zaciska mu łapki na przedramieniu, chyba się obudził. Przykucnął i postawił go na trawie. Malec – ku zdziwieniu swojego pana – podreptał energicznie w stronę Rueny, która krzyknęła przeraźliwie, gdy tylko ten się do niej zbliżył. Lauran skrzywił się lekko, zakrywając uszy. Jego smok natomiast rozłożył skrzydła i zamachał nimi.
Ruena rozpłakała się. Tak po prawdzie, to się jej nawet nie dziwił. Całe życie Zakon próbował wmówić im, że smoki to krwiożercze bestie, które należy tępić za wszelką cenę – nawet własnego życia – a ludzie, którzy mają z nimi jakiekolwiek powiązania, winni być paleni na stosach. Ponownie zagryzł wargi, tym razem do krwi. W tej samej chwili Zure wydał z siebie ryk, a raczej coś, co tylko w zamyśle jego twórcy miało nim być. Brzmiało to bardziej jak skrzypienie starych, zardzewiałych drzwi opuszczonego młyna.
Smok podbiegł do swojego pana tak szybko, jak potrafił, potykając się po drodze dwukrotnie. Stanął na tylnych łapach przed Lauranem, który nadal siedział w kucki. Jedną łapkę oparł o jego pierś, a drugą o twarz. Przyłożył mordkę do miejsca, w które ten się ugryzł i zawył cichutko.
Lauran wpatrywał się w smoka zdziwiony. Czyżby Zure uznał, że stała mu się krzywda? Może wystraszył go zapach jego krwi?
– Już dobrze. – Wyszeptał, całując malca w czubek trójkątnego łebka. – Nie boli – zapewnił.
Następnie spojrzał na Ruenę, dziewczyna nie ruszyła się z miejsca, podobnie jak jego smok, którego chyba nie usatysfakcjonowała usłyszana odpowiedź i ani myślał choćby drgnąć.
– To jest złe – powtórzyła łamiącym się głosem.
Pokręcił głową. Jak ma jej to wytłumaczyć tak, żeby zrozumiała? To zdumiewające ile może się zmienić od jednego spojrzenia w smocze ślepia. Cały jego świat wywrócił się do góry nogami. Wątpił jednak, aby w jej przypadku to wystarczyło.
Smok obejrzał się za siebie. Znów rozłożył skrzydła. Nagle Lauran wpadł na pewien pomysł.
– Chodź tu. – Wyciągnął rękę do Rueny, ta jednak pokręciła przecząco głową. – No chodź, on nie zrobi ci krzywdy – zapewnił. – Proszę, zaufaj mi – dodał.
Musiał znaleźć sposób, żeby ją do siebie przekonać.
– Zure, złaź – powiedział, odpychając go delikatnie.
Smok cofnął się, spojrzał na swojego pana jakoś tak... dziwnie. Lauran niewiele widział, bo słońce było coraz niżej, ale coś mu się nie podobało w spojrzeniu, jakim obdarzył go Zure. Nagle gad odwrócił się i ruszył przed siebie. Mężczyzna popatrzył zdezorientowany najpierw na swojego smoka, potem na Ruenę i znów na smoka. Po chwili rzucił się, by łapać uciekające powoli, bo łapka za łapką, zwierzątko. Właściwie ograniczyło się to do tego, że wyciągnął rękę i chwycił go za ogon, po czym przyciągnął do siebie. Malec zarył pazurami w ziemi.
– A ty gdzie? – zapytał zdenerwowany całą sytuacją.
Smok jeszcze raz spojrzał na swojego pana, a potem skulił się, przywierając do ziemi. W przeciwieństwie do Laurana, gad doskonale widział w ciemnościach. Zobaczył w oczach swojego właściciela gniew. Jego pan był zły, smok nie rozumiał dlaczego. Przecież nic złego nie zrobił. Chciał poruszyć ogonem, ale ten nadal tkwił w uścisku mężczyzny, któremu postanowił zaufać.
Lauran denerwował się coraz bardziej. Nie bardzo wiedział, co ma robić. Ruena się go boi, a Zure próbuje mu gdzieś spieprzyć. No, pięknie. Znów zagryzł wargi, ale nagle przypomniał sobie, że to denerwuje jego smoka, więc przestał. Wziął głębszy oddech, chwycił malca jedną dłonią i podniósł przyciskając do piersi. Zdezorientowany gad chwycił się go kurczowo, niechcący wbijając mu pazurki w rękę. Lauran poczuł lekkie ukłucia. Zbliżył się do Rueny, która nie miała już gdzie uciekać.
– Już dobrze – zapewnił. – Nie bój się go – powiedział.
– Aa… a… ale to jest smok – wyjąkała.
– Wiesz – zaczął – zauważyłem. – Posadził jej malca na brzuchu.
Podejrzewał, że to nie jest najmądrzejszy pomysł, ale innego nie miał.
Ruena zamarła w bezruchu, Zure też. Ruena z przerażenia, a Zure, bo nie wiedział, co się dzieje. Po chwili poruszył się niespokojnie i spojrzał na swojego pana. Czy on go właśnie oddał tej kobiecie? Smok nie bardzo wiedział, co powinien zrobić. Zaczął iść w stronę Laurana, usłyszał jego śmiech, a potem poczuł, jak ten podnosi go i przytula do siebie. Znowu był w jego ramionach, chciał w nich zostać. Cieszył się. Najwidoczniej jego pan wcale nie chciał go oddać.
– Widzisz? – Lauran zwrócił się do siedzącej przed nim dziewczyny. – Nic ci nie zrobił.
Ruena nadal patrzyła na niego ze strachem, ale jakby trochę mniejszym. Nie mogła uwierzyć, że nic się jej nie stało. Dotykała smoka i nadal żyje, to chyba sen. Mimo wszystko miała nadzieję, że się z niego obudzi.
Lauran usiadł.
– Słuchaj – zaczął. – Nikt nie może się dowiedzieć.
– Nikomu nie powiem – zapewniła szybko, zaskakując zarówno siebie, jak i jego.
Takiej odpowiedzi się nie spodziewał. Nie tak od razu. Uwierzył jej jednak, chciał jej wierzyć. Uśmiechnął się.
– Hej, słyszałeś? – zwrócił się do smoka. – Nasza mała tajemnica jest bezpieczna.
Zure wysunął pyszczek do góry i polizał go rozwidlonym językiem po twarzy. On też wierzył tej kobiecie – smok wyczuje kłamstwo, nawet jeśli jest młody. Lauran odruchowo odsunął smoka na wyciągnięcie dłoni. To, co malec mu zrobił, łaskotało.
Uskrzydlony gad wystraszył się, że znowu rozgniewał swojego pana, ale dźwięczny śmiech mężczyzny uspokoił go. Lauran chyba to lubił, bo głaskał go teraz po grzbiecie.
– Chodź – powiedział do Rueny.
Wziął jej rękę i położył na ciele smoka.
– To chyba nie jest dobry pomysł – wyszeptała, chcąc jak najszybciej cofnąć dłoń.
– Myślisz? – zapytał chyba tylko dla zasady.
Wymruczała coś niezrozumiałego w odpowiedzi. Uznał to za dobry znak. Siedzieli w ciszy. Słońce już zaszło i teraz na niebie powoli pojawiały się gwiazdy i księżyc. Nagły wiatr potargał włosy Rueny. Zdenerwowana zaczęła szybko układać je z powrotem. Uznał to za bardzo zabawne. Zure obejrzał się, chcąc sprawdzić, dlaczego jego pan się śmieje.
– Czegoś nie rozumiem – zaczęła.
– Czego? – zapytał, uspokajając się momentalnie.
Spojrzała na niego, nie bardzo wiedziała jak zacząć.
– Jak możesz opiekować się smokiem, skoro jeden z nich zniszczył twoją wioskę? – Zure poruszył się niespokojnie, słysząc te słowa. – Mój wuj był kiedyś w Alder, przejeżdżał tamtędy razem z innymi kupcami w drodze do Sunamon. To było jeszcze zanim ludzie zaczęli bać się tego miejsca. Może miesiąc po... po… no, wiesz przecież. – Zrobiła krótką pauzę.– Powiedział, że zostały tylko zgliszcza. Wszystko było spalone, nie został kamień na kamieniu. Ci, co przeżyli masakrę, mówią, że…
– Kłamią – warknął.
– Lauran. – Wyciągnęła rękę, ale on nie pozwolił się dotknąć.
– Byłem tam, zapomniałaś? Ktoś musiał przeżyć, żeby móc opowiedzieć, jak smocza bestia zniszczyła ich domy, rodziny. Jak ten potwór zabił im żony, matki córki; że musieli patrzeć, jak ich bliscy są pożerani żywcem. – Ruena odwróciła wzrok.
Zure zamachał ogonem ze zdenerwowania. To niemożliwe – pomyślał gad. Żaden smok nie zdobyłby się na takie okrucieństwo. Jego pan w to wierzy? Gad podniósł się niezdarnie i oparł o tors mężczyzny, zaciskając łapki na jego koszuli. Wpatrywał się wyczekująco w twarz swojego pana. Znów zamachał ogonem.
– Tylko wiesz co? – Lauran kontynuował, kompletnie ignorując zachowanie Zurego. – Tam żadnego smoka nie było! – Teraz już krzyczał. – Każdego, kto twierdził, że jest inaczej, wieszano!
– Jak to wieszano? – przerwała mu. – Kto wieszał?
Zapadła cisza, Lauran wyraźnie nie chciał odpowiedzieć. Oddychał głęboko, przeklinając w myślach swoją głupotę. Powiedział za dużo.
– Lauran – Ruena pochyliła się nad nim – kto wieszał?
Znowu zagryzł wargi.
– Zakon – powiedział w końcu.
Nie.
– Nie – szepnęła Ruena. – Niemożliwe. – Patrzyła na niego ze strachem jeszcze większym niż wtedy, gdy zobaczyła w jego ramionach smoka.
– To Zakon spalił moją wioskę – powiedział.
– Czy ty wiesz, co ty mówisz? – Odruchowo obejrzała się za siebie. – Może… może po prostu go nie zauważyłeś – zasugerowała.
Lauran jęknął.
– Jak mógłbym nie zauważyć smoka? Toć one są wielkie.
Ruena nie wiedziała, co powiedzieć. Zure rozłożył skrzydła, chciał objąć nimi swojego pana, ale był za mały.
– No, dobra – zaczęła ostrożnie, chcąc to sobie jakoś poukładać. – Nawet, jeżeli nie było tam żadnego smoka – przerwała na chwilę – to nie uwierzę, że wioskę spalił Zakon! Musiałeś się pomylić – oświadczyła. – Przecież to właśnie ludzie Zakonu przyprowadzili rannych. Gdyby w porę nie opatrzyli ci ręki, zostałbyś kaleką.
Lauran zmełł w ustach przekleństwo. To oczywiste, że mu nie wierzy. W końcu Zakon zrobił dla nich tyle dobrego. Rzygać mu się chciało, jak tylko o nim myślał. Zastanawiał się, jak ma teraz wybrnąć z tej sytuacji.
– Dobra, niech ci będzie – przyznał zrezygnowany. – To nie był Zakon. – Innej odpowiedzi Ruena nie zaakceptuje. – Miałem gorączkę, bo rana nie chciała się goić i coś mi się przywidziało; ale smoka na pewno nie było.
Ruena patrzyła na niego długo, jakaś jej część wierzyła mu. No bo niby, dlaczego gad spalił tylko jedną wioskę? Przyleciał, poniszczył trochę, a potem odleciał z powrotem? Nikt w tamtym czasie nie upolował w okolicach żadnego smoka, bo do dzisiaj by ten dzień co roku świętowali. W połączeniu z jego wyjaśnieniami nabierało to sensu, ale stwierdzenie, że to Zakon stał za zniszczeniem wioski, było już całkowicie absurdalne. Wiedziała, że on w to wierzy, w pewnym sensie nawet go rozumiała. Jeżeli rzeczywiście nie było żadnego smoka, to musiał znaleźć kogoś, kogo mógłby obwiniać. Przyznał jej rację tylko po to, żeby się z nią nie kłócić.
Niezręczna cisza pomiędzy nimi przedłużała się, w końcu jednak Ruena zdobyła się na odwagę i przytuliła do Laurana, który cały czas trzymał na rękach smoka.
– Wierzę ci – szepnęła.
Co innego mogła mu powiedzieć?
Zure drgnął.
To nieprawda – przekazał wiadomość swojemu panu.
Wiem – odpowiedział mu w myślach.
Oczywiście Lauran wiedział, że to nie prawda. Tak jednak było dla nich obojga lepiej, tak było bezpiecznie. Objął ramieniem swoją żonę, która w tej chwili prawdopodobnie przeklinała swój los. Zure czuł się trochę dziwnie pomiędzy nimi. Nie rozumiał. Zaczął się wiercić. Lauran zaczął się śmiać. Ruena zmieniła pozycję, dając smokowi wolną przestrzeń. Pocałowała swojego mężczyznę. Nie miała innego wyboru. Musiała go zaakceptować. Lauran oddał pocałunek.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat:Mężczyzna mimowolnie uśmiechnął się (przecinek) czując na sobie jego ciężar.

Westchnął przeciągle (przecinek) spoglądając na niewzruszoną niczym taflę wody.

Zastanawiał się, czy nie powinien poczekać, aż ten podrośnie trochę (zmieniłbym szyk "trochę podrośnie").

Tylko, (bez tego przecinka) że gdyby Zure większość drogi przeleciał, niechybnie zostałby zauważony, a gdyby został zauważony, ktoś zaraz próbowałby go zabić, a utraty zwierzątka, (bez tego przecinka) chyba by nie przeżył.

To jedyny znany mu kraj, w którym na smoki nie tyle nie polowano, co za zbicie (nie błąd, ale nie chodziło czasem o "zabicie"?) takiego groziła śmierć w męczarniach.

Problem polegał na tym, że od Artionu dzieliło go królestwo Terran. Tam z kolei zabiliby jego smoka, (bez tego przecinka) tylko po to, żeby pokroić go na części i sprzedać swoim czarownikom. Podobno za samo smocze serce, (bez tego przecinka) można było kupić pięć wiosek.

– Nie martw się(przecinek) mały – szepnął – coś wymyślę – powiedział(przecinek) spoglądając na niego z troską.

Smok poruszył się niespokojnie, ale zaraz się spokoił. (nie jestem pewien, ale to chyba jest powtórzenie :D)

– Wszędzie cię szukałam(kropka) – Ruena stanęła do niego twarzą, a kiedy zorientowała się, co ten trzyma w rękach, krzyknęła przerażona.

Malec – ku zdziwieniu swojego pana – podreptał energicznie w stronę Rueny, która krzyknęła przeraźliwie, jak (gdy) tylko ten się do niej zbliżył.

Lauran skrzywił się lekko(przecinek) zakrywając uszy.

– Już dobrze – wyszeptał(przecinek) całując go w czubek trójkątnego łebka – nie boli – zapewnił.

Następnie spojrzał na Ruenę, która nie ruszyła się z miejsca, podobnie jak jego smok, którego chyba nie usatysfakcjonowała usłyszana odpowiedź i ani myślał chodźmy (choćby) drgnąć.

– Chodź tu(kropka) – Wyciągnął rękę do Rueny, ta jednak pokręciła przecząco głową(kropka) – No chodź, on nie zrobi ci krzywdy – zapewnił(kropka)proszę(dużą literą), zaufaj mi – dodał.

Smok cofnął się, spojrzał na swojego pana jakoś tak – (nie jestem pewien, czy to jest błąd z tym myślnikiem, ale jeśli tak, to proponuję wielokropek) dziwnie.

Właściwie ograniczyło się to do tego, że wyciągnął rękę i chwycił go za ogon, po czym przyciągnął do siebie.

– A ty gdzie? – Zapytał (małą literą) zdenerwowany całą sytuacją.

Smok jeszcze raz spojrzał na swojego pana, a potem skulił się(przecinek) przywierając do ziemi.

Ruena się go boi (czas), a Zure próbuje (czas) mu gdzieś spieprzyć.

– Wiesz – zaczął – zauważyłem(kropka) – Posadził jej malca na brzuchu.

Znowu był w ramionach swojego pana, chciał tu zostać. Cieszył się. Najwidoczniej jego pan wcale nie chciał go oddać.

– Widzisz? – Lauran zwrócił się do siedzącej przed nim dziewczyny(kropka)nic (dużą literą) ci nie zrobił.

Ruena nadal patrzyła na niego ze strachem, ale jakby z (wg mnie zbędne) trochę mniejszym.

– Nikomu nie powiem – zapewniła szybko(przecinek) zaskakując zarówno siebie, jak i jego.

– Hey, słyszałeś? – zwrócił się do smoka(kropka)nasza (dużą literą) mała tajemnica jest bezpieczna.

On też wierzył tej kobiecie – smok wyczuje kłamstwo, nawet jak (gdy, jeśli, itp.) jest młody.

– To chyba nie jest dobry pomysł – wyszeptała(przecinek) chcąc jak najszybciej cofnąć dłoń.

– Jak możesz opiekować się smokiem, skoro jeden z nich zniszczył twoją wioskę? – Zure poruszył się niespokojnie(przecinek) słysząc te słowa(kropka) – Mój wuj był kiedyś w Alder, przejeżdżał tamtędy razem z innymi kupcami w drodze do Sunamon. To było jeszcze zanim ludzie zaczęli bać się tego miejsca. Może miesiąc po... po… no, wiesz przecież(kropka)zrobiła (dużą literą) krótką pauzę(kropka) – Powiedział, że zostały tylko zgliszcza. Wszystko było spalone, nie został kamień na kamieniu. Ci, co przeżyli masakrę mówią, że…

– Lauran(kropka)wyciągnęła (dużą litera) rękę, ale on nie pozwolił się dotknąć.

– Byłem tam, zapomniałaś? Ktoś musiał przeżyć, żeby móc opowiedzieć, jak smocza bestia zniszczyła ich domy, rodziny. Jak ten potwór zabił im żony, matki córki; że musieli patrzeć jak ich bliscy są pożerani żywcem(kropka) – Ruena odwróciła wzrok.

– Tylko wiesz, co? – Lauran kontynuował, kompletnie ignorując zachowanie Zury(kropka; mam obiekcje co do odmiany tego imienia) – Tam żadnego smoka, kurwa, nie było! – Teraz już krzyczał(kropka) – Każdego, kto twierdził, że jest inaczej, wieszano!

– Jak to wieszano? – przerwała mu(kropka) – Kto wieszał?

Oddychał głęboko(przecinek) przeklinając w myślach swoją głupotę.

– Lauran – Ruena pochyliła się nad nim – Kto (jeśli wtrącenie bez kropki, to ten wyraz małą literą, wtrącenie traktujemy wtedy jak przecinek) wieszał?

– Nie – szepnęła Ruena(kropka) – Niemożliwe(kropka) – Patrzyła na niego ze strachem, jeszcze większym niż wtedy, gdy zobaczyła w jego ramionach smoka.

– Czy ty wiesz, co ty mówisz? – odruchowo (wielką literą) obejrzała się za siebie(kropka)może… (Wielką literą) może po prostu go nie zauważyłeś – zasugerowała.

– No, dobra – zaczęła ostrożnie(przecinek) chcąc to sobie jakoś poukładać(kropka)nawet, (wielką literą, chyba bez przecinka) jeżeli nie było tam żadnego smoka – przerwała na chwilę – to nie uwierzę, że wioskę spalił Zakon! Musiałeś się pomylić – oświadczyła(kropka) – Przecież to właśnie ludzie Zakonu przyprowadzili rannych. Gdyby w porę nie opatrzyli Ci (małą literą; to nie list) ręki, zostałbyś kaleką.

Lauran zmęł (zmełł) w ustach przekleństwo.

– Dobra, niech ci będzie – przyznał zrezygnowany(kropka) – To nie był Zakon(kropka) – Innej odpowiedzi Ruena nie zaakceptuje(kropka) – Miałem gorączkę, bo rana nie chciała się goić i coś mi się przywidziało; ale smoka na pewno nie było.

Przyleciał(przecinek) poniszczył trochę, a potem odleciał z powrotem?

Nikt w tamtym czasie, (zbędny) nie upolował w okolicach żadnego smoka, bo do dzisiaj by ten dzień, (zbędny) co roku świętowali.

Przyznał jej rację, (zbędny) tylko po to, żeby się z nią nie kłócić.

Mam nadzieję, że to tylko wstęp, że nie jest to koniec historii :> Błędy te, które umiałem, zaznaczyłem, choć może lepiej poczekać na fachową opinię sprawdzających. Masz małe problemy z zapisem dialogów, zwłaszcza wtrąceń narratora. Historia na razie nie porywa, ale jakaś nutka tajemnicy się wdarła, a to wystarczyło, bym czekał na więcej ^^. Kto tak naprawdę spalił wioskę? Dlaczego Lauran tak szybko zrezygnował ze swojego oskarżenia? Bał się żony? Kim ona jest? No i ten smok – skąd go miał, co z nim będzie, uda im się przekroczyć granicę?

Pytań pozostawiłaś wiele, technicznie jest w miarę dobrze, choć według mnie zbyt mało opisów. :D
[url]http://sciencefantasia.blogspot.com[/url]
Opowiadania SF i Fantasy
O mnie
Opowiadania na forum:
Trzy warunki, Cztery godziny
Odpowiedz
#3
Cytat:Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, robiło się coraz chłodniej.

Mężczyzna mimowolnie uśmiechnął się(przecinek) czując na sobie jego ciężar.

Westchnął przeciągle(przecinek) spoglądając na niewzruszoną niczym taflę wody.

...a Zure większość drogi by przeleciał. Tylko, że gdyby Zure większość drogi przeleciał,

ktoś zaraz próbowałby go zabić, a utraty zwierzątka,(raczej bez przecinka) chyba by nie przeżył.

– Nie martw się(przecinek) mały – szepnął(kropka) – (z wielkiej)coś wymyślę – powiedział(przecinek) spoglądając na niego z troską.

Smok poruszył się niespokojnie, ale zaraz się uspokoił. Lauran uśmiechnął się do niego i delikatnie podniósł. Gad przebudził się na moment, ale po chwili na powrót zamknął zaspane ślepia. Czuł się bezpiecznie w objęciach swojego pana.

Jeżeli ona go zobaczy(przecinek) to…

– Wszędzie cię szukałam(kropka)Ruena stanęła do niego twarzą(dziwnie brzmi i raczej nie poprawnie), a kiedy zorientowała się, co ten trzyma w rękach, krzyknęła przerażona.

Tak w jego kraju mówiono na ludzi takich jak on.(słabo brzmi, może np. "W kraju Laurana tak właśnie mówiono na ludzi jego pokroju" lub cuś innego)

– Wcale nie – zaprzeczył(przecinek) wstając.

Dziewczyna cofnęła się jeszcze bardziej, potknęła się i upadła na ziemię.

– Nie chcę(kropka)(z wielkiej)szybko zaprzeczyła ruchem głowy(przecinek) zaciskając powieki.

Poczuł(przecinek) jak Zure zaciska mu łapki na przedramieniu, chyba się obudził.

Lauran skrzywił się lekko(przecienk) zakrywając uszy.

...że smoki to krwiożercze bestie, które należy tępić za wszelką cenę.(dałabym myślnik i z małej) Nawet własnego życia,(a tu kropkę i dalej z wielkiej) a ludzie, którzy mają z nimi jakiekolwiek powiązania, winni być paleni na stosach.

– Już dobrze – wyszeptał(przecinek) całując go w czubek trójkątnego łebka(kropka, potem z wielkiej litery) – nie boli – zapewnił.
– Wiesz – zaczął – zauważyłem(kropka) – Posadził jej malca na brzuchu.

Ruena zamarła w bezruchu, Zure też. Ruena z przerażenia, a Zure, bo nie wiedział(przecinek) co się dzieje.

Zaczął iść w stronę Laurana, usłyszał jego śmiech, a potem poczuł(przecinek) jak ten podnosi go i przytula do siebie.

– Słuchaj – zaczął(kropka, potem z wielkiej) – nikt nie może się dowiedzieć.

– Nikomu nie powiem – zapewniła szybko(przecinek) zaskakując zarówno siebie, jak i jego.

Hey(Hej), słyszałeś? – zwrócił się do smoka(kropka, potem z wielkiej) – nasza mała tajemnica jest bezpieczna.

Zure wysunął pyszczek do góry i polizał go rozwidlonym językiem po twarzy.(polizał pyszczek językiem po twarzy?)

– To chyba nie jest dobry pomysł – wyszeptała(przecinek) chcąc jak najszybciej cofnąć dłoń.

Zure obejrzał się(przecinek) chcąc sprawdzić, dlaczego jego pan się śmieje.

– Czego? – zapytał(przecinek) uspokajając się momentalnie.

Spojrzała na niego, nie bardzo wiedziała(przecinek?) jak zacząć.

– Zure poruszył się niespokojnie(przecinek) słysząc te słowa(kropka) – Mój wuj był kiedyś w Alder, przejeżdżał tamtędy razem z innymi kupcami w drodze do Sunamon.

Może miesiąc po... po… no, wiesz przecież – zrobiła krótką pauzę(kropka) – Powiedział, że zostały tylko zgliszcza.

To niemożliwe – pomyślał.(kto to pomyślał?) Żaden smok nie zdobyłby się na takie okrucieństwo. Jego pan w to wierzy? Gad podniósł się niezdarnie i oparł o tors mężczyzny(przecinek) zaciskając łapki na jego koszuli.

Lauran kontynuował, kompletnie ignorując zachowanie Zury(kropka) – Tam żadnego smoka, kurwa, nie było! – Teraz już krzyczał(kropka) – Każdego, kto twierdził, że jest inaczej, wieszano!
– Jak to wieszano? – przerwała mu(kropka) – Kto wieszał?

– Nie – szepnęła Ruena(kropka) – Niemożliwe(kropka) – Patrzyła na niego ze strachem, jeszcze większym niż wtedy, gdy zobaczyła w jego ramionach smoka.

– Czy ty wiesz, co ty mówisz? –(z wielkiej litery) odruchowo obejrzała się za siebie(kropka, potem z wielkiej) – może… może po prostu go nie zauważyłeś – zasugerowała.

– No, dobra – zaczęła ostrożnie(przecinek) chcąc to sobie jakoś poukładać(kropka, potem z wielkiej) – nawet, jeżeli nie było tam żadnego smoka – przerwała na chwilę – to nie uwierzę, że wioskę spalił Zakon! Musiałeś się pomylić – oświadczyła(kropka) – Przecież to właśnie ludzie Zakonu przyprowadzili rannych.

Lauran zmęł(nie ma takiego słowa) w ustach przekleństwo.

– Dobra, niech ci będzie – przyznał zrezygnowany(kropka) – To nie był Zakon(kropka) – Innej odpowiedzi Ruena nie zaakceptuje(kropka) – Miałem gorączkę, bo rana nie chciała się goić i coś mi się przywidziało; ale smoka na pewno nie było.

Nikt w tamtym czasie,(zbędny przecinek) nie upolował w okolicach żadnego smoka, bo do dzisiaj by ten dzień, co roku świętowali.

Zaczął się wiercić. Lauran zaczął się śmiać.

Spooro błędów, sporo. Głównie przy zapisie dialogów (mamy na forum poradniki dotyczące poprawności tekstu). Przez takie byki trudno było mi skupić się na fabule, więc musisz nad tym popracować. Jak na razie początek historii jest całkiem ciekawy, więc nie pozostaje mi nic innego niż czekać na więcej ^^
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
Odpowiedz
#4
No... wioskę spalił Zakon. Myślałam, że było to wystarczająco wyraźnie podkreślone. Widać z tym też mam problem. Nie powiedziałam, że oni tego nie zrobili, tylko że ona mu w to nie uwierzyła.
Dlaczego on tak szybko zrezygnował z oskarżenia, to myślę, że się wyjaśni, bo nie dało się w pierwszym rozdziale tak dokładnie wytłumaczyć czym właściwie jest Zakon (albo inaczej: nie umiałam tego zrobić), ale mam nadzieję, że w następnych rozdziałach uda mi się przybliżyć czytelnikowi sytuację.
Na pozostałe pytania na razie nie odpowiem.
Wiem, że mało opisów, postaram się żeby było ich więcej. Ostrzegam tylko, że wychodzą mi słabo, ale mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni.
Dziękuję za komentarz i za sprawdzenie. Lecę poprawiać błędy.
P.S. Oczywiście że będzie kontynuacja xd
Odpowiedz
#5
Jeśli chodzi o kwestie, powiedziałbym, techniczne to wszystko spoko. Ortografia, interpunkcja, dialogi. Sama historia jednak trochę bezpłciowa, do dopracowania. Zaczynasz trochę baśniowo, potem rzucasz przekleństwem jak u Sapkowskiego, nie pasuje mi ta "kurwa" w tej opowieści. Oczywiście moim zdaniem.
No i dlaczego nie można uciec do Księstwa Zoan-Eru? Bo góry?
Odpowiedz
#6
Potwierdzam, że mamy ze sobą dużo wspólnego – kolejny raz – opisy:) Też mam z nimi problem:)
Trochę powtórzeń, ale ogólne błędy zostawię sprawdzającym – ale tego "nie prawda" to nie wybaczę!:) Z interpunkcją też mam problem, to tu też się nie czepiam...:)
Ale to przekleństwo...tfu, tfu, tfu... no nie pasuje...
Sama historia – moja pierwsza myśl: "jak upolować smoka" albo Hagrid z HP.
Druga myśl – smoki? Czemu smoki? A może Sm00k?:D:D (taki tam joke)
Mnie się podoba – chciałabym wiedzieć jak dokładnie wygląda Lauran – lubię czytając wyobrażać sobie daną scenę, a póki co smok zajął całą moją głowę:)
Naturalnie czekam na ciąg dalszy.
Kiedy?:>
Gdyby przyjaciele mieli czyste zamiary
świat byłby piękniejszy,
a zbrodnia stałaby się mitem...

Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Trice
Dzięki za poprawki, właśnie skończyłam nanosić. Czytałam poradniki, ale coś chyba poszło nie tak xd.
Mam nadzieję, że następnym razem błędów będzie mniej. Chociaż tych wszystkich się to nawet nie próbowałam wywalać. Nie zrozum mnie źle, po pierwsze: nie wiem jak, po drugie: nigdy nie uważałam tego powtórzenia za błąd. Następnym razem postaram się, żeby było ich mniej, aczkolwiek na cuda proszę nie liczyć.

Muder
Dziękuję za komentarz. Informacja o Księstwie Zoan-Eru została dopisana do fragmentu dosyć późno. Trzeba było je tam jakoś wcisnąć, ale tak, żeby nie zmieniać za bardzo poprzednich opisów. Wyszło trochę kulawo – wiem.
Zoan-Eru to jak zauważyłeś jedyna słuszna opcja. Pytałeś, czy nie może tam uciec z powodu gór. Odpowiedź brzmi: Tak.

Sm00k
Wiedziałam, że się będziecie tego przekleństwa czepiać, ale nie zamierzam go usuwać. Absolutnym mistrzem we wstawianiu przekleństw jest
Carlos Ruiz Zafon. On to robi tak... naturalnie. One tam, o dziwo, PASUJĄ. Ale nie wiem jak on to robi, nie pytaj.
W każdym razie dzięki za komentarz.
Odpowiedz
#8
Jednemu pasują, innemu nie. Nie czytałem Zafona, ale w Twoim tekście to przekleństwo kole w oczy. Raz, że tekst jest dosyć spokojny i ma raczej klimat właśnie baśniowy, niż ciemnego, rynsztokowego fantasy, a dwa – sam Laurant wydaje się spokojny, w dodatku Ruena to jego żona :D
[url]http://sciencefantasia.blogspot.com[/url]
Opowiadania SF i Fantasy
O mnie
Opowiadania na forum:
Trzy warunki, Cztery godziny
Odpowiedz
#9
Tylko, że klimat wcale nie miał być baśniowy...
Chociaż, jak wywalę to przekleństwo, to ładniej będzie widać kontrast... ok, przemyślę to jeszcze xd
Odpowiedz
#10
No ale co z tymi górami? Nie ma przełęczy? Nie ma traktów handlowych? Kraj Laurana nie utrzymuje żadnych kontaktów handlowych czy politycznych z Księstwem? To skąd Lauran wie, że taki kraj istnieje?
A może na przełęczach zalęgły się orki? A może Księstwo jest w stanie wojny z krajem Laurana?
Lauranowi i jego pupilowi grozi śmierć (być może bolesna i okrutna) ze strony Zakonu. Co gorszego może się stać w tych górach? Ja na jego miejscu bym poszedł.

Brakuje mi zdania wyjaśnienia co z tymi górami nie tak. Wiem, że się czepiam, ale takie szczegóły czasem psują radość z czytania. Przecież gdyby góry były nie do przejścia, to Słowianie nigdy nie osiedliliby się w Czechach albo na Słowacji, a Frodo nigdy nie dostałby się do Mordoru.

Ja chciałbym się dowiedzieć kim Lauran był przed poznaniem smoka, kim dla niego jest Ruena i dlaczego Zakon tak nienawidzi smoków. Dlatego czekam na kolejne części ;)
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości