Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy EV IL
#1
Mrok
– Nie masz szans, Ev. – Było zbyt ciemno, żeby dostrzec mężczyznę wypowiadającego te słowa. – Nie uciekniesz przede mną... Przed nami.
Mrok wokół był tak gęsty, że można było przedzierać się przez niego jak przez gęstą, zbitą masę. Nie było nic, co można by opisać, nic, co wskazywałoby na to, co to za miejsce. To była pustka.
– Ev. – Głos dochodził zewsząd. Z prawej, lewej... Odbijał się echem w jej umyśle, nie dając szansy na sprawne myślenie. Wydawała się walczyć, wypychać ze swojego wnętrza to ogarniające ją fatum. Złapała się za głowę, a z jej ust wyrwał się krzyk rozpaczy i wściekłości. Opadła na kolana.
– Mówiłem ci, Ev. Nie opieraj się. Należysz do mnie – szepnął jej do ucha.


***

– A idź, cholerny smarkaczu! – wrzasnęła stara Gerda, robiąc zamach laską w kierunku urwisa, który właśnie w biegu zahaczył o jej bujany fotel. – Już ja cię nauczę! – Długo jeszcze rzucała za malcem przekleństwami, aż w końcu westchnęła i sama do siebie zaczęła mamrotać, jak to nikt nie potrafi wychowywać dzieci.
– Daj spokój, babciu! – zaśmiał się jeden z mijających ją przechodniów, wysoki, ciemnoskóry chłopak. – W taki dzień jak dziś nawet ty powinnaś się uśmiechnąć. – Pomachał jej na pożegnanie i zniknął za rogiem.
Cóż, pogoda rzeczywiście wprawiała wszystkich w wesoły nastrój – prócz niej. Na targu zebrał się spory tłum. Zbliżało się święto lata – karnawał – i straganiarze zadbali o wygląd swoich stoisk, więc wszędzie wisiały kolorowe serpentyny, a u każdego sprzedawcy można było kupić mieniące się w odcieniach tęczy maski, czapki i inne kiczowate elementy stroju. Jedna z dziewczyn z dzielnicy mieszczan sprawdzała właśnie, czy kusa, niebieska spódniczka pasowałaby do jej cery. Gerda prychnęła, ale oczywiście i tak nie zwrócono na to uwagi. Wszyscy wiedzieli, że nie ma się co staruchą przejmować – nikt nie był w stanie jej się przypodobać. Najbardziej zaś nienawidziła szumowin oblegających Sczerniały Kufel. W tej karczmie działy się takie rzeczy, że ciągle utrzymywała, iż jej bóle głowy są wynikiem zasłyszenia wieści z tego zacnego przybytku. Co nie przeszkadzało jej oczywiście codziennie siadać przed sklepem rzeźnika, który stał dokładnie naprzeciwko Kufla.
Wytrzeszczała ledwo widzące oczy i rejestrowała każde zdarzenie, które była w stanie dojrzeć. Jako że nie widziała zbyt dobrze rysów twarzy, zapamiętywała sylwetki co ciekawszych mieszkańców. Na przykład ta panienka przy straganie z maskami – szczupła, wysoka z mocno zarysowanymi biodrami i jasnymi włosami. Nikt inny nie miał takich bioder, więc na pewno była to córka kapitana straży. Gerda zapamiętała ją, gdy kilka nocy pod rząd wymykała się do Jeronima z Kufla – barmana. Dziwnym trafem ostatnio chłopaka aresztowano... Starucha zachichotała. Gdzieś z boku dało się słyszeć grajka testującego swoją gitarę. Przychodził codziennie po porze obiadowej i zaczynał smęcić. O miłości, o stracie, o ślubie, śmierci i w końcu samobójstwie. Wszystkie jego utwory tak właśnie się kończyły. Jednak Gerda lubiła go słuchać – trafiał w jej melancholijne nastroje.
Nie cierpiała za to kogoś innego... Właśnie rozpoczął swój pokaz nieopodal. Nie dało się ukryć, że staruszka nienawidziła magów. Dostawała przez nich drgawek i ciągle bała się, że spalą całe miasto. O każde nieszczęście obwiniała właśnie ich i te demoniczne, jak je nazywała, sztuczki. Nie zdziwiła się więc wcale, kiedy kilka chwil po tym, jak młody czarodziej wypuścił z palca stróżkę ognia, nadeszły ciężkie chmury.
Nagle słońce zniknęło przysłonięte przez czarne jak smoła obłoki, które nie przepuszczały nawet maleńkiego promyka światła.
Zapadła cisza. Wszyscy zadzierali wysoko głowy, dziwiąc się zjawisku. Nie były to chmury burzowe. Zdawały się zbyt nierealne, przejmujące. Sprawiały, że w sercu rósł niepokój, dziwne przeczucie mówiące, żeby jak najszybciej znaleźć bezpieczne miejsce. Robiło się coraz ciemniej, a ludzie zaczęli panikować. Narastał szept, przypominający donośne bzyczenie pszczół – niczym w prawdziwym ulu. W końcu nie dało się nawet dojrzeć końca własnego nosa. Wokół rozległy się przerażone nawoływania dzieci, mężów, żon. Szepty zamieniły się w krzyki. Prowadzący uprzednio spektakl mag w końcu oprzytomniał tworząc kulę światła na tyle dużą, że oświetlała spory obszar wokół niego.
– Spokój! – wrzasnął, starając się przekrzyczeć tłum i jednocześnie dzieląc kulę na kilkaset mniejszych i rozsyłając je w różne zakamarki targowiska. – Dobierzcie się w grupy! Ci, których domy leżą blisko siebie, mają iść razem! Każdej grupie przydzielam jedną kulę, abyście mogli bezpiecznie dotrzeć do domów!
Tłum pospiesznie podzielił się na małe grupki i prowadzony poleceniami czarodzieja stopniowo opuszczał targ. Po chwili przyłączyli się do nich bywalcy ze Sczerniałego Kufla – co poniektórzy prowadzili nawet pod ramię swoich bardziej wstawionych kolegów. Akcja przebiegła sprawnie, pewnie dzięki nadzorowaniu jej przez maga i rzuceniu paru czarów uspokajających. Wreszcie zrobiło się pusto. Kule zniknęły, słychać było odgłosy zatrzaskiwanych drzwi i okiennic. A potem nastała już tylko cisza i mrok. Był jednak ktoś, o kim zapomniano.
Gerda również dostała swoją kulę. Jednak nawet przy jej słabym świetle, nie mogła dostrzec niczego. Bujała się więc dalej na swoim fotelu, wierząc, że nadeszła apokalipsa i postanowiła poczekać na nią tutaj.
– Hyp! – Starucha wzdrygnęła się tak mocno, że niemal spadła na ziemię. Czy to było czknięcie? – Hyyyp! Oszzz jaznaa cholera... Zawsze muszzą mi zepzuć załą zabawę... Hyp!
Samotna kobieta wytężyła wzrok. Z karczmy powoli wyłaniało się światło. Było jednak inne niż to, które wytworzył mag. Miało czerwoną poświatę i wyglądało na silniejsze. W końcu ktoś stanął w drzwiach. Oczywiście ona była w stanie dostrzec tylko sylwetkę, ale to nie przeszkadzało jej w rozpoznaniu postaci...
– Och... – mruknęła zjadliwie i splunęła na podłogę. W drzwiach stała ta "cycata baba", jak zwykła ją nazywać. Pamiętała tylko, że ma ciemne, długie włosy i imponujący – po tym ją rozpoznawała – przód... – Dziwki mi tu brakowało...
Pijana w sztok dziewczyna spojrzała w jej kierunku, więc Gerda szybko odwróciła głowę. Nie to, żeby przejmowała się tym, że tamta ją usłyszała! Co to, to nie. Nigdy nie kryła się ze swoimi osądami. Bardziej chodziło jej o to, że nie chciała zamienić choćby słowa z takim pospólstwem. Chyba jednak było za późno.
– A co ty tu... hyp... robisz, babciu?
– Na apokalipsę czekam ty... ty.. ty rozwiązła...
– Stooop! – Podeszła bliżej, a zza jej pleców wyłoniła się czerwona kula światła podobna do tej, którą wytworzył mag. – Babuniu – mówiła, stawiając kolejne chwiejne kroki – ja wiem... hyp... że ty dużo widzisz, ale...
– Dużo – prychnęła. – Jesteś pomiotem szatana! Żadnemu nie popuścisz, żmijo jedna ty!
W odpowiedzi roześmiała się serdecznie, niemal zalewając łzami.
– To babci wyszło, oj tak – wysapała, ocierając łzy i wciąż chichocząc. Gerda dostrzegła, że nadal trzyma w ręce butelkę. Własnie pociągnęła z niej potężnego łyka. – Wie babcia co? Ciemno trochę, może by babcia poszła do domu... hyp... jak wszyscy?
– Ja nie jestem wszyscy...
– Och tak, oczywiście. – Usiadła naprzeciw niej na ziemi, wysuszając flaszkę do ostatniej kropli i rzucając ją za siebie. Staruszka skrzywiła się na dźwięk rozbijanego szkła. – No. To moszzzemy iść, babciu. Wstajemy! – Mówiąc to, zaskakująco sprawnie sama podniosła się z ziemi i chwyciła ją za rękę.
– A figę! – zaskrzeczała i zaparła się w fotelu. – Na apokalipsę czekam, mówiłam, szumowino jedna!
"Szumowina" spojrzała na nią krytycznie.
– Ja wiem, że ty ślepa jesteś, ale chyba zauważyłaś różnicę, co? Ciemno jak w dupie, babciu! Podnoś się albo cię wyniosę.
– A tyle mi możesz – warknęła, grożąc drewnianą laską. – Mam dziewięćdziesiąt siedem lat!
– Uch... – Dziewczyna pomasowała skronie, nie wiedząc, co zrobić z tym fantem. Nagle odezwała się zupełnie poważnie. – To nie jest apokalipsa, na którą czekasz. Nie pójdziesz do nieba, babciu.
Gerda wbiła w nią szklisty wzrok. Dziewczyna wyglądała na trzeźwą. Starucha już miała coś odpowiedzieć, kiedy wstrząsnął nią silny dreszcz.
– Szlag trafi – warknęła dziewczyna. – Za późno.
Główna brama prowadząca do dzielnicy klasztornej, w której znajdowało się wyjście z miasta, z hukiem stanęła otworem. Pośród mroku pojawiły się cztery zakapturzone, ubrane w czarne płaszcze postacie.
– Witaj, Ev – odezwał się jeden z nich przyjemnym, niskim głosem przypominającym pomruk. – Wszędzie cię szukałem – zachichotał.
"To nie talent lecz chęć szczera produkuje bestsellera"
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(27-02-2014, 15:31)CarmenS napisał(a): Mrok wokół był tak gęsty, że można było przedzierać się przez niego, (bez przecinka) jak przez gęstą, zbitą masę.

Odbijał się echem w jej umyśle (przecinek) nie dając szansy na sprawne myślenie.

– Mówiłem ci, Ev. Nie opieraj się. Należysz do mnie.(bez kropki) – Szepnął (szepnął) jej do ucha.

– A idź, cholerny smarkaczu! – wrzasnęła stara Gerda, robiąc zamach laską w kierunku urwisa, który właśnie w biegu zahaczył (o) jej bujany fotel.

– Daj spokój, babciu! – zaśmiał się jeden z mijających ją przechodniów, wysoki (przecinek)ciemnoskóry chłopak.

– W taki dzień,(bez przecinka) jak dziś, (bez przecinka) nawet ty powinnaś się uśmiechnąć. – Pomachał jej na pożegnanie i zniknął za rogiem.

Co nie przeszkadzało jej oczywiście codziennie siadać przed sklepem rzeźnika, który stał dokładnie na przeciwko (naprzeciwko) Kufla.

Gdzieś z boku dało się słyszeć grajka,(bez przecinka) testującego swoją gitarę.

Nagle słońce zniknęło,(bez przecinka) przysłonięte przez czarne jak smoła obłoki, które nie przepuszczały nawet maleńkiego promyka światła.

(...)żeby jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Robiło się coraz ciemniej, a ludzie zaczęli panikować.

Narastał szept, (bez przecinka) przypominający doniosłe ("doniosły" to "mający wielkie znacznie", więc według mnie bardziej pasowałoby "donośne") bzyczenie pszczół – niczym w prawdziwym ulu.

Prowadzący uprzednio spektakl mag w końcu oprzytomniał (przecinek) tworząc kulę światła na tyle dużą, że oświetlała spory obszar wokół niego.

– Spokój! – Wrzasnął(wrzasnął), starając się przekrzyczeć tłum i jednocześnie dzieląc kulę na kilkaset mniejszych i rozsyłając je w różne zakamarki tagowiska(targowiska).

– Dobierzcie się w grupy! Ci, których domy leżą blisko siebie (przecinek) mają iść razem! Każdej grupie przydzielam jedną kulę (przecinek) abyście mogli bezpiecznie dotrzeć do domów!

Po chwili przyłączyli się do nich bywalcy ze Szczerniałego(Sczerniałego) Kufla – co po niektórzy prowadzili nawet pod ramię swoich bardziej wstawionych kolegów.

Akcja przeszła(lepiej "przebiegła") sprawnie, pewnie dzieki(dzięki) nadzorowaniu jej przez maga i rzucenia(rzuceniu) paru czarów uspokajających.

Był jednak ktoś (przecinek) o kim zapomniano.

Jednak nawet przy jej słabym świetle,(bez przecinka) nie mogła dostrzec niczego.

Oczywiście ona była w stanie dostrzec tylko sylwetke(ę), ale to nie przeszkadzało jej w rozpoznaniu postaci...

– Och... – Mruknęła(mruknęła) zjadliwie i splunęła na podłogę.

Bardziej chodziło jej o to, że nie chciała zamienić choćby słowa z takim pospulstwem(pospólstwem).

– Na apokalpise(ę) czekam ty... ty.. ty rozwiązła..(brakuje jednej kropki)

– Stooop! – Podeszła bliżej, a zza jej pleców wyłoniła się czerwona kula światła,(bez przecinka) podobna do tej (przecinek) którą wytworzył mag. – Babuniu – mówiła(przecinek) stawiając kolejne chwiejne kroki – ja wiem... hyp... że ty dużo widzisz, ale...

– To babci wyszło, oj tak – wysapała (przecinek) ocierając łzy i wciąż chichocząc.

– Wie babcia, (bez przecinka) co?

– Och tak, oczywiście. – Usiadła naprzeciw niej na ziemi (przecinek) wysuszając flaszkę do ostatniej kropli i rzucając ją za siebie.

– Mówiąc to (przecinek) zaskakująco sprawnie sama podniosła się z ziemi i chwyciła ją za rękę.

– Na apokalipse(ę) czekam, mówiłam, szumowino jedna!

– A tyle mi możesz – warknęła (przecinek) grożąc drewnianą laską. – Mam dziewięćdziesiąt siedem lat!

Gerda wbiła w nią szklisty wzrok. Wyglądała na trzeźwą. Już miała coś odpowiedzieć, kiedy wstrząsnął nią silny dreszcz. (Tu się podmiot zgubił, wychodzi, że to wszystko dotyczy Gerdy)

– Szlak("Szlag", bo "szlak" to może być w górach :P) trafi – warknęła dziewczyna.

– Witaj, Ev – odezwał się jeden z nich gładkim(Gładki głos? Nie pasuje ten przymiotnik.), niskim głosem przypominającym pomruk.

Opis z perspektywy babci całkiem niezły, przeszkadzają mi tylko dialogi, w których kuleje nieco zapis, a także często pomijasz zaznaczenie, kto co powiedział. W sytuacji kiedy mówią dwie osoby, łatwo to co prawda wywnioskować, ale według mnie lepiej byłoby to czasem zaznaczyć.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Dzięki za tak szybką poprawkę :) heh
Przecinki to mój problem od zawsze xd Natomiast dialogów zawsze byłam pewniejsza i mogę się jedynie usprawiedliwić tym, że wcięło mi 15 stron tekstu i w nerwach pisałam od nowa :D
Co do "szlak" – jeszcze niedawno sama znajomej puściłam wykład, a dziś się wkopałam :>

Ach i co do zaznaczania, kto co powiedział – zauważyłam kiedyś, że robię sporo powtórzeń, więc staram się tego wystrzegać. Może nawet za bardzo :)
"To nie talent lecz chęć szczera produkuje bestsellera"
Odpowiedz
#4
Cytat:Nie było nic, co można by opisać, nic, co wskazywało by ( wskazywałoby ) na to, co to za miejsce.

Gerda zapamiętała ją, gdy kilka nocy pod rząd wymykała się do Jeronima z Kufla – barmana ( coś tu nie gra z szykiem – Jeronim to barman z Kufla, a jeśli tak, to zdanie powinno brzmieć: do Jeronima – barmana z "Kufla" ).

Przychodził codziennie po porze obiadowej ( w poobiedniej porze ) i zaczynał smęcić.

Prowadzący uprzednio spektakl mag ( Mag prowadzący uprzednio spektakl ) w końcu oprzytomniał tworząc kulę światła na tyle dużą, że oświetlała spory obszar wokół niego.

Po chwili przyłączyli się do nich bywalcy ze Sczerniałego Kufla – co po niektórzy ( poniektórzy ) prowadzili nawet pod ramię swoich bardziej wstawionych kolegów.

– To babci wyszło, oj tak – wysapała, ocierając łzy i wciąż chichocząc. Gerda dostrzegła, że wciąż trzyma w ręce butelkę. ( zbyt blisko )

Pośród mroku pojawiły się cztery zakapturzone, ubrane w czarne płaszcze postaci. ( lepiej "postacie" )
Kilka propozycji zmian i niewiele błędów.
Podoba mi się twój tekst:). Jest ciekawy, momentami zabawny. Bardzo dobrze ujęłaś zachowanie babci, starej uparciuchy i plotkary. Tajemniczy przybysze też zapowiadają ciekawą przeszłość staruszki – mam nadzieję, że to zaledwie początek?
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#5
Dzięki Nawka :)
Pewnie, że początek :P Planuję coś dłuższego, ale jak to moje planowanie wyjdzie nigdy nie wiadomo xd
"To nie talent lecz chęć szczera produkuje bestsellera"
Odpowiedz
#6
(27-02-2014, 15:31)CarmenS napisał(a):
Mrok

Jedna z dziewczyn z dzielnicy mieszczan sprawdzała właśnie (przecinek – w tym przypadku 'czy' nie łączy elementów współrzędnych, tylko wprowadza zdanie składowe) czy kusa, niebieska spódniczka pasowałaby do jej cery.

Nie zdziwiła się więc wcale, kiedy kilka chwil po tym, jak młody czarodziej wypuścił z palca stróżkę ognia (przecinek) nadeszły ciężkie chmury.

Prowadzący uprzednio spektakl mag w końcu oprzytomniał (przecinek) tworząc kulę światła na tyle dużą, że oświetlała spory obszar wokół niego.

– Ja wiem, że ty ślepa jesteś, ale chyba zauważyłaś róznicę (różnicę), co?

Ciekawie się zapowiada. Ta babka jest naprawdę fajna – lubię takie starowinki :)
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
– Witaj, Ev – odezwał się jeden z nich przyjemnym, niskim głosem przypominającym pomruk. – Wszędzie cię szukałem – zachichotał.
– Jak widać nie tam, gdzie trzeba, Arch – odpowiedziała dziewczyna. Brzmiała pewnie i nikt nie powiedziałby, że przed chwilą była kompletnie nawalona. Przesunęła się trochę w lewo, zasłaniając staruszkę przed obcym spojrzeniem.
– Prawie zapomniałem, jak wyglądasz, moja droga. – Objął ją wzrokiem, oblizując dolną wargę i westchnął.
Stara Gerda ze swoimi niemal stuletnimi oczami, dostrzegała w dziewczynie tylko "potężny przód" i ciemne włosy. Uważała ją za puszczalską wywłokę, która wzięła się nie wiadomo skąd. Podobnie też sądziła reszta miasta – zwłaszcza żeńska. Dlatego też starucha ponownie zdziwiła się, słysząc pożądanie w głosie mężczyzny. Przecież ten cycaty babsztyl nie mógł być piękny, a nawet odrobinę ładny – takie nigdy nie są.
– Prawie? Ja zupełnie zatarłam wspomnienie o tobie. Aż tu nagle musiałeś się zjawić... Ach moja biedna pamięć... – rzuciła Ev, przyglądając się obojętnie własnym paznokciom.
– Wciąż mówisz, co myślisz. Dobrze. Może to nawet lepiej.
– Za to ty wciąż pieprzysz bez sensu.
– Nie lubię rozmawiać przy świadkach, skarbie.
Dziewczyna drgnęła, cofając się odrobinę. Gerda automatycznie mocniej zacisnęła palce na lasce. Niech tylko ten szczyl tu podejdzie, to już ona złoi mu skórę.
– Chodź za mną – mruknęła do niego Ev. – Znam miejsce, w którym swobodnie pogadamy. Kolejnym plusem jest to, że wypłoszyłeś stamtąd wszystkich klientów, więc...
Nie słuchał jej. Ruchem dłoni pokazał towarzyszom, by pozostali na miejscach, a sam pewnym krokiem ruszył w kierunku kobiet. Poruszał się płynnie, z gracją, a przy tym tak cicho, jakby w ogóle nie dotykał ziemi. Jego płaszcz falował, targnięty nagłym podmuchem wiatru, który zerwał się znikąd. Gerda przypomniała sobie, jak jako młoda dziewczyna wyruszyła z narzeczonym na polowanie. Napotkali wtedy na swej drodze geparda... Cholerny kot w jej przekonaniu szykował się do skoku całe wieki. Takie samo wrażenie miała teraz. Szkoda tylko, że nie miała strzelby, by odstrzelić łeb temu typowi.
– Arch! – warknęła dziewczyna, cofając się tak bardzo, że już dotykała staruszki. Mężczyzna zatrzymał się w półkroku.
– O co ci chodzi? – syknął. – Widziała nas, skarbie.
– Ale nic nie wie! Poza tym, cierpi na zaniki pamięci, więc jutro pewnie jej największym problemem będzie, co wydziergać na drutach.
Rozległo się oburzone prychnięcie.
– Nie obrażaj mnie, wywłoko szatana! Może i jestem stara, ale z moją pamięcią wszystko w porządku. Dzisiejsza młodzież... Nikogo nie szanujecie!
Ev zamarła ze zdziwienia i złapała się za głowę, mamrocząc:
– I jak ją tu cholera ratować...
– Genialne! – zaśmiał się Arch. – Wywłoka szatana, ach, to dobre... Wiesz, starucho – babcia wściekła zmrużyła oczy – trafiłaś. Bo ja – błysnął zębami – jestem diabłem...
Wystarczył ułamek sekundy. Jego towarzysze rzucili się na Ev, unieruchamiając ją, a Arch stanął na wprost bujanego fotela, palcem dotykając czoła Gerty.
– Apokalipsa! – Zdążyła wrzasnąć, zanim stanęła w płomieniach.
Ev z wrzaskiem strząsnęła z siebie napastników i rzuciła się w stronę Archa. Znieruchomiała jednak tuż przed jego wyciągniętą dłonią.
– Dobrze wiesz, że nie możesz, skarbie. – Uśmiechnął się i pogładził ją po policzku. – Jesteś zwykłą marionetką, zdolną tylko do wykonywania poleceń. Co prawda dysponujesz sporą mocą, jak na człowieka, ale to wciąż nic w porównaniu z potęgą demona.
– Zdziwił byś się, dupku. – Splunęła mu pod nogi i odepchnęła dłoń. – Gdyby nie piętno, już dawno smażył byś się we własnym piekielnym kotle!
– Przydatna sprawa... Wciąż nie wiem dlaczego ojciec wybrał ciebie, ale widać spodobał mu się twój... – podniósł wysoko brwi – apetyczny wygląd.
– Jesteś o sto lat za młody, żeby cokolwiek wiedzieć.
– Ach, doprawdy... Ileż to razy jeszcze zamierzasz mi wypominać, że jesteś na tym świecie dłużej ode mnie? Swoją drogą zastanawia mnie to, kiedy ojciec cię zniewolił? Dorównujesz stażem jego najstarszym doradcom, skarbie. A oni nie chcą się na twój temat wypowiadać... Dziwne, prawda? – Kiedy nie odpowiadała, kontynuował: – Nieważne. Ojciec ma dla ciebie zadanie.
– Twój ojciec gówno mnie obchodzi – prychnęła. Arch tylko się zaśmiał.
– Cóż, widać gówno musi być najważniejszą rzeczą w twoim życiu. Tak czy owak... Zaginęło paru naszych. Masz to zbadać.
– Przejmujecie się paroma demonami? Od kiedy?
– To nie były zwykłe demony... – Wbił wzrok gdzieś w dal. – Wszyscy pracowali nad czymś... specjalnym.
Pytająco uniosła brwi. Arch wyjął z kieszeni płaszcza nóż, po czym naciął sobie palec. Podał ostrze Ev i ta zrobiła to samo. Po całym procesie dotknęli się, łącząc zranione miejsca.
Dziewczyna raz po raz zmieniała wyraz twarzy. Gościła na niej wściekłość, potem smutek, zastanowienie i znowu wściekłość. Na końcu pociekły łzy.
– Kto...? – wymamrotała.
– Tego masz się dowiedzieć. Nie wiemy, czy zrobił to ktoś od nas, czy może jakiś pieprzony święty.
– Dlaczego myślisz, że mogliby mieć z tym coś wspólnego? Oni nie zabijają ot tak.
– Mówisz, jakbyś urodziła się wczoraj. – Odwrócił się. – Nie ma prostego podziału na dobro i zło, Ev. Wiesz o tym. Widziałaś wystarczająco dużo w ciągu swojego długiego życia... Bóg nie jest dobry... A ojciec nie jest zły. – Ruszył przed siebie, kończąc temat. Niebo zaczynało jaśnieć.
– Arch – przemówiła niepewnie do jego pleców. – Wiesz, że czasem przez przekazanie pokazujemy więcej, niż byśmy chcieli, prawda? – Znieruchomiał. – Skąd... Skąd wiedziałeś, że ona...
– Na tym polega moja moc, pamiętasz? – W jego głosie dosłyszała smutną nutę. – Jestem śmiercią. Wiem, kiedy ludzie umierają. Lepiej, żeby odeszła, wierząc, że zabrała ją apokalipsa niż zwykły zawał.
Odszedł. Dziewczyna wiedziała, że Arch ma rację. Dobro jest częściowo złe, a zło częściowo dobre. Bóg nie jest dobry, a Lucyfer zły. Poznała dobrze obu na tyle, by móc to stwierdzić. I Arch – śmierć... Spojrzała na wciąż bujający się fotel. Nie było śladu po starej, zrzędliwej Gerdzie. Ev przypomniała sobie, że powinna była jej powiedzieć – w niebie wcale nie jest tak pięknie.

Rozdział pierwszy

Wracając po latach do rodzinnego miasta, był pewien, że w jakiś sposób się zmieniło. Wyobrażał sobie nowe zabudowania, odrestaurowane domy i mnóstwo zaskakujących rzeczy. Cóż – przeliczył się. W Palheren wciąż było tak samo. Brudne dzieciaki biegające po ulicach, staruszki przesiadujące na schodach prowadzących do drzwi wejściowych swoich domów. Nawet sprzedawcy na targu byli ci sami. Zdziwił go tylko widok pustego bujanego fotela, na którym zwykła siadywać stara Gerda. Upierdliwa i zrzędliwa starucha, ale zawsze to ktoś, kto był tu odkąd pamiętał. Uśmiechnął się, kiedy przypomniał sobie, jak zaczepiał ją każdego dnia, przebiegając bardzo blisko i bujając jej fotelem trochę mocniej. Machała wtedy laską i krzyczała: "nie przeszkadzaj, czekam na apokalipsę!" Zachichotał.
– Marcus? – Odwrócił się, słysząc swoje imię. – To naprawdę ty! Kopę lat!
W jego stronę biegł wysoki, otyły chłopak z bujną, kasztanową czupryną. Wymachiwał przy tym śmiesznie rękoma, dzięki czemu wyglądał jak podskakujący balonik z czterema wijącymi się wstążkami zastępującymi kończyny. W przeciwieństwie do reszty ciała, nogi i ręce miał chude jak pająk.
– Artur? Artur! – wrzasnął radośnie i również ruszył w stronę przyjaciela. Minęło pięć lat, odkąd ostatnio mieli okazję się widzieć. Padli sobie w ramiona i serdecznie poklepali się po plecach.
– Kiedy wróciłeś? – spytał z uśmiechem przyjaciel.
– Ledwo co. – Wskazał na tobołek, który taszczył na plecach. – Nie zdążyłem się jeszcze nigdzie rozłożyć ze swoimi gratami.
– Zaproponowałbym ci mój dom, ale wiesz, jak jest... – Arthur poczochrał dłonią włosy i przyjął przepraszający wyraz twarzy.
– Jasne. Masz cztery baby w dwóch pokojach, daj spokój. I tak planowałem po prostu wynająć coś w Kuflu. – Uśmiechnął się.
– Nie żebyś mógł wybrzydzać, stary, ale wolałbym tam nie spać – zachichotał. – Chociaż! – Na jego twarzy wykwitł złowieszczy uśmiech. – Jest tam coś, co warto zobaczyć.
– Co takiego? Zmienili wystrój?
– Tak, jasne. – Artur przewrócił oczyma. – Widzisz to? Barlin i zmiana wystroju jego perełki? – Prychnął. – Wejdziemy, to sam zobaczysz. Sprowadziła się tu jakiś rok temu...
– Ach – przerwał mu. – Ona. Rozumiem. Artur? Na prawdę nie masz mi do powiedzenia nic lepszego? – Marcus posłał mu krytyczne spojrzenie.
– Lepszego? Coś ty z konia spadł podczas tej podróży? Nie kręcą cię już kobiety? – Ostatnie zdanie wyszeptał z udawaną nutą strachu, delikatnie odsuwając się od towarzysza.
– Bardzo śmieszne. – Faktycznie się zaśmiał. – Widziałem już dość pięknych kobiet, Arturze.
– Oj nieważne. Znawca się znalazł... Chodźmy się napić. – Poklepał go po ramieniu i razem ruszyli w stronę karczmy.
Już w drzwiach usłyszeli podniesione głosy.
– Zostaliśmy wynajęci! Wykonaliśmy robotę, to i zapłata się należy! – Męski głos niemal ociekał wściekłością. Po chwili dało się słyszeć kilka innych, które przytakiwały mu stanowczo. Marcus spojrzał pytająco na Artura, jednak ten tylko wzruszył ramionami. Weszli do środka i mogli spokojnie przyjrzeć się zdarzeniu.
Otóż przy barze zebrała się grupka uzbrojonych mężczyzn w wyraźnie nie najlepszych humorach. Najwyraźniej zwracali się do opierającej się o blat młodej dziewczyny. Siedziała zwrócona tyłem do nich i nalewała sobie trunku z flaszki do kufla. Artur głośno wciągnął powietrze.
– Gnębią kobietę, gnojki – syknął Marcus i zrobił krok do przodu. Przyjaciel szybko złapał go za bark.
– Hola! Nie idź tam, bo sam oberwiesz.
– Co ty pieprzysz? To zwykłe padalce...
– Nie od nich – zachichotał Artur. – Po prostu patrz.
Jak na komendę niski, krępy jegomość z tępym wyrazem twarzy ponownie się odezwał.
– Słyszysz, dziwko? Dawaj nasze pieniądze!
Dziewczyna podniosła kufel i jakby nigdy nic upiła porządny łyk. Zerknęła też na flaszkę, podniosła ją i oceniła zawartość.
– Nic nie może się zmarnować – westchnęła i osuszyła butelkę.
– Słyszysz, co do ciebie mówię? – warknął mężczyzna.
– Słyszę, Rod. Jest jednak mały problem. – Wciąż trzymała w rękach flaszkę. – Byłeś tutaj wczoraj i oznajmiłeś, że nic nie znalazłeś. Nie dostałeś zapłaty, bo za co? – Przekręciła się na krześle, by spojrzeć mu w oczy. Marcus oniemiał i zrozumiał, o kim opowiadał mu Artur. Dziewczyna miała ciemną cerę – musiała więc pochodzić z Dariańskich równin – i ciemne włosy falami opadające na ramiona. Niezwykłe w nich było to, że gdzieniegdzie prześwitywały czerwone pasma. Była zgrabna i cóż... Nie mógł tego nie zauważyć... Dobrze wyposażona. Próbował dostrzec kolor jej oczu, ale dziwnym trafem nie potrafił. – A teraz – kontynuowała – zwalasz mi się na głowę z tą bandą obesrańców i liczysz na co? Że mnie zastraszysz? – Zaśmiała się.
– Niech cię szlag, Ev! – Wyciągnął nóż.
Na jej reakcję nie trzeba było długo czekać. Butelka, którą obracała w dłoniach, z głośnym hukiem rozbiła się na głowie Roda. Schodząc ze stołka, pochwyciła kufel i walnęła nim drugiego najemnika w szczękę, powalając go na ziemię. Kolejnego szybko zaszła od tyłu i bezwzględnie uderzyła jego głową o blat baru. Korzystając jednak z tego, że była odwrócona tyłem, kolejny zbir pochwycił ją w żelazny uścisk, dając innemu towarzyszowi szansę na wyprowadzenie ciosu. Widząc szybko zbliżającą się w stronę jej twarzy pięść, Ev schyliła się, pozwalając, by uderzenie trafiło trzymającego ją mężczyznę. Wyplątawszy się z uścisku oszołomionego najemnika, skierowała w stronę ostatniego z nich błyszczący czerwienią sztylet, który nagle pojawił się w jej dłoni. Trzymając ostrze milimetr od szyi przerażonego człowieka, spytała:
– Powiedz mi, czy warto za to umierać?
Nie odpowiedział tylko cofnął się pospiesznie, po drodze wpadając w drewniane stoliki, łamiąc je i przewracając się o leżących na ziemi towarzyszy. Dziewczyna z uśmiechem satysfakcji rozejrzała się po karczmie, a zauważając Marcusa, figlarnie puściła do niego oko. Wokół zapadła cisza, a ona jak gdyby nigdy nic, usiadła na swoim stałym miejscu i zamówiła kolejną flaszkę. Stary Barlin stojący za barem nie wiadomo dlaczego zaśmiewał się do łez (choć kto wie, może rozpaczał z powodu połamanych mebli).

PS. Dzięki Stu za ostatnie poprawki i... przepraszam za babcię xd :(
"To nie talent lecz chęć szczera produkuje bestsellera"
Odpowiedz
#8
Pierwsza część byłą super, lecz w kolejnym fragmencie klimat gdzieś uciekł. Babcia była świetna, natomiast diabły, zaginione demony itp – jakoś to do mnie nie przemawia. Postaram się śledzić tekst, by zobaczyć, jak to się dalej potoczy. Przeczytam go tez na spokojnie jeszcze raz.
Nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko rzeczy cholernie mało prawdopodobne.
Odpowiedz
#9
(01-03-2014, 09:05)CarmenS napisał(a): – Prawie zapomniałem (przecinek) jak wyglądasz, moja droga. – Objął ją wzrokiem (że co?), oblizując dolną wargę i westchnął.

Stara Gerda ze swoimi niemal stuletnimi oczami (to te oczy były starsze od niej? co ona, kupiła je na ebay'u?), dostrzegała w dziewczynie tylko "potężny przód" i ciemne włosy.

Poza tym, cierpi na zaniki pamięci, więc jutro pewnie jej największym problemem będzie (przecinek) co wydziergać na drutach.

Jego towarzysze rzucili się na Ev (przecinek) unieruchamiając ją, a Arch stanął na wprost bujanego fotela, palcem dotykając czoła Gerty.

Wciąż nie wiem (przecinek) dlaczego ojciec wybrał ciebie, ale widać spodobał mu się twój... – Podniósł (małą literą) wysoko brwi. (bez kropki – to jest wtrącenie narratora w środku zdania złożonego.)Apetyczny (małą literą) wygląd.

– Mówisz (przecinek) jakbyś urodziła się wczoraj.

– Jestem śmiercią, (raczej kropka) wiem (przecinek) kiedy ludzie umierają. Lepiej, żeby odeszła (przecinek) wierząc, że zabrała ją apokalipsa niż zwykły zawał.

Wracając po latach do rodzinnego miasta (przecinek) był pewien, że w jakiś sposób się zmieniło.

Minęło pięć lat (przecinek) odkąd ostatnio mieli okazję się widzieć.

– Zaproponowałbym ci mój dom, ale wiesz (przecinek) jak jest.. (nie znam takiego znaku interpunkcyjnego – albo jedna kropka, albo trzy)

– Niech cię szlak (szlag), Ev! – Wyciągnął nóż.

Widząc szybko zbliżającą się w stronę jej twarzy pięść, Ev schyliła się (przecinek) pozwalając (przecinek) by uderzenie trafiło trzymającego ją mężczyznę.

Dziewczyna z uśmiechem satysfakcji rozejrzała się po karczmie, a zauważając Marcusa (przecinek) figlarnie puściła do niego oko.

Stary Barlin stojący za barem nie wiadomo dlaczego, (albo ten przecinek jest zbędny, bo nie oddziela się podmiotu od orzeczenia, albo to jest koniec wtrącenia – tylko gdzie jest początek? przed 'stojący'?) zaśmiewał się do łez (choć kto wie, może rozpaczał z powodu połamanych mebli).

Szkoda babci :)
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#10
Niemal stulenie oczy – no w końcu babka miała 90 lat xd to prawie :P heh
Dzięki za poprawki, Stu :)
przecinki, przecinki, przecinki... Ach.
"To nie talent lecz chęć szczera produkuje bestsellera"
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości