Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Horror Wywiad
#1
Mam nadzieję, że dobry dział – jeśli jednak nie, to proszę o przeniesienie.

Tekst ten powstał cztery lata temu na potrzeby konkursu literackiego "z dreszczykiem" – o dziwo wygrał, choć po tych minionych latach jakoś tego dreszczyku mi brak;)

Mimo to podzielę się nim z Wami, bo zżera mnie ciekawość jak zostanie przyjęty mój styl pisania.

Enjoy!


Gdy trafiła mi się ta okazja, byłem wniebowzięty. Wreszcie dobry wywiad, genialny materiał, a przede wszystkim temat, którego nikt nigdy nie miał. Wielka szansa – można by rzec.
Nie przejąłem się nawet, gdy powiedziano mi, z kim będę rozmawiać. „Bzdura” – pomyślałem. Nawet teraz, ubierając się w luźną koszulę w paski i jeansowe spodnie, było mi to obojętne. Uśmiechając się do swojego odbicia ruszyłem pod wskazany adres.
Posiadłość znajdowała się daleko za miastem, ale to mnie nie zraziło. Taksówkarz patrzył na mnie raz po raz, jakby chciał coś powiedzieć, ale mimo to milczał. Ja przyglądałem się ciemnym chmurom nadciągających zewsząd nad wielki dom.
Willa niczym nie przypominała tych z horrorów o wampirach, które tak często oglądałem. Była całkiem ładna, bez żadnych wieżyczek, w dość ciemnym kolorze. Miała dwa piętra, a okna były pozasłaniane.
Kierowca zostawił mnie na tym pustkowiu i odjechał z piskiem opon. Obejrzałem się na niego, zastanawiając się, jak do licha wrócę do domu. Wtedy drzwi zaskrzypiały i otworzyły się powoli. Nie jestem jednak naiwny i wiem, że to Veronique je pchnęła.
Ruszyłem pewnym krokiem przed siebie. Przemierzyłem szybko schodki i imitację ganku, po czym wkroczyłem do domu – co najprawdopodobniej było totalną głupotą – wchodzić do domu wampira jak do swojego własnego.
Na wielkim krześle w salonie – poznałem po kominku, że to w tym pomieszczeniu się znalazłem – siedziała drobna brunetka. Przyglądała mi się uważnie i zaprosiła gestem do stołu.
Usiadłem, wyjmując dyktafon. Kobieta skrzywiła się, więc zrozumiałem, że preferuje staroświecką metodę. Zatem sięgnąłem po notes i długopis, które z doświadczenia noszę przy sobie.
Dopiero teraz mogłem się jej przyjrzeć. Miała długie, ciemne włosy, związane z tyłu kokardką. Ubrana była w ciemną tunikę i spodnie dziwnie brudnej barwy.
– Więc… – zaczęła, a gdy się odezwała, przeszedł mnie zimny dreszcz. Jej głos mnie przeraził. Był cichy, niemal syczący, przyprawiający o ciarki. – Nie bój się, człowieku…
– Mam na imię… – chciałem się przedstawić, zły na siebie, że nie zrobiłem tego wcześniej, ale uniosła rękę.
– Nie chcę wiedzieć. Dla mnie jesteś tylko człowiekiem – odparła. Dłoń położyła na stole. Przyjrzałem się jej. Była strasznie blada. Gdybym nie wiedział kim jest wziąłbym ją za albinosa. Jej paznokcie też niczym nie przypominały tych u Mortishii Adams. – Zaczynaj.
– Tak… – zdenerwowałem się. – Nazywasz się Veronique…?
– Moje nazwisko też nie jest ważne. – Strasznie denerwowała mnie wchodzeniem mi w słowo. Stwierdziłem jednak, że nie warto jej tego mówić.
– Mieszkasz tu sama? – Skinęła głową. – W tak wielkim domu można czuć się samotnym – skomentowałem.
Patrzyła na mnie ciemnymi oczami, które przysłaniała grzywka. Wiedziałem, że mnie obserwuje.
– Po tylu latach samotności nie robi ci to różnicy czy śpisz w małym mieszkaniu, czy w wielkim domu. Tu przynajmniej nie mam sąsiadów.
– Po tylu latach… to znaczy ilu? – Momentami miałem wrażenie, że to nie tylko wampir, czy raczej wampirzyca, a także czarownica, bo jej oczy – byłem pewien – były we mnie utkwione jakby rzucała jakieś zaklęcia.
– W 1568 zaczęła się wojna osiemdziesięcioletnia. Zapewne to wiesz. – Potwierdziłem. – Byłam wtedy na wygnaniu z moim mężem. Był politykiem francuskim i musieliśmy uciekać, bo rząd wyznaczył nagrodę za jego głowę. Zamieszkaliśmy w Hiszpanii i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie początek tej wojny. W pewnym momencie rozdzieliłam się z mężem i nie mogłam go znaleźć. Szukałam go chyba rok, aż w końcu napotkałam jego znajomego. Szliśmy lasem – niewiele z tego pamiętam – ale wiem, że rzucił się na mnie i zabolało mnie ramię. Tak, ramię, nie szyja. Leżałam w tym lesie kilka, może kilkanaście dni. Żywiłam się zwierzętami, które przebiegały obok, choć w tym okresie było ich naprawdę mało. Wypłoszyły je walki – zamilkła.
– Znalazłaś tego znajomego, który ci to zrobił..? – Spojrzała na mnie znacząco – przynajmniej takie odniosłem wrażenie – i zrozumiałem, że nie odpowie na to pytanie. – Co działo się później?
– Wędrowałam od miasta to miasta, wypijałam krew każdej istoty, którą spotkałam.
– Ludzi.. też? – spytałem niepewnie.
– Oczywiście. Głównie ludzi. Po niej czuję się najlepiej. – Przełknąłem ślinę. – Nie bój się. Mam z twoim przyjacielem układ. Nie zabiję cię – dodała. Faktycznie, poczułem się lepiej – ironizując.
– Kiedy doszłam do siebie, o ile mogę tak powiedzieć – zachichotała, i był to pierwszy jej ludzki odruch od początku naszej rozmowy – wróciłam do mojej posiadłości. Dowiedziałam się, że mój mąż nie żyje. Sprzedałam dom i wszystko co miałam i tak egzystuję. – Rozłożyła ręce, wskazując pomieszczenie.
– Zamieniłaś kiedyś kogoś? – kontynuowałem, póki nie opuszczała mnie odwaga.
– Nie. Nie szukam towarzystwa. Dobrze mi tak jak jest.
– A jak przebiega proces przemienienia kogoś? To znaczy wystarczy go ugryźć?
– Nie. To musi nastąpić o odpowiedniej porze. Nie wcześniej niż wpół do dwunastej w nocy i nie później niż wpół do pierwszej. Ma się na to godzinę. Godzinę, by wypić całą krew. Jeśli zostanie w żyłach choć trochę, zamiana nie nastąpi. Dlatego zazwyczaj ofiara jest gryziona w kilku miejscach.
– No dobrze, a co z mitami na temat wampirów? Wiesz, kołki, sól, słońce, trumny.
– Przebić serce kołkiem, tak? – uśmiechnęła się. Zobaczyłem dwa małe kły i przeszły mnie dreszcze. – Jak można przebić coś, czego się nie ma? – Skinąłem głową. – Trumny? Nie. Śpimy w łóżkach, tak jak ludzie, choć robimy to niezwykle rzadko. Nie zamieniamy się w nietoperze, a jedyne co się zgadza, to słońce. Nie zabije nas, ale źle wpływa na nasze samopoczucie.
– No to jak was zabić?
– Nie mogę ci powiedzieć. Głównie dlatego, że żaden z wampirów, którego spotkałam, tego nie wie, ale też z obawy przed ludzką reakcją.
– Spotkałaś wampiry… tutaj? – Nie potrafiłem ukryć zdziwienia.
– Oczywiście. Nawet nie wiesz, ilu z nas was otacza. Nie rzucamy się w oczy, bo zabijamy tylko bezdomnych i tych, którzy na to zasługują. Czyli kogoś, za kim nikt nie zatęskni – skwitowała, rozglądając się po ścianach pomieszczenia.
I ja tak uczyniłem, zastanawiając się, czego szuka wzrokiem. Poza ciemnymi, zdobionymi drewnem ścianami i kilkoma portretami nie zauważyłem nic, czego mógłbym się obawiać.
Odchrząknęła, przypominając, że miałem prowadzić wywiad.
– Jak to jest być wampirem? – zmieniłem taktykę.
– Życzę ci, byś nigdy się nie przekonał. Wyobraź sobie żyć czterysta lat samemu, bez przyjemności, które uwielbiałeś, bez ludzi, których kochałeś. Bez cząstki ciebie, tej bardziej ludzkiej. To jest jak być kukłą w teatrze, która nigdy nie schodzi ze sceny – dodała smutno.
– Powiedziałaś, że lubisz samotność.
– Gdybym mogła być u boku mojego męża, nie wahałabym się, by go zamienić. Jeżeli mam zamienić obcą osobę, bo nie chcę być sama, odmawiam. Może i na miesiąc byłaby dobrym towarzyszem. Ale nie na setki lat.
Przyglądałem się jej uważnie. Nie widziałem dokładnie całej twarzy, ale wiedziałem, że była dość młoda i nawet ładna.
– Ile miałaś lat, gdy to się stało?
– Dwadzieścia pięć. I miałam całe życie przed sobą. A teraz… dostałam więcej niż powinnam. – Znów posłużyła się sarkazmem.
Skinąłem głową i schowałem notatnik.
– To koniec? – zdziwiła się szczerze – myślałam, że wy ludzie będziecie mieli więcej pytań.
– Nie. Bo mam jeszcze setki pytań, ale nie napiszę tego wywiadu – powiedziałem.
Kobieta wstała błyskawicznie, nawet nie zauważyłem kiedy.
– Nie zrozum mnie źle. Ale ludzie nie daliby ci tu… egzystować. Tak będzie dla ciebie lepiej – patrząc na nią uporczywie uśmiechnąłem się lekko. Chciałem, by nie wyczuła mojego strachu. – Mimo to dziękuję za chęci – dodałem.
Wstałem i wyszedłem, spoglądając na Veronique ostatni raz.
Powolnym krokiem odchodziłem od tej willi, w której pomieszkiwała nietypowa istota.
Prędzej czy później ludzie odkryliby, kim jest bohaterka mojego wywiadu. Nie mogłem przecież pozwolić, by mój sukces był jej porażką, a być może i końcem. Człowiek to zbyt zawistna i słaba istota, by móc żyć z taką wiedzą – przekonując samego siebie, wrzuciłem notatnik do kominka.
Gdyby przyjaciele mieli czyste zamiary
świat byłby piękniejszy,
a zbrodnia stałaby się mitem...

Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat: Ja przyglądałem się ciemnym chmurom zbierającym się nad wielkim domem. ( powtórzenie, moja propozycja "napływającym zewsząd" )

Kierowca zostawił mnie na tym pustkowiu i odjechał z piskiem opon. Obejrzałem się na niego, zastanawiając się ( przecinek ) jak do licha wrócę do domu.

Nie jestem jednak naiwny i wiem, że to Veronique je pchnęła. ( niekonsekwencja czasu – był przeszły, tu jest teraźniejszy a dalej znów przeszły )

Usiadłem wyjmując dyktafon. Kobieta skrzywiła się, wiec ( więc ) zrozumiałem, że preferuje staroświecką metodę.

Miała długie, ciemne włosy, związane z tyłu kokardką. Ubrana była w długą ciemną tunikę i spodnie, ( zbędny przecinek ) dziwnie brudnej barwy.

Gdybym nie wiedział kim jest ( przecinek ) wziąłbym ją za albinosa.

– Po tylu latach samotności nie robi ci to różnicy czy śpisz w małym mieszkaniu ( przecinek ) czy w wielkim domu.

– Prawie pół wieku ( pół wieku, to pięćdziesiąt lat, a z opowieści wynika, że chodzi o pięćset ) – gestem dłoni poprosiłem, by kontynuowała. – W 1568 zaczęła się wojna osiemdziesięcioletnia.

Wypłoszyły je walki ( spacja )– zamilkła.

Sprzedałam dom i wszystko co miałam, i tak egzystuję – rozłożyła ręce ( przecinek ) wskazując pomieszczenie.

Zobaczyłem dwa małe kły i przeszły mnie dreszcze – Jak można przebić coś ( przecinek ) czego się nie ma? – skinąłem głową

Nie zamieniamy się w nietoperze, a jedyne ( przecinek ) co się zgadza to słońce.

– Oczywiście. Nawet nie wiesz ilu z nas was ( taki rym ) otacza.

I ja tak uczyniłem ( przecinek ) zastanawiając się ( przecinek ) czego szuka wzrokiem. ( raczej nie zaczyna się zdania od "i" )

Poza ciemnymi, zdobionymi drewnem ścianami i kilkoma portretami nie zauważyłem nic ( przecinek ) czego mógłbym się obawiać.

Odchrząknęła ( przecinek ) przypominając, że miałem prowadzić wywiad.

– Życzę ci ( przecinek ) byś nigdy się nie przekonał.

– To koniec? – zdziwiła się szczerze – myślałam, że wy ludzie, ( zbędny przecinek ) będziecie mieli więcej pytań.

Wstałem i spoglądając ostatni raz na Veronique wyszedłem. ( to trzeba oddzielić przecinkami, chyba że zamienisz kolejność "i wyszedłem, spoglądając na Veronique ostatni raz" )

Człowiek to zbyt zawistna i słaba istota, by móc żyć z taką wiedzą – przekonując samego siebie ( przecinek ) wrzuciłem notatnik do kominka.

Ciekawe, napisane ładnym językiem. Bohaterka bardziej wzbudza litość niż strach. Samotna, nieszczęśliwa kobieta. Podoba mi się taka formuła wywiadu, ale nie jest zbyt odkrywcza, biorąc pod uwagę słynny "Wywiad z wampirem". Nigdy nie byłam zwolenniczką horroru, więc nie wzbudza we mnie wielkich emocji. Moim zdaniem klimat mógłby być bardziej mroczny. Mam na myśli wnętrze domu, jakieś nagłe dźwięki zegara, zaskrzypienie podłogi w najmniej oczekiwanym momencie, rozumiesz, co mam na myśli ;).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
Rozumiem, rozumiem. Dlatego też napisałam, że tekst po czterech latach nie ma w sobie w sumie nic dreszczowego;)
Niemniej jednak dziękuję za komentarz, błędy poprawie wieczorem:)
Pozdrawiam
Gdyby przyjaciele mieli czyste zamiary
świat byłby piękniejszy,
a zbrodnia stałaby się mitem...

Odpowiedz
#4
(01-04-2014, 00:52)Sm00k napisał(a): Gdy trafiła mi się ta okazja(przecinek) byłem wniebowzięty.

Nie przejąłem się nawet, gdy powiedziano mi (przecinek)z kim będę rozmawiać. „Bzdura” – pomyślałem. Nawet teraz, gdy ubierałem się w luźną koszulę w paski i jeansowe spodnie, było mi to obojętne. Uśmiechając się do swojego odbicia(przecinek) ruszyłem pod wskazany adres.

Willa niczym nie przypominała tych z horrorów o wampirach, które tak często oglądałem. Była całkiem ładna, bez żadnych wieżyczek, w dość ciemnym kolorze. Miała dwa piętra, a okna były pozasłaniane.

Obejrzałem się na niego, zastanawiając się(przecinek) jak do licha wrócę do domu. Wtedy drzwi zaskrzypiały i otworzyły się.(Nie zostawiamy "się" na końcu zdania)

Na wielkim krześle w salonie – poznałem po kominku, że to w tym pomieszczeniu się znalazłem – siedziała drobna brunetka.(Kominek chyba niekoniecznie musi znajdować się tylko w salonie.)

Usiadłem (przecinek)wyjmując dyktafon. Kobieta skrzywiła się, wiec(więc) zrozumiałem, że preferuje staroświecką metodę.

Miała długie, ciemne włosy,(bez przecinka) związane z tyłu kokardką. Ubrana była w długą (przecinek) ciemną tunikę i spodnie, (bez przecinka)dziwnie brudnej barwy.

– Więc… – zaczęła, a gdy się odezwała(przecinek) przeszedł mnie zimny dreszcz. Jej głos mnie przeraził. Był cichy, niemal syczący, przyprawiający o ciarki(kropka) – Nie bój się (przecinek)człowieku…

Jej paznokcie też niczym nie przypominały Mortishii Adams. (Wolę nie wyobrażać sobie, jak wyglądają paznokcie przypominające panią Adams. :P Zapisałabym to zdanie inaczej.)

– Tak… – zdenerwowałem się(kropka) – Nazywasz się Veronique…?

– Moje nazwisko też nie jest ważne(kropka) – strasznie(Strasznie) denerwowała mnie wchodzeniem mi w słowo.

– Mieszkasz tu sama? – skinęła(Skinęła) głową.

– Po tylu latach samotności nie robi ci to różnicy czy śpisz w małym mieszkaniu (przecinek)czy w wielkim domu.

– Po tylu latach… to znaczy ilu? – momentami(Momentami) miałem wrażenie, że to nie tylko wampir, czy raczej wampirzyca, a także czarownica, bo jej oczy – byłem pewien – były we mnie utkwione,(bez przecinka) jakby rzucała jakieś zaklęcia.

– Prawie pół wieku(kropka) – gestem(Gestem) dłoni poprosiłem, by kontynuowała.

– W 1568 zaczęła się wojna osiemdziesięcioletnia. Zapewne to wiesz(kropka) – potwierdziłem(Potwierdziłem i kropka) – byłam(Byłam) wtedy na wygnaniu z moim mężem.

(...)Wypłoszyły je walki(spacja)– zamilkła(Zamilkła).

– Znalazłaś tego znajomego, który ci to zrobił..? – spojrzała(Spojrzała) na mnie znacząco – przynajmniej takie odniosłem wrażenie(myślnik) i zrozumiałem, że nie odpowie na to pytanie.

– Ludzi.. też?(spacja)– spytałem niepewnie.

– Oczywiście. Głównie ludzi. Po niej czuję się najlepiej(kropka) – przełknąłem(Przełknąłem) ślinę(kropka)

– (...)Sprzedałam dom i wszystko co miałam, (bez przecinka)i tak egzystuję(kropka – rozłożyła(Rozłożyła) ręce (przecinek)wskazując pomieszczenie.

– No dobrze, a co z mitami na temat wampirów.(znak zapytania zamiast kropki) Wiesz, kołki, sól, słońce, trumny.

– Przebić serce kołkiem, tak? – uśmiechnęła się. Zobaczyłem dwa małe kły i przeszły mnie dreszcze(kropka) – Jak można przebić coś (przecinek)czego się nie ma? – skinąłem(Skinąłem) głową(kropka) – Trumny? (...)

– Spotkałaś wampiry… tutaj? – nie(Nie) potrafiłem ukryć zdziwienia.

– Oczywiście. Nawet nie wiesz(przecinek) ilu z nas was otacza.

I ja tak uczyniłem(przecinek) zastanawiając się(przecinek) czego szuka wzrokiem. Poza ciemnymi, zdobionymi drewnem ścianami i kilkoma portretami nie zauważyłem nic (przecinek)czego mógłbym się obawiać.

Odchrząknęła (przecinek)przypominając, że miałem prowadzić wywiad.

– Życzę ci (przecinek)byś nigdy się nie przekonał.


– Dwadzieścia pięć. I miałam całe życie przed sobą. A teraz… dostałam więcej niż powinnam. – znów(Znów) posłużyła się sarkazmem.

– To koniec? – zdziwiła się szczerze(kropka) – myślałam(Myślałam), że wy(przecinek) ludzie, będziecie mieli więcej pytań.

– Nie zrozum mnie źle. Ale ludzie nie daliby ci tu… egzystować. Tak będzie dla ciebie lepiej(kropka) – patrząc(Patrząc) na nią uporczywie(przecinek) uśmiechnąłem się lekko.

Wstałem i spoglądając ostatni raz na Veronique(przecinek) wyszedłem.

Powolnym krokiem odchodziłem do(od) tej willi, w której pomieszkiwała nietypowa istota.

Prędzej czy później ludzie odkryliby (przecinek)kim jest bohaterka mojego wywiadu.

Człowiek to zbyt zawistna i słaba istota, by móc żyć z taką wiedzą – przekonując samego siebie(przecinek) wrzuciłem notatnik do kominka.

Większość poprawek jest zbieżna z poprawkami Nawki, bo nie chciało mi się sprawdzać, co już było, a co nie. :D

Cóż, tekst to wbrew pozorom zwykła rozmowa, nie ma w sobie nic strasznego. Niemniej przyzwoicie napisane, chociaż nic mnie w tym opowiadaniu jakoś szczególnie nie uwiodło. Aczkolwiek zakończenia spodziewałam się innego, za co masz plusa, bo udało Ci się mnie zaskoczyć. :D Popracuj tylko nad zapisem dialogów.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
Wampiry. Wampiry wszędzie.
I narracja pierwszoosobowa. Ale te dwie rzeczy to nic więcej, niż kwestia mojego prywatnego widzimisię, więc sza.
Nasz obraz wampira także jest kompletnie inny. Dla mnie wampir to potwór, nie arystokrata zabijający tylko tych, co zasługują, lub kogo warunki życia i tak są nędzne. Eh. Wampirzyca wyszła Ci rozlazła i melancholijna. Może taka właśnie miała być? Nie wiem. Do tego dochodzi nad wyraz moralny dziennikarz, który mimo zgody samej zainteresowanej dla jej dobra postanawia jej nie opisać. Nie, obie postaci mi się nie podobają. Nie chcę pisać "nie wyszły Ci", bo może takie właśnie miały być, może innym odpowiadają. Mi nie. Irytują mnie, wydają mi się sztuczne, nie pasują.
Czas przejść do przyjemniejszej części – tekst jest całkiem lekki i łatwo się czyta. Odpisy są trochę ubogie, ale wystarczają, żeby móc wyobrazić sobie wszystko, co opisujesz. Biorę poprawkę na to, że jest stary, bo i na własne teksty sprzed czterech lat zwyczajnie patrzeć mi się nie chce – są co najwyżej zabawnymi wspomnieniami :) Gratuluję wygranej w konkursie nawet, jeśli było to dawno.
Odpowiedz
#6
Nawka,
bardzo, ale to bardzo dziękuję za wykrycie tego wstrętnego, czasowego niedopatrzenia! Facepalm normalnie...;/

Dziękuję wszystkim za komentarze, szczególnie dziękuję za poprawki – naniesione już.

Dodam tylko (w ramach usprawiedliwienia:)), że wampiry mnie nie fascynują – to pierwsza i ostatnia moja próba z nimi (na potrzeby owego konkursu). Tak tylko piszę, jakby ktoś miał jakieś "ale"...:)

Pozdrawiam.
Gdyby przyjaciele mieli czyste zamiary
świat byłby piękniejszy,
a zbrodnia stałaby się mitem...

Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Moje pierwsze skojarzenie to "Wywiad z wampirem", nie zachęciło mnie to do czytania, ale dobrnęłam do końca. Nie było to trudne, bo opowiadanie bardzo łatwo się czytało. Końcówka mnie rozwaliła, tyle że w negatywnym sensie. Moje odczucia można podsumować krótkim: co?
Po pierwsze: on nie musiał pisać gdzie dokładnie mieszka ta wampirzyca.
Po drugie: o ile dobrze zrozumiałam, to nie wiadomo jak zabić wampira.
Po trzecie: ona i tak mogłaby uciec.
Po czwarte: nikt by w to nie uwierzył. Nie wiem jak to się stało, że sam główny bohater w to uwierzył.
Co do samych postaci: do dziennikarza nic nie mam, ale wampirzyca... naczytałam się trochę o tych istotach i przyznam szczerze, że już mi nie dobrze się robi jak widzę znudzonego życiem nieśmiertelnego. Jak ktoś to ładnie powiedział Veronique wyszła Ci rozlazła.
Wiem, że to stary tekst i nie powinnam się tak czepiać, ale to chyba najbardziej oklepany model wampira jaki znam.
To tyle. Myślę, że chętnie przeczytam coś innego, bo podoba mi się Twój styl pisania.
Odpowiedz
#8
Faktycznie, nie było ani trochę dreszczyku.
Postacie są dość płytkie. O wampirzycy nie wiemy praktycznie nic. Spodziewałem się jakichś opisów mordów, dylematów moralnych w trakcie pierwszych polowań. To wbiłoby mnie w ziemię.
Styl masz bardzo lekki, bardzo mi się podoba, więc czekam na inne twoje prace.
Czy chciałbym być rozpoznawalny? Czy dlatego piszę? Chciałbym być rozpoznawalny, ale nie dlatego piszę. Gdyby tak było nie kryłbym się za fikuśnie brzmiącym imieniem, którego sam nie do końca umiem czytać. Chciałbym być rozpoznawalny jako Darcy d’Angouleme, jako autor, nie jako cielesna postać pełna niedoskonałości.
Odpowiedz
#9
Przeczytane. Oto moje uwagi:

1. "Tak… – zdenerwowałem się. – Nazywasz się Veronique…?
Moje nazwisko też nie jest ważne" <–-–-– Veronique to chyba bardziej imię niż nazwisko

2. " Była strasznie blada. Gdybym nie wiedział kim jest wziąłbym ją za albinosa." <–-–-– Nie nie wziąłby bo: "Albinosi mają bardzo jasną skórę, białe włosy, rzęsy i brwi", a ona jest brunetką co sama zaznaczyłaś: "Dopiero teraz mogłem się jej przyjrzeć. Miała długie, ciemne włosy, związane z tyłu kokardką.", no chyba że jest debilem.

Sam tekst jest ok. nie zły, nie dobry po prostu ok. "Wywiad z Wampirem" to to nie jest, ale Nie są to też "Pogromcy Wampirów Lesbijek" taki średniak, choć zakończenie mogło by być lepsze a sam tkst sporo traci wg. mnie na długości, zwyczajnie jest za krótki. Może kiedyś spróbujesz napisać to na nowo. Nie ma w nim też nic przerażającego, pod tym względem do "Drakuli" Stokera bardzo mu daleko, szczerze mówiąc polecam przeczytać, bo tam element grozy jest niemal namacalny.
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości