Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Przeznaczenie
#1
Moje pierwsze opowiadanie. Zachęcam do komentowania, możliwe, że będzie miało więcej części. :)

Ghul ze śmiertelnie znudzonym wyrazem twarzy patrzył na zegar stojący na jednej z kamienic okalającej Plac Centralny. Wyświetlacz informował, iż jest godzina 17:46, a słońce wisiało już nisko nad horyzontem, zalewając złotym blaskiem całe, pogrążone w jesiennej zadumie miasto. Ubrany w roboczy strój nieumarły podrapał się odruchowo po zimnej brodzie. Ten nawyk zawdzięczał kilkudziesięciu latom, przez które był żywym, szczęśliwym człowiekiem.
Na placu poza nim kręciło się kilku podpitych dresiarzy z czerwonymi mordami, jakiś popalający cygaro ork w kapeluszu i garniturze prosto z lat sześćdziesiątych, grupka długouchych elfek śmiejących się wdzięcznymi głosami, najpewniej studentek oraz jakiś osobnik o koźlich nogach i rogach skubiący bambusową tyczkę. Dzień jak co dzień. Jednak coś było nie tak. Ghul nie wiedział co, ale zdawał sobie sprawę, że tak jest. To uczucie, jak złośliwy poltergeist, nie opuszczało go od rana. To, że dzisiaj wydarzy się coś ważnego, czuł w każdej dwuwiekowej kości, widział to w przechodzącym w krwawą czerwień niebie, słyszał to w niepokojących szmerach.
Tramwaj, na który czekał, stara norymberska dwudziestka jedynka, zatrzymał się z piskiem i łoskotem na przystanku. Hamulce wydały z siebie nieprzyjemny, kłujący w uszy zgrzyt. Drzwi otworzyły się i ghul wszedł do środka. Zajął pojedyncze miejsce przy oknie. Wewnątrz tramwaju było niepokojąco mało pasażerów: jakaś piękna, wysoka elfka, połączona w miłosno-pieniężnym uścisku z grubym, brodatym i odzianym w drogie skóry krasnoludem, starsza, drobna babulka z moherowym beretem czytająca jakiś katechizm, długowłosy mężczyzna wpatrujący się w szybę nieobecnym wzrokiem. Na plecach trzymał maczetę, co nie dziwiło nikogo.
Wszystko wyglądało jak należy, ale jednak… To przeczucie, niepokój, czepiał się umysłu nieumarłego, jak rzepa psiej sierści.
Tramwaj jechał normalnym, powolnym tempem, a ghul obserwował miasto poprzez brudną szybę. Widział pojedyncze grupki łysych, młodych ludzi. W tym widoku nie było nic dziwnego, nawet w maczetach na ich plecach czy nożach przytroczonych do boków. Inni mieszkańcy siedzieli pochowani po swoich mieszkaniach – po zmroku niebezpiecznie było je opuszczać.
Podróż minęła spokojnie, mimo to… Dziwne uczucie nasilało się.
Ghul, wysiadłszy na przystanku końcowym, wśród wysokich bloków nowohuckich osiedli, zdecydował kupić maści w aptece. Nawet nie spodziewał się, czym to poskutkuje. Słońce już powoli dotykało ziemi, jak to zwykło czynić co wieczór.

W aptece na tyłach czerwonego baraku, znanego jako supermarket Ziko, był pięć minut później. Ulice już kompletnie opustoszały, hulał nimi jedynie chłodny, wieczorny wiatr. Światła w oknach nie paliły się – nic niezwykłego, braki prądu były tak pospolite, jak morderstwa i pobicia. Zdarzały się codziennie. Wszedł do apteki, poza nim nie było żadnych klientów, tylko ciemność mogąca równać się z tymi sławnymi, egipskimi.
– Witam. Dziwny dziś dzień będzie – usłyszał coś pomiędzy szczeknięciem a ludzką mową i dostrzegł dwa błyszczące jak gwiazdy na nocnym niebie ślepia. Nieumarły wystraszył się. Wydawało się to mu niemożliwe, że mógł poczuć strach. Przecież nie był zdolny do odczuwania. Ta myśl zaniepokoiła go.
– Dobry. – Popatrzył prosto w oczy sprzedawcy, wyzbywszy się strachu. Po chwili dotarło doń, ze ten strach związany jest z tym przeczuciem, być może przeznaczeniem. Jego ka, jak mówił Roland z Gilead, ulubiona postać literacka nieumarłego.
– Tubkę maści na skórę i szampon do bardzo suchych włosów, proszę. – Głos Ghula przypominał charczenie umierającego starucha.
– Kasa nie działa, prądu nie ma, gwiazdy i światła dusz gasną – powiedział, a raczej wywarczał filozoficznie.
– I tak gotówką płacę, na kartce pan zapisz.
– Ech. – Dziwny stwór zza lady udał się na zaplecze i zaczął grzebać w szufladach. Wrócił po chwili, gdy znalazł to co trzeba. – Pięćdziesiąt złotych się należy.
– Proszę. – Nieumarły podał mu wyblakły niebieski banknot z wizerunkiem króla Kazimierza.
– Dziękuje i do zobaczenia. Rychłego umarlaku. Dziś czeka cię ciekawy dzień.
Po tych słowach niepokój ghula osiągnął apogeum, mimo to zignorował sprzedawcę i wyszedł z budynku.

I wtedy to się zaczęło. Ghul jeszcze o tym nie wiedział. Dowie się za chwilę. Ruszył spokojnie w stronę swojego bloku, jednego z wysokich, gierkowskich przykładów budowania z wielkiej płyty. Kiedy znalazł się głębiej w osiedlu, zobaczył to. Na placu zabaw stała pokaźna grupa ludzi, na oko przynajmniej trzydziestu mężczyzn. Łysi, ubrani w dresy z prawymi ramionami przewiązanymi czerwonymi szarfami. W dłoniach trzymali maczety.
Nieumarły nie chciał koło nich przechodzić, nie wyglądali na ludzi z dobrymi zamiarami. W ich rękach zapłonęły race, a z gardeł wyrwał się okrzyk:
– Śmierć nieludziom! – skandowali. Przewodził im w tym spasiony, posiadający najbardziej krzywy ryj facet: – Chwała czystej rasie! Chwała wielkiej Polsce! Wielkiej i pozbawionej choroby!
Krzyczeli wraz z nim, upiorny chór błyszczący piekielnym światłem rac. Ghula widok ten powinien przestraszyć. Okrzyki były wycelowane weń. Nie bał się, chociaż wiedział, że jest tu niebezpiecznie. Nigdy nic nie czuł strachu. Poza tą apteką... Rozsądek kazał mu zawrócić. Ale było za późno. Banda dostrzegła go.
– Brać skurwysyna! Nieumarlak przeklęty, łapać go, kurwa! – rozkazał przywódca. W stronę ghula rzuciła się cała banda. Wiedział, ze nie ma szans, kilkusetletnie mięśnie nie dorównywały młodym i co ważniejsze, żywym. Świecący czerwienią rac tłum biegł za nim jak stado hien próbujące dorwać ranną antylopę. Dresiarze krzyczeli ile sił w płucach i machali bezcelowo maczetami. Dystans zmniejszał się nieubłaganie. Nieumarłemu przeleciała przed oczyma jego poprzednia śmierć. Nie chciał jej powtarzać. Kot prawie złapał mysz, goniących od ofiary oddzielało kilka metrów.
I wtedy dostrzegł ratunek. Drzwi apteki. Otwarte.
Wskoczył do środka i z głuchym plaśnięciem wylądował na ziemi. Drzwi zatrzasnęły się. Same. Rozejrzał się, uprzednio sprawdziwszy, czy czegoś nie złamał i znów poczuł strach. To miejsce nim przesiąkało. Tłum zatrzymał się przed drzwiami, nikt nie odważył się podejść bliżej. Stali tylko rzucając przekleństwami i grożąc bronią.
– Witam ponownie. – Z ciemności znów dobiegł mrożący krew w żyłach głos, a za ladą zaświeciły się ślepia sprzedawcy. Głos ten tak przerażał nieumarłego, był prawdopodobnie jedyną rzeczą, która go ruszała. – Co pan kupuje? – Zapytał z wilczym uśmiechem.
– Co z tymi przed sklepem? Czemu nie wejdą? – zapytał się ghul, ochłonąwszy trochę.
– Nie wejdą, nie dziwię im się. Oj, nie dziwię. Kupuje pan coś? Czy co?
– Wziąłbym leki na uspokojenie, ale one nie działają na martwych,
– Nie ma co. Patrz, tłum się rozłazi.
– Idą zabijać.
– Pewnie tak. Ale ty jesteś bezpieczny umarlaku.

Podeszli do szyby wystawowej, aby mieć lepszy widok. Od sprzedawcy, zapewne wilkołaka, biła niesamowita aura przekonywania i strachu. Każdy człowiek od razu wykonałby jego polecenie. Każdy żywy człowiek.
– Widzisz to? – Podniósł owłosioną łapę i wskazał na pożar buchający z okien jednego z bloków. – Albo to. – Tym razem pokazał na kilku mężczyzn szarpiących się z kobietą, najpewniej elfką. – Nic z tym nie zrobisz, zdechlaku?
– Nie, nie zrobię.
– A co, boisz się? Może... że umrzesz? – Zaśmiał się szczekliwym głosem. – I tak musisz wyjść.
– Czemu mam wyjść? – zdziwił się nieumarły.
– Bo to mój sklep. Jak chcesz to mogę sprzedać ci miecz, może być pomocny na zewnątrz.
– I mam tam iść? I zginąć?
– Przecież ty umarłeś. Nie powinieneś już istnieć. Co zmieni twoja druga śmierć? Patrz za okno, widzisz to wszystko? – Ktoś upadł z maczetą w plecach, inny wypadł z okna, kolejni walczyli. Wszystko rozświetlały światła pożarów. Do uszu bezpiecznych w aptece docierały okrzyki, mówiące o wyższości rasy ludzkiej. – Nie rusza cię to?
– Nie rusza, nic nie czuję.
– Tak ci się tylko wydaje. Jakoś mnie się bałeś. Przestań chować się pod skorupą i idź za głosem moralności. Miecz dam ci za darmo.
– Czemu sam nie pójdziesz? – zaczął drążyć temat. – Jak mnie namawiasz…
– Ja dziś obowiązek moralny wypełniłem, uratowałem twoje martwe dupsko. Idź tam.
– Nie, to nie ma sensu.
– Przecież i tak nie żyjesz. Co z tego, ze umrzesz? A tamta elfka, ona ma przed sobą całe życie! Chcesz jej je odebrać?
– Przecież nie ja się na nią rzucam.
– Ale przyzwalasz na to.
– Ty też.
– Ja nie. Staram się ciebie przekonać. Zresztą, może uwolnisz się wtedy od klątwy.
Wtedy w świadomości nieumarłego pojawiło się małe światełko jak pierwszy pączek na wiosnę.
– Nie muszę się od niczego uwalniać. – Odwrócił się od okna, za którym dokonywała się rzeź. Krew płynęła po chodnikach, nieludzie ginęli, często w płomieniach, koktajle mołotowa latały co chwila, wybuchając jasnym na tle nocy płomieniami. Pochylił głowę i wlepił wzrok w posadzkę.
– Co widzisz w tej podłodze. Ładna jest? Nowe kafelki kupiłem. Patrz za okno, jak cię to nie rusza! Umarlaku. – Śmiał się. – Chcesz być bierny, jak niewinni giną? I chcesz takiej egzystencji?
– Przyzwyczaiłem się. Dobrze mi się egzystuje.
– Jak to się stało, ze dopadła cie ta klątwa. – Zmienił nagle temat wilkołak. – Nieboszczyku?
– Nie wiem.
– Wiesz. Idź tam. Uwolnij się od niej. Umrzyj raz, a porządnie, bo nawet to ci nie idzie. Po co masz tak trwać? Bez emocji, bez żadnych uciech życia? Masz szansę na odkupienie, właśnie teraz.
– Wiem, ale…
– To idź, kurwa, a nie stoisz i patrzysz. Nie wrócisz nigdy do życia, a jest jedna szansa na odkupienie duszy! Idź bo zaraz sam cię rozszarpię.
– Trudno, rozszarp mnie.
– Miałeś żonę?
– Tak, miałem, po co ci to wiedzieć?
– Chcesz ją jeszcze zobaczyć? – Nie czekał na odpowiedź. – To bierz pierdolony miecz i wypierdalaj na zewnątrz. Poświęć się dla tamtej. – Pokazał zakończonym pazurem palcem na kobietę, z której banda dresów zdzierała ubrania.
– A ty będziesz tu stał?
– Mówiłem ci. Uratowałem ciebie i uratuje ją, jak mnie posłuchasz. To jest moja rola. – Ton głosu zmienił się na lodowaty, jak arktyczne powietrze. – Twoja jest inna. Idź. Znajdź wybawienie.

Drzwi otwarły się, a jakaś dziwna siła popchnęła nieumarłego. Nie. Pokierowała go na zewnątrz. Słyszał jakiś głos w głębi umysłu, którego nie doświadczył od dawien dawna. Tak wyraźny. Nagle zauważył miecz w dłoni. Dwuręczny, ale lekki jak pióro.
Szedł.
I zaczął czuć to, czego nie doświadczył od bardzo dawna. Rozbłysnęło to w jego myślach kaskadą kolorów niczym supernowa wybucha na wieczornym niebie. Tak wyraziste, wspaniałe, piękne. Uczucie. Jak barwny motyl na szarej stercie gruzu jego życia. Ogarniało go, czuł się wspaniale. Wiedział, że całą egzystencję istniał dla tej chwili. Tam było jego przeznaczenie. To było piękne. Czysta wściekłość. Był tak bliski jej spełnienia.
Jego chód był lekki, zaczął biec. Miał wrażenie, że żyje. Zmierzył wzrokiem gwałcicieli. Było ich czterech. Popatrzył w ich pełne pogardy, ohydne twarze. Teraz wiedział, że nie mógł nic nie zrobić. Nie mógł pozwolić na zbrukanie elfki. Nie mógł pozwolić aby zrobili jej krzywdę. Płonął wewnętrznym ogniem. Jego ka, przeznaczenie zaprowadziło go tu. Jest tak blisko. Czuł się najlepiej w całym, szarym jak listopadowe niebo, życiu. To mogłoby trwać wiecznie.
Skoczył w stronę zbirów w czarnych dresach. Ciął w locie. Miecz przeszedł gładko przez policzek jednego z nich. Krew trysnęła wysoko. Elfka pisnęła cicho. Jak wspaniale – myślał tymczasem. Prawie tak, jak byłem żywy! Nieumarły wylądował robiąc przewrót. Ranny mężczyzna trzymał się tymczasem oburącz za policzek i zgięty w pół wrzeszczał wniebogłosy.
– Masz skurwielu – rzucił w stronę pokiereszowanego jego ostrzem mężczyzny.
Trzech pozostałych zostawiło ofiarę i wyciągnąwszy zza pleców maczety, rzucili się w stronę ghula. A może już wolnego człowieka.
Nieumarły z łatwością odbił atak pierwszego i sparował uderzenie kolejnego. Cofał się, trzymając miecz przed sobą. Teraz dotarło do niego, ze nie ma pojęcia jak walczyć. Nie miało to znaczenia. Wiedział, że to skończy się tak jak powinno. Napastnicy próbowali go otoczyć.
Zaatakowali synchronicznie, we trójkę. Nieumarły uniknął dwóch ostrzy. Wykonał szybki piruet i wylądował za ich plecami. Trzeci z atakujących trafił go w nogę. Ale sam dostał w brzuch i zaczął krzyczeć jak małe dziecko. Padł na ziemię i zaczął wić się żałośnie w konwulsjach. Krew płynęła wraz z wnętrznościami prosto na chodnik.
– O kurwa. Ten bydlak nie krwawi. – Spojrzenia dwóch zbirów utkwiły w rannej nodze Ghula.
– No bez, kurwa, jaj. Ja jestem już martwy. – Ciął jednego z zaskoczonych przeciwników od góry. Miecz zderzył się z maczetą. Poleciały iskry. Prawie jak w pracy – pomyślał i zaczął się śmiać. Ile czasu tego nie robił. Zaatakował powtórnie, nie zauważając jak drugi człowiek przygotowuje się do pchnięcia. Maczeta wbiła się w jego bok i utknęła jak żądło pszczoły. Zaatakował trzeci raz, nie zwracając uwagi na broń w swoim ciele. I tak jej nie czuł.
– Do trzech razy sztuka! – krzyknął zadowolony, kiedy maczeta nie wytrzymała i pękła na dwoje. Miecz wszedł w głowę, jak w masło. Krew zabulgotała i popłynęła po twarzy, a trup osunął się na ziemię. Ghul oparł stopę na ramieniu niedoszłego gwałciciela i wyrwał zakrwawiony miecz z obleśnym mlaśnięciem.
Nieumarły popatrzył na elfkę. Zapomniał o czwartym napastniku. Podniósł i rzucił jej zniszczone ubranie. Drżała i łkała. Żal mu było na to patrzeć, czuł smutek. Przypomniał sobie o ostatnim z dresów. Ten zdążył już oddalić się kawałek. Ghul chwycił miecz i cisnął nim jak oszczepem. Trafił. Ostrze wbiło się w plecy i przeszło między żebrami. Niedoszły gwałciciel zwalił się na ziemię. Na jego plecach zakwitła ciemna plama.
Z oddali było słychać krzyki, ludzie nawoływali się i zbierali. Płomienie szalały, obejmując kolejne kondygnacje i kolejne budynki. Z daleka dobiegały wrzaski i wybuchy.
– Uciekaj, elfko. – Rzucił jej podartą bluzę.
– Dziękuję ci. – Mimo podartych ubrań i załzawionej twarzy wyglądała pięknie. Uśmiechnęła się wdzięcznie, ale smutno. – Kimkolwiek jesteś… Co z tą maczetą? – Wskazała na broń wystającą z boku nieumarłego.
– Nic takiego. Uciekaj. Zaraz będą kolejni. Zatrzymam ich.
– Dziękuje ci jeszcze raz. – Wstała i podeszła doń. Ucałowała go delikatnie w policzek. To było warte każdego poświęcenia. – Ty nie żyjesz? Taki zimny? – pytała przez łzy.
– Zdarza się. Ale ty żyjesz. Powiem ci jedno. Nie trać go ani szybko, ani łatwo. – Odwrócił się i podniósł z ziemi maczetę. W ich stronę biegł tłum bojówkarzy. – Uciekaj!
– Dzięki ci! Dobry człowieku. – To były ostatnie słowa, jakie usłyszał. Uciekła.

Potem wpadli na niego, jak stado wilków dopada schorowanego jelenia. Bezlitośnie cięli maczetami, jakby był kawałkiem mięsa. W sumie prawda, był takim kawałkiem, do tego dość starym. Nie czuł bólu, kiedy ostrza dzieliły go na kawałki. Był szczęśliwy. Umierał. W jego głowie wciąż pobrzmiewały słowa: “Dzięki ci! Dobry człowieku”. Jakby wypowiadał je cały anielski chór. A może to był anielski chór? Może czeka go zbawienie? Jego świadomość rozpadła się niczym kryształowy wazon, kiedy maczeta rozwaliła jego łeb.

Pierwszy raz poczuł się wolny.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Zadbaj o estetykę – akapity ;)
Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
#3
Właśnie były, i mi zjadło :C Nie wiem czemu.
Odpowiedz
#4
Odstęp nie działa. Akapity topornie trzeba zaznaczać tagiem [p.] (bez kropki)
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#5
(08-03-2014, 23:26)Valinohtar napisał(a): Ghul z ["ze"] śmiertelnie znudzonym wyrazem twarzy patrzył na zegar stojący na jednej z kamienic okalającej Plac Centralny.

Na placu poza nim kręciło się kilku podpitych dresiarzy z czerwonymi mordami, jakiś ork w kapeluszu i garniturem prosto z lat sześćdziesiątych popalający cygaro, [IMO kuleje szyk, dałbym "jakiś popalający cygaro ork w kapeluszu(...)] grupka długouchych elfek śmiejących się wdzięcznymi głosami, najpewniej studentek [przecinek] i jakiś osobnik o koźlich nogach i rogach skubiący bambusową tyczkę.

To [przecinek] że dzisiaj wydarzy się coś ważnego, czuł w każdej dwuwiekowej kości, widział to w przechodzącym w krwawą czerwień niebie, słyszał to w niepokojących szmerach.

Tramwaj [przecinek] na który czekał, stara norymberska dwudziestka jedynka [przecinek] zatrzymała [raczej "zatrzymał się", podmiotem tutaj jest "tramwaj"] się z piskiem i łoskotem na przystanku, hamulce wydały z siebie nieprzyjemny, kłujący w uszy, [bez przecinka] zgrzyt.

Wewnątrz tramwaju było niepokojąco mało pasażerów: jakaś piękna [przecinek] wysoka elfka, połączona w miłosno-pieniężnym uścisku z grubym, brodatym i odzianym w drogie skóry krasnoludem [to mi cholernie kłuje w oczy – ciężko mi przełknąć romans elfka i krasnoluda O_o], starsza, drobna babulka z mocherowym ["moherowym]] beretem czytająca jakiś katechizm, długowłosy mężczyzna wpatrujący się w szybę nieobecnym wzrokiem.

To przeczucie, niepokój, czepiał się umysłu nieumarłego, [bez przecinka] jak rzepa czepia się sierści psa. [po prostu "jak rzepa psiej sierści", pozbędziesz się powtórzeń, a i wg mnie lepiej brzmi]

Widział pojedyncze grupki, [bez przecinka] łysych, młodych ludzi.

W tym widoku nie było nic dziwnego, nawet w maczetach na ich plecach, [bez przecinka] czy nożach przytroczonych do boków.


Podróż minęła spokojnie, mimo to… Dziwne uczucie nasilało się.
Ghul, wysiadłszy na przystanku końcowym, wśród wysokich bloków nowohuckich osiedli, zdecydował udać się jeszcze do apteki po maści. Nawet nie spodziewał się [przecinek i powtórzenia] czym to poskutkuje. Słońce już powoli dotykało ziemi, jak to zwykło czynić co wieczór.

W aptece, [bez przecinka] na tyłach czerwonego baraku, znanego jako supermarket Ziko, był pięć minut później.

Ulice już kompletnie opustoszały, hulał nimi jedynie chłodny, wieczorny wiatr. Światła w oknach nie paliły się – nic niezwykłego, braki prądu były tak pospolite, jak morderstwa i pobicia. Zdarzały się codziennie. Wszedł do apteki, poza nim nie było żadnych klientów, tylko ciemność mogąca równać się z tymi sławnymi, [raczej bez przecinka] egipskimi.

– Witam. Dziwny dziś dzień będzie. – [bez kropki i dalej z małej] Usłyszał coś pomiędzy szczeknięciem, a ludzką mową i dostrzegł dwa błyszczące, [bez przecinka] jak gwiazdy na nocnym niebie ślepia.

Nieumarły wystraszył się. Wydawało się to mu niemożliwe [szyk, "Wydawało mu się to niemożliwe"], że mógł poczuć strach.

– Dobry. – Popatrzył prosto w oczy sprzedawcy, wyzbywszy się strachu. Po chwili dotarło doń, ze ["że"] ten strach [powtórzenia]związany jest z tym przeczuciem, być może przeznaczeniem.

– Ehh. ["Ech" raczej, wygląda dużo lepiej] – Dziwny stwór zza lady udał się na zaplecze i zaczął grzebać w szufladach. Wrócił po chwili, gdy znalazł to co trzeba. – Pięćdziesiąt złotych się należy.

Ubranych w dresy, łysych [przecinek] z prawymi ramionami przewiązanymi czerwonymi szarfami. W dłoniach trzymali maczety.

Nie czuł niestety nic, wiedział [przecinek] co prawda, że jest tu niebezpiecznie.

W stronę ghula rzuciła się cała banda. Wiedział, ze ["że"] nie ma szans, kilkusetletnie mięśnie nie dorównywały młodym i [przecinek] co ważniejsze, żywym.

Świecący czerwienią rac tłum biegł za nim, [bez przecinka] jak stado hien próbujące dorwać ranną antylopę.

Drzwi zatrzasnęły się. Same. Rozejrzał się, uprzednio sprawdziwszy [przecinek] czy czegoś nie złamał i znów poczuł. Strach.

Od sprzedawcy, zapewne wilkołaka [przecinek] biła niesamowita aura przekonywania i strachu.

– Widzisz to. [to jest stwierdzenie czy pytanie? to samo w dalszej części – cholernie gryzie w oczy, ale już nie będę ich wytykał]

– A co [przecinek] boisz się? Może... że umrzesz?[spacja]– Zaśmiał się szczekliwym głosem. – I tak musisz wyjść.

– Bo to mój sklep. Jak chcesz [przecinek] to mogę sprzedać ci miecz, może on pomoże ci na zewnątrz.[lepiej byłoby chyba "może on ci pomoże na zewnątrz, ale masz powtórzenie "ci", co i tak musisz poprawić]

– Przecież ty umarłeś. Nie powinnieneś ["powinieneś"] już istnieć. Co zmieni twoja detuga [umm...? może "druga"?] śmierć? Patrz za okno, widzisz to wszystko. –

– Czemu sam nie pójdziesz? – zaczął drążyć temat [kropka] – Jak mnie namawiasz…

Wtedy w świadomości nieumarłego pojawiło się małe światełko, [bez przecinka] jak pierwszy pączek na wiosnę.

– Nie muszę się od niczego uwalniać. – Odwrócił się od okna, za którym dokonywała się rzeź. Krew płynęła po chodnikach, nieludzie ginęli, często w płomieniach, koktajle mołotowa latały co po [zbędne "po"] chwila, wybuchając jasnym na tle nocy płomieniami.

– Co widzisz w tej podłodze. ładna [z dużej] jest? Nowe kafelki kupiłem. Patrz za okno, jak cię to nie rusza! Umarlaku. – Śmiał się. – Chcesz być bierny [przecinek] jak niewinni giną? I chcesz takiej egzystencji?

Chcesz ją jeszcze zobaczyć? – Nie czekał na opowiedź. ["odpowiedź"] – To bierz pierdolony miecz i wypierdalaj na zewnątrz. Poświęć się dla tamtej [kropka] – Pokazał zakończonym pazurem palcem na kobietę [przecinek] z której banda dresów zdzierała ubrania.

– A ty będziesz tu stał?
– Mówiłem ci. [albo przecinek, albo dalej z wielkiej] uratowałem ciebie i uratuje ją, jak mnie posłuchasz.

I zaczął czuć, [przecinek przesuń po "to"] to czego nie doświadczył od bardzo dawna.

Rozbłysnęło to w jego myślach kaskadą kolorów, [raczej zbędny przecinek] niczym supernowa wybucha na wieczornym niebie. Tak wyraziste, wspaniałe, piękne. Uczucie. Jak barwny motyl, [bez przecinka] na szarej stercie gruzu jego życia.

Nie mógł pozwolić [przecinek] aby zrobili jej krzywdę. Płonął wewnętrznym ogniem. Jego ka, przeznaczenie [przecinek] zaprowadziło go tu. Jest tak blisko. Czuł się najlepiej w całym, szarym jak listopadowe niebo, życiu. [to zdanie zdecydowanie dziwnie brzmi] To mogłoby trwać wiecznie.

Jak wspaniale – myślał tymczasem. Prawie tak, jak byłem żywy! [myśli wrzuć w cudzysłów albo kursywą]

Nieumarły wylądował [przecinek]robiąc przewrót.

Ranny mężczyzna trzymał się tymczasem oburącz za policzek i zgięty w pół wrzeszczał w niebogłosy. ["wniebogłosy"]

– Masz [przecinek] skurwielu – rzucił w stronę pokiereszowanego jego ostrzem mężczyzny.

Trzech pozostałych zostawiło ofiarę i [przecinek] wyciagnąwszy [wyciągnąwszy] zza pleców maczety [przecinek] rzucili się w stronę Ghula.

Cofał się [przecinek] trzymając miecz przed sobą.

Wiedział, ze ["że"] to skończy się tak [raczej przecinek] jak powinno.

– O kurwa. [albo przecinek, albo dalej z wielkiej] ten bydlak nie krwawi. – Spojrzenia dwóch zbirów utkwiły w rannej nodze Ghula.

Prawie jak w pracy [o myślach jak wcześniej] – pomyślał i zaczął się śmiać.

Ile czasu tego nie robił. [to powinno być pytanie czy stwierdzenie?]

Zaatakował powtórnie, nie zauważając [przecinek] jak drugi człowiek przygotowuje się do pchnięcia.

– Do trzech razy sztuka! – [dalej z małej] Krzyknął zadowolony [przecinek] kiedy maczeta nie wytrzymała i pękła na dwoje. Miecz wszedł w głowę, [bez przecinka] jak w masło.

Płomienie szalały [przecinek] obejmując kolejne kondygnacje i kolejne budynki. Z daleka dobiegały wrzaski i wybuchy.

– Uciekaj, elfko. – Rzucił jej podartą bluzę.
– Dziękuję ci. – Mimo podartych ubrań i załzawionej twarzy wyglądała pięknie. Uśmiechnęła się wdzięcznie, ale smutno. – Kimkolwiek jesteś…
[połącz z poprzednią wypowiedzią, skoro podmiot się nie zmienia] – Co z tą maczetą? – Wskazała na broń wystającą z boku nieumarłego.

– Nic takiego. Uciekaj. Zaraz będą kolejni. Zatrzymam ich.
– Dziękuje, [bez przecinka] ci jeszcze raz. – Wstała i podeszła doń. Ucałowała go delikatnie w policzek. To było warte każdego poświęcenia. – Ty nie żyjesz? Taki zimny? – pytała przez łzy.

Potem wpadli na niego, [bez przecinka] jak stado wilków dopada schorowanego jelenia.

Był szczęśliwy. Umierał. W jego głowie wciąż pobrzmiewały słowa: “Żegnaj, dobry człowieku”. [umm... chyba jednak powiedziała coś innego...] Jakby wypowiadał je cały anielski chór.

Interpunkcja mocno kuleje, dialogi dosyć sztywne i trochę bezsensownie zbudowane, sporo porównań... Bolą mnie rzeczy, które wyniosło się z innych światów, a mianowicie: romans elfki z krasnoludem? O ile się nie mylę, to w niemal wszystkich uniwersach są to rasy, które po prostu się nie cierpią. No i ghul, którego siła jest właśnie dużo większa przez to, że nie żyje (nie czuje bólu, więc nie musi się martwić o fizyczne ograniczenia i może wykorzystywać ciało do oporów).
Kolejna sprawa. Tego nie wytykałem, ale ghul nagle staje się Ghulem. Jak być konsekwentnym, to od początku do końca.
Ach, patrz ty! Tak się tym przejąłem, że zapomniałem o najważniejszej sprawie: apapity. Tfu, akapity. Wstawiamy za pomocą tagu [.p], bez kropki, rzecz jasna. Przed dialogami też. I żadnych mi tutaj enterów, mają być normalne, regularne akapity, których nie zastąpisz spacjami ani tabulatorami z edytorów tekstu :P

Mógłbym się czepiać dalej nieistotnych elementów (takich jak dwuwiekowe kości, które nagle stały się kilkusetletnimi, co sugeruje 500+ <tak, przyzwyczajenie z heroes 3...>), ale nie mam nie mam takiego nawyku.

Skoro złe wieści mamy za sobą, mogę śmiało przystąpić do obwieszczenia tych nieco lepszych, chyba.
Temat całkiem fajny, nie powiem. Czystka rasowa w bardziej dosłownym jej znaczeniu i do tego widziana z punktu nieumarlaka. Trochę właśnie drażni mnie ta pustka emocjonalna – że co, że niby ghul? One nie czują jedynie fizycznego bólu, to nie są jakieś zombie :P Pomińmy to. Nie jest tak źle, jak można sądzić, ale arcydziełem też nie jest. W wielu miejscach kilka zdań można połączyć w jedno, można nadać trochę temu wszystkiemu więcej barw opisami, et cetera, et cetera, et cetera.
Ogólnie powiem tak: trochę pracy i jakoś to wszystko się ułoży ;)
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#6
Jutro obiecuje poprawić :) Naprawdę wielkie dzięki za sprawdzenie. I mam pytanie co nie tak z dialogami? Bo interpunkcja to wiem, śmiech na sali.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Pomijając fakt, że ogólnie mi się nie podobają (sam czasem mam podobny problem, brzmią trochę za sztucznie i lekko naciąganie), to masz jeszcze fragmenty dłuższej narracji, które można śmiało wyrzucić poza dialog. Całe wypowiedzi są trochę jakby bez wyrazu. Ciężko mi to wytłumaczyć. Wystarczy spojrzeć na np. "dialog" podczas walki, który jest kompletnie bez emocji, kwestie wypowiedziane ot tak, jakby robot mówił, że jutro jest słonecznie. A przynajmniej odnoszę takie wrażenie.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#8
Cytat:

Ghul z ( ze ) śmiertelnie znudzonym wyrazem twarzy patrzył na zegar stojący na jednej z kamienic okalającej Plac Centralny.

Na placu poza nim kręciło się kilku podpitych dresiarzy z czerwonymi mordami, jakiś ork w kapeluszu i garniturem ( garniturze ) prosto z lat sześćdziesiątych popalający cygaro, grupka długouchych elfek śmiejących się wdzięcznymi głosami, najpewniej studentek i jakiś osobnik o koźlich nogach i rogach skubiący bambusową tyczkę.

Tramwaj na który czekał, stara norymberska dwudziestka jedynka zatrzymała się z piskiem i łoskotem na przystanku,( tu dałabym kropkę i nowe zdanie ) hamulce wydały z siebie nieprzyjemny, kłujący w uszy, zgrzyt.
Wewnątrz tramwaju było niepokojąco mało pasażerów: jakaś piękna wysoka elfka, połączona w miłosno-pieniężnym uścisku z grubym, brodatym i odzianym w drogie skóry krasnoludem, starsza, drobna babulka z mocherowym beretem ( raczej "w moherowym berecie" przez "h" ) czytająca jakiś katechizm, długowłosy mężczyzna wpatrujący się w szybę nieobecnym wzrokiem.

Wszystko wyglądało jak należy, ale jednak… To przeczucie, niepokój, czepiał się umysłu nieumarłego, jak rzepa czepia się ( to drugie zbędne ) sierści psa.

Widział pojedyncze grupki, ( zbędny przecinek ) łysych, młodych ludzi.
Podróż minęła spokojnie, mimo to… Dziwne uczucie nasilało się ( nie kończymy zdania "się", możesz dodać coś w rodzaju "z każdą chwilą" ).

Ghul, wysiadłszy na przystanku końcowym, wśród wysokich bloków nowohuckich osiedli, zdecydował udać się jeszcze do apteki po maści ( szwankuje szyk ).

Światła w oknach nie paliły się – nic niezwykłego, braki prądu ( prąd nie ma braków, może "przerwy w dostawach prądu" ) były tak pospolite, jak morderstwa i pobicia.

– Witam. Dziwny dziś dzień będzie ( szyk – Dziś będzie dziwny dzień ). – Usłyszał coś pomiędzy szczeknięciem, ( zbędny przecinek )a ludzką mową i dostrzegł dwa błyszczące, ( zbędny przecinek )jak gwiazdy na nocnym niebie ślepia ( jeśli już, to wtrąceniem może być "błyszczące jak gwiazdy na nocnym niebie" ).


Wydawało się to mu niemożliwe
( szyk ), że mógł poczuć strach.

Po chwili dotarło doń, ze ten strach związany jest z tym przeczuciem ( lepiej byłoby "ten" wyrzucić ), być może przeznaczeniem.

I wtedy to się zaczęło ( raczej nie zaczynamy zdania od i ).

Na placu zabaw stała grupa ludzi, pokaźna ( pokaźna grupa ludzi ), na oko przynajmniej trzydziestu mężczyzn.

Ubranych w dresy, ( zbędny przecinek ) łysych z prawymi ramionami przewiązanymi czerwonymi szarfami ( wkradł się rym – ramionami, szarfami, lepiej byłoby "łysych z czerwonymi szarfami..." ) .

Dystans zmniejszał się ( znów "się" na końcu – dystans zmniejszał się nieubłaganie ).

Drzwi zatrzasnęły się.( połącz to w jedno zdanie ) Same.

Rozejrzał się, uprzednio sprawdziwszy czy czegoś nie złamał i znów poczuł. ( tu też połącz ) Strach. To miejsce nim przesiąkało ( albo "przesiąkło", albo "było nim przesiąknięte" ).

Głos ten tak przerażał nieumarłego, był prawdopodobnie jedyną rzeczą, która go ruszała. ( spacja )– Co pan kupuje? – Zapytał z wilczym uśmiechem.

Podeszli do szyby wystawowej, aby mieć lepszy widok. Od sprzedawcy, zapewne wilkołaka ( przecinek ) biła niesamowita aura przekonywania i strachu.

– Widzisz to. ( ? ) – Podniósł owłosioną łapę i wskazał na pożar buchający z okien jednego z bloków. – Albo to. ( ? ) – Tym razem pokazał na kilku mężczyzn szarpiących się z kobietą, najpewniej elfką.

– A co boisz się? Może... że umrzesz? ( spacja ) – Zaśmiał się szczekliwym głosem. – I tak musisz wyjść.

– I mam tam iść? I zginąć? ( dużo tych "i" )

– Przecież ty umarłeś. Nie powinnieneś ( powinieneś ) już istnieć. Co zmieni twoja detuga ( druga ) śmierć?

Patrz za okno, widzisz to wszystko. ( ? ) – Ktoś upadł z maczetą w plecach, inny wypadł z okna, kolejni walczyli.

– Nie muszę się od niczego uwalniać. – Odwrócił się od okna, za którym dokonywała się rzeź.

Krew płynęła po chodnikach, nieludzie ginęli, często w płomieniach, koktajle mołotowa latały co po ( zbędne ) chwila, wybuchając jasnym ( i ) na tle nocy płomieniami.

Umrzyj raz, ( zbędny przecinek ) a porządnie, bo nawet to ci nie idzie.

– Chcesz ją jeszcze zobaczyć? – Nie czekał na opowiedź ( odpowiedź ).

– Pokazał zakończonym pazurem palcem na kobietę ( przecinek ) z której banda dresów zdzierała ubrania.

– Mówiłem ci. uratowałem ciebie i uratuje ( ę ) ją, jak mnie posłuchasz. To jest moja rola. – Ton głosu zmienił się na lodowaty, ( zbędny przecinek ) jak arktyczne powietrze. –

I zaczął czuć, ( zbędny przecinek ) to ( przecinek ) czego nie doświadczył od bardzo dawna.

Nie mógł pozwolić ( przecinek ) aby zrobili jej krzywdę.

Ranny mężczyzna trzymał się tymczasem oburącz za policzek i zgięty w pół ( wpół ) wrzeszczał w niebogłosy ( wniebogłosy ) .

Cofał się ( przecinek ) trzymając miecz przed sobą.

Teraz dotarło do niego, ze nie ma pojęcia ( przecinek ) jak walczyć.

Zaatakował powtórnie, nie zauważając ( przecinek ) jak drugi człowiek przygotowuje się do pchnięcia.

– Do trzech razy sztuka! – Krzyknął zadowolony ( przecinek ) kiedy maczeta nie wytrzymała i pękła na dwoje.

Miecz wszedł w głowę, ( zbędny przecinek ) jak w masło.

– Dzięki ci! Dobry człowieku. – To były ostatnie słowa ( przecinek ) jakie usłyszał. Uciekła.


Przesłanie rozumiem – brak tolerancji, nazistowskie, jedynie słuszne poglądy i próba rozprawienia się z nimi. Jeśli chodzi o formę, to pierwsza część trochę drętwa, nieumarły tak chodzi i chodzi i się boi. Druga znacznie lepsza. W końcu zdobywa się na odwagę i rozpracowuje dresiarską bandę. Całość jednak niezbyt dobra, choć pomysł ciekawy. Dopiero ostatnie zdania poruszają, a chyba taki był twój zamiar. To jest emocjonalny temat, więc dorzuć tych emocji:).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#9
Poprawiłem błędy, ale myślę, ze muszę to zrobić jeszcze raz. No i akapity dałem :)
Odpowiedz
#10
(08-03-2014, 23:26)Valinohtar napisał(a): (...) grupka długouchych elfek śmiejących się wdzięcznymi głosami, najpewniej studentek(przecinek) oraz jakiś osobnik o koźlich nogach i rogach skubiący bambusową tyczkę.

Tramwaj(przecinek) na który czekał, stara norymberska dwudziestka jedynka, zatrzymał się z piskiem i łoskotem na przystanku.

Wewnątrz tramwaju było niepokojąco mało pasażerów: jakaś piękna, wysoka elfka,(bez przecinka) połączona w miłosno-pieniężnym uścisku z grubym, brodatym i odzianym w drogie skóry krasnoludem(...)

To przeczucie, niepokój, czepiał się umysłu nieumarłego, (bez przecinka) jak rzepa (rzep) psiej sierści.

Dziwne uczucie nasilało się.(Nie zostawiamy "się" na końcu)

Ghul, wysiadłszy na przystanku końcowym, (bez przecinka) wśród wysokich bloków nowohuckich osiedli, zdecydował kupić maści w aptece.

Ulice już kompletnie opustoszały, hulał nimi (po nich) jedynie chłodny, wieczorny wiatr.

Światła w oknach nie paliły się – nic niezwykłego, braki prądu były tak pospolite, (bez przecinka) jak morderstwa i pobicia.

– Witam. Dziwny dziś dzień będzie – usłyszał coś pomiędzy szczeknięciem,(bez przecinka) a ludzką mową i dostrzegł dwa błyszczące jak gwiazdy na nocnym niebie ślepia.

Ta myśl zaniepokoiła go.(Lepiej "go zaniepokoiła")

Nieumarły podał mu wyblakły (przecinek) niebieski banknot z wizerunkiem króla Kazimierza.
– Dziękuje(ę) i do zobaczenia. Rychłego(przecinek) umarlaku.

Dowie się za chwilę.(Taki zwrot mi średnio pasuje)

Banda dostrzegła go.(Lepiej "go dostrzegła")

Wiedział, ze(że) nie ma szans, kilkusetletnie mięśnie nie dorównywały młodym i co ważniejsze, żywym.

Dystans zmniejszał się. (Ponownie "się" na końcu)

Drzwi zatrzasnęły się.(Ponownie "się" na końcu)

Rozejrzał się, uprzednio sprawdziwszy, czy czegoś nie złamał(przecinek) i znów poczuł. Strach.(To bym połączyła z poprzednim zdaniem)

Stali tylko (przecinek)rzucając przekleństwami i grożąc bronią.

(...)– Co pan kupuje? – Zapytał(zapytał) z wilczym uśmiechem.

– Co z tymi przed sklepem? Czemu nie wejdą? – zapytał się (zbędne) ghul, ochłonąwszy trochę.


– Pewnie tak. Ale ty jesteś bezpieczny (przecinek) umarlaku.

– Bo to mój sklep. Jak chcesz (przecinek) to mogę sprzedać ci miecz, może być pomocny na zewnątrz.

Do uszu bezpiecznych w aptece docierały okrzyki, (bez przecinka) mówiące o wyższości rasy ludzkiej.

– Przecież i tak nie żyjesz. Co z tego, ze(że) umrzesz?

– Co widzisz w tej podłodze.(znak zapytania) Ładna jest?

– Jak to się stało, ze(że) dopadła cie(ę) ta klątwa. – Zmienił nagle temat wilkołak. (znak zapytania)

Idź (przecinek) bo zaraz sam cię rozszarpię.

– Mówiłem ci. Uratowałem ciebie i uratuje(ę) ją, jak mnie posłuchasz. To jest moja rola. – Ton głosu zmienił się na lodowaty, (bez przecinka) jak arktyczne powietrze.

Nie mógł pozwolić (przecinek) aby zrobili jej krzywdę.

Płonął wewnętrznym ogniem. Jego ka, przeznaczenie (przecinek) zaprowadziło go tu.

Prawie tak, (przecinek) jak(dodałabym tutaj "wtedy, kiedy") byłem żywy!

Nieumarły wylądował (przecinek) robiąc przewrót.

Ranny mężczyzna trzymał się tymczasem oburącz za policzek i zgięty w pół(wpół) wrzeszczał wniebogłosy.

– Masz (przecinek) skurwielu – rzucił w stronę pokiereszowanego jego ostrzem mężczyzny.

Teraz dotarło do niego, ze(że) nie ma pojęcia (przecinek) jak walczyć.

Zaatakował powtórnie, nie zauważając (przecinek) jak drugi człowiek przygotowuje się do pchnięcia.

Miecz wszedł w głowę, (bez przecinka) jak w masło.

– Dzięki ci! Dobry człowieku. – To były ostatnie słowa (przecinek) jakie usłyszał. Uciekła.

W sumie prawda, był takim kawałkiem, do tego dość starym. Nie czuł bólu, kiedy ostrza dzieliły go na kawałki.

Cóż, ciekawy tekst, chociaż nie przepadam za mieszaniem elementów fantasy z dzisiejszymi czasami. Przekaz prosty i zrozumiały, toteż nie ma się co rozwodzić. Dodatkowo dość przyzwoicie napisany. :)

Akapity dodaj także przed każdym dialogiem.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Chwytając Przeznaczenie Sm00k 24 4,980 24-05-2014, 12:43
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości