Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Blisko światła
#1
Tu coś, co nawet dobre jest, ale nie wiem, czy będę to kontynuować.

Vendea stała na środku sali, w której trenowała i przygotowywała się do egzaminów w Akademii Jedności. Na jej czole pojawiły się krople potu, oddychała ciężko. Część rudych włosów wysunęła się z luźnego warkocza i przyległa do wilgotnej szyi. Dziewczyna skupiała swój wzrok na przeciwniku — sporej kukle wypchanej sianem, mającej przypominać anioła. Lalka była zaczarowana tak, aby po każdym trafieniu odnawiała się.
Vendea trenowała od trzech godzin, była to dla niej przerwa od nauki historii, run, magii i teorii walki.
Na podłodze, w nieładzie, leżały najróżniejsze księgi, niektóre były otwarte, pozostałe stały ułożone w rzędzie. Vendea postanowiła wrócić do nauki. Za trzy dni zaczynały się egzaminy wstępne, a ona nie zaczęła jeszcze właściwości zaklęć podstawowych i ich runicznych symboli.
Dziewczyna usiadła na zakurzonej podłodze i położyła sobie ogromną księgę na kolanach. Rozejrzała się jeszcze po pomieszczeniu, które trudno było nazwać pokojem, bowiem nie posiadało ono fragmentu dachu oraz szyb w oknach. Było zupełnie puste. Raziło nagością ścian i swą bezbarwnością. Przez spore dziury w suficie wchodził blask księżyca, tej nocy mający odcień czerwieni. Linia światła tworzyła jasne miejsca na kamiennej, poniszczonej podłodze.
Pomieszczenie przytłoczone zostało brzemieniem smutku. Sprawiało wrażenie przygnębiającego i chłodnego.
Budynek, w którym uczyła się Vendea był starym, opuszczonym przed wiekami zamczyskiem. W latach swej świetności ów zamek zamieszkiwany był przez bardzo szanowaną i powszechnie znaną rodzinę królewską.
Wiele tysięcy lat minęło od tajemniczego wydarzenia, o którym snują się tu bajki i legendy... Jedna, ta o najwyższym stopniu prawdopodobieństwa, opowiada o dwóch zupełnie innych światach.
Kraina Blasku otoczona była piękną fauną i florą, wszystkie stworzenia żyły w harmonii. Z drugiej strony, w krainie Cienia panował mrok, gęste bory uniemożliwiały dotarcie słońca do jakiegokolwiek skrawka ziemi. Niebezpieczeństwo w postaci drapieżników i nieprzyjaznego terenu sprawiło, że kraina zionęła nienawiścią.
Król Cienia, Headan i Król Blasku, Gabriel toczyli długą i straszliwą wojnę między swymi krainami. Ani jedna bitwa nie była w stanie wyłonić zwycięzcy. Pewnego dnia, Headan udał się do biblioteki z nadzieją odkrycia jakieś wzmianki o Jądrze i Płomieniach Jedności — najpotężniejszej sile, która zrodziła dobro i zło. Zbierał informacje w tajemnicy, a kiedy już odkrył gdzie owe jedności się znajdują, udał się tam.
Miejsce to okazało się podziemnym tunelem ukrytym za wodospadem, na rzece Tiemppe, która oddzielała od siebie dwie krainy. Król Cienia miał zamiar zejść do podziemnej kryjówki, kiedy po drugiej stronie rzeki ujrzał piękną dziewczynę o skórze jaśniejszej niż blask księżyca. Miała długie, proste, złote włosy, które unosiły się lekko w podmuchach wiatru, każde pasmo włosów jakby tańczyło do spokojnej melodii wygrywającej przez szum wodospadu. Mimo, że dziewczyna stała bardzo daleko, Władca Demonów widział jej szafirowe oczy, wpatrujące się w niego z niekrytą ciekawością i uwagą. Tajemnicza istota zrobiła parę kroków i zanurzyła stopy w wodzie. Ruchy dziewczyny były bardzo delikatne i miękkie, niczym dotyk najdelikatniejszego jedwabiu. Zwiewna biała suknia zamoczyła się w wodzie, ale dziewczę nawet tego nie zauważyło, bo nadal przyglądała się osobie po drugiej stronie rzeki. Headan również nie mógł odwrócić wzroku od tak pięknego stworzenia, którego każdy ruch, spojrzenie sprawiało, że jego zlodowaciałe serce napełniło się ciepłem i czymś dotąd mu nieznanym, czymś niezwykłym.
Demon, oszołomiony urodą dziewczyny nierozważnie zrobił kilka kroków wprzód, zapominając, że brzeg po stronie Krainy Cienia jest osadzony na klifie. Swój błąd spostrzegł po czasie. Widział, jak tafla wody zbliża się niebezpiecznie szybko w jego stronę, czuł chłodny wiatr na swojej twarzy i wiedział, że to już koniec, że zginie w rwącym nurcie rzeki, która poniesie jego ciało nie wiadomo gdzie. Nie myślał ani o przegranej z Gabrielem, ani o utracie tronu i bogactw. Jedynie czuł w tej chwili rozpacz — już nigdy więcej jej nie zobaczy, nie dowie się niczego więcej o tajemniczej istocie.
Headan zamknął oczy i przygotował się na śmierć, która okazała się niezwykle przyjemna i delikatna. Demoniczny Władca oczekiwał uderzenia o taflę pędzącej wody, pchającej go ku dnu, duszącej i morderczej. Zamiast tego usłyszał trzepot skrzydeł, ciepło i cudowny zapach, którego nie mógł sprecyzować. Poczuł jak dziwna siła otacza go i pchnie ku niebu. Nie był pewien, co się z nim dzieje. Sto pytań w przeciągu sekundy zrodziło się w jego głowie. Czy umarł? Czy tak właśnie wygląda śmierć?
Headan poczuł, że jego plecy dotykają ciepłej trawy, nagrzanej od letniego słońca. Leżał tak z zamkniętymi oczami przez dłuższą chwilę, w końcu otworzył je powoli, jakby w obawie przed tym, co zobaczy. Przed sobą ujrzał dziewczynę z drugiego brzegu rzeki, teraz bardzo blisko niego. Klęczała tuż obok, przyglądała się mu w milczeniu. Rysy twarzy miała łagodne, jakby malowane miękkim pędzlem przez wprawionego artystę, oczy duże, szafirowe i błyszczące z ciemniejszą oprawą, usta w kolorze perłowym, małe, ale pełne i ładny, zgrabny nosek. Dziewczyna była pochylona i parę włosów opadło jej na twarz oraz na pierś Władcy Cienia. Złotowłosa delikatnie dotykała jego ręki, a on czuł jej ciepłą, miękką skórę i błagał w duchu, aby to się nigdy nie skończyło.
— Kim jesteś? — udało mu się wymówić dwa słowa. Dziewczyna jednak milczała. Wpatrywała się tylko w żółte oczy Headana, po chwili jednak wysunęła coś zza placów i podstawiła władcy zwiniętą w pięść dłoń. Demon niepewnie nadstawił swoją rękę, mając nadzieję, że dobrze zrozumiał małomówną istotę.
Dziewczyna otworzyła swoją dłoń, z której wypadło małe, białe piórko i powoli opadło na dłoń Króla Cienia. On niedowierzaniem przyglądał się przedmiotowi w ręku, tak, jakby nigdy nie widział pióra ze skrzydeł anioła. Jego wzrok zwrócił się z powrotem w stronę niebieskookiej piękności, patrzącej teraz gdzieś przed siebie. Headan podążył za jej spojrzeniem, a przed jego oczami pojawiła się Kraina Cienia — zacieniona i niebezpieczna, zaostrzona górskimi szczytami. Dopiero teraz Król zauważył, że znajduje się po stronie Blasku.
— Już czas — odezwała się cicho anielica. Jej głos był niczym muzyka. Cicha, ale pełna radości i życia, łagodna, a za razem stanowcza. — Musisz odejść — oznajmiła.
— Zobaczę cię kiedyś? — zapytał Headan, pragnąc tylko jednego i niemożliwego: zostać z nieznajomą. — Jak masz na imię?
— Idź już — powtórzyła ponaglająco dziewczyna, zwracając swe oczy z powrotem ku demonowi. Wstała, a młody władca zrobił to samo. — Uciekaj stąd! On nie może cię tu zobaczyć!
— Kto? — zdziwił się Headan i poczuł jak anielica pcha go w stronę brzegu. — Jak masz na imię? — powtarzał, a dziewczyna ignorowała jego pytania. — Powiedz mi coś więcej, bo inaczej nigdzie nie pójdę! — zagroził, zatrzymując się na piasku, tuż przy brzegu.
— Odejdź, inaczej zginiesz!
— Czy ty wiesz, kim...
— Tak, wiem. Jesteś Headan, Władca Cienia i demon — przerwała mu — Nie możesz tu przebywać... Mój brat... — zamilkła nagle, omijając temat brata. — Proszę...
— Kim jest twój brat?
— Nie pytaj mnie o nic, proszę — błagała, co chwilę gorączkowo się rozglądając — Dopóki masz jeszcze czas!
— To chociaż powiedz mi swoje imię! — poprosił Headan. Złapał jej dłoń w swoją i podniósł do swojego serca. Ściskał rękę dziewczyny i nie miał zamiaru puścić.
— Ilianee — wyszeptała złotowłosa, próbując wysunąć dłoń z uścisku. Na próżno.
— Zobaczę cię jeszcze? — pytał dalej demon.
— Nie — rzekła Ilianee zdecydowanym tonem — A teraz idź, uciekaj jak najdalej stąd!
— Wrócę tu jutro, będę czekał — odparł i uwolnił z uścisku drobną dłoń anielicy. Na jego plecach pojawiły się ciemne, brązowo-czerwone skrzydła obrośnięte cienką błoną.
— A więc będziesz czekał na daremno. — wyszeptała Ilianee patrząc na oddalającego się Headana.

***
— Siostro, gdzie jesteś? — anielica usłyszała znajomy głos. Po chwili z lasu wyszedł mężczyzna o długich, białych włosach. Był niezwykle podobny do dziewczyny, jedynie jego oczy miały inny, bo jasnobrązowy, kolor.
— Gabriel! — zawołała Ilianee, uśmiechając się nerwowo. Spojrzała jeszcze raz na niebo, aby upewnić się, że sylwetka Headana już na nim nie widnieje.
— Czy coś się stało? — zapytał się z niepokojem. — Widziałaś kogoś?
— N..Nie... — skłamała dziewczyna i odwróciła się plecami do brata. — Tylko się zastanawiałam...
— Nad czym, siostrzyczko? — szczerze zdziwił się Gabriel.
— Dlaczego toczymy tą wojnę? Czy... Czy nie możemy pogodzić się z demonami? Czy nie było by wówczas łatwiej? — Ilianee podzieliła się swoimi zmartwieniami. — Nie możecie razem z Hae... Znaczy z Królem Cienia znaleźć wspólnego języka?
Gabriel westchnął ciężko i podszedł do siostry, która cały czas unikała jego spojrzenia. Król Blasku jakby rozmyślał przez chwilę nad słowami siostry.
— Chciałbym, aby był pokój, jednak wiesz, że demony to podłe istoty, a najpodlejszy z nich to właśnie Headan, ich przywódca. Nie można im ufać, oni nie chcą kompromisów. Pragną tylko potęgi, władzy, przemocy — wyjaśnił anioł. — Wiem, że ty widzisz w każdym coś dobrego... — dodał, bo widział, że Ilianee chciała mu się sprzeciwić. — Ale świat nigdy nie jest taki, jakim go sobie chcemy wyobrażać. Między demonami i aniołami zawsze toczyć się będą wojny lub kłótnie. Jesteśmy po prostu zbyt różni od siebie.
— A jeżeli problem tkwi nie w przeciwieństwach, a w podobieństwach? — odparła niebieskooka, wreszcie zwracając swój wzrok ku bratu. — Może my właśnie jesteśmy zbyt podobni do siebie, tylko nie jesteśmy w stanie tego podobieństwa dostrzec?
— A jakie podobieństwo widzisz ty, siostro? — zapytał Gabriel z powagą w głosie.
— Mamy tę samą parę oczu, rąk, nóg, uszu... — zaczęła Ilianee — A co najważniejsze mamy serca, które biją tym samym rytmem, posiadamy uczucia. Nie powiesz mi chyba, że demony nie potrafią kochać?
— Oni kochają tylko siebie i swoje dobra materialne.
Ale kochają, pomyślała anielica.
— Czemu tak surowo ich osądzasz, skoro nic o nich nie wiesz?! — zawołała Ilianee, a echo jej dźwięcznego głosu odbiło się od skał przy wodospadach.
— Czemu ich tak bronisz, skoro nic o nich nie wiesz?! — odpowiedział pytaniem na pytaniem Gabriel.
— Bo nie ma tak na prawdę niczego, co nas różni! Skrzydła, serca, dusze... Jaką widzisz różnicę? — krzyczała zbulwersowana. — Kształt, kolor? Co to za różnica?! Ptaki też mają różne upierzenia, a jednak należą do jednego, głównego gatunku! Nie rozumiesz, że my wszyscy widzimy jedynie różnice, które sami wymyśliliśmy? Fakt, żyjemy w innych krainach, mamy inne charaktery, ale to nie znaczy, że nie możemy się dogadać...



Vendea odrzuciła książkę, którą przed chwilą czytała. Nie znosiła starych bajek, zwłaszcza traktujących o chęci pokoju między krainami.
Księga upadła z głośnym hukiem i wzburzyła kurz na podłodze, który po chwili opadł bezszelestnie.
Dziewczyna przetarła oczy. Zrobiło się już bardzo późno, a ona jak zwykle zajmowała się głupotami, a nie nauką. Przeklęła pod nosem, a jej myśli mimowolnie wkroczyły na tor legend i baśni. W sumie aż tak bardzo nimi nie gardziła. Pamiętała, jak matka opowiadała jej dziwne historie o Płomieniach Jedności, kiedy była mała. Niestety Namala, jej rodzicielka, zmarła bardzo wcześnie, a czas niesamowitych opowieści wraz z nią. Dziewczyna wypuściła powietrze z ust i tym razem wychyliła się do przodu po inną książkę, niestety ktoś jej to udaremnił...
Na księdze ciężko wylądowała czyjaś stopa w lekkim skórzanym obuwiu. Vendea spojrzała w górę i ujrzała znaną twarz, wykrzywioną w złośliwym grymasie.
— Nie wyginaj mordy, bo ci taka na zawsze zostanie — skomentowała niezbyt uprzejmie, próbując wysunąć księgę spod ciężaru Grrimera, który pojawił się niespodziewanie, a co gorsza, nieproszenie.
— A ty nie czytaj romansów, bo skończysz jak ciotunia Fenedora. — odpowiedział równie złośliwie złotooki demon o kruczoczarnych włosach. Wzdrygnął się na wspomnienie podstarzałej demonicy, która całymi dniami nic nie robi tylko czyta wiadome księgi lub gotuje obiadki o podejrzanej konsystencji i zawartości.
— Ty lepiej siedź cicho. To nie są romanse tylko "Legendy i Baśnie Krain Jedności" — nie omieszkała się zauważyć dziewczyna. — Wiedza taka może mi się przydać na egzaminie. — dodała.
— Taaa... na pewno. — Grrimer nie do końca wierzył w słowa Vendei.
— Dobra, nie ważne. Nie mam ochoty się z tobą użerać. Muszę się uczyć! — wyznała, rezygnując przy tym ze swojego ulubionego zajęcia, czyli wykłócania się z odległym kuzynem o byle co. — Lepiej mi powiedz czy masz coś do żarcia?
— Może mam... Może nie mam... — zaczął Grrimer tonem, który zawsze doprowadza Vendeę do szału. Ewidentnie się z nią droczył, a ona tego wprost nie znosiła — A jakbym miał to niby czemu miałbym ci dać? — przekomarzał się dalej.
— Wtedy, może ja powiedziałabym ci, jakie pytania będą na egzaminach... — odparła dziewczyna. Oczywiście blefowała, bo sama nie miała pojęcia, co ich spotka. — Ale jak nie chcesz....
— Gadaj! — rozkazał Grrimer, rzucając Vendei worek z prowiantem. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, zebrała książki i jedzenie. Jednym skinieniem palca, sprawiła, że natrętny Grrimer zniknął z pomieszczenia, drugim sprawiła, że drzwi zatrzasnęły się. Mogła otworzyć je tylko jej magia.
Śmiejąc się z naiwności kuzyna, położyła się na kocu. Gdy pstrykała palcami, ukazywały się różnobarwne iskierki.
Zawsze była dumna z tego, że urodziła się demonem. Rasę zamieszkującą Krainę Blasku uważała za gorszych. Jej pokój pomiędzy krainami nie był potrzebny. Po co ta anielica z legendy o niego tak zabiegała? Tego nie rozumiała i nawet nie chciała pojąć.
Grrimer siedział pod drzwiami, przeklinając w duchu swoją głupotę i łatwowierność. Ta mała Vendea go zwyczajnie — podstępem — wykiwała. Jednocześnie podziwiał i nienawidził ją za jej spryt i przebiegłość.
W końcu głodny i wściekły ruszył do swojego pokoju, by wygrzebać coś do zjedzenia.



Następnego dnia Vendea przeżywała koszmar swojego życia. Nie dość, że denerwowała się przed egzaminami, to jeszcze musiała znosić obecność Grrimera.
Księżniczka Cienia chciała wyjechać z zamku z samego rana, by zdążyć na egzaminy przed natrętnym demonem, ale on zdawał się czytać w jej myślach. Wpadli na siebie w stajni. Vendea skrzywiła się momentalnie, gdy tylko pojawił się w jej polu widzenia.
— Czyżby ktoś tu wstał lewą nogą? — stwierdził.
— Zamknij się, bo zaraz stracisz głowę. — warknęła. Grrimer wiedział, do czego jego kuzynka jest zdolna.
Vendea dosiadła swoją karą klacz i strzeliła batem w powietrzu. Natychmiast ruszyła z miejsca. Grrimer również dosiadł swojego wierzchowca i pognał w ślad za rudowłosą.
I tak we dwoje, w ciemnych płaszczach i kapturach na głowach, odgalopowali w stronę Akademii Jedności.

***
Aisha wsiadła do pięknie zdobionego, królewskiego powozu. Jako jedyna córka Króla Blasku, była następczynią tronu Krainy Światła. Zza drzew wyłaniała się strzelista wieża Akademii Jedności, zakończona posągiem smoka.
Cały budynek był ogromny i niezwykle dostojny. Obrośnięte bluszczem ściany w kolorze piaskowca i okna w stylu romańskim dodawały budowli uroku i elegancji. Akademia posiadała też rozległy dziedziniec z fontanną i piękne ogrody, znajdujące się na tyłach szkoły.
Anielica nie mogła usiedzieć na miejscu, podekscytowana tym, co ją czeka u kresu podróży.
— Córko moja, czemu tak rozpiera cie energia, skoro czekają cię egzaminy wstępne?
— Ależ tatku, to takie niezwykłe! — odpowiedzi towarzyszył cichy chichot — Nie można siedzieć spokojnie, wiedząc, że za chwilę stanę przed komisją. Jedno tylko mnie martwi…
— Co takiego, kochanie? — pytał jak zwykle zatroskany ojciec, Zhymmon, obecny Król Blasku.
— Do Akademii uczęszczają i anioły i demony. Jak sobie poradzimy? Przecież nasze rasy się nie znoszą.
— Masz rację córo...
Ale Aisha już nie słuchała. Jej uwagę przykuli dwaj jeźdźcy pędzący po drugiej stronie rzeki. Byli daleko, więc nie mogła określić płci żadnego z nich.
Powóz zatrzymał się po pięciu minutach na dziedzińcu Akademii. Zanim ojciec anielicy zdążył się obejrzeć, ona już biegała wokół filarów i drzew, podśpiewując. Tuż za nimi na dziedziniec wjechały dwa konie ze swoimi jeźdźcami. Na widok roztańczonej anielicy, Vendea wybuchnęła pogardliwym śmiechem. Król Blasku spojrzał na nich ze wzgardą i ruszył w stronę głównej bramy. Młode demony zeszły z koni i poprowadziły je do pobliskiej stajni, po czym same ruszyły w stronę Akademii.

_____
Tekst poprawiony – 17 stycznia 2011 r.

Jeśli jescze za dużo słowa 'istota' się pojawiło, krzyczeć i wytykać xd
Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Już ci mówiłem co o tym sądzę :D Jest świetne jak ty:)
Odpowiedz
#3
No to, że tak powiem. Widziałem kilka pomyłek i dla mnie nieścisłych [nie do końca wytłumaczonych?] sytuacji, ale nie mam dziś siły tego wszystkiego pisać. Ogółem podobało mi się ;). Znowu pogrążacie mnie w smutku. Ja dłuższych prac kompletnie pisać nie umiem :(
Odpowiedz
#4
To zerknij sobie w krótszy tekst mojego autorstwa. ;) Srebrnooka <klik>
Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...
Odpowiedz
#5
A co to za wredna autoreklama, poza tym krótszy, ale masz zamiar go rozbudowywać, a ja właśnie takich pisać nie umiem.

No i żeby offtopu nie było. Wydawało mi się, ze za dużo było tej "Vendei" na początku i na końcu
Odpowiedz
#6
Ja się jakoś powtórzeń pozbyć nie umiem.
Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
[ja też, teraz się tylko tak wymądrzam]

Aha, no i najpierw zaczynasz legendę, a potem nagle okazuje się, że to Vendea ją czyta. Jakoś mi nie pasowało.
Odpowiedz
#8
ja to chyba na opko przerobię.
Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...
Odpowiedz
#9
Azzo, kochana. Wiesz doskonale, co o tym myślę, ale mogę powtórzyć jesli chcesz. ;)
Ładnie, aczkolwiek czasem przydałoby się zdetronizować powtórzenia i rozbudować zdania. Ale reszta jest słodka. ^^
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości