Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Przygodowe Gorzka opowieść
#1
Dość stare opowiadanie pisane na j. polski (dlatego taka tematyka), stylem próbowałem wzorować się na T.Clancym; chyba z marnym skutkiem. Jest to moje pierwsze opowiadanie spoza gatunku fantasy tak więc proszę o wytknięcie wszelkich błędów jakich się dopatrzycie. ^^

***

— Tatusiu — rzekł chłopiec do wychodzącego z pokoju ojca — opowiesz mi kolejną historyjkę?
— Przecież dopiero jedną skończyłem — odparł średniego wieku mężczyzna, zatrzymując się w progu drzwi prowadzących na korytarz.
— Tylko jedną, proszę.
Ojciec po chwili wahania odwrócił się w stronę pokoju i ruszył w kierunku łóżka syna.
— Tę o dziadku! — powiedział głośniej młody chłopak do ojca siadającego w bujanym fotelu.
— Dobrze, ale nie będę po raz kolejny opowiadał o tym, jak błądził po Amazonce. — Ułożył się wygodnie w fotelu. — Będzie to coś bardziej przyziemnego — dokończył po chwili namysłu.

— Jak wiesz, dziadek za swych młodych lat bardzo wiele podróżował, kochał poznawać niepoznane i badać niezbadane. Znalazł między innymi zaginione imperium Inków czy też legendarne miasto atlantów, Atlantydę. Lecz równie jak ty czy ja był tylko człowiekiem; a może aż człowiekiem? — dodał po krótkiej chwili ciszy. — Tak więc, będąc człowiekiem, nie mógł oprzeć się uczuciom, jakie go nachodziły. Gdy wrócił z jednej ze swoich wypraw w Azji Mniejszej kompletnie nie spodziewał się, że przeżyje w swoim rodzinnym mieście jedną z najdziwniejszych i najtragiczniejszych przygód.

— Ile jeszcze tych paczek? — mruczał pod nosem bagażowy, przerzucając kolejną walizkę na pojazd służący do ich przewozu. — Okradł pan muzeum? — rzucił retorycznie.
— Spokojnie, nie zostało ich już wiele — odparł Mateusz, przykładając swój Samsung SII do ucha.
Czekając na odebranie komórki przez szofera, zdążył przyjrzeć się nowo wyremontowanemu lotnisku we Wrocławiu
Wygląda na to, że trochę mnie nie było. Kiedy wyjeżdżałem, remont dopiero był w planach, w końcu wygląda to jak Europa.
— Halo? — Z głośnika telefonu dobył się znajomy głos, przerywając zamysł nad architekturą wnętrza.
— Witaj, Alfredzie. Odbieram właśnie ostatnie bagaże. Przyjedź pod wyjście numer… — przerwał na chwilę — …sześćdziesiąt dwa — dokończył, zauważając plastikową płytkę z numerem przymocowaną do jednej z kolumn.
— Dobrze, szefie. Jestem już pod wyjściem numer trzydzieści, za kilka chwil będę na miejscu.
— Rozumiem — odparł Mateusz i schował telefon do kieszeni spodni.
Rzucił spojrzeniem na japoński zegarek Casio, który wskazywał godzinę trzynastą czterdzieści dwie, po czym ruszył po nowo położonych kaflach za odjeżdżającym bagażowym. Wyjście o numerze sześćdziesiąt dwa znajdowało się znacznie bliżej, niż mogło się wydawać z większej odległości. Zanim wrócił myślami na ziemię, wychodził już przez automatyczne drzwi na ogromny parking. Był on na tyle wielki, że w mocnych promieniach słońca nie było można dostrzec jego krańca.
To także zmienili. Chociaż przybyło wiele sektorów parkingowych, zasadzili mnóstwo nowych drzew. Ten kraj naprawdę się zmienia.
Przez oglądanie dawno poznanych terenów, nie zauważył, kiedy jego Hummer H3 znalazł się tuż przed wejściem. Z wnętrza samochodu wyszedł stary, wysoki mężczyzna. Chociaż był ubrany w oficjalny uniform szoferów, spod czapki wystawały mu czarne, jednak w wielu miejscach naznaczone siwizną włosy. Pod kieszonką na czarnej marynarce wisiała plakietka z nazwą firmy i nazwiskiem kierowcy; Alfred Back „Comfortable, Fast and Furious”, jednej z największych sieci firm przewozowych w Europie. Plakietka wyglądała na całkiem nową, litery bowiem były rozmazane wskutek zbyt szybkiego przypięcia „odznaki” do stroju.
— Alfredzie, pomóż wrzucić te bagaże do samochodu. — Otworzył drzwi swojego Hummera przerobionego na wysokiej klasy limuzynę. — Tylko nie dosłownie, to cenne eksponaty. Niektóre z tych zwojów pochodzą z wielkiej biblioteki w Aleksandrii — rzekł, siedząc już w samochodzie. — Uprzedzając twoje pytanie, tak, tej, która spłonęła kilkaset lat temu.
— Już się robi, szefie — odchrząknął szofer i szybko zajął się pakowaniem walizek do pojazdu.
Po chwili wyglądania przez przyciemnione okno i słuchaniu najnowszych wiadomości ze świata na trzydziestocalowym ekranie LCD firmy Samsung, podwieszonym pod sufit limuzyny, wsiadł zdyszany Alfred.
— Dokąd? — rzucił za siebie, łapiąc oddech.
— Do domu, nie mam sił na żadną z tych imprez organizowaną przez „wielkich” tego miasta — odpowiedział, zatrzymując wzrok na ekranie. — Widzę, że zmieniłeś kolor mojego Hummera, ostatnio był chyba czerwony, mam rację?
— Czarny, szefie. Zbyt rzadko bywasz w domu — stwierdził, przekręcając kluczyk w stacyjce.

Przejechali cały Wrocław, opowiadając sobie wzajemnie najnowsze wieści ze świata nauki, polityki, archeologii i sportu.
— Co tam się dzieje? — przerwał chwilę ciszy Mateusz, gdy samochód zaczął szybko zwalniać.
— Jakaś staruszka z wózkiem — odparł, naciskając klakson. — Pomaga jej jakaś kobieta, jeszcze chwilę i powinniśmy ruszyć dalej… — Przerwał nagle, spoglądając w lewą boczną szybę.
Wzrok Mateusza ruszył natychmiast w tym samym kierunku, dostrzegł tam dużego, czarnego Van’a, wyjeżdżającego przez bramę Książańską i kierującego się wprost na Hummera. Kierowca otrząsnął się natychmiast i już pół uderzenia serca później naciskał na pedał gazu, wciskając go aż do oporu, spuściwszy przed tym ręczny.
Czarny Van nie zwalniał, nie korygował również kierunku jazdy. Nie zdołał więc zablokować żółtej limuzyny. Hummer gnał z zawrotną prędkością po ulicy Kasztanowej. Szofer spojrzał za siebie, obserwując goniącego ich Vana, odwrócił wzrok ponownie ku drodze i w tym momencie wpadł na nich taki sam furgon, jak ten przed którym uciekali.
Uderzenie było na tyle potężne, że stary kierowca wyleciał przez przednią szybę, zatrzymując się na masce czarnego pojazdu.
— Wyciągnąć go! — Do uszu ogłuszonego Mateusza dotarł wrzask.
Lewe drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem, a do środka wtargnęły dwie olbrzymie, czarne ręce. Mateusz, doszedłszy do siebie na tyle, by logicznie myśleć i się poruszać, sięgnął płynnym ruchem do kabury pistoletu przymocowanej do paska od spodni. Odbezpieczył jednym palcem swojego Colta 45, a drugim pociągał już za spust. Rozległ się krzyk z ust upadającego napastnika. Nie czekając na cud, Mateusz szybko chwycił za klamkę od prawych drzwi i wyskoczył na zewnątrz.
Wokół samochodu panował kompletny chaos. Ludzie z czarnymi maskami na twarzach starali się dostać do Mateusza, przeskakując po samochodach, które zderzyły się ze sobą podczas wypadku. Alfred leżał bezwładnie na ulicy z roztrzaskaną czaszką, z której dobywały się strugi krwi.
— Wsiadaj! Szybko! — krzyknęła kobieta, która pomagała chwilę temu zejść staruszce z jezdni. Podjechała na czarnym, japońskim motocyklu marki Suzuki.
Nie czekając na ponowne zaproszenie, Mateusz wskoczył na tylne siedzenie. Motocykl ruszył z piskiem opon i kilka uderzeń serca później zostawił cały ten bałagan za sobą.


— Nazywam się Vanessa — rozpoczęła rozmowę w małej, przydrożnej knajpce kilka kilometrów od miejsca zamachu.
— Mateusz — odparł chłodnie twój dziadek.
— Wiem to, a także wiele więcej. Jesteś agentem CIA.
— Skąd to, do cholery, wiesz? — Zerwał się szybko z miejsca, przewracając przy tym dopiero przyniesione kubki z kawą.
— Jestem z FSB — przyciszyła głos. — To właśnie moja organizacja zorganizowała ten zamach.
— Dlaczego więc mnie uratowałaś? — ciągnął rozmowę, stojąc wciąż w tym samym miejscu.
— Usiądź — rzekła łagodnym głosem.
Mateusz rozejrzał się po pomieszczeniu, dostrzegając, że jest w centrum uwagi, usiadł z wolna i czekał na odpowiedź.
— Bo poznaliśmy się już wcześniej i bo cię kocham. — Wypowiedziała te słowa subtelniej, niż mogło by się wydawać, że to możliwe.

— Czy to była babcia?! — Wyskoczył z łóżka mały chłopiec.
— Nie, synku, babcię poznał zupełnie inaczej.
— A co się stało z Vanessą?
Ojciec wstał z bujanego fotela, ucałował syna w czoło i ruszył ku wyjściu.
— Umarła, zastrzelili ją jej właśni ludzie, w tej właśnie knajpce — rzekł łagodnie.
— Jak się naprawdę poznali? Kochał ją? Jak uciekł? — zarzucając ojca mnóstwem pytań.
— Kiedyś mówił, że chociaż nie znali się zbyt długo, zadurzyli się w sobie. Myślę, że było to zwykłe zauroczenie, ale on upiera się, że to miłość. — Otworzył drzwi, a drugą ręką sięgnął do włącznika światła. — Ucieczka i prawdziwe poznanie to zupełnie inna historia, synku, a teraz śpij — dokończył, po czym wyszedł z pochłoniętego przez noc pokoju.
— Dobranoc.
I'm working on:
– Projekt 1 (21str./~10%)
– Prequel: projekt 1 (4str./~15%)
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(25-03-2014, 00:02)BeziteX napisał(a): — Dobrze, ale nie będę po raz kolejny opowiadał o tym jak błądził po Amazonce. — Ułożył się wygodnie w fotelu. — Będzie to coś bardziej przyziemnego. [bez kropki i dalej z małej] — Dokończył po chwili namysłu.

Jak wiesz [przecinek] dziadek za swych młodych lat bardzo wiele podróżował, kochał poznawać niepoznane i badać niezbadane.

Znalazł między innymi zaginione imperium Inków czy też legendarne miasto atlantów; [przecinek, nie średnik] Atlantydę.

Lecz równie jak ty czy ja był tylko człowiekiem; a może, [bez przecinka] aż człowiekiem? — [z małej] Dodał po krótkiej chwili ciszy. — Tak więc, będąc człowiekiem [przecinek] nie mógł oprzeć się uczuciom jakie go spotykały. Gdy wrócił z jednej ze swoich wypraw w Azji Mniejszej, [raczej bez przecinka] kompletnie nie spodziewał się, że przeżyje w swoim rodzinnym mieście jedną z najdziwniejszych i najtragiczniejszych przygód.

— Ile jeszcze tych paczek? — mruczał pod nosem bagażowy [przecinek] przerzucając kolejną walizkę na pojazd służący do ich przewozu. — Okradł Pan muzeum? — rzucił retorycznie.

— Spokojnie, nie zostało ich już wiele — odparł Mateusz [przecinek] przykładając swój Samsung SII do ucha.

Czekając na odebranie komórki przez szofera [przecinek] zdążył przyglądnąć się nowo wyremontowanemu lotnisku we Wrocławiu
Wygląda na to, że trochę mnie nie było. Zanim wyjechałem [przecinek, i IMO lepiej byłoby "Kiedy wyjeżdżałem"]remont dopiero był w planach, w końcu wygląda to jak Europa.

— Witaj Alfredzie. Odbieram właśnie ostatnie bagaże. Przyjedź pod wyjście numer… — [z małej i bez kropki dalej] Przerwał na chwilę. — …sześćdziesiąt dwa. — [bez kropki i dalej z małej] Dokończył, zauważając plastikową płytkę z numerem przymocowaną do jednej z kolumn.

— Dobrze [przecinek] szefie. Jestem już pod wyjściem numer trzydzieści, za kilka chwil będę na miejscu.

Wyjście o numerze sześćdziesiąt dwa znajdowało się znacznie bliżej[przecinek] niż mogło się wydawać z minimalnie większej odległości, nim wrócił myślami na ziemię [przecinek]wychodził już przez automatyczne drzwi na ogromny parking, był on na tyle wielki, że w mocnych promieniach słońca nie było można dostrzec jego krańca nawet po przysłonięciu dłonią oczu. [Łał, chyba pobiłeś rekord na tym forum O_o Jeszcze nie widziałem tak długiego zdania, śmiało można rozbić na 3-4 mniejsze.]

Przez oglądanie dawno poznanych terenów [przecinek] na ["nie"] zauważył [przecinek] kiedy jego Hummer h3 ["H3" jak już co.] znalazł się tuż przed wejściem. Z wnętrza samochodu wyszedł stary, wysoki mężczyzna. Chociaż był ubrany w oficjalny uniform szoferów [przecinek] spod czapki wystawały mu czarne [przecinek] chociaż w wielu miejscach naznaczone siwizną włosy.

— Alfredzie, pomóż wrzucić te bagaże do samochodu. — Otworzył drzwi swojego Hummera przerobionego na wysokiej klasy limuzynę. — Tylko nie dosłownie, to cenne eksponaty. Niektóre z tych zwojów pochodzą z wielkiej biblioteki w Aleksandrii — rzekł siedząc już w samochodzie. — Uprzedzając twoje pytanie, tak [przecinek] tej, która spłonęła kilkaset lat temu.

Po chwili wyglądania przez przyciemnione okno i słuchaniu najnowszych wiadomości ze świata w trzydziestu calowym ["na trzydziestocalowym"] ekranie LCD firmy Samsung [bez przecinka] podwieszonym pod sufit limuzyny, wsiadł zdyszany Alfred.

— Do domu, nie mam sił na żadną z tych imprez organizowaną przez „wielkich” tego miasta — odpowiedział [przecinek] zatrzymując wzrok na ekranie. — Widzę, że zmieniłeś kolor mojego Hummera, ostatnio był chyba czerwony, mam rację?

— Czarny, szefie. Zbyt rzadko bywasz w domu. — [bez kropki i dalej z małej] Stwierdził przekręcając kluczyk w stacyjce.

Przejechali cały Wrocław [przecinek] opowiadając sobie wzajemnie najnowsze wieści ze świata nauki, polityki, archeologii i sportu.

— Co tam się dzieje? — [z małej] Przerwał chwilę ciszy Mateusz gdy samochód zaczął szybko zwalniać.

— Jakaś staruszka z wózkiem — odparł, naciskając klakson. — Pomaga jej jakaś kobieta, jeszcze chwilę i powinniśmy ruszyć dalej… — Przerwał naglę ["nagle"], spoglądając w lewą boczną szybę.

Wzrok Mateusza ruszył natychmiast w tym samym kierunku, dostrzegł tam dużego czarnego Van’a [przecinek] wyjeżdżającego przez bramę Książańską i kierującego się wprost na Hummera. Kierowca otrząsnął się natychmiast i już pół uderzenia serca później naciskał na pedał gazu wciskając go aż do oporu, spuściwszy przed tym ręczny.

Uderzenie było na tyle potężne, że stary kierowca wyleciał przez przednią szybę [przecinek] zatrzymując się na masce czarnego pojazdu.

Lewe drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem a do środka wtargnęły dwie, olbrzymie, czarne ręce. Mateusz [przecinek] doszedłszy do siebie na tyle [przecinek] by logicznie myśleć i się poruszać, sięgnął płynnym ruchem do kabury pistoletu przymocowanej do paska od spodni. Odbezpieczył jednym palcem swój ["swojego Colta 45"] Colt45 [przecinek] a drugim pociągał już za spust. Rozległ się krzyk z ust upadającego napastnika. Nie czekając na cud, Mateusz szybko chwycił za klamkę od prawych drzwi i wyskoczył na zewnątrz.

Wokół samochodu panował kompletny chaos. Ludzie z czarnymi maskami na twarzach starali się dostać do Mateusza [przecinek] przeskakując po samochodach, które zderzyły się ze sobą podczas wypadku.


[akapit] Nie czekając na ponowne zaproszenie Mateusz wskoczył na tylne siedzenie. Motocykl ruszył z piskiem opon i kilka uderzeń serca później zostawił cały ten bałagan za sobą.


— Nazywam się Vanessa. — [raczej bez kropki i dalej z małej] Rozpoczęła rozmowę w małej, przydrożnej knajpce, kilka kilometrów od miejsca zamachu.
— Mateusz — odparł chłodnie twój dziadek.
— Wiem to, a także wiele więcej. Jesteś agentem CIA
— Skąd to [przecinek] do cholery [przecinek] wiesz? — Zerwał się szybko z miejsca, przewracając przy tym dopiero przyniesiona kubki z kawą.
— Jestem z FSB. — [raczej bez kropki i dalej z małej] Przyciszyła głos. — To właśnie moja organizacja zorganizowała ten zamach.
— Dlaczego więc mnie uratowałaś? — [raczej bez kropki i dalej z małej] Ciągnął rozmowę, stojąc wciąż w tym samym miejscu.
— Usiądź — rzekła łagodnym głosem.
Mateusz rozejrzał się po pomieszczeniu [przecinek] dostrzegając [przecinek] że jest w centrum uwagi [przecinek] usiadł zwolna [z wolna] i czekał na odpowiedź.
— Bo poznaliśmy się już wcześniej i bo cię kocham. — Wypowiedziała te słowa subtelniej[przecinek] niż to jest możliwe.

— Czy to była babcia?! — Wyskoczył z łóżka mały chłopiec [kropka]
— Nie synku, babcię poznał zupełnie inaczej.
— A co się stało z Vanessą?
Ojciec wstał z bujanego fotela, ucałował syna w czoło i ruszył ku wyjściu.
— Umarła, zastrzelili ją jej właśni ludzie, właśnie [powtórzenie] w tej knajpce — rzekł łagodnie.
— Jak się naprawdę poznali? Kochał ją? Jak uciekł? — [dalej z małej] Zaczął rzucać mnóstwem pytań w kierunku ojca.
— Kiedyś mówił, że chociaż nie znali się zbyt długo [przecinek] zadurzyli się w sobie. Myślę, że było to zwykłe zauroczenie [przecinek] ale on upiera się, że to miłość. — Otworzył drzwi a drugą ręką sięgnął do włącznika światła. — Ucieczka i prawdziwe poznanie to zupełnie inna historia synku, a teraz spij. —[bez kropki i dalej z małej] Dokończył, po czym wyszedł z pochłoniętego przez noc pokoju.
— Dobranoc.

To może zacznę od tych mniej złych rzeczy.
Nie jest wcale tak tragicznie, jak można by sądzić, ale nie jest też na tyle dobrze, by uznać to za jakieś lepsze dzieło. Clancego nie czytałem, ale bardziej mi to przypomina jakiegoś Bourna czy coś w tym stylu, o ile tych dwóch nie ma nic ze sobą wspólnego.

To może teraz przejdę do rzeczy.
Leży zapis dialogów, polecam się zaznajomić z tą lekturą i dowiedzieć się nieco więcej na temat zapisywania dialogów. Z interpunkcją też nie jest najlepiej, ale źle też nie jest. Tak po środku, ale wciąż jest sporo miejsca do poprawy. Część zdań jest przydługa i można je śmiało rozbić na dwa mniejsze, mniej kłopotliwe. Podajesz też za dużo zbędnych szczegółów, które gdzieś tam się tarmoszą w myślach, niepotrzebnie odciągając uwagę od czegoś innego. Fakt, jakieś mniejsze opisy są potrzebne, ale umówmy się – to jest w końcu historyjka opowiadana przez ojca. Zachowajmy tutaj nieco więcej wierności tego typowi opowiastek na dobranoc. Część szczegółów może być lekko niejasna, ba, wręcz powinny być takie! Żadne opowieści nie są dokładne, wszędzie są jakieś niejasności. Tak więc duża część opisów tutaj traci na znaczeniu i powinna zniknąć, a przynajmniej w mojej opinii, np. po co nam wiedzieć, jakiej marki jest zegarek albo telefon? Albo ilu calowy jest ekran tabletu/telewizorka? Poza tym, to chyba raczej nie jest temat opowieści dla kilkuletniego dzieciaka, hm? Może jestem staroświecki, ale to właśnie to kuło mnie w oczy.
No i jak jeszcze weźmiemy pod uwagę to, że ojciec z synem żyją mniej więcej w naszych czasach, a opowieść jest o dziadku, to trochę ci się rozjeżdżają czasy – człowiek by się raczej spodziewał lat ~50-60, a tutaj nagle dostaje smartfonem i telewizorkiem(?) LCD w Hummerze. No cóż.

W każdym razie nie poddawaj się i ćwicz warsztat, bo masz potencjał ;)
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#3
(25-03-2014, 01:52)epoN napisał(a): Podajesz też za dużo zbędnych szczegółów, które gdzieś tam się tarmoszą w myślach, niepotrzebnie odciągając uwagę od czegoś innego.[...] np. po co nam wiedzieć, jakiej marki jest zegarek albo telefon? Albo ilu calowy jest ekran tabletu/telewizorka?
To jest właśnie to o czym pisałem, próba
wzorowania się na Clancym.

Cytat:No i jak jeszcze weźmiemy pod uwagę to, że ojciec z synem żyją mniej więcej w naszych czasach, a opowieść jest o dziadku, to trochę ci się rozjeżdżają czasy – człowiek by się raczej spodziewał lat ~50-60, a tutaj nagle dostaje smartfonem i telewizorkiem(?) LCD w Hummerze. No cóż.
Akcja dzieje się w przyszłości (tj. ojca i syna)

Dziękuję za pozostałe uwagi.
I'm working on:
– Projekt 1 (21str./~10%)
– Prequel: projekt 1 (4str./~15%)
Odpowiedz
#4
Przeczytam, ale jak naniesiesz poprawki epoNa, bo nie chcę dublować :P.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#5
(25-03-2014, 00:02)BeziteX napisał(a): — Dobrze, ale nie będę po raz kolejny opowiadał o tym (przecinek)jak błądził po Amazonce. — Ułożył się wygodnie w fotelu.

(brak myślnika – później wynika, że to wypowiedź) Jak wiesz (przecinek)dziadek za swych młodych lat bardzo wiele podróżował, kochał poznawać niepoznane i badać niezbadane.

Lecz równie jak ty czy ja był tylko człowiekiem; a może,(bez przecinka) aż człowiekiem?

— Tak więc, będąc człowiekiem(przecinek) nie mógł oprzeć się uczuciom(przecinek) jakie go spotykały.

— Ile jeszcze tych paczek? — mruczał pod nosem bagażowy (przecinek) przerzucając kolejną walizkę na pojazd służący do ich przewozu. — Okradł Pan (z małej litery, bo to nie list)muzeum? — rzucił retorycznie.

— Spokojnie, nie zostało ich już wiele — odparł Mateusz (przecinek) przykładając swój Samsung SII do ucha.

Czekając na odebranie komórki przez szofera (przecinek) zdążył przyglądnąć(lepiej "przyjrzeć", bo "przyglądnąć" brzmi według mnie źle) się nowo wyremontowanemu lotnisku we Wrocławiu

Zanim wyjechałem(przecinek) remont dopiero był w planach, w końcu wygląda to jak Europa.

— Witaj (przecinek) Alfredzie. Odbieram właśnie ostatnie bagaże.

— Dobrze (przecinek) szefie.

Wyjście o numerze sześćdziesiąt dwa znajdowało się znacznie bliżej niż mogło się wydawać z minimalnie większej odległości, nim wrócił myślami na ziemię (przecinek) wychodził już przez automatyczne drzwi na ogromny parking, był on na tyle wielki, że w mocnych promieniach słońca nie było można dostrzec jego krańca nawet po przysłonięciu dłonią oczu. (To zdanie jest za długie i nieuporządkowane, rozbiłabym je na kilka krótszych i sensowniejszych.)

Przez oglądanie dawno poznanych terenów na zauważył(przecinek) kiedy jego Hummer h3 znalazł się tuż przed wejściem.

Chociaż był ubrany w oficjalny uniform szoferów (przecinek) spod czapki wystawały mu czarne(przecinek) chociaż w wielu miejscach naznaczone siwizną włosy.

Plakietka wyglądała na całkiem nową, litery bowiem były rozmazane w skutek(wskutek) zbyt szybkiego przypięcia „odznaki” do stroju.

(...)Niektóre z tych zwojów pochodzą z wielkiej biblioteki w Aleksandrii — rzekł (przecinek) siedząc już w samochodzie.

— Dokąd? — rzucił za siebie (przecinek) łapiąc oddech.

— Do domu, nie mam sił na żadną z tych imprez organizowaną przez „wielkich” tego miasta — odpowiedział(przecinek) zatrzymując wzrok na ekranie.

— Czarny, szefie. Zbyt rzadko bywasz w domu.(bez kropki) — Stwierdził(stwierdził) (przecinek) przekręcając kluczyk w stacyjce.

Przejechali cały Wrocław (przecinek) opowiadając sobie wzajemnie najnowsze wieści ze świata nauki, polityki, archeologii i sportu.

— Co tam się dzieje? — Przerwał (przerwał)chwilę ciszy Mateusz (przecinek) gdy samochód zaczął szybko zwalniać.

(...) — Przerwał naglę(e), spoglądając w lewą boczną szybę.

Wzrok Mateusza ruszył natychmiast w tym samym kierunku, dostrzegł tam dużego(przecinek) czarnego Van’a wyjeżdżającego przez bramę Książańską i kierującego się wprost na Hummera.

Kierowca otrząsnął się natychmiast i już pół uderzenia serca później naciskał na pedał gazu (przecinek) wciskając go aż do oporu, spuściwszy przed tym ręczny.

Szofer spojrzał za siebie (przecinek) obserwując goniącego ich Vana, odwrócił wzrok ponownie ku drodze i w tym momencie wpadł na nich taki sam furgon jak ten (przecinek) przed którym uciekali.

Uderzenie było na tyle potężne, że stary kierowca wyleciał przez przednią szybę (przecinek) zatrzymując się na masce czarnego pojazdu.

Lewe drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem(przecinek) a do środka wtargnęły dwie,(bez przecinka – liczebnik) olbrzymie, czarne ręce.

Mateusz (przecinek) doszedłszy do siebie na tyle (przecinek) by logicznie myśleć i się poruszać, sięgnął płynnym ruchem do kabury pistoletu przymocowanej do paska od spodni.

Odbezpieczył jednym palcem swój Colt45 (przecinek) a drugim pociągał już za spust.

Ludzie z czarnymi maskami na twarzach starali się dostać do Mateusza (przecinek) przeskakując po samochodach, które zderzyły się ze sobą podczas wypadku.

Alfred leżał bezwładnie na ulicy z roztrzaskaną czaszką(przecinek) z której dobywały się strugi krwi.

(brak akapitu)Nie czekając na ponowne zaproszenie (przecinek) Mateusz wskoczył na tylne siedzenie.

— Nazywam się Vanessa.(bez kropki) — Rozpoczęła(rozpoczęła) rozmowę w małej, przydrożnej knajpce,(bez przecinka) kilka kilometrów od miejsca zamachu.

— Wiem to, a także wiele więcej. Jesteś agentem CIA(kropka)

(...) — Zerwał się szybko z miejsca, przewracając przy tym dopiero przyniesiona(e) kubki z kawą.

— Dlaczego więc mnie uratowałaś? — Ciągnął(ciągnął) rozmowę, stojąc wciąż w tym samym miejscu.

Mateusz rozejrzał się po pomieszczeniu (przecinek) dostrzegając(przecinek) że jest w centrum uwagi(przecinek) usiadł zwolna (z wolna) i czekał na odpowiedź.

— Czy to była babcia?! — Wyskoczył z łóżka mały chłopiec(kropka)
— Nie (przecinek) synku, babcię poznał zupełnie inaczej.

— Jak się naprawdę poznali? Kochał ją? Jak uciekł? — Zaczął (zaczął) rzucać mnóstwem pytań w kierunku ojca.(Rzucanie pytaniami w czyimś kierunku jakoś średnio mi się podoba, napisałabym "zarzucając ojca mnóstwem pytań".)

— Kiedyś mówił, że chociaż nie znali się zbyt długo (przecinek) zadurzyli się w sobie.

Myślę, że było to zwykłe zauroczenie (przecinek) ale on upiera się, że to miłość. — Otworzył drzwi (przecinek) a drugą ręką sięgnął do włącznika światła. — Ucieczka i prawdziwe poznanie to zupełnie inna historia(przecinek) synku, a teraz spij(śpij). — Dokończył, po czym wyszedł z pochłoniętego przez noc pokoju.

Od razu zaznaczę, że Clancy'ego nie czytałam, więc jeśli coś, co wytknę, jest owym wzorowaniem, to nie będę tego wiedziała.

Opowiadanie nie jest złe, pomijając interpunkcję i zapis dialogów całkiem dobrze napisane, ale mówiąc wprost, nie przypadło mi do gustu. Po prostu nie wywarła na mnie żadnego wrażenia opisana przez Ciebie historia, zwłaszcza że nieco się w niej pogubiłam (m. in. czytając, niezbyt wiedziałam, kto jest kim).
Wiem, że Epon o tym wspominał i że to akurat jest owo wzorowanie, ale także przeszkadzają mi marki przedmiotów, co trzeba dodać, mało znaczących dla opowiadania. Po tym, że coś było "Casio" czy "Suzuki" niewiele wiem o wyglądzie przedmiotu, o wiele bardziej wolałabym treściwy opis.

To tyle ode mnie. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#6
[...] opowiesz mi jeszcze jedną historyjkę?
— Przecież dopiero jedną skończyłem — odparł średniego wieku mężczyzna, zatrzymując się na progu drzwi prowadzących na korytarz.[...]

powtórzenie: jedną / 'zatrzymując się na progu drzwi" – można zatrzymać się w progu (moim zdaniem, może się mylę)

"Tak więc, będąc człowiekiem nie mógł oprzeć się uczuciom jakie go spotykały." – uczucia nie spotykają człowieka – rodzą się, nachodzą, ale nie spotykają.

"Wyjście o numerze sześćdziesiąt dwa znajdowało się znacznie bliżej niż mogło się wydawać z minimalnie większej odległości" – że co? Znaczy się rozumiem co miałes na myśli, ale to zdanie jest po prostu złe...:)

"— Bo poznaliśmy się już wcześniej i bo cię kocham. — Wypowiedziała te słowa subtelniej niż to jest możliwe." – hmm... pomijając nagłe wyznanie uczucia od obcej kobiety (:)), jak brzmią wypowiedziane słowa subtelniej niż jest to możliwe. Niż mogłoby się wydawać rozumiem, ale niż jest możliwe?

Treść – jeśli to opowieść o dziadku (który jeszcze nie poznał babci :)) a mają takie sprzęty i samochody to albo dziecko leżące w łóżku żyje w przyszłości, albo coś mi tu nie gra. Chyba, że ojczulek oszukuje dzieciaczka i opowiada mu co ślina na język przyniesie, na co może wskazywać początek rozmowy w relacji ojciec-syn.
Więc tego się nie czepiam.
Natomiast sama historia – nie wiemy kim była Vanessa, jakim cudem go pokochała, skoro się nie znali i czy warte było to zdrady swojego stowarzyszenia. Anyway, mało szczegółów, dużo akcji.
Interpunckji nie oceniam, bo z nią też mam problem;)
Dobre opisy, treść zwięzła, konkretna – bez niepotrzebnych zapychaczy, ale to czyni opowiadanko niesamowicie krótkim.
W ogólnej ocenie – za dużo błędów nie ma, historia nie porywa, ale czyta się płynnie.
Pozdrawiam
Gdyby przyjaciele mieli czyste zamiary
świat byłby piękniejszy,
a zbrodnia stałaby się mitem...

Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Dziękuję, za wszystkie komentarze wytykające błędy (opowiadanie zaktualizowane). Będę starał się ich unikać. W kolejnym opowiadaniu (które już mniej, więcej wiem jak będzie wyglądać :D), postaram się dodać więcej zwrotów akcji, dylematów moralnych a także tzw. niedomówień :P
I'm working on:
– Projekt 1 (21str./~10%)
– Prequel: projekt 1 (4str./~15%)
Odpowiedz
#8
Ktoś już o tym wspomniał, ale to mi nie wygląda na bajkę na dobranoc... ale ja swojej siostrze czytałam przed snem o krzyżakach, rycerzach, smokach i krucjatach xd O ile po lekturze podręcznika do historii dla najmłodszych, spała jak kamień, to myślę, że po Twojej historii nasz mały bohater nie mógł jeszcze dłuuuugo zasnąć ;)
A teraz o fabule, stylu itp. Mi też nie podobało się, że wszędzie były nazwy firmowe przedmiotów. Nie mówię, że ma ich w ogóle nie być, czasami są potrzebne, ale jak opisujesz np. jak wygląda salon, nie musisz wspominać ilu calowy jest telewizor i jaki pakiet kanałów wykupił właściciel rzeczonego telewizora.
Ogólnie całkiem fajnie, lekko się czytało. Można było oczywiście napisać lepiej, wszystko da się napisać lepiej, jak się dopiero uczysz, ale myślę, że jest całkiem spoko.
Co do fabuły: wszystko pięknie, ładnie do momentu w którym nie pojawia się Vanessa. Kobiety – one zawsze wszystko psują xd. A tak już na poważnie, skoro to miała być bajka, to zakończenie nie musiało być już pisane jak regularne opowiadanie, tym bardziej, że w moich oczach po prostu Ci nie wyszło. Takie jest moje zdanie na temat końcówki. Ja bym np. wyjaśniła czytelnikowi, dlaczego chcieli zabić głównego bohatera i co się stało z zawartością bagażnika (to mnie osobiście najbardziej interesowało). Małemu powiedziała, że dziadka uratowała Vanessa, bo była w nim zakochana (tak wiem, wyjaśniasz to, ale w formie dialogu, a mi chodzi o to, że ojciec mógł to opisać swoimi słowami). Ale to tylko MOJA sugestia, forma tekstu zależy od autora i tylko od niego, ja tylko powiedziałam, jak można by to zrobić inaczej.
No i jeszcze jedna, moja mała propozycja jak MOGŁOBY to wyglądać. Mnie by rozwalało, gdyby mały co jakiś czas przerywał i zadawał pytania. Tak chyba było w jakiejś bajce, ale to oczywiście tylko sugestia. Nie mówię, że Twój sposób jest zły czy coś. Jak już mówiłam, to zależy tylko od Ciebie. Pamiętaj, że masz więcej niż jedną opcję.
Weny życzę.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantastyka Halloweenowa opowieść Angelika 5 2,186 26-04-2014, 00:12
Ostatni post: Sm00k

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości