Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Podsumowanie "Bezludna wyspa"
#1
Witajcie ponownie. Tym razem niestety tekst wysłało jedynie trzech użytkowników, więc dużo do czytania nie będzie. Oprócz tego na próbę skorzystam z propozycji Nawki i dodam teksty anonimowo. Zapraszam do czytania i oceniania ;)


Spoiler: Praca numer 1

Spoiler: Praca numer 2

Spoiler: Praca numer 3
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
Reklama AdSense
#2
(31-01-2014, 21:33)Triceraton napisał(a):
Spoiler: Praca numer 1

Nie popieram zmiany narracji w tekście, a tutaj nagle zamiast czasu przeszłego mamy teraźniejszy. Niemniej przyznaję, że dobrze napisane, bardzo emocjonalnie, a do tego zakończenie nie jest takie, jak się spodziewałam. :) Dodam też, że ta interpretacja tematu najbardziej przypadła mi do gustu.

Spoiler: Praca numer 2

Na wstępnie napiszę, że nie lubię przekleństw w narracji, zwłaszcza gdy są zbędne i można je łatwo zastąpić. Już same wypowiedzi bohatera są dość niesalonowe, więc po co dodawać takie elementy jeszcze w narracji?
Pojawiło się trochę powtórzeń, szczególnie "się" blisko siebie, nie wszystko zaznaczałam w poprawkach. Sam tekst dość mnie męczył aż do momentu, w którym okazało się, czym naprawdę jest owa wyspa.

Spoiler: Praca numer 3

Istna masa wielokropków, po których nie ma spacji. Raz, że takie zatrzęsienie kropek wygląda dziwnie, a dwa, że w wielu miejscach zwyczajnie nie pasuje lub tworzy nienaturalną przerwę w czytaniu. A co do fabuły... cóż, nie jest w moim guście, toteż nie będę się na ten temat wypowiadała, pochwalam jednak próbę zmetaforyzowania "bezludnej wyspy".

To tyle ode mnie. Dość łatwo zgadnąć, kto jest autorem którego tekstu. Nie wiem, po co ta "maskarada". :P
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
#3
Praca numer 1:
Przyznam, że czytało się tak dobrze, że został duży niedosyt – co oznacza, że pragnę poczytać więcej o przygodach wygnańca z Irven-Ai ;p Ogromny plus za ładny i poprawny język, co od razu rzuca się tu w oczy. Podobała mi się również forma tekstu tzn. nawiązanie kontaktu z czytelnikiem w przyjemny sposób. Osobiście nie bardzo lubię, kiedy tak często pojawiają się nawiasy z trzema groszami autora, ale w tym opowiadaniu wyjątkowo mnie to nie drażniło, ale jednak mam do nich pewien uraz. Tak więc... tekst bardzo mi się podobał i mam cichą nadzieję, że będzie kontynuacja :>

Praca numer 2:
Cytat:W końcu sztorm ucichł i wyszło słońce, co napełniło go niewysłowioną radością.
– za szybko według mnie minął ten sztorm, za szybko.
Hmm, to wydawało mi się takie jakieś nierealne – chodzi mi o pobyt na wyspie. Jak gdyby był to tylko sen. Może to przez tą szybką zmianą akcji? W trakcie czytania interpretowałam to jako swego rodzaju bezludną wyspę wyimaginowaną w głowie tego mężczyzny, ale potem już bardziej skłaniałam się do realności tego wszystkiego. Ogólnie bardzo lubię twoje opisy i tu również one występują, ale dla mnie akcja posuwała się za szybko. A, i lubię zakończenie ;p

Praca numer 3:
Po pierwsze nie wgrały się akapity, autorko :< Błędy z nimi związane przypisuję sobie.

Tekst krótki, a w dodatku przepełniony błędami – na szczęście mamy na forum poradniki, które powinny ci pomóc w dziale "Pisanie". Jeśli chodzi o fabułę, muszę niestety przyznać, że mi się nie podobało. Historia jest nieco infantylna, choć to może tylko kwestia gustu, ale bez jakichkolwiek emocji przebrnęłam przez twój tekst. Nie bardzo ruszyła mnie ta historia. Ogólnie nie jest źle, bo całkiem nieźle budujesz zdania, lecz popracowałabym nad poprawnością twoich prac.
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
#4
Praca numer 1.

Świetne zaprezentowanie tytułu w sposób graficzny, to zawsze przyciąga moją uwagę, ale dalej jest już trochę topornie – mam na myśli widoczny kompletny brak pomysłu i jego zmiany w miarę pisania. No nic, weny i poprawy stylu życzę :P

Praca numer 2.

Najpierw zauważyłem imię postaci – Peter. Mój ulubiony bohater z Teen Wolfa tak się nazywa :P Początek jest zabawny i wciąga, a dalej ładnie jest wszystko opisane, mam tylko uwagę co do „Nawiedził go miły sen, tak realny, jakby to działo się naprawdę?”, tutaj znak zapytania jest raczej zbędny, bo są w nim zawarte wątpliwości, ale nie jest to pytanie. „Potem dostaniesz pierdolca, będziesz gadał do siebie, albo innego przyjaciela, badyla” – zbędny przecinek. Tyle z poprawek. Tekst ładnie napisany, aczkolwiek odrobinę brakuje mi w nim czegoś, co wywoła „efekt wow”. To znaczy przeczytałem i nawet mi się spodobało, ale jutro pewnie o nim zapomnę – trudno, taki los. Mogę się przywalić natomiast do niekonsekwentnego używania wulgaryzmów, ale to sobie odpuszczę i uznam za zabieg, który ma na celu podkreślenie dramatyzmu itp. Ogółem w mojej skali będzie tak 7/10. ACH, NIE. 5,5/10 za gołe dialogi!

Praca numer 3.
„Usiadł z Damon'em” – zbędny apostrof. Nie ocenię tego tekstu, bo dla mnie nie spełnia wymogów. Ani temat za bardzo nie jest ujęty, ani to nie jest właściwie opowiadanie. Bardziej dramat. Konkretniej tragedia. Pod względem charakteru dzieła. No bo co to ma być. Przyczepiłem się w poprzednim tekście do gołych dialogów, a tu... same gołe dialogi. No ej, tak się nie robi. Weny i ochoty do pracy.
#5
Ocenię tylko pierwszy tekst, bo właśnie ten jest dla mnie zwycięski. Świetna legenda fantasy, świetnie napisana. Widziałam kiedyś taki spektakl światło i dźwięk o bogach starożytnego Egiptu. Przedstawienie odbywało się na terenie świątyni File w Egipcie. Zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Czytając ten tekst widziałam i słyszałam całą historię, czułam klimat i grozę. Zgadzam się z Trice, że jest to doskonały początek czegoś większego. Nie ma co tu gadać, bardzo mi się podobało. Żeby nie było tak słodko, zmiana czasu pod koniec, ale to chyba jednorazowa wpadka:P?
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
#6
A niech to. Nie wyrobiłem się z czasem :(

Nie za szybko to zostało wstawione? Skoro termin był do wczoraj, a już o 20:30 zostały wstawione teksty...
A gdybym chciał wysłać swój wczoraj o 21szej, to byłoby już po ptakach?
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Reklama AdSense
#7
Stu, nie spodziewałam się, że będziesz chciał również wysłać tekst ;p Po pierwsze czasu na wysyłanie było bardzo dużo, więc nie wiem, czy podsumowanie o 20:30 w ostatni dzień to coś dziwnego :P Po drugie – możesz teraz sam wstawić swoją pracę w tym wątku, nic się nie stało ;)
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
#8
Po pierwsze – jeśli termin jest do 31 stycznia, to ten dzień trwa aż do godz. 24tej
Po drugie – moja praca nie będzie wtedy anonimowa :P
Ale cóż, skoro mam napisane, to wkleję – ale jest to poza konkursem, czyli że nie można głosować na moją pracę!!



Bezludna wyspa

Harry leżał na piasku i ciężko oddychał. Przez ostatnią godzinę holował nieprzytomnego Johna, walcząc z morskim żywiołem. Był wyczerpany, ale i szczęśliwy, że udało mu się w końcu dopłynąć do jakiejś wyspy. Odpoczywał, grzejąc się w słońcu. Dopiero po jakimś kwadransie był w stanie podnieść się z piasku i na czworaka podszedł do Johna. Przyłożył ucho do klatki piersiowej, nasłuchując bicia serca. Biło miarowo. Harry wstał i powoli rozejrzał się, chcąc ocenić sytuację. Najpierw spojrzał na ocean — bezkresny, spokojny i morderczy. Fale delikatnie napływały na plażę i cofały, mocząc piasek i zacierając ślady stóp, które jeszcze niedawno przecież tam były. Mężczyzna odwrócił się powoli, a jego oczom ukazał się iście sielski widok. Stał na dziesięciometrowym pasie piachu, który oddzielał morze od ogromnej kuli zieleni. Na skraju dumnie sterczały palmy, a w głębi dostrzegł drzewa cytrusowe.
— No, przynajmniej nie umrzemy z głody — pomyślał Harry. Złapał Johna pod pachami i zaciągnął pod palmy, by ułożyć go w cieniu. Trzasnął go kilka razy w gębę. Nie znał innego sposobu, aby kogoś ocucić. Nic jednak nie pomogło.
— No trudno. Zawsze warto było spróbować — powiedział do siebie. — Dobra. Co teraz? Trzeba zbudować schronienie, a potem nazbierać coś do jedzenia. — Układał plan działania.
Podciągnął wyżej spodnie i ruszył w głąb wyspy... Trochę w głąb wyspy... No dobra, jakieś trzy metry. Jako typowy mieszczuch bał się dzikich zwierząt... i to do przesady. Dla niego papużka falista to krwiożercza bestia. Co innego John — uwielbiał wypady za miasto, kochał kontakt z naturą. To właśnie przez niego znaleźli się na tej cholernej wyspie. Przygód mu się zachciało.
Harry wytargał z zarośli jakąś gałąź, ale nie wiedział, co z nią zrobić. W końcu wbił ją w piach koło Johna. Naznosił też trochę liści bananowca i ułożył wkoło, opierając o gałąź. W ten sposób zbudował jaki taki szałas. Trochę dziękował w myślach Johnemu. Kiedyś byli razem w lesie z planowanym noclegiem. Harry zabrał oczywiście ze sobą namiot, ale John poszedł na żywioł i zbudował sobie szałas. Harry przyglądał się wtedy poczynaniom swego przyjaciela i teraz okazało się to przydatne.
Właśnie zamierzał iść i nazbierać owoców, gdy usłyszał ciche pojękiwania. Zajrzał do szałasu i zobaczył, jak John próbuje się podnieść.
— No, nareszcie wróciłeś do krainy żywych — podsumował Harry.
— Co się stało? — zapytał towarzysz niedoli.
— A od którego momentu zacząć? Od tego, jak wybraliśmy się na ryby?
— Nie wygłupiaj się — odparł John. — Aż tak źle ze mną nie jest.
— Dobra, zapytam inaczej. Co pamiętasz?
— Łowiliśmy, piliśmy browar, śpiewałem szanty...
— Darłeś ryja, a nie śpiewałeś — poprawił go Harry.
— A dalej już nie wiem.
— Później było ciekawie. Coś pieprznęło, aż wyrzuciło nas za burtę. Z łodzi nic nie zostało. Byłeś nieprzytomny, więc musiałem cię przytargać o własnych siłach.
John wygramolił się z szałasu i rozejrzał po okolicy.
— Ciekawe, co spowodowało wybuch — zaczął się zastanawiać. — Jaki kolor miały płomienie? — zapytał.
— Czy ty myślisz, że miałem czas przyglądać się fajerwerkom? — odpowiedział pytaniem Harry. — Nie baw się teraz w detektywa, tylko myśl, co dalej.
Zapadło milczenie. John chodził po plaży, rozglądał się i coś tam mruczał pod nosem. W końcu stanął i spojrzał na przyjaciela.
— Znając ciebie, przypuszczam, że nie zapuszczałeś się w głąb wyspy. — Harry tylko się uśmiechnął. — W takim razie idziemy. Musimy nazbierać drewno na ognisko i znaleźć coś do jedzenia. Jednak przede wszystkim musimy zdobyć słodką wodę. Chodźmy, zanim zrobi się ciemno.
Wyruszyli zatem w głąb wyspy. Drzew owocowych było pod dostatkiem. Rosły tu bananowce, drzewka pomarańczowe, migdałowce i kiwi.
— Co prawda, nie ma tu jadowitych węży ani skorpionów, ale lepiej uważaj, zanim coś podniesiesz z ziemi.
— Czemu? — spytał Harry.
— Bo są tu pająki — odpowiedział John. Jego przyjaciel stanął oniemiały. — W dzień chowają się w różnych zakamarkach, więc trzeba uważać, by się któremuś nie narazić. Mogą ugryźć, będąc zagrożone. Śmiertelne to nie jest, ale do przyjemności też nie należy.
— No rewelacja! Wiesz co? Sam zbieraj drewno i owoce. Ja będę je tylko nosić.
— Jak chcesz.
Po jakiejś godzinie i kilkunastu kursach w tę i z powrotem mieli już taki stos drzewa, że można by spalić na nim niejedną czarownicę. Owoców powinno im starczyć na cały dzień. Gorzej było ze słodką wodą, nigdzie na wyspie nie natrafili na jej źródło. John stwierdził więc, że następnego dnia będą musieli wykopać studnię z dala od brzegu. Niby proste, ale nie mieli łopaty, a do hipermarketu nie było im po drodze. Czekało ich zatem powolne dziabanie ziemi jakimś kijem.
Zapadł mrok i zrobiło się chłodno. Rozpalili ognisko. Na szczęście John znał kilka sposobów, jak radzić sobie bez zapałek. Już po chwili mogli się grzać w cieple płomieni.
— Przydałoby się piwko — rozczulił się Harry.
— Nie ma sprawy, jest pod pokładem.
— Jakim pokładem?
— Tej łodzi, która wyleciała w powietrze. — odpowiedział John i zaczął rechotać jak głupi.
— Bardzo śmieszne.
Położyli się spać, zamykając w miarę dokładnie szałas, by im było ciepło. Pobudka nie była zbyt przyjemna. Pierwszy obudził się John, bo poczuł, że ma mokro. Wszędzie była woda.
— Cholera, zapomniałem o przypływie — zirytował się John i obudził Harrego. — Wstawaj, musimy się przeprowadzić.
— Co się stało?
— Cielę w nocy się zsikało. Mamy przypływ, ot co.
W tempie błyskawicznym przenieśli wszystko, co się dało, w zarośla.
— I co teraz? — spytał Harry.
— Zbudujemy nowy szałas, ale większy.
— Z łazienką i basenem?
— Basen już mamy — odparł John. — I to znacznie za duży, niż byśmy chcieli — dodał, patrząc na ocean.
Harry stanął przed nim i spytał:
— Słuchaj, czy zamiast czekać na jakiś ratunek nie powinniśmy raczej zbudować jakąś tratwę?
— Jeśli w ciągu trzech dni nikt nas tu nie znajdzie, zaczniemy budowę — odparł stanowczo i spokojnie.
Zjedli coś i poszli kopać studnię. Szło im topornie, ale tego się spodziewali. Co jakiś czas się zmieniali — najpierw John kopał, a Harry wybierał ziemię, potem na odwrót. Po godzinie męczarni kopali już w błocie.
— Chyba wystarczy — stwierdził John.
Przykryli dziurę ogromnymi liśćmi i wrócili do obozu. Zaczęli budowę od wybrania dużych i w miarę prostych gałęzi. Utworzyli z nich konstrukcję, wiążąc za pomocą pnączy. Z liści palmy kokosowej zrobili maty, które posłużyły im za ściany szałasu, a z liści bananowca wykonali dach. Na tej budowie upłynął im cały dzień. Wieczorem poszli do wykopanej dziury, by sprawdzić, czy nazbierała się tam woda i czy nadaje się do picia. Mieli szczęście — pomysł z prowizoryczną studnią okazał się sukcesem, którego tak bardzo pragnęli. Mogli się napić do woli. Zmęczeni, ale i dumni z siebie poszli spać.
Poranek obył się bez rewelacji, więc wstali wypoczęci. Zdecydowali, że na wszelki wypadek zaczną zbierać materiał do budowy tratwy. Udało im się znaleźć tylko dwie kłody, ale na tyle duże, by utrzymały ich obu. Nieźle się namordowali, by przytargać je na plażę. Usiedli na nich, by odpocząć. Zbliżało się południe i słońce grzało niemiłosiernie.
— John! Czy tam przypadkiem coś nie płynie?! — krzyknął nagle Harry.
— Masz rację. Cholera, tam coś płynie. Szybko! Rozpalmy ognisko!
Rzucili się pędem do przygotowanego stosu drewna. John nabrał już wprawy w rozpalaniu ognia, więc już po chwili płomienie lizały kolejne gałęzie. W końcu cały stos rozgorzał jednym wielkim płomieniem. Na górę wrzucili świeże liście bananowca, dzięki czemu zaczął się unosić gęsty, biały dym.
Odniosło to zamierzony skutek, bo łódź wyraźnie zaczęła się kierować w ich stronę. John i Harry zaczęli wydzierać się z radości i tańczyć. Łódź dobiła do brzegu i wysiadło z niej dwoje ludzi — kobieta i mężczyzna.
— Dzień dobry. Jak panowie sądzą: czy kiedyś na całej ziemi zapanuje pokój? — spytał mężczyzna.
— O kurde, świadkowie Jehowy! — krzyknął John. — Chyba faktycznie zesłał was tu Bóg.
— Zabierzecie nas z tej przeklętej wyspy? — spytał Harry.
— Oczywiście – odparła kobieta. — Mam na imię Noemi, a panowie?
— Ja jestem John, a to Harry.
— A ja nazywam się Mark. Miło nam.
— Oj, nie — zaprotestował Harry. — To nam jest niezmiernie miło. Pierwszy raz w życiu cieszę się na wasz widok.

KONIEC
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
#9
Cytat:Ale cóż, skoro mam napisane, to wkleję – ale jest to poza konkursem, czyli że nie można głosować na moją pracę!!

W ten sposób zbudował jako taki ( "jaki taki, czyli wystarczający, możliwy do przyjęcia" bo "jako taki" jest nawiązaniem do poprzedniej charakterystyki np. był ekspertem literackim i jako taki mógł oceniać prace innych ) szałas.

Po jakiejś godzinie i kilkunastu kursach w tę i z powrotem mieli już taki stos drzewa, że można by spalić na nim nie jedną ( niejedną ) czarownicę.

Tyle znalazłam. Jeśli chodzi o pierwsze zdanie, to jak najbardziej możemy oceniać twoją pracę. Tekst jest zabawny, dobrze napisany i widać, że bywałeś na bezludnych wyspach. Tylko po co zabrałeś kumpla;)? Gdybyś pozostał przy tym nieudaczniku, byłoby jeszcze zabawniej. Świadkowie Jehowy niczym arka, dobre:D.
Co do klasyfikacji, to moja ocena nie zmieniła się. Tekst nr 1 zdecydowanie u mnie prowadzi.

Cytat: ACH, NIE. 5,5/10 za gołe dialogi!

Hell, wyjaśnij "gołe dialogi".
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
#10
Tekst 1 – Autor ma charakterystyczny styl faceta z przedwczesnym wytryskiem. Dobrze zaczyna i... i w sumie tyle. Zdobywa zainteresowanie, angażuje czytelnika, wodzi za nos, w końcu podnosi tempo, nakręca, aż wszystko działa jak gorąca, naoliwiona maszyna, przenosi w odległe fantastyczne miejsce, a potem zwyczajnie przerywa w kulminacyjnych momentach, wychodzi trzaskając drzwiami i nigdy nie dzwoni. A na powtórkę trzeba czekać rok. Niech postronni nie czują się urażeni prostotą mojego komentarza, bo są to słowa kierowane przede wszystkim do autora. Co prawda mógłbym tutaj popaść w różnorakie ochy, achy w rozmaitych konfiguracjach i pozycjach – pracy jak najbardziej należy się uznanie – ale nie będę się powtarzał, aby na kolejne pół roku zostać wydy*anym z ciągiem dalszym. Jesteś paskudnym trollem, chociaż całkiem bystrym i sam potrafisz się domyśleć, co mam do powiedzenia o tekście.

Tekst 2 – Przede wszystkim zazdroszczę autorowi, a może autorce*, niesamowitej biegłości w prowadzeniu opowieści. Czasami z narracją jest jak z kurzajką. Niby ręce nie odpadają, człowiek nie ma odruchu wymiotnego, ale drażni na każdym kroku. Tutaj jest zwinnie i spójnie, tekst przemierza się nawet z pewną dozą satysfakcji, ot tak, bo styl sprawia przyjemność. Natomiast absolutnym mistrzostwem jest przedstawienie urywków scen z nacechowaniem seksualnym. Idealna wręcz doza erotyzmu przykuwa uwagę, pomaga odebrać opowieść barwniej, zachowując przy tym wszystkie walory dobrego smaku i nie uderzając czytelnika banałem. Choć niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, właśnie te dwie cechy świadczą o pewnej dojrzałości nie tyle twórcy, co twórczej. Ileż to razy ma być sprośnie, a wychodzi porno. W ilu pracach narracja ma wyjść barwna i kolorowa, pełna detali i mądrości, a w efekcie brnie się przez nią jak przez tundrę podczas śnieżycy. Przez tereny niedźwiedzi polarnych. Wyjątkowo agresywnych. W okresie godowym**. Jak się o tym głębiej pomyśli, to zwraca się straszną uwagę na takie rzeczy. Najgorszą niestety stroną tekstu jest pomysł. Jakkolwiek twórca dokłada wiele od siebie, buduje unikalną otoczkę i bohatera, tak ogólnie lądowanie na wyspie jest banalne i biorąc pod uwagę temat warsztatu – raczej oczywiste. Samą pracę uznaję za bardzo dobrą, do ideału brakuje właśnie tej wyjątkowości, elementu zaskoczenia i nowości. Niemniej tekst sprawił mi wiele przyjemności i z przyjemnością czytałbym takie teksty. Nawet na oklepanym pomyśle.

Tekst 3 – Wydaje mi się, że wady są trzy. Twórca nie czuje się w gatunku, problem z przedstawieniem bólu dziewczyny i lenistwo. Albo brak czasu, w tej kwestii nie oceniam. Fajnie jednak, że ktoś próbował przedstawić bezludną wyspę jako stan umysłu. Gdybym miał podjąć się wyzwania, prawdopodobnie też celowałbym w tą stronę***, chociaż bardziej w stany narkotykowego uzależnienia i samobójcze, niż relacje przyjaciół. Głowa do góry, liczy się to, że wywiązałeś się z obietnicy i napisałeś, twórco! A następnym razem 150% siebie ;)

Tekst bonus Stu track dołączony do krążków z edycji platynowa kolekcja podziemia – Ładny przykład, jak wydusić z względnie banalnego tematu jak najwięcej. Podoba mi się pomysł ruszenia drogą humoreski zamiast brnięcia w mroczne puszcze ala Robinson Crusoe. Nie sprawiałeś wrażenia, że silisz się na poważną, dramatyczną historię, tylko od początku dawałeś do zrozumienia, że snujesz przyjemną, pogodną opowiastkę. Doskonale podkreśliłeś to, nadając opowieści kolorów, dżungli życia i kreując dwie bardzo pozytywne postacie. Tak zwany żart jest na dobrym poziomie – ani to cięte wiedźmińskie riposty, które do klimatu nie pasowałyby zupełnie; ani też suchy chleb. Co prawda w narracji czuć grube cięcia, ale bądźmy wyrozumiali ze względu na wymóg długościowy.

–-–

Gratuluję wszystkim uczestnikom i uczestniczkom wysnucia tak świętych historii. Życzę powodzenia w przyszłych edycjach, tak trzymać!
A co do tekstu tygodnia – głosuję na Stu, bo lubię łamać zasady.

–-–

* – poza pracą Hella, którą poznam na węch niczym pies celnika kokę, nie mam nawet pojęcia, kto brał udział. Wybaczcie ; )
** – zgrywam się, nie mam pojęcia, czy niedźwiedzie polarne mają okres godowy, czy po prostu robią swoje
*** – i prawdopodobnie umoczyłbym przez gatunek : D
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Podsumowanie "Pod choinką ze srebra" epoN 7 1,767 10-01-2017, 01:42
Ostatni post: epoN
  Podsumowanie "To nie tak miało się skończyć" epoN 16 3,173 05-12-2016, 20:06
Ostatni post: Vetala
  Podsumowanie "Metr pod gwiazdami" epoN 5 1,445 25-10-2016, 16:02
Ostatni post: Hellbringer
  Podsumowanie "Katalog problemów" epoN 6 2,340 10-04-2016, 11:16
Ostatni post: DjDanceCore
  Podsumowanie "Niektórzy ludzie umierają dwa razy" epoN 6 2,471 31-10-2015, 22:52
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości