Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sci-Fi Cztery godziny
#1
Łapcie kontynuację Trzech warunków ;) Pewnie sporo będzie do poprawy, ale zachęcam do komentarzy – są dla mnie bardzo ważne :D

[Obrazek: rSGU520.png]
Druga część trylogii Krieg Drei

Spis treści

Rozdział pierwszy

Na Krieg Drei rządziło amerykańskie wojsko. Planeta o powierzchni trzy razy mniejszej niż Ziemia była zamieszkana jedynie na obszarze o wielkości małego miasteczka we wschodniej Polsce, który w całości należał do armii. Mieściło się tam bowiem lotnisko, kilka baraków mieszkalnych, dwa niewielkie budynki dla mniej ważnych dowódców oraz wreszcie wielki gmach tajnych służb. Pomiędzy nimi ulokowano dzielnicę dla zesłańców, którzy byli niewygodni na błękitnym globie. Potęga Krieg Drei tkwiła jednak w rozbudowanej sieci tuneli i bunkrów, których plany były pilnie strzeżone, a dostęp do nich miały tylko trzy osoby na miejscu i dwie na Ziemi.
Codziennie w bazie wojskowej pracowało kilka tysięcy osób, stacjonowało kilkaset nowoczesnych, międzyplanetarnych szturmowców i mieszkało blisko tysiąc cywilów. Do podziemi schodziło najwyżej dziesięć procent mieszkańców. Niektóre pomieszczenia przeznaczone były tylko dla oczu garstki wybranych doradców, a istniały takie, w których bywał wyłącznie Wódz.
Tak zwali go mieszkańcy, póki – ich zdaniem – nie oszalał. Alatho Adler był zwierzchnikiem sił zbrojnych i czymś na kształt imperatora Krieg Drei. Po ataku na swojego syna jego pozycja zmalała, a w oczach żołnierzy rósł nie mniej doświadczony major Konstanty Orłow, na Ziemi uznany za zmarłego. Adler był człowiekiem nad wyraz spokojnym i przewidującym skutki swoich poczynań. Planował zawsze na zimno, nigdy nie robiąc niczego pod wpływem emocji czy chwilowych zachcianek. Raz popełnił ten błąd, choć wolał go wymazać z pamięci. Zaatakował własnego syna, któremu chciał przekazać władzę.
W kilkanaście dni po ataku Alatho wciąż nie odzyskał zaufania, mimo iż został oczyszczony z zarzutów. Dobrowolnie poddał się jednak karze ograniczenia swobody ruchu, co oznaczało przypięcie stalowymi pasami do zdalnie sterowanego fotela. Ponieważ Adler na co dzień obcował jedynie z garstką ludzi, przy czym nigdy nie pozwalano mu spędzać czasu w samotności, każdy z nich posiadał klucz do natychmiastowej neutralizacji mobilnego więzienia. Umożliwiało to Adlerowi dowodzenie oraz zapewniało przynajmniej minimalne bezpieczeństwo.
Nie udało się jednak uniknąć głosów, że Alatho jest szpiegiem, choć do końca nie ustalono, po czyjej stronie stoi. John, Dave, Gardran oraz Orłow wierzą, iż atak na syna był jedynie niegroźnym incydentem.
Niezręczna sytuacja, jaka zapanowała w dowództwie Krieg Drei, osłabiła obronność planety, a wróg, sprytnie wykorzystując dezinformację, przystąpił do ofensywy.

Główna hala podziemnego centrum dowodzenia była okrągła, na cięciwie z jednej strony wyrastały wielkie monitory, po których obu stronach ziały prostokątne dziury bez drzwi. Za telebimem znajdowało się dodatkowe pomieszczenie dla technika obsługującego wszelkie przewody, nagłośnienia i tym podobne informatyczne sprawy. W centrum hali ustawiono spory, prostokątny stół ze szklanym blatem, który był jednocześnie wysokiej rozdzielczości dotykowym wyświetlaczem. Nad nim znajdował się projektor trójwymiarowy do prezentacji hologramów. Przy stole ustawiono dziesięć bogato zdobionych, dębowych krzeseł, z czego zajętych było pięć.
John Adler, Amerykanin wplątany w międzynarodowy, a nawet międzyplanetarny konflikt, siedział i bawił się plastikowym patyczkiem. Rysował nieprzyzwoite kształty, by rozładować napięcie, a potem, niby przez przypadek, puszczał obraz na główny telebim. Podczas jednej z takich zabaw oświetlenie w hali zmieniło barwę z ciepłej bieli na ostrą czerwień. Inteligentny stół przeszedł w stan taktyczny, wyświetlając każdemu plan podziemi, ikonę szybkiego dostępu do sieci ewakuacyjnej, symboliczną mapę nieba uwzględniającą pozycje przyjacielskich i wrogich statków, a także obecne rozkazy i sugerowane rozwiązania, z których nikt nigdy nie korzystał. Nietypową sytuację zasygnalizowała już sama zmiana scenerii, ale Alatho z przyzwyczajenia puścił obraz na wielki ekran, by mogli sporządzać notatki.
– Co jest nie tak? – Pierwszy odważył się zapytać Dave. – Nie widać czerwonych.
Na mapie nieba poruszało się kilkanaście zielonych i niebieskich symboli. Kwadraty oznaczały statki transportowe, kółka reprezentowały statki zaopatrzeniowe, a trójkąty – bojowe. Nie było jednak oprócz nich żadnego czerwonego piktogramu, który oznaczałby wrogą maszynę.
– Czy ktoś rozumie, co tu się dzieje? – spytał wreszcie dowódca.
Dwa zielone trójkąty latały, zdałoby się, synchronicznie, sprawiając wrażenie zabawy w kotka i myszkę. Tak też faktycznie było, gdyż dwóch pilotów przeprowadzało symulację powietrznej bitwy jeden na jednego. Wszystko odbywało się wzorowo i zgodnie z planem, gdy nieoczekiwanie w pomieszczeniu zaświeciły się kolejne czerwone diody.
– Co, do licha… – zaklął Orłow, jednocześnie gestem przywołując do siebie Johna. – Spójrz na to swoim młodym okiem. Co ci to przypomina?
– Cholera, to wygląda mi na przegrzanie rdzenia.
– Właśnie! Taka informacja, a tak słabo wyeksponowana! Szlag by trafił projektanta tego bezużytecznego stołu! – Orłow kopnął ustrojstwo, po czym zwrócił się do dowódcy: – Alatho, sytuacja jest poważna.
– Widzę – przerwał. – Poczekajmy chwilę.
Zielone trójkąty żywo przesuwały się po ekranie, jak gdyby piloci w ogóle nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia, a przecież dane pochodziły z ich komputerów pokładowych. Czyżby błąd transmisji? Uciekinier lawirował między wirtualnymi statkami cywilnymi (na ekranie na niebiesko), a myśliwy skutecznie go doganiał, zbliżając się na odległość zasięgu działka. Wtem w pomieszczeniu zrobiło się całkowicie ciemno, nie licząc nikłego blasku bijącego z czarnego wyświetlacza.
– Co jest! Co, co, co?! – wściekał się Alatho. – Orłow, melduj.
– Ustaliliśmy, że na pokładzie uciekiniera temperatura wyświetla się w normie. Nasze maszyny wskazują jedynie pięć procent poniżej wartości maksymalnej. Al, musimy ogłosić alarm, on może wybuchnąć, a wtedy…
– Wtedy mielibyśmy tutaj mały atomowy deszcz – dokończył zwinnie John. – Majorze, co się stanie, jeśli on powróci na powierzchnię i trochę ostygnie?
– Pozwól najpierw, że wyprowadzę cię z błędu. Otóż stopiony rdzeń sieje spustoszenie jedynie w przestrzeni, gdzie pozostanie już na zawsze. Nie spadnie na Krieg Drei, ale będzie niebezpieczny dla wszelakich naszych latających maszyn. A jeśli jednak powróci i ostygnie… to będzie najlepszy z możliwych scenariuszy. Jeszcze gorszy od wybuchu w przestrzeni oczywiście jest powrót i wybuch w bazie.
– Dość tych wykładów. – Stary Adler wziął do ręki słuchawkę interkomu. – Przysłać tu Magnusa Blacka.
– A ten tu czego? – zapytał John z nutką ciekawości w głosie.
– Porozmawiam z nim na osobności, nie martw się, nawet tu nie wejdzie. Tymczasem wydać rozkaz powrotu obu pilotom. Najpierw uszkodzony. W przypadku wybuchu na lądowisku wprowadzić procedurę awaryjną numer P4X022.
Orłow z Johnem spojrzeli na niego z niedowierzaniem. Oznaczało to, że w razie ewentualnej katastrofy drugi pilot nie miał prawa wylądować, nawet pod groźbą otwarcia do niego ognia. Stosowano takie praktyki jedynie w przypadku podejrzenia sabotażu. Nikt nie chciał, by w bazie pojawił się szpieg, a do tej pory przynajmniej Orłow nie dopuszczał takiej możliwości.
– Czyli jednak – mruknął John.
– Hę? – zdziwił się major. – Podejrzewałeś sabotaż?
– Nie, ale krążą słuchy, że ktoś szpieguje. Miałem nadzieję, że to plotki.
W hali zapadła grobowa cisza. Nikt nie wiedział, co w takiej sytuacji począć. Zgromadzeni ludzie bezradnie wpatrywali się w słupki danych, wykresy i symboliczne zielone trójkąty. Piloci wciąż kontynuowali trening, zapewne – w wyniku sabotażu – nie wiedząc o awarii. Na szczęście do kontroli naziemnej dane idą innym kanałem, niż na wyświetlacz pilota, czego szpieg najwidoczniej nie potrafił uniknąć. W końcu, gdy temperatura rdzenia przekroczyła dozwolone maksimum, w hali rozszalały się brzęczyki i oświetlenie. Pilot zdecydował się na kontakt głosowy, co było surowo zabronione w stanie wojny:
– Kontrola, tu Golem Dwa. Melduję niepokojąco wysoką temperaturę w kokpicie.
– Golem Dwa, podaj odczyt z komputera pokładowego – niemal krzyknął Dave.
– Temperatura w normie, choć pod górną kreską.
– Faktyczna temperatura rdzenia wynosi sto pięć procent normy. Dowódca zarządził bezwarunkowy powrót do bazy! Procedura P4X022. Powtarzam: procedura P4X022!
– Zero, dwa, dwa, przyjąłem. Zaraz… – Pilot był wyraźnie skonsternowany. – Sabotaż?!
– Zgadza się.
Pilot zakończył rozmowę i zaczął wyraźnie oddalać się od goniącego go kolegi. Po krótkiej ucieczce zawrócił szerokim łukiem, by przygotować się do prostopadłego wejścia w atmosferę planety. Drugi pojazd wykonał dokładnie ten sam manewr, póki nie spostrzegł, że coś jest nie tak. Dave zdecydował się rozpocząć procedurę:
– Golem Jeden, tu kontrola. Masz zakaz lądowania. Powtarzam: zakaz lądowania. Pozostań w przestrzeni.
Ten jednak, nie robiąc sobie nic z tego, wciąż gonił za Golemem Dwa, nie do końca pojmując niebezpieczeństwo. Przyszarżował i niemal przydzwonił w tył uciekającej maszyny, gdy ta nagle ostro odbiła na lewe skrzydło. Lecąc w przechyle, pojazd stopniowo wytracał prędkość, zdając się jedynie na łaskę grawitacji. Pilot wiedział, co robi. Rozgryzł plan, ale było już za późno. Golem Jeden zawrócił i ponownie ustawił się na jednej linii z Golemem Dwa, tym razem w większej odległości. Przymierzył dokładnie i spod skrzydła wypełzła długa tuba napędzana zwykłym paliwem rakietowym. Pocisk pognał przed siebie, szukając celu.
– Co to? – zdziwił się John. – Płaski czerwony kształt na radarze.
Wszystkie oczy w hali zwróciły się nagle na wielki ekran. Nikt nie miał wątpliwości.
– Jasny gwint, on chce go zabić!
– Golem Jeden, rozbrój tę rakietę, natychmiast! – darł się Dave. – Powtarzam: natychmiastowe rozbrojenie!
– Co tu się dzieje? Nieprzyjaciel tak blisko nas? Kim są ci piloci? – grzmiał Alatho.
– Ten z roztopionego to niejaki Vailo Keem, a o jedynce brak informacji – odparł szybko major. – Podejrzewam, że to ktoś z sił specjalnych, kto może poderwać pojazd bez zezwoleń.
– Matko jedyna, żeby to nie byli Rosjanie! Cóż ten chłopak zawinił?!
Vailo Keem spostrzegł pocisk na swoim pokładowym radarze. Z nadzieją na uratowanie życia próbował zmylić goniącą go stalową tubę szybkimi manewrami na boki, jednak nie wiedział, że nie ma szans. Napastnik dobrze wiedział, co robi, wystrzeliwując czułą na ciepło głowicę samonaprowadzającą. Nie był to bynajmniej pocisk nuklearny, ale z pewnością uśmierciłby niewinnego człowieka.
Alatho milczał, patrząc cały czas to na Orłowa, to na Dave’a, omijając Johna. Atmosfera była tak gęsta, że można ją było kroić nożem. W końcu do centrum dowodzenia wpadł Magnus Black.
– Co, do… – wykrztusił Alatho. – Jak tu wlazłeś? Co tu się, u licha, dzieje?!
– Ty mi to powiedz, Al – rzekł Czarny. – Przełącz telebim na kamery z transporterów TZ-1, TZ-2 i TB-1. Powinny wystarczyć do obserwacji tego wydarzenia…

poprawiono
[url]http://sciencefantasia.blogspot.com[/url]
Opowiadania SF i Fantasy
O mnie
Opowiadania na forum:
Trzy warunki, Cztery godziny
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(17-03-2014, 00:00)Box napisał(a): Planował zawsze na zimno, nigdy nie robiąc niczego pod wpływem emocji, (bez przecinka) czy chwilowych zachcianek.

Niezręczna sytuacja, jaka zapanowała w dowództwie Krieg Drei(przecinek) osłabiła obronność planety, a wróg, sprytnie wykorzystując dezinformację, przystąpił do ofensywy.

Główna hala podziemnego centrum dowodzenia była okrągła, na cięciwie z jednej strony ustawione były wielkie monitory, po których obu stronach ziały prostokątne dziury bez drzwi.

W centrum hali ustawiono spory (przecinek) prostokątny stół ze szklanym blatem, który był jednocześnie wysokiej rozdzielczości dotykowym wyświetlaczem.

– Co b](przecinek) [/b]do licha… – zaklął Orłow, jednocześnie gestem przywołując do siebie Johna.

Zielone trójkąty żywo przesuwały się po ekranie, jak gdyby piloci w ogóle nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia, a przecież dane pochodzą z ich komputerów pokładowych. (Niekonsekwencja czasowa)

– Majorze, co się stanie(przecinek) jeśli on powróci na powierzchnię i trochę ostygnie?

Oznaczało to, że w razie ewentualnej katastrofy, (bez przecinka) drugi pilot nie miał prawa wylądować, nawet pod groźbą otwarcia do niego ognia.

W końcu, gdy temperatura rdzenia przekroczyła dozwolone maksimum, oświetlenie i brzęczyki w hali rozszalały się.(Nie zostawia się "się" na końcu zdania)

Ten jednak (przecinek) nie robiąc sobie nic z tego (przecinek) wciąż gonił za Golemem Dwa, nie do końca pojmując niebezpieczeństwo.

Lecąc w przechyle (przecinek) pojazd stopniowo wytracał prędkość, zdając się jedynie na łaskę grawitacji.

– Golem Jeden(przecinek) rozbrój tę rakietę, natychmiast! – darł się Dave.

Nie był to bynajmniej pocisk nuklearny, ale z pewnością uśmierci niewinnego człowieka. (Znowu niekonsekwencja czasowa)

Atmosfera była tak gęsta, że można ją było kroić nożem i smarować chleb. (Eee... nie, to mi się nie podoba.)

Na razie jakoś nieszczególnie przypadło mi do gustu. Ten opis na początku jakoś mi się nie podoba, dużo szczegółów, z których prawie nic nie zapamiętałam, a potem znowu prawie same dialogi. Poczekam z obszerniejszym komentarzem na rozwój akcji.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Dla mnie, jeżeli mogę odnieść się do komentarza Vet, informacje zawarte na początku, w ogóle całość przyswoiłam właśnie bardzo łatwo. Możliwe, że chodzi tu po prostu o gust, upodobania, nie wiem. Każdy skupia się przy czytaniu na czymś innym. Mnie innymi drogi zainteresowałeś. Nie tyle co samą planetą, a przede wszystkim tajemniczym gościem za sterami samolotu szturmowego. Opisujesz akcję tak, że napięcie wciąż wisi w powietrzu. Mi, jak na razie, tekst się podoba, czekam na więcej.
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
Odpowiedz
#4
Cytat:Na razie jakoś nieszczególnie przypadło mi do gustu. Ten opis na początku jakoś mi się nie podoba, dużo szczegółów, z których prawie nic nie zapamiętałam, a potem znowu prawie same dialogi. Poczekam z obszerniejszym komentarzem na rozwój akcji.
No cóż, są gusta i guściki :) Opis będzie na pewno jasny dla osób, które przeczytały moje wcześniejsze opowiadanie, gdyż powyższe jest jego kontynuacją. Zawarłem w nim zarówno krótkie streszczenie finału poprzedniej części oraz trochę szczegółów dotyczących bieżącej. Można to potraktować jako swego rodzaju prolog.
Co do dużej ilości dialogów – według mnie akcja wymagała, by akurat tutaj odbyła się gorąca dyskusja. W końcu w takich momentach nikt nie siedzi z buzią na kłódkę i nie przygląda się monitorom :P Przyjdzie jeszcze czas na opisy pojazdów, miejsc, budynków itp.
Dziękuję za poświęcenie czasu na wskazanie błędów – po dłuższej przerwie znów mam problemy z przecinkami, jak widać. Postaram się poprawić!

Cytat:Dla mnie, jeżeli mogę odnieść się do komentarza Vet, informacje zawarte na początku, w ogóle całość przyswoiłam właśnie bardzo łatwo. Możliwe, że chodzi tu po prostu o gust, upodobania, nie wiem. Każdy skupia się przy czytaniu na czymś innym. Mnie innymi drogi zainteresowałeś. Nie tyle co samą planetą, a przede wszystkim tajemniczym gościem za sterami samolotu szturmowego. Opisujesz akcję tak, że napięcie wciąż wisi w powietrzu. Mi, jak na razie, tekst się podoba, czekam na więcej.
Dziękuję za miłe słowa, spróbuję nie zawieść w następnych rozdziałach! A już w kolejnym wyjaśni się, kim jest ów tajemniczy pilot ^^
[url]http://sciencefantasia.blogspot.com[/url]
Opowiadania SF i Fantasy
O mnie
Opowiadania na forum:
Trzy warunki, Cztery godziny
Odpowiedz
#5
Cytat: Niektóre pomieszczenia przeznaczone były tylko dla oczu garstki wybranych doradców, a istniały takie, w których bywał tylko ( możesz zamienić na "wyłącznie" ) Wódz.

Główna hala podziemnego centrum dowodzenia była okrągła, na cięciwie z jednej strony wyrastały wielkie monitory, po których obu stronach ziały prostokątne dziury bez drzwi ( nie podoba mi się konstrukcja tej części zdania, może spróbuj nad tym pomyśleć ).

Rysował nieprzyzwoite kształty ( nieprzyzwoite kształty – co to takiego? ), by rozładować napięcie, a potem, niby przez przypadek, puszczał obraz na główny telebim.

Orłow z Johnem spojrzeli z niedowierzaniem ( Na co spojrzeli? Może – spojrzeli po sobie z ... albo – na niego z ... ).

– Golem Dwa, podaj odczyt z komputera pokładowego – niemal krzyknął Dave będący w tej chwili na radiu ( to jest raczej zbędne, bo w sytuacji zagrożenia prawdopodobnie wszyscy mieliby słuchawki na uszach lub włączony przekaz na głośno ).

Przyszarżował ( Zaszarżował ) i niemal przydzwonił w tył uciekającej maszyny, gdy ta nagle ostro odbiła na lewe skrzydło.

Z nadzieją na uratowanie życia próbował zmylić goniącą go stalową tubę szybkimi manewrami na boki, jednak nie wiedział, że nie ma szans. Napastnik dobrze wiedział, co robi, wystrzeliwując czułą na ciepło głowicę samonaprowadzającą.

Opowiadania zawierające dużo sformułowań technicznych nie pociągały mnie specjalnie. W twoim przypadku jest inaczej, bo ten przekaz zawiera sporą dynamikę i dramatyzm, mimo stacjonarnego miejsca, jakim jest centrala czy też punkt dowodzenia. Zaciekawiłeś mnie tym tekstem;). Z mojej strony kilka propozycji poprawek.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#6
Mimo iż lubię Sci Fi czy Space Opery to jednak jeśli chodzi o to opowiadanie spasuję. Mówi się że np książki Lema są trudne w odbiorze a "łykałem je" jedna po drugiej a tu musiałem rozbić całość na trzy podejścia. Czegoś tu brakuje. // pewnie małych dziewczynek : D – Y. // Jestem na nie.
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Po pierwsze – nie czytałem owych "Trzech warunków", których kontynuacją może być tekst, więc moje stwierdzenie z punktu drugiego może być błędne.
Po drugie – za dużo postaci na początku. Dość mocno rozróżnione imiona, ale minie jeszcze trochę czasu nim zacznę w pełni rozpoznawać postaci.

Dobra.
Za szybko i gwałtownie zawiązana akcja. Nie wiadomo skąd się to wszystko bierze.
Dalsze przedstawienie fabuły pozostawia trochę do życzenia, chociaż nie jest tragiczne.
Jest parę niezręczności językowych, kilka elementów, które mnie się osobiście nie podobają, ale to raczej kwestia upodobania.

Kompletnie nie rozumiem jak można nazwać rakietę "długą tubą", szczególnie przy pierwszym użyciu tego słowa. Na początku nie miałem pojęcia o co Ci chodzi – chce gościa ugasić jakąś pianką, paliwo mu "przetoczyć", oddać mocz przez zewnętrzny moduł usuwania nieczystości?

Cóż, nie podobało mi się za bardzo, chociaż nie mogę wskazać na jakiś konkretny punkt, który mi się strasznie nie podobał. Jako całość tekst mnie po prostu nie porwał, wybacz.
Głupi gada, bo nade wszystko chce zabłysnąć.


[Obrazek: O7mWLoq.png]
Odpowiedz
#8
Spoiler: notka
Rozdział drugi

Ogromne wyświetlacze w centrum dowodzenia ukazywały mrożącą krew w żyłach scenę. Szerokokątne kamery transporterów nieustannie wysyłały obraz na żywo z wydarzeń w przestrzeni kosmicznej należącej do Krieg Drei. Niewielkich rozmiarów statek szturmowy klasy Mango, który przypominał bardziej latające skrzydło, niż pojazd bojowy, z trudem manewrował to w lewo, to w prawo, uciekając przed śmiercionośnym pociskiem. Przy tak ostrych zwrotach na pilota działały ogromne przeciążenia i nie wiadomo było, czy ten wciąż jeszcze żył, gdy w końcu oberwał w ogon. Komory tlenowe rozszczelniły się w wyniku uderzenia, tworząc wielką kulę ognia, która zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Mango zmienił się w kupę odłamków, poskręcane aluminium wirowało w próżni niczym bączek, roztrzaskane w drzazgi włókno szklane pędziło w przestrzeń jak pociski napędzane falą uderzeniową. Całość była wielce niebezpieczna dla pojazdów przebywających na orbicie Krieg Drei, ale także na powierzchni planety – ciężki silnik, choć nadtopiony, cudem nie ucierpiał w wypadku i powoli wytracał swą energię, z wolna zbliżając się ku atmosferze globu. Nie minęło dużo czasu, a zupełnie zmienił się w kulę parującego, płonącego płynu, która przegrywała z bezlitosną siłą grawitacji planety.
Widok na monitorze nie pozostawiał złudzeń – pilota mogła uratować jedynie katapultacja, a tej nikt nie zauważył. Zgoła inaczej sytuacja wyglądała z powierzchni planety, skąd tragiczny finał rutynowych ćwiczeń oglądało wielu zwykłych żołnierzy odciągniętych od służby widokiem, jak sądzili, meteorytu.
– Uderzy! – biadolił jeden z nich, zakrywając twarz rękoma. Rozchylił palce i zapytał kolegów: – Uderzy, prawda? Pędzi wprost na nas!
– Daj spokój, Fred. Nie pierwszy i nie ostatni raz na Drei spadło jakieś świństwo z nieba.
– Luke, nie tym razem… – Kapral o imieniu Luke poczuł na ramieniu urękawicznioną dłoń. To plutonowy prosił o powrót do przerwanych zajęć. Na odchodne pokręcił tylko głową i przeciągnął palcem w poprzek ust.
Wiadomym było, że całe wydarzenie należało zachować w tajemnicy. Na planecie grasował niebezpieczny sabotażysta, być może to właśnie on wydał wyrok śmierci na niewinnego pilota. Nikt nie chciał, by którykolwiek z Rosjan dowiedział się o tym nieprzyjemnym wypadku. Sprawa jednak zaczęła się komplikować, gdy pilot Golema Jeden, mimo wdrożonej procedury, zaczął podchodzić do lądowania. Zbliżał się do atmosfery pod ostrym kątem, gdy usłyszał w słuchawkach ostrzeżenie. Nie ląduj pod żadnym pozorem!, głosił komunikat. Mężczyzna zerwał urządzenie z głowy i cisnął w tył kokpitu. Był zdenerwowany i za wszelką cenę usiłował dostać się na planetę. Potem komunikat powtórzył się jeszcze kilka razy, aż w końcu głos w słuchawkach umilkł, by już nigdy nie rozbrzmieć. Pilot nawrócił i wszedł gładko w atmosferę, umiejętnie manewrując pojazdem, by jak najbardziej zmniejszyć tarcie. Widział przez szybę kabiny pełznące po poszyciu języki plazmy, tak bardzo bezradne wobec nowego termoizolatora. Statek klasy Mango był aerodynamiczny, wyglądał jak oderwane od myśliwca skrzydło z podpiętymi doń rakietami powietrze-powietrze. Jedynie owiewka wystawała nieznacznie nad poziomy przekrój pojazdu.

W centrum dowodzenia zawrzało. Magnus Black spoglądał po wszystkich, nie mogąc się zdecydować, kogo pierwszego obwinić za ten wypadek. Wiedział, że ktoś musi odpowiedzieć za to, że pozwolono mordercy wzbić się w powietrze. Ktokolwiek to jest, właśnie jego szukają wszyscy w bazie. Tajemniczy sabotażysta był więc członkiem ścisłego dowództwa.
– Al, ten człowiek chce wylądować – odezwał się w końcu Black. – Pozwólmy mu na to.
– Kim jesteś, by mi rozkazywać, Magnusie?
– Między innymi przewodzę żandarmerii i chciałbym przesłuchać tego człowieka.
– Podejrzewasz coś? – zaciekawił się stary Adler.
– To chyba nie powinno należeć do twoich zmartwień, Al. Pozwól mi wykonywać własną robotę.
Napięcie wzrastało z każdą minutą od katastrofy, gdyż nikt nie miał pojęcia, czego był świadkiem. Być może był to zwykły wypadek, błąd komputera, a może celowe zakłócanie transmisji danych, z dawna planowane morderstwo albo akcja dywersyjna. Tego John obawiał się najbardziej – gdy oczy wszystkich najwyższych oficjeli na Krieg Drei zwrócone były na jeden obszar nieba, wróg mógł bez problemu wylądować na antypodach, gdzie ziemia jeszcze nigdy nie poznała dotyku podeszwy wojskowego buciora.
Alatho wyprowadził Magnusa z hali jednymi z bocznych drzwi, rozmawiając szeptem po drodze. John zdołał wychwycić kilka pojedynczych słów, których nijak nie umiał złożyć w sensowne zdanie. Głosy cichły, aż w końcu stały się nieodróżnialne od hałasujących maszyn ukrytych za telebimami. Kim, do diabła, jest ten Black?, zastanawiał się John. W każdym widzi szpicla, ale w końcu to jego praca. Wtedy za stołem z powrotem zasiadł jego ojciec w skupieniu analizujący pismo, które wypluła drukarka.
– Jasna cholera! – zaklął głośno, przeczytawszy zastanawiające zdanie. – John, to była dywersja!
– Tego się obawiałem – powiedział John pod nosem. – Gdzie wylądowali?
– Co? – wykrztusił Alatho zbity z pantałyku.
– Rosjanie. Gdzie wylądowali?
– Jacy Rosjanie, chłopie? Tutejszy żołnierz, a przynajmniej ktoś w jego mundurze, widziany był kilka minut temu w magazynie kriegonitu. Niestety udało mu się zbiec.
Kriegonit był pierwiastkiem odkrytym przez Amerykanów na Krieg Drei. Okazał się świetnym materiałem do budowy statków kosmicznych, budynków, naczyń i wszystkiego, co było narażone na wysokie temperatury, ekstremalne naprężenia i przy tym musiało być lekkie. Z tych właśnie względów pilnie potrzebowali go Rosjanie, by zdominować przestrzeń kosmiczną. Okazało się jednak, że na planecie, którą skolonizowali – Krieg Vier – występuje zaledwie znikoma część złóż z Drei, liczona nawet w tysięcznych częściach procenta. Mimo to nie wiedzieli o najważniejszej cesze tego pierwiastka – poddany odpowiednim zabiegom wytwarzał energię, bardzo dużo energii, tracąc niewiele na masie. Badania nad wydajnością jednak wciąż trwały.
– Czy coś zginęło? – John otrząsnął się z szoku.
– Nic, czym nie chcielibyśmy się dzielić. Jedynie kilkadziesiąt kilogramów kriegonitu.
– Jak ten człowiek to uniósł?
– Widziano ciężarówkę niknącą za horyzontem.
– To wszystko wyjaśnia – wtrącił Orłow. – Strzelający pilot miał odwrócić uwagę od niepożądanej wizyty w magazynie. Czyli mamy dwóch szpiegów.
– Jasna cholera! – powtórzył Alatho. – Czas działać.
Wtedy ojciec przywołał syna do siebie, by odbyć rozmowę możliwie jak najciszej. Wykładał mu plan misji, a John kiwał głową na znak, że rozumie. Mężczyźni, tak bardzo różniący się od siebie fizycznie, wydawali się myśleć jednakowo. Już po chwili sprawa została omówiona. Alatho poprosił syna o wskazanie osób, które, według niego, zasługują na zaufanie, na co on wymienił Dave’a, majora Orłowa oraz Gardrana. Na twarz starego Adlera wstąpił grymas niepewności, lecz zaaprobował wybór.
– W takim razie wyjawię plan wszystkim, choć w niepełnym składzie. Nie będziemy przejmować się znikomą ilością kriegonitu, choć Rosjanie mogliby skradzionym surowcem napędzić kilkaset śmiercionośnych maszyn. Zamiast leczyć objawy, postaramy się zneutralizować szkodzącego nam wirusa, dlatego polecicie na Krieg Vier i zlikwidujecie Wasyla Kuzniecowa! Jest on szefem tamtejszego wywiadu, a operację tę szykowaliśmy już od dawna, choć brakowało nam bodźca. Nawet jeśli to prowokacja, Kuzniecow musi stracić życie. Zbyt dużo wie także o naszych wtyczkach na Vier.
Wtedy Alatho podał każdemu materiały ze zdjęciami wroga i towarzyszących mu osobistości, na które mogą się natknąć na obcej ziemi. Mężczyźni uważnie zlustrowali każdego z Rosjan, przeczytali dokładne biogramy i przystąpili wreszcie do rozrysowania drogi, jaką będą musieli przebyć po wylądowaniu na planecie. Mieli bowiem osiąść na pustkowiu, którego, według wywiadu, nikt nie strzegł.
– Jak to możliwe, że Rosjanie nie monitorują tamtego miejsca? – spytał John.
– Nie wiem. Podejrzewam, że dowiecie się, gdy tam wylądujecie. To nasza jedyna szansa – poinformował ze stoickim spokojem Alatho. – Za dwa tygodnie nasze planety korzystnie się ustawią względem siebie, zarówno na orbitach, jak i półkulami.
Podczas gdy w centrum dowodzenia planowano zamach na wrogiego przywódcę, na powierzchni planety do lądowania podchodził Mango napastnika. Pilot był doskonale wyszkolony, bowiem wylądował przy wyłączonym systemie naziemnego naprowadzania. Radiolatarnie i lampy oświetleniowe wyłączono, a wieża kontroli milczała, by nie ułatwiać zadania niepożądanemu osobnikowi – procedura awaryjna wciąż obowiązywała, choć Magnus Black zarządził, by morderca jak najszybciej znalazł się w sali przesłuchań. Pojazd zniżał się wolno, nie tracił zbyt szybko prędkości, aż w końcu, idealnie na samym początku lądowiska, podwozie jęknęło przeraźliwie, zadymiło i w powietrze wystrzelił spadochron hamujący, by skrócić dobieg. Do akcji pospiesznie przystąpiły wozy strażackie, które oblewały maszynę na zmianę to wodą, to specjalnym chłodziwem. Loty orbitalne musiały być schłodzone, gdyż izolator termiczny po rozgrzaniu wytwarzał niebezpieczne dla życia promieniowanie.
Owiewka w końcu się podniosła, natychmiast do statku podjechały schody i pilot, nie zdejmując czepka i okularów, zszedł po nich wprost do budynku tajnych służb. Dwóch uzbrojonych po zęby żołnierzy złapało go pod ramiona i poprowadziło do wąskich, stalowych drzwiczek z zamkiem magnetycznym. Pilot nie wiedział, co się dzieje, choć nie zadawał zbędnych pytań. Zdawał sobie sprawę z kim ma do czynienia i że nie należało bez potrzeby zabierać głosu. Prowadzili go wąskim, ciemnym i zimnym korytarzem śmierdzącym świeżym betonem i mokrym piachem. Wilgoć drażniła nozdrza, a na całe jego ciało wstąpiła gęsia skórka. Tunel wydawał się nie mieć końca, nie było widać żadnego światła. Tych dwóch na pewno ma noktowizory, pomyślał pilot. Nagle cała trójka skręciła w jakąś odnogę, skąd więźnia odebrała jedna osoba. Magnus Black poprowadził mordercę do hali centrum dowodzenia, czym wywołał niemałe poruszenie wśród zebranych Amerykanów. Mężczyźni spojrzeli po sobie zdenerwowani, Alatho nie wiedział, co począć.
– Chyba wiem, z kim mamy tutaj do czynienia – rzekł Black. – Przecież to wasz człowiek, Al.
– Nie pleć głupstw.
– Jakie miałeś rozkazy? – wypytywał Czarny. – Hej, odpowiadaj! – Wziął zamach i zdzielił pilota w brzuch. Ten skulił się od ciosu i upadł na kolana.
– Lepiej ujawnij swą tożsamość, chłopcze. Gra skończona!
Mężczyzna podniósł się, zdjął czepek i okulary, a cztery pary zdumionych oczu nie mogły się nadziwić. Stał przed nimi ich przyjaciel – Gardran.

poprawione
[url]http://sciencefantasia.blogspot.com[/url]
Opowiadania SF i Fantasy
O mnie
Opowiadania na forum:
Trzy warunki, Cztery godziny
Odpowiedz
#9
(23-03-2014, 22:29)Box napisał(a): Napięcie wzrastało z każdą minutą od katastrofy, gdyż nikt nie miał pojęcia, czego był świadkiem. Być może był to zwykły wypadek, błąd komputera, a może celowe zakłócanie transmisji danych, z dawna planowane morderstwo albo akcja dywersyjna.

Wtedy za stołem z powrotem zasiadł jego ojciec,(bez przecinka) w skupieniu analizujący pismo, które wypluła drukarka.

Wykładał mu plan misji, a John przytakiwał i kiwał głową na znak, że rozumie. (Jak dla mnie jedno wynika z drugiego, trochę mi to nie brzmi razem, zostawiłabym albo jedno, albo drugie)

Mężczyźni, tak bardzo różniący się od siebie fizycznie, wydawali się myśleć jednakowo, a już po chwili sprawa została omówiona. (Wydaje mi się, że do tego nawiązania do mężczyzn średnio pasuje "a już po chwili sprawa została omówiona". Napisałabym to jako oddzielne zdanie albo jakoś rozwinęła początek, żeby bardziej wiązał się z końcem o omówieniu sprawy)

– Za dwa tygodnie nasze planety korzystnie się ustawią względem siebie, zarówno na orbitach (przecinek) jak i półkulami.

Pilot nie wiedział, co się dzieje, choć nie zadawał zbędnych pytań. Wiedział, z kim ma do czynienia,(raczej bez przecinka) i że nie należało bez potrzeby zabierać głosu.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#10
Cytat: roztrzaskane w drzazgi włókno szklane pędziło w przestrzeń jakby ( raczej "jak" albo "niczym" ) pociski napędzane falą uderzeniową.

Mimo to nie wiedzieli o najważniejszej cesze ( ładniej byłoby "właściwości" ) tego pierwiastka – poddany odpowiednim zabiegom wytwarzał energię, bardzo dużo energii, tracąc niewiele na masie.

Radiolatarnie i lampy oświetleniowe wyłączono, a wieża kontroli milczała, by nie ułatwiać zadania niepożądanemu osobnikowi – procedura awaryjna wciąż obowiązywała, choć Magnus Black zarządził, by morderca jak najszybciej znalazł się w sali przesłuchań. ( to zdanie jest bardzo długie, podziel go może od myślnika )

Owiewka w końcu się podniosła, natychmiast do statku podjechały schody i pilot, nie zdejmując czepka ( czepka? to mi się kojarzy ze średniowieczną matroną ) i okularów, zszedł po nich wprost do budynku tajnych służb.

Tych dwoje na pewno ma noktowizory, ( Tych dwóch, jeśli chodzi o żołnierzy ) pomyślał pilot.

To tyle, co wyłapałam. Trochę utrudniają czytanie bardzo długie zdania, szczególnie dla laika z dziedziny si-fi. Niektóre musiałam przeczytać dwukrotnie, bo brakowało płynności.

Przyjaciel zdrajcą? Mam wrażenie, że wykonuje czyjeś rozkazy albo realizuje jakiś plan, niekoniecznie w tym złym sensie ;).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy opowiadanie "Cztery noce. Noc pierwsza" Bruno 5 3,122 11-07-2011, 20:42
Ostatni post: Bruno

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości