Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Adorator
#1
Witajcie,

Najpierw kilka słów wyjaśnienia mojej nieobecności.
Długo zwlekałam z jakąkolwiek poprawką tekstu, gdyż byłam strasznie zajęta i właściwie nawet nie miałam pomysłu w jaki sposób popracować nad tym tekstem. Albo nie znam się na kompozycji własnego tekstu albo po prostu nie wiem, jak inaczej miałabym sformułować niektóre zdania, ani tym bardziej, jak umieścić akcje w czasie żeby nie przebiegała za szybko i żeby na początku nie było w niej zwrotu z właściwą dla mnie dynamiką. Moim zamierzeniem nie było stworzenie fabuły na wzór powieści o “świecącym” wampirze. Wręcz przeciwnie. Jestem daleka od takiego zamysłu na powieść.


Jest to historia z forum zajmującym się tematyką paranormalną, więc w teorii prawdziwa.
Wpis na stronie pojawił się w marcu 2008 r, a jego autorką jest niejaka *Lice_Coil_Noel (dla zachowania anonimowości użytkowniczki nazwa ta została zmieniona), a treść brzmiała następująco:

Witam! Poszukuje ludzi, którzy doświadczyli spotkania z duchami, aniołami, demonami i innymi istotami niematerialnym. Szukam ludzi wiarygodnych, którzy rzeczowo i wyczerpującą opiszą swoje wspomnienia i przeżycia. Będę prowadziła z nimi coś na kształt wywiadu, by lepiej ich poznać i odpowiednio podejść do tej sprawy.

PRZEDE WSZYSTKIM SZUKAM LUDZI, KTÓRZY MAJĄ JUŻ DOŚWIADCZENIE NA TYM FORUM!!!

Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt na gg- xxxxxxx , a wyniki moich badań prawdopodobnie będę umieszczać na forum.

P.S. Przepraszam za spam, ale dla mnie te rozmowy są bardzo ważne i uważam, że bliższe poznanie takich osób pozwoli nam zbliżyć się trochę do prawdy. Dłuższa rozmowa z taką osobą pozwala poznać więcej szczegółów, przeanalizować dowody na spokojnie i w obiektywny sposób. Myślę, że jest to działanie intratne dla forum i jego użytkowników.

Jeszcze raz bardzo proszę o kontakt.

Pomyślałam, że możnaby w tym temacie pisać, czy jest to dobry projekt czy raczej nie wnoszący nic większego do sprawy życia pozagrobowego.

UWAGA! IMIONA I NAZWY UŻYTKOWNIKÓW, KTÓRZY SIĘ ZE MNĄ SKONTAKTUJĄ NIE BĘDĄ UJAWNIANE NA FORUM! “


Już po niespełna trzydziestu minutach otrzymała odpowiedź od pierwszego zainteresowanego. Temat został jednak szybko ucięty ze względu na to, że być może ktoś z rozmówców zwyczajnie robił sobie żarty ze zjawisk paranormalnych albo większa część ciekawskich użytkowników tego forum uznała owe spotkania z czymś nadprzyrodzonym za zwyczajną ściemę.
Ostatni wpis autorki kończy się w lipcu tego samego roku, co ciekawe wypowiedź kończąca temat została dodana we wrześniu 2013 przez użytkownika *Sim_Zu. Wniosek nasuwa się jeden: Lice_Coil_Noel nie miała zbyt wielu chętnych do przeprowadzenia wywiadu albo zwyczajnie nie miała możliwości stwierdzenia prawdziwości tych historii.
Jeszcze przed nowym rokiem na forum zarejestrowała się nowa użytkowniczka o pseudonimie Alexz511.
Z racji tego, że była początkującym użytkownikiem forum, nie założyła własnego tematu, dodała wpis w poruszonym temacie.

Hej wszystkim!

Jestem nowa tutaj i z góry uprzedzam, że to wcale nie tak, że zarejestrowałam się parę miesięcy temu żeby poczytać parę historii innych użytkowników i dopiero się odezwać. Zaręczam, że moja historia to nie fake. Doświadczenia, które przeżyłam były odczuwalne przeze mnie naprawdę. Nie wiem, ilu z was mi w to uwierzy, ale pozwólcie, że podzielę się z wami moimi przeżyciami. Pomocy szukałam u wielu specjalistów – nawet psychiatry, ale żaden nie potrafił mi pomóc, więc w ostateczniości zgodziłam się na interwencję egzorcysty. Mimo to, dalej przeżywam koszmar, więc pomyślałam, że temat można by wznowić z racji tego, że być może znajdzie się ktoś, kogo dotyczy ten sam problem. Tyle wstępu z mojej strony. Jeśli ktoś jest ciekawy, jak to wszystko się zaczęło to zapraszam do dalszej lektury, a jeśli nie… trudno. Mój esej będzie dawkowany w częściach, ze względu na zaniki pamięci w tamtym okresie."

Adorator, cz I.


Jako, że od kilku lat cierpię na paranoje i stany lękowe, historia w jakieś tam mierze oparta jest na faktach. Jedną z halucynacji jest Adorator, który wziął się z moich paranoi. W tym także głęboko zakorzenionych, niespełnionych pragnień cielesnych których dużej już nie potrafiłam hamować.

Nie mieszkam w dużym mieście. Można je nazwać większą wioską znajdującą się w województwie Wielkopolskim. Każda plotka szybko się rozchodzi i w końcu trafia do “zainteresowanego”, jednak w tym miasteczku nie uświadczy się dziwnych historii opartej na paranormalych zjawiskach. Być może z tego względu iż takie historie to temat tabu. Usłyszy się o nich tylko w rodzinnym gronie, jeśli ktoś z członków jest w posiadaniu zbędnych informacji na temat drzewa genealogicznego rodziny bądź rodu. Może się zdarzyć, że z pokolenia na pokolenie przenoszona jest swego rodzaju klątwa, gdyż w przeszłości zdarzyły się osoby parające się okultyzmem i sprawami podobnymi. Podzielę się skutkami związanymi z niechlubną przeszłością przodków.

Pierwszy raz doświadczyłam jego obecności w gimnazjum. Był to tak zwany “okres młodzieńczego buntu”, który pozwolił mi myśleć samodzielnie i postrzegać nieco odmienny od rzeczywistego własny świat i mieć swoje zdanie. Być może mój wyimaginowany świat nie był groźniejszy od rzeczywistego.

Jako pierwsza, z pozostałej trójki rodzeństwa (nie liczę brata starszego ode mnie) mogłam pozwolić sobie na kupno komórki przed pójściem do gimnazjum. Opłaciło mi się odkładanie kieszonkowego przed dłuższy czas. Ze względu na odkładaną sumę, telefon nie był specjalnie szpanerski. Każdy, albo przynajmniej prawie każdy z was chodził z Nokią 3310 w kieszeni. Komórkę zmieniałam jak rękawiczki, i do teraz się nie doliczę, ile ich miałam.
Wspomnienie o posiadaniu telefonu jest istotne, ze względu na związane z nim wydarzenia, które miały miejsce, a stał się on ręką, bez której dzisiejsze pokolenie nastolatków nie może się obejść.

Po przekroczeniu progu szkoły zaczęłam doznawać ataku paniki oraz zachorowałam na nerwicę żołądka. Mam ją do dziś, jednak jej objawy nie są nasilone tak, jak przez 3 lata edukacji. Wzięła się ona z tego, że każdego dnia bałam się typowych zadań dla sprawdzenia wiedzy i umiejętności ucznia z danego przedmiotu szkolnego oraz gnębienia psychicznego ze strony koleżanek z klasy.

Wcześniej śmiałam się z młodszego brata, gdy bał się zejść do piwnicy wieczorną porą. Teraz mam powody, dla których wycofuję się z tej pozycji. Cieszyłam się, gdy bez strachu nawet w totalnych ciemnościach mogłam zejść z trzeciego piętra, w głąb piwnicy.

Pewnej nocy, obudziłam się za potrzebą nocnego spaceru do łazienki, Moje oczy były przyzwyczajone do ciemności, ale rozsądek podpowiadał mi, że muszę koniecznie włączyć wyświetlacz telefonu by nie iść “na ślepo”. Korytarz między pokojem, a łazienką nie jest specjalnie długi. W przeliczeniu na kroki… jakieś 9. Obok łazienki, znajduje się wejście do ciasnej kuchni. To tam właśnie zastygłam w bezruchu, jakby nagle dopadł mnie paraliż. Odwróciłam powoli głowę w stronę kuchni, i zobaczyłam TO przez ułamek sekundy. Postać była niewyraźna, ze względu na to iż był cieniem. Zdążyłam zauważyć, że jest wyższy ode mnie. Mogłam domyślać się, że sylwetka była męska, choć tak na prawdę nie widziałam nic po za zarysami postaci. Była wyższa ode mnie o głowę i trochę. Jak kretynka wpatrywałam się w pustkę, w kuchni licząc na to, że były to moje przywidzenia i jeszcze się nie obudziłam do końca. Przetarłam zmęczone oczy i ruszyłam do łazienki w celu wypróżnienia pęcherza z jednej szklanki wody wypitej przed snem. Zapaliłam światło. Nic to nie dało. Wciąż było ciemno, gdyż wnętrze łazienki słabo oświetlała jedna żarówka znajdująca się na środku sufitu. Zamknęłam za sobą drzwi i poczułam nagły przypływ zimna, po ciele przeszły ciarki. Pojawiła się gęsia skórka. Zachowując jasność umysłu, zidentyfikowałam chłód dobiegający z otwartego wywietrznika. Mając odrobinę odwagi w sobie, zsunęłam dolną część piżamy, wraz z majtkami. Stanęłam przy toalecie i powoli przyjęłam pozycję “Na Małysza”. Kątem oka dostrzegłam jakiś ruch. Szybko się wyprostowałam, podciągnęłam majtki i rozejrzałam się dokoła. Na każdej ścianie wiszą wielkie lustra, więc z każdej strony odbijała się moja przerażona twarz. Tuż za mną ponownie pojawił się ON. Był już bardziej wyrazisty. Miał bladą skórę, ciemne i za razem hipnotyzujące oczy oraz ten model zarostu, który mnie bardzo kręci. Uśmiechał się życzliwie i szarmancko. Ubrany był zbyt oficjalnie. Miał na sobie ciemny garnitur, a pod nim błękitną koszulę bez jakiegokolwiek krawatu na szyi. Poczułam jego kościste dłonie na swoich biodrach. Przybliżył swą twarz do okolic mojego karku. Spoglądając w lustro ukazał mi swoją prawdziwą, przerażającą twarz – tę samą, która od pewnego czasu jawiła się w moich snach. “Jakie to mało oryginalne”, pomyślałam – koścista twarz, a w nich ciemne oczy, które zaglądały w głąb duszy,i wyszczerzone zęby w niemożliwie szerokim uśmiechu, długie niczym szpony jakieś włochatej bestii. I za pewne równie ostre. Jakiekolwiek by nie były, nie miałam zamiaru tego sprawdzać. Jego tłuste, kruczo czarne włosy stały się długie do okolic pasa. Do czoła przyklejone były pojedyncze kosmyki. Wzdrygnęłam się ze strachu, przed oczami pojawiły mi się niezbyt grzeczne obrazy, które miałam okazję oglądać w dzieciństwie.

Spojrzałam na jego klatkę piersiową, która jeszcze chwilę temu wydawała się męska i umięśniona. Nie była ani trochę atrakcyjna. Guziki koszuli zapięte, w nieładzie, jakby ubierał się w pośpiechu, krwawe plamy stanowczo odejmowały mu uroku. Odsłoniła braki mięśni, i teraz widziałam postrzępione kawałki zdartej do kości skóry, odstające żebra, a krew kapała z jego rozwartej szczęki. Wypuścił mnie ze swoich objęć, i w szyderczym uśmiechu napawał się moim strachem. Sądziłam, że posiadał umiejętność czytania w myślach. Wykrztusiłam z siebie tylko: “w-wi-witaj”, a mój wzrok utkwił tępo w jego czarnych oczach. Na powrót stał się znów szarmanckim amantem rodem z romansideł. Nie byłam w stanie zadawać za dużo pytań. Zdawał się ucieszyć z faktu, że wreszcie dostrzegłam jego postać. Chciałam uciec stamtąd tak szybko, jak to możliwe. Wciąż patrząc w oczy mojego towarzysza, powolnymi ruchami oddalałam się. Doszłam do wniosku iż ucieczka jest bezsensowna. Zaakceptowałam jego obecność. Pozwoliłam mu odprowadzić się do łóżka. Lubił się ze mną drażnić, znikając w odmętach ciemnego pokoju i tak nagle pojawiając się przede mną. Położyłam się na łóżko, a on przysiadł się obok, na krześle znajdującym się przy biurku. Miałam wrażenie, że czas jest przeciwko mnie i ta nocka trwała za długo. Mijały godziny, a mnie wydawało się, że to minuty. Wpatrywał się we mnie bez zbędnych słów. Uśmiechał się dwuznacznie. Ten uśmiech wrył mi się w głowę. Wyszedł z pokoju, jak wywnioskowałam około godziny 5:00 rano. Nie wiedziałam, czy jeszcze go zobaczę I nawet o to nie prosiłam.

Od tamtej nocy nie widywałam go, jako ciała astralnego, tylko w dziwnych okolicznościach wdarł się do moich marzeń sennych. Co noc, przez ponad miesiąc śniłam o tajemniczym mężczyźnie, z którym łączył mnie gorący romans. W każdym śnie pojawiał się pod inną postacią, inną tożsamością. Nie wiem, dlaczego tak ze mną pogrywał.

Wreszcie, gdy zdawało mi się, że zrezygnował z takiej drogi wpędzania mnie w stany lękowe, ukazał się tej nocy, podczas której miałam cały pokój dla siebie i czułam się bezbronna. Wyłączyłam telewizor i odwróciłam się w stronę łóżka. Stał w drzwiach. Uśmiechnął się po swojemu. Nie myśląc za długo, zaprosiłam go do swojego łóżka. Nie skorzystał z zaproszenia. Rozsiadł się wygodnie na jednym z foteli moich braci stojących przy ścianie, na drugim końcu pokoju. Powoli, wciąż spoglądając w moje przebudzone oczy, zdejmował górną część garnituru. Przełknęłam ślinę, ale nie tym razem niczym nie zrażona i chcąc pokazać moją odwagę, zadałam mu pytanie: “Skąd pochodzisz?” Nie był zadowolony, gdyż jego wyraz twarzy zmienił się w grymas. “Ok, najwyraźniej jeszcze za wcześnie abym to wiedziała.” – pomyślałam. “Czy mogę zapytać o twoje imię?” Jednym ruchem, sprawnie rozpiął koszulę, a na ciele pojawiły się niczym wydziarane helvetic’ą litery, układające się w słowo: “Adorator”, równie szybko napis ten zniknął. W moje poplątane myśli wdarło się zdanie, które brzmiało: “wzywałaś mnie”. Adorator lubił słuchać mojego głosu, więc dzieliłam się z nim trudami dnia przeżytego oraz swoimi nastoletnimi problemami, jakie mogły mieć dziewczyny w moim wieku. Nie był tym specjalnie przejęty. Nie obchodziło go moje zdrowie, ani nie starał się udawać zainteresowania opowieściami o koleżankach-”pustaczkach”, na których widok prawie wymiotowałam.

Jego odwiedziny stały się coraz częstsze. Uwielbiał błąkać się po najmroczniejszych zakamarkach mojego chorego umysłu. Sprawiało mu to niesamowitą frajdę. Gdy pozwalałam mu na samowolkę, on odwdzięczał mi się obrazami przyszłości, przez co często miałam za dnia uczucie deja vu. Tak, jak bym już to kiedyś przeżyła, albo jak bym wiedziała, co się stanie. Zależnie od jego humorków, moje sny miały charakter odczuwania uczuć – tak, jakbyśmy stali się jednością. Kiedy był przygnębiony, we śnie rzewnie płakałam, i przenosiło się to do rzeczywistości. Budziłam się zalana łzami. Kiedy indziej, gdy był figlarny – przychodził ze swoimi kumplami i całą ekipą potrafili mnie wystraszyć tak, że budziłam się z krzykiem, a często towarzyszył mi paraliż senny. Najczęściej budził mnie między godziną 2:00, a 3:00 rano. Gdy już uznał, że jestem gotowa – odtwarzał mi obrazy scen erotycznych, w których był brutalnym oprawcą. Wolę nie opisywać tego, co tam robił, ale nie był zbyt delikatny.

Nie rozumiałam jego intencji, bo z jednej strony lubił się ze mną drażnić i mnie straszyć, a z drugiej, pełnił rolę Anioła Stróża, który czuwał nad tym abym nie wpadła pod samochód w chwili mojego roztargnienia czy też braku uwagi na drodze.

Nie wystarczyły mu nocne wizyty i obserwowanie mnie, pragnął abym poświęcała mu więcej uwagi także za dnia. Był zły i zachowywał się jak pięcioletnie dziecko, kiedy odkryłam, że muzyka przynosi mi ukojenie. Wiedział, że nie słucham muzyki tylko wtedy, kiedy zażywam kąpieli w wannie. Oglądał mnie podczas codziennych czynności. Podążał za mną na spacery z psem. Gdy chodziłam do lasu z słuchawkami na uszach, wsłuchiwałam się w muzykę, on zwracał na siebie moją uwagę poprzez jednorazowe wypowiedzenie mojego imienia. Gdy robiłam wszystko inne byle się nie uczyć, ale najbardziej podobały mu się moje kąpiele. Siedział na toalecie i beznamiętnie patrzył na moje kocie ruchy oraz kawałki spienionego mydłem ciała. Nie przeszkadzało mi to, bo był tylko biernym obserwatorem. Później zaczął mówić, ale nie spodziewałam się, że będzie rozgadany. Gdy starałam się ignorować jego obecność, zagłuszając głośną muzyką, często powtarzał mi jaka jestem beznadziejna, że nigdy nie będę miała swojej drugiej połówki, a koleżanki z klasy wkrótce zrobią mi krzywdę. Udało mu się. Osiągnął swój cel. Zgnębiona psychicznie nie widziałam już dla siebie ratunku. W panice podczas jednej z wielu kąpieli, sięgnęłam po kawałek pumeksu i tarłam nim swoją skórę dopóki nie poczułam bólu. Krew spływała pojedynczymi strumieniami.

Pumeks okazał się nie wystarczyć Adoratorowi. Postanowił, że pokaże mi ostrzejszą zabawkę. Za jego namową, czy raczej poleceniem, któremu nie sposób był się przeciwstawić, sięgnęłam po żyletkę i zrobiłam pierwsze nacięcie na skórze przedramienia. “Zrób to!” – usłyszałam warczący ton głosu Adoratora, za plecami. Nacięcie nie było głębokie, nawet ledwie dostrzegalne na mojej bladej jak ściana cerze. Kolejne już tak, gdyż nie panowałam nad tym. Z czasem myślałam też o śmierci. Zaalarmowani przez szkolnego psychologa rodzice zabrali mnie na terapię do miejscowej pani psycholog, ale żadna rozmowa z nią nie przyniosła pożądanych efektów. Było coraz gorzej. Skierowano mnie do psychiatry w mieście oddalonym o 30 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. Wizyta u psychiatry była tylko wstępem do umieszczenia mnie w zakładzie dla obłąkanych. W tamtej chwili było mi wszystko jedno. Systematycznie brałam leki zapisane przez panią psychiatrę. Nie wiedziałam, w czym szprycowanie się chemią miało pomóc aby zmienić moje nastawienie do świata. Leki działały tak, że zdawałam się nie dostrzegać obecności mojego Adoratora lub też był mi obojętny, a mimo to on wciąż trwał przy mnie. Monotonia dnia codziennego była nie zmienna, po za tym, że po zażyciu jednej pigułki wyłączałam się z obecności, nie przesypiałam nocy, a za dnia w szkole funkcjonowałam niczym zombie.

Wiedział, że nie należę do towarzyskich osób. Tym samym był zadowolony, że miał mnie dla siebie. “Grzeczna suczka” – pogładził mnie po głowie i szyderczo się uśmiechnął, pewnej bezsennej nocy, gdy nie mogłam usnąć i biłam się z myślami, siedząc w kuchni nad książkami. Nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Musiałam skupić się na nauce. Starałam się nie patrzeć w jego demoniczne, czarne oczy, ale to było silniejsze ode mnie. Skutecznie odciągnięta od nauki, próbowałam wydobyć z niego trochę informacji. I tak nie miałam w tamtym momencie już nic do stracenia. Wisiało nade mną widmo zakwaterowania w psychiatryku albo przed wczesna samobójcza śmierć.

Nawiązał do zdania, które wypowiedział podczas drugiej wizyty. Wyjaśnił mi, od jak dawna się mną interesuje, jaki jest cel jego odwiedzin. Mówił, że ma konkretny powód, dla którego tu jest. Wyprowadził mnie z błędu, gdy pomyślałam o nim, że jest demonem. Poczułam się głupio, ale przecież wiedział o mnie niemalże wszystko. “Chcesz mnie wykończyć?” – zapytałam bezpośrednio. Chwycił moją zimną dłoń, gładząc ją i w uśmiechu zaprzeczająco pokręcił głową. “Ktoś cię po mnie przysłał?” Ta sama reakcja. “Czy jesteś tu po to by mnie chronić?” – już miałam się z tego wycofać, gdy w myślach stwierdziłam, że to głupie, ale on odparł: “chronię cię przed tobą, bo nie chcę aby coś ci się stało… nie teraz.” – jak to? przede mną? Nie chcesz żeby coś mi się stało? – te myśli krążyły po mojej głowie. On wyczytał te pytania, spoglądając w moje oczy. Ze spokojem dokończył myśl: “nie chcę żeby coś ci się stało, bo jesteś moją własnością. Z czasem zobaczysz, że nie będziesz mogła się ode mnie uwolnić.”

Trzy lata męki w gimnazjum to było jak piekło na ziemi, dlatego nie wiele pamiętam z tego kawałka czasu. Również ze względu na to, iż brałam przez 2 miesiące te psychotropy. To wywołało luki w mojej pamięci, ale jestem w stanie opisać kilka innych wydarzeń, z którymi był związany Adorator. W tamtym okresie czułam, że to on podejmował za mnie decyzje. Po takich przejściach, nie byłam w stanie myśleć racjonalnie i samodzielnie. Byłam niczym dziecko we mgle, a on nie trzymał mnie za rączkę tylko stał obok i kierował mną za pomocą swego męskiego głosu. Bez celu, po prostu sprawdzał jak bardzo jestem ufna i czy już ma nade mną kontrolę w pełni. Wtedy jeszcze nie zdecydował się za uwiązanie mnie na sznurku. Czuł, że jestem bezradna, zagubiona i bezsilna. Straciłam wiarę w siebie i nie pielęgnowałam swoich talentów, którymi zostałam szczodrze obdarzona.

Wykorzystywał to na każdym kroku. Dopiero później, gdy zdecydowałam się zrobić coś ze swoim życiem i nie stać w jednym miejscu, zrobił się agresywny i pokazał mi gdzie moje miejsce. Od tej pory stałam się jego wierną suczką, która chodzi przy prawej nodze pana, a on popuszcza nieco sznurka, ale też nie za dużo abym miała przed nim respekt i nie podskakiwała za dużo. Wynagradzał mi dni, w których byłam posłuszna. Tresował mnie w ten sposób, ale nigdy nie wydłużył tego sznura. Później zadbał o własne poczucie bezpieczeństwa oraz pewności, że mnie ma na własność, na wszelki wypadek sznurek zastąpił grubym łańcuchem.
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości