Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sny Puchatka
#1
Skrzypnięcie drzwi, trzeszczenie podłogi, głośne ziewnięcie psa. Dźwięki, które słyszę nim zasnę. Przez moment szamoczę się z niesforną kołdrą, po czym ogarnia mnie sen.


SEN PIERWSZY


Jest noc. Stoję na chodniku zatopionym w ciemności, obok mnie skryte w mroku znajduje się moje stare przedszkole. W oddali widzę plamę światła. To latarnia naprzeciwko szpitalnej kostnicy.
Idę w stronę światła, trzymając się z dala od płotu, za którym znajduje się szpital czuję że tam za płotem jest, coś czego nie chcę zobaczyć. Ulica jest pusta po drugiej stronie widzę zaparkowane samochody a przez środek ulicy przebiegają szyny. Czekam chwilę, lecz nie nadjeżdża żaden samochód czy tramwaj. Idę więc dalej od latarni do latarni.
Zdrowy rozsądek kazałby zawrócić do domu w snach jednak rzadko słucha się jego głosu. Docieram do podziemnego przejścia dla pieszych. Pod sufitem świecą się jarzeniówki, blade, szpitalne światło rozświetla mrok. Idę spokojnie w stronę parku w stronę mojej szkoły. Po co? Nie wiem. Coś, jakaś siła, ciągnie mnie w jej kierunku. Przechodzę spokojnie wśród drzew drogą, którą setki razy podążałem do szkoły, a później do pracy. Czuję chłód bijący od drzew, widzę, jak liście poruszają się na wietrze, choć sam nie czuję jego powiewu na skórze. Idąc, spoglądam w górę. Szukam gwiazd, lecz widzę tylko liście.
Mijam wjazd i portiernię i staję przed głównym wejściem, które jest otwarte mimo nocy. Wchodzę do środka i staję w holu, a stare, szerokie schody na wprost mnie zieją chłodem i pustką. Czuję, że nie jestem tu sam. Skręcam w lewo, w mrok. Czuję chłód, wiem, że to, co tu jest, nie jest niczym dobrym, ale czuję też drugi byt. Podążam w stronę wschodniej klatki. Na podłodze niedaleko schodów, zaraz obok pracowni chemicznej leży mała dziewczynka. Podchodzę bliżej widzę że leży skulona, boi się. Ciemność przy schodach gęstnieje, robi się smoliście czarna. Podbiegam do małej szybko i biorę na ręce, po czym odwracam się i biegnę korytarzem do wyjścia. Nie odwracam się, nie muszę, wiem, co jest za mną.
Bez problemu wybiegam z budynku, wciąż trzymając dziecko na rękach. Droga wiedzie mnie w stronę skrzyżowania. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy szedłem tędy na przystanek, z którego odjeżdżał autobus do pracy. Kiedy docieram do przejścia dla pieszych okazuje się, że wcale nie poznaję tego miejsca. Wzdłuż chodnika biegnie wysoki żywopłot na jego środku rosną klony, a wszystko spowija szarawa mgła.
Podchodzę do przejścia, pali się czerwone światło, zatrzymuję się i czekam. Dziewczynka budzi się, stawiam ją ostrożnie na betonowych płytach, patrzy na mnie. Chwytam ją za rękę, kiedy zapala się żółte światło, żeby przejść z nią przez jezdnię, ona jednak nie chce przejść ze mną. Zapala się zielone światło, przechodzę sam na drugą stronę. Po przejściu odwracam się, żeby zobaczyć, gdzie jest ta mała istotka, nikogo nie widzę, jest tylko mgła powoli sunąca w moją stronę.
Przyspieszam kroku. Po mojej prawej znikąd pojawia się gruba rura ciepłownicza, mgła opanowała wszystko poza drogą przede mną. Idę przed siebie, nie wiem jak długo. W pewnym momencie zza horyzontu wyłania się pojedynczy niski budynek. Tu też kończy się rura ciepłownicza. Widzę okno i drzwi – szare, metalowe z brązową klamką, zatrzymuję się przy nich i otwieram, z wnętrza bije jasne światło. Wchodzę do pomieszczenia i zamykam za sobą drzwi.
Jestem w dużym, jasnym pokoju z otwartym oknem, jest dzień, świeci słońce i słyszę śpiew ptaków. W domu nie ma mebli, ściany są pomalowane na biało, co tylko potęguje wrażenie wszechogarniającej jasności, na środku pokoju stoi sztaluga, a przy niej odwrócona do mnie tyłem kobieta malująca coś na płótnie. Nie znam jej, ale czuję bijące od niej ciepło, to ona jest źródłem światła. Podchodzę do niej powoli, chcę zobaczyć jej twarz, chcę usłyszeć jej głos.

Dzwoni budzik jest trzecia piętnaście, czas wstawać do pracy. Po istocie ze światła zostało wspomnienie kim była? Nie wiem mam nadzieję, że kiedyś jeszcze spotkam ją we śnie.
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(04-01-2014, 17:36)Kubuś puchatek napisał(a): Dźwięki (przecinek) które słyszę nim zasnę.

Przez moment szamoczę się z niesforną kołdrą (przecinek)po czym ogarnia mnie sen.

Idę w stronę światła(przecinek) trzymając się z dala od płotu (przecinek)za którym znajduje się szpital.

Czuję, że tam za płotem jest coś (przecinek)czego nie chcę zobaczyć.

Czekam chwilę(przecinek) lecz nie nadjeżdża żaden samochód, (bez przecinka) czy tramwaj.

Zdrowy rozsądek kazał by (kazałby) zawrócić do domu (przecinek)w snach jednak rzadko słucha się jego głosu.

Docieram do podziemnego przejścia dla pieszych(tu bym zrobiła kolejne zdanie) pod sufitem świecą się jarzeniówki(przecinek) blade (przecinek)szpitalne światło rozświetla mrok.

Przechodzę spokojnie wśród drzew drogą(przecinek) którą setki razy podążałem do szkoły (przecinek)a później do pracy.

Czuję chłód bijący od drzew (przecinek)widzę (przecinek)jak liście poruszają się na wietrze (przecinek)choć sam nie czuję jego powiewu na skórze.

Idąc(przecinek) spoglądam w górę. Szukam gwiazd (przecinek)lecz widzę tylko liście.

Mijam wjazd, portiernię i staję przed głównym wejściem(tu albo nowe zdanie, albo "które") jest otwarte mimo nocy.

Wchodzę do środka i staję w holu (tu tak samo, albo nowe zdanie, albo dodać jakiś spójnik, np. "a") stare (przecinek)szerokie schody na wprost mnie zieją chłodem i pustką (tu też nowe zdanie albo spójnik) czuję (przecinek)że nie jestem tu sam.

Skręcam w lewo(przecinek) w mrok(przecinek) (nowe zdanie albo spójnik) czuję chłód wiem, że to(przecinek) co tu jest (przecinek)nie jest niczym dobrym, ale czuję też drugi byt.

Podążam w stronę wschodniej klatki(nowe zdanie albo spójnik) na podłodze niedaleko schodów zaraz obok pracowni chemicznej leży mała dziewczynka. Podchodzę bliżej i widzę, że leży skulona(przecinek) boi się.

Ciemność przy schodach gęstnieje (przecinek)robi się smoliście czarna (tu nowe zdanie, a co więcej brakuje przy "podbiegam" podmiotu, jako że we wcześniejszym zdaniu jest nim ciemność) podbiegam do niej szybko i biorę na ręce (przecinek) po czym odwracam się i biegnę korytarzem do wyjścia.

Nie odwracam się, nie muszę (przecinek)wiem co jest za mną.

Bez problemu wybiegam z budynku (przecinek)wciąż trzymając dziecko na rękach.

Nie jestem e(w) stanie zliczyć(przecinek) ile razy szedłem tędy na przystanek (przecinek)z którego odjeżdżał autobus do pracy.

Wzdłuż chodnika biegnie wysoki żywopłot(przecinek) na środku chodnika rosną klony (przecinek)a wszystko spowija szarawa mgła. (Powtórzenie)

Podchodzę do przejścia(przecinek) pali się czerwone światło (przecinek)zatrzymuje(ę) się i czekam.

Dziewczynka budzi się (przecinek)stawiam ją ostrożnie na betonowych płytach (przecinek)patrzy na mnie.

Chwytam ją za rękę(przecinek) kiedy zapala się żółte światło (przecinek)żeby przejść z nią przez jezdnię(przecinek) ona jednak nie chce przejść ze mną.

Zapala się zielone światło(przecinek) przechodzę sam na drugą stronę.

Po przejściu odwracam się (przecinek)żeby zobaczyć gdzie jest ta mała istotka(przecinek) nikogo nie widzę(przecinek) jest tylko mgła powoli sunąca w moją stronę.

Przyspieszam kroku(tu też bym zrobiła nowe zdanie) po mojej prawej znikąd pojawia się gruba rura ciepłownicza (przecinek)mgła opanowała wszystko poza drogą przede mną.

Widzę okno i drzwi (przecinek)szare(przecinek) metalowe z brązową klamką (przecinek) zatrzymuje(ę) się przy nich i otwieram (przecinek)z wnętrza bije jasne światło.

Jestem w dużym(przecinek) jasnym pokoju z otwartym oknem (przecinek)jest dzień (przecinek)świeci słońce i słyszę śpiew ptaków.

W domu nie ma mebli (przecinek)ściany są pomalowane na biało(przecinek) co tylko potęguje wrażenie wszechogarniającej jasności(przecinek) na środku pokoju stoi sztaluga (przecinek) a przy niej odwrócona do mnie tyłem stoi kobieta malująca coś na płótnie. (Drugie "stoi" bym usunęła)

Nie znam jej (przecinek)ale czuję bijące od niej ciepło, to ona jest źródłem światła. Podchodzę do niej powoli (przecinek)chcę zobaczyć jej twarz (przecinek)chcę usłyszeć jej głos.

Dzwoni budzik (tu bym albo zaczęła nowe zdanie, albo dała "jest") trzecia piętnaście (przecinek)czas wstawać do pracy.

Po istocie ze światła zostało wspomnienie (tu też bym dała nowe zdanie) kim była? Nie wiem (przecinek)mam nadzieję (przecinek)że kiedyś jeszcze spotkam ją we śnie.

Nie przepadam za opisem snów, bo nie wiem, jak się do nich ustosunkować. :D
Byłoby w porządku, gdyby nie przecinki. Masa tego, a tekst krótki.
Po drugie budowa zdań jest co najmniej dziwna – piszesz ciągiem wyrazów, nawet jeśli dotyczą one całkowicie innej myśli i całkowicie innego podmiotu. Gdyby połączyć to spójnikami lepiej by się czytało.
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
Dziękuję już poprawiam
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
#4
Po pierwsze – wcięcia akapitów. Robimy je za pomocą kodu [p].

(04-01-2014, 17:36)Kubuś puchatek napisał(a): Jest Noc (dlaczego dużą literą?). Stoję na chodniku zatopionym w ciemności (przecinek) obok mnie skryte w mroku znajduje się moje stare przedszkole.

Idę spokojnie w stronę parku (przecinek) w stronę mojej szkoły. Po co? Nie wiem. Coś (przecinek) jakaś siła (przecinek) ciągnie mnie w jej kierunku. Przechodzę spokojnie wśród drzew drogą, którą setki razy podążałem do szkoły (przecinek) a później do pracy.

Szukam gwiazd (przecinek) lecz widzę tylko liście.

(...) zieją chłodem i pustką. czuję (dużą literą), że nie jestem tu sam. Skręcam w lewo, w mrok, (raczej kropka) Czuję chłód (przecinek) wiem, że to, co tu jest (przecinek) nie jest niczym dobrym, ale czuję też drugi byt. Podążam w stronę wschodniej klatki. Na podłodze niedaleko schodów (przecinek) zaraz obok pracowni chemicznej leży mała dziewczynka.

(...) robi się smoliście czarna. podbiegam (dużą literą) do małej (przecinek) szybko biorę na ręce, po czym odwracam się i biegnę korytarzem do wyjścia. Nie odwracam się, nie muszę, (raczej myślnik) wiem (przecinek) co jest za mną. Bez problemu wybiegam z budynku (przecinek) wciąż trzymając dziecko na rękach.

Kiedy docieram do przejścia dla pieszych (przecinek) okazuje się, że wcale nie poznaję tego miejsca.

Podchodzę do przejścia (przecinek) świeci się czerwone światło (przecinek) zatrzymuję się i czekam.

Chwytam ją za rękę ,kiedy (przecinek stawiamy po wyrazie, a nie przed nim) zapala się żółte światło (przecinek) żeby przejść z nią przez jezdnię (przecinek) ona jednak nie chce przejść ze mną.

Po przejściu odwracam się, żeby zobaczyć (przecinek) gdzie jest ta mała istotka, nikogo nie widzę (przecinek) jest tylko mgła powoli sunąca w moją stronę.

Idę przed siebie (przecinek) nie wiem jak długo. W pewnym momencie z za (zza) horyzontu wyłania się pojedynczy niski budynek.

Widzę okno i drzwi (myślnik) szare, metalowe, z brązową klamką.

Na środku pokoju znajduje się sztaluga (przecinek) a przy niej odwrócona do mnie tyłem stoi kobieta malująca coś na płótnie.

Podchodzę do niej powoli, chcę zobaczyć jej twarz (przecinek) chcę usłyszeć jej głos.

Interpunkcja – krótko mówiąc – leży. Warto zapoznać się z naszym forumowym poradnikiem: http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...nkcja.html
Warto to podzielić na jakieś akapity. Sporo też jest podwójnych spacji – raz nawet była potrójna.

Fabuła – jak to zwykle ze snami bywa, ten również jest dobrze zakręcony. Jednak dla mnie ciekawsza była puenta – szkoda tylko, że taka krótka.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#5
Dzięki za poradniki już poprawiam spacji nie robię specjalnie taki nawyk.
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości