Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy W pogoni za grzechem
#1
Tak, tak, to znowu ja.
Tym razem pierwszoosobówka w nieco innym niż zazwyczaj wydaniu. Większość światów fantasy, jakie tutaj się znajdują, obracają się wokół raczej poważniejszych tematów czy fabuł. Tak więc wkraczam tutaj ja.
Jeżeli uda mi się rozbawić, to dobrze. Jeżeli uda mi się zachęcić, też nieźle. Jak żadne z powyższych i ktoś to wytknie, to jeszcze lepiej – poznam granicę, której raczej nie powinienem przekraczać. Kilka osób pewnie poczuje się urażonych bądź zmieni opinię o mnie, ale co tam. W końcu co mam do stracenia? : P Najwyżej przekonam się, że pisanie bardziej humorystycznych i luźnych tekstów nie jest dla mnie. Bo ileż można pisać takie nieco poważniejsze rzeczy...
A więc miłej lektury ; ) I dla tych, którzy myślą sobie: "znowu on..." – Deal with it B)



Część 1

Dobrym startem w takich okolicznościach są z pozoru proste rzeczy. Nie, tak właściwie, to grono można zawęzić do trzech głównych czynności – czytanie książki, granie i oglądanie telewizji. Tak na dobrą sprawę, to tego można znaleźć całkiem sporo w samych filmach albo w bardziej czytanej formie. Cóż, to mnie spotkało podczas kumulacji tych trzech czynności. Czytanie opowiadania w przerwie między rozgrywkami po LANie podczas oglądania telewizji i kilku innych, mniejszych pierdół. Ach, to dobrodziejstwo multitaskingu.
Opowiadanie było całkiem ciekawe – orki, alkohol, kobiety, bar i rock'n'roll. Szkoda, że nie dane mi było doczytać zakończenia...
Moment, to nie miało być o tym.
Tak właściwie to mrugasz i jasny ekran monitora zostaje zastąpiony szeroką, zieloną klatą orka, a wygodne krzesło czymś miękkim... i też wygodnym, nie będę wybrzydzał w tej kwestii. Z każdą mijającą chwilą łączyłem kolejne wątki, które wychwytywał leniwy mózg. Dosyć szybko dochodziłem do kolejnych wniosków, nad którymi górował jeden, najtrafniej opisujący całe to wydarzenie.
Ktoś właśnie wyruchał mnie bez mydła. Nie w sensie fizycznym, rzecz jasna. Chociaż... do pewnego stopnia...
Gdyby ktoś pojawił się pośrodku twojego pokoju, stwierdził, że jest Bogiem i że jest cholernie zmęczony tym wszystkim, a swoje zadanie przekazuje tobie, to jakbyś zareagował? Zdrowy rozsądek i logika by podpowiadały, aby wypieprzyć chama na zbity pysk z domu i zagrozić policją.
Ale nie, panie, to je politechnika i to je studia, tego ni rękoma, ni głową nie ogarniesz. My jesteśmy tym gatunkiem ludzi, który w momencie przepalenia żarówki wyjdzie z pokoju i ponownie do niego wejdzie, by sprawdzić, czy takie rozwiązanie przyniosło jakikolwiek skutek. Kompletny brak logiki, zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego, pomimo że jedna z tych rzeczy jest wykładana przez szanownych profesorów. W świecie zer, jedynek i czystej frustracji takie rzeczy w dużej mierze są kompletnie zbędne i przeszkadzają w pracy.
A więc jak dobry student, któremu zdarzało się, że software* odpowiadał posłuszeństwa na imprezach, przez co hardware** pozostawał bez żadnej kontroli, postanowiłem pomóc samozwańczemu Bogowi. Bo tak właściwie co może się stać? W tym momencie to wszystko przypomina naciąganą fabułę jakiejś podrzędnej książki, gdzie gospodarz traktuje kompletnego świrusa ciasteczkami, piwem, wódką, odzieżą i córką. Bo tak sobie zażyczył autor.
Gdyby nie to, że wszystko wydawało się dosyć realistyczne, powiedziałbym, że to jest sen. Taki najzwyklejszy. Kiedyś miałem kilka dosyć podobnych po niemal tygodniowej sesji RPG w settingu Dark Sun***, więc mam jako tako rozpoznanie w tej kwestii.
Tak coś skojarzyłem, że Bóg mówił o nowej podróży. W nagrodę. Po jaką cholerę mi ona? Dobrze mi było w moich czterech ścianach, przy laptopie i na wygodnym krześle, popijając ciepłe kakałko bądź zimne piwo, cokolwiek byłoby w zasięgu ręki.
– Wynocha. – Zimny, żeński głos przeszył mi uszy z siłą wrzasków nastolatek na koncercie gwiazdy pop płci prawdopodobnie męskiej. Jego właścicielka, najwyraźniej nie mając przed tym żadnych oporów, bezceremonialnie zepchnęła mnie ze swoich kolan. Albo może po prostu pozbyła się zbędnego ciężaru, który beztrosko zmaterializował się na jej kolanach, za co nie mogę jej winić. – A teraz gadaj kim jesteś, albo urwę ci nogi przy samej dupie, przystojniaczku.
Przez umysł przeleciała mi wizja mojej osoby na wózku inwalidzkim. Cholera, nie chcę być samobieżny! Otworzyłem usta, by odpowiedzieć, jednak strach, który pojawił się znikąd, i zdumienie były silniejsze. Stalowy, niewidzialny uścisk na tchawicy siły zwanej emocjami narastał z każdą chwilą.
Ale to też po części przez odór, który panował w pomieszczeniu. Alkohol mieszał się z potem i przepotężnym smrodem niemytych ciał, przebijający bez problemu kilkudniowe libacje, o których przez kilka kolejnych pokoleń krążyły prawdziwe legendy. Miałem wrażenie, że śluzówki piekły żywym ogniem, a oczy miały zaraz wypuścić gęste łzy, całkiem jak po ostrym sosie przekraczającym pięciocyfrowe liczby w skali Scovilla. To był odór, którym można by śmiało pacyfikować wszystkich protestantów, terrorystów, rewolucjonistów oraz polityków siedem pokoleń wstecz i naprzód. Ale to mogło oznaczać jedną rzecz. Taki zapach – nie, nie ma sensu owijać w bawełnę – taki smród... wiele razy czytałem jego opis. Słyszałem jego opis. Widziałem jego opis. A teraz w sumie go czułem, ba, był wręcz namacalny. Rozejrzałem się z lekkim zażenowaniem po pomieszczeniu. Już wtedy czułem na sobie kilka nieprzyjemnych spojrzeń.
No dobra, mamy świat fantasy. Tu jest elfka, tam ork, przy innym stoliku siedzi krasnolud z epicką brodą i hełmem, spod którego ledwo widać czarne jak węgiel oczy. Niezbyt radosne spojrzenia były skierowane w moją stronę od niziołków, tam jest coś, co przypomina półelfa albo innego mieszańca ras. Tak właściwie to nawet siedziałem przed chwilą na kolanach dosyć pokancerowanej na twarzy elfki. Rzecz jasna, dopóki mnie nie zrzuciła na podłogę, z której nie miałem siły wstać.
Stereotypowo aż do porzygu, psia mać. Najzwyklejsza karczma, kulturowy i rasowy kocioł, w którym swój początek miało mnóstwo różnych historii. I z pewnością nie będzie inaczej w przyszłości, kiedy to pryszczate nerdy będą z istnym ślinotokiem kierować bandą wyimaginowanych herosów, którzy mają zmienić bieg historii, ewentualnie polec na pierwszym lepszym cięższym przeciwniku. Bogowie kości, tych z gatunku k10 i k20****, nierzadko bywają kapryśni i lubią, gdy rozgrywka toczy się według ich upodobania.
Siła spojrzenia elfki, która oczekiwała ode mnie odpowiedzi, rosła z każdą chwilą wykładniczo. Jeżeli intensywność spojrzenia mogłaby zabić, to musieliby używać żyletek, coby zdrapać mnie ze ścian i podłogi. Na szczęście tak nie było i mój mózg postanowił zmienić nieco tor myślenia. Na obecną chwilę najlepiej byłoby znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie sytuacji, o ile takie istniało. Przełknąłem ślinę i zebrałem w sobie wszystkie mentalne siły, które jeszcze nie spieprzyły w siną dal.
– Te, Bóg, słyszysz mnie? – zapytałem głośno, nie zwracając uwagi na elfkę. Miałem coś ważniejszego do załatwienia. Kij, chrzanić życie albo nogi, zostanę inwalidą, ale... do cholery, mój honor gracza krwawi. Czy tak czuł się Cezar, kiedy Brutus wbił mu nóż w plecy?
– Ej, odpowiadaj, jak ci zadaję pytania – rozsierdziła się elfka. Cholera, kobieto, daj mi spokój, są sprawy ważne i ważniejsze.
– Poczekaj, ustaw się w kolejce – burknąłem ze zniecierpliwieniem. – Prowadzę konwersację z Bogiem, a przynajmniej mam taką nadzieję. Wiem, że mnie słyszysz, mendo!
– Słyszę, spokojnie, wszystko pod kontrolą – odpowiedział mi spokojny głos. Na litość boską, niedawno koleś wypłakiwał mi się na ramieniu, a teraz taki spokojny. No super, mądry polak po szkodzie. – Coś się stało?
– Poza tym, że nie wiem, co się dzieje, to wszystko cacy – powiedziałem ironicznie. – Mógłbyś mnie chociaż uprzedzić i poinstruować co i jak, a nie wrzucać na głęboką wodę. Byłbyś marnym mistrzem gry, wiesz?
– O co ci chodzi?
– Po pierwsze, nie mam kompletnie pojęcia, o co chodzi. Po drugie, dlaczego karczma, do cholery? – zawołałem z wyraźnym oburzeniem. Pal licho pierwszą sprawę, to akurat ta druga doprowadzała mnie do szewskiej pasji.
– Co jest złego w karczmie? – zapytał Bóg.
– Co jest złego w karczmie? Wszystko! Wszystko jest złe w karczmie! Nie możesz dać początku w karczmie, wiesz? – powiadomiłem go z poirytowaniem. – Niemal każda sesja zaczyna się w karczmie. W niemal każdej grze RPG karczma jest ważnym miejscem. W każdej opowieści przewija się karczma. Karczma jest zła. Nie chcę takiego początku. Czekaj, ja w ogóle nie chcę niczego zaczynać! Zabierz mnie z powrotem, tu cuchnie jak w chlewie!
– Nie narzekaj...
– Będę narzekał! Mój honor gracza został zszargany! Cholera, dajcie mi jakąś żyletkę, żyły se podetnę! – narzekałem, zalewając Boga ciągłą falą słów. – Chryste, karczma jest taka... cliche, że skręca mnie od środka. Nie możesz być bardziej oryginalny?
– Teraz już za późno – oznajmił spokojnie. – Już w tym siedzisz. Poza tym, jesteś w odpowiednich rękach, że tak powiem.


*software – oprogramowanie komputerowe
**hardware – sprzęt komputerowy
*** setting Dark Sun – samo "setting" oznacza świat, w którym dzieje się akcja danej sesji RPG, zaś Dark Sun to po prostu jeden ze światów w uniwersum Dungeons and Dragons, popularnej gry RPG
****k10 i k20 – odpowiednio kości dziesięcio i dwudziestościenne, używane do większości rzutów na powodzenie w grach RPG.
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
zainteresowały mnie te przypisy na końcu rozdziału :)
Więc lecimy.

(27-02-2014, 03:12)epoN napisał(a): Część 1

Jakby (Gdyby – bo dalej w tekście jest 'jakbyś') ktoś pojawił się pośrodku twoje pokoju, stwierdził, że jest Bogiem i że jest cholernie zmęczony tym wszystkim, a swoje zadanie przekazuje tobie, to jakbyś zareagował?

Cholera, nie chcę być samobieżny! ( :rotfl: )

Najzwyklejsza karczma, kulturowy i rasowy kocioł, w którym swój początek miał (miało) mnóstwo różnych historii.

Przełknąłem ślinę i zebrałem w sobie wszystkie mentalne siły, które jeszcze nie spieprzyły w siną dal. ( :rotfl: )

– Poczekaj, ustaw się w kolejce – burknąłem ze zniecierpliwieniem. – Mam konwersację z Bogiem, a przynajmniej mam taką nadzieję. Wiem, że mnie słyszysz, mendo! ( :rotfl: )

– Słyszę, spokojnie, wszystko pod kontrolą – odpowiedział mi spokojny (coś duża ta siła spokoju) głos.

Świetnie się bawiłem, czytając ten tekst. Rozumiem oburzenie bohatera – dlaczego w karczmie... Dobre.
Fajny pomysł – umieścić gracza w rzeczywisty świecie fantasy. I te zapachy...
Czekam na dalszy ciąg.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Wielkie dzięki, Stu ^^ Po części martwiłem się, że pomysł jest kompletnie chybiony i kompletnie mi nie wyszło, ale widzę, że najwyraźniej nie jest tak tragicznie ^^
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#4
ZNOWU ON.
Ale to jest ulga, Ep :D Cholernie dobrze czyta się te teksty. Szkoda, że fragment taki krótki – z chęcią dowiedziałabym się więcej xd Pomysł bardzo trafiony, jeśli dobrze ogarniam o co chodzi ;)
Dawno nie widziałam tak zabawnego tekstu :)

Jedna rzecz, którą wyłapałam:
"Stalowy, niewidzialny uścisk na tchawicy siły zwanej emocjami rósł na sile z każdą chwilą".
Chyba zamieniłabym tuta "rósł na sile" na "wzmagał się", ale to tylko moje zdanie :)
"To nie talent lecz chęć szczera produkuje bestsellera"
Odpowiedz
#5
Dzięki, CarmenS, za opinię ^^ Być może fragment mógł być nieco dłuższy, ale według mnie to jest akurat odpowiednia długość jak na taki tekst :P
Co do tego, co wyłapałaś – z początku właśnie było "wzmagał się", ale byłoby akurat powtórzenie nieszczęsnego "się" (jest nieco wcześniej i dosyć szybko pojawia się w następnym akapicie).
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#6
Dobre, dobre. Z tego może powstać coś dobrego, temat takich opowiadań jest niewyczerpany. Dialog z GM spoko, narracja fajna. I wciąga, a to ważne.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Cytat:Nie, tak właściwie, to te grono ( "to grono", bo "te" stosuje się do liczby mnogiej, ale wtedy wyjdzie "to to grono", więc jakoś zmień ) można zawęzić do trzech głównych czynności – czytanie książki, granie i oglądanie telewizji.

Ach, te dobrodziejstwo ( to dobrodziejstwo ) multitaskingu.

Gdyby ktoś pojawił się pośrodku twoje ( go ) pokoju, stwierdził, że jest Bogiem i że jest cholernie zmęczony tym wszystkim, a swoje zadanie przekazuje tobie, to jakbyś zareagował?

Bo tak właściwie co może się stać? Tak właściwie, w tym momencie to wszystko przypomina naciąganą fabułę jakiejś podrzędnej książki, gdzie gospodarz traktuje kompletnego świrusa ciasteczkami, piwem, wódką, odzieżą i córką.

Stalowy, niewidzialny uścisk na tchawicy siły zwanej emocjami rósł na sile z każdą chwilą ( może – narastał z każdą chwilą ).

Mam konwersację z Bogiem, a przynajmniej mam taką nadzieję. ( pierwsze możesz zamienić na "prowadzę" )
No nie wiem, co o tym myśleć? Gość zostaje wplątany w świat gry, znany temat. U ciebie jednak jest w tym pewna orginalność, bo niby człowiek tkwi w tym świecie, ale nie do końca, broniąc się rękami i nogami. Zobaczymy, jak to się rozwinie?
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#8
Cytat: Gdyby ktoś pojawił się pośrodku twoje ( twojego ) pokoju, stwierdził, że jest Bogiem i że jest cholernie zmęczony tym wszystkim, a swoje zadanie przekazuje tobie, to jakbyś zareagował?

Przez umysł przeleciała mi wizja mojej osoby na wózku inwalidzkim. Cholera, nie chcę być samobieżny! Otworzyłem usta, by odpowiedzieć, jednak strach, który pojawił się znikąd, i zdumienie były silniejsze. Stalowy, niewidzialny uścisk na tchawicy siły zwanej emocjami rósł ( "rósł" usuń ) narastał z każdą chwilą.

Ale to też po części przez odór, który panował w pomieszczeniu. Alkohol mieszał się z potem i przepoteżnym ( ę ) smrodem niemytych ciał, przebijający bez problemu kilkudniowe libacje, o których przez kilka kolejnych pokoleń krążyły prawdziwe legendy.
Przeoczyłeś:P.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#9
Wielkie dzięki, Nawka, za wyłapanie tych błędów :) Kolejna część, tym razem dłuższa, od tak, dla reguły.



Część 2

– Co masz na myśli? – zapytałem podejrzliwie.
Czułem się trochę tak, jakbym rozmawiał ze sztuczną inteligencją i musiałem odgadywać, co mam powiedzieć, by wywołać odpowiednie linijki tekstu. Chwila moment, zawsze tak się czuję, kiedy rozmawiam z innymi ludźmi. No... może teraz nieco bardziej, ale to głównie wynikało z mojego nastawienia do całej sytuacji. W końcu kilka gier, książek i filmów przyszykowało mnie do podobnej sytuacji. Chociaż to, co czekało nieco dalej... nie sposób było się do tego przygotować.
– Masz znaleźć pozostałe grzechy główne.
Przez chwilę milczałem, oczekując dalszej kwestii fałszywego Boga. No i nadaremno.
– Czekaj... to tyle? Nic epickiego? Żadnego ratowania księżniczek, obalania despotów, palenia wiosek, gwałtów i rabunków? – zapytałem z delikatnym rozczarowaniem. Czułem na sobie coraz intensywniejsze spojrzenia innych bywalców karczmy. A patrzcie sobie, tylko nie zbliżajcie się do mnie, bo cuchniecie gorzej niż prosiaki. Ba, nawet stado żubrów nie wydziela tak intensywnego smrodu... – Nie żebym się chwalił, ale wiele lat grania w gry i czytania fantasy przygotowało mnie na takie scenariusze. Jestem elitą wśród elit.
– Nie, nie sądzę, by takie rzeczy miały miejsce – powiedział kwaśno. Westchnąłem ciężko. – Czy jeżeli dodam, że masz je znaleźć... no nie wiem, majestatycznie, to poczujesz się przekonany?
– Jak, do cholery, można znaleźć coś majestatycznie...? – zapytałem, marszcząc brwi. Sytuacja wyglądała nader żałośnie, całkiem jak niekochane, adoptowane dziecko z ósmego małżeństwa księdza i prostytutki. – No dobra, podsumujmy. Siedzę w karczmie, mam znaleźć pozostałe grzechy główne, nic epickiego, tak? – Usłyszałem ciche, potwierdzające mruknięcie. – A więc, z tego wnioskując, albo ja jestem jednym z głównych grzechów, albo jakiś jest gdzieś w pobliżu, tak?
– Tak i tak – powiedział. – Ty jesteś lenistwem, a gdzieś w okolicy powinny być pożądanie i obżarstwo.
– Świetnie, dostałem fuchę, która pasuje mi do charakteru. Ale poważnie, misja odnalezienia tajemniczych ludzi związanych z grzechami... Tak bardzo oryginalnie – westchnąłem. – No dobra, to krok następny. Klasa postaci i przedmioty początkowe.
– Słucham?
– To, co słyszałeś. Każda szanująca się gra RPG pozwala ci wybrać klasę, a przedmioty początkowe zazwyczaj dostajesz na start jako wyposażenie postaci – wyjaśniłem. – Skoro nie mogę wybrać sobie wyglądu ani płci, to ten element pominę, znaj mą łaskę.
– Czekaj, o czym ty pieprzysz? To nie jest żadna gra – powiedział z wyraźnym oburzeniem. – To jest świat równie realny, co twój.
– Co. – Byłem na tyle zaskoczony, że to nie było pytanie. – Czekaj, czekaj, czekaj. Czyli chcesz mi powiedzieć, że ta cycata elfka i ork, który wygląda, jakby mógł przenieść pociąg, są realni? Krew, skóra, kości i takie tam? – zapytałem z niedowierzaniem.
– Nie mam pojęcia, skąd ci się uroiło, że to jest gra. Co to jest tak w ogóle RPG? Mam kilka dekad w plecy, więc wiesz...
– Gatunek gier, w których odgrywasz rolę postaci. Zazwyczaj kreuję sobie żeńską postać, szczególnie w grach komputerowych, animacja często jest wyjątkowo żałosna... – urwałem, czując dziwne spojrzenie, które oscylowało na granicy niedowierzania i obrzydzenia. – Ej, może cię nie widzę, ale wciąż czuję na sobie twoje spojrzenie. Jeżeli mam grać jedną postacią osiem godzin dziennie przez najbliższy tydzień, to wolę patrzeć na coś, co cieszy moje oko, jasne?
– Nie dziwota, że jesteś lekko zniewieściały.
– Oj! Bo jak wrócę... Cholera, nie... Chcę wrócić, teleportuj mnie z powrotem. Chrzani mnie moja misja. Jest do dupy. Nie chcę takiego żałosnego startu. Boże, karczma... Stanę się pośmiewiskiem – powiedziałem z niekrytą rozpaczą, chwytając się za głowę. – Nawet jak zaczynałem pierwszą swoją sesję RPG, to nie robiłem tego w karczmie, na litość boską...
– Nie marudź. – Przez dłuższą chwilę milczeliśmy. – Huh, masz rację, byłbym słabym mistrzem gry – stwierdził ze zdumieniem Bóg. – Szkoda tylko, że to nie jest gra.
– Czekaj, co?
– Czytam właśnie coś, co się nazywa „Dungeons & Dragons – Przewodnik Mistrza Podziemi”.
Głośno jęknąłem i złapałem się za głowę. To nie może być prawda. Czemu w opowieściach, które czytałem, początek był zawsze epicko epicki? Dowiadują się, że na ich barkach spoczywa los królestwa, świata, całego uniwersum albo dziewictwa pewnej pięknej księżniczki... A ja? Znajdź majestatycznie pozostałe grzechy, ho, ho, ho. A idź pan w chuj z taką robotą. Mój mózg niemal automatycznie wskoczył na inny poziom myślenia. W głowie błyskawicznie wykreowała się najbardziej cięta riposta dwudziestego pierwszego wieku, zdolna zgasić każdego cwaniaczka, jednak w ostatniej chwili powstrzymałem swoje gardło przed wypuszczeniem jakiegokolwiek dźwięku. Szkoda byłoby marnować to cudeńko w takiej parszywej lokacji.
– Mam już tego dosyć – stwierdziłem żałosnym tonem po dłuższej chwili intensywnego rozmyślania. – Za co te grzechy? Co ja wam takiego zrobiłem? Chryste, introwertyka wrzucili w tłum, koniec świata dla mnie – mruczałem z niezadowoleniem pod nosem.
To jest z pewnością dzieło karmy. Dobre i złe uczynki, tego rodzaju sprawy. Cholera, mogłem się uczyć, teraz mi to wychodzi bokiem. Ciekawe, czy jakbym nie tknął tamtego opowiadania, to wciąż tkwiłbym w tej cuchnącej karczmie. Miałem tego wszystkiego dosyć. Limit interakcji z żywymi ludźmi wyczerpałem już na najbliższy tydzień samą rozmową z tym fałszywym Bogiem, a tu jeszcze czekało na mnie kilka kolejnych spraw na głowie.
– Dlaczego w ogóle uparłeś się, że to ma być jak w grze komputerowej? – zapytał mnie Bóg.
– Łatwiej mi zaakceptować taki bieg wydarzeń, jeżeli przyjmę taką podstawę – mruknąłem niechętnie. Poczułem delikatne klepnięcie w ramię.
– Jesteś cholernym ignorantem – stwierdził Bóg.
– Nie obchodzi mnie to.
– W każdym razie jest jak jest – westchnął Bóg. – Przykro mi, że muszę niszczyć twoją utopię, ale to nie jest gra, książka, komiks ani film. To jest realny, prawdziwy świat.
– Do dupy... Dobra, nie chce mi się. Nic mi się nie chce. Zabierz mnie z powrotem, obiecuję, że pouczę się do sesji – poprosiłem. – To wcale nie jest interesujące. Wręcz przeciwnie, odpycha jak cholera. Poza tym mam ochotę na gorącą kąpiel, a po tym na zimne Tyskie...
– To niemożliwe – przerwał mi Bóg.
– Że jak? – zapytałem słabym głosem po kilku sekundach, nie będąc pewnym, czy dobrze usłyszałem.
– Dopóki nie znajdziesz pozostałych grzechów, to nie możesz wrócić – wyjaśnił.
Przez dłuższą chwilę siedziałem oniemiały, przetwarzając jego słowa. Przesłyszałem się? Czy zostałem wplątany w jakieś kiepskie gówno o fabule rodem z gniotowych filmów klasy B? Czy moje zdanie w tej kwestii jest kompletnie nieważne? Miałem ochotę się rozpłakać. To nie tak miało wyglądać moje życie. Cholera, ostatnie swoje chwile spędzę z dala od domu, rodziny i znajomych... I kto mi wyczyści historię przeglądarki i sformatuje dysk? Świat jest okrutny.
Ponownie coś klepnęło mnie w ramię. Westchnąłem ciężko i podniosłem głowę. Spojrzałem prosto w ametystowe oczy elfki, które patrzyły na mnie w dosyć dziwny sposób. Z mieszanką zafascynowania, obrzydzenia i strachu. Coś jakby podziwiać nowy gatunek owada, którego zamiast zabijać zwiniętą gazetą, trzeba zamachnąć się porządnie młotkiem albo jeszcze lepiej – swoją byłą.
– Co chcesz? – zapytałem załamany. – Nie widzisz, że próbuję być smutny, żałosny i niepocieszony? Nawet nie wiesz, jaki pech mnie spotkał....
– Tak, widzę. I słyszałam w dużej mierze, podobnie jak pozostała część karczmy – przerwała dosyć chłodnym głosem.
Rozejrzałem się mimowolnie po pomieszczeniu. Tak, zdecydowanie wszyscy usłyszeli moją rozmowę z oszukańczym Bogiem. A raczej monolog, sądząc po ich minach. Część było zafascynowanych, niektóre zdradzały zażenowanie lub rozczarowanie, widziałem nawet coś na kształt przerażenia. O tak, to jest siła szaleńca. Nie podchodźcie bliżej, bo się zarazicie.
– Naprawdę rozmawiałeś z TYM Bogiem? – zapytała mnie elfka. Wzruszyłem ramionami.
– Nie wiem, o którego ci chodzi, ale z jakimś rozmawiałem. Wspomniał coś o grzechach... – mruknąłem niechętnie. – Chryste, co za buc...
– Kaar, to ten – rzuciła krótko elfka. Miałem wrażenie, że te słowa były jak pistolet startowy.
Po chwili usłyszałem coś, co do tej pory słyszałem tylko w grach wideo i filmach – syk wyciąganej z pochwy broni. Ba, żeby to tylko jednej! Goście karczmy błyskawicznie zrywali się z miejsc w różnych intencjach, czort jeden wie w jakich. Ale niektórych byłem pewien, bo jak inaczej można zrozumieć wykrzywioną w gniewie mordę i miecz albo topór w rękach? O mój boże... Oni... oni idą w moją stronę! Ten cuchnący motłoch był bliżej z każdą sekundą! Miałem wrażenie, że smród przybierał na sile niczym amerykańska demokracja, czująca w pobliżu ropę.
– Maaaary – zagrzmiał ork. – Bić?
– Nie, tym razem zmywamy się – rzuciła krótko elfka, najwyraźniej mająca na imię Maaaary, albo Mary, o ile ork mówił równie szybko jak, myślał. Poza tym, to dosyć dziwne imię dla przedstawicielki tej rasy, jakkolwiek na to nie patrzeć.
Nie było mi dane długo się nad tą kwestią zastanawiać. Poczułem, że coś pociągnęło mnie do góry i nagle widziałem świat z dużo wyższej perspektywy. Serce zabiło mi dużo mocniej, jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej niczym ósmy pasażer Nostromo, świat delikatnie zawirował, a ciało sparaliżowała bezsilność i przerażenie. Ku mojej uldze tłum gwałtownie zaczął się oddalać, budynkiem porządnie zatrzęsło i po chwili patrzyłem ze zdumieniem na dziurę w kształcie orka w ścianie karczmy. Ten zielonoskóry przeszedł przez nią jakby była z papieru! Pewnie przebił ją głową, jeżeli nie jest mu przydatna do myślenia, to znalazł jej inne zastosowanie....
W miarę jak budynek karczmy malał mi w oczach, moja żałosna podróż o jeszcze żałośniejszym celu nabierała na impecie...
"A więc jedyne, czym się potrafisz pochwalić, to tym, ile przeleciałeś dziewczyn? Super, to stawia cię niewiele wyżej niż małpy. Przewagę daje ci to, że potrafisz obsłużyć telewizor i spuścić wodę w kiblu."
Odpowiedz
#10
Cytat: Czułem się trochę ( dodałabym "tak, jakbym" ) jakbym rozmawiał ze sztuczną inteligencją i musiałem odgadywać, co mam powiedzieć, by wywołać odpowiednie linijki tekstu.

W końcu kilka gier, książek i filmów przyszykowało ( ładniejsze słowo "przygotowało" ) mnie do podobnej sytuacji.

Przez chwilę milczałem, oczekując dalszej kwestii Boga. No i nadaremno.

– Czy jeżeli dodam, że masz to znaleźć... no nie wiem, majestatycznie, to cokolwiek to ( drugie zbędne ) zmieni?

Ponownie coś klepnęło mnie w ramię. Westchnąłem ciężko i podniosłem głowę. Spojrzałem prosto w ametystowe oczy elfki, które spoglądały na mnie w dosyć dziwny sposób.

Coś jakby podziwiać nowy gatunek owada, którego zamiast zabijać zwiniętą gazetą, trzeba zamachnąć się porządnie młotkiem, ( zbędny przecinek ) albo jeszcze lepiej – swoją byłą.

Miałem wrażenie, że smród nabierał siły ( przybierał na sile albo narastał ) niczym amerykańska demokracja, czująca w pobliżu ropę.

No nieźle:). Jeśli polecisz przez siedem grzechów głównych, to masz książkę. Zabawny tekst z żałosnym, zaskoczonym bohaterem. Dobrze byłoby nadać mu jakieś imię, chyba, że przeoczyłam. Łatwiej identyfikować się z kimś nazwanym.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości