Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Księga – przyczyna nieszczęść
#1
Cóż... Dawno mnie tu nie było, wybaczcie mi tę niezapowiedzianą nieobecność. Mam nadzieję, że kopa nie dostanę :blush:
Wyrwałam ten tekst z otchłani dysku D, trochę stary, z czasów, kiedy interesowałam się Japonią... Takie naiwne (nawet bardzo), ale może coś z tego wyjdzie.
Nie przedłużając – miłego czytania ^^

Część I

Grobowe ciemności nocy rozświetlały jedynie błyskawice przecinające niebo. Deszcz siekł wściekle wielkimi kroplami, zalewając wszystko, co znajdowało się na ziemi, a wiatr dął ostro, strącając skały z gór i łamiąc drzewa. Susanoo wyładowuje swój gniew na Amaterasu poprzez burze w Aurum – stwierdziła w myślach Nakira. Skośne oczy dziewczyny lśniły, gdy pioruny stykały się z ziemią. Jej cera zdawała się być trupioblada, gdy poświata błyskawic padała na twarz. W szczupłych dłoniach delikatnie trzymała wodze, spoglądając w niebo. Co jakiś czas uspokajała karą klacz, której dosiadała. Zwierzęciu nie podobały się warunki pogodowe. Nakira rozmyślała o gniewie boga burz, o tym, czy jej kompanom uda się dotrzeć na czas do Hill Lumen. Aaron jeszcze nigdy się nie spóźnił, zawsze i wszędzie trafiał na miejsce w wyznaczonym czasie, jednakże jak dotąd Susanoo nie okazał tak wielkiego gniewu wobec jej świata. Jest wściekły. Nie oszczędzi niczego, jeśli się go nie udobrucha.
Zamknęła oczy. Czuła wiatr smagający jej kruczoczarne włosy, krople deszczu spływające po twarzy. Mokra hakama przykleiła się do jej ud, z peleryny ściekała woda, lecz nie odczuwała chłodu. Podwinęła rękawy kimona i skupiła swą energię, po czym przywołała do umysłu obraz wilka. Białego, ogromnych rozmiarów wilczyska ze srebrnymi oczyma, stąpającego po równinie, niedaleko której się znajdowała.
Futro chroniło ją przed zimnem i wiatrem. Postawiła uszy, nasłuchując. Tętent kopyt i rżenie co najmniej czterech koni były coraz bliższe i bliższe. Nikła, czerwono-pomarańczowa poświata, zmierzająca ku niej i rosnąca z każdą chwilą. Ruszyła truchtem na spotkanie jeźdźcom, rozgarniając mokrą trawę. Do jej uszu doszły głosy dwóch mężczyzn. Nie rozumiała ich, ale najwyraźniej rozmawiali o czymś ważnym, skoro zatrzymali się na takim odludziu pośród deszczu, wiatru i piorunów. Widziała ich. Czterej jeźdźcy w krwistoczerwonych pelerynach, z mieczami przy siodłach. Wśród nich były dwie kobiety. Mężczyźni zaprzestali konwersacji i obydwaj zwrócili spojrzenia na wilka. Przez ułamek sekundy mierzyli się wzrokiem, następnie mężczyzna na siwym, wysokim koniu skinął głową na pozostałych i stępem ruszył ku zwierzęciu.
Otworzyła oczy. A jednak dotarli. Znów znajdowała się w siodle, przemoknięta do suchej nitki. Spięła konia i zjechała ze wzgórza, ostrożnie, gdyż trawa była śliska i zdradziecka. Klacz w każdej chwili mogła się poślizgnąć lub potknąć i złamać nogę, a ich żywot zakończyłby się niemal natychmiast. Jednak szczęśliwie dojechały do podnóża. Nakira dziękowała Fukurokujemu, bogowi szczęścia, za łaskę i za to, że nie zostawił ich na pastwę Susanoo. Są niedaleko – pomyślała, patrząc na północny wschód, gdzie jako wilk napotkała kompanów.
Nie czekała długo na pojawienie się białej plamy, wyłaniającej z mroku. Tuż za tą plamką pojawiła się kolejna, o czerwono-pomarańczowej barwie, taka sama, jaką widziała pod postacią wilczyska. Uśmiechnęła się pod nosem, przykładając łydki do boków konia i podjechała kłusem do przywódcy. Aaron – muskularny mężczyzna, o brązowych włosach z kwadratową szczęką i cerą pooraną bliznami – przełożył pochodnię z prawej ręki do lewej, po czym wyciągnął miecz, który syknął jadowicie, i czubek jego skierował ku Nakirze. Dziewczyna zatrzymała konia. Nie była zdziwiona zachowaniem przywódcy, zawsze był podejrzliwy i nieufny.
– Udowodnij, że jesteś Nakirą Hatamashi, inaczej rozpruję ci brzuch i odetnę każdą z kończyn – rozkazał gniewnie, nie mrugnąwszy nawet okiem.
Dziewczyna uniosła głowę, chcąc spojrzeć na niego nieco z góry i powiedziała bez wahania:
– Stań do pojedynku ze mną, jeśli się nie boisz. Jeżeli mnie pokonasz, pokłonię ci się i nazwę mistrzem.
Aaron wykrzywił usta w dumnym uśmiechu, następnie schował miecz.
– Przyjdzie na to czas – stwierdził cicho. – Wykonałaś zadanie?
Skinęła głową. Zza pasa wyciągnęła zwinięty w rulonik zwój, obwiązany czarną wstążką. Wilk zjeżył sierść, szczerząc kły, nie spuszczając z oczu zwoju. Tak więc to prawda, że nawet wilki boją się czarnych wstęg z Templa Silentii. I dobrze. Lepiej dla nas.
– Spokojnie, Hikari, to nie dla ciebie – powiedziała, podając Aaronowi zwój. – Tutaj będziesz czytał? Zaraz pochodnia zgaśnie. Do tego pada deszcz, jeślibyś nie wiedział, a takie zwoje szybko się niszczą poprzez kontakt z wodą.
Aaron podniósł wzrok i zmierzył ją spojrzeniem swych błękitnych, świdrujących na wylot oczu. Nakira nie ugięła się pod jego wzrokiem, uparcie odwdzięczając tym samym. Czuła na sobie spojrzenia pozostałych członków Zakonu, pomimo iż ich twarze spowijały cienie kapturów.
– Twoje przemądrzałe wskazówki zaczynają mnie irytować – oznajmił dźwięcznym głosem Aaron. Było wyraźnie słychać, iż traci cierpliwość. – Pilnuj się, Cicha Śmierci.
Dziewczyna wzięła głęboki oddech, by uspokoić mordercze myśli, jakie zawładnęły jej umysłem. Aaron schował zwój do skórzanej torby przytwierdzonej do siodła i przeniósł wzrok na mężczyznę na gniadym koniu, który znajdował się kilka metrów od niego. Nakira również spojrzała na towarzysza. Tak jak i ona, miał na sobie krwistoczerwoną pelerynę, a na niej wyszytą czarną żmiję, owiniętą wokół miecza. Przy jego siodle zawieszony był łuk refleksyjny, zdobiony skromnymi roślinnymi wzorami.
– Do Apricis Castle pozostał dzień jazdy. Zgodzisz się pojechać do Templum Sanus?
Pod kapturem zabłysły szare oczy Orina. Pochodnia zgasła, lecz na ich szczęście księżyc zaczął wyłaniać się zza czarnych chmur, a deszcz powoli ustępował. Błyskawice uspokoiły się, na niebo wstąpiła cisza.
– Dogonię was. – Orin zawrócił konia i galopem pognał na południowy wschód, powiewając peleryną.
Nakira spojrzała w niebo i uśmiechnęła się delikatnie. Tsukuyomi ukoił brata. Jest po naszej stronie. Bóg księżyca był tak samo litościwy jak bóg szczęścia. Chcą, byśmy wykonali zadanie – pomyślała, uśmiechając się jeszcze szerzej. Zrobimy to. Nie zawiedziemy ich.
– Jedziemy. – Głos Aarona wyrwał ją z zamysłu. – Przed nami jeszcze kawał drogi do przebycia, nie chcę, by coś stanęło na naszej drodze.
– Fukurokuju jest po naszej stronie, nic nam nie przeszkodzi – zapewniła Nakira, zwróciwszy konia na północny zachód. Hikari ruszył truchtem przed zastępem.
Dziewczyna chciała podążyć za wilkiem, jednak poczuła stanowczy dotyk na ramieniu. Westchnęła cicho i spojrzała na Aarona.
– Wątpię, by twoi bogowie pomogli nam w czymkolwiek, Cicha Śmierci. Uważaj na słowa, jakie wypadają z twoich zdradzieckich ust. Większość ludzi polega na bogach, żeby zmyć z siebie odpowiedzialność za swoje czyny, a kiedy przychodzi co do czego – uciekają od świata.
Nakira błyskawicznie chwyciła go za nadgarstek i zacisnęła na nim palce. Lewą ręką wyjęła kunai i przyłożyła je do gardła Aarona.
– Nie porównuj mnie do większości – syknęła jadowicie. – Nigdy – dodała, po czym schowała ostrze do rękawa, chwyciła wodze i ruszyła w ślad za wilkiem, zostawiając za sobą towarzyszy.
Cicha Śmierć – powtarzała w myślach, jadąc galopem za Hikarim. Dopiero teraz poczuła chłód. Chłód przenikający do kości i paraliżujący od środka.
Nad ranem słońce wstawało leniwie zza horyzontu, tymczasem po drugiej stronie nieba księżyc niechętnie oddawał miejsce na nieboskłonie gwieździe. Ptaki sławiły swoje poranne pieśni, przemierzając Aurum, jakby nie pamiętały ostatniej burzliwej nocy.
Zastęp posuwał się na północny zachód z Hikarim i Nakirą na czele. Dziewczyna nie zapomniała o zarzucie Aarona, jakoby posługuje się wymówkami o bogach, by „zmyć z siebie odpowiedzialność za swoje czyny”. Na samą myśl zaciskała dłonie na wodzach, które dosyć boleśnie wbijały się w jej skórę, jednak ból fizyczny był niczym w porównaniu z obrażeniem bogów. Przynajmniej tyle dobrego, że już nie pada. Zatrzymała klacz i spojrzała przez ramię na resztę członków Zakonu. Aaron podtrzymywał rudowłosą Rosaline, by nie spadła ze swojego kasztanowatego, młodego ogiera. Nie wytrzymała i zasnęła – pomyślała Nakira, obserwując kiwającą się na boki rudą. No tak, jak Orin pojechał do Templum Sanus, to nie miała z kim dzielić się swoimi wymysłami. Rosaline była starsza od niej, jednakże czasem zachowywała się jak mała dziewczynka, opowiadając o wszystkim i o niczym. Jeżeli nie miała z kim rozmawiać podczas wyjazdów, zasypiała lub całkowicie odłączała się od rzeczywistości i nic do niej nie docierało. Od czasu do czasu udawało się jej rozbawić Nakirę, ale to w nielicznych przypadkach. Teraz ta grzeczna, cicha dziewczyna spała w najlepsze, a Aaron musiał się nieźle nagimnastykować, by nie wylądowała pod kopytami konia.
Poczekała na niskim pagórku, by spokojnie mogli ją dogonić. Wiecznie roztrzepana i rozgadana Tannir wlokła się na samym końcu. Można by powiedzieć, że jej koń uginał się pod ciężarem zwojów i ksiąg, jakie dziewczyna wzięła ze sobą. Jedna z najlepszych uczonych w Aurum, zwerbowana przez Aarona w Caeli, mieście, które słynęło ze swoich profesorów i poszukiwaczy skarbów. Spadła Zakonowi niczym grom z nieba, gdyż potrzebowali odpowiedzi na pytanie, na które większość uczonych nie potrafiła odpowiedzieć. Ona zaś wszystko miała w małym palcu, zrobiła im wykład stulecia i tym sposobem dołączyła do nich. Uprzejma, z dobrej rodziny, trafiła do Zakonu niedługo po Nakirze. Mimo że była starsza, Nakira traktowała ją z góry.
– Złote Pióro, pospiesz się! – krzyknął Aaron, gdy wraz z Rosaline dotarł na pagórek.
Tannir drgnęła, spięła konia i kłusem dogoniła ich. Boki jej klaczy unosiły się i opadały w rytm oddechu.
– Czyżbyś znalazła coś ciekawego w tej stercie papierów? – zapytał Aaron, walcząc z przechylającą się na bok Rosaline.
– Niestety muszę cię rozczarować wiadomością, iż niczego nie znalazłam. Starałam się odgadnąć zagadkę, jednakże nic nie przychodzi mi do głowy. – Tannir spuściła głowę, z lekka zawstydzona.
– Nie winię cię. Ta zagadka ma prawie dwa tysiące lat i nikomu nie udało się jej rozwiązać. Przynajmniej wiemy, gdzie mamy się kierować. Najlepiej byłoby dotrzeć od razu na miejsce.
– Tak więc wysil mózg i wymyśl coś, bo od twojego gadania nie rozwiążemy zagadki – warknęła Nakira, straciwszy cierpliwość.
Tannir przeniosła wzrok na Aarona, czekając ze strachem na jego reakcję. W oczach mężczyzny skrzyła się żądza mordu. Piorunował spojrzeniem Nakirę tak bardzo, że mogłoby się zdawać, iż zaraz błyskawice rozszaleją się dookoła niego. Dobył miecza. Klinga zalśniła w promieniach wschodzącego słońca, gdy wymierzył ostrze w dziewczynę tak samo jak ostatniej nocy. Rosaline zakołysała się niebezpiecznie.
– Jeżeli jeszcze raz usłyszę, jak komentujesz moje słowa, zabiję cię. Obiecuję.
– Będziesz musiał najpierw mnie pokonać. – Dziewczyna położyła dłoń na rękojeści katany. – Naprawdę chcesz sprawdzić, kto lepiej włada mieczem?
Cisza. Nakira uśmiechnęła się złowieszczo. Mężczyzna schował broń z powrotem do pochwy, posłał jej mordercze spojrzenie i wrzasnął:
– Rudowłosa, wstawaj!
Ha! Wyładowuje swoją złość na Rosaline. Wie, że nie ma ze mną szans. Cicha Śmierć… Dobry pseudonim, to mu się udało.
Usłyszawszy krzyk Aarona, rudowłosa kurczowo chwyciła się siodła wystraszona.
– Jedziemy dalej. – Aaron obrzucił Nakirę morderczym spojrzeniem, przyłożył łydki do boków konia i galopem zjechał z pagórka. Za nim pojechała Tannit, następnie Rosaline. Nakira obserwowała ich przez chwilę, chcąc zapanować nad chęcią mordu. Ostatnio dosyć często jej umysł nawiedzały takie myśli i zamierzania.
Przysięgam, że kiedyś go zadźgam. Bez mrugnięcia okiem, bez wyrzutów sumienia. Szybko, celnie i dokładnie.
Meow!
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat: Cera jej zdawała się być trupioblada, gdy poświata błyskawic padała na jej twarz. ( Cera jej – szwankuje szyk, zamieniłabym na "Jej cera". Drugie "jej" możesz wyrzucić bez uszczerbku dla zdania )

Czuła wiatr smagający jej kruczoczarne włosy, krople deszczu spływające po jej twarzy. ( tu też drugie zbędne )

Nikła, czerwono-pomarańczowa poświata, zmierzająca ku niej, rosnąc z każdą chwilą. ( i rosnąca z każdą chwilą )

Nie czekała długo na pojawienie się białej plamy, wyłaniającej się z mroku.

Nakira nie ugięła się pod jego wzrokiem, uparcie odwdzięczając się tym samym.

– zapewniła Nakira, zwróciwszy kona ( konia ) na północny zachód.

Cicha Śmierć – powtarzała w myślach, jadąc galopem za Hikarim. Dopiero teraz poczuła chłód. Chłód, przenikający do kości i paraliżujący od środka.

Nad ranem słońce wstawało leniwie zza horyzontu, tym czasem ( tymczasem ) po drugiej stronie nieba

Napisane bardzo ładnym językiem. Ciekawa historia i tajemnicza. Wcale nie przeszkadza mi formuła ani "naiwność", jak to określiłaś. Lubię takie historie:).
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Odpowiedz
#3
Ech, tak to jest jak się wyjmuje stare teksty z gimnazjum... :D Wielkie dzięki za wytknięcie błędów i miło mi niezmiernie, że Ci się podoba ^^ Za moment naniosę poprawki ;)
Meow!
Odpowiedz
#4
(10-02-2014, 13:57)Mezaara napisał(a): Susanoo wyładowuje swój gniew na Amaterasu,(bez przecinka) poprzez burze w Aurum(spacja)– stwierdziła w myślach Nakira.

Skośne oczy dziewczyny lśniły, gdy pioruny stykały się z ziemią. Jej cera zdawała się być trupioblada, gdy poświata błyskawic padała na twarz.

Białego, ogromnych rozmiarów wilczyska ze srebrnymi oczyma, (bez przecinka) stąpającego po równinie, niedaleko której się znajdowała.

Nikła, czerwono-pomarańczowa poświata,(bez przecinka) zmierzająca ku niej i rosnąca z każdą chwilą.

Znów znajdowała się w siodle, (bez przecinka)przemoknięta do suchej nitki.

Nie czekała długo na pojawienie się białej plamy,(bez przecinka) wyłaniającej z mroku.

Uśmiechnęła się pod nosem, przykładając łydki do boków konia(przecinek) i podjechała kłusem do przywódcy.

Aaron – muskularny mężczyzna, (bez przecinka)o brązowych włosach,(z) kwadratową szczęką i cerą pooraną bliznami (...)

– Stań do pojedynku ze mną, jeśli się nie boisz. Jeżeli mnie pokonasz(przecinek) pokłonię ci się i nazwę mistrzem.

Aaron wykrzywił usta w dumnym uśmiechu, (lepiej brzmiałoby według mnie z "a") następnie schował miecz.

Zza pasa wyciągnęła zwinięty w rulonik zwój,(bez przecinka) obwiązany czarną wstążką.

Aaron podniósł wzrok i zmierzył ją spojrzeniem swych błękitnych, świdrujących na wylot,(bez przecinka) oczu.

Aaron schował zwój do skórzanej torby, (bez przecinka)przytwierdzonej do siodła i przeniósł wzrok na mężczyznę na gniadym koniu, który znajdował się kilka metrów od niego.

Tak jak i ona, miał na sobie krwistoczerwoną pelerynę, a na niej wyszytą czarną żmiję, (bez przecinka)owiniętą wokół miecza. Przy jego siodle zawieszony był łuk refleksyjny,(bez przecinka) zdobiony skromnymi (przecinek) roślinnymi wzorami.

Pochodnia zgasła, lecz na ich szczęście księżyc zaczął wyłaniać się zza czarnych chmur, a deszcz powoli ustępował. Błyskawice uspokoiły się, na niebo wstąpiła cisza.

Bóg księżyca był tak samo litościwy, (bez przecinka)jak bóg szczęścia.

– Jedziemy. – Głos Aarona wyrwał ją z zamysłu (namysłu).

Chłód,(bez przecinka)przenikający do kości i paraliżujący od środka.

Zastęp posuwał się na północny zachód,(bez przecinka) z Hikarim i Nakirą na czele.

Nie wytrzymała i zasnęła – pomyślała Nakira, obserwując kiwającą się na boki,(bez przecinka) rudą.

Jeżeli nie miała z kim rozmawiać podczas wyjazdów (przecinek) zasypiała lub całkowicie odłączała się od rzeczywistości i nic do niej nie docierało.

Tannir drgnęła, spięła konia i kłusem dogoniła ich (ich dogoniła).

Za nim pojechała Tannit( r), następnie Rosaline.

Szybko (przecinek) celnie i dokładnie.

Hm, na razie jakoś mnie nie powaliło, ale ciężko oceniać coś, co dopiero się zaczęło, poczekam więc z szerszym komentarzem na kolejny fragment.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#5
(10-02-2014, 13:57)Mezaara napisał(a):
Część I

Susanoo wyładowuje swój gniew na Amaterasu, (zbędny przecinek) poprzez burze w Aurum

Podwinęła rękawy kimono (kimona – w j. polskim się odmienia) i skupiła swą energię, po czym przywołała do umysłu obraz wilka.

Nie rozumiała ich, ale najwyraźniej rozmawiali o czymś ważnym, skoro zatrzymali się na takim odludziu, (zbędny przecinek) pośród deszczu, wiatru i piorunów.

Aaron – muskularny mężczyzna, o brązowych włosach, (z) kwadratową szczęką i cerą pooraną bliznami – (...)

Jeżeli mnie pokonasz (przecinek) pokłonię ci się i nazwę mistrzem.

Aaron podniósł wzrok i zmierzył ją spojrzeniem swych błękitnych, świdrujących na wylot, (zbędny przecinek) oczu.

Aaron schował zwój do skórzanej torby, (zbędny przecinek) przytwierdzonej do siodła i przeniósł wzrok na mężczyznę na gniadym koniu, który znajdował się kilka metrów od niego.

Bóg księżyca był tak samo litościwy, (zbędny przecinek) jak bóg szczęścia.

– Fukurokuju jest po naszej stronie, nic nam nie przeszkodzi – zapewniła Nakira, zwróciwszy kona (konia) na północny zachód. Hikari ruszył truchtem przed zastępem.

Chłód, (zbędny przecinek) przenikający do kości i paraliżujący od środka.

Zastęp posuwał się na północny zachód, (zbędny przecinek) z Hikarim i Nakirą na czele.

Nie wytrzymała i zasnęła – pomyślała Nakira, obserwując kiwającą się na boki, (zbędny przecinek) rudą.

Jeżeli nie miała z kim rozmawiać podczas wyjazdów (przecinek) zasypiała lub całkowicie odłączała się od rzeczywistości i nic do niej nie docierało.

Tannir spuściła głowę, (zbędny przecinek) z lekka zawstydzona.

Klinga zalśniła w promieniach wschodzącego słońca, gdy wymierzył ostrze w dziewczynę, tak samo jak ostatniej nocy.
(Której części wypowiedzenia dotyczy wskazany fragment? – Albo jest tu zbędny przecinek, albo zły szyk. Oto dwie wersje do wyboru:
Klinga zalśniła w promieniach wschodzącego słońca, gdy wymierzył ostrze w dziewczynę tak samo jak ostatniej nocy.
Klinga zalśniła w promieniach wschodzącego słońca tak samo jak ostatniej nocy, gdy wymierzył ostrze w dziewczynę.)



– Jeżeli jeszcze raz usłyszę (przecinek) jak komentujesz moje słowa (raczej przecinek) zabiję cię.

Usłyszawszy krzyk Aarona, rudowłosa kurczowo chwyciła się siodła, (zbędny przecinek) wystraszona.

Szybko (przecinek) celnie i dokładnie.
Osobiście nie gustuję w japońskich klimatach, ale samo opowiadanie może być ciekawe.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#6
Poprawki naniesione! :D Ogromne dzięki Wam wszystkim ^^
Meow!
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Cytat:Mężczyźni zaprzestali konwersacji i obydwaj zwrócili spojrzenia na wilka. (Jak pięść do nosa pasuje tutaj "konwersacji")

Mężczyźni zaprzestali konwersacji i obydwaj zwrócili spojrzenia na wilka. Przez ułamek sekundy mierzyli się wzrokiem, następnie mężczyzna na

Skinęła głową. Zza pasa wyciągnęła zwinięty w rulonik zwój, obwiązany czarną wstążką. (A nie zamokło to przypadkiem za bardzo? Podobno lało jak z cebra)

jeślibyś nie wiedział, a takie zwoje szybko się niszczą poprzez kontakt z wodą. (No dokładnie ;) )

Nakira nie ugięła się pod jego wzrokiem, uparcie odwdzięczając tym samym. (Nie brzmi najlepiej, przynajmniej dla mnie. "Odwdzięczając" nie pasuje. Poza tym bez "się" wyrażenie jest dla mnie niepełne)

na mężczyznę na gniadym koniu, (Można napisać "Na mężczyznę dosiadającego gniadego konia)

miał na sobie krwistoczerwoną pelerynę, a na niej wyszytą czarną żmiję, (Nanananananana ;) )

na niebo wstąpiła cisza. (O, a to ciekawostka... Zupełnie mi nie gra)

oddawał miejsce na nieboskłonie gwieździe (1) Zmieniłbym trochę szyk, ale to w zasadzie kwestia gustu. 2) "Gwieździe" znów ma się trochę jak pięść do nosa w tym kontekście)

ale to w nielicznych przypadkach. (Zbyt potoczne. A wystarczy zamienić "to" na "tylko")

Tyle.
Cóż, trochę wyrwane z kontekstu, nie do końca wiadomo co, gdzie, jak i kiedy, ale tak ma chyba być.

Językowo sprawione dość dobrze, czytało się raczej bez problemów. Nie jestem zaznajomiony z tymi wszystkimi bóstwami, a imiona o takim wydźwięku są dla mnie ogólnie obce, więc szło mi trochę gorzej niż czytelnikowi do którego to opowiadanie jest skierowane, mimo to nie narzekam.

Całkiem niezła robota, gratulacje!

Graphoman
Głupi gada, bo nade wszystko chce zabłysnąć.


[Obrazek: O7mWLoq.png]
Odpowiedz
#8
Trochę mało na razie wiadomo o bohaterach i samej historii. Klimat jest mi zupełnie obcy, pewnie dlatego czytało mi się dość ciężko. Cóż – nie każdego fascynuje daleki wschód. Na pewno ładnie napisane, choć momentami odniosłem wrażenie, że można było prościej i skromniej. Ale ogółem ok:)
Nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko rzeczy cholernie mało prawdopodobne.
Odpowiedz
#9
Wybaczcie, że tak długo, ale miałam huk roboty. Oto część druga ^^

Część II

Jeden. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Ostatnie poprawki. Sześć. Wszystkie kunai trafiły w jeden cel – tarczę Aarona. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, dumna z siebie.
Idąc obok konia człowiek ewidentnie zaczyna się nudzić, a w przypadku Nakiry najlepszym lekarstwem na nudę było ćwiczenie rzucania do celu, zaś nagrodą za wszystkie trafienia – wstąpienie czerwieni na twarz i kark przywódcy. Aaron odwrócił się z mordem w oczach, ale nie wypowiedział ani słowa. Dziewczyna wyszczerzyła się do niego, delikatnie głaszcząc Yami po szyi. Uwielbiała patrzeć na bezsilność Aarona wobec niej. Boi się. Obawia się pojedynku ze mną. Cieszyła ją ta myśl. Nikt nie będzie jej wchodzić na głowę, nawet on. Zbyt długo dawała się wykorzystywać do najgłupszych rzeczy. Gardziła ludźmi, którzy chcieli, by robiła to, co jej każą. Jednym z nich jest Aaron. Języka za zębami nie trzyma, a potem się dziwi, że leży w kałuży krwi. Oczywiście w swoich ludziach nadal budzi postrach. Ale nie w niej. Wyzbyła się strachu i wyrzutów sumienia już dawno temu.
Przymrużyła podejrzliwie oczy, zauważywszy, że mężczyzna wyciąga z torby zwój owinięty czarną wstążką. Wskoczyła na Yami i pokłusowała do niego. Zwój trzymał w lewej ręce, zaś w prawej znajdowały się wodze.
– To jak? Rozwijasz? – spytała, obserwując go uważnie. Po chwili zjawiły się przy nich Rosaline i Tannir.
Nakira wyciągnęła kunai z jego tarczy i pochowała do rękawów, cały czas mierząc Aarona wzrokiem. Mężczyzna szybkim, pewnym ruchem rozwiązał wstążkę. Dziewczyna zauważyła napięcie, malujące się na twarzy uczonej Tannir. Żeby tylko nie wybuchła – pomyślała z rozbawieniem.
Aaron rozwinął zwój i zaczął przebiegać oczami po wypisanych na nim słowach. Wszystkie trzy – Nakira, Rosaline i Tannir – nie spuszczały z niego oczu. Jednakże każda miała inny wyraz twarzy. Rosaline wyglądała na nieco znudzoną, Tannir była podekscytowana, zaś Nakira patrzyła nieufnie. Kiedy Aaron skończył czytać, zwinął papier z powrotem w rulonik i związał kokardką. Tannir wypuściła głośno powietrze, a Rosaline odrobinę się ożywiła.
– Co wyczytałeś? – spytała Tannir, podjeżdżając bliżej.
– Nie będę ukrywał przed wami prawdy. – Przerwał na dłuższą chwilę. – Księga nie istnieje.
Nakira drgnęła, Tannir wytrzeszczyła oczy, a Rosaline uniosła pytająco brwi. Zapadła tak pełna napięcia cisza, że niemal rozsadzała ona uszy. Niemożliwe… Nakira nie mogła przyjąć tego do wiadomości.
– Podaj mi ten zwój. – Wyciągnęła rękę ku Aaronowi, nie godząc się z jego wypowiedzią.
– Nie ufasz mi? – spytał, chowając zwój.
– Nikomu nie ufam, jeszcze tego nie wiesz?
– A powinnaś – powiedział Aaron, kładąc dłoń na rękojeści miecza.
– Nie mam powodów. – Błyskawicznym ruchem wyciągnęła katanę. – Daj mi zwój albo sama go wezmę. Tylko że dla ciebie skończy się to nie najlepiej.
Aaron zawahał się. Jednak ugiął się pod jej stanowczością i oddał zwój. Dziewczyna przechwyciła rulonik, ale broni nie schowała. Na wszelki wypadek odjechała kawałek od przywódcy, by nie przyszło mu do głowy odebranie jej zwoju. Upewniwszy się, że nikt za nią nie podążył, schowała katanę z cichym sykiem, rozwiązała wstążkę i rozwinęła zwój.

W podziemiach, gdzie diabły mają swą siedzibę, gdzie poświata gwiazdy nie dociera, kwiat lilii ukrywa skarb. Potężny, wszechwiedzący, spisany przez duchy przodków naszych ojców, co omami każdego, kto zaweźmie go dla swojego własnego powodzenia.

Zabiję go. Odetnę mu ten kłamliwy język, wyłupię oczy i pozbawię słuchu. Wściekła do granic możliwości, pogalopowała z powrotem do Aarona, ściskając w ręku zwitek. Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia rzuciła w niego kunai. Ostrze trafiło mężczyznę w bark, powodując, że spadł z konia. Dziewczyna zeskoczyła z Yami. Błysnęła klinga wakizashi i po chwili Aaron czuł chłód stali na szyi.
– Ty zawszony kłamco – powiedziała cicho, naciskając mieczem na jego gardło. – Ty nic nie warta gnido. Sądziłeś, że ot tak powiesz, iż księga nie istnieje i wszyscy ci uwierzą? Prymitywie. Nie każdego możesz pociągać za sznurki, nie zawsze będziesz lalkarzem. Im – wskazała głową na dziewczyny – możesz wmawiać. Możesz im wciskać kit, jakim ty groźnym przywódcą jesteś, jakim doświadczonym podróżnikiem. Ale ze mną takie numery nie przejdą. Zrozumiałeś? – Wzmocniła nacisk. Z rany popłynęła strużka krwi, która niknęła w fałdach peleryny.
– Nie zastraszysz mnie, Cicha Śmierci.
– Nie chcę cię zastraszać. Chcę przemówić do twojego małego rozumu.
Aaron rozejrzał się, panicznie poszukując wsparcia. Jednak żadna z dziewczyn nie pospieszyła mu na pomoc.
– Co to jest? Pytam: co to jest, do jasnej cholery!
Zwój zawisł tuż przed twarzą mężczyzny.
– Księga nie… istnieje – wycharkał, krztusząc się własną krwią.
– Nie bierz mnie za durnotę, która nie potrafi czytać ze zrozumieniem! Jeżeli przyznasz, że księga istnieje, że jest prawdziwa, to daruję twoje nędzne życie.
– Przecież znasz prawdę. Po co więc mam powtarzać coś, co i tak już wiesz?
– Ponieważ chcę usłyszeć to prosto z twoich ust. – Jej głos był przepełniony grozą, nie miała zamiaru odpuścić.
Aaron uśmiechnął się wrednie. Ewidentnie kpił sobie z niej. Odsłonił zakrwawione zęby, po czym splunął jej mieszaniną śliny i krwi w twarz. Nie zdzierżyła. Wakizashi przebiło jego gardło na wylot, z oczu przywódcy uszły ostatnie iskierki życia. Dziewczyna wyciągnęła broń i otarła o pelerynę zabitego. Przetarła twarz rękawem, patrząc z obrzydzeniem na mogiłę Aarona.
– Ścierwo – rzuciła krótko, odwracając się do dziewczyn.
Obydwie patrzyły na nią z niedowierzaniem i strachem.
– Na… Nakira… – wyjąkała Tannir, spoglądając na ciało Aarona. – Coś ty zrobiła? Czemu to zrobiłaś?
– Odpowiedź na pierwsze już znasz – powiedziała bezczelnie dziewczyna, wskakując na Yami. – Na drugie… sama sobie odpowiedz.
Rzuciła jej zwój. Złapawszy go, uczona kilka razy prześledziła tekst. Słońce było już wysoko na niebie, ale Nakira miała wrażenie, że wszystko zostało przysłonione, jakby wielka, niewidzialna płachta złej energii padła na Aurum. Nie przestraszę się. Bogowie wiedzą, czemu to zrobiłam, nie ukarzą mnie. Przeniosła wzrok na Tannir.
– I co? Już wiesz, dlaczego zabiłam Aarona? – zapytała, głaszcząc klacz po szyi.
Tannir była zbyt wstrząśnięta, by odpowiedzieć na to pytanie. Siedziała na koniu, trzymając w drżącej dłoni zwój, wbijając wzrok w mogiłę z zakrwawionym gardłem. Nie docierało nic do niej. Nakira wzięła głęboki oddech.
– Nie chciałam, byście to widziały. Nie miałam jednak wyjścia.
– Zawsze jest wyjście – powiedziała Tannir rozedrganym głosem.
– To jest prawdziwy świat. Nie zawsze los nam je daje.
Meow!
Odpowiedz
#10
Przeczytałem i trochę jestem jeszcze zagubiony w historii, a azjatyckie nazewnictwo nie ułatwia sprawy. Warto by było w momencie, gdy pada nazwa "katana" czy "wakizashi" , wrzucić delikatny opis oręża, by czytelnik nie znający tych nazw wiedział, z czym to się je. Tak bez sprawdzania w necie to podejrzewam, że wakizashi to taki miecz – mniejsza wersja katany – używany między innymi podczas rytuału harakiri...ale może się mylę. A wiele osób pewnie nawet tego nie wie. Takie wyjaśnienia wplecione w treść ułatwiłyby odbiór tekstu.
Nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko rzeczy cholernie mało prawdopodobne.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Księga Połączenia ZacKeR87685 32 5,869 13-05-2015, 22:26
Ostatni post: ZacKeR87685
  Horror Księga fudi 4 2,890 28-11-2011, 22:18
Ostatni post: fudi

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości