Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Miniatura Legenda o piwe Świdnickim.
#1
Dawno, dawno temu. W czasach gdy słońce było bogiem, a księżyc boginią. W mieście Świdnicy, żył pewien chłopek o smaku wielkim na mocne trunki i równie mocnej głowie. Na imię mu było Maciej, ale nawet najbliżsi kumowie tego nie pamiętali i mówili na niego Magdziarz – po matce Magdzie, cenionej na księstwo całe zielarce.
Mieszkał on wraz z matką na podgrodziu, skąd do lasu blisko, a i na targ znośnie. Dzięki maściom i nalewkom przeróżnym przez Matkę sporządzanym i sprzedawanym, żywot wiódł dostatni, czas swój trwoniąc na uciechy z kuflem piwa w jednej łapie i garncem miodu w drugiej. Często też Stara Magda narzekała na niego, że gnuśny, że swawolny, że żony nie może znaleźć, ale jak to matka, kochała syna i wybaczała mu jego wyskoki.
– Chłop wielki jak dąb – myślała starowinka – to i babę w końcu znajdzie!
I tak żyli sobie we dwoje, aż pewnego razu, podczas powrotu z miasta, podpity po wizycie w karczmie Maciej został zaczepiony przez obcego, noszącego płaszcz obszyty fioletową nicią.
– Tyś jest Magdziarz, syn zielarki? – spytał nieznajomy, głosem strasznym, choć przymilnym.
– Tak, to ja! – odpowiedział hardo Maciek, starając się stać prosto, co było tego wieczoru wyjątkowo trudne. – A kto pyta? – dodał zaraz, mierząc obcego groźnym wzrokiem.
– Jestem dobrym znajomym twojej matki. Przekaż jej odemnie synu, żeby nalewki na szyszce nagotowała, bo gości mieć będzie w przyszłą niedzielę! – odpowiedział obcy.
– Ale jakiej szyszce? – spytać chciał Maciej, ale nieznajomy odszedł już w mrok nocy, i Magdziarz rad, nie rad, poszedł dalej.
W domu opowiedział Matce o dziwnym spotkaniu a starowinka zwymyślała go:
– Oj, Maciek, Maciek, oj, oj, oj! – Mówiła, myśląc, że syn ją oszukuje. – Szyszki świerku, jakieś cuda! Ta nalewka się nie uda! – krzyczała, więc syn położył się na siennik, zatkał uszy, by już jej nie słuchać i zasnął snem mocnym, a strasznym.
We śnie widział dwie postacie, jasną i ciemną, a obie naraz mówiły mu:
– Maciek, Maciek, Wiedźmi Synu, daj mu nalewki z bursztynu! – i zbudził się chłopek przestraszony, że aż portki przepocił. Zerwał się z siennika i mówi do matki:
– Mamo, gości mieć będziemy, czymże ich poczęstujemy?
Zbudzona matka stwierdziła tylko:
– Jakeś pił, tak masz spać, jutro musisz rano wstać! – lecz tym razem Maciej nie dał za wygraną:
– Słuchaj mamo co syn mówi! Gość nasz bursztynową lubi.
Widząc minę swojego syna, Magda uwierzyła w końcu w jego słowa i postanowiła:
– Bursztyn drogi, bida stara,
trza nam coś wymyślić zaraz.
Słuchaj synu, Magda stara,
Wie, co wrzucimy do gara.
Pójdź na targ, i zakup chmielu,
Wykorzystam go w tym celu,
By zabarwić napar ładnie,
Co jest w garze, nikt nie wpadnie!
Ale dzisiaj już idź spać,
Na targ trzeba rano wstać!

I położyli się oboje i zasneli snem głębokim, a spokojnym i krzepiącym.
Z rana Maciej udał się na targ, by kupić chmiel, gdy już wracał z ciężkim workiem na ramionach, spotkał na drodze staruszka o pożółkłych zębach, który spytał go głosem miłym, choć chytrym:
– Cóż tam niesiesz Magdziarzu, synu zielarki?
– Chmiel dla matki niosę, starcze. – opowiedział mu grzecznie chłopek.
– Chmiel, rzecz dobra, jak się znasz.
Jak mi szyszek trochę dasz,
Dam ci w zamian przepis dobry,
Piwa, jakie pił Król Chrobry!
Maciek pomyślał chwilę, a że żal mu było starego, to rzucił mu kilka garści szyszek i poszedł dalej drogą. Za zakrętem natknął się na, obcą mu, piękną rudą kobietę.
– Skąd jesteś pani? – Spytał ją oczarowany Maciej. – Wszak nie mieszkasz w Świdnicy, taką gładką pannę każdy, by rozpoznał.
– Nie jestem stąd, Magdziarzu, synu zielarki. – odpowiedziała rudowłosa głosem cichym i tajemniczym. – Słyszałam o twojej matce i chciałam ją poznać, ale idę z daleka i nie wiem, gdzie dokładnie mieszka.
– Chodź więc ze mną! – zaoferował się chłopek natychmiast, licząc na wdzięczność kobiety. – Wracam właśnie do domu i chętnię cię zaprowadzę.
Gdy tylko panna się zgodziła Maciej radośnie ruszył do domu w jej towarzystwie.
Dotarli razem do chaty i weszli do środka, ale Magdy nigdzie nie było. Przeszukali całe podwórze, ale nie mogli jej odnaleźć. W końcu panna odeszła, obrażona, że Maciek ją oszukuje, a biedy chłopek siadł na ławce i rozmyślał.
Po długim czasie Magda wróciła do domu.
– Gdzie byłaś? – spytał ją syn.
– Zioła zbierać byłam. – odpowiedziała mu. – Weź połowę chmielu z wora i zaczynajmy.
Maciej rozpalił ogień i wraz z Matką uwarzyli piwo wedle przepisu starca. Wyszło im zbyt ciemne, choć o goryczy smaku wręcz królewskiej. Ale i na to znaleźli sposób, drugą połowę chmielu uwarzyli z dodatkiem miodu, co nadało mu kolor bursztynu i łagodniejszy smak. Zostało czekać.

***

Jednak następnej niedzieli nikt nie przyszedł do chaty w gości, ani też w żadną z kolejnych. Maciej zaś piwo w końcu wypił z kumami, a oni rozgłosili po Świdnicy o jego niezwykłym smaku. Po latach doszło i do tego, że Maciej Magdziarz pobudował browar i Piwa Świdnickie trafiły na dwór książęcy, gdzie skosztował ich sam Senior krakowski i zakrzyknął:
– Nie masz piwa nad Ciemne Świdnickie, a jeśli już, to tylko Jasne!
I innego piwa już nie pijał, a gdy papież wezwał go do wypełnienia przysięgi i wyruszenia do ziemi świętej, ten odmówił twierdząc, że "W ziemi świętej piwa nie ma, przeto żyć tam się nie da!" i wysłał po 6 beczek Ciemnego i Jasnego Świdnickiego do Stolicy Apostolskiej, gdzie po spróbowaniu, papież zwolnił go z przysięgi w zamian za obiecanie, że książę będzie wysyłał mu kolejne beczki tego zacnego trunku.

Tak oto piwo Świdnickie na świat cały sławne do legendy trafiło a z niej i do tej opowieści. Wspomnijcie czasem pijąc ten złoty napój faraonów i królów, że i on ma swoją legendę, jak i Wina księdza Jana.
I konia, i muła, i osła głupiego,
I mrówke, i żuka, termita martwego,
Gołąbka pokoju białego jak kreda,
Lecz tylko jeża przelecieć się nie da!!!

Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
(02-01-2014, 02:59)Finneus napisał(a): W mieście Świdnicy,(bez przecinka) żył pewien chłopek o smaku wielkim na mocne trunki i równie mocnej głowie.

I tak żyli sobie we dwoje, aż pewnego razu, podczas powrotu z miasta, podpity po wizycie w karczmie Maciej został zaczepiony przez obcego, (bez przecinka)noszącego płaszcz obszyty fioletową nicią.

– Tyś jest Magdziarz, syn zielarki? – spytał nieznajomy, (bez przecinka)głosem strasznym, choć przymilnym.

– Jestem dobrym znajomym twojej matki. Przekaż jej ode(spacja) mnie (przecinek) synu, żeby nalewki na szyszce nagotowała, bo gości mieć będzie w przyszłą niedzielę! – odpowiedział obcy.

– Ale jakiej szyszce? – spytać chciał Maciej, ale nieznajomy odszedł już w mrok nocy,(bez przecinka) i Magdziarz (tu bym dała przecinek jeśli już) rad,(bez przecinka) nie rad(nierad), poszedł dalej.

W domu opowiedział Matce(z małej litery, to nie nazwa własna) o dziwnym spotkaniu(przecinek) a starowinka zwymyślała go:

– Oj, Maciek, Maciek, oj, oj, oj! – Mówiła(mówiła), myśląc, że syn ją oszukuje.

– Szyszki świerku, jakieś cuda! Ta nalewka się nie uda! – krzyczała, więc syn położył się na siennik, zatkał uszy, by już jej nie słuchać i zasnął snem mocnym,(bez przecinka) a strasznym.

– Chmiel dla matki niosę, starcze.(bez kropki) – opowiedział mu grzecznie chłopek.

Za zakrętem natknął się na,(bez przecinka) obcą mu, piękną (przecinek) rudą kobietę.

– Skąd jesteś (przecinek)pani? – Spytał(spytał) ją oczarowany Maciej.

– Wszak nie mieszkasz w Świdnicy, taką gładką pannę każdy,(bez przecinka) by rozpoznał.

– Nie jestem stąd, Magdziarzu, synu zielarki. (bez kropki)– odpowiedziała rudowłosa głosem cichym i tajemniczym.

Gdy tylko panna się zgodziła(przecinek) Maciej radośnie ruszył do domu w jej towarzystwie.

– Zioła zbierać byłam. (bez kropki)– odpowiedziała mu.

Po latach doszło i do tego, że Maciej Magdziarz pobudował browar i Piwa Świdnickie (z małych liter) trafiły na dwór książęcy, gdzie skosztował ich sam Senior(z małej litery, to też nie jest nazwa własna) krakowski i zakrzyknął:

(...) i wysłał po 6 (liczebniki słownie) beczek Ciemnego i Jasnego Świdnickiego do Stolicy Apostolskiej, gdzie po spróbowaniu, papież zwolnił go z przysięgi w zamian za obiecanie, że książę będzie wysyłał mu kolejne beczki tego zacnego trunku.

Tak oto piwo Świdnickie na świat cały sławne do legendy trafiło(przecinek) a z niej i do tej opowieści.

Dosyć humorystycznie napisane, lekkie i łatwe do czytania, ot, takie na rozluźnienie. :)
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#3
A ja mam pytanie: Czy tytuł nie powinien raczej brzmieć "Legenda o piwie świdnickim"?
Raz, że o piwie, a nie piwe, a dwa świdnickim małą literą, bo to przymiotnik – piwo (jakie?) świdnickie.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#4
Brawo Fin dawno nie czytałem nic tak przyjemnego trochę dziwne przynajmniej dla mnie jest przejście od części rymowanej do zwykłej, ale i tak czyta się to bardzo dobrze. Btw takie piwo naprawdę istnieje czy to tylko twój wymysł?
Eorth znajduje się w tym miejscu gdzie śpią wszystkie smoki
Odpowiedz
#5
Piwo świdnickie było w średniowieczu uwielbiane w całej europie, jest to fakt 'autentyczny'. Przez długi czas na dworach książęcych i królewskich jeśli gościło piwo, to tylko świdnickie :)
A na końcu opowiadania mowa o papieżu Innocentym III, księciem zaś był Leszek Biały.
Miniaturka bardzo fajna, spodobała mi się, czasami wrzucisz na to forum coś ciekawego ^^
Odpowiedz
#6
Chociaż nie podoba mi się tematyka, bo o alkoholu to sama praca jest dość ciekawie napisana i przypomina różne ludowe podania i legendy.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Najbardziej spodobały mi się rymowane wstawki, niezły pomysł. :)
Co do reszty, zgadzam się z przedmówcami. Miło i zabawnie, doskonałe na poprawę humoru.
Konwencja jest po to, by ją łamać.
A jak się komuś nie podoba, niech spada na drzewo i wróci, gdy zrozumie swoje zachowanie.
~Nidrax
Odpowiedz
#8
Jakoś tak... miło mi się zrobiło, kiedy przeczytałam ten tekst. :) Świetnie komponuję się z racuchami z cukrem.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#9
Piwo rządzi :)
A tak szczerze, to fajne rymy i świetny pomysł z dorzuceniem ich do swojej pracy ^^

Dzięki :)
Poprawiłam
Odpowiedz
#10
Tak jak piwo mi za nic nie smakuje, tak ta legenda podbiła moje serce :D Taka prosta, a jednak czyta się miło.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fantasy Legenda o Yleisie Trzynasty Rurkowiec 11 3,602 31-07-2014, 23:10
Ostatni post: StuGraMP

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości